21 kwietnia 2013

06. Ponieważ żeby żyć, potrzeba siły

Przez krótką chwilę między drużyną zalegała cisza. Zdania, co do tego, cóż powinni teraz począć, były bowiem dość odmienne.
– Pozwolę sobie zabrać głos jako pierwszy – rzekł spokojnym głosem Takeshi, po czym odchrząknął. – Wydaje mi, że się wręcz oczywistym jest, co powinniśmy z tym zrobić. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że należy ścigać tę dziewuchę. – Chłopak był coraz pewniejszy teorii o szpiegach i tajnej misji, na którą ją wysłali.
Przedstawił drużynie bardzo szczegółowo swoją opinię na ten temat. Miał niemal stuprocentową pewność, że była ona wrogiem, a ich zadaniem jako shinobi, jest ją dorwać i zabić zanim dostarczy poufne informacje dalej. Swoim zdaniem wywołał niebywałą dyskusję.
– Skończyłeś? – Przerwała mu Haniko. – To, co mówisz nie ma najmniejszego sensu. Nie można tego oprzeć na żadnych logicznych argumentach. To tylko kolejna, głupia teoria spiskowa, a akurat takich nam nie brak. – Blondynka spojrzała z politowaniem na chłopaka, po czym zwróciła się do Itachiego. – Proponuję ruszyć w podróż powrotną. Jeśli Keiko nie zdąży złapać nas w połowie trasy, to zrobimy sobie krótki postój.
– Poczekaj. Wydaje mi się, że chciała, by na nią nie czekać. Tym samym nie rozumiem, po co ten cały postój. Chyba dasz radę i bez niego o własnych siłach dotrzeć do wioski? – Były to pierwsze dziś wypowiedziane przez młodszego Uchihę słowa i nikt nie miał wątpliwości, że nie był on chyba w najlepszym nastroju.
Shimanouchi skrzywiła się tylko lekko. Zaraz jednak na jej twarz powrócił spokój. Żaden Uchiha nie będzie wyprowadzał jej z równowagi tylko dlatego, że akurat miał jakiegoś nieuzasadnionego focha. Zdecydowanie nie interesowały jej humorki bruneta, któremu się najwyraźniej wydawało, że to na nim powinna się skupić uwaga drużyny.
– Czasem wypadałoby trochę pomyśleć, panie Uchiha, zanim zabierze się głos. Tak się zbrataliście z Itachim, a nie pomyślałeś o tym, że to on będzie się musiał tłumaczyć, jeżeli Keiko na czas nie wróci. – Głos dziewczyny był chłodny i wyrażał wyraźną niechęć. Jej oczy jeszcze chwilę zwrócone były w kierunku bruneta, by następnie skierować spojrzenie na najstarszego z chłopaków. – Dlatego uważam, że powinniśmy dać jej czas. Oczywiście nie możemy czekać wieczności i jeżeli nie uda jej się nas dogonić, to będzie trzeba to zgłosić, jednakże szansa każdemu się należy. Nie mamy żadnej wiedzy na temat misji, którą, jak założyliśmy, dostała. – Jej oczy przeleciały powoli po towarzyszach. – Skoro nawet sam kapitan nie miał pojęcia, że będzie ona w między czasie wykonywać jakieś dodatkowe zadanie, to należy to potraktować jako odstępstwo i zachowanie, które nie powinno mieć miejsca. Prościej mówiąc, skoro nie mamy informacji, że Keiko planowo miała się od nas odłączyć, to za jej zniknięcie formalnie odpowiada Itachi.
Haniko skrzyżowała ręce na piersi i oczekiwała na decyzję kapitana. Uchiha zastanawiał się nad tym już od dłuższego. Potrzebował jeszcze chwili, by ponownie przeanalizować wszystkie za i przeciw. Drużyna patrzyła na niego z wyczekiwaniem. Sasuke miał naburmuszoną minę, blondynka wyglądała stanowczo, Takeshiego zaś przepełniała złość, spodziewał się bowiem, co postanowi posiadacz sharingana.
– Po dokładnym przeanalizowaniu całej sytuacji, zgadzam się z Haniko. Ktoś chce coś jeszcze powiedzieć? – dodał nieco agresywnie widząc już otwierające się usta Akaibe. Przez chwilę dokładnie lustrował chłopaka zimnym wzrokiem, póki ten nie pokręcił niechętnie głową. – W takim razie ruszajmy.

Każdy przebyty kilometr drużyna przyjmowała z ulgą. Im dalej od Suna, tym klimat stawał się bardziej „do zniesienia”. Sasuke mógł nareszcie przestać skrycie się wachlować i udawać, że świetnie sobie radzi z panującym upałem. Nie bez powodu postanowił zamknąć pochód, raźnym krokiem podążając za drużyną. Jednak gdy tylko nieznośne temperatury się skończyły, przyspieszył. Nie miał już niczego do ukrycia, jedyna słabość, która towarzyszyła mu przez cały okres trwania misji, właśnie się skończyła. Przyjrzał się dokładniej idącym przed nimi shinobi. Itachi wyglądał na pozór spokojnie, Sasuke jednak znał go nie od dziś i wiedział, że coś go trapi. Gdyby nie obowiązująca między nimi umowa, to już dawno zacząłby mu dogryzać. W jego głowie pojawiła się wizja tego, co powiedziałby starszemu bratu. Ostatnio dobrym sposobem na denerwowanie go były wzmianki o Keiko. Mimo iż wiedział, a przynajmniej tak mu się wydawało, że to nie ona jest powodem teraźniejszych zmartwień Itachiego, to był to doskonały sposób na wyprowadzenie go z równowagi. Brunet raczej zdziwiłby się, gdyby jego brat martwił się losem tej nie do końca rozgarniętej dziewczyny. Kto jak kto, ale akurat ona zupełnie nie pasowała do Itachiego. Sasuke przez chwilę przyglądał się zamyślonemu bratu. W końcu postanowił się jednak odezwać, jedna kwestia dotycząca misji nie dawała mu spokoju.
