25 grudnia 2015

28. Z wizytą w podziemiach Orochimaru

Witam wszystkich. Trochę spóźnione, ale szczere Wesołych Świąt! Przepraszam, za dodanie rozdziału tak późno, lecz dopiero w okresie świąt, znalazłam chwilę wolnego. Zapraszam do czytania.
_______________________________________________________________

Od ostatnich wydarzeń minął tydzień, podczas którego rodzinka uznawszy, że już wystarczająco nacieszyła się małą wyjechała pozwalając Uchihą odetchnąć ulgą. Sasuke odnowiwszy kontakt z bratem, zgodził się na powrót do domu.  Między nimi nadal nie było tak dobrze jak kiedyś, lecz atmosfera wyraźnie się uspokoiła, byli nawet zdolni do zamienienia ze sobą kilka normalnych zdań. Starali się nie wracać do przeszłości, udając, że nie miała ona miejsca. Sasuke również chcąc wyprostować sprawę rzekomego swojego homoseksualizmu podrzucił ojcu, a dokładniej na stół w salonie obok gazety, którą zawsze codziennie czytał nowy tomik ze sprostowaniem Saia, które co prawda wymusił siłą, ale liczył się efekt. Fugaku nie skomentował tego, chociaż brunet był przekonany, że informację przeczytał, na co wskazywał brak wciskania nowych pisemek z nagimi kobietami, które do tej pory dostawał i od razu wyrzucał. Ostatni tydzień przyniósł wszystkim ukojenie a przyjemna pogoda z lekkimi upałami tylko potęgowała uczucie sielanki. Mikoto odetchnęła po wyjeździe rodziny, mimo iż bardzo cieszył ją ich widok, to z równą radością przyjęła powrót do codziennego harmonogramu zajęć. Zmniejszenie napięcia między braćmi i nocowanie młodszego w domu, także napawało szczęściem. W końcu, jako matkę smuciły ją ich spory, przy których nie raz czuła się bezsilna. Zaś Fugaku nie krył ulgi po pożegnaniu się z krewnymi. Z pełnym zadowoleniem miło spędzał czas na werandzie w ukochanej ciszy, niezakłócanej głośnymi dziećmi, plotkarskimi kobietami wypytującymi o wszystko i mężczyzną, który najprawdopodobniej nie do końca rozumiał słowo „ogłada”.
Niestety wszystko, co dobre kiedyś się kończy, więc i na tą sielankę przyszedł czas. Z samego rana Hokage wezwała ich do swojego gabinetu, aby przedstawić misję. W pomieszczeniu oprócz Haniko, Keiko i braci Uchiha był również Takeshi oraz nowa osoba o imieniu Sakura Haruno, z którą Sasuke wraz z Naruto tworzyli kiedyś drużynę.
— Sprawa wygląda dość poważnie — mówiła Tsunade lustrując zebraną grupę stojącą przed nią na baczność, no może oprócz szatynki. — Od pewnego czasu dostawaliśmy zgłoszenia o ginięciu dzieci z klanów shinobi z całego Kraju Ognia. Przeprowadziliśmy dochodzenie i wszystkie ślady wskazują na Orochimaru. — Keiko zainteresowała się skupiając wzrok na blondynce. — Waszym zadaniem jest przeprowadzenie włamania na teren jego podziemi, w których najprawdopodobniej przetrzymuje porwanych i odbicie dzieci. Tutaj macie ich dane oraz krótką charakterystykę okolicy — oznajmiła wręczając Itachiemu plik kartek, jako że on ma być dowódcą. — Najważniejszym celem jest sprowadzenie zaginionych do wioski a w walkę z Orochimaru macie się nie wdawać. Wyruszajcie natychmiast. I tym razem nie życzę sobie dodatkowych wyskoków — dodała zerkając wymownie na szatynkę, która na tą aluzję jedynie uśmiechnęła się.
— Tak jest! — krzyknęli chórem, po czym z lekkim skinieniem głową opuścili gabinet Hokage.
— Spotykamy się pod bramą Konohy za dwie godziny — poinstruował Itachi nim rozeszli się do swoich domów spakować. — Keiko — zawołał zatrzymując ją, — tylko bez pobocznych zadań, dobrze? — poprosił szeptem, szybkim rozejrzeniem się upewniając, że tylko ona to usłyszy.
— A tego nie mogę obiecać. Idę się tego, dopiero dowiedzieć — odparła spokojnie bez żadnych niepokoi czy wyrzutów sumienia, że znów będą jakieś chryje. Brunet popatrzył na nią lekko zmartwiony, lecz ta szybko pożegnała się. W końcu dwie godziny to nie wiele a sporo miała zrobić.

Piętnaście minut przed upływem danego czasu grupa zaczynała się zbierać. Pierwszy pojawił się Takeshi, niesamowicie ucieszony z możliwości śledzenia na raz całej narkotycznej bandy, którą będzie miał w jednym miejscu i pod ciągłą obserwacją. Chwilę później pojawiła się różowowłosa mając nadzieję na poderwanie Sasuke, miłości już z czasów akademii, oczywiście zupełnie nieodwzajemnionej, ale jakoś to jej nie zniechęcało, mimo iż brunet wielokrotnie tłumaczył, a raczej próbował wyjaśnić, że prędzej słonie zaczną latać. Następnie razem przyszli Uchiha wraz z blondynką, którą spotkali na którymś skrzyżowaniu, brakowało już tylko jednej osoby i nikogo nie dziwiło, że chodziło o Keiko. Siedem minut po wyznaczonym czasie ujrzeli biegnącą szatynkę.
— Już jestem — wysapała zatrzymując się przed zebranymi.
— To prawie jakby przyszła na czas. Rekord, zdążyła nim wyruszyliśmy — skomentował złośliwie Sasuke zły, że musiał czekać. Nie należał do cierpliwy osób a wszelkie oczekiwania irytowały go, przez co nie znosił spóźniania się.
— Też mi jest miło cię widzieć Sasuke i to w takim wyśmienitym humorze — zripostowała, lecz bez skwaszonej miny, wręcz przeciwnie, uśmiechała się promiennie ukazując zęby.
— Spóźniłaś się — rzuciła Sakura biorąc stronę bruneta.
— Wyruszamy — oznajmił Itachi ucinając wszelkie rozmowy. Ruszyli przekraczając bramę Konohy kierując się głównym traktatem, z którego będą musieli w najbliższym czasie zejść, zatapiając się w gęstwinie lasu. Jednak na chwile obecną cieszyli się szeroką wydeptaną drogą i brakiem konieczności wytężania zmysłów. Mogli uchodzić za zwykłych podróżników, nie shinobi. Brak zwartości ukazywane przez rozwleczony na kilka metrów pochód tylko potęgował wrażenie grupki znajomych wybierających się na wycieczkę, mało zgraną grupę znajomych. Takeshi szedł ostatni bacznie obserwując wszystkich, ukradkiem dokonując kolejnych ważnych wpisów w swoim notesie. Tuż przed nim przez pewien czas maszerował Sasuke, do którego przykleiła się Sakura zagadując o jakiś duperelach, starając się nawiązać kontakt. Ku uciesze i zaskoczeniu z opresji wyratowała go Keiko, która porzucając idącego na przedzie Itachiego podeszła do różowowłosej, chcąc dowiedzieć się czegoś o nowej koleżance z drużyny. Szatynka łatwa do zbycia nie była, więc Haruno musiała zrezygnować z prób flirtu z Uchihą i odpowiadać na niekończące się pytania Higashiyamy. Zaś oswobodzony Sasuke przyśpieszył prawie wyrównując krok z Haniko. Oboje uznali, że nie będą się afiszować ze swoim związkiem, przez co zachowywali się jakby go nie było. Niestety ciągle krzyżujący się wzrok, wodzenie nim za sobą czy ukradkowe uśmiech burzyły założenia, zdradzając uczucia. Nie trzeba było mieć niewiadomo, jakiej wprawy, aby to dostrzec.
 Po upływie kolejnych godzin nadszedł czas opuszczenia głównego traktatu i zagłębienia się w otaczający las. Teraz musieli poruszać się zwartą grupą, uważnie obserwując okolicę. Przygotowani w każdym momencie do obrony. Konieczne również było przyśpieszenie, także wzbili się w powietrze lądując na gałęziach, pokonując następne kilometry drogi jedynie w koronach drzew. Wszelkie rozmowy ustały a spokój wymalowany na twarzach zmienił się w skupienie, mimo iż nadal przebywali w Kraju Ognia. Hokage uprzedziła, że na terenach, na które obecnie weszli mogą natknąć się na szpiegów Orochimaru czy porywaczy z dziećmi, toteż musieli zachować czujność.
Pod wieczór został zarządzony postój. Zatrzymali się w okolicy wysokiej roślinności oraz krzaków, aby w jak największym stopniu zamaskować swoją obecność. W ramach ostrożności nawet ognisko chcieli ukryć, poprzez ułożenie go w wykopanym dole. Do czego zabrali się wspólnymi siłami panowie. Prawdzie mogła jednym uderzeniem zrobić to Sakura, lecz Itachi obawiał się wstrząsów, które powstałyby przy tym. W końcu ich celem było dostanie się do kryjówki Orochimaru znajdującej się w podziemiach, a tam z łatwością wibracje i drgania zostałyby zauważone, co skutkowałoby wysłaniem zwiadowców oraz otwartą walką z nimi.

— Mamy chrust — zakomunikowała Haniko wracająca z szatynką oraz różowowłosą z naręczem gałęzi.
— Dół gotowy — odparł Takeshi prostując się i przecierając czoło. Temperatura dzisiejszego była dnia dość wysoka, a niestety szybkie przemieszczanie się czy praca nie umniejszały jej.
— W samą porę — zauważyła Sakura rozglądając się po ciemniejącej z każdą minutą okolicy. Zmierz nastawał szybko, otulając roślinność ciemnym całunem mroku, potęgując tajemniczość i przeobrażając drzewa w mrocznych strażników, którzy w dowolnym momencie mogą przybrać twarze oprawców strasząc, co bardziej bojaźliwych wędrowców. Jednak blask płonącego ogniska skutecznie rozpraszał cienie, mimo jego niewielkich rozmiarów przez umieszczenie poniżej poziomu terenu. Grupa sprawnie uwijała się tworząc tymczasowe obozowisko, rozstawiając namioty, podwiązując gałęzie krzaków, aby ukryć płomienie, donosząc chrust, badając okolicę, w celu upewnienia się, że nikt ich nie obserwuje.
— Gdzie twój? — zapytał Itachi odliczając ustawione namioty.
— Oh, ja przepraszam, głupio wyszło, ale zapomniałam swojego — tłumaczyła się Haruno z przejętą trochę nazbyt udawaną miną. — To chyba nie problem, abym do kogoś dołączyła? — Zerkała na bruneta podającego do ognia. — Wydaje mi się, że Sasuke ma największy, moglibyśmy się z łatwością w nim we dwoje pomieścić — sugerowała nie spuszczając z niego wzroku. Prawdą było, że zrobiła to specjalnie, pozostawiając namiot w domu, aby mieć wymówkę na zbliżenie się do Uchihy.
— Chyba cię pogięło — mruknął bezpardonowo, nie zważając na jej zawiedzioną minę. Zaś Takeshi szybko naskrobał coś w notesie obserwując zebranych za swojego namiotu, gdzie udawał, że nadal go rozstawia.
— Będziesz spała z Haniko — oznajmił przywódca drużyny ze stoickim spokojem. — A następnym razem uprasza się o zorganizowanie, to nie jest wycieczka szkolna. Sama Hokage powiedziała, że misja jest wyższej rangi niż dla takiego składu powinna być, musimy być ostrożni.
Zbesztana i upokorzona przed ukochanym szybko odeszła prawie wlatując do wskazanego namiotu. Itachi może potraktował ją odrobinę zbyt surowo, ale od razu wyczuł w niej fankę brata. Takie zagrywki nie były mu obce, sam je doświadczał na sobie, czego z całego serca nie znosił.
— Ostry jesteś — mruknęła Keiko zjawiając się obok. — Aż dziw, że mi się jeszcze nie oberwało — zauważyła zamyślając się na chwilę nad tym. — Czyżbym miała jakieś fory u kapitana? — zapytała puszczając oczko i kładąc rękę na jego ramieniu, opierając się o niego.
— Jesteś po prostu dzisiaj grzeczna. I cieszę się, że tym razem nie masz żadnej dodatkowej misji — dodał szeptem, żeby tylko ona to usłyszała nim odszedł wracając do przerwanej czynności, czyli sprawdzania czy wszystko zostało zrobione jak należy.
— A, dobrze wiedzieć.
Grupa dość szybko uwinęła się ze wszystkimi obowiązkowymi czynnościami i obecnie siedzieli wspólnie wokół ogniska wysłuchując taktyki na jutrzejszy dzień. Przeglądając także uzyskane od Hokage dane na temat kryjówki oraz krótkie adnotacje o porwanych dzieciach wraz ze zdjęciami. Odprawa nie trwała zbyt długo, więc po około trzydziestu minutach mieli odrobinę czasu dla siebie. Prawie wszyscy wykorzystali go na posilenie się lokując się w pooddalanych od siebie punktach. Nawet Itachi i Keiko nie byli obok siebie, gdyż dziewczyna zniknęła w namiocie. Haniko i Sasuke również nie przebywali w bliskości, zajmując różna miejsca. Uprzednio obrzuciwszy się kąśliwymi uwagami, mimo iż później zerkali w swoje strony. Sakura chcąc zwrócić uwagę bruneta pozostała w centralnym punkcie obozowiska, czyli koło ogniska. Starając się wyjść na mądrą zasypywała starszego Uchihę pytaniami odnoszącymi się do jutrzejszego dnia. Zaś Takeshi zaszył się w cieniu pomiędzy ciemnozielonymi materiałami tymczasowych schronień.
W chwili, kiedy każdy był zajęty sobą i nie zwracał uwagi na innych, niebieskowłosy postanowił wykonać swój plan. Nie chcąc wzbudzać zbędne zainteresowanie. Niestety, nie zupełnie mu to wyszło, gdyż dziewczyna zareagowała.
— Takeshi, co ty wyprawiasz? — zapytała cedząc każde słowo starając się nie krzyczeć, gdyż mieli maskować się i nie hałasować. Akaibe zachodząc szatynkę do tyłu zaskoczył ją kładąc dłonie na piersiach. Kilka sekund minęło nim Higashiyama otrząsnęła się z szoku, w którym patrzyła na czyjeś dłonie ściskające klatkę piersiową, które ewidentnie nie mogły należeć do starszego Uchihy. Na to wskazywały niebieskie kosmyki włosów powiewające na wietrze, które dostrzegała kątem oka.
— A tak sobie macam — odparł najspokojniej w świecie, jakby to była oczywista rzecz, zaciskając i poluzowując na zmianę palce. Keiko autentycznie wmurowana, nie była zdolna do wykonania jakiegoś sensownego ruchu. Tkwiła nadal w miejscu. Pozostałe dziewczyny z zaskoczeniem obserwowały parę stojąca niemal na środku obozowiska. Takeshi wcielił w życie swój plan, kiedy Higashiyama przeciągała się po wyjściu ze swojego namiotu. Sasuke prychnął rozbawiony sytuacją a głównie miną brata, która z milisekundy na kolejną milisekundę tężała ukazując rosnącą złość. Zerwał się na równe nogi, w paru krokach pokonując niewielką odległość i płynnym ruchem wyszarpując dziewczynę z objęć Akaiby.
— Co to ma znaczyć? — warknął przez zaciśnięte zęby starając się z całych sił nie krzyknąć, chowając jednocześnie za siebie, nadal nie do końca otrząśniętą Keiko.
— A nic, chciałem coś sprawdzić.
— Co niby sprawdzałeś macając moją dziewczynę?!
— Itachi spokojnie — upomniała go, kładąc dłonie na jego ramieniu, delikatnie głaszcząc.
— Oh, to twoja dziewczyna? — zapytał grając idiotę. — Oh, przepraszam pomyliłem dziewczyny.
— Z kim niby mogłeś pomylić Keiko? — cedził, nadal odczuwając gniew i wielką ochotę przyłożenia mu, którą musiał bardzo hamować. Wszakże nie może w raporcie napisać, że jako kapitan rzucił się z pięściami na podwładnego.
— A z Haniko — odparł, gdyż siedziała najbliżej, przez co na nią pierwszy padł wzrok. Teraz to, do tej pory rozbawiony sytuacją Sasuke przybrał gniewny wyraz twarzy zwężając oczy. Mierząc morderczym spojrzeniem Takeshiego.
— Jakim cudem pomyliłeś brąz z blond, długie z krótkimi? — zauważył nie kryjąc fakty, że wymówka była idiotyczna.
— A, bo nie chodziło o Haniko a o Sakurę — rzucił wskazując na różowowłosą nadal siedzącą przy ognisku. Nie było mowy o tym, aby Itachi przyjął takie wytłumaczenie, jednak musiał przystopować, za wszelką cenę unikając bójki.
— Jeszcze raz coś takiego wywiniesz, to dogłębnie poczujesz swój błąd — wysyczał grążąc, po czym oddalił się z powrotem na zajmowane do tej pory miejsce ciągnąc za sobą Keiko. Zaś Takeshi ulotnił się, znikając w namiocie, aby dokonać wpisu do notesu. Głownie o tym, że Higashiyama bardzo dobrze przygotowała się do swojej roli i nie tylko wygląda jak kobieta, ale nawet zadbała o takie szczegóły jak naturalne w dotyku piersi. Dokonał również adnotacji na temat oficjalnego i przy wszystkim potwierdzonego, związku między nią a Uchihą, oraz jego zaborczości w stosunku do kontaktów szatynki z innymi mężczyznami.
— Wszystko w porządku? — zagadała po pewnym czasie Haniko podchodząc do Itachiego, który nadal z zaciętą minął wpatrywał się w dół z ogniskiem. Gdy nie odpowiedział, przeniosła wzrok na siedzącą obok Keiko, lecz ta tylko wzruszyła ramionami. Zawołała ją gestem ręki. Jednak w momencie, kiedy mijała bruneta ten złapał za nadgarstek zatrzymując, nawet nie zaszczycając wzrokiem. Blondynka widząc to podeszła do Higashiyamy szepcząc jej na ucho.
— Weź może jakoś załagodź to. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie — oznajmiła zamartwiona zerkając na starszego Uchihę.
— Dobra, coś wymyślę — mruknęła. — Lepiej zostaw to mnie, bo Sasuke jeszcze pomyśli znów o bracie jak o rywalu i będzie zazdrosny — dodała puszczając oczko nim odeszła i nim Haniko zdążyła jakoś odpowiedzieć. Zaskoczona tym, że Keiko zdołała to wszystko zauważyć. Oddaliła się, pozostawiając parę samą sobie. Higashiyama bezceremonialnie ulokowała mu się na kolanach, szepcząc coś na ucho. Powodują tym rozluźnienie u Itachiego oraz zanik zaciętej miny.
Atmosfera po pewnym czasie uspokoiła się. Takeshi już nie opuścił namiotu, Itachi nie wypuścił z ramion Keiko, zaś ku uciesze Sasuke, Sakura nie postanowiła wykorzystać okazji na flirt. Ograniczyła się do obserwacji z daleka, zwłaszcza teraz, kiedy rozmawiał z Haniko. Haruno lustrowała ich nazbyt dokładnie, lekko gniewnymi oczami spoglądając na uśmiechającą się blondynkę. Zapowietrzając się, kiedy młody Uchiha wyciągnął dłoń i z czułością oraz subtelnością wyplątał z włosów Shimanouchi drobny listek. W tym mocnym półmroku, ledwo rozpraszanym przez położone w dole ognisko, był ledwie widoczny, co sugerowało, że musiał się dziewczynie dobrze przyglądać. Prawie zagotowała się widząc, jak ona delikatnie się uśmiecha patrząc prosto w jego ciemne oczy, gdy cofając dłoń z głowy, przejechał powolnym gestem po policzku zahaczając kciukiem o kącik ust z utkwionym wzrokiem tylko w niej.
— Ja idę spać — oznajmiła głośno i dobitnie zrywając się na nogi. — Sasuke ty chyba trzymasz wartę, jako pierwszy, więc bądź ostrożny — mruknęła zwracając jego uwagę i z premedytacją burząc romantyczną atmosferę między parą.
Keiko zerkała na nich, lecz również na Itachiego zaciekawiona tym, że przygląda się im.
— Podoba ci się Haniko czy Sasuke? — zagadała cicho, starając się, aby ją nie usłyszeli.
— Hę? O czym ty mówisz? — zapytał przenosząc wzrok na nią.
— Ciągle dzisiaj na nich zerkasz, zaczynam się obawiać o konkurencję.
Wydał z siebie ciche, ale głębokie westchnięcie, delikatnie odgarniając jej kosmyki włosów.
— Martwię się o nich. Są od niedawna parą i… I uważam, że nie powinni nią być.
— A to, czemu? —zapytała z lekkim oburzeniem w głosie oraz zainteresowaniem.
— Nie pasują do siebie. Znam Sasuke, on jest, no ładnie mówiąc niedelikatny, nie pasuje do kogoś takiego jak Haniko. Potrafi tylko ranić, nawet jak tego nie chce to zawsze zrobi tak, że tą drugą osobę to zaboli. Nie umie inaczej, samo mu to wychodzi, mimo iż potem potrafi żałować, ale nie przyzna się do błędu, przez co jeszcze bardziej rani. Zaś Haniko sporo przeżyła, miała nieciekawą przeszłość, potrzebuje spokoju, wyrozumiałości, czułości, Sasuke jej tego nie da — mówił cicho, aby tylko ona usłyszała, prawie szepcząc jej to na ucho.
— Zapytałabym się skąd aż tyle wiesz o Haniko, — oznajmiła spoglądając na niego wymownie, — lecz daruje to sobie w tej chwili, kiedy indziej wypytam. A tak na serio, to martwisz się bardziej o niego czy o nią? Sasuke jest twardy i nic go nie złamie. Haniko również nie wygląda na filigranową dziewczynkę, którą trzeba cały czas otaczać troską i na nią dmuchać i chuchać, bo zaraz się rozleci. Bez przesady. A do tego, nie żeby się czepiała, ale to chyba ich sprawa. Skoro zaiskrzyło, nikt ich nie zmuszał do związku, to, czym się przejmować? Trzeba się tylko cieszyć i życzyć szczęścia. Po za tym, pozory często mylą. Tobie może się wydawać, że nie pasują do siebie, bo widzisz tylko część, powierzchnię a nie wnętrze. Jeśli są razem to coś ich połączyło, przyciągnęło do siebie, zainteresowało w tej drugiej osobie.
— Keiko spójrz na nich, są za bardzo do siebie podobni, nie dogadają się między sobą. Ani Sasuke ani Haniko nie należą do osób otwartych, nie powiedzą tej drugiej, o co chodzi.
— Bo odezwał się teraz ten, który wprost coś powie. Normalnie chodząca otwarta księga — zripostowała, zwracając uwagę na fakt, że brunet do wylewnych osób również na należy. — Itachi a tak trochę odwracając kota ogonem, spojrzałeś ty kiedyś na nas?
— O czym teraz mówisz?
— Ano o tym, że my również nie powinniśmy być ze sobą. — Zmarszczył brwi uważnie obserwując szatynkę, oczekując wyjaśnień. Uśmiechnęła się unosząc tylko jeden kącik ust ku górze. — Przecież jesteśmy absolutnie swoimi przeciwieństwami, nic, autentycznie nic nas nie łączy, nie ma żadnej wspólnej płaszczyzny. Należymy do innych, ba wrogich sobie organizacji, zupełnie inne wyznajemy poglądy na życie, świat, nawet natury chakry mamy przeciwstawne. A mimo to jesteśmy razem.
— W końcu przeciwieństwa się przyciągają i uzupełniają.
— Ale nie aż tak, musi być wspólna płaszczyzna inaczej nie dojdzie do porozumienia. To czekaj — szepnęła urywając wątek, który chciała poprowadzić — to, jakim my cudem jesteśmy razem? Coś tu jest nie tak — mówiła marszcząc intensywnie brwi skupiając się całkowicie nad tą jedną myślą. Itachi zaniepokoił się tym, więc mocno przytulił dziewczynę, zatapiając palce w kasztanowych włosach.
— Jesteśmy razem i już — wyszeptał muskając wargami miejsce tuż nad jej uchem.
— To ty nie dziaduj i daj im spokój — oznajmiła odsuwając się nieznacznie i wystawiając język. — Ciesz się ich szczęściem. A martwić się będziesz jak wyjdą jakieś problemy. Teraz są szczęśliwie zakochani, więc radować się trzeba.
Uśmiechnął się, obserwując granatowe tęczówki prawie czarne przy tym nikłym świetle tlącego się ogniska za jej plecami.
— No gołąbeczki, chyba pora się kłaść — zauważył Sasuke zjawiając się obok nich. Itachi pokiwał głową i krótko musnął jej wargi nim wstała udając się do siebie, życząc wyspania się.

Poranek przebiegał w niemalże całkowitej ciszy. Uwijali się, aby jak najszybciej zebrać się i zatuszować pozostałości po swojej obecności. Plan był całkowicie przygotowany, każdy wiedział, co ma robić oraz kiedy. Gdy tylko obozowisko było uprzątnięte zebrali się w celu przekazania ostatnich informacji.
— Po wszystkim spotykamy się tutaj. — Itachi wskazał drzewo, przy którym stali z ułożonym pod nim, w celu orientacji znakiem iks z patyków. — Wszystko jasne?
— Tak — odpowiedzieli zgodnym chórem.
— Keiko — zawołał zatrzymując oddalającą się dziewczynę do swojej grupy. — Uważaj na siebie — poprosił przysuwając ją bliżej, zamykając w troskliwym uścisku, muskając czule szyję, powodując przyjemne dreszcze.
— Spokojnie, jeśli chcesz, aby nie wróciła to ja się o to postaram — odparła odsuwając się z wielkim uśmiechem. Zmarszczył zaniepokojony brwi, lecz po chwili rozpogodził się przypominając o tym, że to jej zwyczajowe pożegnanie. — I ty też się trzymaj, kapitanie.
Pokiwał głową obserwując jak odchodzi. Nie tylko oni się żegnali, obok Sasuke z Haniko również wymieniali kilka zdań. Nikt by nie powiedział, że to para życząca sobie powodzenia przed trudnym zadaniem. Bardziej przypominali znajomych, którzy lubią sobie dogryzać.
— Tylko uważaj na siebie, ratować cię nie mam zamiaru — rzucił kąśliwie patrząc na plecy blondynki, kierującej się w stronę starszego Uchihy.
— I kto to mówi? Przypadkiem, to ty, na ostatniej misji nie byłeś umierający? — odcięła się odwracając w jego kierunku i wyzywająco patrząc w oczy. — Pilnuj się Uchiha, bo jeszcze będę musiała cię, znowu — zaakcentowała, — leczyć.
Sasuke prychnął stając do niej plecami, aby ukryć samoistnie pojawiający się uśmiech na wspomnienie tamtej sytuacji i tego, że wówczas omal nie wyznał jej uczuć.
— Oh, Sasuke w razie, czego ja cię uleczę — wołała Sakura piskliwym głosikiem pełnym troski. Brunet wywracał oczami, krzywiąc się cierpiętniczo na samą myśl, że będzie z nią w podgrupie.
— Do dzieła! — krzyknął Itachi dając tym znak do wskoczenia na gałęzie. I tak ruszyli kierując się w dwie różne strony, chcąc wejść do kryjówki Orochimaru innymi przejściami. Drużyna składająca się z Sasuke, jako dowódcy, Sakury i Keiko miała zajść od zachodniej strony zwabiając na siebie ludzi wężowatego, zaś reszta zakradając się od wschodniej, gdzie według danych uzyskanych od Hokage powinny znajdować się cele, miała wyprowadzić porwanych.
Po niepełnej godzinie przemieszczania się Sasuke zatrzymał gestem ręki swoją podgrupę wskazując głową na niewielką polanę. Następnie wykonał szereg ruchów dłonią, które oznaczały rozproszenie, co wykonali, ustawiając się w odpowiednich od siebie odległościach, na planie trójkąta. Następnie Uchiha wybiegł na otwarta przestrzeń dopadając do ukrytej w gęstej trawie klapy. Otworzył ją z towarzyszącym temu przeraźliwym dźwiękiem skrzypienia starych zawiasów, najprawdopodobniej od dawna nieużywanych. Wbrew oczekiwaniem nie nastąpił wysyp kunai czy shurikenów, ani żaden wybuch, więc bez przeszkód reszta dołączyła do tymczasowego kapitana. Schodzili po kamiennych schodach, zatapiając się w ciemności podziemnych korytarzy, z jazgotem zamykanej za plecami klapy.
Druga drużyna również bez przeszkód dotarła pod wejście do kryjówki Orochimaru, które tym razem okazało się niewielką półką skalną z cienkim strumieniem wody. Ściekającym do wąskiej rzeczki, raptem trzy metry poniżej. Itachi nakazując gestem ręki zatrzymanie się, sam podszedł do drzewa rosnącego obok. Obmacując jego korę, znalazłprzycisk uruchamiający przejście w ścianie. Po chwili można było usłyszeć ciche, puf wywołane odblokowaniem się ruchomych drzwi i z lekkim trzeszczeniem, skała rozwarła się ukazując wejście. Jednym machnięciem dłonią rozkazał wbiegnięcie do wnętrza, korytarza pozbawionego światła.
Obie grupy z uruchomionymi latarkami przemierzały pachnące stęchlizną długie korytarze. Dopiero w chwili, kiedy dotarły do pierwszego rozwidlenia, na murach pojawiły się rozstawione w znaczących od siebie odległościach pochodnie, tlące się bladym płomieniem. Ruszyły chowając elektroniczne urządzenia, przez cały czas rozglądając się i uważnie nasłuchując, czy oprócz ich miarowego stukotu nie słychać jeszcze czegoś.
Takeshi posługując się mrówkami badał korytarze nim dążyli do nich dobiec, wskazując odpowiednią drogę. Musieli możliwie jak najszybciej znaleźć cele z zaginionymi, mając nadzieję, że druga grupa nie natknie się na nie. Założenia, że powinny się one znajdować w tej części podziemi były spowodowane taki układem pomieszczeń w innej zinfiltrowanej kryjówce Orochimaru. Niestety na razie biegali po pustych korytarzach nie napotykając ani jednych drzwi.
W takim samym stanie była ekipa pod dowództwem Sasuke. Przemieszczali się po zupełnie opustoszałym terenie, zmuszeni cofać się dwukrotnie z powodu ślepego zaułka.
— Znowu — warknęła podirytowana szatynka dostrzegając ścianę na ich drodze. Uchiha bez słowa, ale z zaciśniętymi zębami zawrócił. Kierując oddział w drugą odnogę rozwidlenia.
—Może się tak zatrzymać?
— Czego? —mruknął gwałtownie stając i mierząc różowowłosą groźnym spojrzeniem.
— Mieliśmy robić dywersję, więc może coś po prostu rozwalę, ściągnę uwagę innych i zajmiemy się misją.
— Ani mi się waż — upomniał. — Mamy czekać na sygnał od Takeshiego. — Wskazał palcem sporej wielkości czarną mrówkę na szyi. — Musimy mieć pewność, że znaleźli dzieci.
Sakura spojrzała prosząco na Keiko, mając nadzieję na poprawcie jej pomysłu, lecz szatynka pokręciła przecząco głową.
— Wybacz, ja słucham rozkazów. Podpaść kapitanowi nie mam zamiaru.
— A to nowość — rzucił kąśliwie przypominając sobie hece, jakie urządzała na poprzedniej misji.
— No, co? — Wzruszyła ramionami. — Itachi powiedział, że jak będę grzeczna to kupi mi kremówkę albo dwie, o tej drugiej jeszcze nie wiem, ale wyciągnę ją od niego.
Sasuke zaciskał mocniej zęby i pięści, powtarzając, że to tylko chwilowy skład grupy, że misja zaraz się skończy i uwolni się od nich. Klnąc przy okazji ile wlezie na Itachiego, za taki dobór ludzi, uważają, że zrobił mu tym na złość. W końcu przecież, dlaczego to nie brat idzie z tą gadułą razem, skoro są parą. Westchnął cierpiętniczo, nie było, co się oszukiwać, taki podział to konieczność. Nie powinni ze swoimi dziewczynami być w jednej podgrupie, zwłaszcza na tak niebezpiecznej misji. Prawdą jest, że w chwili zagrożenia ratowaliby je, nie zważając na powodzenie zadania, do czego odpuścić nie można.

— Mam coś — mruknął Takeshi zatrzymując się raptownie, przez co omal Haniko na niego nie wpadła. — Zawracamy — zakomunikował odwracając się na pięcie. Cofnęli się do przed chwilą minionego skrzyżowania i pobiegli w prawo, gdzie ku zaskoczeniu zaczęły pojawiać się liczne drzwi. Akaibe zatrzymał się dopiero przy ostatnich, tuż przed zakrętem. Weszli do środka niewielkiego pomieszczenia ograniczającego się do wielkiej dziury w podłodze ze schodami. Zimny wręcz lodowaty chłód powiał od niej, przyprowadzając ze sobą odrażający zapach zgnilizny i rozkładu. Ostrożnie zeszli, nie tracąc czujności nawet na moment. Na dole zastali lochy. Długie korytarze wypełnione celami, gdzie za krat patrzyły na nich puste koła kajdan i łańcuchów, przegniłe deski prycz, czarne ślepia ogromnych szczurów obryzgujących resztki z kości, przykute do obryzganych świeżą i starą krwią ścian, poddane zaawansowanemu rozkładowi ludzkie ciała. Haniko nie należała do osób, które zaczną wymiotować na taki widok, nie raz i nie dwa widziała podobne sceny, lecz mimo to odwróciła wzrok. Itachi nie wiedział czy cieszyć się, że pomieszczenia są puste i nikt nie podniesie alarmu, czy jednak wolałby, aby ktoś tu był. Przez całą podróż po tych podziemiach miał dziwne wrażenie, że coś jest nie tak, że są zbyt wyludnione.
— Moje mrówki mówią, że w tam ktoś jest — oznajmił niebieskowłosy wskazując ręką boczną odnogę.
— Ruszamy — nakazał dobywając na wszelki wypadek kunaija i biegnąc we wskazanym kierunku.

Druga grupa w ciszy przemierzała korytarz. Sakura wyczuwszy napiętą atmosferę darowała sobie flirty i korzystanie z okazji bycia samemu z Uchihą.
— Co jest? — mruknęła, kiedy Sasuke zagrodził drogę ręką, nakazując się zatrzymać. Przyłożył palec do ust wskazując głową głąb korytarza. Obie wytężyły słuch, z oddali odbiegał dźwięk stuku obcasów o kamienna posadzkę. Był coraz bardziej słyszalny, zbliżał się. Cała trójka rozstawiając kończyny jakby chcieli udawać literę „x” zawisła pod sufitem, mając nadzieję, że intruz nie spojrzy do góry. Trwali w niewygodnej pozycji oczekując pojawienia się sprzymierzeńca Orochimaru, którym okazała się młoda kobieta idąca z naręczem dokumentów. Ku uciesze zebranych nie zwracała uwagi na otoczenie studiując zawartość papierów. Nagle zatrzymała się podnoszą wzrok ponad kartki.
— O rany, znów nie ten korytarz — westchnęła spoglądając przed siebie i w chyli, kiedy miała zamiar się odwrócić jej wzrok padł na ścianę. — Co to? — szepnęła patrząc na cień, którego nie powinno tam być, wówczas podniosła głowę do góry. Sasuke wraz z Keiko zareagowali, zwinnie wylądowali na podłodze zachodząc kobietę z dwóch stron. Higashiyama wykręciła jej ręce, zaś Uchiha zatkał usta, aby nie krzyknęła i uruchomiwszy sharingana zabrał w świat genjutsu. Jedyna Sakura dalej tkwiła pod sufitem nie wiedząc jak zejść, skoro oni znajdowali się tuż pod nią.
— Już wiem jak iść — oznajmił oswobadzając zaatakowaną spod wpływu iluzji. Keiko zerknęła na przerażoną twarz kobiety, gałki oczne niemalże wyskakujące z oczodołów, rozwarte usta do niemego krzyku ze ściekającą śliną i krwią. Nie było wątpliwości, nie żyła już. Odsunęła się pozwalając by ciało osunęło się na podłogę.
— Mamy sygnał — dodał czując jak mrówka go ugryzła. — Ruchy.
Biegli pod przewodnictwem Sasuke, który bez namysłu wybierał korytarze na rozwidleniach, kierując drużynę do miejsca skąd przybyła zaatakowana kobieta. Stanęli przed jedynymi drzwiami, jakie do tej pory znaleźli. Na sygnał, Uchiha z kopniaka otworzył je wbiegając do środka, co uczyniła i reszta. Pomieszczenie było ogromne. Ciągnęło się wzdłuż całego korytarza i na nieszczęście grupy pozbawione żywej duszy. Rozejrzeli się po sali przypominającej laboratorium z rzędem stołów, półkami poustawianymi pod ścianami pełnymi dziwnych słojów, butelek, pojemników, stertami książek, zapisków, narzędzie chirurgicznych walających się wszędzie. Rozeszli się oglądając zmontowaną szklaną aparaturę, w której bulgotała zielonkawa substancja, tace z wyłożonymi ludzkimi porozcinanymi przez leżący obok zakrwawiony skalpel organami, do których przypięte były kable, powtykane druty. W głębi pomieszczenia znaleźli też pięć ogromnych szklanych słupów wypełnionych cieczą i poszukiwanymi dziećmi. Keiko sama w taki nie raz przebywała, lecz te były inne od tych w piwnicach siedziby Kindersów. Drobne ciałka maluchów przywiązane były do grubych prętów najprawdopodobniej podpiętych do prądu. Oprócz tego dzieci posiadały zdeformowane ciała, zmodyfikowane przez przeszczepione zwierzęce części. Były skrzydła, ogony, błony między palcami, ręce w połowie, których doszyte zostały fragmenty pytona, ogolona głowa z oczami z tyłu, nietoperze uszy, potężne rogi jelenie. Higashiyama, mimo że niewrażliwa na takie widoki skrzywiła się, zaś Sakura pobiegła do pobliskiego kosza na śmierci wymiotując głośno. Sasuke z kamiennym wyrazem twarzy patrzył na rozcięte dziecięce ciało na blacie stołu operacyjnego. Stos słojów obok z pływającymi weń wnętrznościami, wyjętymi najprawdopodobniej niedawno z wnętrza dziewczynki, na co wskazuje świeży zapach krwi i czerwona substancja ściekająca na podłogę, potęgowało atmosferę makabry.
— Trzeba się brać do roboty — przypomniał odchodząc od zmasakrowanego dziecka.
— Tak, już, oczywiście Sasuke — zapewniała Haruno wycierając wargi. — Shandarooo — krzyknęła uderzając z całej siły w kamienną posadzkę, która niczym porcelana zaczęła pękać a następnie zawaliła się, pozostawiając po sobie sporej wielkości dziurę.
— O! Hej! — zawołała Keiko machając do zaskoczonych ludzi z poziomu niżej.
— Alarm! Wróg w laboratorium! Alarm! — krzyczeli przedostając się przez otwór na piętro wyżej. Drużyna przygotowana na to. W końcu takie było ich zadanie, dobyła broni rzucając się na napastników.
Walka trwała w najlepsze i nikt nie zwracał uwagi na to, że właśnie jego ręka wylądowała w ludzkim organie rozłożonym na stole czy, że zbił słój z uciętą głową, która potoczyła się po podłodze. Siły były niezbyt wyrównane, gdyż przeciwników ciągle przybywało a drużyna Konohy miała ograniczone pole manewru. Sasuke starał się nie używać technik ognistych, aby nie wywołać pożaru. Wprawdzie znajdowali się w laboratorium, kto wie, co zawierając te ciemne licznie porozstawiane butelki. Sakura również nie mogła walić pięścią gdzie popadnie. Za silne uderzenie a cały strop mógłby się zawalić lub co gorsza wywołać lawinę na połowę podziemi. Keiko także była ograniczona, przed osobami spoza swojej organizacji, nie mogła ujawniać swoich technik. Musiała ciągle powtarzać kilka najprostszych manewrów, które zaczynały być mało skuteczne. Jedynie przeciwnik nie zważał na nic atakując z pełną siłą, czym się tylko dało. Właśnie różowowłosa robiła unik przed kataną, która rozcięła gotującą się kolbę z zielonkawą substancją, a ta rozlawszy się spowodowała niewielki ogień. Niestety podmuch towarzyszący przewracającej się nieopodal półce przeniósł płomień na rozlane ciecze z porozbijanych butelek. Substancja musiała być łatwo palna, gdyż buchnęła w górę wysokim słupem ognia. Powstały pożar szybko się rozprzestrzeniał zajmując kolejne półki i stoły.
— Odwrót! — krzyknął Sasuke dostrzegając, jak płomień zbliża się do charakterystycznej butli, najprawdopodobniej z gazem. Keiko odwróciła się w jego stronę i dostrzegłszy zagrożenie rzuciła się w stronę, zaangażowanej w walkę Haruno. Dziewczyna zgarnęła z mijanego blatu plastikowe pudełko, którego zawartość wysypała na przeciwnika Sakury, dezorientując go na chwilę. Tyle wystarczyło, aby chwycić ją za materiał ubrania, ciągnąc na tą mniej zdezelowaną część pomieszczenia, gdzie dziwne substancje nie zalewały podłogi. Schowały się w samą porę, tuż przed wielkim wybuchem, jaki nastąpił, kiedy butla zajęła się ogniem. Siła odrzutu pojemnika była na tyle duża, że przeleciała przez sufit grzęznąć najprawdopodobniej w glebie nad podziemiami. Uszkodzenie struktury stropu spowodowało popękanie, co doprowadziło do zwyczajnego zawalenia się go.
— SASUKE!!! — krzyczała Sakura widząc jak brunet pozostaje po drugiej stronie spadających z góry sporych fragmentów kamienia. Uchiha spojrzał na Keiko, która pokiwała głową odbierając niemy przekaz, po czym odwrócił się odbiegając w głąb pomieszczenia. — SASUKE!
— Ucisz się. Ruszamy — zakomunikowała ciągnąc bliską płaczu dziewczynę w stronę wyjścia. Nim wybiegły na korytarz, szatynka zerknęła jeszcze raz na stertę gruzu pomieszanego z ziemią, skutecznie przecinającego laboratorium na dwie części i dziurę, przez którą przybywało napastników. Nie było szans, aby odblokować przejście a pozostanie w tym pomieszczeniu groziło kolejnym, podobnym do tego sprzed chwili niebezpieczeństwem. Toteż dziewczyny musiały wyciągnąć przeciwników na bardziej sprzyjający walce teren. Na złość korytarze świeciły pustkami, pozbawione drzwi. Nie było wyboru, dalej biec nie mogły. Zgubienie się w plątaninie podziemi mogło grozić przedostaniem się na wschodnią część i wpadnięciem na ekipę ratunkową. Do tego za nic dopuścić nie można było.
Keiko westchnęła lustrując ich wygląd. Nie prezentowały się najlepiej, obdarte nadpalone miejscami ubrania, rany na całym ciele, co prawda nie niebezpieczne, lecz liczne. Sakura nawet nie miała, kiedy zająć się leczeniem. Przeciwnicy dopadli je.

— Weźcie się Uchiha pośpieszcie — pomyślała Higashiyama obserwując jak napastnicy ustawiając się w kilku szeregach. Było ich ciut za dużo jak na dwie osoby a wąski korytarz nie sprzyjał walce. Niestety wyboru nie miały, musiały zatrzymać ich właśnie tutaj. Najgorsze, co Keiko dostrzegała w tym, to brak Sasuke. Jako jedyny wie, czy misja drugiej drużyny się już zakończyła i mogą zwiać, czy też nie. Westchnęła ruszając na pachołków Orochimaru, ciesząc się w duchu, że ma pewność od Josuke, że nie wpadnie tutaj na przyjaciół z organizacji inwigilujących wężowatego ani Suigetsu.

2 komentarze:

  1. Kyaaa *-*
    Nareszcie ♥
    Nie mogłam się już doczekać :3
    Rozdział wyszedł genialny, ale brakowało mi troszku takiego... momentu SasuHani ;-;
    Takeshi i jego "a tak sobie macam" ♥ Już zapomniałam o jego teoriach spiskowych xD
    Ach... To chyba na tyle.
    To co? W następnym rozdziale Haniko ma załamkę bo Sasek, Itacz pobawi się w pomocnego braciszka, a Sakura nadal będzie wszystkich wkurwiać? ^-^
    Pozdrawiam i ślę toooony weno-żelek :*

    Su♥

    Ps. Dziękuję i nawzajem :^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń