8 marca 2013

03. Joł. Wybaczcie zaspałam

Tuż po świcie, budzik w pokoju bruneta dał o sobie głośno znać. Mężczyzna odruchowa wyłączył urządzenie przewracając się na drugi bok. Jednak długo nie poleżał, zmysł dyscypliny krzyczał „misja, pora wstawać”. Usiadłszy na łóżku zerknął na zegarek, piąta trzydzieści pięć. Westchnął przeciągając się.
— Pora się zbierać — mruknął podnosząc się do pionu. Chciał czy nie, misja zaczynała się o siódmej, zbiórką pod bramą Konohy, a punktualność w takich wypadkach była obowiązkiem.
Bracia razem opuścili dom zjawiając się na umówionym miejscu przed czasem, jako pierwsi. Stając w odpowiedniej od siebie odległości cierpliwie czekali na resztę. Za pięć siódma zjawiła się Haniko witając się w pierwej z Sasuke, którego zdążyła już poznać. Ona również zachowywała się inaczej niż większość dziewczyna na widok młodszego z Uchihą, a mianowicie, nie piszczała na jego widok, a nawet była odrobinę chłodna. Następnie zjawił się Akaibe Takeshi dokładnie punktualnie. Brakowało już ostatniego z członków, Keiko. Minęło pięć minut, a dziewczyny jak nie było, tak pozostało. Dziesięć, piętnaście i nadal nic.
— Siódma trzydzieści, co robimy? — zapytał Takeshi zerkając na zegarek. Itachi omiótł dokładnie wzrokiem uliczki Konohy błagając w podświadomości, aby dziewczyna jednak się pojawiła, gdyż nie wiedział, co w takiej sytuacji zrobić. Nigdy mu się jeszcze nie zdarzyło, aby ktokolwiek nie przyszedł na misję. Parę osób się spóźniało, ale do góra piętnastu minut.
— Chyba powinniśmy wyruszać — rzekła blondynka lekko już podirytowana uniemożliwieniem wymarszu.
— Jeszcze dziesięć minut — rzucił Itachi, dając spóźnialskiej ostatnią szansę.
Jednak czas minął a po dziewczynie ani śladu. Nie było innego wyjścia, ruszyli bez niej, udając się głównym traktem do Suna. Itachi dyskretnie, co chwile odwracał się sprawdzając czy Keiko przypadkiem za nimi nie biegnie.
— Rany, co za nieodpowiedzialność, żeby nie zjawić się na misji. Co ta dziewczyna sobie wyobraża? — wypowiedziała Haniko na głos to, co wszyscy myśleli.
— Jak tak pomyśleć, to może nie żyje? — zasugerował Takeshi, najwyraźniej tym rozbawiony. — To dość zabawne. Pierwszy raz bym szedł na misje z nieżyjącą osobą.
— Skąd ci taki pomysł przyszedł do głowy? — zapytała blondynka nie rozumiejąc komizmu, jaki starał się wytworzyć Akaibe.
— No, ona miała być z jakieś tam organizacji przy ANBU. Możliwe, że dostała misję, na której poległa i najwyraźniej nikt nie zauważyła jej śmierci — wytłumaczył.
— Tylko to by ja usprawiedliwiło — skomentował Sasuke. Na tym skończyła się wymiana zdań. Następne minuty drogi pokonywane były w milczeniu. Itachi zmartwił się brakiem szatynki na zbiórce. Z początku, czyli przed słowami Takeshiego niezbyt się tym przejmował, uważając, że musiała dostać misję od siebie, o której nie zdążyła go powiadomić. Jednak przypuszczenia Akaiby również mogą być prawdą. I to właśnie zaprząta teraz głowę Uchihy, który do końca nie rozumiem, czemu wywarły na nim ten dziwny stan przygnębienia.

***

Szatynka leniwie otworzyła oczy, przeciągając się, nad wyraz wyspana. Ziewnęła jeszcze głośno i podniosła do siadu rozglądając się zdezorientowana po pokoju. Nie żeby bałagan, który w nim panował był dziwny. Tu chodziło o stopień nasłonecznienia, który był niesłychanie duży jak na szóstą rano, o której planowała się obudzić. Jednak nie podejrzewając, jaka jest rzeczywistość wstała z łóżka, aby odszukać na biurku komórki.
— O KURWA! — ryknęła widząc godzinę. Tylko tyle była wstanie z siebie wykrzesać dowiadując się, że jest jedenasta. Bez wahania miotnęła urządzeniem o ścianę, które potem opadło na łóżko pozbawione baterii, która akurat prześlizgnęła się przez szczelinę spotykając się z podłoga. Jednak szatynka nawet nie zwróciła na to uwagi, jak burza wyleciała z pokoju do łazienki. Dosłownie w locie nałożyła ciuchy, porwała przygotowaną torbę i już zbiegała po schodach. Nie myśląc nawet o prowiancie, a co dopiero o śniadaniu. Uznała, że wczoraj zapakowane przekąski powinny wystarczyć. Zamiast ruszyć w stronę bramy Konohy i miasta, dziewczyna pognała w las, by nadrobić drogę biegnąc skrótem. Rozważała nawet kwestię wyprzedzenia ich, zjawiając się w Suna, jako pierwsza, a anomalię tą wytłumaczyć odbywaną tutaj wczoraj misją. Jednak uznała, że wypadałoby stawić czoła wściekłemu Itachiemu. Chociażby ten jeden raz, w końcu to pierwsza wspólna misja, mimo iż w nie tym składzie, do którego ją przydzielono, ale kapitan ten sam.

***
               
Nastały godzinny popołudniowe a drużyna dalej przemieszała traktat, chcąc szybko dotrzeć do Suna. Nagle pochód z Itachi na czele zatrzymał się gwałtownie. Obaj panowie Uchiha wyczuli kogoś w okolicy, przemierzającego się szybko obok nich.
— Joł — odparła Keiko zwisając z drzewa do góry nogami, z prawą ręką uniesioną w geście powitania i wielki uśmiechem. — Wybaczcie zaspałam — dodała jeszcze bardziej się uśmiechając. Starszy z braci, przed którym szatynka niemalże dosłownie spadła z nieba, odskoczył jak oparzony, nie spodziewając się czegoś takiego.  Jednak widząc ta radosną minę oraz całą i zdrową dziewczynę, zagotowało się w nim. Zrozumiałby jakby wracała z innej misji, ale zaspanie? To nie mogło zmieścić w jego wyobrażeniu, misja jest najważniejsza.
— KEIKO!!! — wykrzyczał przez zaciśnięte zęby. W końcu nie wypada tracić nad sobą panowania a tym bardziej drzeć się. Higashiyamy odpowiedź na złość Itachiego, jedynie posłała mu głośny, szczery śmiech, który roznosił się po okolicy. Nie przestając dziewczyna podciągnęła się siadając na gałęzi, po czym wykonując obrót, zgrabnie wylądowała przed brunetek, któremu pulsowała już żyłka na czole. 
— Uspokój się! Ty wiesz, która jest?! Umiesz odczytywać w ogóle godziny?! — Brunetowi z lekka puściły nerwy.
— Żebyś ty widział swoją minę. Oj, oj bezcenna. Wielka szkoda, że nie mam kamery. Taka minę trzeba by uwiecznić dla potomności, i dla potwierdzenia, bo jak opowiem to potem, to nikt mi nie uwierzy.
— Uspokój się! Jesteś nieodpowiedzialna! Zachowujesz się gorzej niż uczniak Akademii!
Szatynka spoważniała. No tak, zapomniała, że Uchiha poczucia humoru nie posiadają, zwłaszcza, jeśli żartuje się z nich i misji. Zdało sobie sprawę, że powinna traktować zlecenia trochę poważniej, niż wycieczka z grupą nowych znajomych. A niestety taki stosunek miała do zadań z normalnymi drużynami, jak zwała obecnie podzielone oddziały. Uznała, że jedynym wyjściem z sytuacji będzie przyjęcie odpowiedzialnej, poważnej postawy, którą używała tylko podczas misji dawanych przez Josuke.
— Przepraszam — rzekła kłaniając się, w ogólnie przyjętym geście skruchy. Tak naprawdę miała gdzieś tą całą sytuację, jednak Josuke się wścieknie jak dowie się, że kolejna drużyna błagała Tsunade o wyrzucenie jej.  A dla Kindersów Keiko była w stanie zrobić wszystko. — Wiem jestem nieodpowiedzialna, niepunktualna, nierozsądna, wredna i niepoważna. Bardzo przepraszam za swoje zachowanie. Jestem świadoma konsekwencji. I gotowa na każdą karę.
Itachiego w tej chwili zamurowało. Nie spodziewał się takich słów ani tej postawy u Keiko. Brał ją trochę za przerośniętego dzieciaka, najwyżej nastolatka, a tu się okazuje, że jednak szatynka wcale taka nie jest.  Zmarszczył czoło, nie będąc pewny, która z nich to prawdziwa Higashiyama. W końcu nikt nie ma tak skrajnie odmiennej osobowości. Przyjrzał się kaskadom brązowych włosów, pod którymi Keiko ukrywała twarzy. Zerknął następnie na resztę oddziału stojąca za nim, i szczerze nie wiedział, co ma zrobić. Cieszył się, że jednak przypuszczenia Akaibe były tylko nierzetelnymi domysłami, a Higashiyamie nic nie jest. Jednak ona i inni oczekują konsekwencji haniebnego zachowania. Co robić? Co robić? Co robić? No przecież jej nie uderzy, byłby to wielki skandal i ogromna plama na honorze rodu. Za to, jeśli niczego nie zrobi to Sasuke będzie miał powód do nabijania się, że zmiękł.
— Zastanowię się nad odpowiednią dla ciebie karą. Teraz nie mamy na to czasu — rzekł znajdując jedyną rozsądną drogę wyjścia z tej podbramkowej sytuacji. — A teraz poznaj resztę. Uchiha Sasuke mój młodszy brat. Shimanouchi Haniko. Akaibe Takeshi — mówił wskazując na kolejne osoby.
— Miło mi — odparła znów uśmiechając się, a w oczach pojawiły się iskierki beztroski. —Higashiyama Keiko. Przepraszam za spóźnienie.
Wszyscy zgodnie kiwnęli głowami w geście przywitania, chociaż miny panów same mówiły za siebie, że lepiej by było jakby dziewczyna się w ogóle nie zjawiła.  Ją to w cale nie obchodziło, nie przejmowała się tym, co myślą inni na jej temat.
Ruszyli dalej, nie robiąc postoju. Znów wszyscy milczeli zajęci sobą. Dopiero, gdy nastał wieczór a niebo pociemniało od zbierających się deszczowych chmur, kapitan zarządził postój na nocleg. W tym celu zboczyli z głównego traktu, aby znaleźć dogodne miejsce na rozbicie namiotów. Jednak nie udało im się zdążyć przed pierwszymi kroplami. Na tymczasowym obozowisku stały jedynie trzy namioty, a chętnych do spania piątka.
— A ja mam własny namiot, a ja mam własny namiot — śpiewał Akaibe, ale pod piorunującym wzrokiem blondynki czmychnął szybko do siebie. Szczęściarz, udało mu się rozstawić namiot na czas.
— Co tu dzielić, sprawa oczywista. Panowie na prawo, panie na lewo — stwierdziła Haniko.
— Nie sypiam z kretynami — zaprotestował Sasuke.
— Nikt nie każe ci z nim sypiać. Po prostu masz dzielić namiot — rzekła szatynka rozbawiona możliwością zinterpretowania słów bruneta w dwojaki sposób. Sasuke prychnął pod nosem uważając, że kłótnia z dziewczyną, która nie umie przyjść na czas na misje nie jest godna członka tak znakomitego rodu. Zaś starszy z braci ukradkiem kręcił zrezygnowany głową, mają wizję jak może się skończyć takie dzielenie namiotu. Jednak nasilający się deszcz skutecznie przerwał jakąkolwiek zamiar dyskusji. Po grzecznościowym „dobranoc”, każdy udał się do namiotu, nie mając ochoty na żadne rozmowy.

— Wstawaj — mówiła Haniko potrząsając szatynką, która nie reagowała na próby pobudki. Jedynie przewróciła się na drugo bok, zakrywając szczelniej śpiworem. — Wstawiaj, bo znowu się spóźnisz.
— Za chwilę — wymamrotała ciaśniej opatulając się materiałem.
— Jak chcesz, ale znowu będziesz miała problemy — rzuciła opuszczając namiot.  Na to szatynka zareagowała, chociaż niechętnie.
— Eh — westchnęła. — Wstawanie jest przereklamowane — mruknęła przeciągając się. Po ubraniu się i uczesaniu, wyszła z namiotu zastając Haniko pod drzewem jedzącą siadanie i Takeshiego, który wychodził z namioty z czegoś bardzo uradowany.
— Macie ochotę na odrobinę homo?
Dziewczyny niepewnie popatrzyły po sobie, nie wiedząc, czego się spodziewać po mężczyźnie. W końcu Keiko wzruszyła ramionami udając się za Akaibe, co również uczyniła Haniko.  W końcu śmiech to zdrowie, tylko trzeba znaleźć obiekt do śmiechu.
— Tylko bądźcie cicho — polecił wchodząc do namiotu, z którego przed chwilą wyszedł. Widok bardzo uroczy a jednocześnie zabawny. Dwójka szanownych panów Uchiha śpiących razem w dziwnej pozycji. Sasuke z głową na brzuchu brata, rozłożony na wznak smacznie pochrapywał. Itachi zaś oplatał ręką niższego bruneta w pasie, najwyraźniej pomyliwszy go ze śpiworem. Na stłumiony chichot szatynki młodszy z braci mamrocząc coś niezrozumiale przewrócił się na bok układając tym razem głowę na klatce piersiowej Itachiego a ręką trafił prosto na twarz zakrywając oczy.
Haniko uśmiechała się w pewnym sensie rozczulona widokiem braci. Takeshi za to stał z ciut rozbawioną miną. Za to Keiko strasznie śmiać się chciało, co powodowało niekontrolowane chichoty.
— Teraz już wiem, że pogłoski o tym, że nigdy ich nie zainteresowała żadna dziewczyna były prawdziwe. Bo, po co im ktoś taki skoro mieli siebie nawzajem. A myślałam, że to tylko takie plotki, wyssane z palca. Szkoda, oj szkoda, że nie mam kamery — szeptała, a w głowie układała plan jak ich zbudzić, żeby zobaczyć miny, jakie będą mieli zdawszy sobie sprawę, w jakiej pozycji spali. Odchrząknęła recytując głośno: — Wiatr połamał kwiaty w dolinie, chłopaki złamali serca dziewczynom. Lecz kwiaty ożyją, gdy maj powróci, a złamane serca dziewczyn nie. Bo oni tylko dla siebie stworzeni są. Dwójka braci Uchiha, dla siebie żyć chcą. Za dużo czasu spędzam z Isamu — mruknęła do siebie ostatni zdanie kręcąc głową ze zrezygnowaniem z powody „genialnego” poematu, który właśnie wyrecytowała. Jednak plan podziałał, Sasuke obudził się ziewając głośno.
— Co jest? — mruknął zaspany rozglądając się po zebranych.
— Śliczna z was para — odparła Keiko wyszczerzając się najszerzej jak umiała.
— Hę? — rzucił nie rozumiejąc, o co jej chodzi. Dopóki nie chciał się podnieść, a jego ręka nie spoczęła na brzuchu brata. — Co ty wyrabiasz?! — krzyknął. Pierwsza zasada kłótni: ty nigdy nie jesteś winny. Toteż winę musiał ponosić Itachi, mimo iż to Sasuke na nim leżał nie na odwrót.
— Nie zabrałem ci misia — wymamrotał nie do końca przytomny przewracając się na drugi bok, zrzucając tym samym z siebie Sasuke.
— Zabieraj te brudne łapska! — Młodszy Uchiha brutalnie odtrącił rękę brata, gdy ten w poszukiwaniu materiału, którym mógłby się przykryć macał jego kolano.
— Gdzie ten śpiwór — mruczał machając dłonią na oślep i znów trafiając na nogę Sasuke, tym razem na udo.
— Przestań mnie macać! —krzyknął znów otrącając rękę, ale tak, aby brat to na pewno poczuł. — I WSTAWAJ zboczeńcu!
— Wiecie, co chyba pora się ewakuować — rzekł Haniko przeczuwając zbliżającą się kłótnię i wyprowadzając Keiko, która chciała zostać oraz, wręcz wypychając chłopaka, który ani myślał ruszać się z miejsca. Szatynka nie chciała przegapić takiej okazji. Komedia i to za darmo, no nie można przeoczyć, więc usadowiła się w bezpiecznej odległości, czekając na rozwój akcji.
— Coś ty robiłeś na mnie? — mówił głośno Itachi, starając się mocno, aby nie krzyczeć.
— To ty mnie przytulałeś! Będę musiał się odkażać teraz!
— Że niby roznoszę zarazki?
— Toż to w lustrze się nie widziałeś?
— Co żeś ty powiedział?
— Powtórzyć?
— Tylko spróbuj.
Po dłuższej chwili bracia uspokoili się. Chociaż nie odzywali się do siebie przez resztę drogi. Keiko, żałowała, że nie doszło do żadnych rękoczynów, na co liczyła.

Obecnie piątka shinobi stała w gabinecie Kazekage gotowa na otrzymanie zlecenia.
— Niestety przykro mi, ale pan Kazekage was dzisiaj nie przyjmie — rzekł młody mężczyzna pełniący najwyraźniej rolę sekretarza. — Niestety ja nie wiem, na czym ma polegać wasza misja. Za utrudnienia bardzo przepraszamy. Oto klucze do pokojów w hotelu, gdzie się zatrzymacie. Życzę udanej nocy i zapraszam ponownie rano. Do zobaczenia — oznajmił wręczając Itachiemy dwa klucze i wizytówkę hotelu z dokładnym adresem. Budynek znajdował się na głównej ulicy, więc nie było problemu z odnalezieniem go. Z pokojami też nie, jeden był dwu osobowy, drugi trzy. Podział był dość naturalny. Panowie na prawo, panie na lewo.




2 komentarze:

  1. Buhahahahahaha!!!!@_@ Nie no nie wyrobięXD Najlepsze było to "O kurwa" Keiko i uchihowska sprzeczka! Normalnie z krzesła spadłam*.*
    Poprosze więcej taki przekomarzań^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    ha Itachi myśli o Keiko czemu jej nie ma, a ona tylko zaspała, i ta bójka między braćmi...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń