10 lutego 2018

39. Jest giętki jak głaz

Poruszył się w fotelu, zmieniając pozycję. Tak jak przypuszczał, nic to nie dało. Odkąd Tsunade zawitała do jego domu i zażądała udostępnienia gabinetu, czuł się w nim nieswojo. Jego prywatne ukochane sanktuarium spokoju zostało zbezczeszczone przez tę głupią babę. Teraz nawet uwielbiany skórzany fotel stał się niekomfortowy i jakiś obcy, przez co za nic nie mógł rozsiąść się w nim wygodnie. I mimo iż zdawał sobie sprawę z tego, że to tylko jego wymysły, to jednak nie potrafił się pozbyć tego nieznośnego wrażenia, że coś jest nie tak. Do tego stopnia go to denerwowało, że był gotów przysiąść, że nadal wyczuwa subtelny zapach perfum Hokage, co było już totalnym absurdem. Nie sposób, aby pozostał jakikolwiek zapach po tak długim czasie oraz skrupulatnym wietrzeniu.
Znów się poruszył. Przeklęta baba! Pomyślał, zaciskając palce na trzymanym piórze. Jak ona śmiała tak zhańbić jego święte miejsce! Nie mógł tego zdzierżyć, przez co jego myśl były niespokojnie i brakowało im koncentracji.
— Niestety to wszystko.
— Tylko tyle?
Z zaskoczeniem spojrzał na otrzymane raporty. Dokładniej trzy, spisane przez jego najzagorzalszych sprzymierzeńców. Trzy z piętnastu, to jedyne dwadzieścia procent tego, co miał otrzymać.
— Tak — zapewnił, wychylając się i podając sporządzoną listę. — Ptaszek oznacza dostarczenie, znak zapytania, że dokumenty zostaną dostarczone w ciągu tygodnia. Byli przekonani, że z powodu braku spotkania, wszystko zostało przesunięte do następnego. Natomiast myślniki odnoszą się do tych, którzy odmówili.
— Jak to odmówili?
Ściągnął brwi, przelatując szybko po liście wypełnionej myślnikami. Trzy ptaszki, kilka znaków zapytania i cała masa odmowy.
— Powiedzieli, że raporty przyniosą dopiero na następne spotkanie.
— Dlaczego nie w przeciągu najbliższego tygodnia? — dopytywał, nie odrywając wzroku od kartki.
— Z powodu braku czasu wynikającego z natłoku pracy, licznych nadgodzin oraz celebracji kwitnienia. — Fugaku spojrzał na niego, a jego wzrok zdawał się krzyczeć: co to za bzdury! — Tak się tłumaczyli — wyjaśnił, kładąc na biurko wypchaną po brzegi opasłą teczkę. — Przy okazji, Kazuma prosił, aby ci to przekazać. Spotkałem go po drodze.
— Dlaczego sam nie przyszedł?
— Spieszył się z powrotem na posterunek.
— Rozumiem. Skontaktuje się z nim później — rzucił machinalnie, nadal zerkając na rzędy myślników. — Itachi a ty, co o tym sądzisz? — zapytał spokojnym głosem, podnosząc na niego wzrok.
— Uważam, że należałoby to odłożyć w czasie. Aktualne nastroje nie są zbyt przychylne, a niepotrzebny nacisk może tylko spowodować ogólną niechęć.
— Takie jest twoje zdanie?
— Tak ojcze.
Fugaku przyjrzał się determinacji wypisanej w jego oczach, które jeszcze chwilę temu podczas zdawania mu raportu były obojętnie puste.
— Rozumiem — oznajmił po chwili, odkładając nieszczęsną listę. — To chyba zamyka nasze spotkanie.
— Raczej tak.

***

Po zamknięciu drzwi za sobą oparł się o nie plecami, wzdychając z ulgą. Z przyjemnością opuścił gabinet ojca, kończąc te tortury. Zawsze ciężko znosił rozmowy dotyczące przygotowywania zamachu. Słuchanie o zamordowaniu Hokage, aby samemu przejąć władzę w wiosce, było istną męczarnią. Jednak dzisiaj wyjątkowo wszystko poszło gładko. Według niego trochę zbyt gładko.
Zmarszczył brwi, odrywając plecy od drzwi i postępując parę kroków do przodu. Czyżby jednak Fugaku zaczął rozumieć? Miał taką nadzieję. W końcu aktualna sytuacja powinna go skłonić do przemyśleń. Oj bardzo by chciał, zamienić słowo powinna na musi. No przecież coś musi, go zmusić do zmiany zdania, albo chociażby do wątpliwości. Nie może, całe życie upierać się przy jednej głupocie.
Wszedł do kuchni i z cichym westchnieniem męczennika, duszkiem wypił szklankę wody. Chwilę się jej przyglądał, rozmyślając nad kolejną rozmową. Wprawdzie nie powinna być tak trudna, jak dyskusja o planowanym zamachu, ale to tylko teoria, którą rzeczywistość może raz-dwa zmieść. Biorąc poprawkę na zaistniałą sytuację, troskę o wioskę, o ich relacje, o jego zdrowie te fizyczne oraz psychiczne, jego charakter, tak spotkanie z Sasuke nie jawi się, jako swobodna pogadanka. To nie Keiko, na którą wystarczy tylko mocniej nacisnąć, głośniej krzyknąć, aby przyznała się do zbrodni wykreślenia zmywania z rozpiski domowych obowiązków.
Odruchowo umył szklankę, nim ruszył na górę. Gdzie, jak się chwilę później okazało, nie zastał brata. Na pukanie nikt nie odpowiadał, więc zajrzał do środka, ale pokój był pusty. Dla pewności sprawdził również łazienkę, lecz to samo.
Lekko zmarszczył brwi. Nie spodziewał się, że Sasuke czuje się już na tyle dobrze, aby tak wędrować po domu. Niestety na dole również nigdzie go nie było, co wprowadziło go w konsternację. Czyżby udał się do Hokage? Nie. Przecież Mikoto wychodząc z Haniko oraz dziewczynkami coś by mu powiedziała. I miał rację, Sasuke nie opuścił terenu domu. O czym przekonał się, kiedy zrezygnowawszy z rozmowy z nim, wyszedł, a zmierzając w stronę furtki, usłyszał głośne kichnięcie.
— Cześć — rzucił łagodnie, przeskakując rząd rabatek.
— Hej — mruknął, przenosząc wzrok z nieba na niego. Właśnie znalazł sobie cichy kąt, a już ktoś mu przeszkadza.
— Jak tam u ciebie? — zagadał, opierając się o pień drzewa, dokładnie tego samego, pod którym w sobotę przesiadywał Sasuke.
— W porządku.
Itachi przyjrzał mu się. Faktycznie musiało być dobrze, skoro poruszał się już na tyle swobodnie, aby wybrać się na przechadzkę po ogrodzie, lecz cienie pod oczami i zmęczenie na twarzy, trochę temu przeczyły.
— Słyszałem, że już niedługo w pełni będziesz… — mógł się ruszać. W porę ugryzł się w język. Mówienie o tym w ten sposób to kiepski pomysł. — Podobno niedługo mają zniknąć wszelkie objawy — dokończył pośpiesznie.
— Owszem — potaknął, nie zaszczycając go wzrokiem. Spojrzenie wbijał w niebo, a dokładnie w nieokreślony punkt na nim, bo Itachi był przekonany, że gdyby zapytał o stopień zachmurzenia, to Sasuke by nie umiał odpowiedzieć, mimo iż wpatrywał się w czysty błękit.
— To będziesz mógł się przejść do Hokage — rzucił swobodnie, starając się udawać, że wcale mu na tym nie zależy i absolutnie pod żadnym pozorem nie naciska na niego.
— Aha — mruknął zmęczonym głosem, podnosząc się z krzesła.
Itachi zmarszczył brwi. Sasuke nie uniósł się, co zaniepokoiło go. Coś musiało być nie tak, lecz nim zdążył otworzyć usta, został wyprzedzony:
— Co u Keiko? — zapytał, postępując parę kroków do przodu. Nie kaleczył już tak mocno chodu, wyglądając niczym parodia pijaka. Wprawdzie to nadal nie była pełna swoboda, bo jednak spina mięśnie, poruszając się dość sztywno, ale szedł zdecydowanie i prosto. — Słyszałem, że skończyła się jej kara — ciągnął dalej, nie doczekawszy się reakcji brata.
— Tak i to parę dni temu.
— Fajnie. I to już koniec, czy coś jeszcze będzie miała? — dopytywał, gdyż Keiko nic mu na ten temat nie mówiła. Zasypując go jedynie smsami pełnymi wsparcia i otuchy, non stop zapewniając, że jest po jego stronie, cokolwiek nie zdecyduje. Miało to podnosić na duchy, ale ostatecznie rzucało się na sumienie. Ona mu bezgranicznie ufała, a on naraził wszystkich na takie niebezpieczeństwo.
— Wygląda na to, że nie. — Dopiero słowa Itachiego wyrwały go z pogrążania się w smętnych myślach. — Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
—Mhm — mruknął, lekko zwalniając, kiedy poczuł nieprzyjemne szczypanie w łydce.
I nastała cisza, dość niezręczna. Sasuke powoli, ale zdecydowanie kroczył przed siebie, zaś Itachi w niewielkim odstępie podążał za nim, zastanawiając się jak nakierować rozmowę na temat Hokage. Głupio to wyglądało, zwłaszcza kiedy ogród się skończył. Skakanie przez rabatki to jeszcze nie ten etap, więc zmuszony był zawrócić, stając twarzą w twarz z bratem. Skrzywił się, jego mina wyrażała więcej, niż chciał wiedzieć.
— Daruj sobie — burknął, doskonale rozumiejąc, o co chciał zapytać.
— Sasuke musisz z nią porozmawiać.
 — Już to zrobiłem — rzucił niechętnie, przystając przy poidełku dla ptaków, jakby widok wróbla go zaciekawił. Tak naprawdę to złapał go skurcz w nodze, co starał się zamaskować. Jednak nagłe i całkowite zesztywnienie prezentowała się naturalnie tylko w jego głowie.
— Cieszę się, że w końcu to zrobiłeś — oznajmił z nieukrywaną ulgą. — I co powiedziała? — dopytywał, kiedy Sasuke nie raczył pociągnąć tematu.
Wzruszył ramionami: — Niewiele.
— A co z karą? — drążył dalej, nie dając za wygraną.
— Na razie nic nie wiadomo. — Ruszył powoli do przodu, starając się nie kuleć na jeszcze lekko odrętwiałej nodze.
— Nic ci nie wyznaczyła? To do niej niepodobne.
— Tutaj ważniejsza jest decyzja Gaary.
— Kazekage?
— Tak. Ma przyjechać na przesłuchanie — wyjaśnił od niechcenia, jakby z bożej łaski dzieląc się tą informacją. — Tylko nic im o tym nie mów — upomniał, ostrym głosem. Nawet nie musiał wymieniać, o kogo chodzi, Itachi z łatwością się domyślił. W pierwszej kolejności milczenie trzeba było zachować przed Mikoto, bo biedaczka zawału by dostała. W drugiej kolejności szła Haniko, która i tak obwiniała siebie o stan Sasuke. No i jeszcze w rachubę wchodziła Keiko, która z pewnością przybiegłaby, czym prędzej, być może także rzuciłaby się z pretensjami do samej Tsunade. Kto wie? Ciężko było przewidzieć, co by wymyśliła.
— Nie ma sprawy, nic im nie powiem — zapewniał, dość przygnębionym tonem. Wiedział o powadze sytuacji, miał jej świadomość, ale gdzieś w głębi liczył na to, że przesadza oraz panikuje. I choć lubił słodki posmaczek tryumfu, kiedy okazywało się, że ma rację i wszystko się działo tak, jak przewidywał, tak teraz wolałby się pomylić. Nawet z przyjemnością przyjąłby docinki Sasuke o wyolbrzymianiu.

