4 listopada 2017

33. Trójka świeżo upieczonych przestępców

Hanabi sapnęła ciężko z wyczuwalnym podirytowaniem.
— Uchiha twoja ręka — mruknęła, spoglądając na ranę na ramieniu. Materiał ubrania szybko pochłaniał krew, przez co czerwona plama urosło do całkiem pokaźnych rozmiarów, mylnie sugerując, że draśnięcie jest bardzo głębokie. Hyuuga nawet nie musiała wydawać polecenia, Keiko od razu zerwała się, próbując zatamować krew opaską uciskową. Prowizoryczny opatrunek, zanim zostaną oddani w ręce medyków.
— Co robimy? — zapytał Kento, rozglądając się po pomieszczeniu, mając w pamięci ogromną sieć tuneli, jaką chwilę temu widzieli. — Teren trzeba zabezpieczyć, a tę trójkę wyprowadzić.
Akihito drgnął. Niby wiedział, że przecież mogą ich złapać, ale jakoś nie zakładał, poprawka nikt z nich nie zakładał, że tak faktycznie będzie. A teraz umoczyli i to po całości. Aktualnie ich dalsza kariera stała pod znakiem zapytania. I to nie mniejszym niż relacje, między Konohą i Suną.
— Przeskanuję obszar, upewniając się, czy nikogo więcej nie ma, a potem zabieramy ich na powierzchnię. Kazekage musi zostać niezwłocznie powiadomiony — mówiła, obracając się wokół własnej osi z uaktywniony byakuganem.
Sprawdzanie nie trwało długo, już po chwili pod czujnym nadzorem marionetek Kento, zostali przez Hanabi poprowadzeni z powrotem, przez piwnicę i dom ze związanym facetem w wannie. Akurat nie wiedząc, czemu to właśnie obezwładniony mężczyzna w łazience przyszedł Keiko na myśl, kiedy wyszli z lekko zatęchłych podziemi do wąskiego korytarza łączącego się z przedpokojem.
Po czym nie zatrzymując się nawet na chwilę, opuścili budynek łudząco podobny do setek innych w całym Suna. Od razu tego pożałowali, palące słońce zdążyło wzejść, rozgrzewając na nowo lekko ostudzony przez noc piasek.
Skrzywili się, mrużąc intensywnie oczy od rażącego białego światła, starając się powstrzymać napływające łzy. Jednak pościg z Konohy, któremu Sasuke z Keiko dostarczyli tyle zachodu, nie miał ochoty być łaskawy.
— Ruchy — warknął Kento, szturchając dziewczynę, która zatrzymała się, zajęta przecieraniem piekących boleśnie oczu. Wręcz czuła, jak w zatrważającym tempie wysychają jej spojówki.  Wilgotność podziemi miała swoje plusy, przynajmniej było, czym oddychać, mimo iż niezbyt ładnie pachniało, ale lepsze to niż suchość powietrza na powierzchni, od której można było jedynie się dusić.
— Pośpieszcie się — mruknęła Hanabi, poganiając, lekko ociągającą się trójkę świeżo upieczonych przestępców.

                                                                ***

— Kazekage jest zbyt pobłażliwy — oznajmił pełnym pretensji głosem.
— Zgadzam się. Tych dwoje powinno się potraktować jak szpiegów.  Wziąć na tortury, przesłuchanie i potem wyeliminować, a nie dokarmiać.
— Dokładnie. Niby Konoha jest sojusznicza, a przysyła nam pluskwy, które jeszcze zostają przyłapane na niby przypadkiem odkrytych tajnych podziemiach. Ta jasne, a ja jestem gwiazdą popu — mruknął z przekąsem. — Oni są niedorozwinięci, czy jak? Naprawdę myślą, że kupimy tak denną bajeczkę?
— Banda debili. Za starych dobrych czasów, potraktowałoby się ich jak wrogów i po problemie.
— A zamiast tego musimy, bawimy się w niańki przestrzegając porozumień międzynarodowych, kiedy oni je sobie bezczelnie łamią — fuknął rozjuszony, uderzając w kraty celi. — Posiłek dla was — burknął, niechętnie otwierając drzwi i kładąc na kamiennej podłodze tacę, co również uczynił jego kolega.
— Naprawdę, po cholerę te wszystkie ceregiele — marudził ni to pod nosem, ni to do towarzysza, ale na tyle wyraźnie, aby Sasuke z Keiko go usłyszeli.
— No to nieźle udupiliśmy — mruknęła, kiedy dwójka jouninów zniknęła z pola widoczności. Mimo tych słów ze spokojem zeskoczyła z metalowego mocno trzeszczącego przy tym łóżka, a nawet lekko się uśmiechnęła. — Też coś powinieneś zjeść — zagadała, siadając skrzyżnie przed łaskawie przyniesionym jedzeniem. — Nafef fobre — bełkotała z pełnymi ustami, zajadając się jakąś lekko podejrzanie wyglądającą breją z rozgotowanego ryżu z warzywami, utopionymi w jednolitym ciemnym sosie.
 — Nie jestem głodny — warknął, w odpowiedzi na wyczekujący wzrok dziewczyny, która wyraźnie nie miała zamiaru mu odpuścić.  
— Od dawna nie mieliśmy niczego w ustach, no i jeszcze walczyliśmy. Głupotą byłoby nie zjeść — zauważyła trafnie, wymachując w jego stronę drewnianą łyżką. — Jeśli teraz ogłoszą powrót do Konohy, padniesz z wycieńczenia sto metrów za bramą Suna.
Skrzywił się ostentacyjnie, zaprzestając wpatrywania się w plamę słońca pochodzącą z niewielkiego kratowanego okienka pod sufitem i zerkając w stronę jedzenia przyniesionego na drewnianej zastawie. No tak, bo przecież metalową łyżką, albo porcelanowym talerzem mogliby zaatakować strażników. Niech żyją środki ostrożności. Jednak ostatecznie wstał i wzdychając ciężko, przysiadł obok, patrząc nieufnie na coś, co wyglądało zdecydowanie gorzej niż jej kuchnia.
— Chociaż i tak pewnie szybko nas nie odeślą do kraju — oznajmił zrezygnowanym tonem, przełamując się i próbując tego czegoś. W sumie było nijakie. Nie miało praktycznie przypraw, w stanie ewidentnie rozgotowanym i wymieszanie w jedną bliżej nieokreśloną paćkę.
— Tak myślisz? — zapytała, zastanawiając się dokładniej nad ich sytuacją. Po tym, jak zostali złapani przez pościg z Konohy i zawleczeni przed oblicze Kazekage, dostali solidny opieprz. Gaara, wprawdzie nie pieklił się, krzycząc wniebogłosy, czy waląc pięścią w stół, co przeważnie uskuteczniała Tsunade, ale miał przygotowaną niezłą litanię. Wysłuchali jej, bez, chociażby jednego zająknięcia, gdyż, no niestety miał sporo racji w swoich argumentach. Nawet Keiko milczała, stojąc jak zbesztana nastolatka z opuszczoną głową. Potem musieli przyznać się do swoich haniebnych uczynków, jak oszukanie strażników przy wejściu, napaść na lekarzy i grzebanie w kartotekach szpitalnych, wtargnięcie do czyjegoś domu, obezwładnienie mężczyzny, odkrycie tajnego przejścia i obszernych podziemi w piwnicy nieprzytomnego. Trochę tego było. A no i jeszcze nie można zapomnieć o przekabaconym na swoją stronę Akihito, który z nimi współpracował. Kwestię zabicia Satoru przemilczeli, ustalając wersję, że znaleźli już go martwego. Dokładnie Sasuke tak oznajmił, a reszta rozumiejąc powagę sytuacji, po prostu mu potakiwała. Wprawdzie Gaara spoglądał na nich z podejrzliwością, bo jak zauważono, rana była dość świeża. Próbowali wymigać się, obarczając winą naćpanego mężczyznę lub jego kompana zamkniętego w łazience. Stwierdzając, że prawdopodobnie jeden z nich zabił Satoru, który przestał być im potrzebny. Strasznie to naciągane, ale przyznanie się do zamordowania obywatela kraju Wiatru byłoby jednoznacznie z wydaniem na siebie najcięższego wyroku. Chociaż i tak mina Kazekage wyrażała spore wątpliwości. Wyraźnie nie wierzył ich zapewnieniom.
— Muszą nas tu trzymać, póki nie rozwiążą sprawy podziemi — wyjaśnił rzeczowym, aczkolwiek zgaszonym tonem, sięgając po wodę. Czuł się bezsilny, zamknięty tutaj w bezczynności musiał czekać na zezwolenie Kazekage na powrót do domu, kiedy stan Haniko pogarszał się z godziny na godzinę. Teraz kiedy miał realny punkt zaczepiania, wzór, ba nawet procedurę otrzymywania tego związku! Nie mógł nawet pognać do Hokage, aby rzucić jej w twarz kartkami i z bezczelnym uśmiechem zapewnić, że po raz kolejny się myliła.
— Ale w sumie po to teraz przesłuchują Akihito — zauważyła, zerkając na Sasuke. Zmarszczyła intensywnie brwi, dopiero teraz dostrzegając, że próbuje utrzymać łyżkę drugą ręką.  — Coś nie tak? — zaintrygowała się, bacznie obserwując jego poczynania. Czym najpewniej się podirytował, bo trzasnął sztućcem o talerz.
— Ręka — mruknął. Wprawdzie udzielono im pierwszej pomocy i opatrzono rany, lecz ramię nadal miał odrętwiałe. Ledwo je czuł, więc o sprawnym kontrolowaniu mięśni nie było mowy. Jednak jak na Uchihę przystało, nie będzie się skarżył z powodu takiej dupereli. W końcu prawdopodobnie ostrze wbiło się głębiej, niż zakładał i trochę uszkodziło ścięgna, nic poza tym.
— Nadal ci dokucza? — zapytała zatroskana, przysuwając się bliżej. — Jeśli potrzebujesz pomocy, to się nie krępuj — dodała stanowczym głosem, gotowa na ratunek i w ogień skoczyć. — Pomogę ci — ciągnęła dalej, nabierając solidną porcję jego łyżką. — Powiedz a! Samolocik leci — mówiła, przysuwając sztuciec do zaciśniętych w wąską kreskę ust mężczyzny.
— Odwal się — fuknął rozjuszony, odpychając dziewczynę, która uchachana od ucha do ucha próbowała go nakarmić.

***

Z hukiem zatrzasnął czytaną książkę. Chwila relaksu, o której marzył, właśnie przepadła. Nie potrafił odprężyć się i dać pochłonąć pasjonującej lekturze o psychologii walki na przestrzeni wieków. Mimo iż bardzo zależało mu na tej pozycji, długo ją poszukiwał tak teraz… Trzymał w rękach upragnioną książkę, jednocześnie nie potrafiąc czerpać z jej czytania przyjemności. I co zabawniejsze wcale to nie niepokój o brata i dziewczynę burzył jego spokój myśli, tylko słowa Isamu. To one wzbudzały niepewność. Nie mógł, nie zgodzić się z jego argumentami, a przynajmniej ze sporą częścią ich, ale… Miał też swoją rację. No i w gruncie rzeczy przecież nic złego nie zrobił. Keiko sama świadomie podjęła decyzje, bez informowania go o niej. Także jej przyjaciele nie powinni mieć do niego pretensji. Nie powinni, prawda? A może powinni? Sam już nie wiedział. Higashiyama nadal była dla niego zagadką. Nie potrafił powiedzieć, co siedzi w jej głowie. W przeciwieństwie do jej przyjaciół, którzy z pewnością umieli wszystko, wręcz wyśpiewać...
Z cichym westchnieniem podniósł się, podchodząc do niewielkiej biblioteczki w salonie. Może tutaj znajdzie coś lżejszego w formie i treści, co by go zdołało wciągnąć i umożliwiło zrelaksowanie, chociażby na godzinkę. Z lekkim powątpiewaniem zaczął, przeglądać grzbiety książek. Keiko zbyt wiele nie czytała, większą kolekcję miała filmów, nawet przy pominięciu nagrań z imprez. Także, kiedy udało mu się natrafić na coś z dziedziny, która by go interesowała, to albo to było coś, co znał, albo zdecydowanie poniżej jego poziomu wiedzy. Uśmiechnął się z nutą rozczulenia, kiedy dostrzegł aż pięć książek kucharskich. Najwidoczniej, mimo wszystko Keiko przejmuje się tym, że niezbyt dobrze gotuje.
Jednak nic więcej, co by zaabsorbowało jego uwagę, nie znalazł. Z niepocieszoną miną dźwignął się z kucek, do których musiał się zniżyć, aby odczytać tytuły na najniższej półce. Właśnie rozmyślał o pójściu na górę, aby sprawdzić, czy posiada inną nieprzeczytaną książkę, kiedy mimowolnie wzrokiem zahaczył o kolorowe niekiedy wręcz tęczowe grzbiety. Jakoś wcześniej te grube albumy umknęły jego uwadze, najprawdopodobniej z powodu braku tytułów, na których się skupiał. Przyjrzał im się, stały jeden obok drugiego, intrygując swoją zawartością.
Po pamiętnej nocy u Sasuke naszło go na oglądanie zdjęć Keiko. Nie przywiązywał zbytniej wagi do fotografii, to mama lubowała się w upamiętnianiu każdej możliwej chwili, ale przeszłość Haniko zamknięta na nieruchomych obrazach zmieniła jego nastawienie. Nie spodziewał się, że zwykłe zdjęcia potrafią tyle powiedzieć. A Keiko również unikała wspominek okresu dzieciństwa.
Jednak ku jego ogromnemu zdziwieniu zbyła propozycję oglądania albumów. Rzucając przy tym jakimś frazesem, że nie ma, po co, że to tylko fotki z imprez. Jej zachowanie odbiegało od normy. Spodziewał się ucieszenia i pewnego rodzaju rozemocjonowania. Przygotowany był na jej godzinne paplaniny nad każdym pojedynczym zdjęciem, a tymczasem został spławiony.
Zamyślił się, przyglądając grubym grzbietom albumów, aż wreszcie sięgnął po nie. Obładowany pokaźnym stosem, wrócił na kanapę, rozkładając zdobycze na ławie. Wprawdzie kolekcja Keiko jeszcze nie dorównywała tej Mikoto, jednak sprawiała wrażenie ogromniej przy jednym skromnym Haniko.
Ogólnie wszystkie posiadały te same wymiary, różniąc się tylko pstrokatością okładek. Szczerze nawet nie wiedział, od którego miałby zaczynać, gdyż nigdzie nie widniały żadne oznaczenia. Trochę go to dziwiło, gdyż Mikoto skrupulatnie opatrywała każdy swój album stosownym tytułem i datą. Jednak szybko przypomniał sobie, że to w końcu własność Keiko, nie powinien oczekiwać porządnej organizacji. Na szczęście dziewczyna nie była aż tak totalnie roztrzepana. Każdą pierwszą stronę albumu opatrzyła skromnym przedziałem czasowym. Składającym się wprawdzie wyłącznie z roku, ale to już pomagało w orientacji, dzięki czemu dość sprawnie odszukał ten pierwszy.
Z zaintrygowaniem ułożył go na kolanach, przewracając stronę, aby wreszcie zobaczyć zdjęcia. Kartka była niespodziewanie cięższa, co wydawało mu się dziwne, ale zaraz okazało się, że po drugiej stronie przyklejoną miała kopertę, opatrzoną wyraźnym czarnym napisem NIE. Poruszył ją, chcąc sprawdzić, czy można odkleić. Udało się. Koperta była przymocowana na dość pokaźnej ilość masy mocującej, więc gładko poszło. Z coraz bardziej rosnącym zainteresowaniem wyjął nieduży plik zdjęć. Wywoływane były prawdopodobnie jeszcze z kliszy, o czym świadczyła trochę słaba jakość i charakterystyczne dla niektórych ówczesnych aparatów czerwonawa data w prawym dolnym rogu.
Pierwsza fotografia ukazywała dziewczynkę w krótkich, ledwo sięgających ramion włosach, która starała się uśmiechać, ale jej oczy były przepełnione taką pustką i smutkiem, że miało się ochotę ją przytulić. Kasztanowe pasma wraz z granatowymi tęczówkami jednoznacznie wskazywały na to, że to mała Keiko. Jednak niewiele miała ona wspólnego z obecną Higashiyamą. Wydawała się taka… obca. Brakowało typowego dla dziewczyny optymizmu, szerokiego uśmiechu i rozradowania w oczach. Jej młodsza wersja prezentowała ogólne przygnębienie. Nawet drobniutka postura dziewczynki wskazywała na pewną dozę strachu. Stała na tle zieleni międląc ze skrępowania rąbek swojej spódniczki, z wycofaniem patrząc prosto w obiektyw aparatu, starając się do tego wszystkiego dodać lekki uśmiech, który prezentował się dość smutno.
Itachiego coś ścisnęło. Biedna, mała zagubiona dziewczynka, patrzyła na niego ze wszystkich następnych zdjęcia. Niekiedy pojawiała się z tryskającym energią, wręcz o łobuzerskim uśmiechu chłopcem, którym jak szybko odkrył był Kaoru. Innym zaś razem w towarzystwie mężczyzny bądź kobiety, jak później się okazało najprawdopodobniej będącymi jego rodzicami. A przynajmniej tak wywnioskował z rodzinnej atmosfery niektórych zdjęć. Wyglądało to bardziej jakby Keiko była ich córką, a nie tylko przyjaciółką syna.
Niewielki plik fotografii skończył się, pozostawiając nieprzyjemne uczucie. Ani jednego kadru z kimś innym. Nie było innych ludzi, nawet ojca. Tylko państwo Maeda, Kaoru i Keiko, która nieprzypominana aktualnej siebie. Aczkolwiek można było dostrzec jak z każdym kolejnym ujęciem smutek i wycofanie dziewczynki powolutku znika, a jej uśmiech staje się bardziej szczery, naturalny.
Odłożył zdjęcia do koperty, przyklejając ją do kartki. Z jednej strony rozumiał, czemu wydzieliła je, opatrując napisem NIE, ale z drugiej przecież to był początek jej przyjaźni z Kaoru. Spojrzał na dwie kolejne fotografie na bocznej stronie. Przedstawiały znów nierozłączną parkę, tylko że z jeszcze jedną osobą, ubranym w długi szary płaszcza blondynem, a może blondynką? Przez te obszerne ubranie ciężko było jednoznacznie stwierdzić płeć, zwłaszcza że to nadal były dzieci. Postać w płaszczu wyraźnie nie chciała być na zdjęciu. Skulona w sobie, przytrzymywana przed tamtą dwójkę, próbowała ukryć twarz.
Następne ujęcia również ich przedstawiały, stąd też domyślił się, że owa maskująca się pod płaszczem osoba to Isamu. W dużej mierze to dzięki pojawieniu się na fotografiach Fumiko, którą dość szybko rozpoznał. Tym razem Keiko miała już dłuższe włosy, a przede wszystkim uśmiechała się, tryskała chęcią życia i optymizmem. Rolę odizolowanego, stojącego z boku zagubionego, przejął Isamu. Jednak on również ze zdjęcia na zdjęcia przemieniał się, robiąc się coraz bardziej roześmianym. Znikniętych państwa Maeda zastąpili państwo Orinoke, a Keiko z Kaoru wyglądali jak ich adoptowane dzieci. Brali czynny udział w życiu rodziny, na co wskazywały kadry upamiętniające urodziny, święta, wspólne pieczenie ciasteczek, spędzanie czasu w ogrodzie.
Itachi uśmiechnął się. Zniknął początkowy smutek, prezentowany przez fotografię z koperty. Teraz była tylko radość, miłość i przywiązanie. Szczęśliwa rodzinka z dumą celebrująca ukończenie Akademii przez swoje maluchu. Radująca się z sukcesu przystąpienia ich do Kindersów. Sam nie mógł nie uśmiechnąć się szeroko na widok rozentuzjazmowanej trójki, która zadzierała swoje ubrania ku górze, aby z dumą ukazać całemu światu symbol organizacji na boku.
Potem osób na zdjęciach przybywało. Z początku prawie nikogo nie rozpoznawał, więc skupiał się jedynie na obserwowaniu dorastania Keiko. Już nigdzie nie miała krótszych włosów niż do pasa, a co go bardzo cieszyło, nie smuciła się. Wprawdzie znalazło się parę, prawie artystycznych zdjęć, pewnie zrobionych z ukrycia, lub znienacka, kiedy dziewczyna zamyślała się. Jednak nawet w takich stanach, gdzieś w jej oczach kryła się radość.
Coraz bardziej pobieżnie oglądał narastającą ilość ludzi wraz z niepozującymi kadrami, głównie z imprez, czy spotkań towarzyskich. Aczkolwiek w pewnym momencie jeden chłopak zaczął się dość intensywnie przewijać, przykuwając jego uwagę. Zatrzymał się na dłużej, przy zdjęciu przedstawiającego go z uroczym ciepłym uśmiechem patrzącego na skrępowaną zarumienioną Keiko. Itachi lekko zmarszczył brwi, dostrzegając nad nimi jemiołę. I ściągnął je mocniej, kiedy stronę później zobaczył moment, kiedy całują się w usta pod tą rośliną. Ujęcia musiałby być robione jedno po drugim, bo na zdjęciu niżej, dziewczyna odchodzi od chłopaka, cała czerwona, ale tak cudownie szczęśliwa, że aż Uchiha poczuł się trochę nieswojo.
Następne oglądał, z nieufnością spoglądając na kradnącego całusy blondyna, który wraz z końcem albumu zniknął. W kolejnych nie pojawił się już ani razu, wraz z paroma innymi osobami. Za to kilku nowych przybyło, w tym między innymi zielonowłosa dziewczyna imieniem Yumi, którą kiedyś poznał na przyjęciu u Keiko. Jej charakterystyczny wygląd nie sposób było zapomnieć, przez co rzucała się w oczy na tle pozostałych.
I z jeszcze większą pobieżnością przeglądał kolejne fotografie, głównie z imprez. Lekko znudzonym wzrokiem patrzył na pijackie wygibasy na stole, chłopaków paradujących z boa i w makijażu, dziewczyny w takich, że za pewnie robiły je sobie nawzajem z zawiązanymi oczami, albo oni im.
Potem już do samego końca nic nowego nie pojawiło się i nie przykuło jego uwagi. Powoli zamknął ostatni album z odrobinką rozczarowania. Keiko nie miała ani jednego zdjęcia z nim. Trochę to przygnębiało, zwłaszcza że Haniko takowe posiadała, z nim, z Naruto, z Sasuke. Rozumiał, że dziewczyny po prostu nie było przez pół roku, więc nie miała możliwości pozyskać takich fotografii. No, ale brata również nie było, a jakoś Shimanouchi z nim ma.
Pocieszając się tym, że Keiko ma sporo ich wspólnych zdjęć na telefonie, a nawet jedno na honorowej komodzie, odłożył albumy na miejsce. W sumie to spodziewał się po nich, chyba czegoś więcej. Zważywszy na to, że dziewczyna zbyła jego prośbę o pokazanie ich. Jedyne, czego dowiedział się, a raczej, co zostało potwierdzone to ogromna zażyłość z Kaoru, która ją odmieniła i Isamu, który zmienił się pod ich wpływem oraz przyjaźń pomiędzy innymi członkami organizacji. Tyle i aż tyle. W sumie to wiedział, mówiła mu o tym, było to podkreślane, ale zobaczenie tego poprzez fotografie nadały tym słowom większą mocy. Dzięki czemu relacja pomiędzy nią i przyjaciółmi stała się dla niego bardziej namacalna. Utraciła ten delikatny powab czegoś niewyrazistego. Przez to ostatnie słowa Isamu nabierały kształtu, godząc mocniej. Może faktycznie on niszczy te relacje, niszcząc tym samym Keiko? Może faktycznie to jego wina? Sam już nie był pewien, co myśleć, kto ma rację i jak naprawdę, tak trzeźwym okiem to wygląda. Przecież, tak jak on boi się, że ją straci, tak samo może oni lękają się tego?…
Z cichym westchnieniem pochwycił swoją książkę odłożoną na ławę i ruszył ku przedpokojowi, chcąc zanieść ją na górę. Właśnie postawił pierwsze kroki na schodach, kiedy zatrzymało go pukanie. Bez namysłu odwrócił się, zmierzając ku drzwiom.
— Tak? — zapytał machinalnie, jeszcze niedokładnie otworzywszy drzwi.
— Witaj Itachi — odpowiedziała kobieta, miło się uśmiechając.
— Dzień dobry mamo proszę, wejdź — zachęcał gestem ręki, przesuwając się w głąb przedpokoju.
Mikoto zaprzeczyła ruchem głowy. — Jestem z wózkiem — wyjaśniła, odsłaniając go. — Nie przeszedłbyś się na spacer?
— Daj mi tylko chwilkę — zapewnił. Matka skinęła, przymykając drzwi.  Natomiast Itachi pośpiesznie ruszył ku górze, aby zabrać ze sobą pozostawiony w pokoju portfel. Następnie włożył buty, naciągnął kurtkę, a po upewnieniu się, że ma wszystko, co trzeba, wyszedł, przekręcając za sobą klucz.
— Jak sobie radzisz przy tej dwójce? — zagadał, do czekającej już przed bramą kobiety.
— Nie jest lekko — wyjaśniła, poprawiając kocyk, którym owinięta była Sumire. Itachi przyjrzał się wiercącej dziewczynce. Ta dostrzegłszy nową twarz znieruchomiała, dokładnie badając ją swoimi czarnymi, jak noc oczętami. Chwilę jeszcze tak trwała nim rozpłakała się, jakoby na potwierdzenie słów Mikoto. Mężczyzna lekko przestraszony tym, że to on doprowadził niemowlę do łez, cofnął się. Jednak kobieta niezrażona płaczącym dzieckiem, sprawnie wyjęła Sumire z wózka i zaczęła kołysać.
— Może coś ci podać? — zapytał, starając się ratować sytuację oraz jakkolwiek wspomóc.
— Nie trzeba. Mała po prostu tęskni za tatusiem i stąd jest grymaśna.
Nie skomentował. Skoro aż Mikoto uważa, że niemowlę jest leciutko nieznośnie, to dla niego czy Sasuke to byłby już horror. Aczkolwiek rozumiał, o co jej chodziło. Widział, jak Sumire reaguje na Sasuke i, że czasami po prostu potrzebowała jego uwagi. Rozumiał też, że dla niej nagłe odseparowanie od rodziców oraz przeniesienie do obcego miejsca, w takim młodym kilku miesięcznym stanie, było ogromnym przeżyciem. Nagle patrzą na nią obce twarze, a łóżeczko nie jest tak wygodne i nie pachnie znajomo.
— Pomogę — oznajmił, szybko rzucając się na rączkę od wózka, kiedy Mikoto trzymając Sumire na rękach, chciała go pchnąć. — Mamy jakiś konkretny cel?
— Chciałabym odwiedzić szpital i dowiedzieć się, co z Haniko — wyjaśniła, lekko przygasłym tonem. — Może coś się poprawiło, coś już wiedzą — dodała z nadzieją.
— Tak, może — mruknął niezbyt przekonany, nie mając odwagi wyznać jej, że był wczoraj i nic się nie zmieniło. Nadal próbują ustalić, co zażyła, a jej stan nie uległ poprawieniu. Robią, co w ich mocy, ale też nie mogą nafaszerować Haniko wszelkimi nawet uniwersalnymi lekami. W końcu nie mają pojęcia, jak może na nie zareagować, zwłaszcza w obecnym stanie. Czy to pomoże, pogorszy, czy może nic nie zmieni? Niby się krzątali, niby cały czas coś robili, pracując w pocie czoła, ale wszystko stało w martwym punkcie.
— Hm, a jak sobie z tym radzi ojciec? — zagadał, obserwując Sumire powolutku przysypiającą w ramionach Mikoto.
— Po jakże wielkim wygłoszeniu, że on nie przyjmie dziecka byłego syna i kazaniu, jak to nie powinnam się na to gonić i jaki to Sasuke nie jest, robiąc coś takiego, udaje, że Sumire po prostu nie ma.
— Eh…
Można się było tego spodziewać.

***

Keiko nudziła się, krążąc po niewielkiej celi. Ciężko było ustalić, ile już to siedzą, ale sądząc po zniknięciu słonecznej plamy, musiało być popołudnie. Wniosek stąd taki, że tkwili tu już zdecydowanie za długo! Spojrzała na ścianę, za którą usłyszała trzask metalowego łóżka. To pewnie Akihito się na nim poruszył. Z odgłosów wnioskowała, że siedział tam od swojego powrotu z przesłuchania. On tak samo, jak Sasuke mocno zamartwiał się o Haniko, a ta bezczynność grała im obu na nerwach. Widziała to, zwłaszcza po Uchiha, że aż go rwie, aby w te pędy ruszyć do Konoha.
Niestety, mimo świadomości, że mogą zostać nakryci i pojmani, to tak naprawdę do końca żadne z nich nie brało tego, jako coś, co faktycznie się stanie. Wiedzieli o takiej możliwości, ba byli w pełni przytomności porywając się tę misję, ale nie oczekiwali wpadnięcia. W końcu zabezpieczali się, byli totalnie ostrożni, dokładnie przemyśliwali każdy swój ruch, a tu proszę na sam koniuszek, kiedy trzymali już w rękach to, po co tu przyszli, zostali nakryci. Żeby to, chociaż było podczas powrotu na terenie kraju Ognia, wówczas wszystkie kartki od razu trafiłyby w ręce Hokage, a tak… nawet nie mieli szans na przekazanie ich.
Poderwała gwałtownie głowę, słysząc kroki na korytarzu. Chwilę później zobaczyła strażników w obecności Kento i Sasuke. Uchiha z nietęga miną dał się wprowadzić, a dokładniej wepchnąć z powrotem do celi, po odbyciu szczegółowego przesłuchania w obecności odpowiednich służb Suna i Bunta, który szybko kreślił raport dla Hokage.
— Em Ka… — zaczęła Keiko niepewnie, urywając lewo zaczęte słowo. No cóż, mimo iż go udawała, nadal nie udało jej się zapamiętać jego imienia. — Kabanta? — zapytała ostrożnie. — Keheto? — próbowała dalej, widząc jego uniesioną brew.
— Kento — burknął, krzyżując ręce na piersi i uważnie patrząc na dziewczynę.
— No właśnie — poparła go, miło się uśmiechając. — Coś wiadomo? Co w związku z nami? Kiedy ruszamy do Konohy?
— Raczej pytanie powinno brzmieć, czy w ogóle was wypuszczą.
— No nie żartuj — zawołała zszokowana. — Serio?
Kento wzruszył ramionami, patrząc na nią beznamiętnym wzrokiem. Niby swój, niby też z Konohy, ale przychylnym im nie był. W końcu to przez nich zmuszony był biegać po lesie zwodzony masą różnych technik, gotować się w palącym słońcu Suna i przy okazji reputacja jego kraju sypała się, oczerniona przez tę dwójkę. I jak tu nie pałać do nich życzliwością?
— Aż tak jest do dupy? — pytała, nie dając za wygraną. Jednak ten znów odpowiedział jej wzruszeniem ramionami. — Nie ma to, jak wsparcie dla rodaków — burknęła nadąsana.
— Robię, co w mojej mocy, aby Konohę wyciągnąć z tego szamba, które stworzyliście — wysyczał wściekle przez zaciśnięte zęby.
Keiko nieznacznie skuliła szyję. Przecież nie zrobiła nic złego, chciała ratować przyjaciela i tyle. W końcu to szlachetny cel.
— Sasu? — mruknęła delikatnie, słysząc, jak łóżko trzeszczy pod jego ciężarem.
— Ej ty! — krzyknął jeden ze strażników. — To nie czas na pogaduszki, ruszaj się, teraz twoja kolei.
Po czym otworzył szerzej drzwi celi i pociągnął dziewczynę za rękę. Keiko jeszcze szybko zerknęła za siebie, na spokojnie oblicze Sasuke, który delikatnie pokiwał jej głową. No cóż, popchnięta przez mężczyznę, nie miała wyboru, musiała się ruszyć.
Zaprowadzona została do głównej części budynku, gdzie kazali jej zająć miejsce w ciasnym pokoju pełnym jouninów z Suna. Poczuła się iście nieswojo na niewygodnym krześle, z lampami skierowanym na jej twarz.
— Gadaj! — warknął mężczyzna za biurkiem. — Jak żeście przekroczyli granicę kraju Wiatru?
Skuliła się trochę, wodząc wzrokiem po zebranych, odnajdując znajomą twarz Kenta pod ścianą.
— Zwyczajnie — mruknęła. — Granicę przekroczyliśmy na odcinku…

***

Fugaku z ulgą przyjął szczęk przekręcanego klucza w drzwiach, hałas na przedpokoju i krótkie wróciłam. Wprawdzie już nie raz opiekował się Kinari, a po dwójce synów mógł poszczycić się pewnym doświadczeniem i wprawą. Jednak hołdował przeświadczeniu, że opieka nad dziećmi to kobiecy obowiązek. Także wstał dumny z racji swojej genialności, w której potrafił nawet wykonywać typowo żeńskie zadania, wyłączając telewizor.
— To dobrze — rzucił krótko, przechodząc przez przedpokój. — A i dzwoniła twoja siostra, prosiła, abyś oddzwoniła, jak wrócisz — dodał, zatrzymując się na chwilę przed drzwiami gabinetu.
— Dziękuję. — Uśmiechnęła się uroczo, chociaż oczy miała smutne. — Kinari była grzeczna? — dopytywała, wstrzymując go jeszcze na trochę.
— Oczywiście, spały cały ten czas — zapewnił, po czym nie czekając na jej odpowiedź, wszedł do pomieszczenia. Tak naprawdę to była taktyczna ucieczka, uniemożliwiająca Mikoto wypytywanie o szczegóły. No przecież nie przyzna się, że własna córka go obsikała podczas zmiany pieluszki. Kto by przypuszczał, że nie tylko chłopcy robią fontannę? Z pewnością nie Fugaku. Mimo tego, iż czasami opiekował się Kinari i już zdarzało mu się ją przewijać, to zawsze szczęśliwie trafiał na takie momenty, kiedy wszystko przebiegało gładko, bez zbędnych atrakcji. Jednak tym razem córeczka postanowiła zaskoczyć tatusia. Jego urażona duma nie pozwalała na przyznanie się do czegoś takiego. To jest temat, który wymownie trzeba przemilczeć i zatrzeć jego wszelkie ślady.
Otrząsnąwszy się z przykrego, dość świeżego wspomnienia, pewnym krokiem ruszył w głąb gabinetu, zasiadając za biurkiem. Jako głowa rodu, nie ma czasu na rozgrzebywanie czegoś, co się nie wydarzyło.

Czas spokojnie upływał na papierkowej robocie. Czytał uzyskane na ostatniej naradzie klanu raporty, odpisywał na tajne wiadomości i przygotowywał się na nadchodzące kolejne spotkanie. Ot zwykła robota pana Fugaku Uchiha planującego zamach stanu, aby obalić dotychczasową władzę.
— Kochanie mam do ciebie prośbę — oznajmiła Mikoto, uchylając drzwi do gabinetu, przez które wsadziła głowę. — Przypilnuj dziewczynki — rzuciła, natychmiast po tym znikając.
Mężczyzna po bezpardonowym wtargnięciu do jego sanktuarium spokoju, z lekkim opóźnieniem załapał sens słów żony.
— Coś się stało? — zainteresował się, wychodząc na przedpokój i obserwując, jak kobieta wkładała buty.
— Zagadałam się z siostrą i nie zorientowałam się w porę, że brakuje kilku składników. Muszę pilnie wyjść do sklepu — tłumaczyła, sięgając po płaszcz.
— Nie możesz ich zabrać ze sobą?
Mikoto spojrzała na niego wymownie, ale nic nie powiedziała. No cóż, widać mężczyźni w takich kwestiach wolno myślą.
— Wózek, niemowlę i zakupy niezbyt idą w parze — wyjaśniła, najkrócej jak się da, wpychając portfel i krótką listę produktów do kieszeni. — Także mógłbyś zerknąć na wnuczkę i córeczkę?
— Ja nie mam wnuczki — odparł twardo, krzyżując ręce na piersiach.
Znów obdarzyła go jednoznacznym spojrzeniem, powstrzymując się od zbędnych słów. Jednak tym razem Fugaku dobrze odczytał przekaz, gdyż odchrząknął, oznajmiając:
— Przecież Itachi nie ma dzieci.
Teraz wzrok Mikoto był bardziej niż wymowny, lecz tylko cichuteńko westchnęła.
— W każdym razie, Kinari jest z pewnością rozbudzona i może za niedługo żądać uwagi, a Sumire powinna zaraz usnąć po spacerze, ale także to jest jej pora karmienia, więc w razie konieczności masz obok łóżeczka przygotowaną butelkę. Wrócę niedługo — wyjaśniła i nim zdążył się odezwać, pośpiesznie wyszła, zostawiając go z faktem dokonanym.
Z niemrawą miną, nie mając już nic więcej do powiedzenia w tej sytuacji, cofnął się do gabinetu, wracając do swoich spraw. Bacząc przy tym na odgłosy, aby móc od razu zareagować na płacz. Aczkolwiek modlił się w duchu o sen dla dziewczynek i szybki powrót Mikoto. Nie, żeby Fugaku Uchiha nie umiał sobie poradzić z dwoma rozkrzyczanymi niemowlakami. Dla takiego mężczyzny jak on, to przecież tylko drobnostka. Prawda? Prawda? No to się miało okazać.
Długo na możliwość wykazania się nie musiał czekać. Niespełna półgodziny po wyjściu Mikoto, z góry dobiegły go niepokojące szumy i bębnienie. Jak przystało na odpowiedzialnego mężczyznę, natychmiast się zerwał, sprawdzając, co się dzieje. Kobieta miała rację. Kinari się uaktywniła. Siedziała w swoim łóżeczku, śpiewając coś bliżej nieokreślonego i uderzała maskotką o szczebelki, zafascynowana dźwiękiem, jakie wydawało oko pluszaka po zderzeniu z drewnem. Właśnie zamierzała się do kolejnego zamachu, lecz źle chwyciła zabawkę, gdyż ta przeleciała nad barierką, lądując na podłodze. Dziewczyna przejęta popatrzyła na swoją pustą rączkę, po czym uważnie zaczęła się rozglądać, gdzie to jej maskotka wyparowała. Dostrzegłszy ją na podłodze, z przejęciem zawołała gigada, wyciągając rączkę w jej stronę. Jednak nic to nie dało, więc trochę nieporadnym ruchem, wspierając się na szczebelkach, stanęła, wychylając się mocniej, próbując dosięgnąć zabawkę.
— Kinari, tak nie wolno, bo wypadniesz — zganił ją Fugaku, pewnym krokiem wchodząc w głąb pokoju. Mała spojrzała na niego, reagując na swoje imię.
— Dada — zawołała uradowana, wyciągając teraz w jego stronę rączki.
— No już, już, proszę.
Wręczył jej upuszczoną maskotkę, którą przyjęła z wdzięcznością, upadając z plaskiem na pupę. Z szerokim uśmiechem za gaworzyła do zabawki, potrząsając nią mocno.
Fugaku przez chwilę obserwował córeczkę, rozmyślając nad tym, czy wyjść, czy dla bezpieczeństwa zostać, jednak nim zdążył podjąć decyzję, Sumire dała o sobie znać. Najpierw cicho zachlipała, lecz zaraz potem zapłakała głośniej, by po chwili zupełnie się rozryczeć.
Mężczyzna w duchu wzdychał cierpiętniczo, lecz nie mógł nic na to poradzić. No przecież nie zostawi głodnego niemowlaka samemu sobie, nawet jeśli jest ono dzieckiem jego byłego syna. Niezbyt chętnie, ale podszedł do łóżeczka i wyjął dziewczynkę, lokując ją dość sprawnie w ramionach. Mała ewidentnie chciała jeść, gdyż, jak tylko przyłożył do jej twarzy butelkę, natychmiast się do niej przyssała. Uśmiechnął się delikatnie, patrząc na malutkie usteczka i rączki zaciskające się na plastykowym naczyniu.
Zawartość pochłaniała w tempie wręcz ekspresowy, ku uciesze Fugaku, który nie musiał głowić się i troić nad marudnym dzieckiem, co niekiedy przy Kinari się zdarzało. Po bezproblemowym nakarmieniu odłożył Sumire do łóżeczka, nakrywając kocykiem. Jednak małej coś nie pasowało, bo zaczęła wykrzywiać buzię w grymasie niezadowolenia. Patrzył na nią chwilę, nie mając pojęcia, o co jej może chodzić. Jeszcze raz poprawił okrycie, ale to nie zadziałało. Przysunął jej pluszaka, ale to też nie było to. W końcu nie widząc innego wyjścia, podniósł ją i jeszcze raz ułożył, tym razem trochę inaczej. Poskutkowało, napięcie z małej buzi zniknęło, a oczka spokojnie zamknęły się.
Przyjrzał się jej uważnie. Nie był pewny czy to wina tego, że została ona ulokowana w starym łóżeczku Sasuke, czy faktu, że jest jego dzieckiem, czy była do niego aż tak podobna, ale właśnie, kiedy na nią patrzył, to najmłodszy syn przychodzi mu na myśl. On także, jako dziecko tak samo się krzywił. Nadymał wówczas lekko policzki, mrużył oczy, ściągał brwi i wyginął usta w podkówkę albo zaciskał je w wąską kreskę, obrażając się na cały świat. To było urocze, a Mikoto zawsze rozczulało. Za to Itachi miał minę myśliciela. Ściągał brwi, wpatrując się w jeden punkt nieobecnym wzrokiem, jakby właśnie coś intensywnie analizował. Później, jako nastolatek już aż tak nie marszczył się, przybierając obojętne oblicze, nie wykazując nadmiernej ekspresji. Natomiast Sasuke… Chciałby móc porównać go do brata, ale nie mógł. W pamięci miał obraz, gdzie około pięcioletni Sasuke nadal potrafił się tak samo krzywić z niezadowolenia, obrażając się, ale jakoś jego obraz w wieku nastoletnim się rozmywał. Fugaku nie potrafił przypomnieć sobie, czy tak samo, jak Itachi on również częściowo wyzbył się tej maniery z wiekiem, czy nie.
Usilnie próbował sobie przypomnieć, jednak nadal był w stanie jedyne zobaczyć Sasuke jako dziecko lub już dorosłego. Okres pomiędzy rozmazywał się, nie dając żadnego konkretu. Mógł jedynie rzucić niepewne chyba tak. To go na chwilę zastanowiło. Itachiego dokładnie pamiętał, jego wspomnienia z łatwością mógł przywołać. Chociażby moment, w którym, jako dziewięcioletnim genin podczas misji musiał pierwszy raz kogoś zabić, a na domiar złego to był kolega z drużyny, który okazał się zdrajcą. Doskonale pamiętał, jaki to było ogromny wstrząs dla niego.

Wracał zmęczony z pracy późno w nocy i przechodząc przez przedpokój, dojrzał uchylone w salonie drzwi na taras. Podszedł, chcąc je zamknąć, lecz dostrzegł siedzącego tam Itachiego, który wpatrywał się we własne dłonie.
— Ekhm — odchrząknął, na co chłopiec drgnął, odwracając się w jego stronę. — Późno już, powinieneś spać.
— Przepraszam ojcze, ale nie umiem zasnąć — wyszeptał, znów kierując wzrok na dłonie. Nawet z takiej odległości Fugaku mógł dostrzec, że trzęsą się, jak liście osiki.
— Słyszałem o twojej misji — zaczął, siadając obok i patrząc na bezchmurne niebo. — Zachowałeś się, jak na shinobi przystało.
— A-ale ja…
— To nie twoja wina, że wróg czaił się w naszych szeregach. Niekiedy tak bywa, że nawet pozorni koledzy okazują się przestępcami. Działałeś zgodnie z powierzonym zadaniem, chroniąc tym Konohę.
Itachi zwiesił jeszcze niżej głowę, zaciskając dłonie w pięści.
— Nadal widzę jego twarz, jak przeszywałem go kataną. Czy naprawdę nie dało się nic innego zrobić? Inaczej zareagować? Szybciej to odkryć? — pytał cichym słabym głosem, jakby bojąc się, że głośniejszy dźwięk roztrzaska czarę goryczy, wylewając wszystkie emocje na wierzch.
— Posłuchaj synu — oznajmił spokojnie, kładąc mu dłoń na ramieniu. — Zrobiłeś to w imię dobra wioski. Gdybyś tak nie postąpił, mogłoby dojść do katastrofy i śmierci wielu osób. Zachowałeś się odpowiednio, zgodnie z zasadami shinobi, więc nikt ci tego nie ma za złe. Nie obarczaj winą siebie, za niedopatrzenia innych. Sprawa ta toczyła się już wcześniej, ale Nakami umykał podejrzeniom. A to, że odkrył się przed wami i można było udaremnić jego plany, jest po części twoją zasługą, także przyczyniłeś się do ochrony Konohy i jej mieszkańców. Nie masz, się co zamartwiać, postąpiłeś słusznie.
Itachi patrzył uważnie na ojca z rozszerzonymi oczami.
— Powinieneś się wyspać, jutro cię czeka kolejny ciężki dzień. Zmykaj do łóżka — wyjaśnił, nieznacznie czochrając jego włosy.
— Oczywiście ojcze. Dam z siebie wszystko.

Z łatwością mógł sobie to przypomnieć, ale… Ile lat miał Sasuke, kiedy musiał pierwszy raz kogoś zabić? Też to tak przeżywał? Ktoś go wówczas wspierał? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi. Nie ważne jak bardzo się wysilał, tamte fragmenty przeszłości ginęły gdzie w odmętach wspomnień i nie chciały ujrzeć światła dziennego.
Przysiadł na krześle, zamyślając się głęboko. Czuł się z tym dziwnie. Itachiego dokładnie pamiętał wraz ze wszystkimi ważniejszymi lub mniej momentami z jego życia, ale Sasuke. On był zagadką. Widział wyraźnie chwilę rozpoczęcia przez niego Akademii, ale już ukończenie jej rozmywało się. Wiedział, że ją ukończył, że na pewno został geninem, aczkolwiek nie potrafił powiedzieć czy uczestniczył w ceremonii, czy nie. Zupełnie tak jakby Sasuke gdzieś przepadł, po tym, jak Itachi zaczął odnosić sukcesy w karierze shinobi.
Nie to nie możliwe, przecież zawsze był… tuż za nim. Jednak jak dziesięciolatek może być tuż za piętnastolatkiem? Przecież nie da się nikogo porównywać przy takiej rozpiętości wieku, zwłaszcza w takim okresie, gdzie znaczące potrafią być nawet dwa lata.
Fugaku otworzył szerzej oczy. Widział, że pomiędzy braćmi jest aż pięć lat różnicy, ale… Jakoś to zawsze gdzieś mu umykało.
Ojcze, ignorowałeś mnie całe życie. Faworyzowałeś Itachiego i tylko w jego siłę wierzyłeś. Żyłem w jego cieniu wystarczająco długo.
Wspomnienie wypowiedzianych przez Sasuke słów, kiedy stanął przeciwko niemu, spowodowało, że zagotował się. Zerwał się na równe nogi, zaciskając mocno pięści.
NIE! Nie ma możliwości, żeby to on ponosił odpowiedzialność, za zdradzę byłego syna! Sasuke sam wybrał swój los, a on w żadnym wypadku nie przyczynił się do jego frustracji. To są tylko i wyłącznie mrzonki samego Sasuke, który usiłuje za swój słaby charakter obwiniać innych.
Także, dziękuję ci za troskę, ale do widzenia.
Ostry ton wypowiedzi Itachiego, nagle i nieoczekiwanie rozbrzmiał mu w głowie, jakby umysł sam próbował, bez zgody właściciela, odpowiadać na niepostawione pytania. W przypadku starszego syna już nie mógł twierdzić, że ma słaby charakter, że zawsze było coś z nim nie tak. A mimo tego również i Itachi częściowo się mu postawił, nie chcąc słuchać jego rad. Zawsze się do nich stosował, posłusznie wykonując każde polecenie, a teraz… Czemu to się zmieniło?

***

Sasuke nadal siedział na łóżku z nietęgą miną. Pomijając fakt, że mogliby być już daleko poza granicami Suna, to niepokoiło go mrowienie i drętwienie ciała. Problem ręki zbagatelizował, bo przecież miał ranę, więc nic dziwnego, że krew dobrze nie docierała do dłoni. Olał sprawę w przypadku drugiej ręki. Mgliście tłumacząc to sobie zmęczeniem lub przewrażliwieniem na zasadzie, widzisz komara i zaraz wydaje ci się, że cię ugryzł i coś cię swędzi. Jednak, kiedy zaczęło to dotyczyć nogi, zaniepokoił się. Ledwo mógł się poruszać, lecz mimo tego, nie pisnął ani słówka. Jeszcze by Keiko narobiła niepotrzebnego zamieszania. W końcu może mu zdrętwiałą od niewygodnego łóżka. Także milczał, udając, że problemu nie ma. Całkiem dobrze mu to szło, ale tylko do momentu, aż…
Dziewczyna znów krzątała się znudzona po celi, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Nie znosiła małym zamkniętych przestrzeni, gdzie nic nie mogła robić.
— No krew mnie zaleje — mruknęła, podirytowana. — Dlaczego nie możemy już wracać do Konohy?
Wypowiedziała nagłos to, co Sasuke krążyło po głowie od dawna. Ta stagnacja doprowadzała go do szału. Nie to, że chciał się jakoś wymigać od kary, niech Tsunade karze go jak chce, ale niech już dotrą do wioski i wręczą jej te piekielne kartki, żeby mogła zacząć tworzyć lekarstwo.
— Woda dla was — warknął strażnik, przynosząc im butelki.  Keiko z wdzięcznością przyjęła je, zaś Akihito niechętnie poczłapał się do drzwi celi.
— Ach, o to chodziło — westchnęła z rozkoszy, wypijając na raz niemal połowę zawartości. — Masz, dobrze ci zrobi — dodała, wystawiając w stronę Sasuke jego butelkę. Nie zareagował. Nie to, że nie chciał, ale mimo wysyłanym sygnałów to mięśni, one odmawiały posłuszeństwa. Chwilę jeszcze walczył sam ze sobą, nim jakoś udało mu się zmusić ciało do podniesienia się. Jednak po wykonaniu dwóch kroków, runął jak długi.
— Sasuke! — krzyknęła Keiko, odwracając się i podbiegając. Pech chciał, że akurat, kiedy leciał na podłogę, stanęła do niego tyłem. — Coś ci się stało?
Nie miał wyboru, musiał przyznać się do sytuacji, zwłaszcza że zaczął czuć mrowienie w drugiej nodze.
— Tracę czucie w kończynach — odparł krótko i rzeczowo, unikając jej zmartwionego spojrzenia. W końcu jest z Uchiha, nie należy się nad nim rozczulać.
— Ale, że jak to? — pytała zaskoczona, dźgając go w rękę. — Od dawna?
Sasuke najpierw zmarszczył brwi, by zaraz otworzyć szeroko źrenice. Działo się tak od chwili zranienia w rękę, ale jakoś umknął mu fakt, że znajdują się w Suna, miejscu, które słynie z zatruwania ostrzy. Do tej pory nie połączył tego. W kraju Ognia prawie nikt nie stosował takich sztuczek, a i on sam nie często się z tym spotykał.
— Keiko — oznajmił poważnym tonem, znacząco na nią patrząc. Dziewczyna szybko załapała, o co chodzi.
— Już się robi — zapewniła, kiwając pewnie głową i podbiegając do krat celi. — Ej panie strażniku! — krzyczała.
— Co się dzieje? — zainteresował się Akihito, bezsensownie próbując uchwycić wyraz jej twarzy.
— Sasuke potrzebuje pomocy — wyjaśniła szybko, po czym znów zaczęła nawoływać straże.
— Czego chcesz? — warknął jounin, zjawiając się przed dziewczyną z niezadowoloną miną.
— Mój kolega potrzebuje pomocy lekarza i to szybko.
Mężczyzna nieprzychylnie zerknął za jej plecy na Uchihę.
— Wasze rany zostały opatrzone, czego jeszcze chcecie.
— Traci czucie.
Akihito wciągnął powietrze, szybko łącząc fakty.
— Ostrze, którym został zraniony, pewnie było zatrute czymś o opóźnionym działaniu. Potrzeba pilnie odtrutki — wyjaśnił, przyciskając się do krat i starając, na daremno zobaczyć sytuacje w sąsiedniej celi.
Strażnik mimo wyraźniej niechęci, w imię Wielkiej Konwencji Nacji nie mógł, odmówił więźniowi pomocy medycznej.

***

Keiko krążyła niespokojnie po celi, nie mogąc ustać w miejscu. A kiedy usłyszała szczęk zamka i kroki na korytarzu, od razu podbiegła do krat.
— I co z nim? — wyrzuciła na jednym wydechu, patrząc z niepokojem na Hanabi.
— Trudno orzec — oznajmiła zgodnie z prawdą. — Za długo zwlekał z zasygnalizowaniem problemu i teraz każda minuta się liczy, bo jak dojdzie do zdrętwienia mięśnia sercowego, to będzie po nim.
Keiko zrobiła wielkie wystraszone oczy i wyciągnęła ręce poza kraty łapiąc dziewczynę za ubranie.
— A antidotum?!
Potrząsnęła Hanabi, na tyle na ile mogła.
— Z tym jest problem. Lekarze podają mu podstawowe substancje neutralizujące, ale nie wiadomo, co było na ostrzu. Na stan obecny Sasuke nie reaguje na podawane leki i już całkowicie nie może się ruszać. Jest propozycja, aby utoczyć mu sporo krwi, wypłukując tym sposobem część trucizny, ale od razu trzeba by było zrobić infuzję i uzupełnić brak. Do tego potrzebny jest dobry dawca. A nie chcę obrażać Suna i ich medyków, ale — przyciszyła nieznacznie głos — ich stan wiedzy, a głównie sprzętu jest niższy niż u nas.
— Że, jak, ale, że, jak to? — pytała nieskładnie, z coraz bardziej przestraszona miną. Przecież Sasuke tutaj nie może zginąć, nie po tym, jak cała ta wyprawa była jej pomysłem i miała na celu poprawę jego samopoczucia.
— Potrzebna by tu była interwencja Tsunade — ciągnęła dalej. — Jednak, nawet jeśli wyruszymy teraz to nie zdążymy do Konohy na czas.
Keiko poderwała opuszczoną głowę.
— Potrzebna nam błyskawicznego powrotu do Konoha? — Dziewczyna pokiwała głową i już otwierała usta, by pociągnąć temat, lecz Higashiyama nie pozwoliła na to. — Dadzą nam opuścić Suna?
— Tak. Raport został spisany, teren zabezpieczony, wprawdzie jeszcze jest kwestia dogadania między Kage waszej kary za poczynione przestępstwa, ale z racji zagrożenia życia, zezwoliliby na powrót do wioski.
— Mogę pomóc — szepnęła, lecz w jej głosie nie było obawy, tylko czysta determinacja. Przecież już to robiła. Przecież już tak ratowała Sasuke. Wprawdzie to było zabronione, nie powinna pokazywać innym tej techniki, ale tu chodziło o Uchihę.
— Nie rozumiem — oznajmiła, bacznie przyglądając się dziewczynie.
— Znam pewną technikę, dzięki której jest możliwe wręcz błyskawiczne przemieszczanie się na duże odległości. Problem polega tylko na ilości osób, które mogę zabrać.
 No i nie tylko na tym, ale reszta w obecnej sytuacji to była dla niej drobnostka.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
Hyuuga z ostrożnością pochodziła do tematu. Ostrzegali ją przed Kindersami, a wiedziała, że Higashiyama do nich należy.
— Moje techniki to woda, mogę zamienić niemal wszystko w parę wodną, w tym ludzkie ciało. Tym sposobem mogłabym siebie i jeszcze dwójkę osób przemieścić w szybkim tempie na dowolną odległość. Cząsteczki gazu poruszają się w niesamowitych prędkościach rzędu kilkuset metrów na sekundę. Sasuke znalazłby się w Konoha niemal…
— Jak za pomocą teleportacji — wtrąciła się. — Interesujące — dodała szeptem. — Tylko trzy osoby? A co z Kento?
— Przepraszam, ale jeśli wezmę więcej ludzi, jest większe prawdopodobieństwo, że nie uda mi się potem doprowadzić ciało do stanu stałego. Ja i dwie osoby to taka bezpieczna liczba.
I tak i nie. Wprawdzie już udowodniła, że potrafi zabrać więcej osób i przetransportować ich bez szkód, ale to była taka mała zemsta na mężczyźnie za jego postawę. A niech sobie wraca na piechotę.
— A nie mogłabyś korzystając z tego wydobyć z Sasuke truciznę?
Zaprzeczyła ruchem głowy. — Nie znam się na medycynie, nie potrafię czegoś takiego. Mogła… — ugryzła się w język. Przecież nie można paplać na prawo i lewo o wszystkich sekretach swoich umiejętności. Hanabi spojrzała na nią podejrzliwie, więc musiała dokończyć zdanie. — Mogłabym zamienić Sasuke po prostu w wodę o jego kształcie, ale nie wiem, jakby to miało pomóc medykom.
Nie to chciała powiedzieć, ale Hyuuga nie wyczuła tego, że zdążyła zmienić zdanie.
— Byłabyś w stanie przenieść mnie i Sasuke do Konohy?
— Z całym szacunkiem Hyuuga, ale tu chodzi o dobro mojego przyjaciela, więc nie mam podstaw, aby kłamać.
— Rozumiem. Poczekaj tu chwilę, muszę omówić to z lekarzami i dostać pozwolenie od Kazekage — wyjaśniła, oddalając się.
— Byle szybko! — zakrzyknęła za nią, z niepokojem oraz wyczekiwaniem obserwując drzwi, za którymi zniknęła.

38 komentarzy:

  1. Dobry wieczór, trochę rzutem na taśme ale jestem :P
    1 Keiko trochę przypomina mi Naruto. Chce pomóc Sasuke ale nie myśli o konsekwencjach no i o Itachim. Ma dobre serce, kocham jej relacje z Sasuke ale serca kraja mi się na myśl o starszym Uchiha.
    2 Sasuke ty idioto, takie rzeczy się zgłasza odrazu a teraz co, gdyby nie technika Keiko mógłbyś umrzeć i mam nadzieję, że Tsunade nie amputuje ci ręki. Prosze nie róbcie tego, nie moge ego znieść w jego dorosłej wersji.Jestem ciekawa jego spotkania z córeczką w końcu pierwsza taka rozłąka.
    3 Szkoda, że zostali nakryci ale mogło być gorzej.
    4 Itachi, ten nie ma łatwo. Jestem ciekawa czy jak wróci owa dwójka to bedzie się na nich złościł, czy przytuli Keiko i pokaże jak się o nią bał, bo myśle, że relacje z bratem się pogorszą. Podoba mi się, że wreście się przeciwstawia ojcu i sam decyduje gdzie chce mieszkać i z kim się kochać XD. No i podoba mi się, że jednak będzie ojca kierował w strone pokojowego rozwiązania a nie zamachu. Jestem ciekawa czy uratuje Keiko od kary w Kindersach
    5 Josuke mówi, że Keiko jest dla niego jak siostra a tu kompania karna, poniżenie karcer i misje nawet z samobójstwem wtf! To się jeńców wojennych lepiej taktuje. Itachi wpadnij tam i zrób porządek z typem.
    6 Biedna Mikoto ma dwójke małych dzieci i męża, który sam jest jak dziecko. nadal zastanawiam się czemu go nie kopła w tyłek. Cieszę się, że nie jest taka pokorna a akcja u Tsunade była piękna. Miłość matczyna nad miłością do męża.
    7 Fugaku. wkurza mnie strasznie ale klapki mi powoli spadaja z oczu. Dobrze, że ostał upokorzony u Hokage, należało się a co. Jego odwiedziny u Keiko to też troche akt desperacji, widzi,że nie ma kontroli już ani nad żona ani nad synami i mam nadzieję, że nie bedzie miał nad Kinari. Myślałam, że zmięknie mu serce gdy zobaczy wnnuczkę ale jednak nie, bynajmniej na początku. przecież nie jest takim draniem, aby skrzywdzić niemowle ( uchiha to nie przystoi. Miło czytać o tym jak z utęsknieniem czeka na żoncie bo nie daje sobie rady z maluchami. Mimo to rozczuliła nie scena gdy patrzył na Sumire i przypominał sobie Sasuke. Właśnie w tym rozdziałe doszedł do przełomu, że nigdy nie powinien porównywać braci, że nie był częścią zyćia Sasuke, że się niem nie interesował, nie dbał o to co czuje i tak naprawdę zawiódł kiedy syn go potrzebował. Ale jeszcze troche drogi do czasu aż zaakceptuje, że spieprzył sprawe. Choć nadal mam nadzieję, że pogodni się z Sasuke i go PRZEPROSI.
    Czekam na następny rozdział bo pewnie bedzie się działo :)
    życzę weny i czasu

    PS Dużo macie napisanych rozdziałów, czy dopiero co piszecie powoli. Pytam bomam nadzieję, że nie przerwiecie płynności wpisów bo za to sobie cenie bardzo wasz blog. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Bardzo nam miło ;-)
      Odniosę się tylko do niektórych punktów, bo myślę, że Akari będzie chciała coś dodać od siebie. No więc:
      Z tym Sasuke i trucizną, to jest tak, że misja i zdrowie Haniko przysłoniło mu wszystko inne. Przez cały czas czuł ogromną presję, stres i wyłączyło mu się myślenie. Pewnie w innych okolicznościach zorientowałby się od razu, że coś jest nie tak i tego nie bagatelizował, ale w tej sytuacji nie wydało mu się to ważne, no to ma za swoje :-) i owszem, jest w związku z tym idiotą :D
      SPOILER: ręka zostaje. KONIEC SPOILERA.
      Mikoto jak Haniko, leci na drani i tyranów, którzy być może nie zasługują na kolejną szansę. No dobra, Sasuke się zrehabilitował, ale myślę, że gdyby Haniko nie miała innego charakteru niż jego matka i na wszystko mu przyzwalała i wiecznie ulegała, to zamieniłby się właśnie w takiego Fugaku, który uwielbia ustawiać życie innym. Żeby ten związek miał sens zmiana tak naprawdę musi zajść w obojgu :-)
      Fugaku, który PRZEPRASZA, to naprawdę piękna wizja, ale chyba nierealna xD zupełnie nie potrafię sobie tego wyobrazić :D. Niemniej faktycznie powoli zmierzamy do pogodzenia tej dwójki, a okoliczności ich pierwszej rozmowy z pewnością będą nietypowe ;-). Mam nadzieję, że zaciekawiłam? :D
      Mamy 42 rozdziały, więc jeszcze kilka w zapasie, choć po tempie, z jakim powstają nie wróżę temu dobrze. Tak naprawdę musisz nakopać Akari, bo to ona od ponad miesiąca niczego nie napisała! Niech wie, że nie ujdzie jej to na sucho. No. Krzycz na nią do woli.
      Dzięki za komentarz! :-)

      Usuń
    2. UF kanmień z serca, zostawicie mu tą ręke.
      Jestem w stanie sobie wyobrazić Fugaku, który przeprasza, może to przez to, że oglądałam filler Naruto i tam było jaki ma żal do siebie i to jeszcze rozmowa z Minato. Chociaż akurat w mandze/anime to nie jest z niego taki drań jak wy go tutaj przedstawiacie. Nim więcej oglądałam z jego udziałem to zaczęłam go troszkę lubić.

      Usuń
    3. No my trochę poszalałyśmy sobie z jego kreacją tutaj. Fugaku z fillerów faktycznie byłby do tego zdolny, ale ten nasz, to jednak nie sądzę. Jest z niego naprawawdę okropny tyran, ale i tak go lubię :-)

      Usuń
  2. W ogóle macie pytanie na zakładce o nas. W ogóle zabawne jest to, że nie lubicie paringu Sasusaku a ja mam t na avatarze plus Saradę i jestem fanką tej rodzinki. Nie lubiłam fanfików, gdzie Sasuke się wiązał z bohaterkami OC, bo z Itachim to wszystko przeczytam XD I nigdy nie byłam fanką Sasunaru a wy uznajecie, że jedynie ten paring powinien być. Mimo to weszłam na waszego bloga bo chciałam przeczytać coś o relacjach braci i przepadłam. polubiłam i Keiko i Hainko, nie myślałam, że tak się przekonam do tego bloga i bedę się w nim zaczytywać, więc dziękuję Wam za możliwość wyluzowania się i poprawienie sobie humoru, cieszę się, że piszecie <33333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest chyba najlepszy i najpiękniejszy komplement! <3
      Ja Cię doskonale rozumiem, bo, tak prawdę mówiąc, też nie czytam opowiadań, w których autorki wiążą Sasuke z bohaterkami OC. Z Sakurą tym bardziej, bo on może być tylko z Naruto xD i jak widzę coś innego, to od razu wychodzę, nic nie poradzę. No w każdym razie skoro się przemogłaś i tak Ci się spodobało, to naprawdę bardzo, bardzo nam miło! :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. a czytasz jakiś ciekawy blog z uniwersum Naruto lub nawet poza? Chętnie oderwę się od prawa cywilnego XD Naruto z Skurą, też się z tymnie zgodzę :pp Mi też jest miło, że piszecie ten fanfik, tyle było dobrych ale autorzy go zawiesili i to jest ból dla czytających, choć rozumiem.

      Usuń
    3. Mnie chodziło o to, że Sasuke może być tylko z Naruto :D. Sakury strasznie, strasznie nie lubię i nikomu jej nie życzę xD. Nawet Danzo był fajniejszy serio xD
      Prawdę mówiąc coraz mniej blogów czytam, a w większości to jednak SasuNaru ;-). Coraz trudniej znaleźć coś godnego uwagi, co nie byłoby właśnie SasuSaku, bo po skończeniu mangi zainteresowanie innymi pairingami strasznie zmalało. Po skończeniu tego opowiadania pewnie wrócę do swojego bloga SasuNaru, bo już mam prawie skończone jedno opowiadanie i w planach jeszcze dwa inne :D

      Usuń
    4. Sakura jest jedną z moich ulubionych konichui ( czy jak to się pisze) jak nie naj XD A Danzo nienawidzę i cały czas z Obito rywalizuje o miejcie mojej znienawidzonej postaci w Naruto. Planujecie to opowiadanie skończyć na 50 rozdziale 2 serii?
      Czytałam Twój blog i jeśli do niego powrócisz to chętnie go doczytam

      Usuń
    5. Haha, no to przynajmniej w kwestii Obito się zgadzamy, bo też za nim nie przepadam :D ale Sakura jest moim numerem jeden na liście znienawidzonych postaci xD Danzo jest drugi :D
      Raczej tak, był jeszcze pomysł napisania takiej luźniejszej trzeciej serii z historyjkami z życia naszych bohaterów kilka lat później, ale obecnie sobie tego nie wyobrażam.
      Ooo, miło :-) wrócę do niego, ale najpierw chcę mieć wszystko napisane, żeby nie było, że rozdziały pojawiają się co kilka miesięcy albo nie wiadomo, czy w ogóle. Dlatego teraz zamierzam skończyć historię, którą męczę od roku, wrzucić i skupić się na opowiadaniu, które porzuciłam, a ostatnio nie daje mi spokoju. Mam jeszcze zaczętą jedną miniaturkę. Zobaczymy, jak to będzie :-)

      Usuń
  3. Chociaż co do Obito się zgadzamy XD
    Wiesz nie musi to być 3 seria ale jakiś mały dodatek - taki epolog, który przedstawi dalsze losy bo ja jestem ciekawa jaki będzie Itachi i jego życie Keiko i czy Sasuke oby nie był taki jak Fugaku w stosunku do Sumire itp. Może być kilka rozdziałów nawet dwa ale chcę się dowiedzieć co będzie za x lat.
    a ta historia i miniaturka to sasunaru czy autorskie opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to pomyślimy nad tym, choć z kilkoma rozdziałami, to jest zawsze problem, bo się niebezpiecznie rozrastają i nagle wychodzi ich kilkanaście lub kilkadziesiąt :D. Niemniej jest kilka wątków, które bym chętnie opisała, więc może faktycznie powstanie coś jeszcze.
      Tak, to wszystko jest SasuNaru, niestety ;-)

      Usuń
  4. Ale to miłe wejść na bloga i nagle zobaczyć zaskakująca liczbę 12 komentarzy ^.^ I jeszcze ten Twój komentarz „nie myślałam, że tak się przekonam do tego bloga i bedę się w nim zaczytywać, więc dziękuję Wam za możliwość wyluzowania się i poprawienie sobie humoru, cieszę się, że piszecie”. <3 to najwspanialsza rzecz jaką może autor bloga z opowiadaniami przeczytać! Straszeni to buduje i podnosi motywację. Bo niestety czasami widząc liczbę wyświetleń i/lub pustkę pod rozdziałami zastanawiamy się czy to, co robimy ktoś czyta. Mało przyjemne uczucie oraz jak można się domyśleć nie zachęca do dalszego pisania. Ale Twój komentarz dał pozytywnego kopa dobrej motywacji. Jednak lepiej się coś robi, jak się wie, że komuś się to podoba i ktoś na to czeka. I tak wiem, taka ładna gadka a to ja teraz opóźniam pisanie :c Staram się poprawić! W październiku po prostu nie miałam czasu, a teraz, no cóż ciężko po takiej długiej przerwie od pisania wczuć się. Jednak jak Erroaya napisała, mamy jeszcze trochę zapasu i jeśli uda nam się w grudniu ładnie podgonić to sądzę, że żadna przerwa ani wydłużenie czasu pomiędzy rozdziałami nam nie grozi.
    A teraz do konkretów. Tak Itachi łatwo z Keiko nie ma i czasami samej mi jest go szkoda. Chłopina się tak stara, a ona czasami o nim zapomina, zupełnie o nim nie myśląc. No cóż taki ma charakter i bynajmniej nie robi tego celowo. W kwestii relacji Sasuke z Keiko, obie ich uwielbiamy! Oni są po prostu tak cudownie dopasowani, że pisanie o nich to czysta przyjemność. Idealna para przyjaciół.
    Itachi musi w końcu postawić się ojcu, bo ten zaczyna przeginać, więc ten wątek będzie ciągnięty aż w końcu postawi się Fugaku do pewnego pionu. Bo nie oszukujmy się co do Fugaku jego do końca naprostować się nie da. I fakt u nas jest on lekko podkoloryzowany w stosunku do tego co mamy w mandze/anime, no ale ta jego wizja bardziej wpasowuje nam się w opowiadanie, a do tego w oryginale nie jest go zbyt wiele i pokazywany jest dwojako. Z jednej strony opowiada się jakim to był tyranem i jak to chciał obalać rządy, ale z drugiej strony potem mamy łagodniejsze jego oblicze, gdzie ze spokojem żegna się z Itachim, dając pokonać. Chociaż ja tam osobiście uważam, że ta scena to była bardziej dyktowana chęcią zachowania honoru niżeli nagłą dobrocią. W każdym bądź razie, Fugaku u nas będzie trochę szalał, przez co bracia będą mieć nie lada problemy, ale też dążymy do ustabilizowania go (przynajmniej w pewnym stopniu).
    Co do Josuke, to chłopa poniosło i więcej tam było dramatyzowania niż faktycznie prawdy. Josuke jest totalnie skołowany. Kindersi są zamknięci na kontakty z ludźmi spoza ich organizacji i tak zawsze było. Z powodu pewnych komplikacji Keiko trafia do normalnych drużyn oraz spotyka Itachiego, co komplikuje wszystko. Przez to nagle zaczęła się otwierać przed innymi i zrzuciła maskę nałożoną przez organizację. To spowodowało pewnego rodzaju strach u Josuke oraz zagubienie. To jest tak troszeczkę jak relacja między ojcem a córką, gdzie nagle ona porzuciła już lalki i dorasta. Zaczynają ją interesować inni, chce poznać świat i wyfrunąć z gniazda. I odwieczny konflikt, ojciec nadal widzi ją jako małą dziewczynkę, którą musi chronić. Z jednej strony nie chce dopuścić do tego, aby opuściła gniazdo, a z drugiej gdzieś tam rozumie, że taka jest kolej rzeczy, że tak musi być, że przecież nie jest jej ojcem. Podobne problemy ma Kaoru i Isamu, dlatego też cała trójka często reaguje tak irracjonalnie. Nie chcą wypuścić swojej małej córeczki/siostrzyczki, bo wydaje im się, że jeśli to zrobią to stracą ją na zawsze. I oj się rozpisałam. W każdym bądź razie, spokojnie więcej tam było dramatyzowania niż faktycznie będzie prawdy. Taki mały spoiler, ale więcej nie napiszę ;)
    I tak jak pisała Erroay, na razie mamy plan zamknąć akcje na 50 rozdziale, ale nadal rozważamy opcję trzeciej serii/epilogu, bo faktycznie obie mamy kilka scenek na akcje x lat później. Co z tego wyjdzie zobaczymy, na razie skupiamy się na pisaniu aktualnych rozdziałów i nadgonienie rezerw, które powoli nam się kończą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że poprawiłam Tobie humor. Ja z kolei z (nie)cierpliwością czekam na jutrzejszy rozdział, choć pewnie skomentuje go w przyszłym tygodniu bo cała sobote i niedziele mam zajętą.
      Itachi musi się w końcu postawić ojcu bo ile on ma lat? Koło 25/30 - to już stary chłop. Czytając Wasze opowiadanie mam wrażenie, że są oni młodsi. Sasuke ma koło 18/19 a Itachi 23/24 to max.
      To Josuke nieźle fantazja poniosła. Tylko czy oni nie widzą, że przez to, że nie chcą wypuścić Keiko z "gniazda" to może im bardzo zaszkodzić w relacji.
      KOCHAM PRZYYJAŹN KEIKO I SASUKE,choć wiem, że organizacja pewnie tego już w ogóle nie będzie w stanie przełknąć. Czasami mam też wrażenie, że ona powoli staje się bliższa jemu no i Itachiemu niż Kondersom. Oni są dla niej jak rodzina ale lepiej niech sama stworzy rodzine i będzie Uchihą. Już widzę te miny Kindersów XD.
      Jednak Fugaku, gdyby chciał tylko zachować honor to by nie chwalił tachiego - taki jest mój punkt widzenia. Ponadto ja zmieniłam bardzo o nim zdanie po nowelkach o Itachim. Nie był zazdrosny o to, ze Minato zostanie hokage jak reszta Uchiha, pozwolił Kakashiemu zachować oko, nie chciał rozlewu krwi. Chiał również chronić Sasuke i to moje spekulacje ale może też chciał ochronić Naruto. Bo w końcu Mikoto i Kushina się przyjaźniły, ponadto on wiedział, że to syn czwartego ma w sobie Kurame. żałuje, że nie przybliżyli tej przyjaźni. Ale jak pisze to moje spekulacje i odczucia.
      Właśnie gdzie u was jest Kakashi? Choć mogę przyjąć, że zginał i tak Sasuke zdobył swój mangekyo sharingan.
      Trzymam kciuki za dalsze pisanie

      Usuń
    2. Itachi ma 28 lat, Sasuke i Keiko 23, a Haniko 22. No ja wiem, jak dzieci się zachowują xD niemniej od początku istnienia bloga miała to być komedia i poniekąd karykatura (co widać przede wszystkim po zachowaniu Mikoto i Fugaku). Potem zrobiło się nieco poważniej, no ale są, jacy są :-)
      Ja też kocham ich przyjaźń :D mam wrażenie, że oni ze wszystkich bohaterów już zawsze będą najbliżej siebie i będą najlepiej się dogadywać, choć z pozoru często to wygląda inaczej.
      Szczerze... nie podobała mi się ta nowelka o Itachim xD miałam chyba zdecydowanie zbyt wysokie oczekiwania wobec niej, a to, co dostałam, mnie rozczarowało. Nie pamiętam nawet dokładnie tych wątków :-( zapadła mi w pamięci tylko śmieszna (moim zdaniem) scena, jak Itachi wybija członków klanu na ulicy, a Fugaku przychodzi i pyta, co to ma być, a potem karci go takim tonem, jakby Itachi zjadł ciasteczka przed obiadem xD
      Kakashi... żadna z nas o nim nawet nie pomyślała. Wielu bohaterów z mangi/anime się u nas w ogóle nie pojawiło, w tym i on. A jeśli chodzi o MS, to zarówno w przypadku Itachiego (w końcu Shisui też ma się dobrze), jak i Sasuke, rozwiązałyśmy to w inny sposób. W którymś z początkowych rozdziałów pierwszej serii opisywałyśmy, że zdobyli wyższy poziom sharingana podpisując między sobą pakt. Tam też się pojawiły wszystkie szczegóły :-)

      Usuń
    3. Jutrzejszy rozdział, to oj będzie się działo. Sporo wątków i dość duża dawka dramatu.
      Sasuke i Keiko <3 oni razem to jest cud miód i malina. To taki rodzaj przyjaźni, który przetrwa wszystko. I tak Kindersi mają spore obiekcje co do jej nowego przyjaciela.
      A w kwestii nowelki o Itachi mam podobne odczucia co Erroay. Również bardzo wiele oczekiwałam a to co dostałam w anime niezbyt mi przypadło do gustu. Itachi miał wyjść na geniusza a ciągle tylko powtarzał "życie się rodzi, życie umiera". Do tego nagle Fugaku został przedstawiony jako ciepła kluska. Takie miałam odczucie po tej scenie jak rozmawia z Minato, kiedy jego synowie opuścili Konohę. I tak po części to ja nowelkę o Itachim traktuję jak filler, fanowska wersja wydarzeń. To nie dzieło Kishimota, więc nie zaliczam tego co tam zostało przedstawione do kanonu postaci. Przy okazji słyszałam wiele opinii na temat tego, że to co zostało ukazane w anime jako ekranizacja nowelki niezbyt wiele miało wspólnego z tym co faktycznie było w nowelce. Podobno w nowelce zostało to znacznie lepiej przedstawione i pod innym kątem. Mnie tam najbardziej ucieszyło to, że ta kuzynka odebrała w anime tak marginalne znaczenie. Zwłaszcza po tym co na jej temat wyczytałam w streszczeniu nowelki.
      Jeszcze w kwestii Fugaku, moje stwierdzenie o honorze, odnosiło się do samej sceny jego zabicia, gdzie z pokorom przyjął swoją śmierć, prosił o zajęcie się o Sasuke i nie miał pretensji do Itachiego za obranie takiej drogi. Wiele osób po tej scenie rozpisywało się o Fugaku w samych superlatywach. Dla mnie te jego słowa w tamtej chwili bardziej właśnie przypominały trzymanie się honoru i honorowej śmierci niż faktycznie miało to ukazywać dobrą stronę Fugaku. I nie mówię tutaj, że jest on totalnie czarnym charakterem. Jednak do protagonisty trochę mu daleko

      Usuń
    4. Rozumiem, że mam przygotować sobie paczke chusteczek. Wiem, że czasem wasze opowiadanie jest nawet trochę groteskowe ale właśnie Lubie je za to.
      Ta rozmowa z Minato to był filler i to było w śnie Tsunade a nie w Itachi shiden. Też się zawiodłam na anime ale gdzieś czytałam tą nowelkę go angielsku,bynajmniej więszkosć bo było to dodawane fragmentami. A jeśli chodzi o Izumi to mnie ona też nie przekonuje. I to o czym pisałam było w nowelce przedstawione.
      Musze sobie przypomnieć w takim razie wasze opowiadanie od początku bo gdzieś mi to umknęło.

      Jeśli jesteśmy przey maskarze Uchiha to ja choć bardzo lubie Itachiego tak nierozumiem tego, bynajmniej mógł oszczędzić rodziców, dobra Fugaku mógłby zginąć bo przywódca klanu itp ale po co zabijał Mikoto. Chociaż miałby kto opiekować się Sasuke - choć wiem, że dla niej byłoby to trudne ale ona też była shinobi i jouninem, więc mogła poświecić się dla syna. Nie rozumiem czemu do tego doszło zamiast porozmawiać i pograć z Fugaku w otwarte karty. I jak 3 hokage mógł przyłożyć do tego ręke, dlatego go nie lubie bo pozwolił na samowolek Danzo i wymordowanie klanu a głupiego Orochimaru nie potrafił zatrzymać.

      Usuń
    5. Nie wiem czy paczka chusteczek będzie potrzebna. No ale dramatycznie będzie, bo Erroaya opisuje powrót Sasuke do wioski.
      Serio? Hmm wybacz, to trochę pomieszałam, chyba musiało to być gdzieś w okolicy shindena, że zapamiętałam to jako jedno.
      Ja osobiście nie miałam styczności z nowelką, czytałam tylko streszczenie w necie, ale chodzą pogłoski, że ma zostawać wydana u nas po polsku jak i również shinden o Sasuke. Wydawnictwo odpowiedzialne za wydawanie mangi u nas (JPF) jeszcze tego nie potwierdziło, ale takie są przypuszczenia, zwłaszcza że wydają hideny.

      Taa z tą masakrą jest trochę niespójności, ale moja teoria wygląda tak (i sądzę, że jest bliska prawdy) w pierwszym zamyśle autora manga miała być krótka (gdzieś o tym nawet wspominał) a Itachi miał być tym złym i to tak doszczętnie złym. Trochę to widać zwłaszcza z początku. Jednak okazało się, że manga dobrze się przyjęła i można ciągnąć dalej i tutaj Kishimoto nagle postanowił ze złego Itachiego zrobić tego dobrego, co tylko udaje złego. Osobiście cieszę się z takiego obrotu sprawy, ale przez to widać pewne nieścisłości, między innymi własnie w powodach niektórych działań.

      Usuń
    6. Myśle podobnie ale nie rozumiem po co wtedy został wprowadzony od razu wątek Sasuke. W ogóle myślałam, że Hainko jest starsza a tu się okazuje najmłodsza. Jej relacja z Itachim też jest fajna ale przy nich nie ma komediowych wstawek XD
      Dobra mykam spać bo trzeba wstać o 6 i do 15 będę zajęta a potem pewnie zamiast uczyć się będę odświeżać stronę, już zacieram raczki XD
      Bye :)

      Usuń
    7. O, ile się tu działo!
      Mikota ma rację, wątek z rozmową Fugaku i Minato pojawił się w fillerach, w opowieści Jirayi. I faktycznie jedno było tuż po drugim, bo chyba zaraz po tym pojawiła się nowelka o Itachim. Jak wygląda oryginał, to nie do końca wiem, bo, tak jak Akari, czytałam tylko streszczenie w internecie. Wiem, że Akari odetchnęła, że Itachiego w anime nie sparowali z tą jak jej tam było, ale moim zdaniem, to wyszło temu na gorsze, bo jej wątek okazał się nie mieć kompletnie sensu. Taka mądra jestem, ale sama zacieszam, że studio nie lubi Sakury i jej nowelki w ogóle nie było xD. A wracając do tamtych fillerów, to jedyne, co mi się w nich podobało, to właśnie ukazanie relacji Fugaku i Sasuke, tego jak ojciec bardzo go nie docenia. Komiczne były zaś pobudki Sasuke do odejścia z wioski i to jak Itachi wskoczył między niego i Naruto, niby umierając. To był hicior.
      Z tego co pamiętam, a nie jestem pewna, czy pamiętam dobrze, to początkowo manga miała się skończyć na walce z Haku śmiercią Sasuke. Potem się przeciągnęła i przeciągnęła. I ja również się zgadzam, że początkowo Itachi miał być po prostu tym złym, a potem na siłę został przerobiony na dobrego, żeby zemsta Sasuke mogła się kręcić i choć ogólnie wyszło to fajnie, to jednak można się dopatrzyć pewnych nieścisłości. No trudno. Im więcej się o tym myśli, tym gorzej to wypada. Lepiej nie myśleć :D
      No niestety przyjaźń Itachiego i Haniko nie może wyglądać inaczej, bo by to do ich charakterów nie pasowało, są za nudni :-)
      Postaram się wrzucić rozdział przed 15, żebyś od razu mogła olać naukę :D
      Dobrej nocy ;-)

      Usuń
    8. Miałam isc spać a zagadałam się z współlokatorka, jutro bedę jak zombie, choć jestem podjadana bo zapisałam się z własnej woli na warsztaty psychologiczne a ja lubie takie rzeczy. O 15 to się kończy, więc zanim dojade to spokojnie będę ok 16 dopiero. Ejj nie moge olać nauki musze trzymać fason i tak jak teraz tak w przyszłym roku moim celem jest zdobyć najwyższe stypendium naukowe w przyszłym roku a jest przyznawane 2 % ( tak się nieskromnie pochwale XDDD)
      Też w tych filerach podobała mi się relacja Sasuke i Fugaku a i był jeszcze Shisiu i tyle.
      Wiesz jak ja ubolewam nad tym, że nie było nowelki z Sakurą. Jeśli jesteśmy przy kobitkach to jakie lubicie żeńskie postacie w Naruto?
      Itachi i Haniko jednak potrafią być uroczy - opiekowanie się nią jak była w ciąży itp.

      Usuń
    9. O warsztaty psychologiczne brzmi ciekawie, też bym poszła :) I gratulacje z powodu stypendium, bardzo spóźnione, bo za zeszły rok, no ale szczere. Także trzymam kciuki, aby się udało i w tym roku ;) Powodzenia
      Również uważam, że pokazanie relacji Sasuke i Fugaku było na plus, bo jednak prawie nic o tym nie było. Tylko mówiono o tym, że Sasuke był niedoceniany i tak dalej, ale brakowało takiego dobitnego pokazania.
      A co do nowelki o Sakurze, jest wydana po polsku, więc jeśli bardzo Ci na tym zależy można dostać. Tytuł to Tajemna Historia Sakury.
      No niestety Naruto kuleje pod względem dobrych żeńskich postaci. W sumie jak wiele shounenowych tasiemnców, ale jeśli miałabym kogoś wskazywać to na pewno jest to Tsunade. Temari miała duży potencjał, aby wyjść na fajną i dobrą postać żeńską, jednak potencjał nie został wykorzystany. Niemniej w pierwszej części fajnie była przedstawiona. Tak samo Konan miała niezły potencja, ale ostatecznie wyszła trochę słabo. O i podobała mi się ta mała z nowelki o Sasuke co za nim chodziła. Nie pamiętam imienia, ale przypominała mi Keiko i to było takie słodkie.

      Usuń
    10. No i nie można zapomnieć o Kushinie, która mi właśnie umknęła.
      Dlaczego nie ma czegoś takiego jak edycja komentarza, było by to bardzo wygodne.
      I mam nadzieje, że teraz o nikim nie zapomniałam

      Usuń
    11. Spanie jest dla słabych :D ile to było takich zarwanych nocek przed zajęciami, bo kładłam się spać o 1-2, a żeby dojechać na 8 na uczelnie, wstawałam po 5 xD a potem drzemki na wykładach.
      O 16 już raczej będzie... mam nadzieję. Muszę go tylko sprawdzić, a chciałabym się z tym szybko uwinąć, bo mamy listopad, trwa NaNoWriMo i ja muszę mój limit wyrobić przed wieczorem.
      Wow, no to ambitnie! A jaki kierunek? Choć już po tych warsztatach z psychologii się domyślam, że raczej kompletnie inna dziedzina, niż nasze studia :-). Ja też bym się chętnie czymś pochwaliła, ale chyba nie mam czym :P
      Najbardziej lubię Tsunade i w sumie to tylko ją. To kobita z jajami, która nie daje sobą pomiatać ani manipulować i potrafi kierować się rozsądkiem, zamiast dawać ponieść emocjom. Nigdy nie dała sobie wejść na głowę starszyźnie i rozsądnie podejmowała wszystkie decyzje. Bo na przykład, to w takiej Sakurze nie podobała mi się przede wszystkim jej miłość do Sasuke i stosunek do Naruto (walnie w łeb za nic). I już pal licho Sakura w pierwszej części, w drugiej wzniosła się na wyżyny czegoś, czego ja strasznie, strasznie nie lubię. Bo jej latanie za Sasuke różniło się od obsesji Naruto moim zdaniem tym, że ona patrzyła na niego bezkrytycznie i nie miała żadnego instynktu samozachowawczego. Sasuke ją prawie zabił (szkoda, że się nie udało :P), a ona na to nic, zero przemyśleń, chwili zastanowienia czy na pewno jest wart jej uczuć. Naruto przynajmniej zawsze był w stanie mu oddać i chociaż nigdy nie przestał w niego wierzyć i nigdy z niego nie zrezygnował, ta relacja wydawała mi się jakaś głębsza i zdrowsza. Sakura byłaby się w stanie pokroić, upodlić i cholera wie co jeszcze, żeby Sasuke tylko ją zauważył i docenił. No niby to była miłość, niby go kochała, ale skoro on miał ją zupełnie gdzieś, to moim zdaniem powinna sobie odpuścić. Uczucia uczuciami, ale mózg też od czegoś jest :-). Przyznam szczerze, że mam alergię na właśnie ten typ kobiet, które dla faceta są gotowe zrobić wszystko, widząc w nim jakieś bóstwo. Jeśli postać Sakury miała jakąś głębię, to ja jej niestety nie dostrzegłam :D. Powiedzmy, że to odpowiedź na Twoje pytanie, choć wiem, że ten wątek o Sakurze był zbędny. Niemniej chętnie poznałabym Twoje zdanie na ten temat, bo być może (a raczej na pewno) postrzegasz ją zupełnie inaczej niż ja :-). Co w niej takiego jest, że można ją lubić?

      Usuń
    12. Nooo, ta mała pseudo Keiko też była świetna! Ale to niestety epizodyczna postać.

      Usuń
    13. Ta mała pseudo Keiko była fajna. W ogóle mi się Sasuke Shinden podobał i żałuję, że tak mało odcinków, tutaj mogli by dać fillery XD

      Co do Sakury. Do połowy 1 części strasznie mnie wkurzała, taka egoistka i panna, która uważa się lepsza od innych a nic nie potrafi, dodatkowo bez empati - jej pierwsze zdania o Naruto i ostra odpowiedź Sasuke, że jest irytująca.
      Potem od egzaminu na chunina zaczeła się zmieniać, zaczeła szanować Naruto, naprawiła przyjażń z Ino, którą (takie mam wrażenie) ona zaepsuła.
      Najbardziej podoba mi się, że stała się silną konichui. Nie pochodziła z żadnego klanu, nic sobą nie reprezentowała a jednak wzieła się za siebie. Dużo się uczyła ( według dateboka nauka o medycynie to jej hobby) i stała się jednym z najlepszych medycznych ninja. Stała się kimś naprawdę znaczącym. Duzo osób uważa ją za bezużyteczną ja się z tym nie zgaddzam. Była taka a teraz pokonała z babcią Sasoriego, miała znacżacy wpływ na wojnie, wyleczyła Kankuro, otworzyła szpital psychiatri dla dzieci. Według mnie i patrząc na innych podopiecznych Sanninów ona przerosła Tsunade. Jest legendą do tego stopia, że Boruto uważa, że ona nadałaby się na Hokage. Znalazła coś w czym jest lepsza od chłopaków i sposób, aby przydać się drużynie
      Rozwineła jej się empatia, od dzieciaka, który wyśmiewa się z Sasuke do założenia szpitala psychiatrycznego dla dzieci. Ona zauważyła ten problem, te traumy -się nie dziwie patrząc na Naruto i Sasuke a także na Kakshiego, Tsunade i Saia. Jest jedną z najmilszych osób.
      Ma silną osobowość, od prześladowanego dziecka stała się pewną siebie kobietą.
      Lubie jej relacje z Naruto. Mam wrażenie, że są dla siebie jak rodzeństwo. Na początku go nie lubiła a teraz dba o niego. Jeśli chodzi o bicie go po glowie to w mandze nie ma tyle scen, anime to dorzuca, w ogóle różni się manga a anime jeśli chodzi o kadry znią.
      Jej relacja i Sasuke jest ciężka. Mam wrażenie, że ona z czasem dostrzegła coś więcej niż cool wygląd to Sasuke z nią się pierwszy dzielił swoimi emocjami. Jednak to chciala poświęcić to uczucie dla dobra wioski i go zabić choć sposób w jaki to próbowała zrobić to był czysty, ogromny akt desperacji.W naszym świecie ta miłośc nie ma racji bytu ale to był świat ninja. Mam wrażenie, że Sakura widziała cierpienie Sasuke i chciała mu pomóc, na pewno przestudiowała historie rzeźni Uchiha.Sam Kakashi wspominał, że jej celem nie była miłość do niej ( choć chiala) a to, żeby był szczęśliwy. Sakura nie mogła mu oddać tak jak Naruto bo nie ma tyle siły. Podczas pierwszego spotkania chciała zacząć z nim walczyć ale Yamato ją powstrzymał, podczas drugiego próbowała go zabić, potem była wojna to współprawcowali a po pokonaniu Kagyui to nie miała już sił, zostały jej tylko słowa. Zresztą jej tyle kadrów, gdzie nie ma słów a tylko ich spojrzenia, że każdy może to odczytać inaczej. Mam wrażenie, że Sasuke coś do niej czuł już podczas utworzenia drużyny ( jest to podane w dateboku, zę potem coś do niej czuł) a jeśli chodzi o stworzenie drużyny to ten kadr https://inmanga.com/ver/manga/Naruto/4/e859e098-11a1-4278-ad27-eb88486823c2
      SASUKE się rumieni, więc ich relacja mogła być głębsza niż się to wydaje. Ale pierrot nie lubi SS i kilka rzeczy nie jest dokładnie odzwierciedlone.
      Jest w stanie się poświeć dla dobra wioski świata, pozwoliła Sasuke na misję, mimo że cierpi. Jest doba matką choć ma szpital na głowie, lecz przyznaję, że zawaliła jeśli chodzi o wytłumaczenie Saradzie nieobecności
      Sasuke) Jak teraz to pisze to myśle, że cały team 7 to pracoholicy :)
      Ponadto przeczytanie fanfików SS, też może mieć swój wpływ na ocenę tej postaci :)
      Do jutra :)

      Usuń
    14. Uwielbiam Sasuke Shinden! Oglądałam chyba z 7-8 razy :D
      Hm, szczerze mówiąc, to zupełnie nie kojarzę, żeby ona otworzyła jakiś szpital. Gdzie to było mówione, bo mi chyba umknęło? O tym, że Boruto twierdzi, że nadawałaby się na Hokage również pierwsze słyszę :D to w anime? Bo ja to tak średnio uważnie oglądam, zresztą moim zdaniem to już nie jest zaliczane do kanonu, ale o tym za chwilę.
      Sakura może nie jest bezużyteczna, jest wykwalifikowanym medykiem, ale wydaje mi się, że niczego więcej sobą nie reprezentuje. W walce z Sasorim też niewiele pokazała i gdyby nie ta babcia, to moim zdaniem byłoby po niej. Może nie denerwowałaby mnie tak, gdyby z jej mówienia cokolwiek wynikało, a tak to co jakiś czas padały słowa, że jest słaba, ale się zmieni, że teraz będzie inaczej, a potem co? Znowu to samo. Jako medyk jest świetna, ale poza tą dziedziną niczego nie osiągnęła. Jej relacja z Naruto też mnie denerwuje, bo choć uważa go za przyjaciela, wiecznie traktuje go jak kogoś głupszego. Niby zawdzięcza mu tak wiele, ale kiedy tylko Sasuke 'się nawraca', już przestaje się nim interesować i choć to jej wieloletni przyjaciel, któy nigdy jej nie zawiódł, ona martwi się o Uchihę. Jej uczucie do Sasuke mnie znowu wydaje się dosyć płytkie :D ona go kocha, ale nie wie za co, tak właściwie, to w ogóle nic o nim nie wie. Wychodzi to na samym początku mangi, niby potem uświadamia sobie, że praktycznie go nie zna, próbuje go zrozumieć, próbuje zatrzymać, ale nie jest w stanie tego zrobić, bo cokolwiek by nie mówiła, ona żyje w zupełnie innym świecie. Sakura nie ma pojęcia, czym jest samotność, nie spotkała jej żadna trauma, jej życie było niemalże bajką, a Sasuke wręcz przeciwnie. Jej się tylko wydaje, że coś o nim wie, a tak naprawdę jedyną osobą, która potrafi Uchihę przejrzeć jest Naruto, który choć od początku był sam, potrafi pojąć jak wielkim bólem okupiona jest samotność. I to właśnie przed nim Sasuke się otwiera po raz pierwszy, to jemu pokazuje, jak bardzo cierpi. Jemu ratuje życie, jemu się zwierza z planów zabicia brata. I tylko z nim w shippuudenie łączy go jeszcze jakaś więź. Sakura jest mu całkowicie obojętna, a databooki, to pic na wodę. Moim zdaniem Kishimoto chciał zakończyć mangę w zupełnie inny sposób, ale że 'Naruto' to żyła złota, nie miał wyjścia i potworzył pary, które nie mają tak naprawdę racji bytu. Zresztą ilu jest fanów SS, jakby zakończył to wszystko ich śmiercią albo wątkiem yaoi, to by go zjedli. Choć ponoć SasuNaru bardzo mu się podoba :D
      Nie działa mi Twój link, więc nie wiem niestety o jakiej scenie mówisz. Mnie pierwsze co przychodzi na myśl jeśli chodzi o SN, to: https://i.pinimg.com/564x/89/9a/77/899a773bc2b6ba93032a8269b958a4bb.jpg

      Usuń
    15. I chciałam jeszcze drugim zarzucić, ale zupełnie nie mogę znaleźć. W każdym razie ja Sasuke widzę tylko z Naruto, bo tylko on o niego walczył, tylko on był gotów błagać Raikage na kolanach o wybaczenie dla niego, tylko on przejął się tym na tyle, że w pewnym momencie gdzieś tam na tym śniegu zasłabł. Uczucia Sakury w porównaniu z uczuciami Naruto, wydają się płytkie i nieszczere. Wiem, że często jako argument za SS podaje się egzamin na chunnina i moment, kiedy Sasu odzyskuje przytomność, a potem pyta Sakurę, czy ktoś zrobił jej krzywdę, ale moim zdaniem to zwykłe koleżeńskie pytanie, dyktowane w dodatku nie chęcią obrony koleżanki, a nagłym przypływem mocy, który Uchiha poczuł i zamierzał przetestować. Łamiąc tamtemu ręce nie kieruje się chęcią obrony Sakury, a nienawiścią. Sakura choć bardzo się starała, nigdy nie miała na niego żadnego wpływu.
      Podobny problem mam z NaruHina. Naruto cały czas miał Hyuge gdzieś, ledwo zauważał i traktował jak nieco dziwną koleżankę, a potem nagle jeb, wielka miłość. Skąd? Oba te związki moim zdaniem wzięły się z tego, że po prostu musiały się pojawić i tyle. A że dziewczyny były w nich przez cały czas zakochane, to wybór kto z kim, nasunął się sam :-)
      A wracając znowu na chwilę do tematu Sakury, to choć zupełnie jej nie lubię, nie rozumiem, jak mogła pomimo jawnej niechęci Sasuke, wciąż tak się przed nim płaszczyć, wyznawać miłość i powtarzać wiecznie to 'Sasuke-kun' (na to mam największą alergię), nie lubię pisząc o niej robić z niej idiotki. Wyjątkiem jest chyba ta historia, bo Sakura pojawiła się u nas dosłownie na chwilę i zbytnio się nie popisałyśmy jej kreacją. Jednak pisząc SN, zawsze dbam o to, by była mądrą i ciekawą bohaterką, którą da się lubić. Robienie z niej pustej lalki mnie niesamowicie wkurza.
      Ale nam się dyskusja utworzyła :D. Dzięki za opinię! Jeśli chcesz dodać coś jeszcze albo obalić argumenty, to śmiało :-)

      Usuń
    16. Sakuro odtworzyła szpital i udoskonaliła metody leczeni było to w Sakura Hiden i jeszcze w którymś, chyba w Gara Hiden. Boruto to mówiłw filmie i w mandze.
      Dla mnie to, że jest najlepszym medykiem na świecie to reprezentuje bardzo dużo, wiadomo, że nie dorówna chlopakom w walce choć i tak waczy d.bobrze bo jest joninem to dużo świadczy. Podoba mi się, że się nie załamała tylko znalazła swojego konika. Mówiła,że się zmieni i to zrobiła, przypomina mi się moment przywołania zwierzaków przez naszych bohaterów na wojnie. Ponadto walczyła z bardzo silnymi, zktórymi Sasuke i Naruto nie mogli sobie poradzić. Uleczyła bardzo dużo ludzi. W walce z Sasorim tak dużo zrobiła, sam fakt, że opracowała antidotum na jego trucizne a w Suna nie mogli tego zrobić. Zauważ, że to światowy ninja a Sakura miała 15 lat i była chuninem. Martwi się o Uchihe ale jednak jak coś to leci pomóc Naruto. Ja nie odbieram tego, że ona nadal uważa blondyna za głupiego, bardziej to miłość siostrzana. Ona go kocha ale wkurzają ją jej głupie żarty. Ona potrafi go docenić. Wierzy w niego jako jedyna podczas jego walki z Kibą, wspierała podczas walki z Orochimaru i Nejim. Wierzy w niego, ufa mu. Są przyjacółmi. Gdy Naruto umierał to była przerażona. Na wojnie Sakura pierwsza krzyczała do armi, że jest za Naruto i mu kibicuje, żeby został hoage i zrobi wszystko by goochronić. Dla mnie też więź Sasuke i Naruto jest bliższa bo oni się rozumieją. Ktoś kto tego nie przeżył nie zrozumie. Sakura była samotna, gdy ich drużyna się rozpadła. Ponadt Sakura nie zna prawdy o klanie Uchiha, o Itachim a to miało bardzo duży wpływ na zrozumienie Uchihy przez Naruto. Jednak Sakura stara się zagłębć w temat i zagłębiła jeśli odtworzyła szpital, by dzieci sobie poradziły z traumami utraty bliskich, została psychiatrą!
      Jeśli chodzi o linkt to było to podczas przedstawiania druzyny, na początku mangi. Sakura zaczyna opowiadać o swoim marzeniuto znaczy zaczyna piszczeć bo nie powie, że chce Sasuke ale on wie, że to o niego chodzi i się rumieni. Sakurze Sasuke podczas próby dzwoneczków powiedział, że tamtego dnia płakał a potem było coś podczas egzaminu na chunina. Ponadto tylko Sakurę przerposił i podzięował. Dla mnie ona się potem zaczeła o niego troszczyć, to świat shinobi i myślę, że jej było przykro z powodujego histori. Jej uczucie potem przestało być płytkie. Sasuke w ostatnich chapterach porównywał team 7 do rodziny. Naruto do Iachiego, do najbliższego mu człowieka do miłości braterskiej. Ja bym Sakure porównała do jego matki, oby dwie dawały mu miłość poczucie bezpieczeństwa, szczere uczucie i ciepło.

      Też nie widzę do końca związku Naruhina. Wiem, że ludzie się kłócą kto lepszy Sakura czy Hinata, choć mnie zawsz edenerwowało, że ludzie piszą , że Hyuga wiele zrobiła, podczas gdy Sakura jest bezużyteczna a tak nie jest. Hinata nigdy nie dała odczuć Naruto, że go wspiera czy to w akademi czy potem. Jak teraz myślę to chyba jestem bardziej na związek Naruto z Sakurą niż Hinatą. W filmie jeszcze zrobili, że Hinata była prześladowana przez dzieciaki, czysto skopiowali od Sakury. Tak jak pisze,Sakura choć dała odczuć Sasuke, że ona jest mu gotowa pomóc a Hinata oprócz wojny z Painem nie. Choć mimo to Hyuge lubie :)

      Usuń
    17. Co do obrazka, pierwsza scena Sasuke szuka Naruto bo go związał, druga scena to Sasuke nie wiedział jak walka się potoczyła czy przeżył. 3 scena to chyba filer z kraju herbaty a 4 to Sasuke chodziło o siłe Naruto. A ja dodam: zauważ, że podczas każdego spotaknia teamu 7 to zawsze Sasuke pierwsze co mówi to Sakura a potem ona odpowaida jego imie. Jeśli chodzi o to czy Sasuke coś czuł do Sakury to znalazłam to
      https://www.quora.com/Does-Sasuke-love-Sakura
      Jedna to shonmen i należy pamiętam, ze tu przyjażń jest na 1 miejscu a wątem miłosny jest beznadziejnie napisany, zreszta kishimoto spieprzył tyle postaci kobiecych i nie tylko ( przypomina mi się Orochimaru w boruto, ogladałam ostatni odcinek i to jest cyrk na kółkach) Jeśli by się skońzyło na Sasunaru to bymteż nie miała nic do tego. Przykro mi by było tylko, że wtedy klan Uchiha by się skończył a tego bym nie chciała.
      W ogóle z kolei zaczełam się zastanawiać nad relacją Kashiego i Sasuke i nadal nie wiem co o tym sądzić.

      Usuń
    18. Aaam skoro to hideny, to moim zdaniem to nie kanon, Boruto też nie bardzo, bo tam się większość rzeczy kupy nie trzyma i zarówno manga, jak i anime mnie denerwują. I to, że powstają we współpracy z Kishimoto nie ma dla mnie większego znaczenia, bo po tym, co się tam wyrabia, widać, ze wiele do powiedzenia to on tam nie ma. Byle jaki tasiemiec się robi i tyle.
      Przyznaję, Sakura jest świetnym medykiem, ale i tak jej nie lubię i nie widzę między nią a Sasuke żadnej więzi. Kompletnie nie kojarzę, by on przy każdym spotkaniu wymawiał jej imię. Jedyna taka scena, to jak się spotkali po tych kilku latach w kryjówce Orochimaru, co zresztą nie dziwne, że zaczął od niej, bo to ona się tam pierwsza pojawiła, a nie miała szansy go zauważyć, to ją zawołał. Podczas spotkań drużyny 7, kiedy umawiali się w jakimś konkretnym miejscu, nigdy nie słyszałam, by on coś do niej mówił. Co do obrazka, to fakt, ale tylko pokazuje, że Sasuke interesował się wyłącznie Naruto. Sakura interesowała go tylko na początku i chronił ją jak koleżankę z drużyny, potem mogła sobie spokojnie zginąć i nawet jak miał okazję podczas walki z Kaguyą ją uratować, to palcem nie kiwnął, za co Naruto go zresztą opieprzył. Jedno 'dziękuję', kiedy opuszczał wioskę też właściwie o niczym nie świadczy. Bardziej już ten uśmiech z politowaniem, kiedy powtarzał jej, że jest irytująca.
      O szlag, to po angielsku, translator mi to spieprzy jak spróbuję żywcem przetłumaczyć... A coś po polsku może? xD
      A ja bym prawdę mówiąc właśnie tak skończyła 'Naruto', że klan Uchiha przestałby istnieć. Przez całą mangę nie było żadnych podstaw, by sądzić, że Sasuke naprawdę ten klan odbuduję, tylko czcze gadanie. Z żadną kobietą nie stworzył więzi, więc raczej nie miałby z kim. Zresztą tak mu życie dokopało, że moim zdaniem absolutnie nie byłby już w stanie założyć rodziny. Za dużo się wydarzyło. Ta Sarada tam sobie jest bo jest, bo musi.
      No bo Hinata była bezużyteczna cały ten czas. Jak na wielki i potężny klan Hyuga, to niewiele umiała, niewiele sobą reprezentowała i niewiele dla kogokolwiek zrobiła. A już w szczególności dla Naruto, więc jeśli miałabym wybrać jakiś pairing, to również byłoby to NaruSaku. Choć wciąż uważam, że ona go traktuje jak głupszego kolegę i naprawdę późno zdaje sobie sprawę z tego, że Uzumaki nie jest taki tępy, na jakiego wygląda. Nie wspominając o tym, że próbowała bawić się jego uczuciami, wyznając mu miłość, choć nic do niego nie czuła. A co, gdyby on wciąż ją kochał? Skrzywdziłaby go bardzo.
      A nad czym konkretnie się zastanawiasz w relacji Sasuke i Kakashiego?

      Usuń
    19. Ja jeszcze hideny uznaję ale Boruto nie za bardzo. Ostatni odcinek anime, na którego postawie wychodzą nowelki było, że Oorchimaru zjawił się na rozmowie z Shino odnośnie Mitsukiego, takie zebranie rodziców i moje WTF na twarzy. Nie pojmuje nadal tego jak mogli w anime pokazać skutego Sasuke jakby był w psychiatryku( tak mi było go żal) a Oorchimaru tak bezkarnie sobie chodzi. Jakie ma wartości to anime??
      Ile postaci tyle interpretacji i to jest fajnie, że możemy się wymienić poglądami bez kłótni jak to bywa często. Ciekawe też jak można odbierać różne relacje ale jak napisałam Kishimoto pomnął takie rzeczy i skupił się na Sasuke i Naruto.
      Bym nie chciała gdyby ten klan tak skończł. Jakoś ze względu na Shisiego( ubolewam, że u was jest go tak mało XD) Itachiego, Fugaku, Mikoto, Kagamiego i którzy zgineli to bym chciała żeby przetrwał ten klan.
      Po polsku nie znajduje. I co do Kakshiego to się zaczełam zastanawiać jaką on ma relacje z Sasuke. Czy oni się przyjaźnią, czy tylko szanują. Czy teraz mają jakiś kontakt ze sobą. I przede wszystkim jakim senseiem był Kakshi dla Sasuke bo znalazłam ciekawy artykuł po ang
      http://sasukerevolution.tumblr.com/post/146640604573/how-do-you-see-sasukes-and-kakashis
      Sprawdziłam tłumacza i jest przystępny, choć ja czytam w większości po angielsku ale dasz rade XD
      Bo w sumie gdyby Kakshi inaczej podszedł do zemsty Sasuke bardziej okazałby mu zrozumienie to może ten by nie uciekł. Ponadto zastanawiam się, czy byłby zdolny zabić Uchihe na moście. Brał on udział w jego ułaskawieniu ale na ile wtedy mu przebaczył] i wierzył w niego?
      W sumie ona inaczej go widział niż Naruto i Saskura, widział, że jest zagrożeniem ,oni zdali sobie z tego sprawe potem. W ogóle ubolewam, że nie pokazali tego sądu Sasuke. Tle głupich fierów było a to co ważne to opuszczają :(

      Usuń
    20. Ja też sobie bardzo cenie takie pogawędki, nawet, jeśli zdania mamy kompletnie odmienne :D to jest nawet fajniejsze niż takie przytakiwanie sobie, bo faktycznie można poznać inne spojrzenie na sprawę i zastanowić się, czy faktycznie mamy w czymś rację. Choć w przypadku jakiegokolwiek wątku z 'Naruto', pozostaje to jedynie gdybanie i wymiana poglądów :-)
      'Boruto' moim zdaniem nie prezentuje żadnych wartości. Główny bohater jest arogancki, niesympatyczny, a do tego genialny i jak nikt potrafi zjednać sobie ludzi. Niby jak? On nie jest taki jak Naruto, po co robić z niego takiego samego bohatera, który nawet jako dzieciak ratuje świat? Wkurza mnie to. Ma totalnie gdzieś niemal wszystko, a i tak jest najlepszy i jest wzorem dla wszystkich. Zdecydowanie bardziej podobała mi się kinówka 'Boruto', bo tam jego postać została ugryziona od trochę innej strony. Lekceważy pracę Naruto, lekceważy zasady shinobi, jest zagubiony i zawala, ale zaczyna rozumieć swój błąd i chce go naprawić. Prezentuje sobą coś innego, niż ten okropny Boruto z anime i tam jakoś bardziej przypadł mi do gustu. W ogóle ta kinówka była całkiem przyjemna i lubię czasem do niej wrócić.
      Ja też ubolewam, że Shisuiego jest mało i że Naruto jest mało i w ogóle wszystkich innych xD. No tak niestety wyszło :D
      O mamo, ten tłumacz był przystępny tylko na początku, potem momentami kosmos, ale znajomość mangi i anime na szczęście nakierowała mnie na to, co autor miał na myśli według translatora xD. Ja niestety po angielsku niczego nie przeczytam, bo języki obce są moją najsłabszą stroną. Nienawidzę, mam traumę.
      Wracając jednak do Sasuke i Kakashiego, to jakoś nigdy się and tym nie zastanawiałam, ale wydaje mi się, że coś może w tym być. Choć nie sądzę, by Sasuke uważał, że Kakashi może zapewnić mu bezpieczeństwo, że się rozumieją, czy cokolwiek innego. Moim zdaniem on od początku był nakierowany na zemstę, a Kakashi okazał się potężny i w dodatku miał sharingana, co automatycznie skłoniło Sasuke do szkolenia się pod jego skrzydłami. W wiosce nie było chyba dla niego lepszego nauczyciela. Potem trochę się do siebie dzięki temu zbliżyli, ale bez szału, Kakashi nie należy do ludzi otwartych. Zgadzam się natomiast, że Kakashi zawiódł. Jego historia nie była może bardzo zbliżona do historii Sasu, ale w gruncie rzeczy wydaje mi się, że powinien go rozumieć. A on faktycznie zaczyna go karcić, pouczać i nie okazuje za grosz wsparcia. Nie szanuje jego wyborów, nie rozumie jego decyzji i nawet nie stara się tego zrobić. Bo Naruto niejednokrotnie o tym myśli i choć sądzi, że Uchiha robi głupoty, to próbuje pojąć, czym on się właściwie kieruje. Kakashi zaczyna mieć na niego wyrąbane, kiedy uświadamia sobie, że Sasuke nie jest taki, jakim on chciałby go widzieć. Odpuszcza jako pierwszy. Traktuje jak dzieciaka, nie zastanawia się, co takiego Sasuke czuje. Myślę, że ułaskawia go nie tyle z własnej woli, co ze względu na Naruto i Sakurę. I że po tym wszystkim porozumienia już między nimi nie ma i nie będzie. Sasuke może i wie, że popełnił błąd, ale raczej nie wybaczy Kakashiemu takiego zbagatelizowania jego problemów i uczuć. Tym bardziej, że w tamtym momencie był osobą, która mogła mogła stać mu się najbliższa i najlepiej zrozumieć jego uczucia.

      Usuń
    21. Też nie obieram tego bezpieczeństwa z Kakshim tylko chodziło o siłę. Według mnie Kakshi źle się zabrał za Sasuke. Niby na początku był jego pupilem ale po Orochimaru się pochrzaniło. Tak jak powiedział Sakurze na moście, uwierzył że wszystko będzie ok. Zlekceważył sygnały. Powiniem z Sasuke porozmawiać wiecej a tak to przywiazał go do drzewa i chiał przekazać, że ma wsparcie.ale mu nie wyszło. Ponadto nie miał czasu bo misja i wiemy jak to się skończyło. Według mnie powienien go przekazać komuś, np Jirayi, aby miał na niego oko. Wtedy by się tak to nie potoczyło. Potem walczyć o Uchihe. Poznał prawdę o Itachim. Próbował na moście bardzo nieudolnie powiedzieć mu, żeby odtworzył serca itp. Nie udolnie kolejny raz się za to zabrał. Jednak widział, że Sasuke planuje zabić Sakure i musiał ją chronić. Myślę, też, że nawet gdyby miał taką okazję to by nie zabił Uchihe. Stwierdził, że wie jak czuł się 3, wyraził tym miłość do ucznia ale on widział wojne, pracował w Anbu widział ajik Sasuke jest niebezpieczeństwem, jednak nadal uważam, że by nie potrafił go zabić. Kakshi podszedł do Sasuke za bardzo jak shinobi a nie jak przyjaciel i to go zbugiło. W casie wojny Kakshi stwierdził, że bezie musiał porozmawiać z Sasuke ( i tak nam tego nie pokazali :( )Podczas wojny mu nie ufał aż do pokonania Kaguji wtedy otwarcie przyznał, że ich lubi. Po pojednynku Sasuke z Naruto był przeszczęśliwy, że team 7 wrócił, że oni wrócili. Ułaskawiał Sasuke trochę dla Sakury i la Naruto ale według mnie on sam chciał dać mu 2 szansę ale przed tym musiał się upewnić co do niego, w końcu został hokage. Myślę, że mają oni ze sobą jakieś relacje choć ze względu na podróże Uchihe to wiadomo są rzadkie, jednak myśle, że nie są to sprawy tylko zawodowe. Hatake nie potrafi wyrażać uczuć jak Sasuke. Na pewno troche czasu mineło aż się przekonali do siebie. Przecież Sasuke uznał, ze w teamie 7, wrazem z Kakshim widzi swoją rodzinę. Czyli go uznaje, jest z nim blisko choć tego nie widać. Ale jak pisze potrzebowali czasu. Zresztą jaką rodzinę ma Hataka, żadnej więc jego uczniowie na pewno są mu bardzo bliscy. Ale to moje gdybanie, może być inaczej. Nie mogę przeboleć, że nie pokazali co się działo po wojnie itp, bo to było ważne no ale ja nie ogarniam od dawna logiki studia pierrot.

      Usuń
    22. Odnośnie Sakury to mam podobne przemyślenia co Erroaya. I również nie widzę pary SasuSaku ani NaruHina. Hinata mając taki potencjał jak byakugan nic nie zrobiła. Tylko się rumienila obserwując Naruto, który traktował ją całkowicie jak koleżankę. Nie wiem skąd oni nagle wytrzasneli ich związek, ale te pary na koniec to typowe zagranie pod publike. Ale żeby nie było że pisze to samo co już było to chciałabym podzielić się moimi przemyśleniami odnośnie sceny jak Sasuke opuszcza wiosce. Wiele osób właśnie tą scenę podaje za przykład relacji między nim a Sakura, ale ja to widzę inaczej. Sens tej sceny jest inny dla europejczyków i japończyków. W japońskim klimacie to jest standardową scena i odpowiedź na sytuację kiedy ktoś wynaje uczucia komuś kto ich nie odwzajemnia. Bardzo często ją widać w szkolnych romansach. Ktoś wyznaje komuś uczucia, ta osoba najpierw wyraża radość z faktu że ktoś się w niej zakochał, bardzo dziękuje za te uczucia, a potem solennie przepraszam bardzo skruszona że nie może lub że nie odwzajemnia ich. I ja tak to widzę. Sasuke podziękował Sakurze za jej uczucia i przeprosił że ich nie odwajemnia. Dla nas europejczyków wydawać się to może dziwne, ale u nich nie skoro takie sceny widnieją w tak licznych mangach czy anime.

      Usuń
    23. Tu jest problem, bo nasze kultury są inne. Ja odbieram tą scenę tak, że Sasuke dziękuję Sakurze za opieke. Czy coś czuł, czy traktował tylko jak koleżankę ciężko mi powiedzieć, na pewno była mu bliska bo jak sam przyznał podczas walki z gaarą nie chce patrzeć jak giną mu najdroższe osoby.

      Usuń
    24. Zapomniałam też ostatnio dodać, że według mnie wyznanie uczuć Naruto przez Sakure nie było aż takie straszne. Jasne jest to naganne zachowanie ale ona zrobiła to, bo nie chciała, aby Naruto się narażał próbując dotrzymać obietnicy. Ona wtedy nie myślała, że Naruto chce sćiągnąć Sasuke do wioski dla siebie, myślała, że robi to dla niej. To był wielki akt desperacji, nie myślała o konsekwencjach( coś jak ta misja Sasuke i Keiko u was). Kto wie, może myślała, że po zabójstwie Uchihy to na Uzumakiego przekieruje swojej uczucia.

      Usuń
  5. Coraz poważniej się robi. Liczyłam na bardziej pikantne fotki w albumach Keiko. Może jest jeszcze jeden albumik schowany pod łóżkiem, gdzie są zdjęcia, których nikt nie powinien oglądać? 😀
    Motyw z utratą czucia, super sprawa. W końcu nie zawsze wszystko musi się udać. Teraz Fugaku mógłby się wykazać i oddać krew dla syna.
    Najbardziej urzekł mnie moment przemyśleń Fugaku. To jak doszedł do tego, że niewiele wie o Sasuke. No i rozmowa z małym Itachim. Dobro wioski pod wszystko. Był kiedyś taki mądry, a teraz jest taki zaślepiony. Mimo jego złych uczynków, dostrzegam szansę na jego wewnętrzną przemianę i naprawienie tego co nabroił. To ważne, bo wcześniej jej nie widziałam.
    Weny dziewczęta! Niech moc twórczego pisania będzie z Wami.

    OdpowiedzUsuń