31 marca 2013

05. Pustynne poszukiwania. Misja w misji

Poranek przebiegał bez jakichkolwiek słowa. Kompletna, dziwna cisza zaległa między grupą. Każdy był zajęty sobą, dziewczyny nie wspominały o wydarzeniach nocy, a żaden z chłopaków nie chciał ich pamiętać z resztą skupieni byli na tym, aby doprowadzić siebie do stanu używalności.
Cała drużyna na baczność stałą przed Kazekage Suna czekając na wygłoszenie celu misji.
— Ostatnimi czasy wywiązała się w okolicznym wąwozie walka, gdzie zabunkrowały się oddziały z Oto. Większość moich ludzi jest na misjach i brakuje mi kogoś, kto zająłby się zabezpieczeniem miejsca walki. Chodzi o znalezienie ciał poległych, tutaj macie listę shinobi, których nie udało nam się odszukać — rzekł wręczają Itachiemu plik kartek. — Trzeba również pozbyć się pozostałych tam pułapek, aby nie sprawowały zagrożenia dla cywili. Niestety tamten szlak jest dość często uczęszczany, toteż zależy nam na szybkość wykonania zadania. Dlatego też zwróciłem się z pomocą do Konohy. Macie czas do północy na rozbrojenie pułapek oraz odnalezienie ciał.  Oczywiście zrozumie jak wszystkich nie znajdziecie, jednak starajcie się.  Andar wam wytłumaczy dokładne położenie walki. Do widzenia i życzę wam powodzenia — rzekł pogrążając się z powrotem w papierach, które czytał. Zebrani pokłoniwszy się kurtuazyjnie opuścili pomieszczenie gdzie na korytarzu czekał na nich mężczyzna z mapą. Wszyscy zebrali się wokół niego uważnie słuchając. No może nie wszyscy, bo Keiko stałą z bok, zupełnie niezaaferowana położeniem terenu, który mają oczyścić. W końcu to należy do obowiązku kapitana, wyprowadzić drużynę w wyznaczone miejsce.
Grupa shinobi z Konohy z mapą w ręku przemierzała uliczki Suna, aby wyjść odpowiednim wyjściem. Gdyż miasto było otoczone wysokim kamieniem, jakby zagłębione w kraterze, chociaż wcale teren nie był wklęsły. A tylko jedna z bram prowadziła do poszukiwanego wąwozu. Akurat w tym mogła pomóc Haniko, która jak się okazało pochodzi z Suna. Dziwna cisza, która zaległa się między nimi z samego rana, trwałą nadal. Zaskoczona takim spokojem Keiko, postanowiła dowiedzieć się, czemu jest cicho.
— Ej! — krzyknęła dość głośno, tak, aby skacowani panowie dość mocno odczuli jej obecność. — Co wyście tacy milczący dzisiaj? Kac doskwiera państwu — mruknęła do Sasuke kładąc mu na chwilę łokieć na ramieniu. Chłopak podskoczył i skulił się w sobie, a twarz wykrzywiła się w grymasie. No cóż, skacowane uszy lepiej odbierają dźwięki, toteż nawet lekko podniesiony głos powoduje irytację oraz pulsujący ból głowy, a co dopiero mówienie do ucha.
— Mam wrażenie, że złożyli sobie uroczyste ślubowanie — rzuciła Haniko również nie szczędząc głosu.
— A propos niby, czego? — zapytała Keiko, która nic sobie nie robiła z odległości, jaka dzieliła ją od blondynki.
— Odbudowy reputacji.  W końcu ich wczorajszy wyczyn bardzo ją naderwał.
— Tak sądzisz?
— Jestem o tym przekonana.
— To mam wrażenie, że im to nie wyjdzie. Bo jakoś to nie wymaże mi z pamięci ich rozmowy… o czym tam gadali?
 — Jeśli dobrze pamiętam to chyba o owcy.
Uchiha obali się czerwienią a na twarzy wypełzło zakłopotanie. Sasuke starał się patrzyć gdzieś w bok, byle by nie pokazać słabości idącej tuż obok Keiko. Itachi dla niepoznaki ukrył się w mapie udając, że coś zawzięcie studiuje. Oraz zaczął mamrotać do Haniko, czy to na pewno ta droga. Chcąc tym samym odciągnąć dziewczynę od rozmowy na odległość z szatynką.  Jednak Keiko wpadła na jeszcze jeden pomysł, w podręczeniu ledwo żywych mężczyzn. Skocznym, trochę tanecznym krokiem podeszłą do Itachiego i… zamachnęła się uderzając go w kręgosłup między łopatkami.
— Nie garb się, bo ci tak zostanie — rzuciła śmiejąc się i nim Uchiha zdążył cokolwiek powiedzieć, wyprzedziła go oddalając się na dobre trzy metry, tym dziwnym taneczno-skocznym krokiem.
Po półgodziny marszu szerokim wąwozem, głębokim na dobre dziesięć metrów. Gdzie nic oprócz palącego słońca i czerwonawo-pomarańczowej skały nie było widać.
— To tutaj — oznajmił Itachi zatrzymując się raptownie. — Według wytycznych od tego. — Wskazał wbity w skałę kunai po prawej. — Do następnego oddalonego o jakieś pięć kilometry, to nasz teren do oczyszczenia.
 — Trochę dużo tego — mruknął Takeshi, któremu pracowanie przez cały dzień na pustyni, na kacu jakoś się nie podobało.
— Musicie być w ciągłej gotowości. Nikt nie wie ile jest tych pułapek i jak niebezpieczne są. Do tego trzeba również sprawdzić okolice na górze. Jeśli zobaczycie jakieś części ciała, zgłoście się. To mogą być pozostałości po shinobi, których szukamy. Proponuję, więc, aby powoli poruszali się wspólnie do przodu. Powinno nam to pozwolić szybko uporać się z robotą.
— Też tak uważam — oznajmił Sasuke.
— To jest podejrzane — rzuciła Keiko do swojej koleżanki. — Oni się popierają?
— Mówiłam ci, że założyli sobie ślubowanie o obudowie autorytetu.
 — Na to wygląda.
Wszyscy zabrali się do pracy, może nie z wielkim entuzjazmem, ale zabrali. Haniko znając wymyślność pułapek shinobi z Suna ostrożnie przesuwała się po terenie szukając odbijających się w słońcu linek.  Takeshi został wyrzucony na górę wraz z Sasuke. Itachim uruchomił sharingan rozglądając się uważnie po ścianach. Keiko zaś przyglądała się piaskowi, wychodząc z założenie, że ludzie z Oto lubią wyskakiwać z podziemie i tam często tworzą zapadnie.
Mijały godziny a teren niezbyt ubywał. Zaangażowanie trwało raptem niecały kilometr, po nim nastąpiło znudzenie i zniechęcenie, a panom powróciła wzmożona fala kacu. Dopełnieniem koszmaru było nastanie południa, kiedy to z nieba lał się czysty jak spirytus żar. Wszystkim doskwierał, chociaż Haniko bardzo dobrze sobie z nim radziła, przyzwyczajona do takich temperatur. Panom pot lał się z czoła wpadając do oczu, przez co gorzej widzieli. Uchiha musieli, co chwile dezaktywować sharingan, by nie narażać się na przeciążenie. Takeshi rzucał shurikenami jakby machał chusteczką na pożegnanie. A do tego przedmiot pokonywał drogę nie większą niż metr. Itachi miał problem z utrzymaniem pionowej postawy, toteż, co jakiś czas przytulał się do skały udając, że tak pilnie ją sprawdza. Sasuke podobną metodę stosował, tyle, że łaził na czworaka twierdzą, że sprawdza czy przy podłożu nie ma żadnych lin. Keiko również przeżywała katusze związane z gorącem. Już dawno pozbyła się lekkiego płaszczy, w który trzeba było się tutaj wyposażyć, aby piasek niedostawał się w niepożądane części ciała.
— Jak tu można żyć — jęknęła zwijając rąb bluzki na ramiączkach i przekładając skręt przez dekolt, przez co wyglądało to tak, jakby miała jeszcze jeden stanik na sobie.