– Itachi – zwrócił się do starszego Uchihy. – Dlaczego Hokage wybrała do tej misji właśnie nas? Byakugan lepiej by się tutaj nadawał.
– Nas? Masz na myśli…? – zapytał straszy wyrwany z własnych myśli.
– Ciebie i mnie – Sasuke wywrócił nieznacznie oczami krzyżując ręce na piersi. – To jasne, że Haniko znalazła się w tej drużynie ze względu na znajomość terenu, Keiko gdyż od początku wiadomo im było, że dostanie jakąś dodatkową misję do wypełnienia, ten o tam jakkolwiek mu było – wskazał nieznacznie na idącego z przodu Akaibe. – Bo prawdopodobnie posiada jakieś przydatne zdolności, których jednak nie zechciał nam zaprezentować. Jaką rolę pełnimy tutaj my?
Skończywszy swoją wypowiedź spojrzał znacząco na Itachiego. Bądź co bądź, ale kapitan powinien wiedzieć niemal wszystko o misji, którą dowodzi. Powinien mieć opracowany każdy szczegół i posiadać wszystkie niezbędne informacje. W tym również o tym, jaką rolę pełnią poszczególni członkowie drużyny i czego ewentualnie mogą się na danej misji spodziewać. Głównie pod tym względem byli oni do niej dobierani.
– Prawdę mówiąc jesteśmy tutaj tylko dlatego, że nie znaleźli nikogo innego. – Starszy Uchiha zrobił krótką pauzę. – Ostatnimi czasy Konoha przyjmuje bardzo wiele różnych zleceń, przez co brakuje na miejscu odpowiednich, wyspecjalizowanych shinobi. Z tego też powodu ostatnio większość oddziałów ANBU została odwołana i przydzielona do zwyczajnych zadań, takich jak to. Nie jest to specjalnie ciężka misja. Zaledwie rangi B, jednak z możliwością przejścia w A, a nawet S, w zależności od rodzaju niebezpieczeństw, na które moglibyśmy natrafić.
– To zrozumiałe – powiedziała Haniko, która od jakiegoś czasu przysłuchiwała się rozmowie.
– Nie, to nierozsądne. – Oburzył się młodszy z Uchihów. – Fakt, nie należało wysyłać do Suna byle kogo, ale to nie jest misja dla członka ANBU – mówiąc to brunet niechętnie zerknął na brata. – I prawdopodobnie w najbliższym czasie przyszłego członka tejże organizacji – rzekł niezauważalnie wypinając dumnie pierś. – Drużyna składająca się tylko ze specjalisty od teorii spiskowych, przemądrzałej dziewuchy i drugiej skrajnie niedojrzałej i nieodpowiedzialnej, też by sobie z tym zadaniem poradziła.
– Nie martw się, mnie też fakt bycia tu z tobą średnio cieszy. – Shimanouchi nie dała się sprowokować i tylko uśmiechnęła się lekko do bruneta, który najwyraźniej liczył na to, że uda mu się trochę popsuć nastrój nowej koleżance. – Ponadto dziękuję za komplement. Jednak nie pierwszy raz ktoś mi mówi, że jestem inteligentna.
Uchiha prychnął.
– Przemądrzała nie oznacza inteligentna.
– Zdaję mi się, czy przemawia przez ciebie zazdrość?
– Potwierdzam, zdaje.
– Starczy tego! – Podniósł głos Itachi, którego zaczynała już denerwować ta wymiana zdań. Spojrzał chłodno na brata, który najwyraźniej obrał sobie dziś za cel wyprowadzić wszystkich po kolei z równowagi. Chciał coś jeszcze dodać, ale przypomniał sobie o umowie z Sasuke, poza tym nie miał ochoty na kłótnie, nie w obecnej sytuacji.
Blondynka przyjęła te słowa ze spokojem i sięgnęła do plecaka. Już po chwili trzymała w ręku tomik mangi, którą udało jej się kupić tuż przed opuszczeniem Suna w jej ulubionym kiosku. Szczerze mówiąc, zrobiła sobie zapasy na kolejnych kilka wieczorów. Jak już się zdążyła zorientować, w Konoha wybór był naprawdę spory, ale zupełnie nie leżał jej styl jednego z najbardziej cenionych twórców w kraju ognia. Historie, które wymyślał też nie robiły na niej wrażenia. Wszystko wydawało się w nich takie cukierkowe, zbyt różowe i przesłodzone. Z braku czegoś lepszego była w stanie jakoś to przetrawić, ale dlaczego nie skorzystać z okazji i nie zaopatrzyć się w perełki tego gatunku? Uśmiechnęła się sama do swoich myśli i otworzyła nowiutki komiks.
Sasuke, który od jakiegoś czasu przyglądał się blondynce, tylko przewrócił oczami, przy okazji stwierdzając, że chyba ostatnimi czasy weszło mu to w nawyk. Myślami zaś wrócił do wieczoru, kiedy odwiedził dziewczynę w jej własnym domu.

Blondynka nie skomentowała w ogóle faktu, że ten właściwie obcy mężczyzna dotyka jej rzeczy osobistych. Na to zresztą sam Sasuke liczył. Wolał, by mu nie wytkała tej wpojonej przez ojca słabości, i tak było mu wystarczająco głupio, do czego mimo wszystko nigdy by się nie przyznał.
Czas uciekał, a pomieszczenie wyglądało coraz schludniej. Kiedy już udało im się uprzątnąć wszystkie kartony i poukładać w jednym miejscu tak, by nie zawadzały, oboje zajęli się meblami. Uchiha nie zamierzał grzecznie pytać, co ma gdzie ustawić i robił wszystko według własnego widzimisie. Jeżeli nie podobała się jej jego dobra wola i pomoc, to zawsze jeszcze mogła zrobić to wszystko sama. Skończyło się na tym, że brunet poustawiał regały z książkami tak, jak było mu wygodnie, a ona śledząc każdy jego ruch, kiedy tylko usunął się na bok, wszystko poprzestawiała. Chłopakowi nie umknął fakt, że blondynka nie była silną fizycznie osóbką. W miarę możliwości próbowała zamaskować, że przesunięcie ciężkiego regału sprawia jej trudności, ale jemu rzuciło się to wyraźnie w oczy. Pozwolił sobie nawet na lekki uśmiech, kiedy dziewczyna zauważyła jego spojrzenie. Shimanouchi tylko spiorunowała go wzrokiem, udając, że nie rozumie o co mu chodzi. I tym razem nie odważyła się odezwać. Najwidoczniej w obecności Uchihy znalazła również jakieś dobre strony.
Kiedy pomieszczenia w całym domu zaczynały mieć ręce i nogi, oboje w milczeniu skupili się na wyładowywaniu zawartości kartonów. Sasuke przypadł jeden z większych i cięższych do wypakowania. Brunet rozerwał taśmę, która miała zabezpieczyć pudło przed samoistnym otworzeniem się, po czym zajrzał do środka. Szybko zdał sobie sprawę, że ma do czynienia z książkami. To już wiadomo było, dlaczego opakowanie tyle ważyło. Mężczyzna postanowił udawać brak zainteresowania i tylko szybko rzucał okiem na każdą kolejną wyciąganą pozycję. Nie chciał wyjść na wścibskiego, zresztą wcale aż tak bardzo jej gust literacki, go nie interesował. Zerkał tylko na co po niektóre tytuły, dopóki nie natrafił na tomik mangi o bardzo niesmacznej okładce, która przedstawiała dwóch obściskujących się chłopaków. Uchiha automatycznie mocno się skrzywił.
– Obrzydliwe – rzekł nieco głośniej tak, aby dziewczyna go usłyszała. – Jak można się w ogóle czymś takim zajmować.
Nie minęła chwila, kiedy Haniko znalazła się przy nim, by dowiedzieć się, o czym mówi. Czarnooki akurat kartkował tomik, z każdą stroną krzywiąc się mocniej.
– Drogi panie Uchiha, czemu pan to jeszcze ogląda skoro takie „fu”? – Założyła ręce na biodrach i spojrzała mu wyzywająco w oczy. Chłopak automatycznie zamknął książkę i ponownie zlustrował jej okładkę.
– Zdajesz sobie sprawę, że to chore?
– Co jest chore? Homofobia? A i owszem.
– Nie jestem homofobem – rzekł coraz mniej przyjaznym tonem i zmrużył gniewnie oczy. – Ale podniecanie się dwoma gejami uważam za dość obrzydliwy fetysz.
– A skąd ci przyszło do głowy, że się nimi podniecam? – Brew Shimanouchi uniosła się pytająco do góry. Kucnęła przy brunecie i nie zawracając sobie głowy jego osobą i całą tą dyskusją, zaczęła wypakowywać pozostałe komiksy z pudła.
– Nigdy nie zrozumiem kobiecego świrowania na punkcie aktorów, wokalistów i postaci rysunkowych – rzekł Uchiha chcąc na tym zakończyć rozmowę na ten temat. Nie było innej opcji, tylko on mógł wypowiedzieć ostatnie zdanie tym samym stawiając na swoim.
Haniko nic nie odpowiedziała, sięgnęła tylko po jeden z tomików leżących na pokaźnym stosie i zaczęła dokładnie kartkować. Kiedy już znalazła to, czego szukała, na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
– Ja też nigdy nie byłam w stanie tego pojąć. Ooo, zobacz, ten tutaj jest podobny do ciebie. – Mówiąc to wyciągnęła rękę i wskazała jednego z bohaterów znajdujących się na rysunku.
Sasuke zmarszczył gniewnie brwi i dokładniej przyjrzał się postaci. Z ogromną niechęcią musiał przyznać, że rzeczywiście mężczyzna był do niego odrobinę podobny. Wziął głęboki oddech, by nie zdradzić, jak bardzo jest tym faktem oburzony. Uchiha nie mógł pokazać, że jest w stanie wyprowadzić go z równowagi jakiś pierwszy lepszy komiks.
Chłopak zlustrował jeszcze raz dokładnie całą stronę. Jedyne pocieszenie znalazł w tym, że jego rysunkowa podobizna pełniła dominującą rolę w związku. Kiedy jednak zdał sobie sprawę, że drugi z bohaterów jest bardzo podobny do Naruto, miał ochotę złapać się za głowę. Co za ludzie wymyślają coś takiego? Uchiha wyrwał blondynce komiks z ręki, po czym szybko go zamknął. Musiał dowiedzieć się, kto jest autorem tych głupot i gdzie coś takiego wydają. Dokładnie obejrzał okładkę z obu stron, a następnie dokładnie przeczytał pierwszą i ostatnią stronę. W końcu udało mu się zlokalizować pożądaną informację: Konoha, wydawane pod pseudonimem. Wąskie brwi ponownie się zmarszczyły a na czole chłopaka pojawiły się delikatne zmarszczki.
– Dostałaś to w Suna?
– Nie, kupiłam tutaj kilka miesięcy temu w czasie trwania jednej z misji. – Haniko była lekko zaskoczona tym, że chłopak zupełnie zignorował jej wyraźną prowokację, a zamiast tego zainteresował się produkcją komiksu.
– Tak też myślałem – szepnął sam do siebie. Kreska wydawała mu się aż zanadto znajoma. – Sai…

Uchiha spojrzał dyskretnie dziewczynie przez ramię. Odetchnął kiedy upewnił się, że tym razem bohaterami nie są on i Naruto. Im mniej istniało wydanych rozdziałów tej historii, tym lepiej. Jego myśli skupiły się na tym, jaką karę wymierzy chłopakowi, kiedy dostanie go w swoje ręce. Niech Sai ma się na baczności, nawet Korzeń go nie uratuje. Brunet rozejrzał się dookoła, by zorientować się, jaką część trasy udało im się już pokonać. Kiedy zaczął się zastanawiać, czy Uzumaki zdaje sobie sprawę, co wyczynia sobie jeden z jego przyjaciół i w jakim świetle go przedstawia, głos zabrał Itachi.
– Zarządzam postój – rzekł, po czym skręcił w las w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na rozbicie niewielkiego obozu.
– Ale... – Tuż za nim poszła Haniko, najwidoczniej zdziwiona decyzją kapitana. – Nie pokonaliśmy jeszcze nawet jednej czwartej trasy. Rozbijanie obozu teraz, tutaj jest bez sensu.
Starszy z Uchihów zignorował tę uwagę i ruszył pewnym krokiem przed siebie. Takeshi, któremu najwyraźniej zły nastrój spowodowany zupełnym wyśmianiem jego nieomylnych teorii minął, zagwizdał i tanecznym krokiem ruszył za nimi. Tylko Sasuke stał jeszcze przez chwilę i przyglądał się już powoli zachodzącemu słońcu. Nie trwało to jednak zbyt długo, gdyż brunet nie chcąc pozostać zupełnie w tyle i szukać reszty, ruszył żwawo przed siebie.

***


Wieczór był stosunkowo spokojny. Wiatr przyniósł oczekiwany przez wszystkich chłód. W pobliskich krzakach było słuchać ciche cykanie świerszczy. Gdzieniegdzie przelatywał jakiś świetlik dodając uroku już i tak wyjątkowemu miejscu. Krajobraz rozpościerający między Suną a Konohą był naprawdę zjawiskowy. Teren pozornie zalesiony posiadał pewne cechy wiążące go z niedalekimi pustyniami. Tutejsza roślinność nie była typowa dla każdego z wspomnianych krajów. Wszystko wydawało się takie niezwykłe, egzotyczne. Haniko siedząc na delikatnej, polnej trawie wyobrażała sobie, że znajduje się w dalekiej podróży. Całe tygodnie drogi od wioski. Niechętnie, ale musiała to przyznać, czuła się tu jak na wakacjach. Było to dla niej zupełnie nowe uczucie, zwłaszcza w trakcie trwania misji. Jeszcze nigdy nie pozwoliła sobie na taką swobodę. Jak na poważnego shinobi przystało, w trakcie wykonywania zadania nigdy nie pozwalała sobie na takie zachowanie. Bądź co bądź w każdej chwili wróg mógł ich zaatakować z zaskoczenia. Misja była świętością, nic nie miało prawa stanąć miedzy nią, a powierzonym zadaniem. Dopóki jej rola się nie zakończyła, nie mogła przedłożyć czegokolwiek ponad stuprocentowe powodzenie.
Zamyślona zapomniała o trzymanej w ręce książce. Tym razem nie był to komiks, jednak Sasuke nie miał okazji się o tym przekonać, gdyż od bardzo dawna nigdzie go nie widziała. Znając życie i tak by skomentował niepochlebnie czytaną przez nią powieść. Na wspomnienie bruneta, Haniko uśmiechnęła się tylko lekko i pokręciła głową. Oparła się o pień znajdujący się tuż za jej plecami i powróciła do lektury. Jedno musiała przyznać, książka była intrygująca już od pierwszej strony.
Blondynka tak się wciągnęła, że nawet nie zauważyła, jak szybko upływały jej minuty. Dopiero kiedy poczuła, że na wytwarzanie małego płomienia, który służył jej jako źródło światła, straciła sporą ilość chakry, doszła do wniosku, że musiało upłynąć naprawdę dużo czasu. Cofnęła płomyk i zamknęła czytaną powieść. Kiedy podnosiła się, by rozprostować kości, dostrzegła, że nie tylko ona nie położyła się jeszcze spać. Przy ognisku, jakieś 50 metrów od niej, siedział starszy Uchiha. Mężczyzna przyglądał się płomieniom i co jakiś czas podsycał je kijem.
Shimanouchi podeszła do chłopaka i usiadła obok. Spojrzał na nią przelotnie i wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia. Blondynka zaś położyła się na plecach i wpatrywała się w gwiazdy wyjątkowo piękne tej nocy, na tej szerokości geograficznej. Wkrótce jednak zalegającą ciszę i ledwie słyszalne cykanie świerszczy przerwał spokojny, męski głos.
– Hokage posiada bardzo niewiele informacji na twój temat – rzekł brunet przyglądając się dziewczynie, która podniosła się z trawy i powróciła do siadu. – Jako dowódcy trochę utrudniło mi to zadanie, gdyż nie bardzo byłem w stanie określić, na co cię stać. Na szczęście jednak dla tej sytuacji, nie mieliśmy okazji na starcie z wrogiem. Wolałbym na przyszłość wiedzieć, z kim mam do czynienia. – Jego głos był chłodny, blondynka jednak stwierdziła, że znacząco różnił się od tonu Sasuke, który przepełniony był często kpiną bądź wrogością. Itachi zwracał się do niej jak do zwykłego człowieka, nie zdradzając przy tym, jakie stanowisko wobec niej obrał.
– No dobrze. W sumie mogłabym coś o sobie opowiedzieć. – Przerwała na chwilę, zastanawiając się nad odpowiednim doborem słów. – Pochodzę z klanu Shimanouchi, co już zresztą powinieneś wiedzieć. Jednak ciekawi mnie, czy coś o nas słyszałeś i wiesz jakiego typu umiejętności posiadamy? – Spojrzała pytająco na chłopaka, który tylko pokręcił przecząco głową. – W porządku. Członkowie rodu Shimanouchi posiadają wyjątkowy typ chakry. Zwyczajni shinobi rodzą się z jedną z pięciu natur, jednak nie my. Każdy członek mojego klanu po urodzeniu jest „czysty”. Najprościej rzecz ujmując dostajemy wybór i tylko od nas zależy, jaką naturę posiądziemy. Do czasu osiągnięcia pewnego poziomu żyjemy korzystając wyłącznie z podstawowych technik, których opanowanie nie wymaga posługiwanie się którymkolwiek z żywiołów. W pewnym momencie naszego życia, przy regularnych treningach, szkoleniu swoich umiejętności i doskonaleniu się, otrzymujemy wybór. Jest on jednym z najważniejszych w naszym życiu, ważniejszym niż małżeństwo, narodziny dziecka i tym podobne. – Blondynka zrobiła przerwę, by zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza.
Spojrzała jeszcze raz na gwiazdy, po czym skierowała wzrok na Itachiego. Przez chwilę zdawało jej się, że bardzo zaciekawiła go historia jej klanowych umiejętności, jednak szybko straciła to poczucie, gdy tylko brunet odchrząknął i na jego twarz powróciła obojętność.
– Natura chakry, o której wówczas decydujemy ma znaczący wpływ na nasze przyszłe życie. Ja po wielu tygodniach rozważań zdecydowałam się na ogień. Wygląda to trochę tak, jak podpisywanie paktów dotyczących technik przyzywania, własną krwią. Członkowie mojego klanu od wieków wpisują się na klanowe zwoje otrzymując tym samym kontrolę nad wybranym żywiołem. Umiejętności, które udaje nam się posiąść, nie wymagają potrzeby szkolenia od zera. Od razu zyskujemy poziom bardzo zaawansowany i niemal całkowitą kontrolę nad danym żywiołem. To, w jaki sposób ukierunkujemy dalej nasze umiejętności, w zupełności zależy już od nas. Na tym się odmienność naszej chakry nie kończy. Jak wiadomo wielu shinobi jest w stanie posiąść więcej niż jedną naturę. Niektórzy rodzą się od razu z dwoma, a czasem nawet mamy okazję spotkać się z rzadkim zjawiskiem ninja, którzy od urodzenia posiadają już trzy natury chakry. Jednak większość shinobi umiejętności związane z żywiołami nabywa. Kekkei Genkai mojego klanu, pozwala mi na władanie kolejnym żywiołem maksymalnie na takim poziomie, jaki udało mi się osiągnąć z tym pierwszym. Jednocześnie nie zaczynam od zera, lecz tak jak za pierwszym razem, od pewnego, względnie zaawansowanego punktu. Oczywiście jak każda umiejętność i ta ma swoje słabe strony, które jednak zachowam dla siebie.
– A co jeżeli przeciwnikowi uda się je wykorzystać przeciwko tobie? Reszta zespołu nie będzie o tym wiedzieć i straci możliwość ewentualnego udzielenia wsparcia. – Nie odpuszczał Itachi najwyraźniej bardzo ciekawy słabych punktów tej umiejętności.
– O to się już nie martw, to będzie wyłącznie mój problem.
– Jeżeli odbije się to na drużynie i powodzeniu misji, to nie.
– Równie dobrze może się okazać, że w przyszłości będziemy walczyć przeciwko sobie, więc wtedy powodzenie mojej „misji” będzie zagrożone. – Haniko spojrzała na niego prowokująco i skrzyżowała ręce na piersi.
Uchiha tylko zmarszczył brwi, gest ten był identyczny  jak u młodszego z braci. Shimanouchi stwierdziła, że jednak w czymś są podobni i uśmiechnęła się do bruneta nieznacznie. Ten jednak postanowił nie komentować już więcej i dawał jej wyraźnie do zrozumienia, że oczekuje dalszej części.
– Wracając do tematu – odchrząknęła dziewczyna. – Posiadam niemal całkowitą władzę nad ogniem. Mogłabym już zdecydować się na drugi żywioł, jednak postanowiłam jeszcze jakiś czas z tym poczekać i doskonalić swoje umiejętności w innej dziedzinie.
– Prościej mówiąc możecie po jakimś czasie uzyskać pełną kontrolę nad każdym z żywiołów?
– W teorii. – Blondynka zamyśliła się na chwilę i objęła rękoma kolana. – W praktyce tylko jednemu się to udało. Średnio członkom mojego klanu udaje się posiąść kontrolę nad trzema żywiołami. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że z każdym kolejnym jest coraz trudniej. Próg się podnosi. – Haniko podrapała się zmieszana w tył głowy. – Ale starczy wstępu o klanie. Jeśli chodzi o moje umiejętności, to potrafię zrobić z ogniem wiele rzeczy. Między innymi nieznacznie się nim uleczyć. Jednakże nie lubię o tym mówić i z tego korzystać, bo wszyscy zaczynają traktować mnie jak zwykłego medyka. Jestem w stanie przywrócić sobie zdrowie tylko przy łagodnych obrażeniach i dotyczy to tylko otwartych ran. Jeśli chodzi o walkę wręcz, to niestety niewielką siłę nadrabiam sporą szybkością. Potrafię posługiwać się bronią biała, korzystam głównie ze sztyletów, które zazwyczaj spryskuję trucizną. W tej dziedzinie też posiadam pewną wiedzę. Zazwyczaj trucizny warzę sama, według własnych receptur, które opierają się głównie na tych, stosowanych przez mój klan. Jedynie czasem korzystam z ich uproszczonych wersji.
– A genjutsu? – spytał dociekliwie Uchiha, któremu nie mógł umknąć żaden szczegół.
– Niespecjalnie, korzystam raczej rzadko. Nie lubię bawić się z przeciwnikiem w kotka i myszkę.
– Genjutsu to nie tylko wmawianie drugiej stronie, że rzeczywistość jest nieco inna. – Oburzony Itachi zmarszczył niezauważalnie brwi.
– A i owszem, jednak takie są podstawy. Jako przedstawiciel klanu Uchiha posiadasz w tej dziedzinie większe predyspozycje i możliwości. Na tym skończmy ten temat. Opowiedz mi lepiej w zamian coś o sobie. Wiem, że specjalizujesz się głównie właśnie w genjutsu, a podstawą twoich technik jest sharingan, Kekkei Genkai klanu Uchiha. Mniej więcej orientuje się, na czym polega siła tych oczu. Posiadasz jeszcze jakieś dodatkowe umiejętności? – Mówiąc to Haniko rozsiadła się wygodnie. Nadeszła jej kolej. Miała nadzieje, że uda jej się usłyszeć co nieco o umiejętnościach już teraz jednego z najsilniejszych przedstawicieli tego klanu.
Przyjrzała się badawczo czarnookiemu, który najwyraźniej zastanawiał się nad odpowiedzią, albo czy w ogóle odpowiadać.
– Posiadam Mangekyō Sharingan – rzekł krótko tak, jakby to wszystko wyjaśniało.
– Słyszałam o tej umiejętności. Jednak nie wszystko jest dla mnie jasne. Czy tych oczu nie zdobywa się przypadkiem zabijając najlepszego przyjaciela? – Shimanouchi poczuła podekscytowanie, uczucie, które nie towarzyszyło jej od bardzo dawna. Jednak myśl o tym, że Itachi poświęcił kogoś mu bliskiego dla zdobycia mocy, nie mogła nie zrobić na niej wrażenia.
– Jest jeszcze jeden, słabo znany sposób. – Brunet zrobił krótką przerwę i sięgnął do plecaka po wodę. Jednak będzie musiał trochę pogadać. – Owszem, Mangekyō Sharingan można zdobyć zabijając najbliższego sercu przyjaciela. Metoda ta niestety, ale w historii naszego klanu cieszyła się sporym powodzeniem, co nie jest czymś, czym można by się chwalić. Wręcz przeciwnie. Przez wiele lat sposób, w jaki członkowie klanu zdobywali te wspaniałe oczy, był nieznany reszcie społeczeństwa. Kiedy tylko prawda wyszedł na jaw, Uchiha zostali potępieni i przez niektórych znienawidzeni. Nie to jednak było najgorsze. Mój klan nigdy nie przejmował się opinią, jeżeli jej kosztem mógł zdobyć jakąś nową, potężną umiejętność, kolejny atut. Mangekyō Sharingan to techniki tak potężne, że Uchiha szybko zaczynali szerzyć postrach w świecie ówczesnych shinobi. Niestety jak każda, naprawdę imponująca swą siłą umiejętność, posiadała słabą stronę. Mangekyō zbyt często używany powodował utratę wzroku i nieodwracalną ślepotę. Wśród Uchihów zapanował strach, gdy po kolei najsilniejsi przedstawiciele klanu ślepli. Gdyby taka informacja wyszła na jaw, byliby łatwym łupem dla swoich największych wrogów. Wielu zginęło, lecz w końcu udało się odnaleźć „sposób” na ocalenie wzroku. Rodzeństwo, pozbawiano oczu rodzeństwa, własnym braciom lub siostrom. Taki przeszczep prowadził zaś do śmierci „dawców”. Klan popadł w obłęd. Rodziny decydowały się przynajmniej na dwójkę dzieci, by jedno mogło później żyć kosztem drugiego, zdobywając przy tym niewyobrażalną wówczas siłę. – Itachi przerwał w momencie, kiedy na nosie usiadł mu jakiś natrętny świetlik, który od jakiegoś czasu kręcił się wokół nich.
Haniko korzystając z okazji sięgnęła za siebie w poszukiwaniu czegoś, co mogłaby zarzucić na ramiona. Czuła powoli chłód, który towarzyszył tutejszym nocom. Temperatura stanowiła zupełne przeciwieństwo tej za dnia. Znalazłszy granatowy, polarowy koc, zarzuciła go na siebie, szczelnie się nim okrywając. W tym czasie brunet pozbył się robaczka, który najwyraźniej mocno się z nim zżył i nie miał najmniejszej ochoty odlatywać.
– Wracając do tematu. Nie było to ani odrobiny honorowe, ale Uchiha przez wiele lat pozbawiali się na nawzajem życia. Problem stał się poważny dopiero wówczas, gdy liczebność klanu drastycznie zmalała. Ówczesny przywódca zmuszony był podjąć jakieś działania zmieniające ten stan. Jak nie trudno się domyślić, wszedł w życie zakaz „zdobywania” Mangekyō. Początkowo prawo to wzbudziło wiele buntów wśród przedstawicieli klanu, którzy pragnęli posiąść tak potężną umiejętność. Jednak z czasem bunty ustawały, a Uchiha pogodzili się z nowym porządkiem. Wielu jednak nie mogło strawić myśli, że tuż obok nosa przemknie im taka okazja do zbycia naprawdę potężnych umiejętności. Zaczęto eksperymenty, analizy wiekowych klanowych zwojów z zapisanymi sekretnymi technikami, badania nad strukturą tych wspaniałych oczu. – Itachi przymknął na chwilę swoje, delektując się łagodną ciszą nocy. Wkrótce jednak uchylił powieki eksponując charakterystyczny szkarłat. – I w końcu, po wielu latach odkryto sposób na zdobycie Mangekyō, który w dodatku nie powodował ślepoty przy dłuższym użytkowaniu.
Blondynka wpatrywała się w jego wyjątkowe oczy jak w obrazek, jednocześnie próbując zamaskować swoje zainteresowanie do minimum. Szczelniej owinęła się kocem, mocniej w niego wtulając. Po krótkiej chwili Itachi ponownie zabrał głos.
– Odkryto, że należy podpisać pakt wiecznej wierności wobec swojego brata – rzekł, po czym ponownie na chwilę zamilkł. – Uchiha już tacy są, że im coś bardziej haniebne i krwawe, tym większym zainteresowaniem się wśród nich cieszy, niestety. Dlatego też metoda ta nie zyskała wielu zwolenników. Ludzie w większości bali się przyszłości i tego, że nie będą potrafili dochować swojemu rodzeństwu wierności pod każdym względem, w każdej sytuacji. Jeżeli któryś z braci złamałby przysięgę, obaj tracili wzrok i cierpieli okropne katusze do końca swoich dni. Jeśli jeden z ich umarł, bo drugi nie uratował go, chociaż mógł, następowała ta sama sytuacja. Jednak w przypadku śmierci z ręki przeciwnika, której nie można było zapobiec, lub zgonu naturalnego, drugi z braci tracił po prostu zdolność Mangekyō. Wielu nazywało to klątwą, gdyż do końca życia musieli pozostać w zgodzie z rodzeństwem. Jedynie nieliczni decydowali się na zdobycie mocy w ten sposób. W tym Sasuke i ja. Poprzysięgliśmy sobie wierność, oddanie i służbę temu drugiemu do końca swoich dni. – Itachi zakończył swoją opowieść i jak gdyby nigdy nic, wrócił do podsycania kijkiem ognia.
Haniko przyglądała mu się jeszcze przez chwilę, po czym wyciągnęła rękę w stronę ogniska, lekko pogłębiając płomień.
– Nie wyglądacie na to, ale chyba w takim razie musicie być bardzo zżyci.
– Nic bardziej mylnego – rzekł spokojnie brunet. – Nie przepadamy za sobą, właściwie nie rozmawiamy. Powiedziałbym również, że nie ufamy. – Słowa chłopaka tylko dodatkowo podsyciły zainteresowanie blondynki.