***

Znów w jego głowie kłębiły się pesymistyczne myśli, znów tworzył czarne scenariusze z tragicznym zakończeniem odwiedzin Kazekage. Naprawdę chciałby to wyłączyć, poprzestać na zwykłym zamartwianiu się, bez tego idiotycznego dramatyzowania. Wiele by dał, aby tak się stało, ale… to było niewykonalne. Analiza jest częścią jego osobowości, bez niej nie byłby sobą. To dzięki wrodzonej skłonności do szybkiego tworzenia różnych wariantów przyszłości na podstawie rozłożonej na czynniki pierwszej sytuacji, dostał się do ANBU w tak młodym wieku. Dar ten był niezwykle przydatny i równie niezwykle upierdliwy. W momencie, kiedy dotyczył misji, stawał się nieodzowny, ale był istną mordęgą, jeśli dotyczył spraw osobistych.
Bo co jeśli Kazekage zażąda wydania Sasuke? Zniknie na zawsze, zamknięty w lochach Suny? A może zostanie publicznie zabity na głównym placu? Nie znał Gaary na tyle, aby móc z dobrym prawdopodobieństwem wskazać przykładowe kary, przez co musiał brać pod uwagę każdą możliwość, co jeszcze bardziej dobijało. Mógł jedynie liczyć na Tsunade, która nie dopuściłaby do takiego obrotu sprawy i mieć nadzieję, że Kazekage nie ugnie się pod naciskiem rozszalałej opinii publicznej, której coś się ubzdurało.
Wprawdzie Sasuke dopuścił się licznych przestępstw, a także złamał porozumienie między wioskami, ale odnalezienie tajnej kryjówki Orochimaru, zdecydowanie działało na jego korzyść. W końcu uchronił mieszkańców Suna przed serią tajemniczych zniknięć, bo przecież nadszedłby moment, w którym tamten mężczyzna potrzebowałby materiału do eksperymentów i zaczął wykorzystywać w tym celu cywili. A tak Uchiha obalił kolejny pozostały bastion po wężowatym, dostarczając tym masę cennych materiałów tamtejszych medyków. To ewidentnie są okoliczności łagodzące. Do tego wystrychnięcie na dudków strażników, może w końcu otworzy oczy Kazekage na problemy przestarzałych metod ochrony.
Także w całym tym zamieszaniu można było odnaleźć pewne pozytywne aspekty, dzięki czemu istniała możliwość całkiem sensownej linii obrony, więc nie ma, co przesadnie dramatyzować. W takim wypadku żaden z mrocznych scenariuszy nie ma prawa bytu.
Odetchnął spokojnie, znajdując sposobność do odrzucenia niechcianej analizy i wyciszenia myśli. Teraz wystarczało na czymś się skupić, uniemożliwiając tym powrót do porzuconego tematu. I nagle zapalił się mała lampeczka. Zakupy. Może to nie wiele, ale przypomniał sobie, że parę produktów brakuje w tym kawy, bez której nie sposób rozpocząć dnia.

***

Wczesne popołudnie i zwykły dzień tygodnia spowodował, że po markecie kręciło się niewiele osób. Idealny moment na zakupy. Brak popychających cię przechodniów, lawirowania między wózkami, długich kolejek oraz barykadowania dostępu do półek.
Itachi właśnie studiował etykiety przypraw w poszukiwaniu tej jednej, kiedy usłyszał sapanie i stękanie po drugiej stronie regału.
— Jeszcze tylko trochę. Yyyy, no jeszcze troszkę. Guzik — warknęła głośno podirytowanym głosem. — Po jakiego grzyba stawiają to tak wysoko. To nie detergenty, które o dziwo są na najniższych półkach, aby dzieci mogły je sobie zjeść.
Wychylił się za rogu, sprawdzając, co się dzieje, bo głos wydawał mu się dziwnie znajomy. A dostrzegłszy dziewczynę mocującą się ze zdjęciem słoika z kawą z najwyższej półki, uśmiechnął się delikatnie. Komicznie wyglądała zaciętość, z jaką walczyła z regałem. Jej determinacja rosła z każdą chwilą i wiedział, że lada moment po prostu wdrapie się na półki, więc szybko ruszył z odsieczą.
— O, dziękuję — uradowała się, odwracając w stronę wybawcy. — O! Moje kochanie — zaćwierkała, rozpromieniając się jeszcze bardziej. — To już ten etap, że masz w głowie mrugającą czerwoną lampkę, która karze ci się zjawiać obok, jak tylko mam problemy?
— Nie, wszedłem zrobić zakupy i cię usłyszałem.
— Buu — zawołała rzewnie, wkładając słoik do wypchanego po brzegi koszyka sklepowego. — A już myślałam, że masz jakąś super moc.
— A to sharingan się już nie liczy?
— Hmm, no nie bardzo — mruknęła zamyślona, zerkając na przygotowaną listę zakupów. To była jedna z nielicznych nauk Itachiego, jaką udało się jej wpoić. Zawsze robiła zakupy na zasadzie przechodzenia przez cały sklep i chwytania tego, co wpadło w oko lub o czym sobie akurat przypomniała. Rezultat tego był taki, że wróciwszy do domu, miała stertę niepotrzebnych produktów i nie mniejszą tych, których zapomniała. Przez co mężczyzna zmuszony był wracać do sklepu, bo często dziwnym trafem bywały one niezbędne do obiadu. To mobilizowało go do zmuszania jej do robienia list.
— Keiko tyle razy prosiłem cię, byś nie dźwigała takich ciężarów — zganił ją, sięgając po koszyk, który okazał się cięższy niż wyglądał. — Czemu nie wzięłaś wózka?
— Nie mam drobnych — odparła, zapatrzona w kartkę, znikając za rogiem.
— A jak miałaś zamiar te ciężary sama donieść do domu?
— Tak jak zawsze.
Eh… tego jeszcze jej nie wpoił. Jednak powinien się cieszyć, że cokolwiek mu się udało.
— Twoi przyjaciele przychodzą? — zapytał, spoglądając na listę, którą mu wręczyła, bo właśnie poszła wybierać jabłka. Takie pozycje jak: napoje, ciastka, paluszki, ewidentnie wskazywały na imprezkę w gronie przyjaciół, na co się lekko skrzywił.
Kaoru z Isamu nie widział od ich feralnego wtargnięcia do domu, podczas misji Keiko. Nie wspominał tego dobrze. Z pierwszym się pobił, a drugi mu zrobił wykład o tym, że jest łatwą do zastąpienia zbyteczną osobą, która jeszcze na domiar złego sprowadza nieszczęście i niszczy wszystko wokół. Bez dwóch zdań chciałby uniknąć spotkania z nimi.
— Tak, wpada Yumi, Fumiko i Miyu. Ogólnie robimy takie babskie spotkanie — tłumaczyła, odważając owoce, które następnie wrzuciła Itachiemu do koszyka.
Nie chciał tego przyznać, ale odetchnął z ulgą, że to jednak nie oni.
— Ej Itaś — zaczęła niepewnie, zerkając to na kartkę to na niego — nie dołożyłbyś się trochę?
Ułożył usta w wąską kreskę. Mieszkają razem, są parą, więc to logiczne, że tak. Przecież już to tłumaczył, jednak dziewczyna jakby na złość ciągle o tym zapominała, niekiedy traktując go jak pomieszkującego z nią przyjaciela. Trochę to bywało dotkliwe, ale jednocześnie rozumiał, że jeszcze nie do końca ogarnia niuanse rodzinnej koegzystencji. W końcu od dzieciństwa mieszkała sama, a ciężko wyplenić wieloletnie przyzwyczajenia.
— Nie — odparł spokojnie, chcąc jej trochę podokuczać.
Spojrzała na niego lekko zaskoczona, markotniejąc po chwili.
— No to w takim razie… — urwała, przeczesując listę z wahaniem. Już z czegoś musiała zrezygnować, aby zamknąć się w budżecie.
Westchnął ciężko. Nawet nie przyszło jej do głowy, że kłamał.
— Keiko, a co ja ci tyle razy powtarzałem w takich momentach?
Zmarszczyła intensywnie brwi, ale zaraz lekko uniosła ramiona, patrząc na niego niepewnym wzrokiem. Nic jej do głowy nie przychodziło.
— Co zawsze odpowiadałem na twoje pytanie o dołożenie się? — drążył temat, starając się ją naprowadzić na odpowiedź, aby sama to załapała.
— Tak? — zapytała nieśmiało, licząc, że o to chodziło.
— Żebyś nie zadawała głupich pytań. — Dalej patrzyła na niego, jak cielę na malowane wrota, przez co stracił resztki nadziei. — Dołożę — mruknął, dokonując całkowitej kapitulacji. Oj wiele czasu i nerwów straci, zanim ją wreszcie uspołeczni, tego był pewien.
— Tak? — ucieszyła się, od razu uśmiechając. — Dzięki wielkie. Przez to, że ostatnie wszystkie prace były w formie kary to Josuke mi za nie, nie zapłaci, więc trochę marnie. Będę musiała wyłudzić jakąś porządną misję. W takim razie wezmę jeszcze mięsko na jutro, o i trochę papryki, a może jeszcze oliwki? — mówiła, krzątając się między półkami, kiedy Itachi posłusznie dreptał za nią z przyciężkim koszykiem.

***

Fugaku odłożył przeczytany raport i sięgnął po kolejny. Praca w domu miała swoje minusy. Nie mógł zawołać swojego asystenta, który zjawiłby się po chwili w drzwiach, zapewniając, że zaraz wyjaśni wszelkie niedociągnięcia. Wprawdzie mógł zadzwonić do biura, ale to już nie było to samo.
Ostatnio policja miała pełne ręce roboty i wiele osób zostawało po godzinach, aby ze wszystkim, jako tako się wyrobić. Przez co nawet jego asystent nie miał czasu się nim zajmować. Uziemienie dawało się we znaki.
Machnął zatwierdzającą parafkę, wychylając się po następny raport. Naprawdę ostatnio liczba przestępstw niespodziewanie wzrosła. A jak donosiła analiza przeczytana kilka godzin temu, najprawdopodobniej spowodowane to było trwającą od feralnego zamachu akcją ocieplania wizerunku funkcjonariuszy, przez którą ludzie chętniej je zgłaszali. Wprowadzenie projektu dążącego do pozytywnego odbioru policji w oczach obywateli było poniekąd własną inicjatywą, ale i też wymogiem Tsunade. Wówczas o Uchiha krążyło wiele nieprzychylnych plotek, niektórych wręcz absurdalnych, ale wszystkie należało w jak najszybszym czasie zdementować.
Najwyraźniej to zaczęło skutkować, bo dostawali więcej zgłoszeń, nawet tych błahszych, które do tej pory raczej nie pojawiały się. Wcześniej z braku zawiadomień Uchiha zmuszeni byli głównie zajmowali się żmudnymi śledztwami oraz przestępstwami, które dotykały mieszkańców, ale nie tak zupełnie bezpośrednio. Walka z korupcją czy mobbingiem jest równie ważna, jednak dla pospolitego zjadacza chleba mało zauważalna.
Media z chęcią nagłaśniają akcje chuligańskie, kradzieże na większą skalę czy włamywaczy, a jak dojdzie do jakiegoś morderstwa to już zupełnie, wszelka prasa o tym krzyczy. A jakiś czas temu ukazało się kilka artykułów, parę krótkich zdań przekazanych dziennikarzom radia i telewizji, w związku właśnie z zorganizowaną grupą złodziei oraz wcześniej odnośnie zabójstw. To zapewniło pozytywny rozgłos, który spowodował poprawę nastawienia ludzi do klanu i ogólnie ich pracy, jako policjantów.
Mieszkańcy Konohy już tak nie spoglądali bykiem na symbol klanu Uchiha, nie spławiali policjantów przeprowadzających rutynowe kontrole, chamsko nie odszczekiwali się na ich każde pytanie. Wprawdzie wiadomo, że nagle jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki wszystko, co złe nie zniknęło, ale przestało być stałym i nagminnie powtarzającym się elementem relacji mundurowych ze społeczeństwem.
A wszystko to odbijało się na nastrojach członków klanu. Byli bardziej chętni do zaangażowania się w pracę niż do planowania zamachu. Obalanie władzy, która zepchnęła ich na margines i cały czas tłamsi rozwój, nagle przestało mieć takie znaczenie. Mieszkańcy zaczęli doceniać pracę policji oraz rozumieć, że jest im potrzebna, co wywołało dumę wśród Uchiha. Do tego stopnia, że…
Fugaku kątem oka zerknął na kartkę pełną myślników przy nazwiskach. Dobrze znanych imionach stałych członków tajnych narad klanu, którzy teraz go zignorowali, niemalże jawnie się przeciwstawiając. Woleli zwykłą pracę pospolitego funkcjonariusza policji cieszącego się szacunkiem niż obalanie tyrady Hokage.
Itachi miał rację. Przy aktualnych tendencjach i nastrojach wśród Uchiha nie sposób popchnąć przygotowania do przodu. Nikt się do tego nie pali. Nikt tego nie chce…?
Mężczyzna miał poważny mętlik w głowie. Nic mu się nie układało tak, jak chciał. A mało tego, sam już nie był pewny, czego chce.  Przerażało go to. Zawsze był doskonale świadom swoich pragnień, ale teraz… wszystko gdzieś się zacierało, tworząc dość niewyraźną paćkę, trudną do rozszyfrowania.

***

— Widzę, że już wróciłaś do pełni sił — skomentowała Yumi, wychylając się po paluszki. — Ostatnio byłaś taka mizerna.
— A jaka wykończona, wycieńczona i bez motywacji. Josuke to całkowicie wypruwał ze mnie nie siódme, a już dziesiąte poty albo nawet i dwunaste — biadoliła rzewnym głosem.
— Słyszałam, że nieźle się pieklił — wtrąciła się Miyu, rzucając kością.
— Pieklił się to mało powiedziane, szału dostał — sprostowała Yumi, sięgając po kartę szansy. — No Fumi proszę mi tu wypłacić setkę. — Wyszczerzyła się do dziewczyny pełniącej funkcję bankiera. — Ale to jeszcze nic, żebyś ty widziała Kaoru i Isamu.
— Isamu też? — zdziwiła się.
— Tak, tak Miyu, nawet mój braciszek stracił kontrolę. A właśnie, Itachi coś wie na temat tej ich niepoczytalności? — zagadała, znacząco spoglądają na Keiko zaaferowaną liczeniem banknotów.
— Hę? — rzuciła zaskoczona, wyłaniając się za wachlarza pieniędzy. — Ale niby, czemu by miał coś wiedzieć?
— No jak to, czemu? Ty weź, trochę pomyśl — żachnęła się Yumi, odbierając od Hiagashiymy czynsz za stanięcie na jej polu. — Trochę ciężko mi uwierzyć, że nie napadli na niego.
— No, co wy. — Machnęła lekceważąco ręką, ale cała reszta potakiwała znacząco głowami. — Przesadzacie. Obiecywali jego akceptację, więc na pewno z niczym nie wyskoczyli — mówiła z przekonaniem i pełną wiarą we własne słowa, na co dziewczyny wywróciły oczami.
— Za bardzo w nich wierzysz, przez co wszystko im uchodzi na sucho. Ty pamiętaj, że mowa tu o twoim Kaoru, który nie zna słowa roztropność.
— Miyagami — oburzyła się, zwracając do koleżanki po nazwisku.
— Wybacz Keiko, ale taka prawda — poparła ją Yumi, z ulgą zerkając na planszę, gdzie ledwo, co uszła przed aresztowaniem.
— Zmieńmy temat — zażądała, niezbyt skora do dalszego ciągnięcia tej rozmowy. Zwłaszcza że ostatnio wszystko krążyło tylko wokół tego, co powoli zaczynało ją męczyć. I jakoś nie miała ochoty przeznaczać się do ochrzanu, jaki jej zrobili Kaoru z Isami. Tak nawet Isamu był wytrącony z równowagi. Przy czym trzeba zaznaczyć, że słowo ochrzan to delikatnie mówiąc kolokwialne określenie.
Na samą myśl wzdrygnęła się, omal nie rozchlapując piwa, nalanego po sam rant szklanki.
— Dobra to w ramach innego tematu, gdzie ten twój rzekomo ukochany?
— Chodzi ci o Itachiego? — Spojrzała na przyjaciółkę lekko zaskoczona. — Jest na górze, a co?
— Chciałabym go zobaczyć, więc mogłabyś go na chwilę zawołać.
Keiko zamyśliła się, faktycznie Miyu nie brała udziału w imprezce nad basem, więc z Itachim się nie spotkała.
— A niby, po co? Każdy Uchiha wygląda tak samo. Ciemne włosy, ciemne oczy, jasna karnacja i do tego kamienne oblicze. Można ich postawić w ogródku, jako strach na wróble. Ręczę, że każde biedne ptaszątko na ich widok ucieknie.
— Yumi — uniosła karcąco głos Fumiko, zupełnie jakby beształa swojego ucznia. Jednak Keiko nie przejęła się docinkami przyjaciółki. Bardziej pochłonęła ją wizja Fugaku spełniającego się w tej roli. Wielki i dostojny pan Uchiha roztaczający złowrogą aurę z jednym wróblem na szczycie głowy, który postanowił się go nie przestraszyć. Zaczęła pokładać się ze śmiechu.
— To jak? Skoczysz po swojego kochasia?
— No dobra, już idę — mruknęła, podnosząc się z kanapy.  Chichocząc jeszcze na schodach.

Tak jak zakładała, Itachiego zastała w pokoju czytającego książkę oraz, co również przewidywała, nie był skory do zejścia na dół, jednak w końcu dał się namówić.
— Itachi poznaj to jest moja przyjaciółka Miyu Miyagami, Miyu to mój chłopak Itachi Uchiha.
— Miło mi poznać — rzucił beznamiętnie, odruchowo wyciągając rękę.
— Mi również. — Uśmiechnęła się zalotnie. — No, no — zacmokała, dokładnie go lustrując takim wzrokiem, jakby rozbierała. — Ej, a nie zechciałbyś rzucić ją i zainteresować się mną? — zapytała flirciarskim głosem, kładąc mu dłonie na klatce piersiowej.
Itachi zdębiał. Dokładnie zdębiał, bo cały się spiął i zaniemówił, nie bardzo pewny, czy przypadkiem to nie jest jakaś iluzja.
— Ej hola — warknęła Keiko, odciągając mężczyznę od lepiącej się do niego przyjaciółki. — Co ty sobie wyobrażasz? Itaś jest mój i go nie oddam — ręczyła, przybierając buńczuczną minę, gotowa wdać się w bójkę.
Miyu zaśmiała się dźwięcznie, na co Fumiko z Yumi odetchnęły z ulgą. Bały się, że faktycznie mogłoby dojść do jakiś nieprzyjemnych incydentów. Miyagami słynęła ze swojej urokliwości, która dawała jej niejaką władzę nad mężczyznami. Wszyscy dość szybko jej ulegali, więc gdyby tylko zechciała, mogłaby uwieść każdego. A drobny flirt, aby odbić komuś faceta, nie stanowił dla niej problemu. W końcu po części w tym się specjalizowała na swoich misjach.
— Spokojnie, chciałam tylko zobaczyć ten twój słodki pyszczek — zapewniała, ciągnąc Keiko za policzki.
Higashiyama mocno zwęziła powieki, przyglądając się jej z wątpliwościami, dąsając się bardziej.
— Nie rujnuję związków swoich przyjaciół, więc się tak nie marszcz, bo ci jeszcze zostanie, a wówczas to jemu może się odwidzieć — zażartowała, wracając na swoje miejsce na fotelu.
Na te słowa oblicze Keiko od razu złagodniało. Natomiast Itachi dalej nie reagował, nadal nie do końca ogarniając, co się tutaj właściwie wydarzyło.
— Hehe. No to my wracamy do gry, a ty skarbie możesz sobie iść — oznajmiła, cmokając go w policzek i lekko popychając w stronę drzwi. — Przepraszam — szepnęła, kiedy wypchnęła go za nie.
— Taki zupełnie nie w twoim stylu — podsumowała Miyu, rzucając kością, na nowo wczuwając się w grę.
— Oj ty się lepiej już nie odzywaj — mruknęła Keiko, której nadal nie przeszedł foch.
— Ale dlaczego tak uważasz? — zainteresowała się Fumiko, wypłacając dziewczynie pieniądze za przejść przez linię startu. — Według mnie Itachi pasuje do niej.
— Czy ja wiem? — zamyśliła się na chwilę, upijając spory łyk piwa wymieszanego z sokiem. — Taki zupełnie niepodobny do Toru.
— Kogo? — Wtrąciła się Yumi, wystawiając pusty talerzyk w stronę Orinoke, aby jej dołożyła własnoręcznie upieczonego ciasta.
— Pierwsza i WIELKA miłość Keiko — zachichotała, uśmiechając się do wspomnień, w dziwny i przesadny sposób akcentując przymiotnik.
— A — mruknęła, jakoś niezbyt zainteresowana tematem, wkładając sobie do ust pokaźny kawałek biszkoptu z kremem.
— Nie przesadzaj — speszyła się Keiko, przesadnie skupiając się na swoim jakże szałowym pionku w kształcie kota.
— Nie przesadzam. Naprawdę Yumi, ciebie wówczas z nami jeszcze nie było, ale wierz mi, nie odstępowała biedaczka na krok. Wiecznie kręciła się gdzieś koło niego. A Fumiko pamiętasz tę akcję pod jemiołą? Haha, ja myślała, że tam ze śmiechu zejdę.
— To nie była żadna akcja — mówiła coraz bardziej zafrapowana słowami Miyu. — Po prostu tak się złożyło, że razem stanęliśmy pod jemiołą i tyle.
— Tak się złożyło? Hahaha, głupot to ty nie opowiadaj. To była cała przygotowana akcja, żeby tylko pocałował cię pod jemiołą, a chłopaki koniecznie to uwiecznili na zdjęciach. Cały i to totalnie calutki wieczór czatowałaś na niego. Przypadek tu nie miał z tym nic, a nic wspólnego.
— Ej no, co chcesz? — żachnęła się. — Nie umiem, jak ty powalić chłopaka na kolana samym spojrzeniem.
— Tak to prawda. — Potaknęła z uznaniem głową. — Ale ja nie mogę — zaśmiała się po raz kolejny. — Takie ceregiele uskuteczniałaś, żeby tylko cię zauważył.
— I niby, co w tym takiego śmiesznego? — burknęła zła, zabijając zakłopotanie piwem.
— Głównie to, że on i tak za tobą wodził wzrokiem — wyjaśniła, ocierając kąciki oczu, gdzie zaczęły się zbierać drobne łezki.
— Co?! — krzyknęła zaskoczona, omal nie wypluwając zawartość ust na siedzącą obok Fumiko.
— No weź, naprawdę Keiko nie widziałaś tego, że czuł do ciebie miętę?
— Jesteś tego pewna? — dopytywała Fumiko, niezbyt przekonana. — Jakoś zbytnio tego nie okazywał.
— Tak, było to widać. No dobra — dodała po chwili, napotykając powątpiewający wzrok przyjaciółek. — Niby, dlaczego koleś, który jest na piątym stopniu, kumplował się z dziewczyną na trzeci? Czemu spędzał z nią i jej znajomymi więcej czasu niż ze swoimi? Niby, dlaczego próbował połączyć oba poziomy? Niby, dlaczego z nią trenował, przychodząc na gorszą salę? Niby, dlaczego wszędzie się z tobą szwendał po godzinach?
— O w mordę — wymsknęło się Orinoke, kiedy połączyła fakty.
— A-ale jak to? — pytała Keiko całkowicie zdezorientowana. — Nigdy nie okazywał czegoś, co by wykraczało poza przyjaźń.
— Wiesz, że u nas nie można wchodzić w związki. On to rozumiał, więc trzymał cię na dystans, a jednocześnie blisko.
— Ale na związki pomiędzy Kindersami patrzyło się inaczej — broniła się.
Miyu pokręciła przecząco głową.
— On lepiej rozumiał, o co chodzi w tym zakazie. I sądzę, że ty powoli również do tego dochodzisz.
Keiko spochmurniała, miała rację. Coraz bardziej uświadamiała sobie znaczenie tego niepisanego prawa. Zanim zaczęła spotykać się z Itachi, wydawało jej się, że wie, o co chodzi, ale im dłużej trwała w związku tym horyzont poszerzał się i na jaw wychodziła prawda, inna od tej, którą machinalnie powtarzało się, jako wytłumaczenie tego zakazu.
— W każdym razie — zaczęła, przerywając lekko posępne milczenie — to już przeszłość. Toru zginął wiele lat temu.
— Pamiętam, cały miesiąc płakałaś, aby potem przybrać żałobę na bardzo długo.
— Miyu! — uniosła głos, ganiąc. Poruszane kwestie coraz bardziej przestawały być przyjemne i lepiej byłoby zakończyć ten temat.
— Spokojnie Fumiko. — Keiko uśmiechnęła się delikatnie, uspakajająco dotykając jej ręki, na znak, że wszystko jest w porządku. — To przeszłość i mogę o niej rozmawiać. Bo w gruncie rzeczy to dzięki Toru zeszłam się z Itachim — dodała, rozpromieniając się bardziej.
— Jak to? — zainteresowała się Yumi. Zresztą nie tylko ona, pozostałe dwie przyjaciółki także popatrzyły zaskoczone na Higashiyamę, jednoznacznie oczekując wyjaśnień.
— No, bo zamiast powiedzieć Toru, co czuję, wymyślałam wymówki. Non stop zasłaniając się konsekwencjami złamania zakazu. Po jego śmierci długo plułam sobie w brodę, że tego nie zrobiła. Byłam na siebie absolutnie totalnie wkurzona i wówczas obiecałam sobie, że następnym razem nie będę milczeć. Dzięki temu miałam odwagę, aby zbliżyć się do Itachiego i skraść buziaka — wytłumaczyła, na koniec zaczepnie wystawiając koniuszek języka.
Dziewczyny zaśmiały się lekko, powracając do gry w dużo lepszej atmosferze.
— Ale nadal mnie zastanawia, czemu Itachi — oznajmiła Miyu, przesuwając swój pionek. — Toru był zawsze pogodny, wesoły, uśmiechnięty, rozrywkowy, skory do wygłupów i zabaw. Do tego miał roztrzepane krótkie blond włosy oraz piękne oczy w kolorze młodej trawy. Świetnie się dogadywaliście, a Itachi… jakby to ładnie powiedzieć, jest giętki jak głaz i rozrywkowy niczym kolekcja znaczków pocztowych.
— Nie powinnaś go oceniać, skoro nie znasz — zarzuciła jej Fumiko, nawet nie podnosząc wzroku znad swoich kart, które studiowała pod kątem: postawić domek, czy nie.
— Dokładnie — potaknęła Keiko. — Itachi faktycznie nie ma nic wspólnego z Toru, ale to właśnie z nim jestem. I gdyby nagle jakimś cudem Toru wrócił do Konohy i wyznał mi miłość, to bym go odrzuciła. Mam mojego Itasia i nic tego nie zmieni.
— Słodko — skomentowała Yumi, przysłuchując się rozmowie i zajadając paluszkami.
— Jak to?
— No tak to Miyu. To Itachiego kocham i koniec kropka. Nic nie poradzę na to, że uwielbiam te jego czarne oczęta, skromne uśmiechy oraz te przyjemne łaskotanie w brzuszku, jak mnie przytula — mówiła rozanielona. — I nie ważne, czy będzie wzdychał cierpiętniczo, kiedy znów będę próbowała wymigać się od obowiązków domowych, czy mnie strofował lub znów mi matkował. Pod pewnym kątem to nawet urocze. Chcę, aby zawsze był blisko, bym mogła za nim chodzić.
Fumiko podniosła pytająco brew, zaś Miyu porządnie się skrzywiła z niezadowolenia.
— No, co — żachnęła się, lekko zawstydzona. — Itaś jest mega słodki jak myśli, że nikt go nie widzi i robi uroczą minką, jak układa moje porozrzucane ciuchy lub pilnuje, abym nie zmarzła.
— Oh — zawalała rozczulona Orinoke. — Jakie to piękne, wpadłaś po uszy i to totalnie. Może to ten jedyny?
Miyagami wystawiła ostentacyjnie język, obrazując odruchy wymiotne. Yumi nadal starała się być neutralna w tej sprawie, natomiast Keiko zamyśliła się dość mocno.
— Wiesz, co Fumiko, masz rację. Itaś to ten jedyny, nie chce nikogo innego. To z nim chcę być do końca.
Dziewczyna wręcz pisnęła, rzucając się przyjaciółce na szyję.
— Tak się strasznie cieszę! Oohh znalazłaś swoją prawdziwą miłość, to takie piękne.
— Ble — rzuciła Miyu, odbierając od Yumi czynsz za stanie na jej polu. — Związki to kule u nogi, a taki stały i trwały to już jak klatka. Powinnaś go rzucić i pójść się z nami bawić.
— To, że ty masz takie podejście, nie znaczy, że wszyscy muszą mieć. A Keiko bawić się może będąc w związku, to niczego nie ogranicza — uniosła się Fumiko, oburzona poglądami przyjaciółki.
— Ej, a może zmienimy temat? — zagadała Yumi, próbując wynaleźć coś neutralnego. — Oglądałyście wczoraj ten horror o siedemnastej na piątym kanale?
— Genialny był — oznajmiła Miyu, podchwytując nowy temat.
— Miałam nadgodziny — mruknęła smętnie Fumiko. — A o czym był?

***

I na tym poprzestał. Z bardzo przyjemnym ciepłem na sercu odsunął się od drzwi.
Tak dokładnie, Itachi podsłuchiwał całą rozmowę dziewczyn. Nie specjalnie, tak po prostu wyszło. Po tym, jak Keiko go wypchnęła na przedpokój, pozostał jeszcze chwilę oszołomiony całym zajściem, nie dowierzając w możliwości jej przyjaciół. Wprawdzie już po Kaoru powinien domyślić się, że oni są zdolni do wszystkiego, ale nadal niektóre ich zachowania go zaskakiwały.
W momencie, kiedy chciał ruszyć i wrócić na górę do przerwanej książki, usłyszał słowa Miyu: pierwsza i WIELKA miłość Keiko, które go zatrzymały. Sam nie do końca rozumiał, dlaczego, ale nie potrafił wykonać kroku. Nogi nie chciały go słuchać, a tym bardziej drgnąć, więc został zmuszony do pozostania w miejscu.
Z początku niezbyt podobał mu się wydźwięk rozmowy, wspominanie o jemiole i zabiegach Keiko. Niby to była dawna przeszłość, coś już nie aktualnego, to jednak czuł pewien dyskomfort, słuchając tego.
Później zrobiło się gorzej, jak Miyu zaczęła tłumaczyć, że ten koleś odwzajemniał uczucia Higashiyamy. Co prawda wzmianka o jego śmierci, była pewnego rodzaju osłodą, ale i tak gdzież pozostało te kłopotliwe odczucie niepokoju. Nie chciały, aby Keiko zaczęła go rozpamiętywać lub — co gorsza — porównywać z nim. Zwłaszcza że został już dość dobitnie podsumowany.
Następnie po ciele rozniosło się przyjemne ciepełko. Tak pięknie o nim mówiła, że miał ochotę tam wejść, zabrać ją i mocno, mocno przytulić. Potem spojrzeć głęboko w oczy, wyszeptać coś miłego, wywołując na jej ustach ten ukochany jedyny uśmiech, zarezerwowany wyłącznie dla niego, a na sam koniec namiętnie pocałować.
Keiko nigdy nie stroniła od wyrażania swoich uczuć względem niego. Często mówiła, kocham cię tak o, bez specjalnej okazji. Jednak przyznanie się przed przyjaciółkami, kiedy wiedziała, że Itachiego nie ma w pobliżu i tego nie usłyszy, dało mu niezbite potwierdzenie prawdziwości jej słów.
Do tej pory Itachi nie raz zastanawiał się, ile tak naprawdę znaczy dla Keiko. Dziewczyna wielokrotnie swoim zachowaniem zostawiała go z licznymi wątpliwościami i nieprzyjemną niepewnością. Nie potrafił ze zdecydowaniem potwierdzić jej uczuć ani im zaprzeczyć. Niektóre słowa, gesty, czy nawet czyny stawiały ich związek w nieciekawym świetle. Niby rozumiał, czym się kierowała, ale… gdzieś wewnątrz niego kołatał się sceptycyzm. Czy, aby na pewno o to wówczas chodziło? A teraz nie miał wątpliwości, żadnych. Oboje względem siebie czuli dokładnie to samo.
Uśmiechnął się delikatnie, powoli wchodząc na górę. Niewyobrażalny błogostan i przyjemne ciepełko zagościło w jego sercu. To wspaniale uczucie nie do opisania, kiedy dowiadujesz się, że ukochana osoba odwzajemnia w całości wszelkie twoje uczucia.

***

Omiotła wzorkiem bajzel w salonie i z wrażenia usiadła na kanapie. Zapał do sprzątania był tak wielki, że aż nie istniał. Porządki po imprezie bywały smutne. Zbieranie naczyń, resztek jedzenia i pustych opakowań, wiedząc, że to koniec, nie jest przyjemne, więc zawsze podchodziła do tego bez energii. Zupełnie inaczej sprawa miała się, kiedy przygotowywała się na przyjście przyjaciół. Z werwą i mnóstwem siły garnęła się nawet do znielubionych porządków.
Skrzywiła się, patrząc na pusty pokój. Dziewczyny wyszły niecałe pięć minut temu, a ona już czuła się samotnie. Z ogromną niechęcią poniosła się, zbierając talerze i sztućce. W momencie, kiedy miała już wychodzić, coś przykuło jej uwagę pod nogą fotela. Schyliła się, podnosząc niewielki plastikowy domem z gry. Odruchowo zaniosła go na przedpokój, kładąc na szafkę na buty, aby nie zapomnieć oddać Fumiko. Nie chciała znów oberwać za to, że po raz kolejny czegoś nie oddała/zgubiła/zniszczyła; jak ten pożyczony sweterek, który ubrudziła sosem do spaghetti. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie awantury Orinoke. I dla pewności przesunęła domek na podstawkę pod świecę, gdzie trzymała drobne, wyjęte z kieszeń.
Chwilkę przyglądała się zawartości blatu z nieprzyjemnym wrażeniem, że coś tutaj nie gra, lecz zaraz przypomniała sobie o braku figurki, pobitej podczas jej misji. Nie miała urazu do Itachiego, mimo iż kiedyś była ona na tyle cenna, aby zajmować miejsce wśród fotografii na komodzie w sypialni. I to tylko dlatego, że dostała ją od Toru, z jakieś tam okazji, a może nawet i bez, już nie pamiętała. Wtenczas niepozorna figurka była niczym skarb, ale z czasem na nowo stała się bibelotem. Zwykłą durnostojką kurzącą się na szafce, którą trzyma się bardziej z przyzwyczajenia niż sentymentu. I tak na nią patrzyła, zwracała uwagę na jej brak, jedynie w kontekście coś tu kiedyś stało, a nie pamięci o Toru.
Tamte czasy były po prostu kolejnym wspomnieniem ani dobrym, ani złym, po prostu wspomnieniem. Keiko rzadko wracała do tego, co było, rzadko też patrzyła na to, co będzie, dla niej liczyło się to tutaj, teraz. Uważała, że nie ma sensu rozpaczać nad przeszłością, ani też dramatyzować nad przyszłością. Jedno jest bytem minionym i co by się nie zrobiło, nigdy nie powróci, a drugie jest jedną wielką niewiadomą, która cały czas się przekształca.
— Ej skarbie — zawołała, odwracając się do Itachiego, kiedy usłyszała jego kroki na schodach — mógłbyś mi przypomnieć, aby to oddała Fumiko?
Mężczyzna spojrzał na dłoń dziewczyny i palec wskazujący wystawiony w kierunku plastikowej zabawki.
— Nie ma sprawy — potaknął, wchodząc do kuchni.
Higashiyama uśmiechnęła się, wracając do salonu. Sekretarka — kolejna ukryta funkcja Itachiego. Zawsze, kiedy chciała o czymś nie zapomnieć, to informowała o tym właśnie jego. A on skrupulatnie dopilnowywał, aby zrobiła, co miała zrobić.
— Co się tak cieszysz? — zagadał do niej, kiedy weszła do kuchni z naręczem brudnych naczyń.
— Bo mam słodkiego Itasia — wyjaśniła radośnie, wciskając do zlewu talerzyki. Po czym szybko czmychnęła, aby nie zdążył odezwać się, zaznaczając, że zgodnie z rozpiską to jej pora na mycie naczyń.
— A tak w ogóle — ciągnęła, wracając tym razem ze szklankami — to przepraszam za teksty Miyu, ona… No ona już po prostu taka jest. Ma specyficzne poczucie humoru, a to był tylko żart. Nie myśl o niej źle.
— Mhm — mruknął, na potwierdzenie, że słucha, niezbyt usatysfakcjonowany lichym wyjaśnieniem.
— Na pewno wszystko okej? — dopytywała, przytulając się do jego pleców. — Bo to naprawdę był tylko jej żarcik.
— Już to mówiłaś — przypomniał dość beznamiętnym głosem, zajęty zmywaniem.
— No wiem, ale chcę mieć pewność, że nie gniewasz się. To jak? — nalegała, lekko ciągnąc go za kosmyki włosów.
— Nie gniewam się — zapewnił, odwracając się do niej przodem. — Ale mogłabyś... — zaczął, wystawiając w jej kierunku gąbeczkę do naczyń, na co dziewczyna odsunęła się błyskawicznie.
— Przynieść resztę? — dokończyła za niego, ignorując myjkę. — Jasne, nie ma sprawy.
I pognała do salonu, uciekając czym prędzej. Itachi parsknął śmiechem rozbawiony jej zachowaniem. Wiedział, że tak będzie. Czasami złościł się na nią za unikanie sprzątania, ale bywały chwile, kiedy go to wręcz nawet rozczulało.
— Przy okazji pożyczyłam genialną komedię, obejrzymy? — zaczęła swobodnie, jak gdyby nigdy nic, wchodząc z talerzem ciasteczek.
— Czemu nie.
— No to ekstra. Ej, a w sumie to może chcesz coś do filmu? — zagadała, powstrzymując się przed schowaniem słodyczy do puszki. — Zostały nam właśnie ciasteczka, trochę soku i ciasta Fumiko. Paluszki i czekolada wyszły.
— Nie trzeba.
— No to zrobię herbatę — zadeklarowała, porzucając zaczętą robotę. — A słyszałeś, że teraz jest problem z misjami w Kraju Błyskawicy? Podobno trwają jakieś prace remontowe na tym moście przed Kumo. Tym, co spaja oba końce, eee nie wiem, co to było kotlina, wąwóz, przepaść? Mniejsza o to, ale wiesz, o jaki most idzie. No i tam teraz wiecznie robotnicy siedzą, przez co nie ma się jak przekraść i cichociemność szlag trafia. Trzeba leźć na około, a to sporo wydłuża drogę. W ogóle Kraj Błyskawicy jest ciężki, same góry — nawijała, krzątając się tam i z powrotem. Niezbyt zważając na rozmówcę, a nawet to czy słucha. Po prostu mówiła, nie przejmując się takimi detalami.

***

— I koniec — zakomunikował, chwytając za pilota.
— Co to za komedia, w której główny bohater kończy w więzieniu? — oburzyła się Keiko, krzywiąc się z niezadowolenia.
— Pouczająca, że przy żartach i dowcipach trzeba uważać, bo można przekroczyć pewną granicę. — Spojrzała na niego wymownie. — Owszem nawet komedie mogą mieć pewien morał.
— Psujesz całą zabawę — burknęła, przeciągając się.
— Po tym jego ostatnim dowcipie nie było innego rozwiązania, przesadził.
— Niby racja, ale to nie zmienia faktu, że to jednak dziwne zakończenie, jak na komedię — upierała się przy swoim, obserwując, jak Itachi wyjmuje płytę z odtwarzacza.
—  Na pewno niestandardowe.
— No cóż, Yumi ostrzegała, że zakończenie denne, ale pomijając je to genialna komedia.
— Nie najgorsza, miejscami bywało śmiesznie, tylko humor trochę nastoletni.
— Marudzisz, bo nie było tutaj dramatu psychologicznego — zarzuciła mu.
— To nie tak, że lubię oglądać tylko dramaty — bronił się, przed dość niesprawiedliwym osądem. —  Nie pogardzę też innymi gatunkami.
— Żeby były tylko filozoficzno-psychologiczne — dodała, nadal upierając się przy swoim argumencie.
— Przesadzasz — podsumował, ukrócając tym dyskusję. — To, co teraz? — zagadał, siadając z powrotem obok dziewczyny.
— Nie mam pomysłu — wyjaśniła, wtulając się, na co odruchowo zareagował, przygarniając ją bliżej. — Może ty masz jakąś propozycję?
— Niestety nie.
— Mhm — mruknęła, zamyślonym głosem.
— W porządku? — zainteresował się, delikatnie smyrając ją po ramieniu. To trochę niepodobne do Keiko, żeby po seansie nie nawijała o nim. Zdecydowanie za szybko urwała temat, nawet nie wspominając fajniejszych scen, co zawsze miało miejsce.
— Wtenczas z Miyu... — zaczęła cicho, odsuwając się, aby móc mu spojrzeć w oczy. Te piękne hipnotyzujące czarne oczęta, określane przez wiele ludzi, jako puste i zimne. Dla Keiko były pełne spokoju oraz tajemniczości niczym bezgwiezdne nocne niebo. Nieodgadnione, niezbadane, nieznane, ale jednocześnie porywające.
Znów dała się oczarować oczom, w których się zakochała. Na moment zapominając o otaczającym świecie.
— Nie oddam — zakomunikowała zdeterminowanym głosem, rzucając się mu na szyję. — Na serio nie oddam. Jesteś mój Itaś i koniec kropka, więc nawet nie waż się spojrzeć na kogoś innego. Póki nie umrę jesteś mój Itaś!
Uśmiechnął się rozczulony, uspokajająco głaszcząc ją po plecach.
— Spokojnie Keiko, tym nie musisz się przejmować, ponieważ to z tobą chcę być do końca — szepnął, muskając wargami skroń. — Z tobą do końca — powtórzył jeszcze ciszej.
— Naprawdę? — Poderwała się, patrząc na niego z oczami pełnymi nadziei.
— Tak naprawdę.
— Ale wówczas w ogóle nie zareagowałeś — rzuciła z pretensją.
— Chyba miałem prawo być oszołomiony po tym, jak dopiero, co poznana przyjaciółka dziewczyny proponuje, abym związał się z nią — tłumaczył się. — Gdybyś nie wyrzuciłaś mnie niemal od razu za drzwi, to bym zdążył odpowiedzieć.
— To nie było do razu — żachnęła się, krzyżując ręce pod biustem. — Mogłeś zareagować. Ja jakoś zdążyłam.
— Nie reaguję tak szybko, jak ty — bronił się, raczej dość nie udolnie, sądząc po minie Keiko.
— Nie prawda — oburzyła się. — Ostatnio błyskawicznie pochwyciłeś spadający kubek, jak go potrąciłam. I nie wmówisz mi, że wielki pan Itachi Uchiha, geniusz ANBU, który został kapitanem w wieku nastu lat, nie potrafi szybko reagować na zaistniałą sytuację.
— Kochanie misje to, co innego, przecież to rozumiesz.
— Czyli miałeś zamiar jej odmówić? — Pokiwał głową. — I wyjaśnić, że masz najwspanialszą dziewczynę, którą nie zostawisz?
— Oczywiście, że tak — zapewniał gorliwie. — A zdradzić ci mały sekret? — Od razu zaintrygowała się, przysuwając bliżej i nastawiając ucha. — Kocham cię — wyszeptał spokojnie.
Po raz kolejny poderwała głowę zaskoczona jego słowami. Itachi wychodził z założenia, że tak ważnych słów nie powinno się nadużywać, bo wówczas stracą one na znaczeniu, stając się bardziej błahe. Stąd też Keiko nie często je słyszała. Przez co chwila, kiedy wypowiadał je, od razu stawała się unikalna i magiczna.
— Też cię kocham Itachi. — Wychyliła się, całując czule. Przelewając w tę jedną czynność wszystkie swoje uczucia. — Więc mogę liczyć na status twojej dziewczyny już na zawsze?
— Nie bardzo. Daj dokończyć — dodał pośpiesznie, widząc jak ściąga brwi i otwiera usta. — Chodzi o to, że chciałbym, abyś została kimś więcej niż tylko dziewczyną.
— A co oświadczasz się? — rzuciła żartobliwie, przekomarzając się.
— Poniekąd — odparł, również wczuwając się w atmosferę. — A co, nie chciałabyś kiedyś zostać moją żoną? — Wyciągnął rękę, przejeżdżając w subtelnej pieszczocie po policzku. — Keiko Uchiha, nawet pasuje, więc… to jak zgodziłabyś się wyjść za mnie?
Początkowe oszołomienie bardzo szybko zniknęło, przeradzając się w euforię.
— TAK! — pisnęła, rzucając się mu na szyję. — Kocham mojego Itasia!
— Wiem — mruknął, przysuwając ją bliżej, po raz kolejny łącząc wargi w czułym pełnym miłości pocałunku.

2 komentarze:

  1. W zasadzie po przeczytaniu tego rozdziały nasunęły mi się na myśl słowa: "czysta abstrakcja". Oczywiście już tłumaczę skąd taki wniosek, abyś opacznie tego nie odebrała. Otóż od dłuższego czasu karmicie nas ciężkimi tematami, problemami większej wagi, sytuacjami, gdy nic nie idzie do końca tak jak powinno, gdzie emocje po przeczytaniu rozdziału aż rzucają człowiekiem po ścianach i albo ma się ochotę kogoś wyściskać, albo potraktować patelnią w głowę, by zmądrzał (tych drugich jest więcej). No i bez żadnego ostrzeżenia pojawia się rozdział, w którym dzieje się tak dużo miłych rzeczy. Począwszy od Sasuke, który przestał warczeć na brata i odezwał się do niego sensownie, kończąc na takich a'la zaręczynach.
    Matko, nawet nie wiesz jak kibicowałam, aby okazało się, że Itachi stoi pod drzwiami, jak Keiko mówiła o ich związku tak dużo dobrego. Kilka razy to czytałam, chcąc nachapać się jak najwięcej, bo kto wie kiedy znowu pojawi się taki maraśny temat. Aby żałuję, że Keiko nie posłuchała przyjaciółek i nie postanowiła dowiedzieć się więcej na temat tego jak zachowują się jej przyjaciele względem Itachiego. No ale skoro temat został ruszony, to może i to wyjdzie na jaw. W każdym razie tym rozdziałem wynagrodziłaś brunetowi wszystko co znosił w imię swojej miłości do Keiko. Zyskał pewność, że było warto i jestem pewna, że mimo swojej inteligencji, to i w prawdziwy ogień by po nią skoczył. Kiedy w tak ważnej kwestii się układa, to i inne znosi się dużo łatwiej. Dlatego wieżę, że Uchiha podbudował się psychicznie i ze wszystkim teraz podoła.
    Ja się tu tak cieszę, a Wy pewnie jakąś petardę szykujecie. No bo w końcu jeszcze nie pojawił się kompromis między Itachim a Kauro i Isamu (mam nadzieję, że dobrze napisałam te imiona. W kwestii imion nie mam pamięci, a nie chce mi się teraz szukać ich w tekście).
    w ogóle to trochę dziwi mnie tak szybka i pewna odpowiedź dziewczyny. Kiedy Mikoto mówiła jej, że dobrze wygląda w ubraniu z emblematem klanu Uchiha i że kiedyś będzie chodzić w takich ciuchach, ona pewnie odpowiedziała, że tak się nie stanie. Zakładała wtedy, że nie będzie żyła zbyt długo. No ale to Keiko. Ona jest nieprzewidywalna i cieszę się, że nie popsuła tej miłej chwili takimi przemyśleniami.
    Najgorszy tekst mężczyzny, kiedy kobieta mówi mu, że go kocha?
    odp: "wiem" :))
    No cóż, akurat Itasiowi można wybaczyć wszystko :))
    Powodzenia w pisaniu i znajdowaniu inspiracji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W twoich słowach jest sporo racji. Ostatnio był ciężki klimat w rozdziałach i powstała potrzeba na nutkę słodkości :) A kto może być bardziej słodki od Itachiego i Keiko xD Tak, tak wiem zaraz Erroaya wyskoczy z Sasuke.

      I owszem Itachiemu potrzebne było zapewnienie ze strony Keiko, że ten związek nie jest dla niej czymś przelotnym. Długo się chłopina musiał na to wyczekać, ale cierpliwość popłaca. A przy okazji teraz pójdzie mu lepiej na innych płaszczyznach, bo jak sama zauważyłaś zyskał równowagę psychiczną. Bez ciągłej niepewności świadomej mniej lub bardziej, może odetchnąć w pełni skupiając się na innych zagadnieniach.
      Czy petardę szykujemy to ciężko powiedzieć. Na pewno z pewnych powodów zrobi się nieciekawie, ale czy to już petarda to chyba nie nam oceniać. Kwestia relacji między Kaoru i Isamu a Itachim jest nadal otwarta i niewyjaśniona, chociaż cała trójka dostaje coraz więcej powodów, aby zacząć się ze sobą dogadywać. Czy do tego dojdzie? Zobaczymy.
      Kwestia odpowiedzi Keiko nie jest niczym dziwny. Wówczas podczas pytania Mikoto kierowała się rozsądnym myśleniem i oczywistością. Kindersi umierają dość młodo, taki mają tryb życia, a ona o tym doskonale wie. Nie chciała robić niepotrzebnych nadziej. Powiedziała to co powinna, co było od niej wymagane jako Kindersa. Teraz przy Itachim, no cóż, nie sposób odmówić ukochanemu mężczyźnie, który tak słodko mówi i jest tak blisko. Kierowała się tutaj uczuciami odrzucając na dalszy plan wszelkie racje umysłu. Bo jednak ma ukochanego i ciężko nie snuć marzeń o wspólnej przyszłości, okrągłej rocznicy, czy nawet hałaśliwym berbeciu. Sety czy nie to przychodzi automatycznie, takie mamy instynkty.
      No i nie mogłam sobie darować tego tekstu "wiem" xD Itachi nie należy do osób rzucających słowami "kocham cię" co piętnaście minut. Raz powiedział i uznał, że na tą chwilę wystarczy :) I tak jemu to wszystko uchodzi na sucho <3
      Pozdrawiam

      Usuń