5 sierpnia 2017

25. To tylko jeden chabaź

— No chyba sobie w kulki lecisz — burknęła zła, zorientowawszy się, że Sasuke bez słowa ostrzeżenia rozłączył się, chamsko przerywając jej wypowiedź. Stuknęła palcem w telefon, lecz zatrzymała się, zamiast nacisnąć zieloną słuchawkę, wybrała strzałkę, cofając ostatnio wykonane ruchy. Nie będzie mu przeszkadzać, widać jeszcze nie jest gotowy na taką rozmowę, a zresztą nawet jak zadzwoni, to pewnie nie odbierze.
Odłożyła komórkę na szafkę, wlepiając wzrok w biały sufit. Znów przed oczami miała przykre wspomnienia wypadku.
Szła z Fumiko pustą ulicą, kiedy za nimi przeleciał młodzieniec, głośno uderzając o mur. Nie mogła tego zignorować, zwłaszcza, że to byli Kindersi, więc pobiegła z odsieczą. Nie całkiem udaną z resztą. Miała zakaz stosowania technik, więc trzymając się tego, starała walczyć jedynie wręcz, lecz przeciwnicy nie szczędzili chakry. Na jej oko, byli świeżo upieczeni, gdyż koordynacja szwankowała, przejścia nie były płynne i trochę zbytnio miotali się, zamiast skoncentrować ataki. To tylko jeszcze bardziej dobijało, dać się pokonać grupce świeżaków i to dodatkowo w taki idiotyczny sposób. Oni zamierzali się wycofać, lecz ona nie chciała im to umożliwić, więc ruszyła za nimi, zagradzając drogę. Walka przeniosła się z ziemi na okoliczne drzewa, murki aż wreszcie zewnętrzną klatkę przeciwpożarową jednego z budynków. Uciekający rzucali technikami bez ładu i składu, co trochę utrudniało ich unikanie na chybotliwej żelaznej konstrukcji. Salwę błyskawic wyminęła, nie straciła równowagi podczas silnego uderzenia, które zatrzęsło schodami, lecz nie zdążyła uskoczyć przed gradem ognistych kul. Przyjęła trzy z pięciu na siebie, przez co wyleciała poza barierkę. Upadek nawet z tej wysokości trzeciego piętra, dla shinobi nie byłby niczym szkodliwym. Wystarczyło tylko przyjąć odpowiednią postawę i gładko wylądować. Niestety przeciwnik okazał się na tyle cwany, aby wykorzystać brak swobody w ruchu podczas spadania. Zafundowana przez nich technika nie pozwoliła na zmianę pozycji i przyśpieszyła spotkanie z ziemią, co skończyło się tym, że głośno huknęła, rozbijając sobie przy okazji skroń.
Od dawien dawna nie była tak na siebie wściekła. Dać się znokautować w taki sposób, jakimś idiotom z Korzenia. Zdzierżyć tego nie mogła. Przeklęty Korzeń, nie ujdzie mu to płazem! Już szykowała odwet, oczami wyobraźni oglądając istną masakrę w samym centrum siedziby przebrzydłych robaków Danzo. Wprawdzie dość mocno koloryzowała i nie koniecznie trzymało się to realiów, chociaż nie w paradowała do budynku na latającym jednorożcu ani też nie strzelała laserami z oczu, ale wizja błagającego o litość Danzo, była iście nie z tego świata.
Z cichym westchnieniem przewróciła się na bok, pstrykając palcami w metalową rurę u szczytu, której znajdowała się kroplówka. Tamtego dnia wracała z Fumiko w pełni gotowa na przyciśnięcie Itachiego i wyduszenie z niego przeprosin. Wtenczas była zdeterminowana, by to zrobić, teraz miała znów wątpliwości. Uznała napaść Korzenia za znak, że ma odpuścić, poczekać, aż on się wykaże. Oczywiście nic takiego nie zrobił. Nawet do niej nie zadzwonił. Z początku skonfiskowano jej komórkę, gdyż Nerin miał podejrzenia o wstrząśnienie mózgu i kategorycznie zakazywał jej kontaktów z kimkolwiek. Myślała, że oszaleje z nudów. Na szczęście w końcu przyjaciele wybłagali możliwość odwiedzin, a z czasem odzyskała telefon. Fumiko zapewniała, że Itachi się martwi, wypytując o nią, że codziennie do niego dzwoni, zdając relację, ale, nawet kiedy poprosiła ją, by powiedziała mu, że odzyskała komórkę, on nie skontaktował się z nią. Nie wysłał, chociażby głupiego smsa. A jak Fumiko do niego zadzwoniła powiedzieć, że był wypadek, nadto się nie przejął, nie raczył zjawić się w organizacji, aby wypytać. Zwyczajnie siedział sobie na czterech literach, znudzonym wzrokiem wodząc po meblach w salonie i tylko z bożej łaski zechciał odebrać telefon, aby wykazać się wspaniałomyślnością w wysłuchaniu od takich podrzędnych pierdółek o tym, jak Keiko się czuje. Znów przekoloryzowała, dość mocno, ale czuła się totalnie zlana.
Zgodnie z ustaleniami z tamtego dnia, nic nie wiedziała o odwiedzinach Itachiego. Wszyscy to ukrywali, stąd też była przekonana, że mężczyzna nawet nie przejął się nią.
Już mu nie zależy, pomyślała, znów uderzając rurkę. Czuła to, więc dlaczego wszyscy usilnie wmawiali jej, że tak nie jest, co więcej Sasuke również się do nich zaliczał. Każdy tylko powtarzał Itachi to Itachi mniej to na uwadze i odpuść mu trochę. A jakość nikt nie przejmował się nią. Prosili o wyrozumiałość dla niego, nakazując, postawić się w jego sytuacji. Dlaczego nikogo nie obchodziło to, jak ona się w tym czuje? Tylko Isamu namawiał, aby zażądała natychmiastowego wytłumaczenia. Kaoru unikał tematu, a Fumiko niby grała obojętną, radząc jedno i drugie, co tylko mieszało jeszcze bardziej.
— Bu — mruknęła żałośnie, przewracając się na plecy. W połowie ruchu powstrzymała się od ułożenia na drugim boku, w porę orientując się, że podpięta kroplówka nie pozwala na taki manewr. Ostatecznie tylko odwróciła głowę, spoglądając na sąsiednie łóżko, gdzie leżała mumia. Nie, tak naprawdę to była tylko osoba z zabandażowaną sporą częścią ciała, a że Keiko go nie kojarzyła, to zaczęła mówić o nim mumia.
— Dzień dobry panno Higashiyama, jak się dzisiaj czujemy?
— Tak samo jak wczoraj Tai — burknęła znużonym głosem. — Długo jeszcze? — dopytywała, obserwując kobietę, oglądającą dane na ekranie urządzenia podłączonego do chłopaka. — A w ogóle, co z mumią?
— Nie najlepiej — szepnęła, głośno kreśląc zapis w papierach. — Nerin musi się tym zająć — oznajmiła bardziej do siebie niż Keiko.
— Czemu nie mogę mieć żwawszego kompana? Czemu tu nikogo więcej nie ma? — marudziła. — A czemu tak w ogóle nie jestem na grupowej sali tylko z jakimiś mumiami, które nawet nie mruczą.
— Nie karz mi tego znów powtarzać — jęknęła zrezygnowanym tonem, podchodząc do jej łóżka. — Polecenie medyka, odizolować pannę nie umiem zastosować się do wymogów.
Keiko wywróciła oczami. Codziennie ich rozmowa wyglądała właśnie tak. Z początku nie mogła zaakceptować werdyktu, nakazującego pozostać w osamotnieniu, mimo iż zgodnie z zasadami powinna przebywać z innymi pozostawionymi na obserwacji. Jednak musiała skapitulować w obliczu niezachwianego medycznego autorytetu Nerina. A tak naprawdę to złowróżył o dziewięćdziesięcioprocentowej szansie na spadek kolor, jeśli się nie dostosuje.
— Chcesz dobrą nowinę? — zapytała, przykładając zimny stetoskop do klatki piersiowej, na co Keiko zasyczała. — Nie gadaj — nakazała, widząc, jak otwiera usta. — Oddychaj głęboko — poleciła, przesuwając słuchawkę. — Nerin chce zrobić ostatnie badania, więc pewnie jutro maksymalnie pojutrze wracasz do siebie.
— Hura! — zakrzyczała, poprawiając podwiniętą koszulkę. — Wracam do domu, wracam do domu, do domu, do domu — śpiewała.
— Nie ekscytuj się tak, bo źle to wpływa na wyniki — nakazała, zakładając rękaw do pomiaru ciśnienia.
                                                                                                                                
