3 stycznia 2016

29. Niestety, stoi w cieniu

Sasuke, patrząc, jak osuwa się ostatni kawał gruzu i upewniając się, że po tej stronie nikogo nie było, uklęknął na ziemi i chwytając pierwszy lepszy podłużny przedmiot, zaczął rozrysowywać mapę. Uwzględnił na niej wszystkie mijane korytarze, jakie zapamiętał, starając się przy tym zachować ich proporcje. Następnie przyjrzał się dokładnie swojemu schematowi, chcąc wydedukować, którędy powinien się udać, by dołączyć do drużyny.
Prawda była taka, że bardzo źle to rozegrali. Takeshi powinien każdemu zapewnić po mrówce, która informowałaby o przebiegu misji. Niestety, w obecnej sytuacji doinformowany był tylko on i to na nim spoczywała odpowiedzialność za dziewczyny. Ciężar tej misji ciążył mu jeszcze bardziej, kiedy uświadomił sobie, co Itachi powiedziałby na to, że naraża jego dziewczynę na niebezpieczeństwo.
Nie zastanawiając się dłużej, zapamiętał przebieg prowizorycznej mapy, po czym ruszył biegiem przez korytarz, przy okazji aktywując sharingan. Nie mógł być pewien, czy tuż za rogiem ktoś na niego nie czyha, postanowił więc zachować maksymalną czujność nie spowalniając zbytnio tempa poszukiwań.
Na szczęście Takeshi nie dał jeszcze żadnego znaku, Sasuke założył więc, że ma trochę czasu.
Kiedy dobiegł do rozwidlenia, skręcił, ufając swoim wcześniejszym spostrzeżeniom. Część informacji wyciągnął od nieżyjącej już kobiety, jednak nie potrafił bezgranicznie zaufać jej planom, mając na uwadze, że kobieta zupełnie nie miała orientacji w terenie. Wszystko więc, czego zdołał się dowiedzieć o podziemiach, traktował z przymrużeniem oka.
Kiedy dobiegł do końca następnego korytarza, dotarł do rozwidlenia, na ścianach którego zaczęły pojawiać się drzwi. Było ich sporo, oddalone od siebie w regularnych odstępach, po obu stronach tunelu. Takie umiejscowienie mogło wskazywać na sektor mieszkalny. O ile dobrze pamiętał mapę innej kryjówki Orochimaru, którą dostali od Tsunade do wglądu, znajdował się właśnie w bardzo niebezpiecznym obszarze, w samym centrum kryjówki. Obaj z Itachim wprawdzie doszli do wniosku, że plany kryjówek na pewno w pewnym stopniu się od siebie różnią, gdyż tylko ktoś zupełnie bezmyślny budowałby podziemia według jednego wzorca, jednak postanowił zachować wzmożoną czujność.
Rezygnując z biegu, przemieszczał się bezszelestnie, mijając kolejne drzwi i zbliżając się do kolejnego zakrętu, na którym powinien odbić trochę w prawo, by okrążyć zawalone laboratorium i wyjść z drugiej strony. Kiedy jednak mijał przedostatnią parę drzwi, te uchyliły się i stanęła w nich niewyraźna postać.
Sasuke zacisnął dłoń na katanie.


***

Odkąd udało im się znaleźć porwane dzieci, wszystko szło nie tak. Masa przerażonych pięcio–, sześcio– i siedmiolatków, zaczęła wydzierać się na ich widok i w ogóle nie docierało do nich tłumaczenie, że drużyna Itachiego przyszła im z pomocą.
Początkowo Haniko podeszła do dzieci, próbując je jakoś uspokoić, głaskając je i ściskając za ręce, szybko jednak zdała sobie sprawę, że były tak zastraszone, że nic tym nie wskóra.
– Może je zakneblujemy? Jak się tak będą drzeć przez całą drogą, to na pewno ktoś nas usłyszy.
Itachi warknął, starając się zachować spokój i nie zdzielić Akaibe w ten pusty łeb. Od ostatniego wyskoku z Keiko, był na niego wyraźnie cięty i przestał traktować z przymrużeniem oka idiotyczne pomysły, którymi ten co rusz się dzielił. Gdyby nie to, ze Takeshi był jedynym tropicielem, Itachi nigdy nie wcieliłby go do swojej drużyny. Przydałaby mu się natomiast Sakura, która jako medyk, mogłaby pomóc rannym dzieciom. To by z kolei oznaczało, że musiałby umieścić Haniko w jednej drużynie wraz z Sasuke, a to było w tej sytuacji niedopuszczalne. Prawda była taka, że przed kolejną misją powinien koniecznie porozmawiać z Tsunade i przedstawić, jakie relacje łączą członków tej drużyny, by nigdy więcej nie posyłała ich na jedną misję.
– Takeshi ma rację pod jednym względem – odezwała się Haniko, licząc przy okazji odnalezione dzieci. – Musimy jakoś je uciszyć, bo nawet drużyna odciągająca uwagę nie zdoła odciągnąć od nas przeciwników. Itachi, wiem, że to okrutne, ale proponuję byś użył na nich genjutsu.
– Myślałem o tym. Tu jednak pojawia się kolejny problem, a mianowicie nie będziemy w stanie ich wszystkich nieść. Co więcej, musimy poruszać się sprawnie i szybko, żeby nie narażać drużyny Sasuke.
– To…
– Ja przywołam mrówki, które wezmą je na plecy – przerwał jej Takeshi.
Wizja wydawała się wyjątkowo idiotyczna, a jednak nie mieli wyboru. Dostając wykaz uprowadzonych dzieci, zgadywali, ile z nich mogło do tej pory przeżyć, nie zakładali jednak, że będzie ich aż tyle. Oczywiście był to powód do radości, gdyż oznaczało to, że Orochimaru nie zdołał się jeszcze nimi nacieszyć, a jednak stanowił pewne utrudnienie w ich misji.
– W porządku. Ja ruszę przodem, za mną podążą mrówki z dziećmi. Mniej więcej w połowie korowodu będzie szła Haniko, a na samym końcu Takeshi osłaniając tyły. Jeżeli coś by się tam działo, masz nam natychmiast dać o tym znać – powiedział Itachi, tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Odwróćcie wzrok – dodał kierując te słowa do członków drużyny, którzy odsunęli się na bezpieczną odległość, podczas gdy Itachi pozbawiał dzieci przytomności.
Dwadzieścia osiem małych ciałek, zostało bezpiecznie usadzonych na czternasty długich mrówkach, po czym drużyna ruszyła w drogę powrotną.
– Oho, coś jest nie tak – powiedział głośno Akaibe, przysuwając ucho do mrówki, która siedziała mu na ramieniu. – Koperek mówi, że wskutek niespodziewanej eksplozji Sasuke został rozdzielony z resztą drużyny. Nie wiadomo, co z dziewczynami, a Sasuke przed chwilą wpadł na kogoś wyglądającego co najmniej groźnie.
– Niech to szlag – szepnął Itachi, zaciskając pięści.
– Czy… Koperek – powiedziała z niedowierzaniem Haniko. – Czy jest w stanie coś więcej powiedzieć o tym przeciwniku?
– Niestety, stoi w cieniu. Na razie wszystko wskazuje na to, że rozmawiają.
– Takeshi, przyzwij tyle mrówek, ile zdołasz, nie narażając zbytnio swoich zasobów chakry i wyślij je na poszukiwanie Sakury i Keiko, a dodatkowo postaraj się ustalić dokładną pozycję Sasuke. Ponadto zamień się miejscami z Haniko i niech ona idzie z tyłu.
Shimanouchi skinęła głową, po czym przesunęła się na tyły korowodu, zachowując większa ostrożność. Musiała się skupić na misji, choć jej myśli zaczął zaprzątać Sasuke. Martwiła się o jego bezpieczeństwo. Niestety, w żaden sposób nie mogła mu pomóc i to napawało ją bezsilnością.
Itachi również nie wyglądał na zachwyconego sytuacją. Sytuacja Keiko była jednak o tyle lepsza, że dziewczyna miała towarzystwo jednej z najlepszych medycznych ninja w Konoha. Chociaż tego, czy dziewczyny wciąż były razem, Itachi nie mógł być już pewien. Odegnał od siebie te myśli, skupiając się na swoim zadaniu.

***

– Biegnijmy w lewo! – krzyknęła Keiko, ciągnąć za sobą Sakurę i skręcając w prawo.
– Co ty…
– Cicho, zmylam ich – szepnęła w i ruszyły biegiem w kierunku kolejnego rozwidlenia.
Walka była miła, a jednak liczba gości obecnych na przyjęciu wzrosła ponad górną granicę i dziewczynom nie pozostało nic innego, jak ucieczka. Ustaliły, że w najgorszym wypadku złamią zakaz kapitana, który w końcu był aktualnie nieobecny i Sakura rozwali co nieco, starając się uważać, by nie zawalić pomieszczeń.
– Ojej! No to znowu uciekajmy w lewo! – wrzasnęła szatynka, tym razem faktycznie skręcając w lewo, czym zdezorientowała towarzyszkę. – Weź nadążaj, tak też można człowieka zmylić.
– A może byśmy po prostu przestały się drzeć i zaczęły zachowywać cicho?
– I że to niby kogoś zmyli? Toż oni właśnie tego się po nas spodziewają.
Sakura wywróciła oczami, po czym skręciła w prawo, krzycząc, że tym razem biegną w prawo. Keiko ruszyła za nią, po drodze zostawiając parę pułapek na tych, którzy faktycznie ruszą ich tropem. Były całkiem świadome tego, że grupa odpowiedzialna za wyprowadzanie dzieci w podziemia mogła jeszcze być gdzieś w pobliżu, założyły jednak, że od ostatniego sygnału minęło już wystarczająco dużo czasu i Takeshi z pewnością powiadomił Sasuke o kolejnym. Jeśli nie, cóż, żeby prowadzić pościg przeciwnicy musieli często się rozdzielać, a co za tym idzie, jeżeli nawet jeden czy dwóch natknie się na drużynę Itachiego, kapitan szybko ich powali. Chyba. Taką Keiko miała nadzieję. Chociaż ci, z którymi dotychczas walczyły nie byli specjalnie silni, nie mogła założyć, że Orochimaru nie miał czegoś, a raczej kogoś, w zanadrzu.
Niestety misja już od dawna nie szła po ich myśli, a one obie nie mogły dłużej walczyć, gdyż zużyły już wystarczająco dużo chakry. Poza tym, musiały jak najszybciej odnaleźć Sasuke.

***

– To miłe, kiedy najsmaczniejsze kąski przychodzą same – szepnął mężczyzna stojący w cieniu, oblizując przy tym usta.
Sasuke skrzywił się, wyjmując katanę, w każdej chwili gotowy na wykonanie ruchu.
– Och, ja też bardzo chętnie przetestuję twoje umiejętności.
Postać wyłoniła się z cienia, jednak Sasuke nie dostrzegł jej twarzy, gdyż w jego kierunku skoczył wąż. Uchiha jednym sprawnym ruchem pozbawił go głowy, robiąc krok w lewo. I słusznie, ponieważ z ciała zabitego gada zaczęła sączyć się trucizna. Sasuke nie miał jednak nawet chwili do namysłu, gdyż w jego stronę zmierzały właśnie kolejne sztuki. Manewrował pomiędzy nimi, unikając kontaktu z martwymi ciałami, wciąż bacznie obserwując mężczyznę stojącego przy ścianie. Kiedy tylko pojawiła się okazja, doskoczył do niego, przecinając powietrze tuż przy jego głowie. Wężowaty odsunął się, zaśmiewając się przy tym. Następnie zapadł się pod ziemię, wymagając od Sasuke wzmożonej czujności. Jednak z pomocą sharingana nie miał problemów, by unikać pojawiających się zewsząd ciosów. Był na tyle szybki, że atak ten nie zdołał mu zagrozić.
Jednak kiedy jego pewność siebie wzrosła, nastąpiło coś, czego Sasuke się nie spodziewał. Atak nastąpił z pięciu miejsc jednocześnie, zmuszając Uchihę do zastosowaniu Amaterasu na jednym z przeciwników. Klon szybko rozpłynął się w kupce błota, Sasuke zaś uskoczył na bok. Czarne płomienie rozprzestrzeniły się nieco, zmniejszając miejsce do walki. Nie mógł jednak użyć tej techniki ponownie z prostej przyczyny – jeżeli płomienie zbytnio się rozprzestrzenią, mogą spowodować zawalenie się ścian kryjówki.
– Powiedz mi, Uchiha Sasuke, co jeszcze masz w zanadrzu? – spytał mężczyzna, w końcu wyłaniając się z cienia i stając w widocznym miejscu.
Sasuke nie miał wątpliwości, że osoba, z którą właśnie dane mu było się mierzyć, to nikt inny, jak Orochimaru. Hokage zadbała o to, by poznali nieco głównego wroga, zanim wyruszą na misję.
– Co jeszcze potrafią twoje oczy? Czy twoje genjutsu jest tak samo silne, jak Uchiha Itachiego?
Wężowaty oblizał usta, przyglądając się chłopakowi. Sasuke zacisnął szczękę, przygotowując się na kolejny atak.
– Amaterasu to naprawdę niezwykła technika. Płomienie, które nigdy nie gasną, zdolne spalić nawet piekło. Imponujące.
Sasuke odskoczył do tyłu, kiedy Orochimaru rzucił się w jego stronę. Wężowaty z ust wydobył miecz, po czym zamachnął się w stronę Uchihy. Sasuke wytrzeszczył oczy i zrobił unik, szybko przeskakując na drugą stronę korytarza. Przecież to nie był byle jaki miecz – to Kusanagi! Ostrze zdolne do przecięcia wszystkiego, co napotka na swojej drodze. Ten pojedynek zaczynał się robić wyjątkowo niebezpieczny.
Orochimaru zaśmiał się, wyciągając dłoń z mieczem w kierunku Sasuke. Broń niespodziewanie wydłużyła się i gdyby nie szybka reakcja, Sasuke mógłby pożegnać się z życiem. Cóż, musiał zacząć działać, zamiast tylko się bronić.
Uchiha wbił swoją katanę w ziemię, po czy  wypuścił za jej pomocą falę błyskawic, która powędrowała po ziemi w stronę Orochimaru. Kiedy ten bez przeszkód uskoczył, Sasuke jednym szybkim ruchem wyrwał katanę z ziemi, kierując ją w stronę przeciwnika i wypuszczając błyskawicę ukształtowaną w długie ostrze. Wężowaty nie kryjąc zaskoczenia, odskoczył na bok. Na to jednak właśnie czekał Sasuke, który szybkim ruchem dopadł Orochimaru i przybierając niekompletną formę Susanoo, zamachnął się jednym ramieniem uderzając w przeciwnika. Ciało mężczyzny wbiło się w ziemię, a podłoga pod nim zawaliła, ukazując kolejne piętro kryjówki.
Sasuke spodziewając się kontrataku, szybko otoczył żebra Susanoo ogniem Amaterasu. Cofnął się w głąb korytarza, w chwili, kiedy tuż pod jego stopami powstał kolejny dół, z którego wyłonił się Orochimaru z obnażonymi zębami. Zamachnął się w stronę Uchihy, jednak cios zatrzymał się na jednym z żeber Susanoo.
– Ciekawe – szepnął Orochimaru, odsuwając się od bruneta, który odskoczył chwilę później do tyłu i teraz celował do niego z łuku.

***

Itachi skręcił w lewo, rejestrując, że są już niemal przy wyjściu z kryjówki. Kiedy zaczynał nawet wierzyć, że może nie wszystko poszło tak źle, z prawego korytarza wybiegło trzech mężczyzn. Zatrzymali się na ich widok, najwyraźniej nie tego się spodziewając. Zanim jednak zdążyli zareagować, Itachi dopadł ich, raniąc śmiertelnie. Najwyraźniej mężczyźni wcale nie byli shinobi specjalizującymi się w walce wręcz.
– Co tu robiliście? – spytał brunet tego, który jeszcze żył, wymuszając odpowiedź za pomocą sharingana.
– Myśleliśmy… goniliśmy te dwie wariatki, które wrzeszcząc, biegały po korytarzach. Orochimaru–sama prosił, żeby się nimi zająć, podczas gdy on będzie walczył z tym chłopakiem od Uchihów.
Itachi stłumił przekleństwo, po czym puścił mężczyznę, pozwalając mu skonać.
– Co tam się, do cholery, dzieje – szepnął, wstając i przyzywając do siebie resztę drużyny. – Takeshi, droga na zewnątrz prowadzi prosto tym korytarzem, to zaledwie jakieś sto metrów, więc powinieneś poradzić sobie sam. Zabierz dzieci i ukryjcie się. Haniko i ja musimy ruszyć na pomoc drużynie odwracającej uwagę.
– Ale… – zaczął protestować Akaibe, jednak widząc wyraz twarzy, jakim zaszczycił go Itachi, natychmiast zamilkł.
– Musisz nam pozostawić mrówki, byśmy mogli się z tobą skontaktować i jakoś trafić do wyjścia. – Tym razem głos zabrała Haniko. – Nie mamy mapy, musimy więc polegać na tobie. Ukryj się gdzieś, gdzie będziesz miał pewność, że nie grozi wam niebezpieczeństwo i pilnuj naszej pozycji.
– Gdyby twoje mrówki powiedziały ci coś istotnego, od razu przekazuj to nam.
– Właśnie miałem mówić, że jakiś czas temu Koperek wspomniał o zniszczeniach, jakie spowodował Sasuke. W południowej części kryjówki istnieje ryzyko zawalenia się stropu.
– Co tam się dzieje? – zapytał zniecierpliwiony Itachi. Dlaczego ten cholerny Takeshi wcześniej o tym nie wspomniał?
– Sasuke walczy z Orochimaru. Chociaż obecnie bardziej się broni, gdyż powoli kończy mu się chakra. Nie mam pojęcia, gdzie się podziewa Sakura i ten drugi, jak mu tam…
– Keiko? – spytała blondynka z niedowierzaniem.
– Tak, właśnie on.
– Idź już – powiedział Itachi, po czym dając gest Haniko, by ruszyła za nim, pobiegł prawym korytarzem.
– Dlaczego coś zawsze musi pójść nie tak – szepnęła dziewczyna, odganiając mroczne myśli.
– Nic mu nie będzie – zapewnił ją Itachi. Nie było to jednak tak pocieszające, jakby chciał. Co innego, gdyby naprawdę w to wierzył. Wiedział, że Sasuke był świetnym wojownikiem i jednym z najlepszych shinobi w Konoha, a jednak Orochimaru posiadał w zanadrzu spory repertuar użytecznych technik. Sytuację Sasuke pogarszał fakt, że musieli walczyć w ciasnym korytarzu, podczas gdy sporo z technik wykorzystywanych przez młodego Uchihę, najlepiej sprawdzało się na otwartych powierzchniach.
Nie było dobrze. Musieli się pospieszyć.

***

Keiko zatrzymała się na moment i wyjrzała zza rogu, rejestrując, że już nikt za nimi nie biegnie. Kiedy była tego pewna, osunęła się łagodnie po ścianie, dając Sakurze podleczyć nieco swoje rany. Pech chciał, że uciekając, udało im się zgubić tylko tych mało znacznych przeciwników, nie potrafiły się zaś odpędzić od groźniejszych, którzy byli zbyt dobrze wyszkoleni, by dać się w tej sposób oszukać. Kiedy więc same zapędziły się w ślepą uliczkę, nie pozostało im nic innego, jak stawić czoła tym, którzy je dopadli.
Walka była zawzięta, biorąc pod uwagę fakt, że musiały uważać, by nie naruszyć konstrukcji. Gdzieś w niedalekiej odległości od nich, parę razy zatrzęsła się ziemia, przez co z sufitu spadła garść kamieni.
Keiko tańczyła pomiędzy przeciwnikami, starając się ich utopić, umieszczając na ich głowach bańki pełne wody, Sakura zaś zadawała naprawdę silne ciosy tylko wtedy, kiedy miała pewność, że trafi w przeciwnika.
Szatynka wykonała parę pieczęci, a w jej dłoniach pojawiły się ostrza wykonane w całości z wody, twardsze niż stal, ostrzejsze niż niejeden miecz. Żeby dodatkowo ułatwić sobie zadanie, zalała podłogę w korytarzu wodą, sprawiając, że zrobiło się niewiarygodnie ślisko. Jeden z mężczyzn pośliznął się i przewrócił. Zanim zdał sobie sprawę z tego, co się dzieje, Keiko dźgnęła go mieczem, po czym ruszyła w stronę pozostałych dwóch, którzy szybciej niż towarzysz zorientowali się w sytuacji. Jeden z nich aktywował przeklętą pieczęć i z krzykiem rzucił się w jej stronę. Faktycznie pieczęć znacznie podwyższała jego umiejętności bojowe, jednak nie na tyle, by Keiko nie dała sobie z nim rady. Już po chwili leżał martwy. Trzeciego zmiotła zaś falą wody, kierując go prosto na Sakurę, która powaliła go jednym ciosem.
– Jesteś ranna? – spytała Haruno, podchodząc do szatynki.
Keiko przyjrzała się sobie dokładnie, po czym pokręciła głową.
– Rany! Połamałam sobie paznokcie – zawyła Sakura, przyglądając się swojej dłoni. No tak, to było w tym momencie zdecydowanie najważniejsze.
Kiedy Sakura opatrzyła drobne zadrapania na dłoniach i nogach Keiko, w niewielkiej odległości od nich ponownie zatrzęsła się ziemia.
– Idziemy – powiedziała szatynka, ciągnąć za sobą Haruno.
Kiedy przebiegły kilka korytarzy, znalazły się w samym centrum zniszczeń. Zarówno podłoga, jak i sufit, były poważnie naruszone. Również i ściany nie zostały oszczędzone, gdyż w wielu miejscach znajdowały się spore wgłębienia. Sterta głazów po prawej stronie paliła się intensywnie czarnym płomieniem i zmierzała w kierunku przeciwległej ściany. W dali druga taka zwisała z sufitu, co jakiś czas spadając w dziurę, która znajdowała się w podłodze i prowadziła na niższe piętro.
Dziewczyny ruszyły biegiem, w kierunku, z którego dochodziły odgłosy walki. Zeskoczyły na niższe piętro, uważając na Amaterasu sączące się z sufitu, po czym skręciły korytarzem na lewo. Tuż przed nimi, w szerokiej salce, stał zwrócony plecami Orochimaru. W głębi pomieszczenia dostrzegły również Sasuke, który wyglądał, jakby miał zaraz stracić przytomność. Kiedy Sannin odwrócił się w ich stronę, dostrzegły, że on również był poobijany i ranny. Dopiero teraz dostrzegły również, że brakowało mu jednej ręki, czym nie wydawał się być jednak specjalnie przejęty.
– Och, chyba mamy towarzystwo – szepnął, uśmiechając się w stronę dwóch kunoichi. – Czyżby Higashiyama Keiko? Ty również znajdujesz się na mojej liście.
Sakura wzdrygnęła się i podskoczyła, widząc spojrzenie, jakim Orochimaru zaszczycił szatynkę.
– Co za lista, hę? – spytała niczym niezrażona Keiko, opierając dłonie na biodrach.
Orochimaru nie zdążył jednak odpowiedzieć, gdyż Itachi wraz z Haniko wbiegli do pomieszczenia z drugiej strony, ustawiając się przed Sasuke i dobywając broni.
– Widzę, że sporo was tu przyszło – powiedział Orochimaru, oblizując usta. Następnie otworzył je szerzej i schował w ich wnętrzu ogromny miecz. – Czyżby zainteresowały was dzieci? Tak myślałem, ze wkrótce się po nie upomnicie. Okazały się jednak mniej przydatne, niż zakładałem. Stanowiły jednak dobrą przynętę.
Haniko wzdrygnęła się lekko, kiedy Sannin spojrzał w ich kierunku.
– O, a więc Uchiha Itachi również tu jest. Nie podejrzewałem, że zjawi się was tu aż tyle. Inaczej przestałbym się bawić z Sasuke już jakiś czas temu. Niestety, mój plan się nie powiódł.
Orochimaru odwrócił się do nich tyłem, jednak zanim ktokolwiek zdołał zareagować, jego głowa zamieniła się w wielkiego węża, który rzucił się w stronę młodszego Uchihy. Itachi zareagował migiem i doskoczył do brata i ucinając łeb wielkiego węża. Kiedy ten opadł na ziemię, z jego kłów zaczęła sączyć się brunatna maź.
Haniko wyciągając pojemnik na próbki, ostrożnie zbliżyła się do głowy i pobrała odrobinę wydzieliny.
– Sasuke–kun! – krzyknęła Sakura, biegnąc w stronę bruneta, kiedy zagrożenie ze strony Orochimaru minęło. Reszta jego ciała, jak gdyby nigdy nic, zapadła się w ziemię. – Nic ci nie jest, Sasuke–kun?
Uchiha wzdrygnął się tylko słysząc jej głos, po czym schował katanę. Cały pokryty był zadrapaniami, a z jego ramienia i głowy sączyła się krew.
– O nic się nie martw! Już przy tobie jestem – szepnęła Haruno, łapiąc go za ramię i ciągnąc w swoją stronę. – Opatrzę dokładnie każdą twoją ranę.
– Teraz nie mamy na to czasu – warknął Itachi, podchodząc do Keiko i upewniając się, że nic jej nie jest. – Musimy się stąd jak najszybciej wydostać. Według informacji, które przesłał mi Takeshi, najszybciej będzie, jeżeli wyjdziemy tym korytarzem i skręcimy w lewo. Jesteśmy niezwykle blisko jednego z pobocznych wyjść z kryjówki. Za mną.
Wszyscy ruszyli za kapitanem, nie zgłaszając słowa sprzeciwu. Haniko przyglądała się, jak Sakura skacze wokół Sasuke i zachwyca się tym, jaki to on jest zdolny, bo walczył z Orochimaru i wyszedł niemal bez szwanku, prawie go pokonując. Uchiha odburknął coś pod nosem, po czym zwolnił, by zrównać swój krok z idącą z tyłu blondynką.
– Chyba znowu będziesz musiała mnie trochę uleczyć – powiedział, uśmiechając się zaczepnie.
– Skoro prosisz.
Sasuke wpatrywał się w nią przez chwilę, po czym zachwiał niebezpiecznie, zmuszając dziewczynę, by go chwyciła go pod pachą.
– Może zajrzysz do mojego namiotu, kiedy już rozbijemy obóz? – szepnął jej na ucho. – Nie uwierzyłabyś, gdybym ci powiedział, ile miejsc na moim ciele domaga się twojego uzdrawiającego dotyku.
Haniko miała nadzieję, że się nie zaczerwieniła. Sakura nie spuszczała z niej wzroku, bacznie obserwując cała sytuację, choć na szczęście nie słysząc, co mówił Sasuke.
– A zasłużyłeś sobie na to? – zapytała, spoglądając mu w oczy.
– Jeszcze mogę zasłużyć, wystarczy słowo – szepnął, oblizując usta.
Och, nie. W tych podziemiach było zdecydowanie zbyt gorąco.
– Moja odpowiedź brzmi: nie.
– Dlaczego?
Przerwali na moment rozmowę, widząc ponaglające spojrzenie Itachiego, który doszedł właśnie do zakrętu i obejrzał się na grupę. Bądź co bądź to nie był dobry czas na pogaduszki, gdyż wciąż znajdowali się w sporym niebezpieczeństwie. Z sufitu za ich plecami, spadały pojedyncze kamienie, ale biorąc pod uwagę, jak zmasakrowana była część korytarzy, ryzyko zawalenia było spore.
Niestety, kiedy drużyna wydostała się już z podziemi, czekała na nich niespodzianka. Orochimaru, który sam musiał opuścić kryjówkę, postanowił najwyraźniej powypuszczać wszystkie swoje najdziwniejsze eksperymenty, żeby dotrzymały towarzystwa shinobi z Konohy.
Zagranie to miało tylko zająć czymś ich uwagę, by Sannin wraz ze swoją świtą mogli spokojnie opuścić teren kryjówki, zabierając przy okazji co ważniejsze eksponaty. Grupa, którą pozostawił dla odwrócenia uwagi, nie sprawiła większych problemów, toteż paroma technikami katon i przy pomocy technik iluzji, Haniko wraz z Itachim powalili przeciwników. Reszta drużyny miała w tym czasie kierować się w stronę Takeshiego.
Kiedy Sasuke ponownie stracił równowagę, przyjął z ulgą, że to Keiko pomogła mu utrzymać pion. Sakura skrzywiła się mocno, najwyraźniej przy okazji strzelając focha, ponieważ szatynka z całą pewnością zrobiła to celowo.
– Chyba przydałaby ci się kąpiel, hehe – powiedziała Keiko, wyszczerzając się do Uchihy.
– To co, możemy wykąpiemy się razem? – spytał Sasuke, posyłając jej znaczące spojrzenie. – Zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć gustu Itachiego – dodał, wymownie spoglądając na jej sylwetkę. – Ale na pewno woli ładniej pachnące kobiety.
Keiko roześmiała się głośno, po czym puściła Uchihę, który nie spodziewając się, że nagle straci podparcie, niemal wyrżnął o ziemię. Z pomocą pospieszyła mu Sakura, mocno obejmując go w pasie i narzekając coś na przygłupie koleżanki z drużyny.
Kiedy Itachi i Haniko dołączyli do drużyny, wszyscy przyspieszyli, chcąc znaleźć się możliwie jak najdalej od kryjówki Orochimaru. Według informacji od Takeshiego, rozbił on obozowisko na północny–zachód od wyjścia, którym wydostali się na powierzchnię.
Wraz z nadejściem wieczoru, drużyna dostała się do obozowiska, akurat w porze kolacji. Dzieci wydawały się już znacznie spokojniejsze, chociaż wciąż wyraźnie przestraszone.
– To może ja się nimi zajmę, bo jeśli odezwie się do nich Sasuke lub Itachi, to jeszcze powodzenie naszej misji może stanąć pod znakiem zapytania – powiedziała Keiko, machając w stronę przerażonych maluchów. – Trzymacie się panowie na dystans.
– Co masz na myśli? – spytała Sakura.
– Albo popadają ze strachu jak muchy, albo narobią takiego rabanu, że dosłyszą nas wszyscy w odległości parunastu kilometrów.
Sasuke prychnął, siadając przy ognisku. Zaczął oceniać obrażenia, których doznał. Dwie rany z pewnością wymagały interwencji medyka, Uchiha przywołał więc do siebie Haniko, ciesząc się, że Sakura była obecnie zajęta sprawdzaniem, czy dzieciom nie stała się jakaś krzywda.
– Daję ci niewiarygodną szansę na bezkarne dotykanie mojego ciała. Decyzje musisz podjąć szybko, bo Sakura w każdej chwili może tutaj wrócić.
Blondynka spojrzała na bruneta, który właśnie walczył z koszulką, starając się nie zahaczać materiałem o ranę na boku.
– Sasuke, ona zrobi to lepiej.
– Tylko ja nie chcę, żeby mnie obmacywała tymi swoimi różowymi łapami. Poza tym – powiedział, przyciągając Haniko bliżej siebie i szepcąc jej na ucho. – Propozycja z namiotem wciąż aktualna.
– Ej, weź ty się tam nie rozbieraj, bo straszysz dzieci! – krzyknęła Keiko, po czym zaczęła się śmiać, przy okazji głaszcząc najbliżej siedzące dziecko po głowie.
Itachi przyglądał się temu wszystkiemu ze zmarszczonymi brwiami.
– Mamy o jeden namiot za mało, a dzieci jest więcej, niż zakładaliśmy. Nawet, gdy odpieczętujemy wszystkie pięć zapasowych,  wszyscy się nie pomieścimy. – mówił do siebie. – Sakura – odezwał się głośniej. – Twoim zadaniem jest przydzielenie dzieci do poszczególnych namiotów. Ze względu na to, że nie wzięłaś swojego, a również z powodu większej liczby ocalonych, niż oczekiwaliśmy, będziemy musieli się tę noc przemęczyć w większym ścisku. Dwa namioty muszą zostać dla nas. Panie będą spały w jednym, panowie w drugim.
– Och, jak mi przykro – szepnęła Haniko brunetowi do ucha, a na jej ustach pojawił się uśmiech.
Młody Uchiha skrzywił się nieznacznie, jednak nie zaprotestował, zdając sobie sprawę z tego, że nie mieli innego wyjścia.
Takeshi, który był odpowiedzialny za przygotowanie posiłku, obserwując to wszystko, zaczął coś namiętnie zapisywać w swoim zeszycie, zupełnie zapominając o zupie, którą pozostawił na ogniu. Dopiero, kiedy potrawka zaczęła się dymić i pachnąc spalenizną, przypomniał sobie o mieszaniu. Itachi posłał mu naganne spojrzenie, nic jednak nie powiedział.
W ciągu najbliższej godziny, dzieci zostały nakarmione i położone spać. Sakura odetchnęła z ulgą, lecząc ostatnią ranę na dziecięcym ciele, po czym ocierając pot z czoła, odwróciła się w stronę drużyny. Kiedy jednak zobaczyła, że Haniko zajmuje się opatrywaniem ran Sasuke, krew ją zalała.
– Co ty robisz?! – krzyknęła, podbiegając do dziewczyny. – Co to ma być?! – Sakura złapała się za głowę, widząc niedokładnie zasklepioną ranę na ramieniu bruneta.
Kiedy zamierzała odepchnąć Haniko od Sasuke, ta złapała ją za rękę.
– Uspokój się. Ktoś to musi opatrzyć, a ty niemal cała chakrę zużyłaś na leczenie dzieci. Nic mu nie będzie.
– Chyba śmieszna jesteś! – Sakura rozwrzeszczała się na dobre. – Co to ma być? W życiu nie widziałam bardziej nieudolnego medyka, niż ty! Odsuń się od niego, zanim zrobisz mu krzywdę. Mam wystarczająco dużo chakry, bo sobie poradzić ze wszystkimi jego obrażeniami.
Kiedy Haruno ponowiła próbę odsunięcia Haniko, tym razem interweniował Sasuke.
– Zostaw ją w spokoju – wycedził przez zaciśnięte zęby, ściskając dziewczynę za łokieć.
Sakura automatycznie się uspokoiła, posyłając Sasuke płaczliwe spojrzenie, po czym bez słowa wstała i odeszła.
– Ja pierdolę – szepnął Uchiha, sięgając po wilgotną szmatkę, którą obmywał odsłonięte części ciała.
Niestety Takeshi przy wyborze miejsca na rozbicie obozu, w ogóle nie uwzględnił, że po takiej przeprawie wszystkim przydałaby się kąpiel i wybrał miejsce znajdujące się możliwie najdalej od przepływającej w pobliżu rzeki. Itachi, który był na niego cięty od zeszłego wieczoru, nie omieszkał go za to opieprzyć. Wody mieli więc tylko tyle, ile zapewniła im Keiko. Jako, że dysponowali tylko niewielkim wiaderkiem, szatynka zapełniła je po brzegi, wzbogacając mieszankę kompleksem minerałów przyspieszającym gojenie.
Kiedy zrobiło się już zupełnie ciemno, Itachi postanowił objąć wartę jako pierwszy, odsyłając resztę do namiotów. Nie zdziwił się jednak specjalnie tym, że brat nie posłuchał polecenia i usiadł obok niego przy dogasającym ognisku.
– Zleciłem Takeshiemu, by rozstawił w odległości kilometra od obozu swoje mrówki, by mogły nas ostrzec, gdyby coś nadchodziło – zagaił, spoglądając na Sasuke.
Przez chwilę między nimi panowała cisza.
– Kiedy walczyłem z Orochimaru – odezwał się po chwili młodszy. – Powiedział mi parę niepokojących rzeczy. Tak naprawdę to nie był pojedynek, a sprawdzian moich umiejętności. Gad komentował każde moje posunięcie, coraz bardziej zadowolony z tego, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Nie przestało go to bawić, nawet kiedy odciąłem mu rękę. Wydaje mi się, że jest bardziej niebezpieczny, niż zakładała Tsunade. Itachi, on ma coś w zanadrzu.
– Zdradził ci jakieś swoje plany?
– Nic konkretnego. Parę razy wspomniał, że jestem idealnym materiałem na jego ucznia i że jeszcze sam do niego wrócę, spragniony mocy.
Itachi zmarszczył brwi. Jemu również nie podobało się to wszystko.
– Przede wszystkim był szczególnie zainteresowany moim sharinganem – kontynuował Sasuke. – Zmuszał mnie do używania go, nie pozostawiając mi wyboru. Szeptał o tym, jak wspaniałe są te oczy i że nie może się doczekać, kiedy wejdzie w ich posiadanie. Chyba nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z takim szaleńcem.
– Ciekawy jestem, co to była za technika, ta, której użył na końcu. Miejmy nadzieję, że naukowcy w Konoha powiedzą nam coś o próbce pobranej przez Haniko. A jeżeli już o niej mowa, to…
– Nie zaczynaj. – Wciął się Sasuke. – Myślisz, że nie widzę, jak na nas patrzysz? Itachi znam cię na tyle, dobrze, że…
– Życzę wam szczęścia – przerwał mu Itachi.
Sasuke momentalnie się uspokoił i rozluźnił napięte mięśnie. Spodziewał się jakiegoś kazania, wyrzutów, ale nie tego. Zwłaszcza nie po tym, kiedy dostrzegł spojrzenie, jakim zaszczycał ich brat.
– Wam też – odpowiedział, po czym wstał i udał się do namiotu, który przez najbliższy czas będzie musiał dzielić z Takeshim.

***

Ich powrót do Konoha opóźnił się nieco z powodu dzieci, które całą drogę spędziły na grzbietach ogromnych mrówek. Takeshi zdawał się być mocno wyczerpany. Jakby nie patrzeć, korzystał z techniki przyzywania niemal non stop w ciągu ostatniej doby. Odetchnął więc z ulgą, kiedy na horyzoncie pojawiła się brama Konohy.
Spokój mieli również z Sakurą, która obraziła się na wszystkich, a już zwłaszcza na Haniko, która jej zdaniem przykleiła się do Uchihy jak rzep. Dała jednak szansę Sasuke, ustalając ze sobą, że jeżeli się do niej odezwie, wybaczy mu to wczorajsze nieporozumienie.
Sasuke nie miał jednak takiego zamiaru, przez niemal całą drogę powrotną kłócąc się na przemian z Keiko i Haniko. Obie zaczynały mu już działać na nerwy i nie mógł się doczekać, kiedy znajdzie się w swoim pokoju i będzie mógł odpocząć od tego upierdliwego towarzystwa. Keiko była niezwykle irytująca i wyraźnie drażnienie go sprawiało jej frajdę, chociaż on nie pozostawał dłużny, przez co dwa razy pobiegła poskarżyć się Itachiemu. Z Haniko natomiast początkowo się tylko przekomarzali, jednak rozmowa szybko zeszła na zły tor i wystarczyła chwila, by zdążyli poważnie się pokłócić.
Itachi czuł się zmęczony po ostatniej nieprzespanej nocy i powoli zaczynała go drażnić niesubordynacja tej gromadki. Dwa razy prosił o ciszę, przypominając, że wciąż są na misji, a nie spacerze i żeby zachowywali się profesjonalnie. Słuchali, owszem, ale efekt nie utrzymywał się dłużej niż dziesięć minut, po których wybuchała kolejna wrzawa.
– Weź nie bądź takim gburem, no – powiedziała w końcu Keiko, uwieszając się na jego ramieniu. – Od Konoha dzieli nas jakieś pięćset metrów, na serio wciąż musimy udawać, że wykonujemy jakieś poważne zadanie?
– Czuję się jak nauczyciel w Akademii, nie jak kapitan drużyny wysłanej na misję rangi A.
– Nie przesadzaj, my się po prostu dobrze czujemy w swoim towarzystwie.
– Z pewnością – odpowiedział Itachi, spoglądając na zacięty wyraz twarzy Haniko, która tłumaczyła coś właśnie Sasuke. Brunet wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć. Obok szła obrażona Sakura, która cisnęła gromy w stronę blondynki, najwyraźniej zastanawiając się, czy nie wkroczyć do akcji i nie pomóc miłości swojego życia. Obok nich rządkiem szło stado mrówek z dziećmi na plecach, które powoli zaczynały dochodzić do siebie i robić dodatkowy hałas. Na samym końcu korowodu szedł wykończony Takeshi, który raz za razem spoglądał w stronę Keiko i zawzięcie notował coś w swoim podręcznym zeszyciku.
Faktycznie, ich grupie nie można było nic zarzucić.
– Weź się tak nie skwaszaj, jak jakiś ogórek. Złożymy raport Hokage, ogarniemy się trochę i spotkamy się wieczorem na te kremówki, które mi obiecałeś.
– Nie przypominam sobie, bym mówił w liczbie mnogiej.
– Oj, masz sklerozę już w tym wieku? – odpowiedziała Keiko, uśmiechając się szeroko.

2 komentarze:

  1. Kyaaa *-*
    No i git. Ja jestem happy(Aye!). <3
    Kremówki *-* Aż zaraz pójdę do sklepu i kupię, bo narobiłaś mi ochoty xD
    Ale no ten teges... To chyba by było na tyle.
    Kremówki mnie wzywają!

    Su♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Itachi ma rację. Ja na jego miejscu nie chciałabym dowodzić taką grupą. No chyba, że chwyci ich wszystkich mocno za jaja i przywoła do porządku :-)
    weny

    OdpowiedzUsuń