5 maja 2018

44. Puchnący gotujący się czajnik

Witam!
Jak wszyscy zapewne wiecie, opowiadanie zbliża się do końca. Dzisiejszy rozdział będzie zaś ostatnim z serii tych krótkich. Tak, wzrok Was nie myli! Od następnego aż do końca, będą one o ponad 40% dłuższe! Zalecam wygospodarować więcej czasu na czytanie ;-)
Zapraszam!
__________________________________________________________________

Czując, że włosy lecą jej do oczu, Haniko zatrzymała się na skraju parku i podeszła do ławki. Potrzebowała chwili wytchnienia. Po takim długim czasie w bezruchu, kiedy jej kondycja, lekko mówiąc – podupadła, powinna się oszczędzać. No właśnie, powinna, ale nie potrafiła.
Tylko poprawiła włosy, wyślizgujące się z niechlujnego koka stworzonego na czubku głowy i ruszyła w dalszą drogę.
Biegiem, bo czuła, że dłużej już nie jest w stanie stać w miejscu, spacerować, wolno i z uwagą podążać przed siebie, kroczyć, maszerować. Czuła napięcie mięśni w nogach, zmęczenie, rwanie w płucach, a jedynym, co słyszała, był jej oddech, ale się nie zatrzymała.
Kiedyś dosyć sporo biegała. Co ranek, jeszcze przed świtem, wybierali się z Satoru na krótką przebieżkę wokół wioski. Najpierw truchtem, potem szybciej i szybciej. Biegli przez życie obok siebie, obiecując sobie wsparcie i że nigdy przenigdy nie zostawią się w potrzebie. A jednak… stało się. On odszedł.

14 kwietnia 2018

43. Przecież jutro już jutro!

Szczęk klucza w zamku poderwał ich z kanapy. Niemal biegiem rzucili się do drzwi, zatrzymując gwałtownie zaraz po opuszczeniu salonu. Nie spodziewali się zastać w przedpokoju Keiko, machającą do nich z uśmiechem. Zwłaszcza Itachi zmarszczył brwi, bo pamiętał, że dziewczyna miała nawrzeszczeć na przyjaciela. Przynajmniej tak mu powiedziała, wychodząc z domu. Czyżby tym przyjacielem zgarniającym ochrzań był Sasuke? Przestało to być istotne, kiedy tylko on wyłonił się za pleców Higashiyamy.
— I jak poszło? — zapytała zatroskanym głosem Mikoto, przerywając pełną napięcia ciszę.

24 marca 2018

42. Piekło nie ma koloru krwi, piekło jest czarne

Witam!
Może zacznę od tego, że mam dla Was wiadomość. Złą wiadomość. W związku z tym, że kończą nam się zapasy, od dziś rozdziały będą się ukazywać co trzy tygodnie. Trzy. A jeśli będzie trzeba, to nawet co cztery. Prawda jest taka, że nasza (a przynajmniej moja) motywacja jest obecnie zerowa, więc pisanie stoi w miejscu. Nie mam zbyt wiele czasu, a kiedy jeszcze sobie pomyślę, że piszę dla jednej, dwóch osób, to już w ogóle nie chce mi się tracić na to czasu. Dlatego dzisiejszy rozdział dedykuję Annzwill i Mikocie, którym dziękuję za to, że zawsze znajdą chwilę i napiszą choć kilka słów.
Do zobaczenia za trzy tygodnie!
__________________________________________________________________

Sasuke został brutalnie pchnięty na drewnianą ławkę przed drzwiami do sali obrad. Przynajmniej domyślał się, że była to ławka. A właściwie poczuł, kiedy uderzył mocno kolanem w kawałek czegoś twardego i syknął.
– Siedź tu i czekaj na wezwanie. Napawaj się swoimi ostatnimi chwilami wolności. Kto wie, może i życia?