19 marca 2013

04. Poszukujesz utopii, Sasuke?

Sasuke siedział na parapecie i oparty o ścianę, przyglądał się gwiazdom. Niebo stopniowo nabierało ciemniejszego odcienia, uwidoczniając je na swoim tle. Chociaż znajdowali się zaledwie dwa dni od Konoha, granat nieba był tu nieco inny. Dziwne było to zjawisko, biorąc pod uwagę, że w znacznie dalszych zakątkach świata czasem trudno było odnieść wrażenie, że spogląda się na nieboskłon z nieco innej perspektywy.
Uchiha zmrużył oczy i przyjrzał się dokładniej. Niebo to zdawało się emanować spokojem i koić nerwy. Było w nim jednak coś zdradliwego, coś przez co spokój ten wydawał się mylny. Niedostrzegalny na pierwszy rzut oka fałsz, jak gdyby cały ten widok był zwykłym kłamstwem.
Sasuke zaczął się zastanawiać, czy nie był po prostu zbyt podejrzliwy w stosunku do wszystkiego.
Suna nie kojarzyła mu się dobrze. Wszystko w tej wiosce wydawało mu się takie sztuczne i naciągane. Po prostu nieprawdziwe. Łącznie z Kazekage, którego Sasuke sympatią nie darzył. Gaara, jego zdaniem, był osobnikiem bez wyrazu. Nie wiadomo było, czego można się po nim spodziewać, jak więc można było zaufać komuś takiemu?
Podrapał się po policzku i zwrócił twarzą w kierunku współlokatorów.
Itachi siedział niewzruszony na swoim posłaniu i studiował zawartość jakiegoś zwoju, zaś drugi mężczyzna, którego imienia Sasuke nie zdążył zapamiętać, przed chwilą gdzieś wyszedł. W pokoju panował nienaturalny wręcz spokój, który nie trwał jednak od samego przekroczenia progu. Nie mieli kilkunastu lat, żeby kłócić się o łóżko, ale znalazły się inne, niezwykle istotne kwestie, o które można się było pokłócić. Obaj braci denerwowało bowiem kłapanie jadaczką ich nowego kolegi, który usilnie chciał się czegoś więcej od nich dowiedzieć i przy okazji zaczął zwierzać im się z szczegółów swojego pokręconego życia. Przynajmniej do takich wniosków doszedł Sasuke, kiedy mężczyzna wyszeptał mu, że nie jest pewien, kim jest jego prawdziwa matka. Nie, Uchiha naprawdę nie chciał wnikać w tę sprawę. Kiedy więc nowy znajomy zaczął nawijać o pokręconych relacjach rodzinnych, Sasuke stracił cierpliwość. Obeszło się bez rękoczynów, ale słownictwo padło dosyć ostre.
Uchiha skrzywił się na samo wspomnienie i wrócił do kontemplacji fałszywego, knującego coś nieba. Już miał z niewyjaśnionych powodów spojrzeć w gwiazdy przez pryzmat szkarłatu sharingana, kiedy do pokoju wpadł irytujący współlokator.
– Co byście powiedzieli na kolejeczkę przed snem? – Takeshi spojrzał na obu braci, uśmiechając się przy tym. – Niedaleko jest taki fajny lokal. Słyszałem, że mają niezły asortyment, byłoby w czym wybierać  – powiedział, pokazując uniesiony w górę kciuk. Gdyby błysnął przy tym zębami i przebrał się w zielony lateksowy kostium, niezaprzeczalnie zacząłby przypominać Lee.
Sasuke spojrzał na brata, który w tym samym momencie zerknął w jego stronę
– Z frajerami nie piję – sarknął Sasuke, mrożąc spojrzeniem zarówno brata, jak i niebieskowłosego.
Itachi przewrócił tylko oczami, darując sobie jakikolwiek komentarz.
– Postaram się, żeby żaden frajer nam nie przeszkodził – odparł Takeshi, po czym zaczął szukać notesu w kieszeniach spodni. – Mógłbyś mi podać jego rysopis?
Młodszy Uchiha spojrzał na kolegę z niedowierzaniem, a następnie machnął lekceważąco ręką. W sumie, to mógłby się przecież napić. Przecież gorzej być nie może, prawda?
– To jakiś szpiego-frajer? – spytał z przejęciem Takeshi, notując coś zawzięcie. – Ktoś nas obserwuje?
Sasuke ponownie zerknął na brata; przewrócił oczami, czym wywołał na ustach Itachiego nieznaczny uśmiech.
– Nieważne – odpowiedział. – Możemy iść.
– Czemu nie – rzekł Itachi, wstając z posłania. Młodszy udał się w jego ślady i już po chwili całą trójką opuścili pokój.

***

Haniko rozejrzała się po pokoju, który tej nocy miała dzielić wraz z Keiko. Proste pomieszczenie z dwoma łóżkami i niewielką szafeczką.
Podeszła do posłania znajdującego się bliżej okna i położyła na nim swój niewielki bagaż.
– Dobrze się składa, że mamy wolne – odezwała się Keiko. – Nigdy wcześniej nie miałam okazji zabawić dłużej w Wiosce Piasku! Co polecasz? – spytała, rzucając się na swój materac.
Shimanouchi namyślała się przez chwilę, zastanawiając się, co takiego mogłoby zainteresować Keiko. Nie wyglądała na zainteresowaną oglądaniem zabytków ani muzeum. Antykwariat, w którym Haniko od dziecka kupowała książki historyczne też raczej nie przypadłby jej do gustu.
Keiko stanęła na łóżku i zaczęła skakać po materacu, zupełnie nie przejmując się dźwiękiem wysłużonych sprężyn. Taki lekkoduch, jak ona, zapewne zainteresowałby się…
– Lepszym pytaniem byłoby, czego nie polecam. – Haniko spojrzała na koleżankę i uśmiechnęła się delikatnie. – Suna słynie z naprawdę mocnych trunków. Ich fenomenem jest to, że w smaku niewiele się różnią i nie dają takiego kopa od razu. Bardzo łatwo jest się załatwić, bo ludziom wydaje się, że piją soczek. Alkohol jednak mają tu naprawdę wyjątkowo mocny. Czasem nawet jeden drink potrafi zwalić w nóg. – Haniko przysiadła na swoim materacu, kątem oka wyglądając przez okno. – Więc w związku z naszą jutrzejszą misją, nie polecam kaca.
Keiko wydawała się lekko rozczarowana jej odpowiedzią.
– Serio? A właśnie chciałam zaproponować drinka. Bądź co bądź, wypadałoby, żebym chociaż spróbowała wykazać zainteresowanie drużyną. – Szatynka wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się szeroko. – Ale skoro tak, no to odpada, może innym razem.
– Prawdę mówiąc, to ja i tak nie piję, nie przepadam za alkoholem.
– Jeżeli przeżyjemy, to zabiorę cię na soczek – rzekła wesoło Keiko, tak jakby zagrożenie dla życia, było czymś nadzwyczaj zabawnym i komicznym.
Shimanouchi nie odpowiedziała, zamiast tego wyjęła ze swojego plecaka najnowszy tomik mangi.
W całym dotychczasowym życiu, towarzyszyło jej tylko jedno uzależnienie. Odkąd jako szesnastolatka, spacerując wieczorem po wiosce, natknęła się na jednego ze swoich znajomych w objęciach drugiego chłopaka, jej świat oszalał. Nie chcąc zostać dostrzeżoną, schowała się za pobliskim drzewem i przypatrywała całującej parze. Tym, co zdziwiło ją w tej sytuacji najbardziej, był towarzyszący jej brak obrzydzenia na ten widok. Dwóch całujących się chłopaków?! Przecież to było takie, takie…
Szczupły blondyn przyparty do ściany z cegieł, powoli pozbawiany był ubrania przez drugiego chłopaka. Znacznie wyższy od niego rudzielec, jeden z przyjaciół Haniko, doprowadzał go swoimi poczynaniami do szału. Ze względu na to, że byli w miejscu publicznym, dawkował przyjemność, co tylko dodatkowo nakręcało ich obu. Taki stan nie trwał jednak wiecznie. Chłopcy oderwali się od ściany i skierowali prawdopodobnie w stronę domu jednego z nich, by dokończyć to, co zaczęli.
Haniko cała rozdygotana wróciła do domu. Trochę zdziwiona własną reakcją, trochę prawdą o przyjacielu.
Homoseksualizm nie był dobrze widziany w Suna. W ciągu ostatnich lat znacznie lepiej traktowano i tolerowano osoby o odmiennej orientacji, jednak wciąż był to poniekąd temat tabu. Homoseksualiści częściej spotykali się z pogardą, niż zrozumieniem. Raczej nie mieli przyjaciół i nie mogli liczyć na pomoc od innych.
Jednak od tego czasu, zdanie Haniko na ich temat uległo zmianie. Przestała ich postrzegać przez pryzmat opinii społeczeństwa. Potrafiła dostrzec w relacji między dwoma osobnikami tej płci coś pięknego. Potrafiła rozpoznać miłość i nie twierdziła jak wszyscy inni, że takie relacje opierały się tylko na kontakcie fizycznym.
Również i teraz jej umysłu nie zaprzątało nic, prócz bohaterów czytanego komiksu. Nie zwracała nawet uwagi na ciekawskie spojrzenia Keiko. Niestety, nic nie trwa wiecznie, w końcu doczytała do ostatniej strony i zamknęła książeczkę. Schowała tomik z powrotem do plecaka i wyjrzała przez okno. Kiedy tak wpatrywała się w gwiazdy, przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Odwróciła głowę na zegarek wiszący nad drzwiami. Poinformowała słuchającej muzyki Keiko, że wychodzi i wyskoczyła przez okno.

***

Lokal, do którego się udali był przestronny i jak na zwykły pub, gustownie urządzony. Zajęli jeden ze stolików w rogu i rozejrzeli się dookoła. Ściany z czerwonej cegły zdobiły, zawieszone co jakiś czas, obrazy. Niemal przy każdym skrawku wolnej powierzchni znajdowała się donica z, rzadko występującymi w tym regionie, roślinami. Jedynym źródłem światła były świeczki, poustawiane na każdym stoliku. Dzięki temu w pomieszczeniu panował mrok, dający większą anonimowość. Goście bowiem nie bardzo mieli jak przypatrywać się sąsiadom przy stoliku obok.
Sasuke omiótł wzrokiem całe pomieszczenie. Jego mina wyrażała niechęć. Mimo wszystko jakoś nie podobało mu się tutaj; miał złe przeczucia.
– To czego się napijemy, panowie? – spytał Akaibe.
– Proponuję jakiś standard – odezwał się Itachi.
– A ja przeciwnie. Jesteśmy w zupełnie innym kraju, spróbujmy tutejszych specjałów – powiedział młodszy Uchiha, zerkając z wyższością na brata.
– Sasuke, od kiedy to ty jesteś taki otwarty na nowe kultury? – Itachi zmrużył ciekawsko oczy i przyjrzał się bratu, który dumnie opadł na oparcie krzesła.
– Nie jestem ograniczony tylko do tego, co oferują w Konoha. Moje oczy sięgają dalej, niż mur tej cholernej wioski.
– Patriotycznie Sasuke, patriotycznie. Ojciec byłby z ciebie dumny – rzekł Itachi, przewracając oczami.
– To nie kwestia patriotyzmu. Nie jestem głupi. Świat nie kończy się w Konoha, a ja nie mam zamiaru siedzieć na dupie i wzdychać do władz tej wioski. Kraj ognia wcale nie jest taki wspaniały, jak się większości wydaje.
– Poszukujesz utopii, Sasuke? – Głos Itachiego pełen był ironii.
Sasuke zjeżył się niezauważalnie.
– Poszukuję kraju, który miałby mi więcej do zaoferowania, niż głupkowate misje i poświęcenie dla ojczyzny, która nawet nie jest tego warta. Nie zamierzam być pionkiem w tej chorej walce o władze. Nie widzicie, co się dzieje? Hokage nie ma nic do powiedzenia, wszystkie rozkazy padają z góry, z źródła, którego nikt nie zna.
– Gdzieś ty się dopatrzył tyle spisków i niedociągnięć? – spytał z lekką zazdrością Takeshi.
– Nie chcesz, to mi nie wierz. Nie zdziw się jednak, gdy Konoha upadnie. Pierwszą osobą, która poświęciłaby dla niej całe życie, byłby Itachi, prawda bracie? – zakpił. – Gdyby twoją misją okazało się wybicie całego naszego klanu, pewnie zaślepiony wspaniałością wioski, zrobiłbyś to.
Starszy Uchiha nie odpowiedział. Nie miał nawet okazji, gdyż podszedł do nich mężczyzna, wręczając całej trójce menu. Akaibe nie dał im nawet chwili do namysłu i zamówił pierwszy alkohol, który dostrzegł na liście. Nie przejmował się tym, że rozzłościł tym towarzyszy, najważniejsze, że zapobiegł kolejnej wymianie zdań.
Po krótkiej chwili mężczyzna wrócił z buteleczką zamówionego alkoholu i trzema niewielkimi czarkami. Itachi rozlał trochę trunku do każdego kieliszka i podał pozostałej dwójce.
– No to do dna! – krzyknął Takeshi i opróżnił swoją czarkę ze smakiem. – Nie do wiary, jaki oni tu mają delikatny alkohol!
– Co to? Słodkie. – Sasuke wykrzywił się nieznacznie.
Youshimatsuya – odparł uśmiechnięty od ucha do ucha mężczyzna. – Cokolwiek to znaczy.
– Ostrzegałem – rzekł Itachi. – Mówiłem, byśmy zamówili coś normalnego.
– Nie marudź tylko pij! – Akaibe opróżnił właśnie drugą czarkę. – Wyborne!

***

Późną nocą na ulicach Suna panowała kompletna cisza. Powietrze również się różniło – tutejszy piasek posiadał swój własny, specyficzny zapach, którego nie sposób było wyczuć w ciągu dnia, kiedy przez wioskę przewijały się tłumy ludzi. Nie wiedząc dlaczego, zapach ten posiadał delikatny, metaliczny aromat.
Zawsze dziwiło to przejezdnych, wszyscy bowiem spodziewali się zapachu plaż, tak, jakby znajdowali się właśnie nad morzem. Taki pogląd dziwił zaś mieszkańców wioski, którym do morza było dosyć daleko.
Wiatr pod wieczór zaczynał się wzmagać i mieszkańcy Suna zawsze dość prędko zamykali się w swoich domach, ulice były więc w większości opustoszałe. Zdawało się, jakby wioska o tej porze była zupełnie wyludniała.
Haniko nie martwiąc się, że na kogoś wpadnie, posuwała się do przodu, chroniąc oczy od wzburzonego piasku. Dawniej legenda głosiła, że każda burza piaskowa wywołana była kiepskim humorem Kazekage. Mieszkańcy unikali go jak ognia, nikt bowiem nie marzył o skończeniu w piaskowej trumnie. Czasy te jednak minęły, kiedy tylko Gaara dowiódł, że dba o dobro swojego kraju i jest w stanie poświęcić dla niego życie.
Haniko skrzywiła się, gdy tylko odrobina piachu dostała się do jej oczu. Najgorsza w tym wszystkim była bezsilność. Cóż bowiem mogła poradzić na panującą pogodę? Całej swojej wyprawy jednak nie żałowała. Zrobiła niespodziankę przyjacielowi, który strasznie ucieszył się na jej widok.
Akihito uściskał ją już w drzwiach, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Prawdę mówiąc, nie miała nawet czasu się zastanowić nad słowami. Rzucił się na nią wykrzykując, jak bardzo się stęsknił i zamykając ją w niedźwiedzim uścisku.
Haniko również objęło go ochoczo, wykrzywiając twarz w uśmiechu. Po jakimś czasie odsunął się od niej, szczerząc szeroko i wpuścił ją do swojego mieszkania. Nic się nie zmienił, wszędzie panował nieskazitelny, wręcz pedantyczny porządek.
Shimanouchi zdjęła sandały, i wraz z chłopakiem udała się do przestronnej kuchni. Razem napili się zielonej herbaty, pochłonęli całe opakowanie słodkich ciastek ryżowych i niestety dość szybko zrobiło się późno.
– Zaraz będę musiała lecieć – oznajmiła niechętnie. – Jutro mam misję.
– Serio?! Czemu nic nie powiedziałaś? Aaaa... a co ty w ogóle robisz w Suna?! – Akihito wyrzucił ręce wysoko w powietrze. Jego twarz wyrażała autentyczne zdumnienie.
– Jak zwykle nie dałeś mi dojść do słowa. – Shimanouchi wywróciła oczami. – Może jeszcze uda nam się zobaczyć przed moim powrotem do Konoha, to ci wszystko opowiem.
– Wcale tak dużo nie mówiłem! O matko, a wspomniałem, że ten mój sąsiad z góry kupił sobie psa? Jeny, a jaki bydlak wstrętny! – Niebieskie oczy chłopaka zapłonęły gniewem. – I to mi teraz szczeka nad uchem! Kocham wszystkie zwierzęta, ale te psy to bym powybijał! A tak poza tym, to czy mówiłem ci co się ostatnio stało? Odwołali Sunawizję! Po kolei rezygnują z wszelkich możliwych konkursów muzycznych! O rany, jak tak można?! Temari powiedziała, że to mądre posunięcie, bo wreszcie wioska przestanie się skupiać na pierdołach, a ja jej na to: puknij się w głowę głupia kobieto!
Haniko uwielbiała te jego zabawne teksty i głupkowate czasem poglądy, ale naprawdę musiała się już zbierać. Spojrzała znacząco na zegarek, ale on nawet nie zwrócił na nią uwagi i paplał coś dalej. W końcu dziewczyna zmuszona była mu przerwać.
– Wszystko fajnie, ale ja się muszę WYSPAĆ.
Po krótkim pożegnaniu… wróć, długim, ponieważ Akihito nie chciał jej wypuścić z objęć, Haniko opuściła jego mieszkanie i skierowała się do hotelu.
Teraz, w drodze, uśmiechała się sama do siebie, przypominając sobie cały przebieg spotkania z przyjacielem. Nawet nie zauważyła, kiedy tak rozmyślając o Akihito, dotarła w końcu na miejsce. Ledwo przekroczyła pierwsze drzwi, a tam już czekała ją niespodzianka.

***

Żaden, dosłownie żaden z trzech dobrze zbudowanych, młodych mężczyzn, nie był w stanie utrzymać się w pionie.
Itachi opierał się całym ciałem pod dziwnym kątem o ścianę. Stał w rozkroku, wygięty maksymalnie do tyłu, zimnej powierzchni muru dotykając jedynie łopatkami i głową. Jego młodszy brat siedział na podłodze, trzymając się na głowę. Przemieszczanie się sprawiało mu tyle kłopotu, że poruszał się na czworaka. Takeshi z całej trójki trzymał się najlepiej. Widocznie klan Uchiha nie cieszył się mocną głową. Akaibe stał prosto, tylko co jakiś czas chwiejąc się w przód lub w tył. Odruchy miał jednak zachowane, gdyż udawało mu się przytrzymać ściany, kiedy zaczynał tracić równowagę.
Haniko stanęła jak wryta i wpatrywała się w zupełnie zalanych mężczyzn. Długo nie pozostała jednak sama, ponieważ zbudzona hałasami Keiko, również wyszła na korytarz. Dziewczyny spojrzały na siebie znacząco.
– Mówiłam... – westchnęła blondynka. – Kazekage będzie w siódmym niebie, jak ich jutro zobaczy.
– O co ch-chodzi? – Sasuke najwyraźniej nie do końca kontaktował. Podniósł wzrok i przyjrzał się nowym obserwatorom. – Aaaaa... anioł – wskazał kciukiem na Keiko, po czym zerknął na drugą z dziewczyn. – Ale ty też j-jesteś niczego sobie.
Haniko przypatrywała się całej scenie ze zrezygnowaniem. Itachi objął ramieniem swojego młodszego brata i wraz z nim pod pachą, starał się podnieść z zimnej podłogi. Takeshi w milczeniu i chyba nie do końca przytomnie, przypatrywał się kolegom. Był spokojny i opanowany, jednakże oczy zdradzały jego stan. Zdawać by się mogło, że zaraz zaśnie na stojąco.
– Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać – odezwała się w końcu niepewnie Keiko. – Sytuacja byłaby wyjątkowo komiczna, gdyby nie fakt, że nie jesteśmy u siebie, a oni – wskazała na siedzących na podłodze – reprezentują całą Konohę.
– Trzeba ich będzie z tego, hm... wypłukać. – Haniko zmrużyła oczy i spojrzała na koleżankę. – Ale zacznijmy od Takeshiego. Z całej trójki jest chyba w najlepszym stanie. – Spojrzała na chwiejącego się mężczyznę, który stawiał niepewne kroki w kierunku swojego pokoju. – Słyszałam, że posiadasz całkowitą władzę nad wodą? Byłabyś w stanie jakoś go ocucić?
– Anioły się naradzają... – szepnął Sasuke starszemu bratu na ucho, zerkając nieufnie na obie dziewczyny.
One jednak nie zwracały już na niego uwagi. Keiko kiwnęła w odpowiedzi głową i  podeszła do niebieskowłosego, który obrał sobie za cel, by paznokciami wydrapać dziurę w ścianie, szepcząc coś pod nosem o tym, że chciałby być krecikiem.
Keiko wybuchła głośnym śmiechem, ale widząc karcące spojrzenie koleżanki, zabrała się do rzeczy. Strzeliła palcami u rąk i zamknęła oczy. Następnie skupiała się na odpowiednich pieczęciach i gromadziła energię w prawej dłoni, wyciągniętej lekko do przodu. Już po chwili pojawiła się w niej nienaturalnie falująca kula wody, niebieska, jak same oczy dziewczyny. Keiko wzięła zamach i chlusnęła Takeshiego w twarz.
– Teraz powinien trochę dojść do siebie. Dodałam kilka związków mineralnych bardzo przyspieszających trzeźwienie – powiedziała, spoglądając na koleżankę.
Haniko skinęła tylko głową, zerkając na Uchihów siedzących dalej pod ścianą.
– Czy ta kombinacja im też może pomóc?
– Tutaj, to już trochę inna bajka, a nie chciałabym przesadzić. – Keiko wzruszyła ramionami.
– Zasłużyli sobie – mruknęła Haniko, przyglądając się wtulonym w siebie mężczyznom. – Powiedz mi tylko, jakie mogą być skutki uboczne.
– Zmieniłem zdanie, to nie anioł – burknął Sasuke, mrużąc oczy. – Ale diablica w skąpym stroju też brzmi kusząco. – Puścił blondynce oczko, mocniej przytulając się do brata.
– Jeszcze jedna ważna kwestia. Czy jesteś w stanie skonstruować coś, co cofnie im tę głupawkę? Ciekawe, który był taki mądry i zdecydował się na trunek typu taketadoa powodujący lekkie halucynacje.
– To w Suna istnieje coś takiego? – zdziwiła się Keiko. – Raj dla alkoholików i ćpunów.
– Ojcze, chciałbym prosić o pozwolenie na zobaczenie się z owcą… – zaczął formalnym tonem Itachi. – Ujeżdżałem ją, aż dotarliśmy na łąkę. – Mężczyzna spojrzał poważnie na Keiko, która słysząc ostatnie zdanie prawie opluła się ze śmiechu.
W tym samym czasie, gdzieś za plecami dziewczyny, padło siarczyste przekleństwo. Takeshi złapał się za głowę i starał się powstrzymać zawroty głowy.
– Kontaktujesz? Ile oni tego wypili? – Haniko dla bezpieczeństwa poleciła chłopakowi usiąść na zimnych kafelkach.
Nie do końca jednak odzyskał przytomność, gdyż w jego oczach czaił się cień zupełnej dezorientacji. Podrapał się w czoło, starając się wygrać z ogarniającym jego umysł, alkoholowym zaćmieniem. Odetchnął raz, drugi i skupił się na otaczającej rzeczywistości. Mimo wszystko powinien być w stanie odegnać zamroczenie, zawsze bowiem podobna sytuacja mogła mu się przydarzyć na misji. Sytuacja, w której się znalazł, przypominała w pewnym sensie techniki iluzji. Bo czym innym były halucynacje?
Takeshi spojrzał na siedzących nieopodal braci Uchiha. Był pewien, że dzięki opanowaniu przez nich technik sharingana, nie będą mieli takich problemów, jak on.
– Dlaczego... – zaczął chłopak. – Czy każdy Uchiha jest taki uparty? – Akaibe złapał się za głowę. – Nie wiem, ile wypili, ale to było szalenie niebezpieczne! Przecież ktoś mógł nas śledzić, nasłać szpiegów albo seryjnych zabójców! To picie miało być tylko dla zmylenia, żeby bez przeszkód wykryć niebezpieczeństwo!
Keiko przerwała na moment przygotowywanie kolejnej porcji mieszanki trzeźwiącej i spojrzała na kolegę z niedowierzaniem. O czym on mówił? Czyżby jednak niechcący zaszkodziła mu, zamiast pomóc? Spojrzała na Haniko, na której jednak jego słowa nie zrobiły wrażenia. Higashiyama wzruszyła więc ramionami i potraktowała braci Uchiha wyjątkowo lodowatą mieszanką trzeźwiącą. Może to trochę ostudzi ich zapał.
– Powinno być dobrze – rzekła krzyżując ręce na piersi i uśmiechając się szeroko, widząc niewyraźne miny obu panów.
Sasuke zaczął się krztusić, gdyż woda dostała mu się po części do płuc. Zatrząsł się, kiedy zimna ciecz zmoczyła również jego włosy, po których teraz ściekała, kapiąc na wrażliwy kark. Przymknął oczy i skrzywił się, gdy świat zaczął mu nieprzyjemnie wirować przed oczami
– Oszczędźmy im chociaż przeziębienia – powiedziała Haniko, wyciągając obie ręce przed siebie.
Teraz była jej kolej. Mimo pewności siebie i wiary we własne umiejętności, podeszła do zadania w całkowitym skupieniu. Przywołane w jej dłoniach kule ognia posiadały odpowiednią temperaturę, by natychmiastowo wysuszyć wilgotne ubrania, lecz nie stwarzać żadnych uszkodzeń ciała. Blondynka powolnymi ruchami dotykała każdego mokrego fragmentu skóry, włosów oraz odzieży obu chłopaków.
– Myślę, Keiko, że tym samym Itachi powinien cofnąć obiecaną ci karę. – Kiedy już skończyła, zwróciła się do stojącej za nią koleżanki. – Inaczej my wymierzymy mu własną.
– Mnie i Sasuke też się to tyczy? – spytał nieśmiało Takeshi.
– Dla własnego dobra lepiej nie pytaj – odpowiedziała mu uśmiechnięta Higashiyama w duchu skacząc z radości. Upiekło jej się!
Kiedy Haniko zajmowała się suszeniem, ona dokładnie przyjrzała się reakcjom panów na wykonany przez nią wcześniej zabieg. Zwróciła uwagę na każdy, najmniejszy nawet grymas twarzy, chcąc się upewnić, że nigdzie nie popełniła błędu. To, że obaj niemal jednocześnie sięgnęli rękoma do twarzy, by złapać się za pulsującą skroń i zasłonić wrażliwe oczy, przemawiał za tym, że wszystko poszło po jej myśli.
– Czas złożyć raport. – Keiko odwróciła się w stronę stojącej nieopodal Haniko, stanęła w pozie dobrze wyszkolonego żołnierza i zasalutowała. – Melduję, że prawdopodobnie udało mi się cofnąć omamy. Niestety, są w takim stanie, że w żaden sposób nie uda mi się ich bardziej otrzeźwić.
Jeszcze przez pewien czas obaj siedzieli całkiem spokojnie, budząc się z transu i pozbywać resztek męczących ich od jakiegoś czasu halucynacji. Nie do końca jeszcze rozbudzony Itachi, dostał pijackiej czkawki, tym samym wywołując u swojego młodszego brata cichy chichot. Mężczyzna zaczął zawijać sobie jego długie włosy na palec.
– Itaachi, dalej podbierasz mamie odżywkę do włosów?
Starszy Uchiha odepchnął rękę brata i starał się przybrać swój zwyczajowy, obojętny wyraz twarzy, co wyglądało w obecnej sytuacji wręcz komicznie.
– Teraz się będą szarpać. To już chyba lepiej było, gdy gadali o owcach – szepnęła zrezygnowana Haniko. Zwróciła tym samym na sobie uwagę młodszego z braci.
Sasuke podniósł się z podłogi, wyprostował i wypiął dumnie pierś do przodu. Odchrząknął i zachwiał lekko. Omiótł dokładnie spojrzeniem całą sylwetkę stojącej przed nim dziewczyny, pogwizdując cicho. Zatrzymał się na dłużej na twarzy blondynki, której wyraz nie wróżył niczego dobrego.
– Jesteś za ładna, by się złościć – rzekł Sasuke, po czym ponownie zlustrował całą jej sylwetkę. – I zbyt zgrabna, żeby mi się nie podobać. Mamy w Konoha w czym wybierać.
Shimanouchi zacisnęła mocno pięści zęby i spięła się nieznacznie. Keiko położyła jej dłoń na ramieniu, jakby obawiając się, że może zechcieć wybić Sasuke wszystkie zęby. Cóż, nawet trochę chciała.
– Keiko zresztą też niczego sobie. Niezłe nogi, złotko. – Młodszy Uchiha zachwiał się ponownie, uśmiechając się do łydek dziewczyny. Po chwili jednak się opanował, odchrząknął i przyjął obojętny wyraz twarzy. – Ale nie myślcie sobie, że to wystarczy, żeby mnie uwieść.
– Keiko wcale cię nie uwodzi! – Itachi szybko podniósł się z podłogi i spojrzał na brata z wyższością. Pożałował jednak tak gwałtownego ruchu, gdyż po chwili musiał się go przytrzymać, by nie stracić równowagi. – Najładniejsze kobiety gustują we mnie.
– Pf! Chciałbyś! Spójrz tylko, jak one na mnie patrzą! – Machnął ręką w stronę stojących nieopodal dziewczyn. – Jedzą mi z ręki! – Itachi posłusznie obrócił głowę we wskazanym kierunku. Keiko była purpurowa na twarzy, Haniko zaś miała mocno zaciśnięte pięści, a na czole nerwowo pulsowała jej żyłka.
– Co oni sobie wyobrażają… – szepnęła Shimanouchi, a następnie wzięła głęboki oddech, by się uspokoić. Wypuściła powietrze, zamknęła na chwilę oczy, a na jej ustach pojawił się delikatny grymas. – Nie są tego warci.
– Masz rację. – Rozległ się cichy głos zza jej pleców. – Zemścimy się, kiedy będą się tego najmniej spodziewać.
W oczach Higashiyamy pojawił się tajemniczy błysk. Haniko kiwnęła tylko głową na znak, że się z nią zgadza i uścisnęły sobie dłonie.
Na drugim końcu korytarza, Takeshi podrapał się zakłopotany po głowie. Wstał z zimnych kafelków, a następnie podszedł do odpowiednich drzwi i wyjął z kieszeni spodni klucz. Przez chwilę walczył ze znalezieniem zamka, aż w końcu udało mu się wsunąć klucz do dziurki. Teraz tylko musiał jakoś wciągnąć do środka braci Uchiha, którzy już powoli zaczynali się kłócić.
– Haniko też jest za ładna, żebyś mógł się jej podobać! – Itachi złapał brata za przód koszulki i potrząsał nim w tył i w przód. – One należą do mojego funclubu!
– Nie bądź żałosny – odezwał się Sasuke, po czym czknął zasłaniając przy tym usta.
– Dobra, starczy tego! – Takeshi najpewniejszym, na jaki go było stać krokiem, podszedł do chłopaków. – Późno już, jutro misja, proponuję się położyć. Poza tym w korytarzu jesteśmy bardziej narażeni na atak zamachowców.
– JA dowodzę tą misją – odrzekł ze spokojem Itachi, kładąc nacisk na swój status.
– A JA nie mam zamiaru się za was wstydzić przed Kazekage – powiedziała Keiko.
– I ja również – powiedział ze spokojem Sasuke, wypinając dumnie pierś do przodu. Nie zwrócił uwagi, że reszta towarzystwa spojrzała na niego z politowaniem i rezygnacją.
– Nie pogarszaj swojej sytuacji i nie zabieraj głosu – syknęła Haniko. – Już i tak straciłeś w oczach wszystkich tu zebranych. Itachiego też się to tyczy.
– Rozejść się! – Keiko postanowiła przerwać zbędną wymianę zdań i zakończyć ten cyrk. Dość już tego przedstawienia. Wszystko z umiarem. Rozkazujący ton dziewczyny podziałał i panowie grzecznie, jeden za drugim, doczołgali się do swojego pokoju. Szatynka przetarła czoło, ręką ścierając z niego pojedyncze kropelki potu, po czym razem z Shimanouchi udały się do siebie.
                                                                               
***

Sasuke leżał grzecznie na swoim posłaniu. Powoli zaczynał doskwierać mu upierdliwy kac. Przespał się dwie godziny, trochę doszedł do siebie i nie potrafił już spokojnie zasnąć. Nie dość, że przez cały dzień będzie go potwornie bolała głowa, a za towarzysza będzie miał kiepskie samopoczucie, to jeszcze pozostanie niewyspany. Po raz któryś z kolei, przekręcił się na drugi bok. Jego ciemne włosy zniknęły pod beżową poduchą, kiedy naciągnął ją sobie maksymalnie na głowę.
Westchnął, kiedy uświadomił sobie, że jeszcze jakieś półtorej godziny i będzie zmuszony wstać. Kac na pustyni, to dopiero szykowała się zabawa!
Kiedy jednak już powoli zaczynał odpływać do świata snów, poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
– Hej, Sasuke, śpisz? – szepnął cicho Itachi. – Mam pewien pomysł i propozycję. – Starszy Uchiha poczekał chwilę, aż potargana czupryna młodszego wyłoni się spod poduszki.
– Mów – rzekł chłopak zachrypniętym głosem.
– Zarówno moja, jak i twoja duma ucierpiała – zaczął Itachi. – Musimy odzyskać należny nam szacunek. Proponuję, byśmy zawiesili na jakiś czas broń i zachowywali się zgodnie. Musimy pokazać, że mamy klasę. – Itachi na potwierdzenie swoim słów ,wyciągnął dłoń z kierunku młodszego brata. – Zgoda?
Sasuke tylko skinął głową, podając swoją mu swoją własną rękę.

2 komentarze:

  1. Ohoho^^ Notka najlepsza ze wszystkich, znaczy najśmieszniejsza i najciekawsza^^ Jeszcze te teksty Sasuke do Haniko*_* Suuuper!! Więcej, więcej proszę^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    ha bracia Uchiha spróbowali tamtejszych trunków i tak to gadanie o owcy bosko...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń