16 czerwca 2018

46. Załatwi to za jednym zamachem. Z rozmachem

Sasuke stał oparty o ścianę. Naprzeciw niego znajdowały się drzwi do gabinetu ojca. Za nimi Itachi. A on sam po drugiej ich stronie, wystukiwał stopą jakiś zupełnie losowy rytm, powoli tracąc cierpliwość.
Nie, żeby miał jej dużo.
Nie podobał mu się pomysł tej rozmowy. Nie spodobała mu się mina ojca, kiedy wszedł do rodzinnego domu. Nie podobał mu się ton, którym kazał mu zaczekać, bo najpierw musi porozmawiać ze swoim pierworodnym. Nie podobało mu się to, bo… Wiedział, że jeśli Itachi pogodzi się z ojcem – czego oczywiście z całego serca mu życzył – on sam znowu stanie się dla Fugaku kimś zupełnie nieważnym. Wiedział o tym albo właśnie tego się bał. Wiedział, ale miał nadzieję. A nadzieja…
Przykro mi, Itachi zostanie moim następcą, więc nie jesteś mi już potrzebny.
Nie zawracaj mi głowy, mam z Itachim bardzo ważne sprawy do omówienia.
Jeśli musisz, przyjdź na zebranie klanu, ale stań z tyłu, żeby nie zasłaniać Itachiego.
Nadzieja umierała ostatnia.

26 maja 2018

45. Każdy materiał można formować

Nawet by nie rozejrzał się po pustej uliczce, gdyby nie nierównomierny klekot kółeczek. To raczej niespotykany dźwięk, zważywszy na okolicę. Tutaj słychać jedynie grasujące po opuszczonych parcelach zwierzęta oraz hulający wiatr przez wybite okna sąsiedniego budynku.
Trzasnąwszy pokrywą od kubła — w końcu, jako mężczyzna musiał podjąć się najbardziej męskiego obowiązku, czyli wynoszenia śmieci — niezbyt skwapliwie podniósł wzrok w poszukiwaniu nieproszonych gości. Wprawdzie dwudziesta to nie pora na odwiedziny, ale przyjaciele Keiko byli specyficzni i żadna godzina im niestraszna. Zdążył się już o tym nie jeden raz przekonać.
Poczuł ulgę na widok Mikoto, chociaż jej wizyta również była mocno nieoczekiwana, żeby nie powiedzieć dziwna. Jednak chwilowa konsternacja szybko uleciał, kiedy dostrzegł ciągniętą walizkę i ten charakterystyczny ruch przecierania oczu. Ruszył sprintem, a że odległość była nie większa niż sto metrów, momentalnie zjawił się przed matką. Dopiero teraz mógł dostrzec przekrwiony wzrok oraz załzawione policzki.

5 maja 2018

44. Puchnący gotujący się czajnik

Witam!
Jak wszyscy zapewne wiecie, opowiadanie zbliża się do końca. Dzisiejszy rozdział będzie zaś ostatnim z serii tych krótkich. Tak, wzrok Was nie myli! Od następnego aż do końca, będą one o ponad 40% dłuższe! Zalecam wygospodarować więcej czasu na czytanie ;-)
Zapraszam!
__________________________________________________________________

Czując, że włosy lecą jej do oczu, Haniko zatrzymała się na skraju parku i podeszła do ławki. Potrzebowała chwili wytchnienia. Po takim długim czasie w bezruchu, kiedy jej kondycja, lekko mówiąc – podupadła, powinna się oszczędzać. No właśnie, powinna, ale nie potrafiła.
Tylko poprawiła włosy, wyślizgujące się z niechlujnego koka stworzonego na czubku głowy i ruszyła w dalszą drogę.
Biegiem, bo czuła, że dłużej już nie jest w stanie stać w miejscu, spacerować, wolno i z uwagą podążać przed siebie, kroczyć, maszerować. Czuła napięcie mięśni w nogach, zmęczenie, rwanie w płucach, a jedynym, co słyszała, był jej oddech, ale się nie zatrzymała.
Kiedyś dosyć sporo biegała. Co ranek, jeszcze przed świtem, wybierali się z Satoru na krótką przebieżkę wokół wioski. Najpierw truchtem, potem szybciej i szybciej. Biegli przez życie obok siebie, obiecując sobie wsparcie i że nigdy przenigdy nie zostawią się w potrzebie. A jednak… stało się. On odszedł.