22 października 2016

02. To kiedy zaczniesz sprzątać?

Skrzywiła się, słysząc szum wody. Eh, te uroki posiadania współlokatorów. Ziewnęła, mocno się przeciągając i nie zważając na panującą za oknem jasność, jednoznacznie wskazującą na późną godzinę, przewróciła się na drugi bok, szczelniej nakrywając kołdrą.
Bo czemu by nie, skoro miała wolne, to można było trochę poleniuchować. Wprawdzie nic innego nie robiła od powrotu do Konohy dobry tydzień temu, ale kto by się tym przejmował. W końcu coś się jej od życia należy za te pół roku w wilgotnej zatęchłej jaskini, nie?
I ta krótka myśl zdążyła przywołać wspomnienie szczęścia, jakie ją ogarnęło, kiedy zobaczyła wioskę przykrytą białym puchem, wielki symbol Kindersów nad drzwiami ich siedziby, radosne twarze przyjaciół, srogie spojrzenie medyka krytykującego obciążanie organizmu i czarne jak smoła wytęsknione oczy Itachiego.
Aż się uśmiechnęła, przypominając sobie jego zniecierpliwienie. Dokładnie w dniu upłynięcia pięciu miesięcy i trzech tygodni przyszedł do organizacji, zapytać się o powrót Keiko. A ona dowiedziawszy się o tym... cudem zatrzymali ją przed wybiegnięciem do niego. Niestety Nerin był nieubłagany, dwa dni rekonwalescencji to dwa dni. I to można było nawet przeżyć, w przeciwieństwie do późniejszej harówki. Wszyscy się od niej odsunęli, pozostawiając ją z najgorszą pracą na świecie, sprzątaniem. Nie udało jej się nikogo z przyjaciół namówić do pomocy, więc zamiast porządnego ogarnięcia domu po półrocznej nieobecności, omiotła byle jak jedynie podstawowe pokoje. W końcu spotkanie z Itachi było ważniejsze od zbytecznych obowiązków. Aż zachichotała, wracając myślami do tamtej chwili, kiedy zobaczyła go stojącego na zaśnieżonej wycieraczce z wielkim bukietem i bombonierką w kształcie serca.
Ponowne spotkanie po tak długiej rozłące uświadomiło ją, jak bardzo tęskniła. Do tej pory tłumione uczucia w imię wyższych celów, jak powodzenie misji, wreszcie mogły dojść do głosu, wybuchając ze dwojoną siłą. Do tego stopnia, że nie mogła uwierzyć w to, jak mocno jej brakowało jego głosu, uśmiechu, czerni oczu, słodkich ust oraz czułego dotyku. Zaowocowało to spędzeniem w swoich ramionach calutkich dwóch dni, podczas których nieodstępowani siebie na, chociażby krok. I ciągnęłoby się to dalej, gdyby nie Hokage zapowiadająca powrót Sasuke. Itachi, choć niechętnie, musiał przygotować się na to, więc Keiko korzystając z okazji, postanowiła ogarnąć salon i zrobić przyjęcie dla przyjaciół. Uchiha, choć zaproszony darował sobie tę wątpliwą przyjemność. Uznając, że taką atrakcję przeżyć raz, to o raz za dużo.
Wspomnienie imprezy wywoływało uśmiech i śmiech, lecz gdy tylko pomyślała o tym, co było później, radość szybko ulatywała. I nie dotyczyło to jedynie niechcianego kolejnego sprzątania, ale i też wieczornego pojawienia się Sasuke. Dalej nie mogła przyjąć do wiadomości faktu, że został przez wszystkich wystawiony, no, bo jak to? Nie rozumiała tego.
À propos Sasuke. Przewróciła się na plecy, zerkając na drzwi. Ignorowanie hałasu, jaki tworzył, krzątając się po mieszkaniu było coraz cięższe. Nieprzyzwyczajona do mieszkania z kimś, od razu wyłapywała każdy możliwy szmer. Skrzywiła się, słysząc, jak trzaska drzwiczkami od kuchennych szafek. Wstała, wydając z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, będący dowodem na zirytowanie. Po czym przeciągając się, opuściła pokój.
— Hejaaaa — przywitała się, głośno ziewając.
— Cześć — odpowiedział machinalnie, nawet nie zaszczycając wzrokiem, zbytnio skupiony na przeglądaniu szafki. — Nic więcej nie masz? — zapytał z pretensją, odwracając się do przysypiającej na krześle dziewczyny.
— Jeszcze nie zdążyłam zrobić porządnych zakupów, ale powinna mieć trochę paluszków. — Wskazała palcem odpowiednie drzwiczki, nie zważając na zdegustowaną minę Sasuke.
— To nie jest śniadanie — odparł twardo, krzyżując ręce.
— O rany, aleś marudny. Dobra, dobra. — Pod naporem nieprzychylnego spojrzenia, nie chętnie podniosła się, aby przejrzeć pozostawione kartony po pizzach z imprezy. — Może został jakiś kawałek.
— W ogóle ty sprzątasz czasami? — oburzył się, obserwując, jak odrzuca pusty karton na stertę podobnych piętrzących się w rogu kuchni, wraz z puszkami i butelkami po alkoholu.
— Nie — odparła radośnie. — Od tego mam ciebie. — Uśmiechnęła się, ukazując biel zębów, na co Sasuke przyjął jeszcze bardziej skwaszoną minę. Dwa tygodnie, chyba pora zacząć negocjacje o dodatkowy tydzień, pomyślał, mając nieprzyjemną wizję syzyfowej pracy.
— Śmieci mogłabyś wynieść.
— Tak jest, żono moja. — Koślawo zasalutowała, tupiąc bosą stopą o zimna kafelki, po czym się roześmiała. — Oj nie kwaś się tak. Mam coś dla ciebie.
Absolutnie nic sobie nie robiąc z mrożącego krew w żyłach spojrzenia Uchihy, które zdecydowanie większość ludzi przyprawiało o dreszcze, podreptała do lodówki.
— Fumiko przyniosła trochę zapiekanki z makaronem — oznajmiła dumnie, wyjmując pudełko. — To albo zostało trochę pieczywa.
— A bądź tak bystra i powiedz, z czym ma tę kanapkę zjeść?
Spojrzał na nią wymownie, uśmiechając się cynicznie. Lekko zmieszana zerknęła na prawie puste półki lodówki.
— Najnowszy hit, bułka z chlebem. No dobra, dobra, nie patrz tak na mnie. Pójdę na te zakup, ale nie teraz.
Westchnął zrezygnowany, siadając na krześle. Itachi na serio z nią wytrzymuje? Masując narażone na niepotrzebny stres skronie, obserwował dziewczynę. Chwilę stała, marszczący intensywnie brwi i drapiąc się stopą po nodze. Następnie dziarsko pochwyciła patelnię, odkręcając kran. Więcej uwagi nie zwracał na nucącą Keiko, która tanecznym krokiem przemierzała całą długość blatów szafek, tam i z powrotem. Nim zdążył na dobre pożegnać śniadanie, wylądował przed nim talerz.
— Co to? — zapytał, nieufnie przyglądając się „potrawie”.
— Coś do zjedzenia. Dobre jest.
Ostrożnie dźgnął przygotowaną „kanapkę”, która okazała się zwykła bułka przecięta w poprzek wypchana jajeczną breją. Nie miał wyboru. Wolał pozostawić zjadliwe danie jej przyjaciółki na obiad. Jednak po pierwszych kęsach musiał przyznać, że Keiko umiała wyczarować coś z pustej lodówki. Szału nie było, jednak głód potrafiło zaspokoić.
— Nauczyłabyś się gotować.
— Nieznośny jesteś Uchiha.
— I vice versa.
— Ja nieznośna? A kto tobie śniadanka robi.
— Ciężko to nazwać śniadaniem.
— Phi. Arystokrata się znalazł. Umiem gotować.
— Udowodnij to.
— A żebyś wiedział, że tak.
Chwilę później, po tej jakże przyjemnej wymianie zdań obok talerza wylądował kubek parujące kawy. W sumie to było to, czego aktualnie potrzebował. Od tak dawna nie miał okazji cieszyć się jej gorzkim smakiem, siedząc w kuchni i obserwując pogodę za oknem. Przez ostatnie miesiące jedyne, co widywał to krew, trupy oraz zatęchłe podziemia Orochimaru. Nie wspominając o szałowych posiłkach składających się z garści kapsułek żywnościowych. Przy tym nawet kunszt Keiko wypadał lepiej, chociaż nie zamierzał jej tego ogłaszać.
Odchylił się na oparcie krzesła, delektując się aromatem kawy, patrząc, jak pojedyncze płatki śniegu wirują na wietrze. Niestety przyjemność natychmiast uleciała, kiedy na linii jego wzroku wpakowała się dziewczyna. A już przez króciutki moment raczył zapomnieć o jej istnieniu, kiedy zajęła się zbieraniem brudnych naczyń.
— Masz plany na resztę dnia? — zagadała, wskakując na krzesło, które cicho zaprotestowało. Powierciła się przez chwilę, doprowadzając do głośniejszych trzasków drewna, by w końcu usadowić się po turecku.
— Muszę napisać raport dla Hokage — odparł beznamiętnie, przechylając głowę, aby kasztanowa burza włosów nie zasłaniała mu widoku.
— No ta.
Nastała cisza. Mężczyzna, wyczuwszy na sobie wzrok, uniósł brew. To raczej nie codzienne zjawisko, żeby Keiko wpatrywała się w niego z najwyższą uwagą, świdrując każdy centymetr twarzy.
— Jak się czujesz? — wypaliła nagle, zbijając go z tropu.
— W porządku.
— Potrzeba ci czegoś?
— Chwili spokoju.
— Mhm.
Znów umilkła bawiąc się pustym kubkiem. Sasuke zaczął się zastanawiać, czy faktycznie zaczęła się o niego martwić, czy pytała kurtuazyjnie. Jednak nim zdążył namyśleć się, dziewczyna zeskoczyła z krzesła.
— To kiedy zaczniesz sprzątać?
Przez krótką chwilę wydawało mu się, że pójdzie to innym torem, ale z drugiej strony, czego on oczekiwał, poważnej rozmowy.
— Kiedy wyniesiesz śmieci — odparł, odnosząc kubek do zlewu. — I pozmywasz po sobie — dorzucił, opuszczając pomieszczenie.
— A takie — burknęła za nim, wystawiając mu język, czego już nie mógł zauważyć.

***

Sasuke faktycznie planował spędzić cały dzień na pisaniu raportu. Ślęczał nad tym, odkąd wyszedł z kuchni, zawalając ławę toną dokumentów, a świat papierologii pochłoną go tak bardzo, że nawet nie zauważył, kiedy nastało popołudnie.
— W kuchni będzie ci wygodniej — zauważyła, stawiając kubek z herbatą na jednej wolnej przestrzeni obejmującej rant blatu.
— Mhm — mruknął, nie przestając pisać. Najprawdopodobniej w ogóle nie rejestrując słów dziewczyny.
— Wychodzę do sklepu, to dla ciebie.
Spojrzał zaskoczony na rzucony przedmiot udekorowany czarnym metalowym kotem, po czym przeniósł wzrok na, jak zawsze uśmiechniętą Keiko.
— To klucze. Znalazłam zapasowe, ba nawet specjalnie szukałam uniwersalnego breloczka, abyś nie krzywił się na widok włochatej różowej kulki — zaśmiała się łagodnie. — W końcu masz tu trochę mieszkać, a psem nie jesteś, żebym cię zamykała w domu. W razie ochoty na spacerki będziesz mógł wychodzić, kiedy zechcesz.
Tego się nie spodziewał. Naprawdę przyjęła go z otwartymi ramionami i to jako jedyna, kiedy wszyscy inni się odwrócili. Speszył się. Nigdy przesadnie miło dziewczyny nie traktował. Dogryzał, rzucał złośliwymi komentarzami, a w najlepszym wypadku ignorował. Otworzył usta gotów podziękować, kiedy wyprzedziła go.
— Ale nie otwieramy pozamykanych pokoi i nie szperamy mi po sypialny. No i pamiętamy o konieczności latania ze szmatą. Dużo roboty, niewiele czasu a ty jeszcze wolno sprzątasz.
Nagła, niespotykana u niego ochota dziękowania, natychmiast wyparowała, ustępując miejsca tworzącej się odpowiednio ciętej ripoście przesiąkniętej ironią. Niestety dziewczyna nie zechciała na nią poczekać. Odwróciła się na pięcie i wszyła, o czym świadczył trzask zamykanych drzwi.

***

Zakupy minęły spokojnie, chociaż powrót nie był łatwy. Dziewczyna miała dość uciążliwą manierę brania za dużo. Nie lubiła, co chwile biegać do sklepu, więc zawsze kupowała więcej, mimo iż potem nie mogła zebrać się z tym wszystkim.
— Sasuke! — krzyczała od progu. — Pomógłbyś.
Zjawił się natychmiast i bez zbędnych słów, odebrał siatki, stawiając je na blatach szafek kuchennych.
— Dzięki — wysapała, łapiąc oddech.
— Dzwoniono do ciebie.
Zaskoczona zatrzymała się w połowie ruchu z ręką zaciśniętą na przydługi szaliku, którego końce mimo okręcenie wokół szyi zawsze zwisał swobodnie.
— Miałeś nie szperać w moim pokoju — oburzyła się, kładąc dłonie na biodrach, czego nie mógł już zauważyć, bo wrócił do przerwanej czynności.
— A niby, co takiego miałbym chcieć zobaczyć w twoim pokoju? — Sasuke uśmiechnął się usatysfakcjonowany przeciągającą się ciszą. — Głośną masz melodię i zostawiłaś go na przedpokoju — wyjaśnił, zapisując kolejne słowa na kolejnych stronach niekończącego się raportu.
— Och — wyrzuciła z siebie, na moment zapatrując się w jego pochyloną sylwetkę otoczoną piętrzącymi się papierzyskami. Nawet nie musiała sprawdzać, doskonale wiedziała, że minę miał nietęgą. Nie dziwiła się mu. Sama niedawno z fochem na cały świat została uziemiona w bibliotece organizacji i zmuszona do napisania całościowego raportu. Uważała to za totalny idiotyzm, bo, po co spisywać na nowo coś, co już się spisywało w cotygodniowych sprawozdaniach? Całkowity bezsens.
— Co chcesz na obiad? — zreflektowała się, powracając do rzeczywistości i sterty nierozpakowanych toreb.
Zaskoczony pytaniem odruchowo uniósł głowę, wychylając się za czytanej kartki. Zaangażowanie Keiko w ugoszczenie go było nieoczekiwane. Nigdy nie przypuszczał, że mogłaby aż tak przejmować się jego osobą.
— Cokolwiek — rzucił, zorientowawszy się, że oczekuje odpowiedzi.
— Tylko potem mi nie marudź, że tego nie lubisz.
— Dobrze — mruknął niechętnie, znów wracając do przerwanej pracy, co jednak było dość kłopotliwe ze względu na harmider, jaki tworzyła. Szeleszczenie reklamówkami i trzaskanie drzwiczkami szafek czy lodówki mógł zmieść, ale kiedy zaczęła rozmawiać przez telefon, ignorowanie jej stało się niemożliwe.
— Coś się stało, że dzwoniłeś? Tylko błagam nie mów, że coś jest nie tak w raporcie? Wyszedł perfekcyjnie. Nie, wcale się nie śpieszyłam z nim — skamłała, bo było dokładnie na odwrót. — No rany, każdy może się czasami pomylić. Z powodu kilku przekreśleń nie będę pisała wszystkiego od nowa. Szesnastu? Ale, że co? Szesnastu przekreśleń — powtórzyła zaskoczona. — Policzyłeś to?! — Z zaskoczenia zatrzymała się w połowie ruchu z makaronem w ręce, który właśnie miała odłożyć na półkę. — Nie no, Danar ty to chyba nie masz, co robić w domu. Jeśli chcesz, mogę ci trochę roboty załatwić, jak się nudzisz i czytasz te brednie. Tak, tak, raport to nie brednie — przedrzeźniała ton jego głosu. —  Ale jest bezsensu skoro po prostu przepisałam to, co było w dostarczanych do was notatkach. No dobra, dopisałam parę zdań, ale nie przesadzajmy. A to nie idzie o raport? Ale ekstra. To, co chcesz? Mam przyjść? Koniecznie? Pilne? Eh, no dobra, przyjdę. Zjem coś i przyjdę. To na razie. Papa.
Chcąc nie chcąc, słyszał dokładnie wszystko, całą rozmowę pozbawioną ładu i składu, z której udało mu się wywnioskować jedynie tyle, że Keiko musi udać się do organizacji oraz rozmawiała z przełożonym, chociaż… To dziwne, że do swojego przywódcy odzywa się w tak, można by powiedzieć lekko bezczelny sposób. Sasuke nie należał do osób, które płaszczą się przed Hokage i wykonają każde zadanie bez najmniejszego sprzeciwu, jakkolwiek nie byłoby ono idiotyczne. Zachowywał należny szacunek, prezentując chłodny profesjonalizm. Natomiast ton głosu Higashiyamy oraz słowa, które dobierała, przypominał pogadankę z przyjacielem, nie przywódcą organizacji. Przecież ona zwyczajnie marudziła na swoją pracę do przełożonego.
Kindersi nie od dzisiaj uchodzili za dziwaczną organizację, w której panują jeszcze dziwaczniejsze zasady, lecz, żeby do tego stopnia. Mężczyzna zaczynał się poważnie zastanawiać, jakim cudem to wszystko jeszcze funkcjonowało, skoro podwładni nie czuli, chociażby krztyny respektu przed przywódcą. Wprawdzie nie mógł wiedzieć, że Danar nie jest główno dowodzącym, tylko asystentem. Jednakże, dla Keiko to nie grałoby roli, rozmowa wyglądałaby dokładnie tak samo. I mimo tego, Josuke cieszył się niemałym autorytetem.
— No, co? — zapytała, wyczuwając na sobie wzrok Uchihy. Pokręcił jedynie przecząco głową, powracając do spisywania raportu. Nie jego sprawa, jak przywódca Kindersów pozwala do siebie mówić. To tylko luźne myśli nasunięte pod wpływem chwili, w które nie będzie się zagłębiać.
— Niestety trochę się plany zmieniły — tłumaczyła, wpychając ostatnią reklamówkę do specjalnie przeznaczonej na to szuflady — i muszę wyjść, więc odgrzeję danie Fumiko. Będzie ci smakować, ona bardzo dobrze gotuje. A ogóle to zrób miejsce na talerze. — Spojrzała na sterty papierów. Natomiast Sasuke takim samym znaczącym wzrokiem obdarzył nadal niewyniesione śmieci po imprezie. Wywróciła oczami, mamrocząc coś pod nosem i zgarnąwszy piętrzące się pudła po pizzy, wyszła. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany. Istniała szansa, że coś jeszcze z tego dziewczęcia wyrośnie, chociaż współczuł Itachiemu, jej wychowywanie może być długi, mozolny i męczącym procesem.
Zbieranie dokumentów nie zajęło dużo czasu, a dodatkowo Keiko poszła na zupełną łatwiznę, wrzucając pudełko z zapiekanką do mikrofalówki. Także po upływie nawet nie dziesięciu minut, zasiedli do posiłku. Niestety cisza w przypadku Higashiyamy nigdy nie trwa zbyt długo. Zwyczajnie nie jest w stanie usiedzieć bez gadania.
— To mówisz, że zabiłeś Orochimaru — mruknęła, zamyślając się nad wypowiedzianymi słowami. Sasuke uniósł brew, obdarzając ją iście wymownym spojrzeniem.
— Mówiłem ci o tym wczoraj. Późno docierają do ciebie fakty.
— Bombowo! — krzyknęła podekscytowana. Nie, żeby w ogóle do niej dotarła kąśliwość jego słów. — Kaoru będzie wracał! — Zerwała się z krzesła, podbiegając do okna. Otworzyła je na oścież, wpuszczając zimny, wręcz lodowaty podmuch wiatru do kuchni. — Lada moment może wrócić!
— Co ty wyprawiasz?! — Odruchowo zadrżał, kiedy chłód zakrada się pod materiał bluzy.
— Kaoru zawsze powtarzał, że żyjemy pod jednym i tym samym niebem, dlatego zawsze będziemy mogli być razem, mimo odległości.
Jej oczy błyszczały zachwytem i podekscytowaniem, tak dużym, że aż wręcz niezdrowym. Rozradowana z wielkim uśmiechem patrzyła na niebo, a Sasuke odniósł wrażenie, że gdyby mogła, to by wzleciała w powietrze, udając się hen wysoko. W pewien sposób jej radość była rozczulająca niczym dziecka oczekującego wizyty Mikołaja.
— Dobra, dobra, jak wróci, to spotkacie się, a teraz zamykaj — polecił, ściągając dziewczynę, która niemalże wyskakiwała na zewnątrz. Chwilę szamotał się z nią, nim w końcu zatrzasnął okno.
— Nie mogę się doczekać, aż wróci. — Kilkoma skokami pokonała odległość dzielącą ją od krzesła, na które wskoczyła mimo protestu mebla. — Od tak dawna go nie widziałam. Siedział u Oro od wieków. Pech chciał, że przybył na trochę do Konohy, kiedy mnie nie było. Wyobrażasz to sobie, jaka tragedia! Ale jak wężyk nie żyje, to wróci na stałe! Yuhu!
— Kim on jest? — zagadał, powracając do przerwanego posiłku. Ciekawe czy tak samo nie mogła doczekać się spotkania z Itachim? Jednak od razu pożałował swoich myśli. Jego wystawili. Nikt nie powitał, nie ucieszył się, nie uśmiechnął, nie przyjął z otwartymi ramionami, przynajmniej nie z osób mu bliskich, bo nie spodziewał się, że Keiko go przyjmie. Przyszedł tutaj, nie mając wyboru, traktując ją niczym ostateczną deskę ratunku, jeśli zawiedzie, to nie ma już nic. A jednak to ona otworzyła przed nim drzwi.
— Jest normalnie jak mój brat jakby bliźniak. Chociaż techniki inne, nazwiska inne, nawet włosy się nie zgadzają. Chodzi o to, że ten sam wiek. Przyjaźnimy się prawie od mojego początku z przygodą o nazwie Konoha. Tak za nim tęsknie! — zawołała, obejmując się ramionami i mocno przytulając, wizualizując swój stan stęsknienia. Uśmiechnął się delikatnie, to po części urocze. — Jak wróci, to go normalnie z ramion nie wypuszczę — zapewniała z determinacją malującą się na twarzy.
— Tylko nie zapomnij o Itachim — zażartował, oczami wyobraźni widząc, jak bardzo brat będzie zadowolony, kiedy Keiko wystawi go dla innego mężczyzny.
— Ta. — Nagle radość uleciała tak szybko, jak się pojawiła. — Już słyszę, jakie Kaoru zrobi mi kazanie z powodu Itachiego. Najpierw nawrzeszczy na mnie, potem na resztę, obarczając ich winą za nie przypilnowanie mnie i na sam koniec rzuci się z pięściami na samego Itachiego. A reszta przyjaciół ku ogólnej uciesze wspomoże go. Ta, będzie bombowo — zironizowała, kładąc brodę na dłoniach, wykrzywiając się przy tym zniesmaczona.
— Przyjaciele nie akceptują Itachiego? — zapytał zaintrygowany. Wydawało mu się, że mają różowo. Sprawiali wrażenia sielankowego związku pozbawionego najmniejszych problemów. W końcu, jakie kłopoty, poza koniecznością wytrzymywania z nią, można mieć z Higashiyamą?
Wprawdzie nie rozmawiali o swoich związkach i rzadko spotykali się we czwórkę, jednak Itachi nigdy nie wyglądał na osobę posiadającą zmartwienia, oprócz tych związanych z troską o dobro wioski. A może to była tylko maska? Maska, której nie chciał zdjąć, nawet przed bratem. A może to Sasuke tak skupiał się na sobie i swoich troskach, że nie zauważał problemów Itachiego? Zrobiło się mu głupio. Może faktycznie Itachi miał powód by mieć do niego żal, aby go odtrącić, zamykając drzwi przed nosem. A może…
— Gdyby mogli, to by go poćwiartowali na kawałeczki, usmażyli z czosnkiem i podali, jako danie mięsne do ziemniaków, z sosem słodkim, aby zabić naturalny zgorzkniały i kwaśny smak mięsa.
— Aż tak?
— No niestety — mruknęła, bawiąc się palcami i unikając wzroku. — Starają się, jak mogą, abyśmy — zawahała się — zerwali — wyszeptała. Głupio jej było za przyjaciół, a raczej za ich postawę względem Itachiego, tą nieukrywaną niechęć. Zwłaszcza teraz, kiedy mówiła to jego bratu.
— Nie wiedziałem.
— Nie dziwię się, to raczej nic, czym można byłoby się chwalić. No, ale widziałeś się z Kaoru, jak byłeś u Oro? — zapytała, zmieniając temat, a na twarzy znów pojawiła się radość.
— Nie pamiętam takiego imienia — wyjaśnił, wracając do ostatnich kęsów dania. Trzeba było przyznać, że Fumiko umiała gotować i może to nie poziom Mikoto, ale nie ma wątpliwości, że lepsze od tego, co by zaserwowała Keiko.
— No ta, pewnie używał pseudonimu i zmiany wyglądu. W końcu kamuflaż przy tego typu misjach to podstawa. Szpiedzy łatwo nie mają.
Nastała cisza, według Sasuke dziwna cisza. Przecież dopiero sekundy temu Keiko wylewała z siebie kaskady słów i szczęścia, a teraz zamilkła patrząc na niego z miłym uśmiechem na ustach. Oczekiwała czegoś? Uniósł pytająco brew, licząc, że wyjaśni, o co chodzi. Nie zrobiła tego.
— Chciałaś coś? — zapytał.
— Hm, może.
Przyjrzał się jej. Wyglądała teraz na całkiem spokojną dziewczynę, która siedząc z podpartym policzkiem o dłoń, sprawia wrażenie, lekko znużonej, bądź zamyślonej. Szybko zrozumiał, że nie doczeka się sensownej odpowiedzi, więc wstał, pozbierał naczynia i wrzucił je do zlewu. Chciał od razu powrócić do pisania raportu, aby jak najszybciej mieć go z głowy.
— Coś nie tak? — dopytał lekko zirytowany jej uważnym wzrokiem, który śledził każdy jego ruch, podczas ścierania stół oraz rozkłada na nowo papierów.
— I tylko tyle? — Nie kryła zawiedzenia w głosie, wręcz go jeszcze bardziej eksponowała, wzmacniając mimiką. — Miałeś sprzątać, a nawet nie pomyłeś naczyń. Trochę lipnie, w końcu to twój obowiązek — oznajmiła radośnie, po czym poderwała się, znikając na przedpokoju.
— Nie rób ze mnie sprzątaczki! — wybuchnął, idąc za nią.
— Sam zgodziłeś się na taki układ.
Ściągnął brwi, dostrzegając jej pełen rozradowania uśmiech, który nie pasował do tych kąśliwych uwag.
— Gości się tak nie traktuje.
Zamyśliła się, przerywając ubieranie. Chwilę wpatrywała się w sufit, szukając odpowiedniej riposty, nim w końcu wzruszyła ramionami, odrzucając koniec szalika na plecy.
— Mooożee — rzuciła beznamiętnie. — Oj daj się czasami podroczyć — dodała, jednym susem zjawiając się obok i czochrając mu fryzurę. Następnie, dla bezpieczeństwa zanosząc się chichotem, szybko wyszła, trzaskając drzwiami.

***

— Wejść. — Usłyszała, zapukawszy. Nie mając żadnych domysłów, o co może chodzić, ze spokojem pchnęła drzwi, wchodząc do gabinetu Josuke. — Siadaj — polecił, wskazując krzesło i zamykając przeglądaną teczkę. Światełko, że coś jest nie tak, zapaliło się, kiedy zerknęła na napis na niej: Itachi.
— O co chodzi? — zapytała ostrożnie, rozsiadając się, lecz jej wzrok nadal z nieufnością obserwował przedmiot.
— Chciałbym porozmawiać o sprawie powiązanej z twoją misją w Ame.
— Tak? — Spojrzała na przełożonego, odrywając wzrok od niepokojącej teczki. Nie, żeby z nią było coś nie tak. Od zwykła szara teczka, jakich w organizacji pełno. Tylko ten napis.
— Mówiłem ci jeszcze przed wyjazdem, że podczas twojej nieobecności, Itachi znajdzie się pod naszą obserwacją. Tak też się stało i teraz niestety zmuszony jestem przedstawić ci rezultaty naszej pracy. Przykro mi to mówić, ale jest tak, jak przewidywaliśmy.
Z każdym jego kolejnym słowem czuła się coraz gorzej. Zwyczajnie bała się tego, co mogła zaraz usłyszeć.
— To znaczy?  — wybełkotała, ledwie przełknąwszy narastającą w gardle gulę.
— Itachi nie był ci wierny.
Powiedział to. Tak po prostu to powiedział, prosto z mostu. Poczuła, jak grunt osuwa się spod jej nóg, a ona sama lekko zsunęła się z krzesła. Nie mogła w to wierzyć. Itachi, ten Itachi, który tak ciepło ją powitał po powrocie, zdradził?
Załamana schowała twarz w dłoniach, nieznacznie się kuląc. Nie wiedziała, czy chce się rozpłakać, zacząć krzyczeć, czy może najpierw coś zdemolować, a może wybiec stąd i obić mężczyznę? Jednak nim zadecydowała, nagle jedna myśli zaświeciła w głowie, niczym przebłysk upragnionej nadziei.
— Dowody.
Uśmiechnął się całkowicie na to przygotowany. Przed dziewczyną wylądowała niepokojąca teczka. Otworzyła ją z lekko drążącymi dłońmi, przełykając głośno ślinę. Na jej kolana wysypała się cała masa zdjęć, których po części się spodziewała. Wziąwszy głęboki oddech, zaczęła je oglądać, ale... Wszystkie przedstawiały Itachiego i Haniko z tym że... Patrzyła, jak niesie jej zakupy, otwiera drzwi, jak trenują, spotykają się na mieście, siedzą w restauracji. Keiko poczuła się zagubiona, to zwykłe zdjęcia.
Przygotowywała się na najgorsze na sceny pocałunków czy czegoś nawet pikantniejszego, choć to mogłoby już przekraczać granice jej wytrzymałości, nie wspominając o prywatności tych dwojga. Jednak te ujęcia były zwyczajne, przecież się przyjaźnili, więc normalne, że się spotykali, spędzając czas razem.
— O co chodzi? — zapytał, przenoszą wzrok z fotografii na mężczyznę, który rozsiadł się wygodnie.
— Oglądaj.
Chwilę przyglądała się nad wyraz poważnemu i spokojnemu obliczu przełożonego, który gestem ręki zachęcił do dalszego oglądania. Niepewnie znów zerknęła do wnętrza teczki. Z cichym westchnieniem odłożyła uzbieraną w dłoni kupkę na blat, z niepokojem interesując się pozostałą resztą. Cały czas bojąc się, że następne okaże się tym jednoznacznym dowodem.
Im więcej ich oglądała, tym bardziej dostrzegała upływający czas, głównie po wielkości brzucha dziewczyny i zmianie pory roku. Także sceny uległy zmianie. Rutyna z poprzednich zaczęła przeplatać się z przygotowaniami do narodzin dziecka, a także pojawieniem się Mikoto, która dzielnie towarzyszyła parze. Również na zdjęciach zaczął gościć Shisui, swoim uśmiechem wnosząc trochę radości.
Jednak Higashiyama nadal nie wiedziała, jaki jest w tym cel. To nadal były zwykłe fotki, które równie dobrze można było zrobić jej i przyjaciołom z organizacji. Aczkolwiek mimo braku tego, chociażby jednego przesądzającego o wszystkim, nadal odczuwała niepokój, przeskakując na kolejne ujęcia. Słowa Josuke były niczym nadchodzący wyrok, na którego nie masz wpływu. Jeśli nawet nie spełni się teraz, to już za chwilę tak. Także z ogromną ulgą przyjmowała kolejne nieszkodliwe scenki. Jednak przy jednej fotografii się zatrzymała.
Itachi z czułością przytulał Haniko do tyłu, z jedną ręką na jej brzuchu a drugą na ramieniu. Ściągnęła brwi, przyglądając się uważniej. Niby to tylko zwykłe przytulenie, ale chciała mieć pewność, że nie ma w tym niczego więcej i faktycznie nic nie znalazła. Dłonie nie zjechały w żadne niepożądane miejsce, do tego wyraz twarzy dziewczyny nie prezentował przyjemność, przeciwnie czaił się na niej grymas bólu. Czyżby dziecko kopnęło? Dlatego Uchiha zareagował podtrzymaniem poprzez przytulenie?
Nie mogła mieć pewności, czy tak faktycznie było, jednak wiele na to wskazywało. Także znów przerzuciła śliski papier fotograficzny, powoli tracąc cierpliwość. Wykańczał ją ten obezwładniający strach za każdym razem, kiedy spoglądała na zdjęcie. Do tego nie poprawiało sytuacji wewnętrzne rozdarcie pomiędzy chęcią otrzymania dowodu i zakończenia tych frustrujących poszukiwań a pragnieniem nieznalezienia niczego. Tych emocji nieumiejących znaleźć ujścia było za dużo. Stąd też z coraz mniejszą dbałość przekładała zdjęcia, póki... Zawróciła rękę, jeszcze raz przyglądając się pomieszczeniu w charakterystycznych dekoracjach zieleni i czerwieni, które biło świątecznym klimatem. Jednak to nie jego atmosfera przykuwała wzrok, raczej para czule obejmująca się w drzwiach i całująca. Tak Itachi pocałował Haniko, która odpowiedziała mu czarującym uśmiechem. Wprawdzie nie wcelował w usta, tylko policzek, ale... Dla Keiko taki buziak nie znaczył zbyt wiele, poza tym, że akurat była bardzo szczęśliwa i chciała serdecznie podziękować drugiej osobie. Nie raz i nie dwa zdarzało jej się cmoknąć policzek przyjaciela, czy przyjaciółki, czy również zostać nim obdarowana. Przecież to nic nadzwyczajnego, tylko że nie w przypadku Itachiego. Mężczyzna nie był aż tak wylewny w okazywaniu uczuć, jak Higashiyama. Przy nim już taki nieznaczący pocałunek urastał do większej rangi.
Przełknęła ślinę, drżącą ręką sięgając po kolejne zdjęcie, przedstawiające nadal tę samą sytuację, z tą różnicą, że para była zakłopotana a goście w postaci Shisuiego i Naruto wiwatowali. Następne w dalszym ciągu dotyczyły świąt. Wręczanie prezentów. Wspólne jedzenie kolacji. I ustawianie się do pamiątkowego ujęcia.
Wyglądało to, jak pstrykanie klatka po klatce. Najpierw Haniko stała z boku, potem przeszła do środka. Shisui również musiał nie mieścić się w kadrze, bo parokrotnie kombinował z kucaniem, schylaniem. Widać też mieli problem z ustawieniem aparatu, gdyż, co rusz przedmiot zmieniał właściciela, nie wspominając o dłoniach obmacujących sąsiadów. Keiko jedynie skupiała się na położeniu rąk Itachiego, które swobodnie obejmowały blondynkę pod różnymi kątami. Niby nic, jednak ciężko powiedzieć, aby nie wywarło żadnego wrażenia.
Biorąc głęboki oddech i cały czas powtarzając sobie, że przecież to nic takiego, chwyciła po ostatnie trzy fotografie. Jedna dotyczyła pomagania przy schodzeniu ze schodów, druga prezentowała urocze popołudnie w kawiarence z trzymaniem się za rączki. Zmrużyła oczy, skupiając całą uwagę na dłoniach, jakby potrafiły zareagować na groźne spojrzenie i się wytłumaczyć. Niestety to było tylko zdjęcie, nieruchomy obraz ulotnej chwili.
Z coraz większymi obawami zerknęła na ostatnie, które musi być dowodem. I... Z nieukrywaną ulgą przyjęła radosne ujęcie wspólnego gotowania. Z głośnym westchnieniem opadła na krzesło, wypuszczając z siebie całe napięcie. Niestety przedwcześnie.
— Jeszcze jedno ci zostało — zauważył Josuke, wyjmując zagubione pod rogiem teczki zdjęcie. Przyjęła je z wielkimi obawami, zamierając w bezruchu, kiedy tylko na nie spojrzała.
Wieczór, oboje siedzieli na kanapie, oglądając film. Widać jedynie ciemne zarysy sylwetek, jak nachyla się nad Haniko z dłonią dotykającą jej policzka, a ich twarze są coraz bliżej, jakby zaraz mieli się pocałować.
Długo na to patrzyła, próbując dostrzec coś więcej, a może mniej. Sama nie była pewna, czego oczekuje, czego tak naprawdę szukała w tym jednym ujęciu. Jednak nim przyszła odpowiedź, targające nią sprzeczne uczucia w końcu zostały uwolnione. Rozdrażnienie sięgnęło zenitu, dając upust tłumionej frustracji.
— Co to ma kurwa być?! — krzyknęła, rzucając w Josuke trzymanym zdjęciem.
— Prawda Keiko. Przez te ostatnie sześć miesięcy dość sporo wydarzyło się w Konoha — mówił spokojnie, z pewną satysfakcją oglądając złość dziewczyny.
— Pytam się, co to jest?! — Zamaszyście machnęła ręką w stronę rozrzucony po blacie zdjęć, omal nie przewracając przy tym kubeczka na długopisy.
— Materiały, które skrupulatnie zbieraliśmy przez ten cały czas. Widzisz, podczas twojej nieobecności Itachi dość mocno zbliżył się do Haniko.
— Ja jestem spokojna, ja jestem spokojna, ja jestem spokojna — powtarzała, jak mantrę kołysząc się w przód i tył, masując przy okazji palcami skronie. Po chwili wzięła głęboki wdech, przymykając na dłuższej powieki. — Ja się nadal pytam, co to jest?
— Dowody Keiko. Nie robiliśmy nic innego, jak tylko zdjęcia, a one nie kłamią.
— Dowody czego? — wybuchła, zrywając się na równe nogi. — Nie dość, że narusza to ich przestrzeń osobistą, to jeszcze nie ma w tym niczego konkretnego, nic jednoznacznego.
Nie, żeby po obejrzeniu tego wszystkiego nie zwątpiła, wręcz przeciwnie miała sporo obiekcji, jednak nie były one na tyle duże, aby w tej chwili wybiec z budynku i rzucić się na Uchihę oskarżając go o zdradę.
— Jak dla mnie to jest wystarczające — odparł spokojnie. — Zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę jego charakter. To trochę niepokojące, że ich przyjaźń tak nagle rozkwitła, akurat wtedy, kiedy ciebie nie ma w wiosce. Nie sądzisz? To takie, nie w jego stylu.
Zamarła, patrząc na przywódcę rozszerzonymi z niepokoju oczami, jakby dopiero wypowiedzenie tych słów na głos pozwoliło zazębić się niektórym faktom. Ten stan otumanienie trwał jeszcze chwilę, nim otrzeźwiałą na tyle, aby usiąść na krześle i móc cokolwiek powiedzieć.
— Czemu dowiaduję się o tym dopiero teraz, a nie od razu po moim przybyciu?
— Oczekiwałem, że wykaże się honorem i sam się przyzna do zdrady. Widać przeceniłem go.
Schowała twarz w dłoniach, starając się pozbierać do kupy. Wiedziała, że będą śledzić Uchihę, próbując znaleźć dowody przeciwko niemu, jednak nie przypuszczała, że będzie to tak wyglądać. Masa zdjęć, która na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajnymi chwilami uchwyconymi pomiędzy przyjaciółmi. Niby tak, lecz… Itachi z Haniko wcześniej nie byli tak blisko siebie. Do tego mężczyzna nie należał do osób, które szybko się zaprzyjaźniają czy są zbyt swobodne w kontaktach z innymi. Skrzywiła się, w głowie mieszały się obrazy ze zdjęć, ze wspomnieniami słodkiego spotkania po półrocznej rozłące. Stał na wycieraczce z pięknym uśmiechem oraz najsłodszym na świecie tęskniłem.
— Kurwa! — warknęła, zrywając się z miejsca i odruchowo zaczęła nerwowo krążyć po gabinecie.
— Keiko, spokojnie. — Josuke podniósł się z fotela, podchodząc do roztrzęsionej dziewczyny. — Uspokój się — polecił, głaszcząc po głosach, zamykając szczelnie w ramionach. Uczepiła się go mocno, zaciskając pięści na materiale swetra, starając się ze wszystkich sił nie zrobić sceny. W tej chwili poczuła się zwyczajnie oszukana. — Ostrzegałem się. Przykro mi, że tak się stało. Oddałbym wszystko, aby tak nie było. Moja mała Keiko.
Nie odpowiedziała, tylko wtuliła się mocniej. Już nie wiedziała, co czuje, wszystko się jej mieszało. Nawet nie była pewna, czy faktycznie te zdjęcia są dowodem na cokolwiek. Zwyczajnie się pogubiła.
— Jest coś jeszcze? — zapytała cichutkim łamiącym się głosem.
— Plotki, które krążyły po Konoha.
— Jakie? — Mocniej zacisnęła palce, niemal do białości.
Spokojnym łagodnym głosem opowiedział jej wszystkie plotki konoszańskie. I te bardziej racjonalne, realne, ale też te totalnie absurdalne jak o rzekomej zdradzie Haniko, która według nich miała zajść w ciążę z Itachim, o czym dowiedział się Sasuke i nie wybaczając bratu, opuścił wioskę. Czy, że wściekły młodszy brat, zemścił się na starszym, odbijając mu dziewczynę i z nią uciekając z Konohy. Albo, że Haniko zdradziła Sasuke, który nie mógł tego znieść i uciekł, a oczerniony klan zachowaniem mężczyzny, zmusił biednego Itachiego do zaopiekowania się kobieta i wzięcia z nią ślubu dla dobra wizerunku rodu.
Słuchała tego, starając się wmówić sobie, że to tylko gadki starych bab. Jednak nie umiała wyrzucić z umysłu tych zdjęć oraz faktu, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy, bo znikąd się nie wzięły, jakiś powód musiały mieć.

                                                                                                 ***                             

Wracała do siebie późnym wieczorem, samotnie krocząc po opuszczonych uliczkach, ledwo powłócząc nogami.
Nie wiedziała, co ma zrobić. Jednocześnie wierzyła i nie w zdradzę Itachiego. Nie otrzymała jednoznacznego potwierdzenia, ale też zupełnego zaprzeczenia. Niestety zdjęcia budziły spore wątpliwości, a raz zasiane ziarenko niepewności, nie tak łatwo wypielić.
Weszła do domu po cichu i nawet nie zdejmując kurtki czy butów, po prostu osunęła się po drzwiach, siadając na podłodze oraz chowając twarz w dłoniach. Mętlik w głowie nie dawał spokoju i naprawdę nie wiedziała, co ma zrobić z zobaczonymi oraz usłyszanymi faktami.
— Coś nie tak? — zapytał ostrożnie Sasuke, kiedy przechodząc z kuchni do salonu, dostrzegł dziewczynę w dość opłakanym stanie. Keiko oderwana od rzeczywistości bardziej niż zwykle nie zwracała uwagi na nic po drodze. Czy to na rozpiętą kurtkę, smętnie zwisający szalik, brak rękawiczek, czapki, czy wejście w usypaną górkę śniegu aż po kolana.
— Co się stało? — dopytał zaniepokojony, gdy podniosła na niego smętne oczy. Widzieć dziewczynę w tak opłakanym nastroju to spory szok, bo przecież to Keiko, depresja pasuje do niej jak pięść do nosa. — Może zrobię herbaty? — zaproponował, nie bardzo wiedząc, jak zachować się w takiej sytuacji. Pocieszanie nigdy nie było jego mocną stroną, a w tym stanie go przerażała. Nie, żeby się jej bał, po prostu czuł się bezradnie, czego serdecznie nienawidził.
Pokiwała głową, co przyjął z ulgą i szybko zniknął w kuchni. W tym czasie Keiko zdążyła rozebrać się z wierzchnich ubrań, które rzuciła tak po prostu na podłogę koło zdjętych kozaków i kałuży roztopionego śniegu, nie przejmując się tym zupełnie. Po czym powoli zaczłapała się do salonu. Przechodząc obok kanapy, pochwyciła starannie złożony przez Sasuke koc i zasiadła w fotelu okrywając się nim na bałwanka. Nic nie wystawało oprócz pary smętnych oczu.
— Może chcesz o tym pogadać? — zaproponował ze słabo ukrywaną obawą, stawiając przyniesione kubki na ławie. Wolałby, aby nie chciała, ale innego pomysłu nie miał, a w filmach zawsze to tak wygląda, nie? Smutna dziewczyna musi się wygadać z problemu, niemożliwości znalezienia pasującej do nowych szpilek sukienki.
— Nie wiem.
Zapomniał, że Keiko nie jest standardową dziewczyną. Ta sytuacja była niezręczna. Z jednej strony nie mógł ot tak olać jej zachowania, a z drugiej nie miał bladego pojęcia, co zrobić i z chęcią wróciłby do pisanego raportu.
— Dać ci komórkę? — Spojrzała na niego pytająco. — Może zadzwonisz do Itachiego, on...
— NIE! — krzyknęła głośno, nie pozwalając, by wypowiedział kolejne słowa. Pokłócili się, pomyślał, marszcząc czoło. No to teraz to już zupełnie nic nie wskóra. Do udzielania wsparcie w sprawach związku, był najmniej upoważnioną osobą. Westchnął, wychodząc z salonu, przypominając sobie o nieprzekręconym kluczu w drzwiach, a przynajmniej nie słyszał, aby to zrobiła, więc miał pełne prawo sądzić, że zapomniała. Ze zrezygnowaniem popatrzył na rozrzucone ciuchy, które bez słowa podniósł, wówczas dostrzegł teczkę z czarnym napisem Itachi.
— Zostawiłaś — zakomunikował, kładąc przedmiot na ławie. Keiko drgnęła, kuląc się w sobie jeszcze bardziej i chowając twarz w połaciach koca.
— Sasuke, sądzisz, że Itachi mógł mnie... z-zdra-zdradzić? — wyszeptała słabym głosem, a ostatnie słowo ledwo, co potrafiła wymówić na głos.
— Co takiego? — rzucił zaskoczony, omal nie upuszczając trzymanego kubka, którego pośpiesznie dołożył na ławę. — Skąd takie pytanie?
— Inaczej. Mam podejrzenia, że… Itachi to zrobił.
— Żartujesz sobie?
— Zajrzyj do teczki — poleciła, nie podnosząc głowy, a jej głos wyraźnie się łamał. — Też powinieneś obejrzeć.
Sasuke z niemrawą miną zainteresował się nieszczęsną teczką. W skupieniu oglądał zdjęcie po zdjęciu, aż do ostatniego. Był osłupiały. Niby to wyglądało na przyjacielską pomoc, ale niektóre fotografie budziły niepokój oraz… Nie dało się ukryć, że Itachi z Haniko wyglądali jak normalna, szczęśliwa para. Nie był pewny, co o tym sądzić. Przecież znał brata, nie dopuściłby się czegoś takiego. Nie on. A Haniko posiadała na tyle honoru, aby nie uwodzić zajętego mężczyznę.
— To na pewno jakieś nieporozumienie. Itachi jest moim bratem, wiem, że nie zdradziłby. Nie on.
— Sam widziałeś.                                                                                                                                                      
— Keiko, ja ręczę za Itachiego. Nie zdradziłby cię.
— Ale... — zawahała się, wyglądając spod koca, uważnie przyglądając się Sasuke — skąd masz pewność?
Właśnie to ją najbardziej dręczyło. Brak jednoznacznego dowodu.
— Przecież można pstryknąć fotkę w najmniej oczekiwanym momencie i wszystko będzie wyglądać podejrzanie. To tylko zdjęcia.
Zabłysła w niej iskierka nadziei. Sama zdążyła już dojść do takich wniosków, ale skoro ktoś jeszcze to może... była w tym jakaś racja? W końcu nie wiadomo, co działo się tuż przed i tuż po uwiecznionej chwili, co wówczas mówili.
— Czy Itachi powiedział ci cokolwiek o zdradzie? — Pokręciła głową. — Czy zachowywał się jakoś nienaturalnie, jakby coś ukrywał? — Znów zaprzeczyła. — Sama widzisz. Pogadaj z nim. To z pewnością tylko nieporozumienie.
— Naprawdę tak mocno wierzysz w szczerość Itachiego?
— Owszem. Widziałem was razem, nie mógłby cię zdradzić. A te zdjęcia, Haniko jest jego przyjaciółką, a on jest obowiązkowy i przyjacielski. Została sama w trudnej sytuacji. Bardzo potrzebowała kogoś, kto się nią zaopiekuję. Ja zniknąłem, więc Itachi stanął na wysokości zadania.
I pyk. Zębatki trafiły na odpowiednie miejsce, zaświecając małą lampeczkę zrozumienia. Czyżby o to właśnie chodziło? To było powodem wystawienia go za drzwi, zamknięcie ich przed nosem? Do tej pory nie złożył faktów w tej kolejności, tylko rozpatrywał wszystko z osobna, nie, jako integralną całość.
— Za Haniko nie ręczysz? — zapytała, przekrzywiając głowę. Nie odpowiedział, przenosząc wzrok na herbatę. — Nie ufasz jej? — naciskała, nie doczekawszy się odpowiedzi. Upił łyk, z wielkim namaszczeniem i powagą, starając się tym odwlec odpowiedź. — Nie wierzę.
— Ja i Haniko to inna bajka — podsumował, ucinając temat.
— Nie przesadzajmy. Ludzie różnią się od siebie, mają inne wymagania i oczekiwania, ale w gruncie rzeczy mechanizm jest ten sam. Niezależnie od charakteru, kobiety potrzebują tego samego. Wybranka, który zawsze będzie obok, gotowy nieść wsparcie, który bez względu na wszystko, nawet ich odtrącanie — w końcu lubimy zgrywać niedostępne — będzie o nie walczył. To wszystko, ot i cała filozofia.
Lepiej tego nie mogła ubrać. Kto tu kogo wspiera?
— Zbyt dumni, aby przyznać się, że potrzebujecie siebie nawzajem. Nawet zabawne — kwitowała.
— Keiko nie mieszaj się w to.
— Nawet nie zaczęłam. Wyrażałam tylko opinię.
— Po prostu za nią nie ręczę i koniec kwestii.
Niestety taka prawda. Nie był pewien czy przypadkiem Haniko nie zakochała się w Itachim. To zawsze przy nim była bardziej rozluźniona, lepiej się z nim dogadywała, mieli więcej wspólnych tematów.
— Skąd je masz? — zaciekawił się, taktycznie zmieniając temat.
— Mówiłam ci, że przyjaciele nie ufają Itachiemu. Śledzili go przez te pół roku.
Co takiego?! Przecież to już jawne działanie na niekorzyść ich związku. Nabierał ochoty, aby pójść im przywalić. W końcu nie powinni wciskać nosa w nie swoje sprawy, tylko cieszyć się szczęściem przyjaciółki. Nie tak działa przyjaźń?
— Co zamierzasz zrobić?
— Nie wiem — burknęła, znów markotniejąc i zakrywając twarz kocem.
— Nie uwierzę, że Itachi cię zdradził. Porozmawiaj z nim, a na pewno wszystko się wyjaśni.
— Ta, chyba będę musiała. Wiesz, w gruncie rzeczy, nie jest z ciebie aż taki zły pocieszyciel. Co prawda zabierasz się za to fatalnie. Herbata to nie gorące kakao, brak czekoladek, a gdzie przytulanie, jakieś wszystko będzie dobrze, komedia na rozluźnienie, albo winko.
— Nie przeginaj i ciesz się, że w ogóle chciałem z tobą pogadać.
— W takim wypadku może pójdę ubrać się galowo i powtórzymy ten niecodzienny zaszczyt.
— Nawet się nie waż.
Uśmiechnęła się, wstając i zdejmując koc z ramion.
— W gruncie rzeczy — zaczęła, narzucając mu go na plecy i dokładnie nim okrywając — nie jesteś taki zły — dokończyła, uśmiechając się lekko. Chwile patrzyła mu w oczy, po czym: — Dzięki — oddała, cmokając w czoło. Na reakcję wolała nie czekać, szybko pognała na górę.
Jednak Sasuke tylko parsknął, nieznacznie unosząc kącik ust, nadal czując dotyk jej warg na skórze i intensywny cytrusowy zapach zapewne dezodorantu, szamponu albo balsamu do ciała.

7 komentarzy:

  1. Czytam Was od dawna :)
    No i muszę powiedzieć, że z utęsknieniem czekam na kolejny rozdział - bardzo mi się podobają Wasze historie!

    Wygląda na to, że w końcu Sasuke i Keiko się polubią, prawidłowo! Wspólne mieszkanie razem zobowiązuje ich do bycia miłym dla siebie nawzajem.

    Jestem trochę zszokowana tymi zdjęciami Haniko i Itachi'ego. Ogółem śmiem twierdzić, że oni do siebie pasują. Chociaż sądzę, że skoro Sasuke poprosił brata o opiekę nad Haniko to Itachi wziął to sobie do serca, no i lubi Haniko, więc jej pomaga, skoro ona jest sama biedna :(

    Cieszę się, że Haniko nie przyjęła Sasuke - należało mu się.
    Postawa Kindersów jest pełna nienawiści do Itachi'ego - wredoty!


    Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komentarz i jednocześnie chcemy powitać na blogu (wydaje mi się, że wcześniej nie komentowałaś). Wyrażamy również nadzieję, że spotkamy się pod następnym rozdziałem, który będzie opublikowany w następną sobotę tj. 5.11 ;) Ogromnie się cieszymy z nowej czytelniczki i komentatorki ;) Więc miło będzie jeśli jeszcze kiedyś postanowisz zawitać z następnym wpisem.
      I masz rację co do Sasuke i Keiko. Fakt, mieszkanie razem zbliża do siebie ludzi, oj bardzo zbliża ;) Jednak więcej nie zdradzę.
      Rozbawiło mnie twoje ostatnie podsumowanie xD No i troszkę rację w tym jest. Kindersi za Itachim nie przepadają.

      Usuń
    2. Faktycznie wcześniej nie komentowałam.
      Nie jestem dobra w pisaniu komentarzy, ale się nauczę :) Maaatko ja już czekam na jutro, nawet z ciekawości zajrzałam czy dzisiaj jakimś cudem będzie rozdział, ale nie :(

      Usuń
  2. Ja dalej nabrabiam i ku mojej uciesze jestem już tu :-)
    Zdjęcia mnie nie zaskoczyły. Co innego gdyby Uchiha był na nich z inną kobietą. Wiadomo, że ze strony Keiko może to źle wyglądać, ale takie zachowanie Itachiego pasuje do niego jak ulał. Przez chwilę myślałam, że Sasuke wściekły pójdzie przywalić bratu, a tu zaskoczenie, bo stanął w jego obronie. Co do dotykania brzuszka, to kiedyś czytałam, że wiele ludzi tak ma i lubi dotykać gdy kobieta jest w ciąży. Druga sprawa to fakt, że kopiące maleństwo jest niepowtarzalnym zjawiskiem. Skoro Sasuke nie było, to super, że jego brat uczestniczył w życiu przyszłej mamy.
    Rozdział fajny, a rodząca się przyjaźń Keiko i Sasuke to coś niesamowitego i intrygującego. Ciekawa jestem co na to Haniko i Itachi.

    PS. Mój pomysł upadł. Myślałam, że Keiko nie będzie mogła wrócić z misji i Itachi pójdzie ją ratować ryzykując swoje życie. Tak w mojej głowie miał się skupić w łaski jej przyjaciół. Właściwie to jeden z pomysłów. Teraz będzie mi w głowie kiełkował inny.

    Weny, czasu i chęci do pisania ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że postanowiłaś nadrobić zaległości u nas :) I znalazłaś chwilę na przeczytanie rozdziałów. No i nie powiem, ale zaskoczyłaś mnie tym, że cię zdjęcia nie zaskoczyły. Aż jestem skonsternowana i nie wiem czy pociągnięcie sprawy dalej ci będzie odpowiadać.
      Co do przyjaźni Keiko i Sasuke, będzie kwitnąć, a co na to Haniko i Itachi xD no cóż, ja tu się szczerzę do ekranu, ale powiedzieć nie mogę, aby nie było spoilerów i abyś miała niespodziankę ;)
      Hm całkiem niezły pomysł, lecz jakoś nie brałam go pod uwagę. I cieszę się, że nowe pomysły już ci w głowie kiełkują, bo aż jestem zaintrygowana tym czym wpadniesz na to jak dojdzie do jako takiego unormowania relacji między Itachim a Kindersami. Aż ma się ochotę chwycić za klawiaturę napisać i od razu publikować, ale nie teraz tj. 5.11 kolej Erroay ;)

      Usuń
    2. wredoty!!!! do 5 tak daleko :(

      Usuń
    3. Rozdział jest skończony i nawet gotowy do publikacji, ale 2 tygodnie, to 2 tygodnie xD nie no, a tak serio, to jak teraz za często będziemy wrzucać, to szybciej nam się zapasy skończą :-) no i tempo pisania nam bardzo zwolniło wraz z początkiem października.

      Usuń