27 stycznia 2018

38. Do seksu dochodziło się przez słowa

Spotkanie, mimo że przebiegało w spokojnej atmosferze, wydawało się Haniko nieco niezręczne i wymuszone. Chyba jedyną osobą, która cieszyła się obecnością pozostałych i dobrze bawiła podczas uroczystości, była Mikoto. Z uśmiechem na ustach zagadywała do zebranych, nikomu nie odmawiając uwagi, z wdzięcznością przyjmowała komplementy dotyczące przygotowanych potraw i w pełni wczuwała się w nastrój kwitnienia.
Chociaż akurat to ostatnie nie było specjalnie trudne. Haniko pokochała ten rytuał już od pierwszej chwili. Pani Uchiha włożyła w niego całe serce, całą siebie i nie można było tego zignorować. Odświętne stroje, wymyślne potrawy i subtelna, acz bajkowa dekoracja ogrodu, wprowadzały odpowiedni nastrój. Choć i tak najważniejsze były kwiaty. A Haniko kochała kwiaty. Doceniała ich piękno, uwielbiała ich zapach i rozczulał ją każdy nawet najskromniejszy bukiet. A teraz w otoczeniu różowych płatków, które zewsząd cieszyły oko, świat wydawał się piękniejszy. I wszystko byłoby pięknie, wieczór niezapomniany i z pewnością zaliczony do udanych, gdyby nie… towarzystwo.
Towarzystwo było największym mankamentem spotkania.
– Gdybym nie znała Fugaku, pomyślałabym, że jest niemową – zagadnęła siedzącego obok Itachiego.
Wyrwany ze swoich myśli, podniósł na nią wzrok.
– Nie odezwał się dzisiaj ani słowem – wyjaśniła. – Nawet obecność Keiko zdaje się nie robić na nim wrażenia. Jak myślisz, stało się coś?
– Chyba ma dużo do przemyślenia. – Itachi przeniósł wzrok na ojca. – Ostatnio bardzo wiele się zmieniło… Matka jawnie mu się sprzeciwiła, Sasuke omal nie umarł, wprawiając go w niemały szok, a ze mną… – westchnął, nie kończąc myśli. – Wszystko ma swoje granice, a on dawno temu je przekroczył. To musi być trudne, kiedy zmienia się wszystko wokół, a ty przestajesz mieć na to wpływ.
– Racja. Coś w tym jest.
Fugaku chyba wyczuł na sobie ich spojrzenia, bo zmarszczył brwi, a potem z kamiennym wyrazem twarzy wstał i wszedł do domu, wywołując swoim zachowaniem konsternację żony, która była właśnie w trakcie opowiadania mu o ostatnim telefonie od siostry.
Haniko zastanawiała się, czy kobieta odpuści i pozwoli mężowi na chwilę samotności, ale nie. Z troską pognała za nim.
Zostali w ogrodzie sami. Prawie, ponieważ na poduszce obok niej leżała Sumire, bawiąc się jej palcami, a kilka metrów dalej pod jednym z drzew ulokował się Sasuke i Keiko, która obecnie przysypiała mu na ramieniu. Z chwili na chwilę, dziewczyna pokładała się na nim coraz bardziej, a on się nawet nie skrzywił. Kiedyś odepchnąłby ją z niesmakiem, a teraz przesunął się tak, by było jej wygodniej i nie odezwał się ani słowem.
Haniko uśmiechnęła się mimowolnie.
– Jednak odrobinę się zmienił – zauważyła, odwracając uwagę Itachiego od szklanki z sokiem. – Może z ich przyjaźni wynika wiele problemów i nieporozumień, ale ta więź musi być dla nich ważna. Spójrz.
Itachi zerknął na nich niechętnie, a to, co zobaczył, nie zmieniło jego nastawienia.
– Wciąż o tym myślisz? – kontynuowała. – Naprawdę uważam, że niepotrzebnie się przejmujesz. Ludzie mogą należeć do wielu światów, jeśli tylko potrafią to pogodzić.
– W tym przypadku chyba nic z tego.
– Nikt nie mówił, że będzie łatwo. – Haniko wzruszyła ramionami. – Co nie znaczy, że należy od razu odpuszczać. Dla Sasuke ona robi wiele dobrego i mam nadzieję, że on nie pozostaje jej dłużny. Czemu mieliby z tego rezygnować, skoro oboje czerpią korzyści? Od nikogo nie można wymagać, by miał tylko jedną bliską mu osobę i pozostawał jej wierny. Ludzie nieustannie powinni dążyć do szczęścia, a kiedy nie znajdują go w zasięgu ręki, sięgać dalej, poza znane dotąd ramy. Wszyscy ciągle się zmieniamy. Może to, co przyjaciołom Keiko wydaje się teraz zmianą na gorsze, tak naprawdę prowadzi ku lepszemu? Wierzę, że jeszcze zdążą się przekonać, że wasz związek ma na nią dobry wpływ. Czasem na efekty trzeba trochę poczekać.
Itachi potaknął, ale wcale nie wydawał się przekonany. W gruncie rzeczy Haniko mu się nie dziwiła. Słowa w dalszym ciągu pozostawały tylko słowami. Przyjaciele Keiko byli naprawdę trudni, a to, w co wplątał ją Sasuke, tylko pogarszało sytuację. Napięcie rosło, a czasu było niewiele. Jeśli obaj Uchiha mieli na dziewczynę jakiś zbawienny wpływ, lepiej, żeby ten ujawnił się już teraz, bo kto wie, jaki mógłby być następny krok nieprzewidywalnych Kindersów.
Sumire zakwiliła, więc Haniko wzięła ją na ręce. Dziewczynka rozejrzała się ciekawsko wokół, bo widok ciemniejącego nieba przestał ją zadowalać. No bo ileż można patrzeć na to samo? Włożyła rączkę do ust, ale kiedy dostrzegła Itachiego, wyjęła ją i zamachała w jego stronę.
– Chcesz na ręce do wujka? – Haniko pocałowała córkę w czoło, a potem spojrzała na mężczyznę. – Potrzymasz ją?
Itachi nie wyglądał jednak na przekonanego. Pokręcił się nerwowo w miejscu.
– Wątpię, by to był dobry pomysł.
– Czemu? – Haniko spojrzała na dziewczynkę, która nie spuszczała z wuja wzroku. Niemal wywiercała mu dziurę w głowie swoimi wielkimi ciemnymi oczyma. – Zajmowałeś się nią kiedyś?
– Raz. I nie była z tego powodu zachwycona. Wyraźnie brakowało jej Sasuke.
– Tak. – Haniko zmarkotniała. – Teraz też go jej brakuje.
– Co masz na myśli?
– Sasuke wciąż nie doszedł do siebie i nie jest w stanie się nią opiekować, więc trzyma się z dala. A Sumire czuje i wie, że ojciec jej unika. Czasem jest spokojna, a czasem… – Wzruszyła ramionami.
– Czasem…?
Zawahała się. Ile właściwie chciała mu powiedzieć? Tylko trochę, a może wszystko?
Dziwne zachowanie Sasuke było ostatnio jej największym zmartwieniem. Miała wrażenie, że oboje potrzebują rozmowy bardziej, niż początkowo zakładała, a im bardziej jej pragnęli, tym trudniej było ją zacząć. Kręcili się, miotali wokół siebie, a kiedy już otwierali usta, zdawało jej się, że mówią różnymi językami.
Westchnęła.
– Nieważne, bo wiesz co? Bo mam wrażenie, że to tylko pretekst. Że to się wcale nie zmieni, kiedy on zupełnie dojdzie do siebie…
Itachi milczał dłuższą chwilę. W końcu wyciągnął przed siebie ręce i wziął Sumire, przytulając do piersi dokładnie tak, jak robił to Sasuke.
Ten obrazek, zamiast wywołać u Haniko uśmiech, jeszcze bardziej ją przygnębił. Mimowolnie wyobraziła sobie, że zamiast Itachiego, tuż obok niej siedzi Sasuke. Jego zalotny uśmiech, od którego miękły kolana, iskrzące miłością oczy i czułe dłonie, którymi obejmowałyby dziecięce ciałko. Elektryzujący głos, którym zwracałby się do córki, wąskie usta, składające na jej głowie pełne miłości pocałunki. Wszystko w sferze marzeń.
– Itachi, czy… Nie wiem, jak o to zapytać – szepnęła, zaciskając usta. – Czy ty wiesz może coś więcej, ale nie chcesz mi powiedzieć, by mnie nie martwić? Nie milcz, proszę, to dla mnie ważne.
– O czym miałbym wiedzieć coś więcej?
– O tym, co oni robili w Suna? Co tam się stało, dlaczego Sasuke nie chce nic powiedzieć?
Mina Itachiego zrzedła. Właściwie nie musiał odpowiadać, bo Haniko już wiedziała. Kiedy Sumire ponownie zakwiliła, domagając się uwagi, zaczął ją kołysać.
– Nie wiesz… nic? Zupełnie?
– Keiko nie powiedziała mi ani słowa, ale… przecież Akihito z nimi był. To twój przyjaciel, na pewno coś ci zdradzi.
Haniko pokręciła głową.
– Powiedział, że mu przykro, ale obiecał Sasuke milczenie.
– Zaczyna mi to działać na nerwy – odburknął Itachi. – To nie przelewki, tylko naprawdę poważna sprawa, a Sasuke zachowuje się jak dziecko. Wymusił na obojgu przyrzeczenie, że dochowają tajemnicy, a w cokolwiek pogrywa, nie ma szans z Hokage. Znowu jest to samo. Znowu warzą się losy całej wioski, a on jest zapatrzony tylko na siebie.
Haniko westchnęła. Podniosła wzrok na różowe płatki, które mieniły się w złotej poświacie zachodzącego słońca. Widok ten nie robił już na niej wrażenia. Tak niewiele wystarczyło, by zepsuć jej nastrój i zobojętnić na wszystko wokół. Magia dzisiejszego wieczoru prysła.
– Czuję się winna – wypaliła, czując, że musi to z siebie wreszcie wyrzucić. – To przeze mnie tam poszedł, przeze mnie całe to zamieszanie. A jeśli naszym krajom nie uda się znaleźć porozumienia i wyjścia z sytuacji? Nie potrafię sobie tego wyobrazić…
Nie potrafiła spuścić wzroku z różowych płatków wiszących tuż nad jej głową. Jednak kiedy poczuła, że Itachi się jej przygląda, odwróciła wzrok. Po chwili poczuła, że wolną ręką ścisnął ją za ramię.
– Spójrz na mnie. Nie możesz tak myśleć, to nieprawda, rozumiesz? To nie twoja wina, że wybuchło zamieszanie. Nie twoja.
Haniko wzruszyła ramionami. Pomimo tego, że zdawała sobie z tego sprawę, wewnętrznie czuła inaczej. Póki to serce, nie rozum, decydowało o targających nią emocjach, wyrzuty sumienia nie dawały nawet zepchnąć się na dalszy plan, a co dopiero dać o sobie zapomnieć.
Itachi otworzył usta, ale zabrakło mu słów. Przełknął ślinę.
– Nie możesz się winić za to… co się stało. Po prostu nie możesz.
– A co się stało? Przecież nawet tego nie wiemy! Może sytuacji już nie da się uratować, może dlatego Sasuke milczy?! A wszystko dlatego, że postawił moje dobro ponad dobro swojej rodziny, przyjaciół, swojego kraju. Ja… to nie powinno się stać… Przepraszam, nakarmię ją.
Wyrwała mu Sumire z rąk i szybkim krokiem weszła do domu.

***

Sasuke był tak zaaferowany obserwowaniem małej sprzeczki między Haniko a Itachim, że niemal zapomniał o Keiko przysypiającej mu na ramieniu. Kiedy dziewczyna nieco się poruszyła, zanim zdążył się zastanowić, szczelnie ją objął. To było głupie, ale kiedy już to zrobił, nie potrafił cofnąć dłoni. Nabył ten odruch, opiekując się Sumire i teraz robił to zupełnie bezwiednie.
Spojrzał na Keiko, której zmęczone oczy ukryte były pod powiekami. Ciemne rzęsy, które niedokładnie wymalowała tuszem, rzucały cień na wory pod oczami. Wiedział, że to z jego powodu je miała. Psuł jej zdrowie i cerę, i nawet gdyby zażartowała, że z lustrzanego odbicia spogląda na nią jakieś wymęczone życiem zombie, nie potrafiłby ani się roześmiać, ani z niej zadrwić. Mimo żartobliwego tonu odebrałby to jako zarzut. W dodatku słuszny.
– Keiko… – szepnął.
Kiedy nie zareagowała, powtórzył jej imię raz jeszcze głośniej i głośniej. Do trzech razy sztuka, za czwartym z jego ust wydobyło się coś innego.
– Przepraszam – powiedział cicho, spoglądając na twarz, którą wtuliła w jego obojczyk. Śpiąca nie była wcale taka zła. Cicha i milcząca, mniej denerwująca. – Za to, że zabrałem cię ze sobą. Za to, że naraziłem na niebezpieczeństwo, wymusiłem zachowanie wszystkiego w tajemnicy i powiedziałem to, co powiedziałem. To nie była prawda. Przykro mi, że płakałaś z mojego powodu… Niech to się już więcej nie powtórzy, rozumiemy się? Nie musisz też już nigdy rozwiązywać za mnie moich problemów, bo od tej pory będę samodzielny. Dziękuję ci za wiarę i wszystkie ciepłe słowa. Za wsparcie i że byłaś przy mnie, choć bywałem nieznośny. Dziękuję za twoją przyjaźń. Przepraszam za swoją.
– Za przyjaźń nie powinno się przepraszać – odburknęła zaspanym głosem, tłumiąc ziewnięcie.
Sasuke cały się spiął. Że zrobiło mu się nagle bardzo gorąco, to mało powiedziane. Keiko odsunęła się od niego i uśmiechnęła z wdzięcznością. Słyszała wszystko?
– Myślałem, że śpisz – rzucił oskarżycielsko, marszcząc brwi.
– No wiem. – Jej uśmiech się poszerzył, nabierając psotnego wyrazu. – Byłam ciekawa, co masz mi do powiedzenia. Wiesz, że cię kocham?
Odjęło mu mowę. Chciał jej zarzucić, że nie powinno się podsłuchiwać, ale gwoli ścisłości, swoje słowa kierował właśnie do niej. Dopiero dostarczyłby jej rozrywki i powodów do nabijania się, gdyby miał pretensję, że go słuchała.
Gdyby był Itachim, uśmiechnąłby się ciepło i wzruszył ramionami. W końcu mówił szczerze, samą prawdę i nie było sensu zaprzeczać. Ucieszyłby się z jej reakcji, wdzięczny za troskę i wyrozumiałość.
Gdyby był Fugaku, odwróciłby kota ogonem i rozpoczął kłótnię, mając nadzieję, że zapomni o tym, co jakimś magicznym sposobem wydostało się z jego ust. Herezje. Obraziłby się, zrobił zamieszanie i grał wielkiego pana, któremu należą się przeprosiny.
Gdyby był Mikoto, powtórzyłby jej to raz jeszcze prosto w oczy. Dodał coś jeszcze. Więcej i więcej. Popłaszczył się i zapewnił, że teraz już wszystko będzie dobrze, obiecując jej w zamian gwiazdkę z nieba. A nawet sto.
Czemu zawsze najbliżej mu było do nienormalnych zachowań ojca? Zdusił w sobie chęć, by wprowadzić ten absurdalny plan w życie. Nie mógł stać się takim człowiekiem jak Fugaku, po prostu nie mógł.
Zanim zrobił cokolwiek, usłyszał odchrząknięcie.
– Można?
Itachi podszedł do nich i teraz przysiadł obok. Keiko podskoczyła, bo nawet nie zauważyła, kiedy się zbliżył. To, że byli tak zajęci sobą, że nawet nie zauważyli jego obecności, nie stawiało ich w najlepszym świetle. Jednak Sasuke miał przede wszystkim nadzieję, że brat niczego nie słyszał.
– Coś się stało? Gdzie są wszyscy? – Rozejrzała się wokół. – Fugaku znowu coś odwalił?
– Nie tym razem. Korzystając z okazji, że jesteśmy sami, chciałbym z wami porozmawiać.
– Z nami? O czym?
Sasuke drgnął, domyślając się, czego będzie dotyczyć ta rozmowa. Zacisnął usta, rzucając bratu nienawistne spojrzenie. Choć może próbował go tylko uciszyć wzrokiem? Nie potrafił się zdecydować.
Itachi zmarszczył brwi, przyjmując wyzwanie.
– To zaszło za daleko – powiedział, udając, że zwraca się bezpośrednio do dziewczyny. Słowa jednak temu przeczyły. – Jeśli sam nie masz zamiaru niczego powiedzieć, przynajmniej zwolnij Keiko z obietnicy.
– Już coś ci powiedziałem, nie wtrącaj się – syknął Sasuke.
– Będę się wtrącał, bo nie krzywdzisz już tylko siebie, a wszystkich, całą wioskę. Kazekage grozi wojną, a ty milczysz! Nie wiem, co tam się stało, ale cokolwiek to było, masz obowiązek powiedzieć o tym Tsu…
– No właśnie, nie wiesz! – Sasuke podniósł głos. Dźwignął się na nogi, spoglądając na brata z góry. Dlaczego tu i teraz? Haniko była tuż za ścianą! – Jakim prawem się wymądrzasz?! Nie pouczaj mnie, bo nie masz o niczym pojęcia!
Itachi również wstał. Z dużo większą gracją i lekkością, czym jeszcze bardziej zirytował Sasuke. Och, jak on mu w tej chwili zazdrościł!
– Przejrzyj na oczy! Grozi nam wojna, a ty…
– Zaraz, chwila! – Keiko stanęła między nimi, wyciągając ręce na boki, jakby spodziewała się, że dojdzie do rękoczynów.
Dobre żarty, pomyślał Sasuke. Może byłby w stanie uderzyć Itachiego, ale na jednym, niezbyt dokładnym i mocnym ciosie by się skończyło. Był na tak przegranej pozycji, że zachowanie dziewczyny nawet mu schlebiało. Skoro wierzyła, że byłby w stanie w jakikolwiek sposób zagrozić bratu, to nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu.
– Tsunade nie wie? – odwróciła się w jego stronę. – Sasuke! Ty z nią nie rozmawiałeś?
Nabrał wody w usta. Zamknął oczy, nie chcąc na nią patrzeć, ale Keiko szturchnęła go, zmuszając do ich otwarcia. Wywiercała mu dziurę w głowie.
– Czemu, Sasuś? Wiesz, że powinieneś…
Zacisnął usta. Może i powinien, ale to wcale nie było takie proste. Pokręcił głową, bo głos ugrzązł mu w gardle.
– Nie? – Tym razem odezwał się Itachi. – To zwolnij przynajmniej Keiko z tej idiotycznej obietnicy!
– Nie. – Przeniósł ponownie wzrok na brata. – I przestań, do cholery, na mnie naciskać! Nie masz pojęcia, co tam się wydarzyło…
– To mnie uświadom – warknął Itachi. – Uświadom Hokage, rodziców, Haniko… Przede wszystkim Haniko, bo przez ciebie obwinia się o to wszystko! Zrób to dla niej, bo jeśli tego nie odkręcisz, to zacznie sądzić, że lepiej by było, gdyby już nigdy się nie obudziła. Do diabła, przecież zależy ci na niej! Dla niej było to wszystko, nie pozwól, by teraz wyrzuty sumienia zniszczyły jej życie.
– A jeśli zniszczą moje? – wyszeptał, na moment dezorientując brata.
Serce ścisnęło mu się na myśl, że przez niego Haniko znowu cierpi, ale nie potrafił nic na to poradzić. Co miałby zrobić, podejść do niej i zapewnić, że wszystko będzie dobrze? Przecież nawet nie potrafił spojrzeć jej w oczy! Był głupi, skoro myślał, że wszystko będzie dobrze. Nie mógł się doczekać ich pierwszego spotkania, nie mógł się doczekać rozmowy z nią, a kiedy tylko ją ujrzał… Za każdym razem przed oczami widział zmęczony uśmiech jej byłego chłopaka. Prawdopodobnie największej miłości jej życia. A on go…
W pierwszym odruchu starał się to w sobie zdusić, ale to wracało. Coraz bardziej i bardziej, aż w końcu pożałował, że nie wyprowadził się z ich pokoju, kiedy jeszcze istniała taka możliwość. Teraz było za późno. I zamiast wszystko wrócić do normy, przez jego zachowanie z dnia na dzień oddalali się od siebie jeszcze bardziej. Odsuwał się, kiedy wyciągała rękę, milczał, kiedy pytała.
– Itaś, już wystarczy, naprawdę. – Keiko nieoczekiwanie zmieniła front, prawdopodobnie orientując się, o co chodzi. Uśmiechnęła się do starszego Uchihy uspokajająco. – Jakoś… to załatwię, obiecuję.
Sasuke drgnął. To słowo. Obietnica. Przez to pieruńskie słowo wkrótce mógł zawalić się jego świat, niszcząc życie wielu ludziom. Z powodu jednego sekretu, tajemnicy. Z powodu własnego egoizmu i pragnień, nad którymi nie panował. Teraz ta obietnica niczym ciernie wbijała się coraz głębiej w jego ciało. Tak jak cierniom, towarzyszył jej piękny kwiat, odwracając uwagę od tego, co w rzeczywistości ze sobą niosła. Miała go ocalić, a stała się powodem nieustannego strachu i nieporozumień.
Nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na brata, który zdawał się równie zniesmaczony brzmieniem tego słowa co on. Najgorsze słowo, największe przekleństwo, klątwa.
Kiedy w drzwiach pojawili się zwabieni hałasem pozostali domownicy, uścisk w jego klatce piersiowej tylko się nasilił.  Haniko patrzyła mu teraz prosto w oczy. Ile zdążyła usłyszeć?
Chciał się wycofać, przekonany, że wraz z ich powrotem, nastąpił koniec tej okropnej rozmowy, ale w tej samej chwili usłyszał głos brata. Itachi nie zauważył ich nagłego pojawienia się w ogrodzie.
– Nie składaj mi obietnic, których nie będziesz w stanie dotrzymać. Najpierw musiałabyś złamać tę, którą złożyłaś Sasuke, a oboje wiemy, że tak się nie stanie. – Przez jego głos przebijała gorycz. – Załatwmy to inaczej: kto zginął?
– Co? – Keiko wytrzeszczyła oczy. – Itachi…
– Kto zginął? Kogo zabiłeś, Sasuke? Kim jest ta osoba, o której mówiła Tsunade? Kogo miałbym się nie spodziewać?
Sasuke zadrżał. Czuł na sobie spojrzenie Itachiego, Keiko, Mikoto, a nawet Fugaku, ale to zmartwiony wzrok Haniko utrudniał mu oddychanie. Jak miałby jej o tym powiedzieć? Zabrałaby Sumire i opuściła Konohę. Nigdy więcej nie zobaczyłby jej uśmiechu, nie przytulił, nie pocałował. Nie mógłby obserwować dorastania córki, metamorfozy z małej dziewczynki w kobietę. Nie mógłby się martwić, że zajdzie w ciążę z nieodpowiednim mężczyzną czy że coś złego stanie jej się podczas misji. Nigdy nie poczułby ojcowskiej dumy z osiągnięć własnego dziecka. Nigdy nie pokochałby jej tak mocno, jak powinien.
Wszystko przez to, że wymierzył ostrze w nieodpowiednią osobę. Tylko… czy żałował?
– Kim on był? – kontynuował Itachi, kiedy nie doczekał się reakcji z jego strony. – Komu odebrałeś życie, tak bardzo irytując Kazekage? Znam go?
Sasuke patrzył z paniką na Haniko, obawiając się, że jeśli Itachi zaraz nie przestanie, to ona wszystkiego się domyśli.
Chciał coś powiedzieć, ale w gardle czuł rosnącą z każdą chwilę gulę. Niewiele myśląc, zamachnął się i uderzył z całej siły pięścią w drewniany płot, zostawiając w nim wgłębienie. Niech czyny zastąpią mu słowa.
Nogi odmawiały mu posłuszeństwa, ale brnął przed siebie. Z każdym kolejnym krokiem był bliżej Haniko, która nie spuszczała z niego wzroku. On nie patrzył. Stopy niemal mu się zaplątały, kiedy mijał ją w drzwiach, wyrywając się matce, która próbowała go zatrzymać.
Po schodach niemal wbiegł, drzwiami do pokoju niemal trzasnął; widok śpiącej w łóżeczku Sumire powstrzymał go w ostatniej chwili. Chciał nawet podejść do niej i raz jeszcze dotknąć jej miękkiej, ciepłej skóry, ale w tym momencie nogi się pod nim ugięły. Runął jak długi, domyślając się, że wszyscy na dole usłyszeli, co się stało.

***

– To było niepotrzebne… – odparła Keiko, z wyrzutem spoglądając na swojego chłopaka. Jasna cholera, niby zazwyczaj taki spokojny i opanowany, ale przez niego też czasem przemawiała porywczość wszystkich Uchiha. Geny to jednak geny. – Itaś… mówię serio, obiecuję, że to załatwię. Widzisz, do czego doprowadziłeś?
Westchnął cierpiętniczo. To raczej Sasuke powinien otrzymać reprymendę, nie on.
– Nie chciałem, ale to nie może tak dłużej wyglądać. On musi wyznać, co tam się stało. Nawet jeśli to trudne.
– No ja wiem – odburknęła. – Ja wiem i zrobię wszystko…
– Więc przestań go chronić. Wszystko ma swoje granice.
– Kiedy ja nie mogę! – Pokręciła głową, tupiąc nogą w miejscu. – Już raz złamałam dane słowo, drugi raz tego nie zrobię. Pamiętasz? Sasuke mi się zwierzył, że zakochał się w Haniko, a ja się zagalopowałam i ci o tym powiedziałam… Wybaczył mi, ale to się już więcej nie może powtórzyć!
Itachi przewrócił oczami, jakby sekret ten wydawał mu się co najmniej głupi. No a na pewno nie równie ważny, jak ten, o który chodziło teraz. Jak w ogóle można było porównywać do siebie tak zupełnie różne sytuacje? Poważną z…
– Keiko, ja cię proszę, to sprawa zupełnie innej wagi, nie możesz…
– Skąd wiesz? Akurat w tym Sasuke ma rację, nie było cię tam… Itaś, ja się nie chcę kłócić, serio, ale naprawdę nie masz pojęcia, przez co Sasuke musiał przejść. Ja go nigdy nie widziałam w tak złym stanie, nigdy. Kto wie, może kosztowało go to więcej nerwów niż zdrowia? Może psychicznie jest z nim jeszcze gorzej?
– Jak to?
Keiko podskoczyła w miejscu, słysząc gdzieś z boku zmartwiony głos Mikoto. Złapała się za serce i odwróciła przodem do kobiety. I nie tylko do niej, bo ich wymianie zdań przesłuchiwał się również Fugaku i… Haniko. No po prostu świetnie.
– Wszystko w porządku, hehe – wypaliła, ale po ich minach domyśliła się, że tego nie kupili. Tylko z Fugaku nie dało się niczego wyczytać. Wyglądał jak posąg i tylko lekkie zmarszczenie brwi, powiedziało jej, że jednak był prawdziwy. – Wszystko jest super, Sasuke się czuje wyśmienicie i… no… w ogóle?
Odwróciła się z powrotem do Itachiego.
– Wyspowiada się przed Tsunade, obiecuję ci to – powiedziała przyciszonym głosem i uśmiechnęła się do niego ciepło. – Porozmawiam z nim.
Itachi odwzajemnił uśmiech, choć zrobił to z wymuszeniem i pozwolił jej się oddalić. Kiedy wymijała Haniko, ta chwyciła ją za rękę i zatrzymała na chwilę w miejscu. Ich spojrzenia się spotkały.
– Źle sypia, czasem rzuca się przez sen – wyszeptała, patrząc Keiko porozumiewawczo w oczy.
Higashiyama przytaknęła. A więc jednak Sasuke źle to wszystko znosił. Nie żeby była tym jakoś specjalnie zaskoczona. Nie bez powodu tak naciskała na Itachiego, by wybrał się w odwiedziny do brata. Wprawdzie jego relacja z tego spotkania składała się tylko z suchych faktów dotyczących jego fizycznego stanu, a nie tak, jak liczyła, również sprawozdania z psychicznego, ale kilka zdań opisujących upartość i wycofanie społeczne Sasuke, utwierdziło ją w przekonaniu, że jest z nim źle.
A skoro było źle, to musiała zrobić coś, by było dobrze.
Weszła po schodach i zatrzymała się przed drzwiami do dawnego pokoju Itachiego. Niewiele myśląc, chwyciła za klamkę i pchnęła drzwi, od razu zaglądając do środka. Dopiero kiedy zastała Sasuke siedzącego na materacu i szamoczącego się z koszulą, doszła do wniosku, że pewnie powinna zapukać. Sandały i płaszcz walały się po pokoju, jakby Sasuke rzucał nimi na wszystkie strony, chcąc dodatkowo podkreślić swoje wzburzenie.
Kiedy ją zobaczył, zaprzestał szarpania się z kłopotliwą częścią stroju.
– Po co tu przyszłaś? – warknął.
– Pomóc. – Podeszła do niego i uklękła, rozwiązując pas, którym był przewiązany. – Chyba że mam zawołać Itachiego?
Cisza. Odpowiedź była dokładnie taka, jakiej się spodziewała.
– Zamknij chociaż drzwi – odburknął, kiwając głową w kierunku biurka. – Tam leży klucz.
Kiedy wykonała polecenie, poddał się jej i pozwolił rozebrać. Ha, a jeszcze trzy miesiące temu awanturował się i wzbraniał przed zdjęciem koszulki! Keiko z początku pomyślała, że to niebywałe, jak szybko Sasuke się przed nią otworzył, ale szybko uświadomiła sobie, dlaczego to zrobił.
– Co z twoją ręką? – spytała, marszcząc czoło. Chwyciła go za lewą dłoń, która była całkowicie bezwładna. – To przez ten atak na ogrodzenie?
Sasuke wzruszył ramionami. O nic więcej nie pytała. Pomogła mu zdjąć górę i ignorując jego zaciśnięte usta i zmarszczone brwi, wciągnęła mu koszulkę przez głowę. Pozwolenie jej na to musiało go naprawdę sporo kosztować, ale robił wszystko, by tego nie okazywać. A przynajmniej ograniczyć to do minimum.
Kiedy rozwiązała i zsunęła mu spodnie, nawet nie pisnął. Cierpiało tylko jego uzębienie, bo szczękę miał zaciśniętą jak nigdy przedtem.
Chwilę później ktoś pociągnął za klamkę, a kiedy ta nie ustąpiła, usłyszeli zaniepokojony głos Mikoto.
– Kochanie, wszystko w porządku?
Sasuke przeklął pod nosem, a potem starając się brzmieć neutralnie, odpowiedział: tak. Pani Uchiha dopytała, czy aby na pewno, a kiedy wręcz na nią warknął, westchnęła i odeszła.
– Martwi się o ciebie – wyjaśniła Keiko, odwieszając odświętne ubranie na oparcie krzesła. Pewnie powinna poszukać jakiegoś wieszaka i umieścić w szafie, ale niezbyt jej się chciało. Jej ciuchy też wiecznie walały się po całym pokoju, a w szafie znajdowały tylko wtedy, kiedy sypialnię sprzątał Itachi. Funkcję zmywarki przemienił na automatyczną sprzątaczko-pokojówkę. Również bardzo przydatne.
– To niech się nie martwi – warknął Sasuke, odwracając się tyłem do niej.
Jeśli liczył, że po tym przedstawieniu wyjdzie i zostawi go w spokoju, to trochę się przeliczył.
– Ja też się martwię.
Cisza. Westchnienie. W końcu niepewny głos.
– Keiko, co byś zrobiła, gdybyś była na miejscu Haniko i dowiedziała się o Satoru? Jakbyś zareagowała, gdyby wydało się, że go zabiłem?
Podeszła do niego i usiadła obok. Materac był zadziwiająco twardy. Na pewno nie nadawał się do spania dla kogoś, komu potrzebny był solidny wypoczynek. Gdyby jej przyszło co noc spoczywać na czymś takim, sama miałaby problemy z pracą mięśni, bo nieświadomie zaciskałaby je przez sen, żeby było jej jak najwygodniej. Równie dobrze Sasuke mógłby spać na gołej podłodze.
– Przecież nie musi o tym wiedzieć. Ledwo pogodziła się z jego śmiercią, czy to na pewno dobry czas, żeby jej o tym mówić? No, w każdym razie, ja bym jej o tym nie powiedziała, żeby oszczędzić jej przykrości. Już raz przeżywała jego stratę, drugi raz to trochę za dużo, nie uważasz?
– Świetnie – odparł Sasuke nieco histerycznym tonem. – Dziękuję ci za fachową analizę, ale to nie ma znaczenia. Kiedy tylko powiem Tsunade prawdę, Haniko dowie się o tym. Ten facet był… dla niej ważny, Hokage nie zatai tego przed nią. W końcu ma prawo wiedzieć, co naprawdę się z nim stało.
– Jesteś pewien?
– Całkowicie…
No, to trochę zmieniało postać rzeczy. Keiko zaczęła się zastanawiać, co ona sama zrobiłaby na jego miejscu, ale jej rozważania szybko stanęły pod znakiem zapytania. Nie potrafiła sobie tego nawet wyobrazić. Wczuć się w sytuację Haniko tym bardziej. Jedno tylko wiedziała na pewno.
– Zwlekanie niczego nie zmieni – powiedziała, przybliżając się do niego, żeby się przytulić, ale odepchnął ją sprawną ręką.
Siłowali się chwilę, ale Sasuke był za słaby, żeby przed nią uciec, więc wkrótce znalazł się w jej uścisku. Wtuliła czoło w jego policzek, a jego włosy połaskotały ją po twarzy.
– A ponoć miałeś od dziś sam rozwiązywać swoje problemy – rzuciła na rozładowanie napięcia.
– Zamknij się.
Sasuke ponownie próbował się wyrwać, ale bezskutecznie. Westchnął cierpiętniczo, pozwalając w końcu porządnie się objąć.
– Haniko nie jest tobą, wysłucha cię do końca, zanim wyda werdykt. I jest rozsądna, zrozumie, że nie miałeś wyjścia i wyświadczyłeś Satoru przysługę. I tak by umarł, pamiętasz? Tak powiedział.
– A jeśli kłamał? – Głos Sasuke był cichy. Gdyby Keiko nie była w niego wtulona, prawdopodobnie by go nie dosłyszała. – Jeśli dało się coś zrobić? Nawet o tym nie pomyślałem. Może przemawiał przez niego ból, zmęczenie, może uratowanie go było możliwe. Tylko… czy chciałbym tego? Może wcale nie zrobiłem tego z litości, może zrobiłem to tylko po to, by pozbyć się rywala.
Keiko trzepnęła go po głowie, a potem przytuliła mocniej.
– Głupoty pleciesz. Znowu jest to samo i znowu próbujesz sobie wmówić, że jesteś gorszym człowiekiem, niż w rzeczywistości jesteś. Odbiła ci szajba u tego Orochimaru. – Zamyśliła się. – To by przynajmniej wyjaśniało, dlaczego u Kaoru tak słabo z kolorem…
– Co?
– Co? A nic, nic. Nie potrafisz zaakceptować, że o tu… – Przyłożyła dłoń do jego klatki piersiowej. – Bije serduszko. Wzbraniasz się przed cieplejszymi uczuciami i wmawiasz sobie, że jesteś draniem, którego nikt i nic nie obchodzi, a wszystko, co robi dla innych, bierze się z jego egoistycznych pobudek. Takie rzeczy się leczy, Sasuś. Chyba najwyższy czas, żebyś zaakceptował samego siebie i pogodził się z tym, że zależy ci na innych. Fugaku do dziś tego nie przetrawił i o, spójrz, co z niego wyrosło. – Zachichotała, a potem odsunęła się od niego, chcąc w końcu spojrzeć mu w oczy. – Ale wiesz, co jest najważniejsze? Żebyś zrobił to sam. Już raz popełniłeś ten błąd i pozwoliłeś, by Tsunade poinformowała Haniko o twojej misji, pamiętasz? Tym razem sam powiedz jej prawdę. To dużo znaczy. Wykaż się odwagą, a doceni to.
Sasuke wyglądał, jakby nie miał siły nawet sobie tego wyobrażać. Jak zaplanować z kimś taką rozmowę? Przyznać się do czegoś strasznego, wiedząc, że mówienie o tym, sprawi komuś niewyobrażalny ból?
Ciszę w pokoju przerwał dzwoniący telefon. Zły znak, bardzo zły. Spojrzała na wyświetlacz, ale zamiast na numer, zerknęła na godzinę i jęknęła. Przekroczyła wyznaczony czas! Josuke ją zabije.
Nie chcąc mu się tłumaczyć na oczach Sasuke, odrzuciła połączenie i czym prędzej wcisnęła telefon z powrotem pod ściśle zawiązany w talii pas. Nie miała kieszeni, więc chociaż z niego zrobiła sobie skrytkę na komórkę. Ze względu na odbywaną karę, chciała mieć ją stale pod ręką.
– Muszę iść – wyjaśniła, niechętnie wstając z miejsca. – Zadzwonię, okej?
– Tak, idź. – Machnął lekceważąco ręką.
– Ale wszystko w porządku?
– Tak. – Odwrócił wzrok.
Już to zachowanie wystarczyło, by utwierdziła się w przekonaniu, że wcale tak nie było. Mogła pleść bez końca, ale słowa nie miały takiej mocy, by zniwelować strach, zwłaszcza w pełni uzasadniony.
– Powiedz jej – powtórzyła raz jeszcze. – Najgorsze, co możesz zrobić, to pozwolić temu się toczyć bez twojego udziału. Powiedz.
– Zrozumiałem, co powiedziałaś, nie musisz mi tego w kółko powtarzać.
– I zrobisz to?
Cisza. Sasuke spojrzał na nią, otworzył usta, a po chwili je zamknął. Odchrząknął, a odpowiedź przyszła sama.
– Nie wiem.

***

Resztę wieczoru spędzili w mniej licznym składzie. Fugaku z wyższością odniósł się do kłótni synów, wytykając Itachiemu dziecinne zachowanie i brak profesjonalizmu, o Sasuke najwyraźniej w ogóle zapominając, po czym zamknął się w gabinecie. Keiko spędziła sporo czasu na górze, a kiedy zeszła, oznajmiła, że musi czym prędzej wracać do organizacji. Sasuke już się nie pokazał.
Mikoto robiła wszystko, żeby jakoś poprawić humor Haniko i Itachiemu, ale jej działania przynosiły tylko odwrotny skutek. Im więcej się wtrącała i próbowała coś zdziałać, tym mocniej podenerwowani byli. W pewnym momencie doszło w końcu do spięcia i ostatecznie spotkanie zakończyło się w dość nerwowej atmosferze.
Haniko z ulgą zamknęła drzwi za Itachim, a potem życzyła Mikoto dobrej nocy i zniknęła u siebie. W sypialni zastała ciemność; Sasuke leżał twarzą do ściany i nie zareagował na jej przybycie. Spał?
Podeszła do łóżka i wlepiła wzrok w jego plecy. Jej dłonie odruchowo powędrowały do wiązania w talii. Powinna wziąć ubrania i wyjść do łazienki. Powinna zapewnić sobie odrobinę intymności. Powinna…
Rozwiązała go. Kiedy pas opadł na podłogę, jej dłonie powędrowały dalej, bez udziału woli, a serce zabiło mocniej.
Zrzucając z siebie kolejne elementy garderoby, próbowała sobie wmówić, że wcale nie chciałaby, żeby Sasuke nagle się odwrócił. Ale kiedy została w samej bieliźnie, poczuła łaskotanie w podbrzuszu, które wyraźnie temu przeczyło. Bez wahania pozbyła się stanika, a potem zsunęła z pośladków ostatni skrawek, który zakrywał jej ciało. Biały materiał majtek odróżniał się na tle grafitowego dywanu. Podniosła je, ściskając w palcach, a potem spojrzała na Uchihę.
Łaskotanie przybrało na sile. A gdyby jednak się odwrócił? Gdyby zobaczył jej nagie ciało skąpane tylko w delikatnym, wpadającym przez okno blasku latarni? Byłby gotów zrobić coś z jej pożądaniem? Czy w ogóle… by tego chciał?
Przebrała nogami, czując, że zbytnio się nakręca. Gdyby faktycznie się odwrócił, oboje znaleźliby się w niezręcznej sytuacji. Życie nigdy nie okazywało się filmem. Nie doszłoby do seksu. Jego dłonie, jego usta, jego ciało pozostawało aktualnie poza jej zasięgiem.
Spojrzała na majtki, które trzymała w dłoni, próbując się zmusić, by z powrotem wciągnąć je na pupę.
Nie potrafiła.
Serce waliło jej w piersi, każąc coś w końcu z tym zrobić. Od kilku dni ona i Sasuke mieszkali w jednym pokoju, a poza krótkimi wymianami zdań i nieudolnymi próbami znalezienia wspólnego języka, zupełnie ze sobą nie rozmawiali. O niczym. Jakby byli sobie całkiem obcy.
Tylko czy seks rozwiązałby ten problem?
Sasuke zdążył już chyba wszystkim powiedzieć, co do niej czuje, tylko nie jej. Chyba jako jedyna nie słyszała jeszcze kocham i chociaż udowodnił, że nie słowa, a czyny miały znaczenie, ciężko byłoby im stworzyć udany związek, gdyby od teraz postanowili się do siebie nie odzywać. Chyba nie zawsze milczenie było złotem. Czasem nawet rzeczy oczywiste musiały wyjść na światło dzienne, by udowodnić, że faktycznie nimi były. Coś skrzętnie skrywanego traciło swój pierwotny kształt i znaczenie. Stawało się czymś nieznanym i nierozumianym. Obcym.
A przecież miłość, którą Sasuke do niej czuł, nie powinna być obca. Ani jej, ani jemu. Powinna być czymś naturalnym i oczywistym, czymś, co połączy ich bardziej niż wspólny dom, okoliczności i dziecko. Tylko jak pokonać taką przeszkodę? Co powinni zrobić, kiedy ona wyraźnie czuła ciężar swojej wolności, a on otoczył się wysokim murem, którym postanowił odgrodzić się od odpowiedzialności?
Nie, seks na tym etapie nie był żadnym rozwiązaniem. Miłość czysto fizyczna nigdy nie zastąpi bliskości dwóch dusz. Nie zastąpi im porozumienia, czułości i troski o siebie nawzajem. Do seksu dochodziło się przez słowa.
 A mimo to Haniko nie potrafiła się zmusić, by nie kusić losu. Zbierając i odwieszając z powrotem na wieszak elementy pożyczonego stroju, co rusz zerkała w stronę materaca. Dopiero kiedy nie było już czego sprzątać, włożyła bieliznę i wsunęła przez głowę koszulę nocną.
Łóżko było chłodne i puste. Haniko przesunęła się na skraj i wtuliła twarz w poduszkę. Od pleców Sasuke, jego ciemnych włosów sterczących na wszystkie strony, odurzającego zapachu, dzieliły ją jakieś dwa metry. O dwa za dużo.

***

Sasuke otworzył leniwie jedno oko, zastanawiając się, czy to będzie dobry dzień. Ściana, którą miał przed nosem nie znała odpowiedzi na to pytanie. Po słabym nasłonecznieniu domyślił się, że albo było pochmurno, albo rolety były pozasłaniane. Słyszał za to ćwierkanie ptaków, które uwiły sobie gniazdko na gałęzi pod oknem i… pogodny głos Haniko.
– Ciii… już kończę.
Po odgłosie, jaki wydała Sumire, Sasuke domyślił się, że chodziło o ubieranie. Nigdy nie znosiła tego cierpliwie. Wkładanie czystych ubranek trwało zawsze zbyt długo. Każdy kolejny rękaw i nogawka, to mocniej zmarszczone czółko, bardziej zaciśnięte usteczka, a czasem tylko cud powstrzymywał ją od płaczu. Najwyraźniej nic się w tej materii nie zmieniło, a magiczne rączki mamusi nie zniwelowały problemu.
Mimowolnie przypomniał sobie, że wczoraj najpierw dał się ubrać bratu, a potem rozebrać Keiko i aż ciarki przeszły mu po plecach. Chyba doskonale rozumiał, co czuła jego mała wampirzyca.
Sumire pisnęła, drażniąc bębenki Sasuke. Skrzywił się mimowolnie.
– No już dobrze – szepnęła Haniko, a do jego uszu doleciało ciche cmoknięcie. Najprawdopodobniej Sumire zarobiła całusa w czoło. – Cichutko, bo zbudzisz tatusia.
– Nie śpię – odparł niemrawo i przewrócił się na drugi bok.
Tak jak podejrzewał, Haniko siedząc na łóżku, pochylała się nad Sumire, która agresywnie wymachiwała rączkami i nogami. Do krótkiej różowej sukienki, którą miała na sobie, miały dołączyć jeszcze śnieżnobiałe rajstopy, ale chwilowo były zajęte próbą stawiania oporu przed zrzuceniem z niewielkich stópek. Sumire, jeśli chciała, była wystarczająco silna i zdeterminowana, by walczyć o wolność. Rajstopy się do niej nie zaliczały, więc usilnie starała się skopać je z nóg.
Haniko westchnęła, kiedy dziewczynka wygrała pojedynek, a ubranie poszybowało w powietrzu i wylądowało na podłodze.
Sasuke podniósł się z materaca. Lewa dłoń już mu tak nie doskwierała, choć czuł, że po uderzeniu pozostało lekkie opuchnięcie. Schylił się i ku swojemu zdziwieniu, prócz dziecięcych białych rajtuz, podniósł biustonosz. Miseczki były większe, niż zapamiętał. Odruchowo jego wzrok powędrował w stronę piersi Haniko, ale zanim w wyobraźni przypasował zgubę do właścicielki, Shimanouchi wyrwała mu ją z ręki.
Ich spojrzenia się spotkały.
– Możemy porozmawiać?
– O czym? – spytał, przeczuwając, że odpowiedź wcale mu się nie spodoba.
– Mógłbyś po obiedzie zająć się Sumire? Przez jakieś dwie godzinki. Chciałabym trochę potrenować, zapowiada się piękny dzień.
Sasuke wyciągnął dłoń i wcisnął jej w ręce rajstopy, o których najwyraźniej już zapomniała.
– Poproś moją matkę, na pewno znajdzie chwilę.
– Proszę ciebie. – Zaakcentowała Haniko, mrużąc oczy. – Naprawdę wciąż nie czujesz się na siłach, by chwilę z nią zostać? Posiedzisz z nią, zabawisz czymś, a w końcu zaśnie i będziesz miał spokój. Czemu się od niej odgradzasz?
Sasuke przełknął ślinę. Nie uciekał przed nią, po prostu nie chciał się przywiązywać.
– Nie dam rady – odburknął i skierował się w stronę szafy. Z utęsknieniem spojrzał na strój do ćwiczeń, który jeszcze przez jakiś czas będzie zbierał kurz. Musiał wybrać coś innego.
– Sasuke… Wiesz, że ja stoję po twojej stronie. Chcę cię wesprzeć, tylko…
– To nie twoja wina. – Odwrócił się do niej gwałtownie. – Nie obwiniaj się, rozumiesz? Nic nie zrobiłaś. To ja.
Nie czekając na reakcję, ponownie stanął do niej plecami. Zacisnął dłoń na wyjmowanej koszulce.
– W takim razie pozwól sobie pomóc. Wiem, że między nami bywało różnie, ale teraz jestem po twojej stronie. Razem na pewno jakoś to rozwiążemy.
– Razem – parsknął śmiechem, odwracając się przodem do niej. – Żebyś się nie zdziwiła…
Powiedzieć, że na jej twarzy pojawiła się konsternacja, to mało. Na jej próbę wsparcia, zareagował śmiechem, więc niezrozumienie, to zbyt niska cena. Zły na samego siebie odburknął, że przydałaby mu się kąpiel i wyszedł do łazienki.

***

Kiedy raz pokonał wszystkie stopnie, schody przestały go nawet przerażać. Krok miał rasowego kaleki, ale szedł. Wczoraj zszedł, po kilku godzinach nawet wbiegł i choć zapłacił za to później upadkiem, to poradził sobie. Widocznie nadszedł już ten czas, by zrobić kolejny krok naprzód i przespacerować się po domu.
Mięśnie szczypały go przy zwiększonym wysiłku, ale w gruncie rzeczy był zadowolony. Czuł, że żyje. Ręce i nogi powoli zaczynały go słuchać, do palców wracała siła i zręczność. Miecza by nie utrzymał, ale… dziecko już tak.
Skrzywił się na tę myśl i dowlókł się pod gabinet ojca. Trudno mu było powiedzieć, czy jego obecność podczas śniadania zrobiła na Fugaku jakiekolwiek wrażenie, ale kiedy tylko dobiegło końca, zamknął się w swoim królestwie i kategorycznie zabronił Mikoto mu przeszkadzać. Zapewne w tym pokoju ważyły się właśnie losy świata. Jeśli nie, to lada chwila będą, bo Sasuke właśnie tam zmierzał.
Zatrzymał się przed drzwiami i przełknął ślinę. Od akcji w szpitalu, nie miał jeszcze okazji porozmawiać z ojcem. Wcześniej czuł na niego wyłącznie złość i zupełnie nie obchodziło go, co Fugaku miał mu do powiedzenia, ale teraz to się zmieniło. Może ojciec nie zrobił dla niego dużo, może była to zwyczajna pomoc, jakiej mężczyzna udzieliłby mężczyźnie w potrzebie, ale… jakoś tak czuł strach. Chyba znowu zaczynało mu zależeć.
Zapukał raz, drugi, ale w odpowiedzi usłyszał tylko zirytowane westchnięcie. Przy trzecim do jego uszu doleciał zniecierpliwiony głos:
– Mówiłem ci, że jestem zajęty, Mikoto. Nie zawracaj mi głowy.
Sasuke pociągnął za klamkę i zajrzał do środka. Fugaku siedział nad stertą papierów i bawił się długopisem, przekładając go między palcami. Pochylony nad dokumentami, czytał.
– Nie, nie jestem głodny, wytrzymam do obiadu. Możesz mi ewentualnie przynieść trochę tego ciasta z owocami, które upiekłaś wczoraj. Tylko szybko.
Sasuke zmarszczył brwi. Rozkazy, a jakże. Ciekawe, czy matka wciąż się na to łapała.
– Chcę porozmawiać z Tsunade.
Fugaku drgnął. Podniósł wzrok na Sasuke, który oparł się o framugę. Miał nadzieję, że wygląda na wyluzowanego, a nie kogoś, kto wisi na ścianie, żeby się nie przewrócić. W jego stanie nie byłoby w tym nic zaskakującego.
– W porządku, poczekaj na zewnątrz – odpowiedział, chwytając telefon.
Sasuke przytaknął i zamknął drzwi. Tragedii nie było. Jeszcze.

Kiedy dziesięć minut później Fugaku wychynął ze swojego gabinetu, Sasuke momentalnie zerwał się z miejsca. Mężczyzna obszedł kanapę, przy której stał Sasuke, a potem zwrócił się w jego kierunku.
– Hokage wyraziła zainteresowanie spotkaniem. Ze względu na twój stan, zgodziła się przeprowadzić je tutaj. Możesz spodziewać się jej po południu.
Sasuke nie wiedział, co powiedzieć. Ojciec przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, po czym bez słowa wyszedł. Od wrogości, do zupełnej obojętności. A więc tak teraz miała wyglądać ich relacja.

***

– Namyślenie się trochę ci zajęło – odparła ze spokojem Tsunade, siadając za biurkiem Fugaku. Prawie mu piana poleciała z pyska, kiedy Hokage oznajmiła, że życzy sobie przeprowadzić rozmowę z Sasuke w jego gabinecie. W świętym miejscu. Jego osobistym sanktuarium.
Sasuke nawet przez moment to bawiło, dopóki nie przypomniał sobie, że to spotkanie zostało zaaranżowane z jego powodu. To jemu przyjdzie się zaraz spowiadać. A przecież gabinet ojca i bez tego wydawał mu się nieprzyjemnym miejscem.
Przysiadł na fotelu naprzeciwko. Siedzenie przygotowane dla gości nie należało do najwygodniejszych. Zupełnie jak ta kanapa w domu Haniko, która idealnie nadawała się tylko do szybkich numerków.
– Może nawet trochę zbyt długo – kontynuowała – ponieważ już nie mamy o czym rozmawiać.
– Co?
Hokage spojrzała na niego z wymuszonym opanowaniem. Nosiło ją i choć jeszcze nie wiedział dlaczego, zaraz miał się o tym przekonać.
– W związku z twoim zbyt długim zwlekaniem, Kazekage wysłał prośbę o wydanie cię w jego ręce. Naturalnie nie mogłam się na to zgodzić, dlatego w Konoha zostanie zwołane posiedzenie, na którym stawią się przywódcy Kraju Wiatru. Zostaniesz postawiony przed specjalną komisją i poddany przesłuchaniu, i albo zrobisz to dobrowolnie, albo zostaniesz do tego zmuszony. Nie wiem, w jak nieprzyjemnych sytuacjach zdarzało ci się brać udział, Uchiha, ale ta będzie wyjątkowa.
Sasuke wytrzeszczył oczy. Chcieli go postawić przed jakimś… trybunałem? To wcale nie brzmiało dobrze. Wręcz przeciwnie, brzmiało bardzo źle i nagle uzmysłowił sobie, jak głupio zrobił, milcząc przez tak długi czas. Tsunade mogła na niego co najwyżej nawrzeszczeć i wlepić jakąś idiotyczną karę, która by go zirytowała, ale na pewno nie sprawiła, że zacząłby żałować tego, co zrobił. Kazekage będzie mógł go nawet ściąć, jeśli przyjdzie mu taka ochota.
– Co mi grozi?
– W związku z tym, że nie zechciałeś niezwłocznie złożyć stosownych wyjaśnień, istnieją solidne podstawy, by wydać cię w ręce Kazekage i postawić przed tamtejszym sądem. Nie chciałeś ze mną rozmawiać, więc nie mam takiej władzy, by cię z tego wyciągnąć. Jeśli Gaarze nie spodobają się twoje wyjaśnienia, nie wróżę ci świetlanej przyszłości, Uchiha.
– Moment! Ja wszystko powiem.
Tsunade wyłożyła się na oparciu skórzanego fotela, który tak bardzo kochał Fugaku. Po dzisiejszym dniu pewnie go znienawidzi.
– Teraz jest już na to trochę za późno. Piasek będzie tu za dwa tygodnie. Wystarczy ci tyle czasu, by dojść do siebie? Wybacz, ale wolałabym nie gościć Kazekage w dzielnicy Uchiha. Postaraj się jakoś dotrzeć na spotkanie.
Sasuke nie słuchał. Jej uszczypliwe uwagi chwilowo nie robiły na nim wrażenia.
– Satoru nie żyje, bo ja go zabiłem – wypalił. – Znaleźliśmy go przypadkiem, nie spodziewaliśmy się, że tam będzie i… wspomnieliśmy o Haniko, więc podał nam recepturę. Był w bardzo złym stanie, na granicy życia i śmierci, więc kiedy mnie o to poprosił, skróciłem jego męki. Najpierw złapałem go w genjutsu, żeby nic nie poczuł, potem… Przebiłem mu serce mieczem. Musiałem mieć pewność, że tego nie przeżyje.
Hokage zmarszczyła brwi, wystukując palcami rytm na podłokietniku.
– Haniko musi się o tym dowiedzieć, prawda? Jeśli tak, to niech ja jej o tym powiem. Lepiej, żeby to wyszło ode mnie…
Wciąż milcząc, Tsunade sięgnęła do teczki i wyjęła z niej kilka dokumentów. Jeden z nich podała Sasuke.
– Raport, który złożyła mi Keiko. Czy zgadzasz się z tym, co zostało tu napisane?
Przeleciał wzrokiem po tekście. Oszukanie strażników, spotkanie Akihito, ucieczka do lasu, potem Suna, kolejny podstęp, dom, szpital i podziemia. Wszystko zgodnie z prawdą, niczego nie pominęła ani nie przekręciła, z wyjątkiem… Satoru. Zeznała, że wzór na antidotum znaleźli przypadkiem. Bardzo to przekonujące.
Sasuke potaknął.
– Do tego momentu. Reszta była tak, jak mówiłem.
–Świetnie. – Hokage schowała dokument. – Muszę ci pogratulować, Uchiha. Brawurowo to wszystko rozegrałeś. Na początku myślałam, że to przypadek, ale po którymś przejrzeniu wszystkich raportów, uderzyła mnie jedna rzecz. Otóż zaangażowałeś w to Keiko, ale wszystkich zbrodni dopuściłeś się sam. To ty wykiwałeś moich strażników, a potem strażników z Suny. – Uniosła jeden palec, do którego dołączyły po chwili następne. – Ty włamałeś się do szpitala, a potem do archiwum, grzebiąc w dokumentach. Swoją drogą, Akihito to był doskonały strzał. Odpowie bezprawne przeglądanie akt pracowników szpitala, ale kara dla niego będzie zdecydowanie lżejsza, niż gdyby wymierzono ją Higashiyamie. Następnie ty obezwładniłeś szpiega Orochimaru i pozbawiłeś Satoru życia. Wszystko, co mogę zarzucić Keiko, to opuszczenie wioski bez zezwolenia i uczestnictwo w tej samowolnej misji. Naprawdę sprytnie.
– Dziękuję – odparł.
– Uratowałeś koleżankę, ale czy zdołasz teraz ocalić siebie?
Sasuke nie odpowiedział. Tsunade sięgnęła po kolejną kartkę.
– To nie było pytanie retoryczne. Tutaj masz raport z sekcji zwłok Satoru. Jego organizm był tak bardzo wyniszczony przez truciznę, że faktycznie żaden lekarz nie byłby w stanie nic dla niego zrobić. To zadziała na twoją korzyść. Ale to, że w ogóle o nim nie wspomniałeś na przesłuchaniach u Kazekage, już niekoniecznie. Dalej…
Hokage polizała palec i sięgnęła po kolejny dokument, podsuwając mu go pod nos.
– To jest zeznanie twojego ojca. Wspomniał w nim, że byłeś bardzo przejęty stanem zdrowia Haniko, a także niepewną przyszłością swojej córki, co powinno zostać potraktowane jak okoliczności łagodzące. Mamrotał coś o trudnych chwilach, stresie, nerwach. Nie podpisał się jako Uchiha Fugaku, a jako Kapitan Policji w Konoha, jakby było to nie tylko jego stanowisko, ale wszystkich służb bezpieczeństwa w wiosce. Również sprytnie.
Sasuke zaparło dech w piersi. Fugaku naprawdę… Czy on faktycznie to dla niego zrobił? Skupił wzrok na podpisie pod zeznaniem. Tak, znał przecież to pismo.
– Mam tego trochę więcej – wyznała Tsunade, chowając kartki do teczki. – Sporo pozytywnych opinii, ale jeszcze więcej zarzutów. Lepiej dobrze się przygotuj do tej rozmowy, bo nie będzie łatwo. Ludzie Kazekage zrobią wszystko, by wyprowadzić cię z równowagi i udowodnić, że stanowisz zagrożenie. Panuj nad nerwami, Uchiha, lub przygotuj się na najgorsze.

1 komentarz:

  1. No no, dzieje się. Wreszcie jakieś konkrety. Sasuke dupa się pali, to też zaczął gadać. No ale sorry, już za późno. Dobrze mu tak. Może wreszcie się czegoś nauczy gówniarz. Choć z nim to nic nie wiadomo. Pewnie całe opowiadanie dąży do tego, że on w końcu się nauczy zachowywać jak normalny człowiek. Na chwilę obecną tego nie widzę. Wierzę w zmiany, ale dla niego nie widzę już ratunku. On zawsze taki był, a ludzie nie zmieniają się z bardzo złego na dobrego tak łatwo i mało komu się to udaje. Dla mnie Sasuke to przypadek beznadziejny. Szkoda mi Haniko i tego, że się zakochała w takim trudnym człowieku.
    Nie wiem jak to będzie dalej, ale aktualny Sasuke jest dla mnie gorszy niż Fugaku. Ja bym od takiego chłopa wiała w podskokach.
    Za to podobała mi się reakcja Itachiego. On zazwyczaj zachowuje się jakby wszystko był w stanie przeczekać. Teraz nie wytrzymał i zarządzał odpowiedzi. Co prawda jego wybuch nie skojarzył mi się z jego klanem, ale uważam, że już dawno powinien to zrobić. Nie będę się już rozpisywać dalej, bo trochę jest późno, a ja jutro (dziś) wcześnie wstaję.
    Weny i pomysłów na dalsze rozdziały.

    OdpowiedzUsuń