***

Zmęczony przysiadł na podłodze, rozwiązując sznurowadła. Doskonale czuł każdy możliwy mięsień w ciele, a nawet kilka nadprogramowych, o których zdążył zapomnieć przez ostatni czas. Sapnął ciężko, dźwigając się do pionu. Niechętnie popatrzył na schody, wydające się przedziwnie wysokie zupełnie, jakby prowadziły bezpośrednio na drugie, a może nawet trzecie piętro. Jednak nie miał wyboru, rozmasowując bark, postawił stopę na pierwszym schodku, rozpoczynając tę niebagatelną wspinaczkę.
Stanąwszy przed komodą, odruchowo zaciągając się powietrzem, co wywołało wykrzywienie w zniesmaczeniu ust. Zamiast poczuć przyjemną woń z ustawionego między ramkami ze zdjęciami odświeżacza, w nozdrza uderzył intensywny zapach potu. Skrzywił się jeszcze bardziej, z hukiem zasuwając szufladę. Chyba jednak trochę przesadził z treningiem. Dawno żadnego nie przeprowadzał. Zwyczajnie nie miał na to czasu, ciągle biegał między rezydencją Uchiha, szpitalem a domem, przy okazji mając tysiąc myśli na sekundę. W rezultacie nie dawało się przy tym wszystkim ani przez chwilę odetchnąć. Niestety tym razem wycieńczenie psychiczne było zbyt silne, więc musiał zareagować. Odegnał wszystko, idąc na całkowite fizyczne wycieńczenie organizmu. Aczkolwiek może troszeczkę za mocno się w tym zatracił, co potwierdzały skarżące się boleśnie mięśnie.
Z przygotowanymi ubraniami wyszedł z pokoju, kierując się w stronę łazienki, lecz zatrzymał go telefon. Niechętnie zawrócił do sypialni, odnajdując wibrujące urządzenia na szafce nocnej. Przez moment zaczął się zastanawiać, kto to może być, ale szybko zaniechał rozmyślań. Ostatnio oczekując ojca, usłyszał Fumiko z informacją o wypadku. Spodziewając się Fumiko, dwa razy naciął się na Sasuke. Także tym razem bez oczekiwań odebrał, z rozpędu znów nie spojrzawszy na wyświetlacz.
— Hej, co tam u ciebie? — usłyszał, nim zdążył zareagować.
— Cześć Shisui. A w miarę — skłamał. Chociaż gdyby dodać równo doprowadza mnie wszystko do szał, to wówczas byłoby zdecydowanie bardziej prawdziwe.
— Wyskoczymy na browara? I nie każ się namawiać — dodał, wyczuwszy wahanie, potwierdzone milczeniem.
— Zgoda. Tylko muszę się wykąpać, jestem po treningu.
— No dobra. To za godzinę, przy hmm Equdor?
— Półtorej, mam… — dłuższe włosy niż ty, pomyślał, ale nie powiedział tego — trochę dalej niż ty — dokończył, zgrabnie wybrnąwszy.
— No to za półtorej pod Equdorem. Do zobaczyska.

***

— Nie, nie, nie — krzyczał, kręcąc głową. — Jesteś za wolny. Co to za opóźnienia w wyskoku? Co to za niski pułap? Dwadzieścia centymetrów niżej i przywaliłbyś Hiroshiemu w głowę. Od początku — nakazał, z całych sił próbując utrzymać maskę niezadowolenia i nie zacząć się szyderczo uśmiechać.
Epika znużona wywracała oczami. Doskonale znali układ do tego stopnia, że jeszcze chwila, a będą go wykonywać przez sen. Dla nich to było bezsensowne wałkowanie ciągle tego samego, zaś dla Kaoru nową sekwencją kroków widzianą pierwszy raz. Wcale to nie ułatwiało szybkiego dostosowania się do reszty. Gubił się, wpadał na przyjaciół, mieszał ruchy, ociągał się oraz na dodatek zmęczył się, co tylko pogarszało sprawę, bo nie miał sił na utrzymanie tempa ani odpowiednio wysokiego wyskoku.
Ciężko dysząc, wsparł dłonie na kolanach. Josuke z premedytacją wyciskał z niego siódme poty, dobrze się bawiąc na obserwacji jego żałosnej postawy.
— Od początku, ruchy Maeda — nakazał donośnym głosem.
— Ja ci kurwa dam ruchy — warknął, przecierając czoło nadgarstkiem opatrzonym szeroką frotkę. Jeszcze trochę, a materiał będzie spokojnie mógł wycisnąć, jak szmatę wyjętą z wiadra pełnego wody.
— Mówiłeś coś?
Kaoru zacisnął szczękę, powstrzymując się od wybuchu. Josuke po całej akcji z Itachim zrobił mu niezłe kazanie, drąc się dobre dwie godziny. Głównie za to, że Uchiha wtargnął ot tak na teren organizacji i za nieprzemyślane do końca kłamstwo. Działał wówczas pod wpływem impulsu, obmyślając plan podczas niewielkiego czasu przejścia z części szpitalnej do portierni. Nie przewidział skutków, był przekonany, że Itachi pójdzie sobie, zapominając o istnieniu Keiko albo, co również podejrzewał, zdradzi się, że wcale mu na niej nie zależało, a związek był pewnego rodzaju misją. Chciał mieć pewność, niepodważalny dowód, że Uchiha ma czyste intencje względem dziewczyny, nieopierające się na jakimkolwiek wykorzystaniu. I w pewnym sensie dostał go, chociaż nadal stara się odrzucić, bo to było nie to. To znaczy, dostał to, co chciał, ale nie zupełnie. Tak naprawdę to w głębi siebie pragnął, aby okazało się, że faktycznie Itachi ma niecne zamiary. Niestety jak na złość, coraz więcej zbierał dowodów świadczących o jego niewinności. Przez co zaczynał się bać, że to prawda i będzie musiał go zaakceptować, że będzie musiał podzielić się dziewczyną.
Wzdrygnął się na samą myśl, ustawiając do kolejnego układu.
Dodatkowo bolała go reakcja Josuke. Nie pochwalił chęci udowodnienia winy Uchihy. Mało tego miał wielkie pretensję, cały czas powtarzając, co jeśli się jej wygada. No cóż, to był problem. Itachi nie miał powodu, żeby nie powiedzieć tego, nie oczernić go w oczach Keiko. Jedyne, czego mogli się trzymać to nadziei na jego milczenie podyktowanego jej stanem zdrowia. Nie trzeba być geniuszem, aby domyślić się, że wściekłaby się, zamartwiała, kłóciła i z pewnością wykombinowała coś, żeby jasno pokazać brak aprobaty dla tego typu cyrków. Pomijając fakt, że sam jej pomysł podchodziłby pod niezłe widowisko.
Kaoru wiedział o ataku Keiko na Josuke, po akcji ze zdjęciami. I o tym, że do tamtego czasu mężczyzna nie podejmuje żadnych gestów w kierunku Itachiego. Mało tego, utemperował Odę, aby on z niczym nie wyskoczył. Zrobił to samo co Isamu, przeszedł do obserwacji, czekając na rozwój wydarzeń. Cierpliwie wypatrując ewentualną możliwość interwencji.
Zazgrzytał zębami. Nie potrafił tak, doskonale o tym wiedział. Poza tym nie miał zamiaru przegrać z kimś takim jak Itachi.
Nie pozwolę na to! Nie zostanę odsunięty! Nie będę się dzielił!