— Radzę ci się ubrać — poleciła Haniko. — Jeszcze dostaniesz poparzenia skóry lub odwodnienia organizmu i cię nie zechce Itachi w swoim fanclubie. — Na dźwięk tych słów brunet zakłopotał się i schował twarz w ścianie znów oglądając nazbyt dokładnie szczelinę.
— I nie będę musiał go więcej widywać — rzekła z graną radością. — To jest warte nawet bólu.
— Zapewne tak, ale mówiłam poważnie o tym odwodnieniu i poparzeniu.
— Nie boję się tego. Nic mi nie będzie.
— Ostrzegałam.
— Mamy coś jeszcze do picia? — zapytał Sasuke opierając plecy o skałę.
— Chyba się skończyło — rzekł Takeshi sprawdzają torbę, w której miał zapas płynów.
 — Wygląda na to, że jest południe — oznajmił Itachi spoglądając przymrużonymi oczami na słońce. — Zróbmy przerwę.
— Popieram w stu procentach —rzucił Sasuke starając się wtulić jeszcze bardziej w skałę, która dawała znikomy, ale zawsze jakiś, chłód.
— Nie możemy od tak leżeć na słońcu. Jest samo południe, gdzie wy chcecie się schować? — zapytuje Haniko, jako znawczyni tutejszych warunków.
— Może ja zaradzę — zaproponował Takeshi. — Moja specjalność to techniki powietrzne, mogę unieść w górę cześć piasku, który zrobi dla nas duży parasol — rzekłszy to ukucnął dotykając rozwartymi dłońmi gorzącego podłoża. Wymamrotał odpowiednie pieczęcie i podnosząc się do góry, ciągnął za sobą dość grubą warstwę piasku. Po czym wystrzelił ręce do góry, ale zachwiał się, czego skutkiem było to, że ziarna zasypały Keiko.
— Ty idioto!!! — ryknęła wściekła kobieta wygrzebując się z gorącego, miałkiego piachu.
— Błagam cię — jęknął łapiąc się za głowę. — Mam dzisiaj bardzo dobry słuch, i niestety niezbyt dobrą orientację w pionie.
— To było tyle nie pić!!! — syknęła. — Teraz nie ma miejsca gdzie bym nie miała tego durnego piachu — marudziła starając się wytrzepać sobie złociste ziarenka spod bluzki. Jednak robiła to tak chaotycznie, że czasami niemalże zdejmowała materiał z ciała, do tego skakała, mając nadzieję, że to cos pomoże. A jako, że wzrok wszystkich na chwilę zwrócił się ku szatynce i Itachi pozwolił sobie na dokładne obserwowanie dziewczyny. Zważywszy na to, że była zajęta, przez co nie zobaczy jak jej się przygląda.
— Czekajcie spróbuję jeszcze raz — oznajmił Takeshi znów kucając.
— Spróbuję jeszcze raz oberwać a osobiście wyślę cię na tamten świat — syknęła Keiko łupiąc groźnie, na znak, że wcale nie żartuje. Jednak tym razem chłopakowi się udało. Nad zebranymi zawisł „parasol” piasku dając cień a przez co wytchnienia od palącego słońca.
 — Uff… — westchnęli wszyscy siadając i delektując się ucieczką ze sfery piekielnego żaru.
— Keiko uda się załatwić trochę wody? — zapytała Haniko upewniając się, że butelki w torbie Takeshimy są puste.
— Ta jasne.
Drużyna z Konohy przeczekała pod „parasolem” największy skwar przypadający na od dwunasta do pierwszej. Po tym niestety musieli ruszyć dalej do pracy. Jak dotąd pułapki nie były zbyt wymyślne i mało ich. Kilka linek, które przytrzymywały ruchome części skały, które miały się zwalić przeciwnikowi na głowę, to wszystko. Również nie udało się odnaleźć żadnego ciała, czy czegokolwiek, co wskazywałoby na to, że tutaj ktoś poległ. Największy skwar już minął a pora dnia sprzyjała grupie. Jednak wykończeni jej członkowie mieli naprawdę bardzo spowolnione ruchy. Panowie niewyleczeni z kacu poruszali się jak zombi czy nienaoliwione maszyny. Ich ruchy były powolne, nieskoordynowane oraz chwiejne, gdyż jakoś trudno było im utrzymać pionową postawę. Do tego wszystko wykonywali tak, jakby robili to za karę i sprawiało wielki ból. Przy okazji pochłaniając niewyobrażalne ilości wody. Najlepiej trzymała się Haniko przystosowana do życia w takim klimacie. Niestety Keiko również sobie nie radziła, chociaż dobrze ukrywała to. Jako osoba z naturą wody, ciężko jej szło utrzymanie poprawnego stężenia owej substancji w ciele, które było tak bardzo znaczące dla niej. Płyn szybko wyparowywał, a dziewczyna nie miała, z czego go pozyskiwać. Normalnie czerpała wodę z otoczenia, powietrze, ziemia, rośliny, jednakże na pustyni to było naprawdę trudne. Płynne złoża ukryte gdzieś niewyobrażalnie głęboko wymagałyby niespożytej energii ze strony szatynki, aby z nich czerpać siłę.  Do tej pory ilekroć przemieszczała się po tych terenach robiła to nocą, kiedy było jej łatwiej, w chwili, gdy nie musiała tracić takiej ilości wody z organizmu tylko ze względu na temperaturę. Jednak ukrywała fakty, że nienajlepiej się czuje, że ów klimat bardzo źle na nią wpływa. W końcu, jako członek Kindersów nie mogła pokazać słabości, zważywszy na banalność tej misji.
Czas płyną, drużyna przemieszczała się dalej. W połowie trasy natrafili na pierwsze zwłoki ukryte we wnęce w skale. Cóż widok i zapach nie był przyjemny. Ciała szybko rozkładają się przy takiej temperaturze. Mężczyzna został zidentyfikowany, jako jeden z shinobi Suny. Takeshi obwinął go w płachty materiału, które dostali wychodząc z wioski. Zostało ustalone, że nie ma sensu go taszczyć ze sobą, zabierze się nieboszczyka w drodze powrotnej.  Wyglądało na to, że ciało było jakąś granicą, gdyż za nim pułapki zaczęły być bardzie złożone.
— Uwaga — mruknął Sasuke nacinając znalezioną linę. Wówczas z obu stron skał poszybowała salwa dobrych kilkudziesięciu igieł. Jak na zawołanie nagle wszyscy otrzeźwieli unikając lub odbijając broń. Reszta pułapek również była nastawiona na atak ogólny, o szerokim zasięgu. Również pojawiały się następne ciała, nie koniecznie tylko ludzi z Suna i nie zawsze były one całe. Haniko z krzykiem ze szczelinie wyjęła zgniłą rękę.  Nawet nie można było ustalić tożsamości.
Dochodziła już godzina siedemnasta, przez co słońce tak nie paliło, gdyż zniknęło z nieba nad wąwozem, przez co jedna ze skał rzucała przyjemny cień. Nastąpiła zmiana, która polegała na tym, że dziewczyny zostały wyrzucone na górę, aby tam przeszukiwać teren.
— Ktoś się zbliża wąwozem — rzekł Sasuke uruchamiając alarm i tym samym ściągając koleżanki na dół. Wszyscy zastygli obserwując postać w długiej szacie, ochraniającej przed piaskiem i w kapturze. Wyglądała tajemniczo oraz dziwnie poruszała się bardzo wolno. Keiko bardzo dokładnie wpatrywała się w przybysza, którego postawa wydawała jej się znajoma.
— Ktoś ty? — zapytał Takeshi, kiedy zakapturzony mężczyzna był już zaledwie trzy metry od zebranych.
— Ja mości pana imienia nie chcę znać, więc z całym szacunkiem, nie ma powodu bym i ja się przedstawiał. — Keiko od razu zareagowała na te słowa. Teraz już rozumiała, czemu wydawała się jej jego postać znajoma, pod kapturem jak nic skrywała się blond włosa czupryna.
— A jakiegoż to rycerza nam wiatr przywiał w te strony? — odparła szatynka uśmiechając się pogodnie oraz występując z szeregu, który został utworzony ze względów bezpieczeństwa.
— Twój rycerz mości księżniczko przynosi wiadomość od króla — odparł zrzucając kaptur by ukazać długie blond włosy.
— Kaoru wrócił do Konohy? — zapytała z nadzieją w głosi i iskrzącymi się z zachwytu oczami.
— Wybacz mi droga, lecz nie tędy droga. Wiadomość przynoszę od wielmożnego Josuke, króla nam miłościwie wszechwładnego.  Lecz otóż iformacyja ściśle tajna, nie dla pospolitego waćpaństwa. — Drużyna stała dość zdezorientowana a przede wszystkim zaskoczona jego sposobem wypowiedzi. Każdy spoglądał z wymalowanym na twarzy słowem „wariant” na Isamu, który nic sobie z tego nie robił, chociaż doskonale odczytał niemy przekaz, i uśmiechał się uroczo jak miał w zwyczaju.
— Przepraszam was, to poufna informacja — odparła Keiko podchodząc do przyjaciela. Oboje oddalili się jeszcze bardziej od pozostałych, aby na pewno nie było ich słuchać, ani żeby nie wyczytać nic z ruchu warg. — Co się dzieje? Co jest tak pilne, że nie poczekało do mojego powrotu?
— Jest wielkie prawdopodobieństwo, że ładunek przenosili ci ludzie z Oto, których wybili ci z Suna — rzekł przyciszonym głosem tak, że go Higashiyama ledwo słyszała i musiała bardzo się przysunąć. Dziewczyna od razu wyczuła powagę sytuacji, na którą wskazywał brak używania zwyczajowego języka przez Isamu.
— Czym jest ładunek?
— W tym problem, że nie wiadomo.
— Kaoru nie dał wam żadnych wytycznych? Przecież infiltruje kraj Dźwięku, powinien mieć jakieś informacje.
— Wiadomo tylko tyle, że jest to bardzo ważne dla Orochimaru. I streszczaj się, bo w nocy ewentualnie jutro powinny pojawić się nowe oddziały od nich.
— Nowe?
— Tak, już raz ten teren został przeczesany. Jednak, jako iż nikt z nich nie przeżył tego spotkania z shinobi Suna, nikt nie wie gdzie to jest ukryte.
— To, dlatego tak nie wiele tutaj tych pułapek. I ciał nie można znaleźć.
— Szybko łączysz fakty. Kaoru mówi, że to jest mały przedmiot, mniej więcej długości kartki A-4. I szczerze mówiąc może być wszędzie. Twoja misja polega na odnalezieni go i dostarczeniu w ręce Josuke.
— Tak jest.
W tym samym czasie, kiedy ta dwójka rozmawiała ze sobą reszta dziwnie się im przyglądała.
— Tajna infrmacyja, ta — prychnął Sasuke. — Mam wrażenie, że coś z nią jest nie tak.
— Może szpieg? — podsunął Takeshi.
— A niby, dla kogo by szpiegowała? — zapytała rozsądnie Haniko, która była zaskoczona postawą, a raczej językiem intruza, ale w końcu nie jej oceniać przyjaciół Keiko. Sama posiadała kogoś, kogo po pierwszy spotkaniu można nazwać rąbniętym jak i fałszywym, gdyż często mu się zdarzało zaprzeczać samemu sobie.
— Nie podoba mi się on — mruknął do siebie Itachi.
— I tu cię popieram w stu procentach — rzucił Sasuke.
— Ja bym tam miał na oku tą spóźnialską.
— A ja uważam, że przesadzacie.
Isamu naciągnął kaptur na głowę, przytulił przyjaciółkę i zawrócił udając się tą samą drogą, która przybył. Keiko stała jeszcze chwilę przyglądając się jak odchodzi. Pod uczuciem, że ktoś się jej bacznie przygląda odwróciła się w stronę zebranych, gdzie napotkała parę czarnych tęczówek należące do długowłosego bruneta. Przez moment mierzyli się wzrokiem, jakby jedno chciało zgadnąć, co myśli drugie. Jednak to zostało przerwane przez blondynkę zachęcającą do powrotu do pracy.
— A ty, czemu nie wracasz na górę? — zapytał Sasuke widząc, że dziewczyna nie udała się w ślad za Shimanouchi.
— Bo będę teraz przeszukiwać dół.
— A to, z jakiej racji?
— Z takiej, że tak chcę.
— Akurat chcenie tu nie ma nic do rzeczy. Masz wykonywać polecenie kapitana drużyny, czyli Itachiego — rzekł, a wzrok wszystkich padł na starszego Uchiha. Sasuke starał się wykorzystać pakt o zgodzie i braku kłótni.  I zgrabnie nim manipulując wysłać Keiko na górę, gdyż domyślał się, że dziewczyna dostała jakąś dodatkową misje.  A nawet jak nie, to, jeśli Itachi go nie poprze, będzie miał powód do dręczenia brata. Co akurat długowłosy zrozumiał i nie patrząc na dziewczynę rzekł:
— Pomóż Haniko.
— Co?
— Idź jej pomóc. Mieliśmy się wymieniać w przeszukiwaniu góry.
— Uznałam, że jest to niewygodne. Wolę pozostać całą drogę do końca tutaj, a wrócić górą.
— Ale kapitan powiedział nie — wtrącił się Sasuke.
 — Ale nie z tobą rozmawiam.
— Ale podwładny musi wykonywać polecenia kapitana.
— Ale skąd tak nagle uznajesz brata na stanowisku kapitana? — Sasuke zamilkł, spoglądając ostrzegawczo w stronę Itachiego, który nie mógł złamać umowy, którą sam zainicjował.
— Keiko idź na górę.
— Wybacz, ale tego nie zrobię. Możesz wymyśleć mi nową karę, możesz zrobić, co ci się żywnie podoba, ale to nie zmieni mojej decyzji. Zostaję tutaj.
— A dlaczego ci tak na tym zależy? — wtrącił się Akaibe.
— Nie twój interes.
— Ty coś ukrywasz. Nie jesteś szczera. Fałszywa menda. — Dziewczyna nie odpowiedziała, jedynie zlustrowała chłopaka piorunującym spojrzeniem i gdyby wzrok zabijał, już by nie żył.
— Co się tu dzieje? — zapytała Haniko schodząc z góry. — Nie wracamy do pracy?
— Nic. Już wznawiamy poszukiwania — odparła Keiko mierząc Akaibe ostatni raz morderczym spojrzeniem.
— Takeshi pomóż Haniko na górze.
— Wolałbym tutaj pozostać.
— Idź na górę — rzekł Itachi z głosem, który ewidentnie nie chce usłyszeć sprzeciwu. Praca została wzmożona, mimo iż pewne nieprzyjemna atmosfera dalej zalegała między drużyną. Robiło się coraz później, ale i trasa się kończyła. Pozostał ostatni niepełny kilometr, bo raptem siedemset metrów. Nagle Keiko zaintrygował pewien fragment skały przy podnóżu. Wpatrywała się w niego z wielką intensywnością. Miała dziwne wrażenie, że nie pasuje do pozostały, do otoczenia. Kiedy się tak w to wpatrywała, Itachi rozbrajał właśnie kolejną pułapkę. Jednak ta okazałą się bardziej złożona niż reszta, a niestety pozostałości po kacu pozostały, toteż refleks był zaburzony.
— Uwaga! — krzyknął, kiedy otworzyła się zapadnia w piasku, z której została wypuszczona salwa dwudziestu kunai i dobra setka senbon. Itachi stał po drugiej stronie, gdzie broń nie była w stanie dosięgnąć. Sasuke może szybko nie zareagował, gdyż on również w pełni sprawny dzisiaj nie był, ale sharingan robi swoje. Jedynie Keiko zaabsorbowana kawałkiem skały nie zwróciła uwagi na lecące w jej kierunku bronie, przez co oberwała. Każda możliwa igła, która była w jej zasięgu czy kunai trafił do celu.
— Keiko! — krzyknął Itachi podbiegając do dziewczyny.
— He? — zapytała zupełnie jeszcze nie kontaktując z rzeczywistością.
— Zawołajcie Haniko — polecił starszy Uchiha, kiedy szatynka zachwiała się i straciła równowagę prawie upadając, przed czym ochronił ją.
— Co się dzieje? — zapytała blondynka schodząc z góry wraz z Akaibe. — O nie — jęknęła widząc broń w ciele koleżanki. — Tutejsze bronie są zawsze nasączane trucizną. Mają manie na tym punkcie. A ona, sądząc po ilości ostrzy, właśnie przyjęła dawkę śmiertelną.
— Czyli, że chcesz…
— Jeszcze nie Itachi. Chyba nie — rzuciła klękając przy na wpół nie przytomniej Higashiyamy. Szybko wygrzebała z torebki ampułkę z antidotum uniwersalnym, skutecznym na podstawowe, popularne trucizny, którymi smarowało się ostrza. Zapakowało je rano, tak na wszelki wypadek. Zaaplikowała lekarstwo za pomocą strzykawki, do żylnie, aby miało najlepsze działanie.
— Mam nadzieję, że pomoże, ale trzeba ją natychmiast zabrać do Suna, do szpitala. Niech zbadają, jaka to trucizna, gdyż możliwe, że moje antidotum tylko spowolni jej działanie.
— Rozumiem. Zabieram ją do wioski. A wy skończcie przeszukiwanie tego terenu. Raport zdamy jutro grupowo — zarządził.
— Ani mi się waż — mruknęła dziewczyna, która doszła do siebie po odtrutce, dzięki czemu kontaktowała już niemalże w pełni z rzeczywistością.  A zareagowała tak gwałtownie widząc chęć bruneta, aby wziąć ją na ręce. — Skanowanemu gościu, co ledwo się rusza nie dam się nieść. No chyba, że to byłby Josuke albo Kaoru, ale mniejsza z tym. Tobie nie pozwalam.
— Ale trzeba cię szybko przetransportować do Suna.
— To sobie poradzę. Mam jeszcze nogi.
— Ależ ty oparta. Daj, chociaż sobie pomóc. Przecież ledwo stoisz — rzekł widząc pokrzywioną sylwetkę dziewczyny, która tym starała się utrzymać na nogach. Przerzucił jej rękę przez swoje ramię oraz objął w pasie, aby pomóc przy chodzeniu. Z nadąsana miną, bo przecież mówiła, że sobie poradzi, ruszyła w stronę wioski z „pomocą” u boku.
— Jakoś tak strasznie się przejął — skomentował Takashi obserwując oddalającą się dwójkę.
— Jest kapitanem, to on beknie, jeśli coś się stanie reszcie drużyny — przypomniał Sasuke, którego bardziej interesowało to, w co tak wpatrywała się dziewczyna. Jednak mężczyzna przez to, że starał się uniknąć broni nie mógł dobrze określić punktu zainteresowania. Prześledził dokładnie okolice poszukując czegoś dziwnego, co przykułoby uwagę. Wówczas w blasku zachodzącego słońca błysnął przedmiot. Sasuke pochylił się i wyciągnął ze szczeliny złoty medalik.
— To tylko duperela — mruknął do siebie. — Takashi masz te kartki od Itachiego. Mamy tam jakiegoś gościa, co nosił medalik z napisem REW.
— E, nie — rzekł przeglądając opis, znaki/przedmioty szczególne. — Ale jest dziewczyna, która nazywała się Rema Eni Wanchi. Może o tą chodzi?
— Chyba tak.

***

Poważnego stanu zagrożenia życiem w szpitalu nie stwierdzili toteż podajać dziewczynie odpowiednie proszki, które cofną jakiekolwiek skutki trucizny, wypuścili ją. Obecnie był ranek a Higashiyama leżała na łóżku w swoim pokoju dzielonym z Haniko. Zegar na ścianie wskazywał zaledwie kilka minut po wpół do piątej. Keiko nie spała wsłuchując się w równy oddech współlokatorki, świadczący o tym, że blondynka jest w głębokim śnie. Szatynka powoli i najciszej jak tylko potrafiła zeszła ze skrzypiącego łóżka. Nabazgrała cztery słowa na kartce, którą zostawiła na szafce nocnej i zabrawszy swoje rzeczy, wyskoczyła przez okno. Poruszając się po zakamarkach oraz zaułkach dotarła do bramy wychodzącej na wąwóz, który przeczesywali poprzedniego dnia. Modląc się o to, żeby oddziały z Oto ją nie wyprzedzili pognała w kierunku tamtego dziwnego fragmentu skały. Niestety nie zdążyła dobrze oznaczyć miejsca, w którym to było, liczyła jedynie na swój zmysł orientacji i możliwość nieposprzątania igieł po pułapce. Broni nie było, ale dziura w piasku, po klapie skąd wystrzeliły przedmioty, tak.
— Genialne — mruknęła przyspieszając biegu, gdyż owe miejsce widziała z daleka. Szybko dopadła do skały, klękając przed nią i obmacując ten fragment, który według niej nie pasował do reszty. I miała rację, skała była inna w dotyki a po chwili wyczuła cieniutkie linki. Za pomocą kunai sprawie się ich pozbyła zdejmując kamuflaż, którym było grube płótno z namalowaną bardzo dobrą podobizną tutejszych skał. W niewielkie wnęce, skrywanej pod materiałem mieścił się zwój. Był mniejszy niż zakładał to Kaoru, gdyż jedynie długości formatu B-5. Ucieszona dziewczyna chciała zajrzeć do środka, zobaczyć, co skrywa ten tak ważny przedmiot, lecz usłyszała głosy dochodzące, nie ze strony wioski.
— Nie wiem gdzie jest, tak — mruczał rozeźlony męski głos. — Wiem tyle, że to zwój i, że mamy go przynieść inaczej będzie, ładnie mówiąc nieciekawie.
— A powiedzieli, co zawiera? — dopytywał się nastolatek, sądząc po barwie dźwięku. Keiko pośpiesznie odłożyła materiał na miejsce, tak, aby znów przykryć wnękę i błyskawicznie wskoczyła na górę, skąd dojrzała czwórkę osób idących w jej stronę. Zaklęła w myślach, kładąc się na piasek, który na szczęście nie zdążył się jeszcze nagrzać i nie był palący. Domyśliła się, że to są ci wysłannicy z Oto. Musiała teraz jak najszybciej się stąd oddalić. Wzdłuż wąwozu nie mogła pobiec, gdyż w celu poszukiwania istnieje prawdopodobieństwo, że wejdą tutaj na górę. Jedyna droga, jaką dostrzegła to udać się na zachód, w otwartą pustynię, a potem spróbować okrążyć Suna i udać się do miasta przez inne wejście.

***

Nastały poranne godziny, w których to drużyna z Konohy budziła się. Haniko wcale nie zmartwiła się brakiem współlokatorki, z początku założyła, że jest w łazience. Jednak, kiedy te przypuszczenia zostały szybko rozwiane, pomyślała, że zeszła po prostu na dół.
 — Mogę wejść? — zapytał Itachi pukając do drzwi.
 — Tak proszę — rzuciła blondynka pakując przybory łazienkowe do swojego bagażu.
 — Jak się czuje Keiko? Lekarze powiedzieli, że nic jej w prawdzie nie jest, ale lepiej żeby uważała na siebie przez najbliższe dni.
  — Nie mam pojęcia. Nie ma jej w pokoju.
  — A gdzie jest?
  — Nie wiem. Może zeszła na dół.
 — Dobra, dzięki — odparł wychodząc z pomieszczenia. Jednak po około piętnastu minutach wrócił, teraz już pomijając pukanie. — Nie ma jej — rzucił od progu lustrując uważnie posłanie szatynki.  Dostrzegłszy brak bagażu i kartkę podszedł do szafki. — Nie czekajcie na mnie — przeczytał treść.
 — Keiko wyszła w nocy?
 — Wygląda na to, że tak. Nic nie mówiła? Nic nie wiesz?
 — Nie, nic.
 — Trzeba iść zdać raport do Kazekage.



1 komentarz:

  1. Hej,
    wielki kac ich dosięgnął, tak i Isamu się pojawił, bracia chwilowo zawiesili broń między sobą...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń