17 listopada 2019

50. Być ze sobą. Na dobre i na złe

Witam!
Nadszedł ten moment, ta chwila... OSTATNI rozdział drugiej serii pojawia się właśnie dziś, teraz. Można rzec, że napisanie tej historii zajęło nam wiele długich lat, ale nie do końca byłaby to prawda. Już od jakiegoś czasu zastanawiałyśmy się nad kontynuacją przygód naszych bohaterów, ponieważ bardzo się z nimi zżyłyśmy i... postanowiłyśmy spróbować. Dlaczego spróbować? Bo obie nie grzeszymy zbyt dużą ilością wolnego czasu. Z tym pisaniem może być różnie, więc nawet jeśli ta seria powstanie, nie liczyłabym na naszą systematyczność. Druga sprawa to zaangażowanie. I nie, nie tylko nasze, ale i czytelników. Ręka do góry, kto chciałby przeczytać o dalszych losach Itachiego, Sasuke, Haniko i Keiko? Dajcie znać w komentarzach.

Wracając do samego rozdziału, będzie to najdłuższa rzecz, jaka pojawiła się na tym blogu. Jeżeli komuś przeszkadzają takie kolosy, może czytać na raty, książki chyba też wszyscy czytamy w ten sposób, a ilość i długość naszych rozdziałów wskazuje ewidentnie, że napisałyśmy kolejny Potop.

Jest to również pierwszy rozdział, w którym pojawi się piosenka. Inspirowała mnie podczas pisania, więc nie mogłam sobie darować zamieszczenia słów. Nie wrzucam żadnych linków, jeśli ktoś będzie miał ochotę posłuchać, to bez problemu ją sobie znajdzie.

To tyle. Dziwnie pisze mi się te słowa, dziwne jest kończenie czegoś, co trwało tyle lat, pochłonęło tyle myśli, wywołało tak wiele dyskusji. Być może zobaczymy się już wkrótce z pierwszym rozdziałem kolejnej części, ale na razie czuję, jakbym się żegnała.

Kończę więc.
Żegnam.
Do zobaczenia.

I miłego czytania!
_________________________________________________________________


Haniko przykucnęła przy łóżeczku i przez drewniane szczebelki wpatrywała się w drobną ciałko śpiącej córki. Sumire marszczyła przez sen nosek zupełnie jak jej ojciec, chociaż w jej wykonaniu prezentowało się to raczej zabawnie. Sasuke nie był tak rozkoszny, zwłaszcza  że w ciągu ostatniego roku bardzo zmężniał.
– Wszystko w porządku?
W drzwiach stanęła opiekunka do dzieci, wynajęta na czas wesela. Spojrzała na Haniko z obawą, jakby miała wątpliwości, czy należycie zajęła się jej córką. Miała pod opieką troje niemowląt i czwórkę kilkulatków, które bawiły się w oddzielnym pokoju. Trochę dużo jak dla jednej tak młodej osoby.
Haniko wysiliła się, by choć delikatnie się uśmiechnąć; nie było sensu niepotrzebnie niepokoić opiekunki.
– Wszystko dobrze. Już wychodzę.
Jeszcze raz spojrzała na Sumire, jakby samym wpatrywaniem się, potrafiła wyryć jej obraz w pamięci. Zrobić zdjęcie, żeby nie zapomnieć. Niezależenie od tego, ile w końcu zajmie jej misja, czasu nie będzie w stanie cofnąć. Sumire w ciągu tych miesięcy na pewno mocno się zmieni. Zacznie mówić, chodzić… Były to więc dla Haniko ostatnie takie chwile z córką. Ostatnie dni, ostatnie godziny.
Z walącym sercem zeszła schodami na dół. To nie były jej ostatnie minuty w tym miejscu, jej obecność w Konoha miała potrwać dłużej niż kilka najbliższych oddechów, a jednak już miała wrażenie, że nie dane jej będzie więcej spojrzeć na Sumire przed wyjazdem. Że…
– Marnuję czas – szepnęła, wchodząc na salę, gdzie zabawa trwała w najlepsze.
Państwo Uchiha niezmiennie siedzieli przy stolikach w tej części pomieszczenia, która, choć udekorowana w dokładnie ten sam sposób, co druga, wydawała się dużo bardziej chłodna i dystyngowana. Może to z powodu zachowania gości? Ich świętowanie bardziej przypominało uroczystą kolację pogrzebową niż zabawę na weselu członka rodziny.
Haniko westchnęła. Postanowiła napić się soku, ale w drodze do części bufetowej wpadła na nią zdyszana po wygibasach na parkiecie Keiko.
– O, Haniko – zauważyła inteligentnie, uśmiechając się szeroko. Miała mocno zaróżowione policzki i zjadła już większość pomadki, którą miała wymalowane usta podczas uroczystości ślubnej, ale wciąż prezentowała się świeżo i nienagannie. – Gdzie jest Sasuś? Dawno go nie widziałam, a chciałam z nim o czymś pomówić. Bardzo ważna sprawa, serio, życia i śmierci normalnie! Użyczysz mi go na pięć minutek? No może piętnaście. To jak?
Zaledwie minutę temu podskakiwała radośnie na parkiecie, teraz zaś twierdziła, że ma bardzo pilną sprawę do Sasuke i poszukuje go niecierpliwie od dłuższego czasu. Cała Keiko!
– Nie pomogę ci, nie wiem, gdzie jest.
– O… a dlaczego?
Haniko uniosła pytająco brew. Co dlaczego? Dlaczego nie bawili się razem? Dlaczego zamiast z nią, Sasuke był… No właściwie gdzie?
– Byłam u Sumire. Sasuke został, nie wiem, gdzie jest teraz.
Przemilczała to, że nawet gdyby nie jej wizyta u córki, nie wiedziałaby, co robi Sasuke, bo choć przyszli jako para, do tej pory cały czas spędzali oddzielnie. Naprawdę byli siebie warci. Równie uparci, równie skryci i w gruncie rzeczy równie dzicy i niedostępni.

3 października 2019

49. Od teraz oficjalnie już moja

Rozejrzał się po sali, obserwując, jak zebrani zajmowali swoje miejsca z nietęgimi minami. W końcu nagle zwołana narada mogła oznaczać tylko jedno, nastał postęp w przygotowaniach, a aktualnie niemal nikomu nie paliło się do kolejnych zamachów.
— Skoro są już wszyscy... — donośny głos Fugaku rozniósł się delikatnym echem, uciszając wszelkie rozmowy. Itachi przymknął na dłuższą chwilę powieki, starając się wyciszyć umysł. To nie był najodpowiedniejszy moment na kolejne pomysły ojca. Przecież dzisiaj był pierwszy lipca.
— Możemy zaczynać.

4 września 2019

Wielki powrót. Odrodzenie. Reaktywacja!

Witam!
Przepraszam za tytuł, ale nie mogłam się zdecydować. Informacja o tym, że wracamy, zasługuje przecież na nie byle jaki nagłówek! Myślałam, dumałam, szukałam... a i tak wyszło na to, że jestem niezdecydowana. Trudno.

W każdym razie jesteśmy. Rozdziały 49 i 50 istnieją, i jedyne, co dzieli je od publikacji, to gruntowna korekta i dopracowanie kilku szczegółów. Nic wielkiego.

Wielkie jest za to pytanie: co dalej? Ponieważ tego akurat nie wiemy, ponieważ nie mamy pojęcia, co zawrzeć w epilogu, ponieważ nie jesteśmy pewne, czy w ogóle chcemy go pisać. Kiedyś zastanawiałyśmy się nad trzecią częścią, zastanawiamy się i dziś. Takie kobiece niezdecydowanie w podwójnej dawce.

Decyzja wciąż nie zapadła, kolejny rozdział wciąż niegotowy do publikacji, ale musiałam dać znać, że żyjemy i ten blog również ożyje już wkrótce.

A kiedy? Tego jeszcze nie wiemy. Ale na pewno wkrótce.

Wyczekujcie, bo jest na co!
Pozdrawiam,

31 sierpnia 2018

Zawieszenie

Witam!
Tytuł tego posta chyba mówi sam za siebie. W związku z zerowym zainteresowaniem naszym opowiadaniem, postanowiłyśmy zawiesić bloga na czas nieokreślony. Do końca historii pozostały dwa rozdziały + epilog i ktoś może uznać, że to niewiele, ale ja nie wiem, kiedy to napiszemy i niczego nie obiecuję. Może uda się jeszcze w tym roku, a może dopiero za dwa, kto to wie? Sprawa jest prosta – czasu mamy mało, a motywacji jeszcze mniej. Właściwie to zero. Wielkie i okrągłe.
Na koniec chciałabym podziękować wszystkim, którzy nas czytali i aktywnie komentowali, dzieląc się swoimi wrażeniami. Każdy jeden komentarz był dla nas bardzo ważny, więc... dzięki! Jesteście super.
Do zobaczenia kiedyś!

12 sierpnia 2018

48. Chińczyk czy warcaby?

Haniko przejechała palcem po grzbietach kilku zakurzonych książek i skręciła w następną alejkę. Wokół niej panowała wrzawa. Niewielu ludzi, tak jak ona, było zainteresowanych starymi tomiszczami z różnych stron świata, ale wielu przychodziło na targ w innym celu. Przerzucając zniszczone woluminy, słyszała sprzedawców warzyw reklamujących swoje towary, rozmowy, przekrzykiwania i narzekania klientów.
– Chyba mam coś dla ciebie.
Shisui stanął obok niej i podał jej książkę. Przyjrzała się okładce.
– Rozwój medycyny w Kraju Wiatru? Nie, to chyba nie to…
Serce zabiło jej mocniej, ale postanowiła być zdecydowana. Czas zerwać z przeszłością. Skończyć z tym, co tylko pozornie ją interesowało. Myślała, że pewne pasje dzieliła z Satoru, ale tak naprawdę tylko je od niego zapożyczyła. Bo czy to naprawdę kiedykolwiek ją interesowało?
Oddała Shisuiemu książkę i pokręciła głową, uśmiechając się lekko.
On tylko wzruszył ramionami i wrócił do przeglądania kolejnych cegiełek. Przerzucali je w milczeniu, tylko co jakiś czas podsuwając sobie pod nos jakiś tytuł. Czasem poważnie, czasem dla śmiechu. Aż w końcu skończyły im się półki.
Haniko spojrzała na to, co wybrała. Wygrzebała zaledwie trzy ciekawe pozycje, a Shisui miał ich jeszcze mniej, bo tylko jedną.
– Gdzie Itachi? – spytała.

18 lipca 2018

47. Ona jest niereformowalna

[Aktualizacja: 29.07.18]
Od Erroay:
Uwaga, autoreklama!
Po dwóch długich latach powróciłam do pisania pairingu, od którego w ogóle rozpoczęła się moja przygoda z pisaniem i blogowaniem. Pairingu, który kocham i bez którego nie wyobrażam sobie Naruto. Mianowicie  postanowiłam reaktywować bloga SasuNaru i właśnie dziś opublikowałam pierwszy rozdział zupełnie nowej historii! Jeśli więc kochacie ich równie mocno, lubujecie się w klimatach nieco mroczniejszych i brutalniejszych niż to, co publikujemy tutaj, lubicie rozwiązywać zagadki i tajemnice, a ponadto nie boicie, się, że happy endu może nie być, to serdecznie zapraszam [TUTAJ!]
Będzie mi miło, jeśli zostawicie po sobie ślad :-)
Pozdrawiam!
_________________________________________________________________

Suna oskarża policję konoszańską. Głosił nagłówek w gazecie, którą Itachi z cichym westchnieniem odłożył na ławę. Nigdy nie przypuszczał, że informacja o próbie zamachu ujrzy światło dzienne, a tym bardziej że przyczynią się do tego Sasuke i Keiko. Po ich nieodpowiedzialnej misji w Kraju Wiatru zawrzało. Mieszkańcy zaczęli wygrzebywać wszelkie możliwe brudy na Kraj Ognia. I jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności dowiedzieli się o akcji Uchiha z nieudaną próbą obalenia władzy. Nikt nie wie, jak doszło do wycieku, ale sprawa szybko trafiła do mediów, które w lot pochwyciły temat. A to oczywiście nie mogło obejść się bez echa w Konoha.

16 czerwca 2018

46. Załatwi to za jednym zamachem. Z rozmachem

Sasuke stał oparty o ścianę. Naprzeciw niego znajdowały się drzwi do gabinetu ojca. Za nimi Itachi. A on sam po drugiej ich stronie, wystukiwał stopą jakiś zupełnie losowy rytm, powoli tracąc cierpliwość.
Nie, żeby miał jej dużo.
Nie podobał mu się pomysł tej rozmowy. Nie spodobała mu się mina ojca, kiedy wszedł do rodzinnego domu. Nie podobał mu się ton, którym kazał mu zaczekać, bo najpierw musi porozmawiać ze swoim pierworodnym. Nie podobało mu się to, bo… Wiedział, że jeśli Itachi pogodzi się z ojcem – czego oczywiście z całego serca mu życzył – on sam znowu stanie się dla Fugaku kimś zupełnie nieważnym. Wiedział o tym albo właśnie tego się bał. Wiedział, ale miał nadzieję. A nadzieja…
Przykro mi, Itachi zostanie moim następcą, więc nie jesteś mi już potrzebny.
Nie zawracaj mi głowy, mam z Itachim bardzo ważne sprawy do omówienia.
Jeśli musisz, przyjdź na zebranie klanu, ale stań z tyłu, żeby nie zasłaniać Itachiego.
Nadzieja umierała ostatnia.

26 maja 2018

45. Każdy materiał można formować

Nawet by nie rozejrzał się po pustej uliczce, gdyby nie nierównomierny klekot kółeczek. To raczej niespotykany dźwięk, zważywszy na okolicę. Tutaj słychać jedynie grasujące po opuszczonych parcelach zwierzęta oraz hulający wiatr przez wybite okna sąsiedniego budynku.
Trzasnąwszy pokrywą od kubła — w końcu, jako mężczyzna musiał podjąć się najbardziej męskiego obowiązku, czyli wynoszenia śmieci — niezbyt skwapliwie podniósł wzrok w poszukiwaniu nieproszonych gości. Wprawdzie dwudziesta to nie pora na odwiedziny, ale przyjaciele Keiko byli specyficzni i żadna godzina im niestraszna. Zdążył się już o tym nie jeden raz przekonać.
Poczuł ulgę na widok Mikoto, chociaż jej wizyta również była mocno nieoczekiwana, żeby nie powiedzieć dziwna. Jednak chwilowa konsternacja szybko uleciał, kiedy dostrzegł ciągniętą walizkę i ten charakterystyczny ruch przecierania oczu. Ruszył sprintem, a że odległość była nie większa niż sto metrów, momentalnie zjawił się przed matką. Dopiero teraz mógł dostrzec przekrwiony wzrok oraz załzawione policzki.

5 maja 2018

44. Puchnący gotujący się czajnik

Witam!
Jak wszyscy zapewne wiecie, opowiadanie zbliża się do końca. Dzisiejszy rozdział będzie zaś ostatnim z serii tych krótkich. Tak, wzrok Was nie myli! Od następnego aż do końca, będą one o ponad 40% dłuższe! Zalecam wygospodarować więcej czasu na czytanie ;-)
Zapraszam!
__________________________________________________________________

Czując, że włosy lecą jej do oczu, Haniko zatrzymała się na skraju parku i podeszła do ławki. Potrzebowała chwili wytchnienia. Po takim długim czasie w bezruchu, kiedy jej kondycja, lekko mówiąc – podupadła, powinna się oszczędzać. No właśnie, powinna, ale nie potrafiła.
Tylko poprawiła włosy, wyślizgujące się z niechlujnego koka stworzonego na czubku głowy i ruszyła w dalszą drogę.
Biegiem, bo czuła, że dłużej już nie jest w stanie stać w miejscu, spacerować, wolno i z uwagą podążać przed siebie, kroczyć, maszerować. Czuła napięcie mięśni w nogach, zmęczenie, rwanie w płucach, a jedynym, co słyszała, był jej oddech, ale się nie zatrzymała.
Kiedyś dosyć sporo biegała. Co ranek, jeszcze przed świtem, wybierali się z Satoru na krótką przebieżkę wokół wioski. Najpierw truchtem, potem szybciej i szybciej. Biegli przez życie obok siebie, obiecując sobie wsparcie i że nigdy przenigdy nie zostawią się w potrzebie. A jednak… stało się. On odszedł.

14 kwietnia 2018

43. Przecież jutro już jutro!

Szczęk klucza w zamku poderwał ich z kanapy. Niemal biegiem rzucili się do drzwi, zatrzymując gwałtownie zaraz po opuszczeniu salonu. Nie spodziewali się zastać w przedpokoju Keiko, machającą do nich z uśmiechem. Zwłaszcza Itachi zmarszczył brwi, bo pamiętał, że dziewczyna miała nawrzeszczeć na przyjaciela. Przynajmniej tak mu powiedziała, wychodząc z domu. Czyżby tym przyjacielem zgarniającym ochrzań był Sasuke? Przestało to być istotne, kiedy tylko on wyłonił się za pleców Higashiyamy.
— I jak poszło? — zapytała zatroskanym głosem Mikoto, przerywając pełną napięcia ciszę.

24 marca 2018

42. Piekło nie ma koloru krwi, piekło jest czarne

Witam!
Może zacznę od tego, że mam dla Was wiadomość. Złą wiadomość. W związku z tym, że kończą nam się zapasy, od dziś rozdziały będą się ukazywać co trzy tygodnie. Trzy. A jeśli będzie trzeba, to nawet co cztery. Prawda jest taka, że nasza (a przynajmniej moja) motywacja jest obecnie zerowa, więc pisanie stoi w miejscu. Nie mam zbyt wiele czasu, a kiedy jeszcze sobie pomyślę, że piszę dla jednej, dwóch osób, to już w ogóle nie chce mi się tracić na to czasu. Dlatego dzisiejszy rozdział dedykuję Annzwill i Mikocie, którym dziękuję za to, że zawsze znajdą chwilę i napiszą choć kilka słów.
Do zobaczenia za trzy tygodnie!
__________________________________________________________________

Sasuke został brutalnie pchnięty na drewnianą ławkę przed drzwiami do sali obrad. Przynajmniej domyślał się, że była to ławka. A właściwie poczuł, kiedy uderzył mocno kolanem w kawałek czegoś twardego i syknął.
– Siedź tu i czekaj na wezwanie. Napawaj się swoimi ostatnimi chwilami wolności. Kto wie, może i życia?

10 marca 2018

41. Powinniśmy wierzyć

— A, co myślisz o tym? — zagadała, wskazując upatrzony model.
— Nie jestem pewien — mruknął z powątpiewaniem, przyglądając się uważnie całkiem ładnej biżuterii.
— W czym mogę pomóc? — zapytał uprzejmym tonem sprzedawca, wyrastając przed nimi spod lady. Usta Itachiego od razu ułożyły się w wąską kreskę. Zaraz zostaną zasypani po raz kolejny tymi samymi pytaniami, których serdecznie miał dość.
— Szukamy pierścionka zaręczynowego — wyręczyła go Haniko. — Chcielibyśmy, aby był...
Mężczyzna popatrzył niezbyt przychylnym wzrokiem na Uchihę, wyraźnie zniesmaczonym tym, że nie potrafi, jak przystało na porządnego faceta kupić wybrance pierścionka.  W końcu to powinna być niespodzianka, a nie dziewczyna sama sobie musi wybierać. Następnie zlustrował wózek ze śpiącą Sumire i choć nic nie powiedział, to jego wzrok mówił więcej, niż powinien.

24 lutego 2018

40. Opowiedz mi o Satoru

– Kurwa.
Sasuke przysiadł na rogu wanny, kiedy po raz kolejny zdrętwiała mu noga. Może i czucie stopniowo mu wracało, mięśnie zaczynały słuchać i powoli odzyskiwał panowanie nad własnym ciałem, ale to nie był koniec jego zmagań w dążeniu do całkowitego powrotu do zdrowia. Im lepiej funkcjonował jego układ nerwowy, tym częściej nieoczekiwanie tracił też nad nim panowanie. Łapały go silne skurcze, nagle, ni z tego, ni z owego, ręka nie zechciała się poruszyć, zamierał. Przetrenowywał się? Nadwyrężał? Przekraczał swoje obecne możliwości? Żeby to wiedzieć, najpierw musiałby udać się na konsultację i zaczerpnąć wiedzy u specjalisty, a na to ochoty nie miał.
Łydka pulsowała bólem, a kiedy nią poruszał, szczypała. Czuł, jakby prąd przechodził mu przez nogę. Nie było to przyjemne, ale lepsze to, niż gdyby na zawsze stracił w niej czucie.
Kiedy skurcz nieco osłabł, Sasuke wrócił do pokoju. Haniko siedziała na łóżku i rozmawiała przez telefon. Nawet nie zwróciła na niego uwagi.

10 lutego 2018

39. Jest giętki jak głaz

Poruszył się w fotelu, zmieniając pozycję. Tak jak przypuszczał, nic to nie dało. Odkąd Tsunade zawitała do jego domu i zażądała udostępnienia gabinetu, czuł się w nim nieswojo. Jego prywatne ukochane sanktuarium spokoju zostało zbezczeszczone przez tę głupią babę. Teraz nawet uwielbiany skórzany fotel stał się niekomfortowy i jakiś obcy, przez co za nic nie mógł rozsiąść się w nim wygodnie. I mimo iż zdawał sobie sprawę z tego, że to tylko jego wymysły, to jednak nie potrafił się pozbyć tego nieznośnego wrażenia, że coś jest nie tak. Do tego stopnia go to denerwowało, że był gotów przysiąść, że nadal wyczuwa subtelny zapach perfum Hokage, co było już totalnym absurdem. Nie sposób, aby pozostał jakikolwiek zapach po tak długim czasie oraz skrupulatnym wietrzeniu.

27 stycznia 2018

38. Do seksu dochodziło się przez słowa

Spotkanie, mimo że przebiegało w spokojnej atmosferze, wydawało się Haniko nieco niezręczne i wymuszone. Chyba jedyną osobą, która cieszyła się obecnością pozostałych i dobrze bawiła podczas uroczystości, była Mikoto. Z uśmiechem na ustach zagadywała do zebranych, nikomu nie odmawiając uwagi, z wdzięcznością przyjmowała komplementy dotyczące przygotowanych potraw i w pełni wczuwała się w nastrój kwitnienia.
Chociaż akurat to ostatnie nie było specjalnie trudne. Haniko pokochała ten rytuał już od pierwszej chwili. Pani Uchiha włożyła w niego całe serce, całą siebie i nie można było tego zignorować. Odświętne stroje, wymyślne potrawy i subtelna, acz bajkowa dekoracja ogrodu, wprowadzały odpowiedni nastrój. Choć i tak najważniejsze były kwiaty. A Haniko kochała kwiaty. Doceniała ich piękno, uwielbiała ich zapach i rozczulał ją każdy nawet najskromniejszy bukiet. A teraz w otoczeniu różowych płatków, które zewsząd cieszyły oko, świat wydawał się piękniejszy. I wszystko byłoby pięknie, wieczór niezapomniany i z pewnością zaliczony do udanych, gdyby nie… towarzystwo.
Towarzystwo było największym mankamentem spotkania.

13 stycznia 2018

37. Następnym razem, gdy będziesz mdlał

Z czystym sumieniem, odhaczywszy podstawowe obowiązki, wyciągnął telefon, odruchowo wybierając numer Keiko. Tęsknił za nią, bo odkąd zniknęła za drzwiami siedziby, nie widzieli się. Mogli jedynie rozmawiać przez telefon, ale tym razem dziewczyna słodko nie nawijała dziesiątkami minut, dzwoniąc, co kilka godzin. To były tylko krótkie wymiany informacji, raz dziennie.
Itachi posmutniał, chowając urządzenie do kieszeni. Nie odebrała. Josuke nie kłamał, mówiąc, że nie będzie miała czasu na krążenie między domem a organizacją, nie ma go nawet na rozmowę. Rozumiał, że to w formie kary i to nie nic nie ma wspólnego z ich niechęcią do niego. Jednak nie potrafił pozbyć się nieprzyjemnego uczucia izolacji, specjalnej izolacji. Gdzieś nadal pobrzmiewało echo słów Isamu. Starał się je wyprzeć z pamięci, zaprzeczyć im, ale nie umiał, nie tak zupełnie. Z przykrością zaczynał, dostrzegał ich częściową rację. Keiko jednocześnie żyje w dwóch światach, u siebie w organizacji i przy nim. Wydawało mu się to nieistotnym dodatkiem. Przecież sam będąc w ANBU prowadzi podwójne życie. Bezlitosny zabójca skryty w mroku, a także szary prawy obywatel. Niestety w tym wszystkim zapominał, że Kindersi powstali na wzór Korzenia. A ludzie Danzo żyją tylko dla swojej siedziby, są tylko i wyłącznie Korzeniem, niczego więcej nie ma, ba nawet nie może być. I z przykrością musiał stwierdzić, że nie wiedział jak bardzo Kindersi są do nich podobni. Czy u nich jest tak samo? 

17 grudnia 2017

36. Strzykawki są dla słabych

Witam!
Wybaczcie mi ten drobny poślizg, ale mam ostatnio tyle na głowie, że nie wyrobiłam się na czas. Ale już jestem, więc... miłej lektury :-)

[Aktualizacja: 29.12.17]
Jeśli liczyliście na dobre wieści, to niestety, muszę Was zawieść. W tym tygodniu rozdział się nie pojawi. Akari zepsuł się komputer i niestety jego publikacja nieco się przesunie. I nie wiemy jeszcze, czy na przyszły tydzień, czy dopiero na za dwa. Gdyby chodziło tylko o wrzucenie gotowego tekstu, nie byłoby problemu, bo mam na dysku wszystkie do tej pory napisane rozdziały. Niestety akurat ten zawierał pewne poprawki i modyfikacje, a finalnej wersji sama jeszcze nie widziałam. Przykro mi, ale będziecie musieli trochę poczekać. Postaramy się jednak wrócić jak najszybciej.
Życzę wszystkim udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku!
__________________________________________________________________

Po kolejnym nieodebranym telefonie Fugaku westchnął z nieskrywaną irytacją. Chwycił długopis i gwałtownie zamazał kolejne nazwisko. Lista, którą sporządził dziś rano, robiła się coraz krótsza i krótsza. Smutna i… trochę niechlujna.
Jak to się stało, że jego najlepsi, zaufani ludzie, na których do tej pory mógł bezwzględnie polegać, teraz go zawodzili?
Shitotsu odmówił zorganizowania spotkania z grupami z Kraju Wiatru i Wody, bo kilka dni temu urodziło mu się pierwsze dziecko. Maki nie był chętny, by przeprowadzić dochodzenie wśród członków klanu i sporządzić listę tych, którzy ewentualnie nie poparliby kolejnej próby zamachu, bo – jak twierdził – sam nie był do końca przekonany.
Ale najgorzej sprawa miała się w przypadku Kenzō…

2 grudnia 2017

35. Ja też znam trudne słowa

Zmarszczyła czoło, rozbudzając się, ale było za jasno, więc ledwo rozchylone powieki znów zamknęła. Tak bardzo nie chciało jej się wstawać.
— Czy ja w ogóle muszę wstać? — pytała samą siebie w myślach.
— E tam, nic się nie stanie, jak pośpisz dłużej — odpowiedział jej wewnętrzny leń, z którym zaraz się zgodziła.
— No to jeszcze godzinka snu — postanowiła, powolutku tracąc kontakt ze świadomością.
Itachi będzie marudził, że jak zwykle za długo śpisz — odezwało się jej sumienie, lekko ją rozbudzając.
Skrzywiła się, tak niewiele brakowało. Wystarczyło wyłączyć myślenie, a nadal odczuwalne senne odrętwienie mięśni, pochłonęłoby ją w krainę Morfeusza. Jednak szansa została zaprzepaszczona.
Uśnij, uśnij, powtarzała w myślach nadaremno. Eh, no cóż, już po ptakach, za bardzo się rozbudziła. Jednak to nie powód, żeby od razu zrywać się na nogi. Uznała, że poczeka aż Itachi zacznie się krzątać.

18 listopada 2017

34. Jak brat dla brata. Pozwól mi umrzeć

Fugaku spojrzał na zegarek i kiedy upewnił się, że do zebrania klanu ma jeszcze czas, a Mikoto jest zajęta obiadem i nie będzie zawracała mu głowy, zamknął drzwi do gabinetu. Odetchnął głęboko, opadając na czarny fotel ze skórzanym obiciem i rozejrzał się dookoła. Jego wzrok przesunął się po granatowych ścianach i ciemnych meblach do kompletu. Trzy wysokie regały, półki wypełnione teczkami z danymi wszystkich członków klanu, korespondencją, tajnymi aktami. Wszystko zaszyfrowane, oczywiście.
Fugaku kochał to, co robił, z pełną pasją oddawał się pracy, ale bywały takie dni, kiedy patrzenie na te segregatory napawało go wstrętem. Był dumny ze swoich osiągnięć. Zazwyczaj. Czuł się spełniony, dowodząc tak dużą grupą kompetentnych ludzi. Przeważnie. Sukcesy napawały go radością, a wyzwania mobilizowały do jeszcze cięższej pracy. Z reguły. Na ogół, często, prawie zawsze. Bo obowiązki potrafiły go również przytłoczyć, zwłaszcza wtedy, kiedy do komplikacji w pracy, dochodziły problemy w rodzinie.
I właśnie dziś miał taki dzień. Dzień przytłoczenia i zniechęcenia. Pierwszy, drugi, trzeci, bo ostatnio zdarzały mu się tylko takie. Do spraw związanych z zamachem jakoś stracił zapał, Mikoto warczała na niego częściej niż w przeciągu ostatniej dekady, z Itachim nie potrafił znaleźć wspólnego języka, a z Sasuke… No właśnie.

4 listopada 2017

33. Trójka świeżo upieczonych przestępców

Hanabi sapnęła ciężko z wyczuwalnym podirytowaniem.
— Uchiha twoja ręka — mruknęła, spoglądając na ranę na ramieniu. Materiał ubrania szybko pochłaniał krew, przez co czerwona plama urosło do całkiem pokaźnych rozmiarów, mylnie sugerując, że draśnięcie jest bardzo głębokie. Hyuuga nawet nie musiała wydawać polecenia, Keiko od razu zerwała się, próbując zatamować krew opaską uciskową. Prowizoryczny opatrunek, zanim zostaną oddani w ręce medyków.
— Co robimy? — zapytał Kento, rozglądając się po pomieszczeniu, mając w pamięci ogromną sieć tuneli, jaką chwilę temu widzieli. — Teren trzeba zabezpieczyć, a tę trójkę wyprowadzić.
Akihito drgnął. Niby wiedział, że przecież mogą ich złapać, ale jakoś nie zakładał, poprawka nikt z nich nie zakładał, że tak faktycznie będzie. A teraz umoczyli i to po całości. Aktualnie ich dalsza kariera stała pod znakiem zapytania. I to nie mniejszym niż relacje, między Konohą i Suną.