Haniko zaczęła się zastanawiać, na czym w takim razie oparła się obustronna decyzja o złożeniu przysięgi wierności.
– Dlaczego więc się na to zdecydowaliście?
– Ponieważ żeby żyć, potrzeba siły. Życie bez ogromnej siły jest bardzo krótkie. Krótsze niż życie człowieka, który zdradził bądź został zdradzony przez własnego brata.
– Hm, bardzo optymistycznie. – Blondynka skrzywiła się lekko. – – Jednak wydaje mi się, że to nie jest do końca tak. Nieważne jak potężna umiejętność, żadna nie jest warta takiego poświęcenia. – Dziewczyna spojrzała głęboko w ciemne oczy Itachiego. – Gdybyście sobie nie ufali, nie zdecydowalibyście się na coś takiego.
– Wydajesz się tego bardzo pewna – powiedział brunet przyglądając się jej uważnie.
– Bo jestem. Obaj, czyli, o zgrozo, nawet Sasuke, jesteście zbyt rozsądni na coś takiego tylko w imię mocy. Tak nierozsądną decyzję byłby w stanie podjąć tylko Takeshi, który w ogóle nie liczy się z konsekwencjami.
– Na ten temat powinnaś raczej porozmawiać z Keiko. – Zaczął temat Uchiha, nie do końca pewny, skąd mu on w ogóle przyszedł do głowy. – Będąc u Tsunade wyraźnie zaznaczyła, że człowiek, który w każdej chwili może stracić życie, nie powinien przejmować się sztywnymi regułami i brać życia na poważnie. Oczywiście się z tym nie zgadzam.
– Ja również nie. A to wtrącenie tylko potwierdza moją teorię. – Shimanouchi uśmiechnęła się lekko do bruneta, który o dziwo, odwzajemnił uśmiech.
– Masz prawo do własnej opinii. Może jeśli dane ci będzie lepiej nas poznać, to zmienisz zdanie.
Siedzieli tak w ciszy przez chwilę, póki z jednego z namiotów nie wyłonił się młodszy z braci. Sasuke najwyraźniej przed chwilą spał, gdyż włosy miał potargane, a twarz delikatnie zaspaną, co jednak starał się dobrze ukryć. Rozejrzał się dookoła, po czym przyglądając się siedzącej przy ogniu dwójce, zwrócił kroki w ich stronę.
– Wstałeś lewą nogą? – Zagadała Haniko widząc jego skwaszoną miną.
– Przyszedłem po swój koc – odparł oschle, po czym wyciągnąć demonstracyjnie dłoń w jej stronę.
Blondynka zsunęła materiał z ramion, na których szybko zagościła na jego miejsce gęsia skórka. Podała chłopakowi jego własność i skupiła się rozgrzewaniu ogniem własnego ciała. Zerknęła za odchodzącym Sasuke, który trzymał w ręku koc w taki sposób, jakby był właśnie wynosił śmieci. Shimanouchi tylko cicho westchnęła i pokręciła zrezygnowana głową. Po raz ostatni spojrzała na starszego Uchihę, który odwzajemnił jej spojrzenie.
– Wyruszamy o wschodzie słońca. Lepiej pójdź się położyć – rzekł poważnym tonem.
– A ty?
– Ja zamierzam stać na warcie. Jak sama dobrze wiesz, póki nie potwierdzimy, że Keiko wyruszyła na dodatkową misję, jej życie leży w moich rękach. W końcu ja tu jestem kapitanem – szepnął zerkając na tańczące płomienie.
Haniko skinęła nieznacznie głową i skierowała się do swojego namiotu. Powoli zaczynała już odczuwać lekkie zmęczenie. Nadszedł czas nabrać trochę sił do dalszej drogi. Odgarnęła włosy z czoła i zakopała się w chłodnej pościeli.

5 komentarzy:

  1. O BOŻE!!! XDDDD
    To było fantastyczne!*.* Najlepsza notka jaka dotąd powstała!!^^ Mój kochany Sasuke jest taki sweet kiedy się wścieka*Q* Ło matulu ten wontek z nim i Naruto w scenie yaoi był genialny XD Ale się uśmiałam! Jeszcze te rozmyślania o tym jak zirytować Itachiego! Bomba*_* Te przepychanki słowne z Haniko i Sasuke są najlepsze^-^ Ja chce ich więcej*-* Ona mnie rozwala z tą manią na punkcie yaoi xd To jest takie śmieszne, że niewyrobie XD
    KOCHAM TEGO BLOGA!!!*____________*
    PS: Oby Keiko się znalazła bo Itaś będzie mieć kłopoty xd

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM....
    Piszesz genialnie! W dodatku historia jest oryginalna, charaktery bohaterek jasne i klarowne :3 Podobają mi się wymiany zdań pomiędzy braćmi :D Czekam na kolejne notki z OGROMNĄ niecierpliwością :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz dalej błagam! Jak najszybciej :3 To jest fantastyczne! Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnego masz bloga!:3
    Zapraszam również do mnie:
    sasuke-i-erin.blog.pl
    Niedawno pojawił się nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    teoria spisowa, Saimi jego książeczki, chce więcej Naruto, trochę dowiedzieliśmy się o Hamiko...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń