22 października 2016

02. To kiedy zaczniesz sprzątać?

Szum. Skrzywiła się słysząc lecącą wodę w łazience. Ziewnęła przeciągając się mocno. Kątem oka zerknęła na okno, było jasno, więc musiała być późna godzina. Nie zważając na to, przewróciła się na drugi bok, szczelniej nakrywając kołdrą. Miała wolne i zero ochoty na wstawanie. Od powrotu do domu tydzień temu, sporo czasu spędzała na wylegiwaniu się w łóżku. Z uśmiechem na ustach wspominała radość z powrotu do Konohy. Te szczęście, kiedy zobaczyła wioskę przykrytą białym puchem, wielki symbol Kindersów nad drzwiami ich siedziby, głosy przyjaciół, którzy witali ją, pouczający ton medyka, który krytykował obciążanie organizmu i czarne jak smoła radujące się oczy Itachiego. Wprawdzie spotkała się z nim dopiero trzeciego dnia powrotu. Dwa dni spędziła na leczeniu. Czuła się dobrze, ale zalecenie Nerina. Uśmiechnęła się szerzej na myśl o niecierpliwym Uchiha. Faktycznie przyszedł do organizacji dokładnie w dniu, kiedy minęło pięć miesięcy i trzy tygodnie, zapytać się, czy Keiko wróciła z misji. Nie miała serca go trzymać w niepewności, — bo oczywiście przyjaciele nie raczyli mu udzielić pełnej odpowiedzi, — więc skontaktowała się z nim telefonicznie, ale również skłamała.
Do domu wróciła drugiego dnia, a nie trzeciego, jak powiedziała. Zrobiła to celowo, aby na szybko ogarnąć chociażby podstawowe pokoje, jak sypialnia, kuchnia, łazienka i siako tako korytarze. W końcu od pół roku nikogo tu nie było. Zachichotała na wspomnienie spotkania z Itachim. Stał na zaśnieżonej wycieraczce z wielkim bukietem i bombonierką w kształcie serca. Nie mogła uwierzyć, że tak bardzo jej brakowało jego głosu, uśmiechu, czerni oczu, najsłodszych ust oraz czułego dotyku. Nie dało się ukryć, że oboje byli wytęsknienie, co spowodowało spędzenie w swoich objęciach dwóch dni. Z chęcią nie przerywaliby tego, gdyby nie okoliczności. Jego wezwała Hokage, informując, że Sasuke wraca do Konohy. A Keiko postanowiła ogarnąć salon, który był nieotwierany od poprzedniej zimy, aby zrobić małe przyjęcie dla przyjaciół. Mężczyzna uznał, że taką atrakcję przeżyć raz to o raz za dużo. Rozmyślając to tym wszystkim, co się ostatnio działo, dziękowała, że Sasuke przybył wieczorem. Przyjaciele wrócili do siebie dopiero przed południem, a salon wyglądał jak pobojowisko. Z resztą ogród też; bez bitwy na śnieżki nie mogło się obejść. Zdążyła w miarę ogarnąć pokój i zjeść kolację, kiedy w drzwiach zastała zombi-Uchiha.
Przewróciła się na plecy, zerkając na drzwi, za których dochodziły ją hałasy krzątającego się Sasuke. Nie była przyzwyczajona do tego, aby cokolwiek zakłócało jej spokój, a tym bardziej upragniony sen. Skrzywiła się słysząc, jak trzaska drzwiczkami od kuchennych szafek. Wydając z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, będący dowodem na zirytowanie; wstała przeciągając się. Z markotną miną i powłócząc nogami opuściła pokój.
— Hejaaaa — przywitała się głośno ziewając.
— Cześć — odpowiedział nawet nie zaszczycając wzrokiem. Przeglądał szafki, zawzięcie szukając czegoś. — Nic więcej nie masz? — zapytał z pretensją odwracając się do przysypiającej na krześle szatynki.
— Nie zdążyłam jeszcze zrobić porządnych zakupów. Powinna mieć jeszcze trochę paluszków — mruknęła wskazując palcem odpowiednie drzwiczki, nie zważając na zdegustowaną minę mężczyzny.
— To nie jest śniadanie — odparł twardo, krzyżując ręce.
— O rany, aleś marudny od rana. Dobra, dobra. — Machnęła lekceważąco ręką, niezbyt chętnie podnosząc się. — Może został jakiś kawałek pizzy — dodała przeglądając ogromne kartony po gigantycznych pizzach z wczorajszej imprezy.
— W ogóle ty sprzątasz czasami? — oburzył się obserwując, jak odrzuca pusty karton na stertę podobnych piętrzących się w rogu kuchni, wraz z puszkami i butelkami po alkoholu.
— Nie — odparła radośnie. — Od tego mam ciebie. — Uśmiechnęła się ukazując biel zębów, na co Sasuke przyjął jeszcze bardziej skwaszoną minę. Dwa tygodnie, chyba pora zacząć negocjacje o dodatkowy tydzień.
— Śmieci mogłabyś wynieść.
— Tak jest, żono moja.
Koślawo zasalutowała, tupiąc bosą stopą o zimna kafelki, po czym roześmiała się wskakując na blat szafki, na którym przykucnęła niczym kot. Czternaście dni z tą dziewuchą!
— Oj nie kwaś się tak. Mam coś dla ciebie.
Absolutnie nic sobie nie robiąc z mrożącego krew w żyłach spojrzenia Uchihy, przy którego zdecydowana większość bała się, zeskoczyła, tanecznym krokiem podążając do lodówki.
— Fumiko przyniosła trochę zapiekanki z makaronem. Możesz sobie odgrzać — oznajmiła, dumnie wyjmując pudełko. — To, albo zostało trochę pieczywa.
— A bądź tak bystra i powiedz, z czym ma tą kanapkę zjeść?
Spojrzał na nią wymownie, uśmiechając się cynicznie. Lekko zmieszana zerknęła na prawie puste półki lodówki.
— Najnowszy hit, bułka z chlebem. No dobra, dobra, nie patrz tak na mnie. Pójdę na te zakup, ale nie teraz.
Westchnął zrezygnowany siadając na krześle. Itachi na serio z nią wytrzymuje? Masując narażone na niepotrzebny stres skronie, obserwował dziewczynę. Chwilę stała, marszczący intensywnie brwi i drapiąc się stopą po nodze. Następnie dziarsko pochwyciła patelnię odkręcając kran. Więcej uwagi nie zwracał na nucącą Keiko, która tanecznym krokiem przemieszała całą długość blatów szafek, tam i z powrotem. Nim zdążył na dobre pożegnać śniadanie, przed nim wylądował talerz.
— Co to? — zapytał nieufnie przyglądając się obsmażonym połówkom bułek.
— Coś do zjedzenia. Dobre jest — wyjaśniła wkładając przygotowaną „kanapkę” do buzi. Ostrożnie dźgnął „potrawę” widelcem. Zwykła bułka przecięta w poprzek wypchana jajeczną breją. Nie miał wyboru. Wolał pozostawić zjadliwe danie jej przyjaciółki na obiad, a teraz kulturalnie zjeść przygotowane śniadanie. Po pierwszych kęsach musiał przyznać, że Keiko umiała wyczarować coś zjadliwego z pustej lodówki. Szału nie było, jednak głód potrafiło zaspokoić.
— Nauczyłabyś się gotować.
— Nieznośny jesteś Uchiha.
— I vice versa.
— Ja nieznośna? A kto tobie śniadanka robi.
— Ciężko to nazwać śniadaniem.
— Phi. Arystokrata się znalazł. Umiem gotować.
— Udowodnij to.
— A żebyś wiedział, że tak.
Chwilę później obok talerza wylądował kubek parujące kawy. Od tak dawna nie miał okazji cieszyć się jej smakiem, siedząc w kuchni i obserwując pogodę za oknem. Miał po dziurki w nosie ciemnych, zatęchłych podziemi wężowatego. Delektował się tą przyjemnością patrząc jak pojedyncze płatki śniegu wirują na wietrze. Przyjemność minęła, kiedy na linii jego wzroku wpakowała się Keiko.
— Jakieś plany na resztę dnia? — zagadała wskakując na krzesło, które cicho zaprotestowało. Powierciła się przez chwilę, doprowadzając do głośniejszych trzasków wydobywających się z drewna, po czym usadawiając po turecku.
— Muszę napisać raport dla Hokage — odparł beznamiętnie, przychylając nieznacznie głowę, aby kasztanowa burza włosów nie zasłaniała mu widoku.
— No ta.
Nastała cisza. Mężczyzna wyczuwszy wzrok na sobie spojrzał pytająco. Granatowe tęczówki wpatrywały się z najwyższą uwagę, świdrując każdy centymetr twarzy i opartego o blat ciała.
— Jak się czujesz? — wypaliła nagle, zbijając go z tropu.
— W porządku.
— Potrzeba ci czegoś?
— Chwili spokoju.
— Mhm.
Znów umilkła bawiąc się pustym kubkiem. Sasuke zaczął się zastanawiać, czy faktycznie zaczęła się o niego martwić, czy pytała kurtuazyjnie. Jednak nim zdążył namyśleć się, dziewczyna zeskoczyła z krzesła.
— To, kiedy zaczniesz sprzątać?
No tak, czego on oczekiwał, poważnej rozmowy.
— Kiedy wyniesiesz śmieci — odparł wstawiając kubek do zlewu. — I pozmywasz po sobie — dorzucił opuszczając pomieszczenie.
— A takie — burknęła za nim wystawiając mu język.

Sasuke faktycznie planował spędzić cały dzień nad papierkową robotą. Odkąd wyszedł z kuchni zaszył się w salonie, zawalając ławę toną dokumentów. Ślęczał nad tym już od ładnych kilka godzin, nie zwracając uwagi a pewnie nawet nie zdając sobie sprawy, że nastało popołudnie.
— W kuchni będzie ci wygodniej — zauważyła stawiając kubek z herbatą na jednej wolnej przestrzeni, obejmującej rant blatu.
— Mhm — mruknął, nie przestając pisać. Najprawdopodobniej w ogóle nie rejestrując słów dziewczyny.
— Wychodzę do sklepu, to dla ciebie.
Spojrzał zaskoczony na rzucone klucze. Najzwyklejszy w świecie przedmiot przytwierdzony do dużego kółka najprawdopodobniej po odczepionym od niego breloczkiem. Intensywnie wpatrywał się w metal nim przeniósł wzrok na, jak zawsze uśmiechniętą Keiko.
— To klucze. Znalazłam zapasowe — wyjaśniła łagodnie. — W końcu masz tu trochę mieszkać a psem nie jesteś, żebym cię zamykała w domu. W razie ochoty na spacerki będziesz mógł wychodzić, kiedy zechcesz.
Tego nie spodziewał się po niej. Naprawdę przyjęła go z otwartymi ramionami; jako jedyna, kiedy wszyscy inni odwrócili się. Speszył się. Nigdy przesadnie miło dziewczyny nie traktował. Dogryzał, rzucał złośliwymi komentarzami, a w najlepszym wypadku ignorował. Otworzył usta gotów podziękować, kiedy wyprzedziła go.
— Ale nie pałętamy się bez celu po domu. No chyba, że ze szmatą. Nie otwieramy pozamykanych pokoi i nie szperamy mi po sypialny. Najlepiej to tu grzecznie siedź. A nie! Lepiej będzie jak już zaczniesz sprzątać. Dużo roboty, niewiele czasu a ty jeszcze wolno sprzątasz.
Nałga, niespotykana u niego ochota dziękowania, natychmiast wyparowała. Szybko zniknął pomysł wdzięczności za cokolwiek, a zaczęła rodzić się odpowiednio cięta riposta, przesiąknięta ironią, jak zwykle. Niestety dziewczyna nie zechciała na nią poczekać. Odwróciła się na pięcie i wszyła, o czym świadczył trzask zamykanych drzwi.

Zakupy minęły spokojnie, chociaż powrót nie był łatwy. Dziewczyna miała dość uciążliwa manierę brania więcej niż uniesie. Nie lubiła, co chwile biegać do sklepu po nowe produkty, więc zawsze kupowała więcej, mimo iż potem zabranie się z tym wszystkim było kłopotliwe.
— Sasuke — krzyczała od progu. — Przydałbyś się na coś i pomógł.
Bez zbędnych słów, odebrał siatki stawiając je na blatach szafek kuchennych.
— Dzięki — wysapała, łapiąc oddech.
— Dzwoniono do ciebie — zakomunikował wracając do przerwanej czynności.
— A miałeś nie szperać w moim pokoju — oburzyła się zdejmując przydługi szalik, którego końce mimo okręcenie wokół szyi zawsze zwisał swobodnie.
— Głośna masz melodię i zostawiłaś go na przedpokoju — wyjaśnił zapisując następne słowa na kolejnych stronach, zdawałoby się niekończącego się raportu.
— Och — wyrzuciła z siebie przyglądając mu się. Siedział przy stole, schowany za piętrzącymi się papierzyskami. Minę miał nietęgą, jednoznacznie wskazująca na niechęć do sporządzania półrocznej dokumentacji. Keiko uśmiechnęła się, sama wyglądała podobnie, kiedy przesiadując w bibliotece organizacji pisała raport. Wydawało jej się idiotycznym pomysłem zapisywania na nowo dokładnie tego samego, co przekazywała w cotygodniowych sprawozdaniach.
— Co chcesz na obiad? — zagadała rozpakowując torby. Wyjrzał za czytanej kartki wpatrując się w plecy dziewczyny wystające za drzwi lodówki. Na serio, obchodziło ją jego zdanie?
— Cokolwiek — rzucił orientując się, że oczekuje odpowiedzi.
— Tylko potem mi nie marudź, że tego nie lubisz.
Sasuke starał się ignorować jej obecność. Usilnie wmawiając sobie, że jest spokojny. Było to ciężkie zadanie, zwłaszcza, kiedy szeleściła reklamówkami, głośno gadając przez telefon.
— Dzwoniłeś. Co chciałeś? Tylko błagam nie mów, że coś jest nie tak w raporcie? Wyszedł perfekcyjnie. Nie, wcale się nie śpieszyłam z nim — skamłała zamykając z cichym trzaskiem szafkę. — No rany, każdy może się czasami pomylić. Z powodu kilku przekreśleń nie będę pisała wszystkiego od nowa. Szesnastu? Ale, że co? Szesnastu przekreśleń — powtórzyła zaskoczona. — Policzyłeś to? — Z zaskoczenia zatrzymała się w połowie ruchu. — Nie no, Danar ty to chyba nie masz, co robić w domu. Jeśli chcesz mogę ci trochę roboty załatwić jak się nudzisz i czytasz te brednie. Tak, tak, raport to nie brednie — przedrzeźniała ton jego głosu. —  Ale jest bezsensu skoro po prostu przepisałam to, co było w dostarczanych do was notatkach. No dobra, dopisałam parę zdań, ale nie przesadzajmy. A to nie idzie o raport? Ale ekstra. To, co chcesz? Mam przyjść? No nie chce mi się. Pilne? Dobra, dobra, nie stękaj mi tu, przyjdę. Ale później, muszę ugotować obiad. Dobra, to na razie. Papa.
Chcąc nie chcąc, musiał przysłuchiwać się rozmowie Keiko. Ładu i składu, na próżno było szukać, lecz ze słowa „raport” domyślił się, że musiała rozmawiać z przełożonym, chociaż… Wydawało mu się dziwne to, że do swojego przywódcy odzywa się w tak, można by powiedzieć lekko bezczelny sposób. Sasuke nie należał do osób, które płaszczą się przed Hokage i wykonają każde zadanie bez najmniejszego sprzeciwu, jakkolwiek nie byłoby ono idiotyczne. Zachowywał zwyczajowy, należny szacunek, prezentując chłodny profesjonalizm. Natomiast ton głosu Higashiyamy oraz słowa, które dobierała przypominał pogadankę z przyjacielem, nie przywódcą organizacji. A wykonalne doszukanie się chociażby cienia respektu, ukrytego między wersami. Tego po prostu, tam nie było. Zwyczajnie marudziła na swoją pracę do przełożonego. Jeszcze w prostu zawiadamiając, że czytanie zbiorczego raportu z przebiegu całej misji, jak się zna jej poszczególne etapy jest posunięciem skrajnie idiotycznym. Sasuke jakoś tego ogarnąć nie mógł. Kindersi nie od dzisiaj uchodzili za dziwaczną organizację, w której panują jeszcze dziwaczniejsze zasady, lecz, żeby do tego stopnia. Mężczyzna poważnie zaczynał się zastanawiać, jakim cudem to wszystko jeszcze funkcjonuje skoro podwładni nie czuję chociażby krztyny respektu przed przywódcą. Wprawdzie nie mógł wiedzieć, że Danar nie jest główno dowodzącym, tylko asystentem Josuke. Jednakże, dla Keiko to nie grałoby roli, rozmowa wyglądałaby dokładnie tak samo. I mimo tego, fioletowowłosy cieszył się nie małym autorytetem. Nie tylko wśród niższych szczebli wtajemniczenia, gdzie odnoszona się do niego z wyraźniejszym szacunkiem, również poza gabinetem.
— No, co? — zapytała, czując jak Uchiha przygląda się jej. Pokręcił jedynie przecząco głową powracając do spisywania raportu. To nie jego sprawa, jak przywódca Kindersów pozwala się do siebie zwracać. Nie obchodziło go to i nie miał zamiaru pytać. To tylko luźne myśli, które wykiełkowały pod wpływem chwili.
— Jak pewnie słyszałeś, deczko muszę się pośpieszyć, więc dzisiaj będziesz mieć coś zjadliwego. Odgrzeję danie Fumiko. Mówię ci, dobrze gotuje — nawijała wyjmując ostatnie produkty. — A tak w ogóle to zrób miejsce na talerze — dodała spoglądając wymownie na sterty papierów. Natomiast Saseke spojrzał znacząco na nadal niewyniesione śmieci po wczorajsze imprezie. Wywróciła oczami, mamrocząc coś pod nosem i zgarnąwszy piętrzące się pudła po pizzy, wyszła. Uśmiechnął się. Może jeszcze coś z tego dziewczęcia wyrośnie, pomyślał. Chociaż współczuł Itachiemu, jej wychowywanie może być długi, mozolny i męczącym procesem.
Po chwili oboje krzątali się po kuchni. Sasuke zbierał materiały, starając się przygotować mniejsze na dwa talerzy oraz odpowiednią przestrzeń wokół miejsca Keiko, aby ta przypadkiem nie zachlapała wszystkiego dookoła. Natomiast dziewczyna ogarniała wynoszone śmieci a także, idąc na zupełną łatwiznę, wrzuciła pojemnik do mikrofalówki. Nie minęło nawet piętnaście minut, kiedy zasiedli do posiłku, w zupełnej ciszy. Jednak spokój nie może zbyt długo trwać, zwłaszcza przy jej towarzystwie, podchodziło to pod niemożliwe.
— To mówisz, że zabiłeś Orochimaru — mruknęła, zamyślając się nad wypowiedzianymi słowami. Brunet obdarzył ją wymownym spojrzeniem.
— Późno docierają do ciebie fakty — odparł kąśliwie. Wprawdzie informował o tym wczorajszego wieczoru.
— No to ekstra — krzyknęła zadowolona z nutą podekscytowania. Nie żeby w ogóle do niej dotarły słowa Sasuke, a tym, bardziej ich sens. — Kaoru będzie wracał! — Zerwała się z krzesła podbiegając do okna. Otworzyła je na oścież, wpuszczając zimny, wręcz lodowaty podmuch wiatru do kuchni. — Lada moment może wrócić! — Cieszyła się jak dziecko patrząc błyszczącymi z podniecenia oczami na ciemne niebo.
— Co ty wyprawiasz? — oburzył się, czując jak chłód zakrada się pod materiał bluzy. Podszedł do okna, chcąc odciągnąć od niego zafascynowaną otoczeniem Keiko.
— Kaoru zawsze powtarzał, że żyjemy pod jednym i tym samym niebem, dlatego zawsze będziemy mogli być razem, mimo odległości patrząc na to samo.
Oczy błyszczały zachwytem i podekscytowaniem, tak dużym, że aż wręcz niezdrowym. Rozradowana z wielkim uśmiechem patrzyła na niebo, a Sasuke odniósł wrażenie, że gdyby mogła to by wzleciała w powietrze udając się tam. W pewien sposób jej radość była zaraźliwa i cieszyła.
— Dobrze, dobrze, jak wróci to spotkacie się, a teraz zamykaj to — polecił, ściągając dziewczynę, która niemalże wyskakiwała na zewnątrz. Udało mu się ją ustawić na podłodze zatrzaskując okno.
— Nie mogę się doczekać, aż wróci — mówiła, kilkoma skokami pokonując odległość dzielącą ją od krzesła. — Od tak dawna go nie widziałam — ciągnęła wskakując na jęczący z tego powodu mebel. — Siedział u Oro od tak dawna. Pech chciał, że przybył na trochę do Konohy, kiedy mnie nie było. — Skrzywiła się. — Ale jak wężyk nie żyje to wróci na stałe!
— Kim on jest, że aż tak się radujesz? — zagadał powracając do przerwanego posiłku. Taka radość, ciekawe czy tak samo radowała się na spotkanie z Itachim? Poczuł dziwne skrępowanie, jego wystawili. Nikt nie powitał, nie ucieszył się, nie przyjął z otwartymi ramionami, a przynajmniej nikt z osób, po który się tego spodziewał. Nie spodziewał się, że Keiko go przyjmie. Przyszedł tutaj, nie mając wyboru, ostateczna deska ratunku, jeśli zawiedzie, to nie ma już nic.
— Jest normalnie jak mój brat, jakby bliźniak. Chociaż techniki inne, nazwiska inne, nawet włosy się nie zgadzają. Chodzi o to, że ten sam wiek. Przyjaźnimy się prawie od mojego początku z przygodą o nazwie Konoha. Tak za nim tęsknie! — zawołała obejmując się ramionami i mocno przytulając, wizualizując swój stan stęsknienia. Uśmiechnął się. To po części było urocze.
— Jak wróci to go normalnie z ramion nie wypuszczę — zapewniała z determinacją malującą się na twarzy.
— Tylko nie zapomnij o Itachim — zażartował, widząc oczami wyobraźni jak bardzo bratu spodoba się to, że Keiko będzie wolała spędzać czas z innym mężczyzna niż nim.
— Ta. — Nagle radość uleciała tak szybko jak się pojawiła. — Już słyszę, jakie Kaoru zrobi mi kazanie z powodu Itachiego. Najpierw nawrzeszczy na mnie, potem na resztę, obarczy ich winą, że nie umieją jednej dziewczyny upilnować a potem najprawdopodobniej rzuci się z pięściami na samego Itachiego. A reszta przyjaciół ku ogólnej uciesze wspomoże go. Ta, będzie bombowo — zironizowała kładąc brodę na opierające się o blat stołu dłonie, wykrzywiając się przy tym zniesmaczona.
— Przyjaciele nie akceptują Itachiego? — zapytał zaintrygowany. Wydawał mu się, że brat z Keiko wiedzie sielankowy związek pozbawiony najmniejszych problemów. W końcu, jakie kłopoty, po za koniecznością wytrzymywania z nią, można mieć z Higashiyamą? Nie spodziewał się tego, że różowo nie jest. Wprawdzie nie rozmawiali zbytnio o swoich związkach i rzadko spotykali się we czwórkę, jednak, Itachi nigdy nie wyglądał na kogoś, kto posiada jakiekolwiek zmartwienia, a przynajmniej niewiążące się z troską o dobro wioski. A może to była tylko maska? Maska, której nie chciał zdjąć, nawet nie pomyślawszy, że takową może posiadać. A może tak skupiał się na sobie i swoich troskach, że nie zauważał innych, nawet brata? Olewając to, że nie jest pępkiem świata i fakt, że każdy ma problemy oraz zmartwienia. Zrobiło mu się trochę głupio. Może faktycznie Itachi miał powód by mieć do niego żal, aby go odtrącić zamykając bezczelnie drzwi przed nosem. A może…
— Gdyby mogli to by go poćwiartowali na kawałeczki, usmażyli z czosnkiem i podali, jako danie mięsne do ziemniaków, z sosem słodkim, aby zabić naturalny zgorzkniały i kwaśny smak mięsa.
— Aż tak?
— No niestety — mruknęła bawiąc się palcami i unikając wzroku. — Starają się jak mogą, abyśmy — zawahała się, — zerwali — wyszeptała. Głupio jej było za przyjaciół, a raczej za tą ich niechęć do Itachiego. Zwłaszcza teraz, kiedy to mówiła jego bratu.
— Nie wiedziałem.
— Bo tylko ścisłe grono wie. No, ale widziałeś się z Kaoru jak byłeś u Oro? — zapytała zmieniając temat, a na twarzy znów pojawiła się radość.
— Nie pamiętam kogoś o takim imieniu — wyjaśnił wracając do ostatnich kęsów dania. Trzeba było przyznać, Fumiko umiała gotować i może to nie było to, co by dostał do Mikoto, ale na pewno było bardzo smaczne.
— No ta, na pewno używał pseudonimu, przy okazji i też zmiany wyglądu. Wprawdzie kamuflaż przy takiego typu misjach to podstawa. Szpiedzy łatwo nie mają.
Nastała cisza, według Sasuke dziwna cisza. Przecież dopiero sekundy temu Keiko wylewała z siebie kaskady słów i szczęścia, a teraz zamilkła patrząc na niego z miłym uśmiechem na ustach. Oczekiwała czegoś? Uniósł pytająco brew, licząc, że wyjaśni, o co chodzi. Nie zrobiła tego.
— Chciałaś coś? — zapytał.
— Hm, może.
Przyjrzał się jej. Wyglądała teraz na całkiem spokojną dziewczynę, która siedząc z podpartym policzkiem o dłoń, sprawia wrażenie, lekko znużonej, bądź zamyślonej. Rozumiejąc, że nie doczeka się sensownej odpowiedzi wstał zbierając naczynia i wrzucając je do zlewu. Chciał szybko powrócić do pisania raportu, aby jak najszybciej mieć go z głowy.
— Coś nie tak? — dopytał lekko zirytowany jej wzrokiem. Śledziła jego ruchy, dokładnie przyglądając się, jak ściera stół w miejscu, gdzie stały talerze a następnie rozkłada papiery na nowo.
— I tylko tyle? — zapytała zawiedzionym głosem. — Miałeś sprzątać, a nawet nie pomyłeś naczyń. To twój obowiązek — oznajmiła radośnie i nim Sasuke zdążył się porządnie wnerwić, rzuciła: — Znikam do siedziby.
— Nie rób ze mnie sprzątaczki! — wybuchnął zjawiając się na korytarzu.
— Sam zgodziłeś się na ten układ.
Uśmiech. Szczery, pełen radości uśmiech. Miał nieodparte wrażenie, że był złośliwy.
— Gości się tak nie traktuje.
— Goście nie zalegają tygodniami. I… — urwała odrzucając koniec szalika na plecy, — oj daj się czasami podroczyć — dodała, jednym susem zjawiając się obok i czochrając mu fryzurę. Po czym, dla bezpieczeństwa zanosząc się chichotem szybko wyszła, trzaskając drzwiami, a dla pewności wybiegając na ulicę przed posiadłością. Zaśmiała się, okręcając na jednej nodze i tanecznym krokiem ruszyła ku siedzibie, ciekawa, czego od niej mogą chcieć.

***

— Wejść. — Usłyszała zapukawszy. Nie mając żadnych domysłów, o co może chodzić, ze spokojem pchnęła drzwi, wchodząc do gabinetu Josuke. — Siadaj — polecił wskazując krzesło i zamykając przeglądaną teczkę. Światełko, że coś jest nie tak, zapaliło się, kiedy zerknęła na napis „Itachi”.
— O co chodzi? — zapytała ostrożnie, rozsiadając się, lecz jej wzrok nadal z nieufnością obserwował przedmiot.
— Chciałbym porozmawiać o sprawie dotyczącej twojej misji w Ame.
— Tak? — Spojrzała na przełożonego odrywając wzrok od niepokojącej teczki. Nie żeby z samą teczką było coś nie tak. Od, zwykła szara teczka, jakich w organizacji pełno. Tylko ten napis.
— Jak wiesz podczas twojej nieobecności, z resztą uprzedzaliśmy ciebie, poddaliśmy Itachiego Uchihę obserwacji. Przykro mi to mówić, ale rezultaty są takie, jak się spodziewaliśmy.
— Czyli?
Była coraz bardziej niepewna. Zwątpienie rosło z każdym kolejnym słowem. Czyżby Josuke zamierzał jej teraz powiedzieć, że Itachi zdradził?
— Itachi nie był ci wierny.
Powiedział to. Po prostu to powiedział, prosto z mostu. Szok i niedowierzanie, potem przestrach, panika, ogromna złość. Wszystkie te uczucia następowały po siebie w takim tempie, że ledwo mimika twarzy nad nimi nadążała. I nagle, oprzytomnienie.
— Dowody.
Uśmiechnął się pewny siebie. Wiedział, że tego zażąda. Przed dziewczyną wylądowała niepokojąca teczka. Z lekko drążącymi dłońmi otworzyła ją. Z wnętrza na kolana wysypała się masa zdjęć. Zaczęła je zbierać, jednocześnie oglądając. Wszystkie przedstawiały Itachiego i Haniko. Patrzyła jak niesie jej zakupy, otwiera drzwi, jak trenują, spotykają się na mieście, siedzą w restauracji. Keiko czuła się trochę zmieszana, od zwykłe zdjęcia.
— O co chodzi? — zapytał przenoszą wzrok z fotografii na mężczyznę, który wygodnie rozsiadł się opierając plecy o oparcie fotela.
— Oglądaj.
Chwilę przyglądała się nad wyraz poważnemu i spokojnemu obliczu przełożonego. Niepewnie znów zerknęła do wnętrza teczki. Ilość zdjęć była dość imponująca, więc szybko przestała mieścić się w dłoniach. Odłożyła uzbieraną kupkę na blat, oglądając resztę. Widać było upływający czas, głownie po wielkości brzucha dziewczyny i zmianie pory roku. Następne ujęcia były już zupełnie inne. Rutyna z poprzednich przewijała się między innymi scenami. Spacerek Haniko, Itachiego i Mikoto, kupowanie w trójkę wyprawki dla dziecka, wieczorne oglądanie filmów tylko we dwoje. Higashiyama nadal nie wiedziała, jaki jest w tym cel. Od zwykłe fotki. Niestety początkowe słowa mężczyzny spowodowały, że odczuwała niepokój. Zmieniała zdjęcie, za każdym razem bojąc się tego, co ma na nim zobaczyć. Ogromna ulga, gdy to była kolejna wyprawa do sklepu i niesienie ciężkich toreb. Jednak przy jednej fotografii zatrzymała się. Salon Haniko, na pewno, rozpoznała pomieszczenie i Itachi z ręką na brzuchu blondynki. Cofnęła się, do poprzedniego ujęcia, otoczenie wyglądało dokładnie tak samo, sprawiało wrażenie, zrobionego kilka sekund przed tym. Na tym to Shimanouchi trzymała dłoń na brzuchu, drugą wspierała się o ramie bruneta, jakby coś ją mocno zabolało. Wróciła do zdjęcia, wykonanego zaraz po tym, gdzie to Itachi dotykał ją. Następna fotografia była kolejnym ujęciem następującym sekundy później. Długowłosy nadal trzymając blondynkę za brzuch patrzy jej w oczy, mówiąc coś. Kolejne zdjęcie i klęka przed nią, przystawiając ucho do naprawdę już sporego brzucha, najprawdopodobniej w stadium przedostatniego miesiąca. Najwyraźniej dziecko musiało kopnąć. Keiko zmarszczyła brwi, zatrzymując się przy tej serii następujących fotografii. W gruncie rzeczy to nic takiego. Dzieciak poruszył się, więc Haniko zabolało, poinformowała o tym Itachiego, który zaaferowany chciał sam to sprawdzić. No spoko, nic nadzwyczajnego i brak zdrady, więc, o co chodzi?
Z niepewnością przerzuciła śliski fotograficzny papier, patrząc na kolejne ujęcie. Znów ten sam salon, tym razem ozdobiony w kolorach zielni i czerwieni. Zastawiony stół a wokół niego Shisui, Naruto no i standardowo główna para, obok siebie na kanapie. Wszyscy się radują i weselą, w końcu święta. Keiko uśmiechnęła się, też by chciała tego nie ominąć. Kąciki ust szybko opadły, kiedy spojrzała na następne zdjęcie. Itachi z Haniko stali w drzwiach do salonu, czule obejmując się. Chwilę później on ją pocałował. Jeszcze nie w usta, ale policzek. Reszta wiwatowała a dziewczyna uśmiechała się czarująco, lekko zakłopotana. Potem wszyscy ustawili się blisko siebie, obejmując osobę, obok, aby Naruto mógł zrobić pamiątkowe zdjęcie. Haniko stała po środku, pod rękę z panami Uchiha. Potem kolejne przytulanie na pożegnanie. I następne zdjęcia, jak Itachi siedzi z nią w restauracji i trzymają się za ręce. Keiko patrzyła na następne obejmowanie się przy pomaganiu w zejściu ze schodów. I… Keiko zamarła. Wieczór, oboje siedzą na kanapie oglądając film, widać jedynie ciemne zarysy sylwetek oraz to jak on nachyla się nad nią. Głaszcze ją po policzku, przysuwa do siebie. Ich twarze są coraz bliżej, jakby mieli się zaraz pocałować. Nie było uwiecznionego finiszu. Następna fotografia prezentowała wspólne gotowanie.
— Co to ma kurwa być?! — krzyknęła rzucając w Josuke trzymanym zdjęciem.
— Przez te ostatnie sześć miesięcy dość sporo wydarzyło się w Konoha — mówił spokojnie z pewną satysfakcją oglądając złość dziewczyny.
— Pytam się, co to jest?! — krzyknęła rzucając teczką o blat. Wypadły z niej zdjęcia, rozsypując się po całym blacie.
— Materiały, które skrupulatnie zbieraliśmy przez ten cały czas. Widzisz, podczas twojej nieobecności Itachi dość mocno zbliżył się do Haniko.
— Ja jestem spokojna, ja jestem spokojna, ja jestem spokojna — powtarzała jak mantrę kołysząc się w przód i tył, masując przy okazji palcami skronie. Po kilku minutach, wzięła głęboki wdech, opadając na oparcie krzesła.
— Spokojna — zakomunikowała kwaśno. Chociaż zaciśnięte zęby i pięści, ściągnięte brwi wściekłość, która malowała się w oczach, o tym nie świadczyła. — Co to kurwa jest?!
— Prawda Keiko. Nie robiliśmy nic innego, jak tylko zdjęcia. One nie kłamią.
— To poważne naruszenie przestrzeni prywatnej to do tego jeszcze nie masz konkretnych materiałów — rzuciła rozeźlona. Zwątpienie rosło, jednakże nie był na tyle duże, aby wybiec natychmiast z gabinetu i rzucić się z pięściami na Uchihę.
— Nie miałem wystarczająco wolnych ludzi, aby śledzić go dwadzieścia cztery na siedem — odparł kwaśno, wyraźnie chcąc zaakcentować fakt, że przecież Itachi nie jest pępkiem świata i były ważniejsze rzeczy do roboty.
— Czemu dowiaduję się tego teraz, a nie jak tylko przybyłam do Konohy?
— Czekaliśmy na jego ruch. Czy będzie miał na tyle honoru, aby przyznać się do zdrady. Zrobił to?
— Nie — warknęła gwałtownie wstając. Josuke zmarszczył brwi, dokładnie obserwując jej następną reakcje, lecz dziewczyna nie zaczęła krzyczeć, nie wybiegła ani nie rozpłakała się, po prostu zaczęła nerwowo krążyć po pomieszczeniu.
 Gotowało się w niej. Wiedziała, że będą śledzić Uchihę, próbując znaleźć dowody przeciwko niemu, jednak nie przypuszczała, że będzie to tak wyglądać. Masa zdjęć, która na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajnymi chwilami uchwyconymi pomiędzy przyjaciółmi. Niby tak, lecz… Itachi z Haniko wcześniej nie byli tak blisko siebie. Do tego mężczyzna nie należał do osób, które szybko się zaprzyjaźniają czy są zbyt swobodne w kontaktach z innymi. O ile zakupy były podyktowane normalnym odruchem to do reszty miała obiekcje. Skrzywiła się, w głowie mieszały się obrazy ze zdjęć, ze wspomnieniami słodkiego spotkania po półrocznej rozłące. Stał na wycieraczce z kwiatami i czekoladkami, pięknym uśmiechem oraz najsłodszym na świecie „tęskniłem”.
— Kurwa! — warknęła zamachnąwszy się na tyle mocno, że uderzone w oparcie krzesło zachwiało się i przewróciło z głośnym łoskotem.
— Keiko, spokojnie.
Josuke podniósł się z fotela podchodząc do roztrzęsionej dziewczyny. Objął ją w ciasnym uścisku, zamykając szczelnie w ramionach.
— Uspokój się — polecił głaszcząc po głosach. Uczepiła się go mocno, zaciskając pięści na materiale swetra, starając się ze wszystkich sił nie zrobić sceny. W tej chwili poczuła się zwyczajnie oszukana.
— Ostrzegałem się. Przykro mi, że tak się stało. Oddałbym wszystko, aby tak nie było. Moja mała Keiko.
Nie odpowiedziała, starając wtulić się mocniej. Już nie wiedziała, co czuje, wszystko się mieszało. Złość, smutek, niedowierzanie i szok.
— Jest coś jeszcze? — zapytała cichutkim łamiącym się głosikiem.
— Plotki, które krążyły po Konoha.
— Jakie? — Mocniej zacisnęła palce, niemal do białości.
Spokojnym łagodnym głosem powiedział jej, o czym plotkowali konoszanie. Przedstawiał ich domysły o rzekomej zdradzie Haniko, która według nich miała zajść w ciążę z Itachim, o czym dowiedział się Sasuke i nie wybaczając bratu, opuścił wioskę. Inna wersja głosiła, że wściekły młodszy brat, zemścił się na starszym odbijając mu dziewczynę i z nią uciekając z Konohy. A inna plotka opowiadała o tym, że Haniko zdradziła Sasuke, który nie mógł tego znieść i uciekł, a oczerniony klan zachowaniem mężczyzny, zmusił biednego Itachiego do zaopiekowania się kobieta i wzięcia z nią ślubu, dla dobra wizerunku rodu.
Słuchała tego, starając wmówić sobie, że to tylko gadki starych bab. Jednak nie umiała wyrzucić z umysłu tych zdjęć, czy faktu, że „w każdej plotce jest ziarenko prawdy”. Czuła, że tego nie wytrzyma. Osunęła się na kolana, mając ochotę wyć w niebogłosy.

Josuke uspakajał ją długo, do późnego wieczora, więc, kiedy postanowiła wrócić do siebie, wyszła na puste ulice pogrążone w ciemnościach. Nie wiedziała, co ma zrobić. Wierzyła i jednocześnie nie wierzyła w to, co widziała. Powolnym, kołyszącym się na boki krokiem szła, ledwo powłócząc nogami, kurczowo ściskając otrzymaną teczkę. Nieobecny wzrok wbiła w świeżo napadanym śniegu, nie odczuwając zwyczajowego zachwytu mieniącymi się kryształkami w światłach latarni. Jej umysł nie rejestrował niczego wokół, nawet zimna, które zakradało się pod cienki sweterek, z powodu rozpiętej kurtki. Nawet szalik smętnie zwisał z ramion, ciągnąc się po ziemi. Wyglądała na kogoś, kto zmierza na szubienicę, gdzie zaraz zostanie wydany wyrok skazujący na śmierć. Z takim nastawieniem i prezentacją weszła do domu. A zatrzasnąwszy za sobą drzwi, osunęła się po nich, chowając twarz w dłoniach. Chwilę tak trwała, nim zauważył ją Sasuke; szedł z plikiem kartek z kuchni do salonu.
— Coś nie tak? — zapytał, widząc dziewczynę zastygniętą w bezruchu na podłodze pod drzwiami.
— Poradzę sobie — mruknęła podnosząc na niego wzrok. Czarne źrenice rozszerzyły się w szoku.
— Co się stało? — zapytał zaniepokojony odkładając trzymane dokumenty na szafkę na obuwie. Keiko dostrzegając jak się zbliża, naparła bardziej na drzwi, chcą się cofnąć. Mężczyzna zatrzymał się, niepewny kolejnego ruchy. 
— Może zrobię herbaty? — zaproponował, nie bardzo wiedząc, jak zachować się w takiej sytuacji. W tym stanie go przerażała. Nie żeby się jej bał, po prostu czuł się bezradnie, czego serdecznie nienawidził. Pierwszy raz spotkał się z tym, aby się tak zachowywała, jak wystraszony skrzywdzony kociak.
Pokiwała głową, czekając aż zniknie w kuchni. Powoli wstała zrzucając na podłogę kurtkę, szalik i buty. Nie fatygowała się, aby podnieść odzienie i dowiesić na wieszak. Pozostawiła wszystko wśród wody skapującej z ośnieżonych kozaków. Ledwo zginając kolana, unosząc stopę o centymetr nad panelami, zawędrowała do salonu, co jakiś czas głośno szurając. Przechodząc obok kanapy, pochwyciła starannie złożony przez Sasuke koc i zasiadła w fotelu okrywając się nim na bałwanka. Nic nie wystawało oprócz pary smętnych oczu. Uchiha wszedł z kubkami parującego napoju, niepewnie patrząc na zwiniętą dziewczynę. Nie wiedział, co zrobić. Keiko milczała, wpatrując się w kłęby dymu nad kubkami.
— Co się stało? — zapytał siadając na skraju kanapy.
— Nie wiem.
— Może chcesz o tym pogadać?
Nie żeby on chciał, ale w filmach zawsze to tak wygląda, nie? Smutna dziewczyna musi się wygadać z problemu, niemożliwości znalezienia pasującej do nowych szpilek sukienki.
— Nie wiem.
Zapomniał, że Keiko standardową dziewczyna nie jest. Ta sytuacja była niezręczna. Z jednej strony nie mógł od tak olać jej zachowania, a z drugiej nie miał bladego pojęcia, co zrobić i z chęcią wróciłby do pisanego raportu.
— Dać ci może komórkę?
Spojrzała na niego pytająco.
— Może zadzwoń do Itachiego
— NIE! — krzyknęła, głośno, wyraźnie z nutą paniki, nie pozwalając by wypowiedział kolejne słowa. Pokłócili się, pomyślał marszcząc czoło. No to teraz to już zupełnie nic nie wskóra. Do udzielania wsparcie w sprawach związku, był najmniej upoważnioną osobą. Westchnął wychodząc z salonu, przypominając sobie o porzuconych papierach na przedpokoju. Ze zrezygnowaniem popatrzył na rozrzucone ciuchy, które bez słowa podniósł. Dopiero teraz dostrzegł na podłodze koło drzwi, teczkę z czarnym napisem, a dokładniej imieniem brata.
— Zostawiłaś — zakomunikował wracając do salonu z przedmiotem. Keiko popatrzyła na niego, jak na swojego oprawcę, który przymierza się do wykonania kolejnego bolesnego uderzenia z bicza.
— Mam podejrzenia, że… Itachi mnie zdradził — wyszeptała, chowając twarz w połaciach koca, chcąc oprzeć czoło o podkulone kolana.
— Co takiego?
To jakiś żart. Nie Itachi.
— Zajrzyj do teczki — poleciła, nie podnosząc głowy, a jej głos wyraźnie się łamał. — Też powinieneś obejrzeć to.
Sasuke usiadł, otwierając nieszczęsną teczkę. W skupieniu oglądał zdjęcie po zdjęciu, aż do ostatniego. Był osłupiały. Z jednej strony wyglądało to na przyjacielską pomoc, z drugiej strony niektóre fotografię budziły niepokój oraz… Nie dało się ukryć, że Itachi z Haniko wyglądali jak normalna, szczęśliwa para. Nie był pewny, co o tym sądzić. Przecież znał brata, nie dopuściłby się czegoś takiego. Nie on. A ona posiadała na tyle honoru, aby nie uwodzić zajętego mężczyznę.
— To na pewno jakieś nieporozumienie.
— Głupiś — mruknęła wychylając się na chwilę z czeluści koca i obdarzając Sasuke dość wymownym spojrzeniem, świadczącym wyraźnie o jej przeświadczeniu, że jego IQ w tym momencie wynosi 1.
— Itachi jest moim bratem, wiem, że nie mógłby czegoś takiego zrobić. Nie zdradziłby. Nie on.
— Sam widziałeś.
Znów schowała się za miękkim materiałem brązowego koca.
— Keiko, ja ręczę za Itachiego. Nie zdradziłby cię.
— Ale zdradził.
— Głową poręczę, że nie.
— Uważaj, bo zostaniesz bezgłowym jeźdźcom.
— To tylko zdjęcia, przecież można pstryknąć fotkę w najmniej oczekiwanym momencie i wszystko będzie wyglądać podejrzanie.
Rozsunęła koc, przyglądając się mu. Jakaś racja w tym była. Wykrzywiła usta w bardzo niezadowolonym grymasie, starając się nad tym zastanowić. Wyobrażając sobie, co by mogło być tuż przed pstryknięciem zdjęcia i tuż po.
— Czy Itachi powiedział ci cokolwiek o zdradzie? — Pokręciła głową. — Czy zachowywał się jakoś nienaturalnie, co by wskazywało, że coś ukrywa? — Zaprzeczyła. — Sama widzisz. Pogadaj z nim. To może być nieporozumienie. To tylko zdjęcia. Nie wiesz, co było przed nimi, ani co potem, co mówili, co się działo. To jedynie uchwycona przelotna chwila, nic więcej.
— Naprawdę tak mocno wierzysz w szczerość Itachiego?
— Owszem. Widziałem was razem, on nie mógłby cię zdradzić. A te zdjęcia, Haniko jest jego przyjaciółką, a on jest obowiązkowy i przyjacielski. Została sama w trudnej sytuacji. Bardzo potrzebowała kogoś, kto się nią zaopiekuję. Ja zniknąłem, więc Itachi stanął na wysokości zadania, otaczając wsparciem.
Czyżby o to chodziło? Czyżby to było powodem wystawienia go za drzwi, zamknięcie ich przed nosem? Nie myślał o tym w ten sposób, do tej pory nie złożył faktów w tej kolejności następstw. Poczuł się skończonym kretynem. Przecież to nie było trudne.
— Za Haniko nie ręczysz? — zapytała przekrzywiając głowę. Nie odpowiedział, przenosząc wzrok na herbatę.
— Nie ufasz jej? — zaciskała, nie doczekawszy się odpowiedzi. Upił łyk, z wielkim namaszczeniem i powagą, starając się tym odwlec odpowiedź uniknąć dalszej rozmowy.
— W to nie wierze.
— Ja i Haniko to inna bajka — podsumował, dając wyraźnie znak, że więcej nie będzie ciągnął tematu.
— Nie przesadzajmy. Ludzie różnią się od siebie, mają inne wymagania i oczekiwania, ale w gruncie rzeczy mechanizm jest ten sam. Niezależnie od charakteru, kobiety potrzebują tego samego. Wybranka, który zawsze będzie obok, gotowy nieść wsparcie, który bez względu na wszystko, nawet ich odtrącanie; w końcu lubimy zgrywać niedostępne; będzie o nie walczył. To wszystko, od i cała filozofia.
Lepiej tego nie mogła ubrać. Kto tu wspiera, kogo?
— Zbyt dumni, aby przyznać się, że potrzebujecie siebie nawzajem. Nawet zabawne — kwitowała.
— Keiko nie mieszaj się w to.
— Nawet nie zaczęłam. Wyrażanie opinii to jeszcze nie mieszanie się.
— Po prostu za nią nie ręczę i koniec kwestii.
Taka była prawda. Nie był pewien czy przypadkiem Haniko nie zakochała się w Itachim, przez co stała się przy nim swobodniejsza i dochodziło do sytuacji, uwiecznionych na zdjęciach. W końcu zawsze była przy nim bardziej rozluźniona, chętnie spędzając wspólny czas.
— Skąd je masz? — zaciekawił się, spoglądając na odłożoną na ławę teczkę.
— Mówiłam ci, że przyjaciele nie ufają Itachiemu. Śledzili go przez te pół roku.
To było, aż tak poważne? Nie przypuszczał, że musieli zmagać się z takimi przeciwnościami. To już było jawne działanie na niekorzyść ich związku. Nabierał ochoty, aby pójść im przywalić. W końcu nie powinni wciskać nosa w nie swoje sprawy, tylko cieszyć się szczęściem przyjaciółki. Nie tak działa przyjaźń?
— Co zamierzasz zrobić?
— Nie wiem — burknęła znów markotniejąc i zakrywając twarz kocem.
— Nie uwierzę, że Itachi cię zdradził. Porozmawiaj z nim, a na pewno wszystko się wyjaśni.
— Ta, chyba będę musiała. Wiesz, w gruncie rzeczy, nie jest z ciebie aż taki zły pocieszyciel. Co prawda zabierasz się za to fatalnie. Herbata to nie gorące kakao, brak czekoladek, a gdzie przytulanie, jakieś „wszystko będzie dobrze”, komedia na rozluźnienie, albo jakieś winko.
— Nie przeginaj i ciesz się, że w ogóle chciałem z tobą pogadać.
— Niezły zaszczyt. Może pójdę ubrać się galowo na tę okazję i powtórzymy ten niecodzienny zaszczyt.
— Nawet się nie waż.
Uśmiechnęła się wstając u zdejmując koc z ramion.
— W gruncie rzeczy — zaczęła narzucając mu na plecy materiał i dokładnie nim okrywając, — nie jesteś taki zły — dokończyła uśmiechając się lekko. Chwile patrzyła mu w oczy, po czym: — Dzięki — oddała cmokając w czoło. Na reakcję nie czekała, szybko pognała na górę.
Zerknął w stronę przedpokoju, usłyszawszy trzask zamykanych drzwi na piętrze. Parsknął nieznacznie unosząc kącik ust, nadal czując dotyk jej warg na skórze i intensywny cytrusowy zapach, od włosów, którymi przykryła mu na chwilę nos. 


7 komentarzy:

  1. Czytam Was od dawna :)
    No i muszę powiedzieć, że z utęsknieniem czekam na kolejny rozdział - bardzo mi się podobają Wasze historie!

    Wygląda na to, że w końcu Sasuke i Keiko się polubią, prawidłowo! Wspólne mieszkanie razem zobowiązuje ich do bycia miłym dla siebie nawzajem.

    Jestem trochę zszokowana tymi zdjęciami Haniko i Itachi'ego. Ogółem śmiem twierdzić, że oni do siebie pasują. Chociaż sądzę, że skoro Sasuke poprosił brata o opiekę nad Haniko to Itachi wziął to sobie do serca, no i lubi Haniko, więc jej pomaga, skoro ona jest sama biedna :(

    Cieszę się, że Haniko nie przyjęła Sasuke - należało mu się.
    Postawa Kindersów jest pełna nienawiści do Itachi'ego - wredoty!


    Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komentarz i jednocześnie chcemy powitać na blogu (wydaje mi się, że wcześniej nie komentowałaś). Wyrażamy również nadzieję, że spotkamy się pod następnym rozdziałem, który będzie opublikowany w następną sobotę tj. 5.11 ;) Ogromnie się cieszymy z nowej czytelniczki i komentatorki ;) Więc miło będzie jeśli jeszcze kiedyś postanowisz zawitać z następnym wpisem.
      I masz rację co do Sasuke i Keiko. Fakt, mieszkanie razem zbliża do siebie ludzi, oj bardzo zbliża ;) Jednak więcej nie zdradzę.
      Rozbawiło mnie twoje ostatnie podsumowanie xD No i troszkę rację w tym jest. Kindersi za Itachim nie przepadają.

      Usuń
    2. Faktycznie wcześniej nie komentowałam.
      Nie jestem dobra w pisaniu komentarzy, ale się nauczę :) Maaatko ja już czekam na jutro, nawet z ciekawości zajrzałam czy dzisiaj jakimś cudem będzie rozdział, ale nie :(

      Usuń
  2. Ja dalej nabrabiam i ku mojej uciesze jestem już tu :-)
    Zdjęcia mnie nie zaskoczyły. Co innego gdyby Uchiha był na nich z inną kobietą. Wiadomo, że ze strony Keiko może to źle wyglądać, ale takie zachowanie Itachiego pasuje do niego jak ulał. Przez chwilę myślałam, że Sasuke wściekły pójdzie przywalić bratu, a tu zaskoczenie, bo stanął w jego obronie. Co do dotykania brzuszka, to kiedyś czytałam, że wiele ludzi tak ma i lubi dotykać gdy kobieta jest w ciąży. Druga sprawa to fakt, że kopiące maleństwo jest niepowtarzalnym zjawiskiem. Skoro Sasuke nie było, to super, że jego brat uczestniczył w życiu przyszłej mamy.
    Rozdział fajny, a rodząca się przyjaźń Keiko i Sasuke to coś niesamowitego i intrygującego. Ciekawa jestem co na to Haniko i Itachi.

    PS. Mój pomysł upadł. Myślałam, że Keiko nie będzie mogła wrócić z misji i Itachi pójdzie ją ratować ryzykując swoje życie. Tak w mojej głowie miał się skupić w łaski jej przyjaciół. Właściwie to jeden z pomysłów. Teraz będzie mi w głowie kiełkował inny.

    Weny, czasu i chęci do pisania ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że postanowiłaś nadrobić zaległości u nas :) I znalazłaś chwilę na przeczytanie rozdziałów. No i nie powiem, ale zaskoczyłaś mnie tym, że cię zdjęcia nie zaskoczyły. Aż jestem skonsternowana i nie wiem czy pociągnięcie sprawy dalej ci będzie odpowiadać.
      Co do przyjaźni Keiko i Sasuke, będzie kwitnąć, a co na to Haniko i Itachi xD no cóż, ja tu się szczerzę do ekranu, ale powiedzieć nie mogę, aby nie było spoilerów i abyś miała niespodziankę ;)
      Hm całkiem niezły pomysł, lecz jakoś nie brałam go pod uwagę. I cieszę się, że nowe pomysły już ci w głowie kiełkują, bo aż jestem zaintrygowana tym czym wpadniesz na to jak dojdzie do jako takiego unormowania relacji między Itachim a Kindersami. Aż ma się ochotę chwycić za klawiaturę napisać i od razu publikować, ale nie teraz tj. 5.11 kolej Erroay ;)

      Usuń
    2. wredoty!!!! do 5 tak daleko :(

      Usuń
    3. Rozdział jest skończony i nawet gotowy do publikacji, ale 2 tygodnie, to 2 tygodnie xD nie no, a tak serio, to jak teraz za często będziemy wrzucać, to szybciej nam się zapasy skończą :-) no i tempo pisania nam bardzo zwolniło wraz z początkiem października.

      Usuń