***

— Wyglądasz dość żałośnie.
— Dzięki za wsparcie.
— W takim razie twoje zdrowie — oznajmił radośnie, podnoszą podany przez barmana kufel.
— Zdrowie — potaknął, również unosząc swój.
— No to, co u ciebie?                             
— A tak sobie — rzucił niemrawo. Jakoś nie miał ochoty wywlekać wszystkiego po kolei. Od tamtej zamieci nie miał okazji z nim pogadać, a to całkiem spory kawał czasu, więc Shisui o wielu rzeczach nie miał pojęcia.
— I stąd te podkrążone oczy, czy po prostu w nocy są ciekawsze rzeczy do roboty — zagadał, szturchając go łokciem i specyficznie ruszając brwiami.
— Pokłóciłem się z Keiko. Nie rozmawiamy ze sobą od wielu dni.
Shisui zamilkł, z zaskoczeniem przyglądając się posępnej minie przyjaciela.
— Coś ty jej zrobił? Kota zamordował?
Próba rozluźnienia, poprzez żart nie wyszła, więc dyplomatycznie zamilkł, upijając kolejny łyk, próbując znaleźć odpowiednie słowa. Nie miał okazji zbyt dobrze poznać Keiko, jednak to, co o niej wiedział, wystarczyło na szybka ocenę i stwierdzenie, że sprawa jest naprawdę poważna. W innym wypadku łatwo puściłaby w niepamięć drobne spięcie. Do tego nie umknęło jego uwadze, że Itachi wyglądał na kupkę nieszczęścia, co tylko potęgowało powagę sytuacji.
— Przeprosiłeś? — zapytał ostrożnie, badając jego reakcję. Zaprzeczył, nie odrywając wzorku od złocistego trunku. Shisui w porę zacisnął usta, powstrzymując ciche pozbawione aprobaty cmoknięcie. — A wiesz, że kobiety należy w trybie natychmiastowym przepraszać, bez względu na to, czy miała rację, czy też nie?
No pewnie, że wie. Stwierdzenie stare jak świat i wałkowane dokładnie wszędzie, więc jakby mógł nie wiedzieć. Skrzywił się, ale nic nie odpowiedział, wziął tylko kolejnego łyka, udając, że wcale go nie słyszy. Shisui prawiący kazania z pouczającym głosem, jakoś mu nie odpowiadał.
— W ogóle masz zamiar ją przepraszać?
— Oczywiście — odparł machinalnie, znów zatapiając usta w piwie.
Już jakiś czas temu ustalił, że podejmie się tego kroku i ją przeprosi, aby wszystko wróciło do normy, ale… Problemy polegał na tym, jak tego dokonać. Nie był w tym dobry. Jeśli już musiał, to przeważnie wygłaszał krótką notę o swojej skrusze, mówił przepraszam i w sumie tylko tyle. Sprostowanie, głównie zmuszony był wyrażać oficjalne służbowe przeprosiny. A coś mu podpowiadało, że dla Keiko to może być ciut za mało oraz za drętwo.
Westchnął ciężko, opróżniając jednym łykiem resztę kufla. Shisui popatrzył na niego zmartwiony. Przeważnie to on wypijał pierwszy i jeszcze musiał popędzać guzdrającego się przyjaciela, ale teraz jego był w połowie pełny, a Itachiego już pusty. Nie skomentował tego, tylko machnął na barmana, aby nalał kolejny.
— Ej, na pewno się jakoś ułoży — zapewniał, pocieszycielsko klepiąc go po ramieniu. — W końcu… — reszta słów ugrzęzła mu w gardle jak nie ta, to inna. Przy Itachim taki farmazon nie wyszedłby, z prostego powodu, on taki nie był. Skoro po tylu latach w końcu udało mu się kimś zainteresować to pierniczenie o tym, że po jednej kłótni przecież można się rozstać i poszukać kogoś nowego, było totalnie nie na miejscu.
— W końcu to wasza pierwsza sprzeczka, więc nie powinno być problemu — dokończył, zmieniając swoją myśl.
— To nie była pierwsza — mruknął cicho. — I w międzyczasie zdążyliśmy parę razy dodatkowo się pokłócić.
Shisui patrzył na jego smętny wzrok wbity w białą pianę nad złocistym płynem. Sprawa wyglądała dość poważnie, przez co mocniej krępowała. Nie wiedział, co zrobić, ani co powiedzieć. Obserwował Itachiego, mając ochotę, albo trzepnąć go w łeb, aby się ogarnął, albo pocieszycielsko rzucić się na niego z masą wsparcia.
— A o co wam poszło? — zapytał ze spokojem, odwracając głowę i zajmując się swoim kuflem. Dając przyjacielowi swobodę wyboru, bez nacisku.
Itachi milczał, spijając pianę z wierzchu, zastanawiając się nad odpowiedzią. Pamiętał, od czego się wszystko zaczęło, ale, o co im tak naprawdę w tym wszystkim chodziło, było już mniej jasne.
Shisui nie pośpieszał, ze spokojem czekał. Jednak czas leciał, a milczenie przedłużało się, więc w końcu postanowił zabrać głos. Skoro Itachi nie chce rozmawiać o przyczynie to, chociaż postara się podnieść go na duchu.
— Nie przejmuj się tym — odparł wesoło, uśmiechając się z pokrzepieniem, kiedy spojrzał na niego kątem oka. — Z pewnością to nic takiego, ot zwykłe nieporozumienie. W końcu jesteście raczej z różnych światów, więc zwyczajnie mogliście się nie dogadać w pewnych kwestiach. Także dopijaj i leć z nią pogadać. — Klepnął go w plecy, szczerząc zęby. — Dobra rozmowa wszystko wyjaśni.
Itachi obdarzył go chłodnym spojrzeniem. Wprawdzie rozumiał postawę przyjaciela, ale… Tak to wychodzi, jak ktoś stara się udzielać porady, nie mając pojęcia o sytuacji. W ostatecznym rozrachunku sprowadza się to do powstania krępującej dość nieprzyjemnej atmosfery. Shisui musiał ją wyczuć, gdyż mina mu zrzedła. Poprawił się na wysokim stołku, uciekając wzrokiem w kierunku barmana pucującego kufle.
— Keiko miała wypadek, jest teraz u siebie na leczeniu, więc nie sposób z nią pogadać — wyjaśnił niby od niechcenia.
Zmieszał się, nie wiedząc, co odpowiedzieć, więc sięgnął po swój trunek, dopijając go do końca. Itachi wyraźnie nie był dziś sobą. Z racji tego, że nie zdarzało się to zbyt często, miał problem z ogarnięciem sytuacji. Przeważnie kilka głupich żarcików i zmiana tematu rozwiązywało sprawę. Jednak tym razem to nie rutynowa sprzeczka z bratem ani nie dobijający swoimi poglądami ojciec.
Itachi już wiedział, co ma robić, wprawdzie nie był pewny jak, jednak to, że przeprasza, miał ustalone. Zresztą po wizycie u brata i oczyszczeniu myśli podczas treningu, trochę perspektywa mu się obróciła. Aktualnie nie potrafił tak desperacji trzymać się swoich racji, jak wcześniej, ale też nie uważał, że zupełnie jej nie miał, a Keiko urosła do rangi wszystko wiedzącego bóstwa. Po prostu paliło się światełko, że może odrobinę się mylił.
— Spokojnie, jak tylko stamtąd wyjdzie, to wszystko z nią załatwię — dodał, uśmiechając się delikatnie, na co Shisui wyszczerzył się w odpowiedzi.
— I tak trzymaj brachu — rzucił, klepiąc go po ramieniu. — To, co, kolejny kufelek? — zapytał, zacierając ręce.

***

Wizja powrotu do pustych ścianach przydużego domu jawiła się ponuro i dość odpychająco, więc z chęcią zaoferował Shisuiemu odprowadzenie. Naprawdę coraz częściej się zastanawiał, jak do tej pory Keiko znosiła cały tę samotnie. Dom autentycznie był spory, zdecydowanie przeznaczony dla rodziny, nie pojedynczego człowieka. A jeszcze, teraz kiedy brakowało radosnego hałasu, który tworzyła, wydawał się zimny i odległy.
— Powinniśmy częściej robić taki wypad — podsumował. — Ej, następny razem mógłbyś wziąć tą swoją. Za bardzo jej nie poznałem.
— Jasne nie ma sprawy. A w ogóle…
— Itachi. — Po okolicy rozniósł się donośny twardy głos. Zacisnął powieki, nie mając najmniejszej ochoty się odwracać. — Dobrze, że cię widzę, chciałbym z tobą zamieć parę słów. Wejdź na chwilę do domu — oznajmił i nie czekając na odpowiedź, wyminął syna, stanowczym krokiem przemierzając ulicę.
Westchnął ciężko z odczuwalną udręką. Shusiu poklepał go pocieszycielsko po ramieniu, kiwając ze zrozumieniem. Pożegnali się krótko, wymieniając kilka prostych zdań, po czym Itachi przyśpieszył kroku, doganiając oddalającego się Fugaku.
— Możemy to przełożyć na później, to nie jest najlepszy moment — zaproponował, błagając w myślach, aby się zgodził. Wprawdzie wypili tylko trzy piwa i zagryźli to pizzą, a dodane do rachunku miętówki powinny zabić zapach alkoholu, ale mimo tego wolał teraz nie rozmawiać z ojcem. Nie miał ochoty na kolejne wywody o próbie obalenia Hokage. Chciał, tylko aby po mile spędzonym czasie z Shisuim reszta dnia również przebiegała sielsko, nic poza tym. Niestety widać Fugaku miał inne plany, co do niego i jego humoru.
— To wymaga natychmiastowej rozmowy — oznajmił twardo, popychając furtkę. Szedł jak taran prosto do celu, nie zważając na nic po drodze, zwłaszcza syna próbującego wymigać się do konwersacji.
— Ojcze ja…
Absolutnie go nie słuchał, traktując jak cień, który za nim podąży bez względu na wszystko.
— Witaj kochanie. — Od razu po przekroczeniu progu w przedpokoju zjawiła się Mikoto, zwyczajowo witając męża. Do tej scenki brakowało tylko standardowego buziaka w policzek i uśmiechu. Jednak zamiast tego mina kobiety wyrażała obojętność, a nawet pewną dozę chłodu w stosunku do mężczyzny. — Kolacja już na stole. Itachi — zawołała, uśmiechając się na widok syna. — To ja wyjmę dodatkowe nakrycie.
I zawróciła do kuchni. Odruchowo odprowadził matkę wzrokiem, zastanawiając się, jak bardzo oberwało jej się za wizytę u Sasuke. Z pewnością ojciec wygłosił jedno ze swoich sławetnych kazań o byłym synu. Był nawet tego pewien. Dowodów nie musiał zbytnio szukać, sztywne zachowanie Mikoto względem niego, wszystko tłumaczyło.
Niechętnie popatrzył na drzwi do gabinetu Fugaku, które właśnie z cichym trzaskiem zostały zamknięte. Wyboru już nie miał, musiał rozebrać się, grzecznie człapiąc za nim.
— Doszły mnie słuchy, że wyprowadziłeś się do Keiko, czy to prawda? — zaczął, jak tylko Itachi zajął miejsce naprzeciwko biurka.
Widocznie Mikoto się wygadała. Nie było sensu dalej tego ukrywać, więc musiał potaknąć. Chociaż czuł, że mu ręce opadają. Naprawdę o to mu chodziło, oznajmiając, że wymaga to natychmiastowej rozmowy?
— Co takiego? — uniósł się. — Co to ma znaczyć? Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że traktujesz tę dziewczynę poważnie.
Przymknął powieki, wyczuwając nadciągający pouczający wykład.
— Słodycz niektórych kobiet potrafi być zachęcająca, ale nie wszystkie warte są zachodu. Jako przyszła głowa rodu musisz nauczyć się, że niektóre ciągnie jedynie do tytułów czy majątku.
No jasne, bo Keiko jest z nim tylko, dlatego że kiedyś będzie przewodził klanowi, z pewnością.
— Musisz uważać na takie osoby. — Niechętnie potaknął. — Widzę, że się rozumiemy, to dobrze — odparł zadowolony, rozluźniając się w fotelu. — W takim razie zapewne zdajesz sobie sprawę z konieczności zmienienia miejsca zamieszkania. Nie wypada, aby przyszły przywódca rodu żył na łasce kogoś takiego jak ona. Poza tym, nie godzi się, aby Uchiha mieszkał na całkowitych peryferiach Konohy. — Itachi darował sobie uwagę, że oni także nie znajdują się w centrum wioski. — Do tego taka niechlubna ulica opuszczonych domów i ten nieestetyczny budynek. Coś takiego się po prostu nie godzi.
Zaraz, zaraz, coś tutaj nie pasowało. Skąd wie?
— Byłeś tam? — wypalił bez zastanowienia. Mógł posądzać Mikoto o wygadanie się, ale nie podejrzewał, że wskaże dokładny adres.
— Ma niechlubną przeszłość. Swego czasu dostała mandat za picie w miejscu publicznym. Nie trudno jest przeszukać archiwa i zdobyć dane — wyjaśnił zdegustowanym tonem. — Wracając do meritum. Mężczyzna nie może być uwarunkowany od kobiety, zwłaszcza takiej. Oczekuję, że już rozglądasz się za lepszym lokalem.
— Nie — odparł twardo. Nie miał ochoty na dalsze kazanie oraz nie podobało mu się to, że ojciec posunął się do przeszukiwania kartotek policyjnych w celu sprawdzenia Keiko.
— Słucham? — oburzył się, ściągając brwi.
— Przykro mi ojcze — oznajmił, wstając, wprawiając tym Fugaku w większe osłupienie — ale to nie jest najlepszy moment. — Odwrócił się, z zamiarem wyjścia. — I w najbliższej przyszłości nie zamierzam zmieniać miejsca zamieszkania.
Tak po prostu powiedział nie, sprzeczając się ojcu i wyszedł, pozostawiając go w oszołomieniu. To z pewnością wypite procenty dodawały odwagi.

***
         
Spojrzał na zegarek, poprawiając szalik, szczelniej się nim obwiązując. Błękitne niebo i świecące słońce, nie przeszkadzały lodowatemu podmuchowi, zwiastować ostatnie dni zimy. Wzrok z komórki przeniósł na szerokie dwuskrzydłowe drzwi pod wielkim czarnym symbolem organizacji. Powinna już się pojawić, pomyślał. Wczoraj dostał smsa od samej Keiko, że dzisiaj wychodzi z orientacyjną godziną, o której będzie w domu. Dzięki temu szybko obliczył, kiedy mniej więcej powinna opuścić budynek.
Przystanął z nogi na nogę, chowając telefon do kieszeni, przy akompaniamencie głośnego śmiechu. Podniósł głowę, dostrzegając nierozłączne trio na szczycie schodów.
— No na serio usnęłam przy tej książce, nie śmiejcie się.
— Masz nauczkę, więcej Hiro nie proś o coś do czytania.
I jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki przystanęli, milknąc. Keiko nie pewnie spoglądała na Itachiego, bijąc się z myślami. Ucieszyła się na jego widok, mając nieprzemożoną ochotę się przytulić, ale nagle przypomnienie, że przecież nadal się skłóceni nakazało się zatrzymać.
Mężczyzna odchrząknął, ostrożnie wyciągając za pleców kwiatka. Oczy dziewczyny rozbłysły z zachwycenia, na widok żółciutkich niczym słoneczko płatków.
— To tylko jeden chabaź, weź nie przesadzaj — skomentował Kaoru, krzywo patrząc na Keiko, rzucającą się Itachiemu na szyję. Isamu tylko prychnął, się uśmiechając.
— Chodźże mój druhu. Nie czas nas.
— Hola. — Wywinął się przyjacielowi spod ramienia. — Mieliśmy ją odprowadzić — przypomniał. Wykorzystując sytuację, w której dziewczyna oglądała kwiatka, posłała Itachiego najbardziej nieprzychylne spojrzenia, na jakie się w tej chwili zdobył.
Od samego początku nie pałał zbytnio sympatią do Kaoru, ale od incydentu z kłamstwem sprawa się pogorszyła i zaczynał go drażnić. Do tego stopnia, że zdobył się na myśl, że mógłby już wyruszyć na kolejną długą misję.
— No to, co, idziemy nie? — zaproponowała, dziarskim krokiem ruszając przed siebie.

Itachi milczał, nie wtrącając się w dyskusję przyjaciół o… Naprawdę nie wiedział czym, skakali z tematu na temat z częstotliwością zbyt szybką, aby móc doszukiwać się logiki w wypowiedziach. Niemniej cieszyło go to, że Keiko mimo zaangażowania w rozmowę, nie porzuciła go gdzieś z tyłu i szła obok, a nawet przez chwilę pod ramię.
Tym bardziej zaskoczyła go pod domem. Spławiła przyjaciół, nie dając im wejść do środka. Tego się nie spodziewał. Wprawdzie Kaoru chwilę oponował, ale Isamu skutecznie go odciągnął.
— Co tak patrzysz? — rzuciła, otwierając drzwi. — Przecież wiesz, że musimy w końcu pogadać, nie?
— Tak, dobrze by było — potaknął, wchodząc do środka i przekręcając za sobą klucz.
— Eh nie ma jak w domu — westchnęła, rozglądając się po przedpokoju. — To może zrobię nam herbaty, co? — zapytała, porzucając byle jak buty. — Tylko kilka dni cię w domu nie ma, a taka radość, kiedy wracasz — mówiła, nalewając dla kwiatka wody do wysokiej szklanki.
Stanął w progu, przyglądając się dziewczynie. Nagła zmiana podejście trochę była zaskakująca. Spodziewał się nadal chłodnego obejścia, nie zaś udawania, że nie było kłótni.
Itachi nie wiedział, że w pustym szpitalnym pokoju miała aż zanadto czasu na rozmyślanie. Postanowiła dłużej nie czekać i wziąć sprawy we własne ręce. Uchiha był sobą, zapomniała o tym. Nie sposób oczekiwać, że nagle sam z siebie domyśli się, czego ona chce. Zwłaszcza że pogrążyła się dawno temu, nie pozwalając mu samodzielnie myśleć. Nieumyślnie podsuwała mu gotowe rozwiązania, na które wystarczyło potaknąć. Czyż nie tak ostatnio się pogodzili? Zamiast poczekać na jego słowa, wcisnęła mu w usta swoje. Nie musiał niczego robić.
Tym razem miała zamiar, wykrzyczeć mu to, co czuje. Nie będzie miał wykrętu, że nie zrozumiał. Wyjedzie z kawą na ławę, żądając natychmiastowych przeprosin, o! Koniec czekania, aż się domyśli. W końcu Haniko wspominała, ile ma teraz na głowie. Przy tym natłoku ciężko znaleźć siły na czytanie między wierszami.

— No to — zawahała się. Herbata była gotowa od kilku minut, lecz oni nadal tkwili w milczeniu. Nie często się zdarzało, żeby nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. — Dobra — zakrzyknęła gwałtownie, delikatnie uderzają dłonią o blat. — Nie cackam się z tobą i wyjeżdżam z gruber rury, więc się przygotuj panie Itachi — ostrzegła, lekko mrużąc oczy. Ściągnął brwi, przyglądając się zdeterminowanej minie dziewczyny. — Lecimy z tym. — Zaczerpnęła głośno powietrza, wydąwszy policzki, po czym wypuściła je w zwolnionym tempie. — Co moich relacji z Sasuke…
— Zostawmy to — wtrącił się.
Zamrugała, zaskoczona twardym tonem wypowiedzi. Zbita z tropu, zmieszała się.
— Wiem, że jest twoim przyjaciele i tego nie zmienisz. Muszę się z tym pogodzić. Ale chciałbym jasno postawić kreskę pomiędzy tymi relacjami. Wspieram Haniko i mam pewien żal do Sasuke. Ty zaś chcesz go bronić za wszelką cenę. Nie musimy tak samo reagować na ludzi, ale nie chcę, aby nasze różne kontakty z nimi wpływały na to, co jest między nami. Nie aprobuję twojego zachowania ani tego, co zrobiłaś. Jednak postaram się uszanować twoje odmienne zdanie.
Zszokowana mina z początku wywodu, szybko zaczęła zamieniać się w niezrozumienie, potem zniesmaczenie aż po znudzenie.
— Bajdy pleciesz — mruknęła, wyłapując chwilę, podczas której szukał właściwych słów. — Od dupy strony zabieramy się za to, znowu. Nie przepraszamy Sasuke tylko siebie nawzajem. A no właśnie. — Zrobiła dłuższą pauzę. — Itachi — zawołała, wychylając się z krzesła — ty wiesz, że cię bardzo przepraszam? Ale tak naprawdę bardzo, bardzo, bardzo, strasznie mocno bardzo — mówiła przyciszonym głosem, unikając kontaktu wzrokowego. No i pogubiła się we własnych wątkach, miała to zrobić na koniec, a walnęła na początek, bo właśnie sobie przypomniała.
— Keiko, choć na chwilę.
Zawołana gestem ręki, podeszła niepewnie, powłócząc nogami, zatrzymując się tuż przed nim. Szybki ruch, jedno pociągnięcie i wylądował w jego ramionach. Od razu uczepiła się materiału ubrania, mocno przytulając. Itachi westchnął prawie bezdźwięcznie, przeczesując jej rozpuszczone, lekko już splątane włosy.
— Nie powinnam tak wybuchać, ale, ja… Jak byłam mała, wszyscy mnie odtrącali. Pamiętam jeszcze te potworne uczucie bycia totalnie samą, nie mając, chociażby jednej osoby, do której można by zwrócić się o pomoc. Brak, chociażby najdrobniejszego wsparcia od kogokolwiek. I ja nie pozwolę, aby osoba, którą znam, znalazła się w takiej sytuacji. Może faktycznie trochę za mocno wybuchłam, ale niestety przypadkowo obudziłeś stare rany. Przepraszam za kłótnie, ale jednocześnie nie zrezygnuję z tego. Naprawdę uważam, że Sasuke nie zasługuje na odrzucenie i należy mu się szansa na wysłuchanie.
O tym też chciała mu powiedzieć. I to też miało być na końcu rozmowy, po tym wszystkim jak już się wykrzyczy oraz wyciągnie przeprosiny. No cóż, nie należała do osób, które potrafią przeprowadzić konwersację zgodnie z wcześniej ustalonym planem.
Zrobiło mu się głupio. Wprawdzie nagła sympatia między nimi wydawała mu się, no właśnie nagła i niespodziewana. Także nigdy nie podejrzewał, że Keiko ma takie podstawy, aby tak wytrwale przy nim stać. Autentycznie w pewnym momencie myślał, że Sasuke zmanipulował naiwną i zbyt przyjacielską dziewczynę, wykorzystując ją do własnych celów. Czuł się z tym paskudnie.
— No i przepraszam, że nie mam też niczego przeprosinowego. Ale mogę zrobić obiadek, no i…
Delikatnie przesunął opuszki palców po ranie na skroni, później przejechał po włosach, odgarniając je i wplatając w nie dłoń. Umilkła, czując jego dotyk. Z zaciekawieniem wpatrywała się w niego, czekając na rozwój wydarzeń. Pochylił się, niemalże przykładając wargi do ucha.
— Przepraszam cię — wyszeptał czule. — Proszę, niech będzie jak dawniej.
— …
— Naprawdę bardzo mocno przepraszam.
— A wiesz, dlaczego te ciche dni trwały tak długo? — Zaprzeczył. — Oczekiwałam właśnie czegoś takiego. Twojej i wyłącznie twojej inicjatywy, od początku do końca bez mojego nacisku. —Zmarszczył brwi, doszukując się nieścisłości. — Tak, powinnam poczekać, aż pierwszy powiesz przepraszam, ale no strasznie mnie męczyła ta cisza i wszyscy mi ciągle mówili, że jesteś sobą i mam odpuścić, że mamy inne charaktery i inaczej reagujemy, że źle odczytuję twoje zachowanie. Wiesz, ile ja się tego nasłuchałam? — westchnęła cierpiętniczo. — Nawet Haniko mówiła, żeby odpuściła, bo masz teraz dużo na głowie. Strasznie mnie to irytowało, wkurzało wręcz — opowiadała energicznie, wkładając w słowa nadmiar emocji. — Ale leżąc te kilka dni u Nerina, zrozumiałam, że może trochę przesadzam. W końcu nie wiedziałeś, że poruszyłeś drażliwy temat. No i bardzo się stęskniłam.
Ucałował czule czoło, kącik oka, kącik ust, czubek nosa. Przy ostatnim Keiko zachichotała cichutko, uśmiechając się w ten specyficzny, uwielbiony przez niego sposób.
— Jak, ja dawno go nie widziałem — wymamrotał, przyciskając dziewczynę do piersi, opierając policzek o jej głowę. Wdychając delikatny przyjemny zapach szamponu pomieszanego z odżywką. Dobrze go znał. Widać musiała mieć w organizacji dokładnie ten sam zestaw kosmetyków, co u siebie w łazience.
— Mam coś dla ciebie — wypalił nagle, rozkojarzając lekko odpływając w stan euforii Keiko.
Odczekała dokładnie chwileczkę, licząc do dziesięciu, po czym na palcach ruszyła za nim. Nakryła go w sypialni, wyciągającego tajemniczo wyglądające płaskie pudełko.
— Co tam masz? — zagadała, starając się zajrzeć przez ramię.
— Drobiazg dla ciebie, na przeprosiny.
— Co to?
— Nie rób tego — zakrzyknął, powstrzymując ją przed potrzęsieniem zawartością.
— Hm — mruknęła z coraz bardziej rosnącym zainteresowaniem. Jednym susem wskoczyła na łóżko, siadając skrzyżnie. Wręcz z dziecięcą ekscytacją podniosła wieczko. Momentalnie rozpromieniała, szeroko się uśmiechając. Na różowej krepinie leżały ułożone w wachlarz trzy średniej wielkości lizaki. Te zwijane w ślimaka, ręcznie robione z tego drogiego sklepu w centrum Konohy. Na dodatek każdy był innego koloru. Jeden w odcieniach niebieskiego, drugi bajecznie tęczowych niczym grzywa jednorożca i trzeci w odcieniach różu. Ponadto na dole leżała niewielka złożona karteczka.
Dla mojego szczęścia. Dobrze, że jesteś.
Innego pomysłu nie miał. Usilnie próbował przypomnieć sobie, jakiś film gdzie mężczyzna przepraszał, ale totalnie nic mu do głowy nie przychodziło. Nie pamiętał także żadnych słów Keiko dotyczących tego tematu. Totalna pustka, aż nagle, jest. Otwierając szufladę w szafce nocnej, dostrzegł koślawe ręcznie robione pudełko po ciasteczkach z walentynek. No i bingo, skoro coś takiego zrobiła, to musi to lubić, więc czemu nie wykorzystać pomysłu na słodkość zamkniętą w kartoniku. Czekoladki były zbyt oklepane, kupne ciasteczka są mało romantyczne, a nie ma mowy o zrobieniu ich własnoręcznie. Rozmyślając o tym, przypomniał sobie, jak pewnego razu z zafascynowaniem oglądała witrynę sklepową z robionymi na miejscu lizakami i cukierkami.  Marudziła wówczas, że są drogie, przez co kupuje je od święta. Także idealnie nadawały się do przepraszającego prezentu. Na nic bardziej uczuciowego nie potrafił wpaść, ale po minie dziewczyny można było łatwo wywnioskować, że to w zupełności wystarczało.
Zapiszczała z zachwytu, rzucając się na Itachiego z takim impetem, że go przewróciła na podłogę.
— Jesteś tak mega kochany — oznajmiła absolutnie rozradowana, wpatrując się w jego oczy z pełną miłością. — O rany, jak ja cię uwielbiam.
Znów rzuciła się na szyję, przygniatając do zimnych paneli.
— Cieszę się, że się podoba.
— Jest urocze, słodkie, romantyczne, w twoim stylu, pasujące do mnie no i nie jest banalne. Czego chcieć więcej? A nie w sumie to bym coś jeszcze chciała — dodała, zamyśliwszy się na chwilę, niemalże siadając okrakiem na rozłożonym na podłodze Itachim.
— Co takiego? — dopytywał zainteresowany, szybko w myślach sprawdzając, czy czegoś nie pominął. Kwiatek był, przepraszam było, karteczka z miłym tekstem była, podarunek był. O czymś zapomniał?
— To.
Złapała za materiał na klatce piersiowej i mocno szarpnęła, przyciągając go do siebie, złączając wargi, nim zdążył się odezwać. Zareagował natychmiastowo, przysunął ją bliżej, pogłębiając pocałunek.
Pieszczota była namiętna, zachłanna oraz pełna pasji. Oboje jej spragnieni, całkowicie zatracili się w słodyczy swoich ust.
— Nie stop — wysapała, przerywając galopujący apetyt, dokładnie w chwili, kiedy podwijał jej sweterek.
— Proszę skarbie później — mruknął zawiedziony, wychylając wargi do kolejnego pocałunku.
— O nie, bo potem zapomnę. I nie patrz tak na mnie — zażądała, zasłaniając mu oczy, uciekając do kuszącego pełnego pożądania spojrzenia. — Jeszcze cały wieczór i noc przed nami — wyszeptała, zapewniając, że mają czas. Jednak rezultat był odwrotny, niż zamierzała. Zamiast uspokoić, wzbudziła jeszcze większą ochotę.
— Chcę cię — wymruczał uwodzicielskim głosem, obniżając ton. Keiko zagryzła wargi. Delikatnie rozchyliła palce, odsuwając dłonie z jego powiek, pozwalając by ten wzrok, ją pochłonął. Zmiękła, nie było szans, żeby oprzeć się temu. Uśmiechnęła się zalotnie, łącząc wargi w kolejnym gorącym pocałunku.

Następne godziny minęły im bardzo przyjemnie w imię zasady, że najlepszy na zgodę jest seks. Wymęczenie, spełnieni i zaspokojeni wykładali się na łóżku, ciesząc swoją bliskością.
— To, co wówczas chciałaś? — dopytywał, smyrając ją po ramieniu.
— Hm — mruknęła, lekko przysypiając. — Kiedy?
— No przed.
— Żeby ja to… A nie pamiętam — zakrzyczała, rozbudzając się, podrywając do siadu. Jednak popełniła błąd, odwracając się i nachylając nad mężczyzną. Itachi wystawił język, przejeżdżając nim po obojczyku, który miał tuż nad ustami, kiedy Keiko szamotała się z opadającym kocem.
— Ej mógłbyś myśleć o czymś innym? — zganiła go, zajmując pozycję obok niego, nie jak dotychczas rozwalona w poprzek.
— No to, co chciałaś? — ponowił pytanie, przytulając ją i znajdując nowe zajęcie w postaci zabawy jej włosami.
— No, bo ja mam do ciebie zarzut. Chciałabym, abyś bardziej traktował mnie jak przyjaciółkę.
— Słucham? — oburzył się. Przeprosił, wszystko było pięknie, dopiero, co skończyli się kochać, a ona oznajmia, że chce ochłodzić relacje. Coś tu nie pasowało.
— No chcę w pierwszej kolejności być twoją przyjaciółką potem dziewczyną. — Ściągnął brwi, uważnie się jej przyglądając z niezrozumieniem. — No, co tak patrzysz? — burknęła, podnosząc się do siadu. — To ty się chowasz w swoją skorupkę jak jakiś pancernik — oznajmiła, kładąc ręce na biodra. Fakt, że była naga, gdyż koc znów się zsunął, wcale nie dodawał buńczucznego akcentu tej postawie.
— O czym ty mówisz?
— No właśnie chciałabym, abyś mi o wszystkim mówił, jak przyjaciele, którzy o wszystkim sobie opowiadają. Bo ja ci mówię o każdej nawet najmniejszej duperelce, ale ty mi o niczym. Chciałabym, byś mógł mi o wszystkim powiedzieć. Nie ważne czy to będzie dotyczyło tego, że matka się na ciebie uwzięła i wciska ci jakieś dzieci, czy to, że nie było twojej odżywki w sklepie, czy coś tak poważnego, jak problemy z ojcem, który wszczyna awantury. Chcę wiedzieć o wszystkim.
— Skąd o tym wiesz?
— Haniko mi powiedziała, jak wówczas u niej byłam. No i właśnie Haniko wie, ja nie. I sądzę, że, nawet jeśli nie bylibyśmy pokłóceni to i tak byś mi nie powiedział. Po to tu jestem, aby razem z tobą dźwigać twoje problemy, nieważne czy bagatelne, czy błahe. Chcę pomóc. Chcę je znać!
Odwrócił wzrok. Miała rację, nie dzielił się z nią swoimi zamartwieniami, uważając, że jej nie dotyczą.
— Itachi — mruknęła smętnie — jeśli się nie otworzyć, to ten związek będzie lipny.
— To nie takie proste.
— Wiem, ale jesteś moim Itasiem, dasz sobie radę. Spróbuj — zaproponowała, spoglądając mu ufnie w oczy i kładąc głowę na piersi. — Opowiedz o swoich zmartwieniach, proszę.
Dłuższą chwilę patrzył w granatowe tęczówki pełne wsparcia i optymizmu. Bitwa myśli została zakończona cichym westchnieniem, przegrał. Z wahaniem zaczął powoli opowiadać o ostatnich problemach. Mówił o Mikoto subtelnie namawiającej do wnuków. Fugaku szalejącego w domu z kolejnym jakże wielkim planem podbicia Konohy. Hokage rozkładającej ręce nad przyszłością klanu Uchiha. Haniko ostatnimi czasy dystansującej się do niego.
Keiko w milczeniu słuchała, nie drgnąwszy na milimetr, pozwoliwszy mu na wyrzucenie wszystkiego z siebie. Nawet nie otworzyła ust, by skomentować krótką wzmiankę o Sasuke i chorej Sumire.
Mimo iż mówił oszczędnie, nie wdając się zbytnio w szczegóły. Prawdę mówiąc, bardziej przypominało to krótkie sprawozdanie niż wyżalenie się ze swoich zmartwień, to musiał przyznać, że niby takie nic, a jednak poczuł się zdecydowanie lepiej. Zupełnie tak, jakby wypowiedzenie wszystkiego na głos przypięło temu łatkę błahsze. Całe te zamartwianie się, teraz wydawało się niepotrzebne.

Keiko po tych wszystkich emocjach szybko usnęła, nadal wtulona w niego. Jednak Itachi nie potrafił tak łatwo dopłynąć. Leżał w ciemności, przeczesując jej włosy. Nie mógł uwierzyć, że był moment, podczas którego pomyślał, że ten związek nie ma sensu. Na szczęście bądź nie, akurat wtenczas przybyła z blefowana straszna wieść o śmierci dziewczyny. Nadal w głowie miał to okrutne uczucie i tamtą jedną myśl; straciłem tą jedyną. Tak wówczas o niej pomyślał, jako o dziewczynie swojego życia. Rzecz bliska prawdy, Keiko była jedyna w swoim rodzaju. Działała jak talizman odpędzający złe moce. Ostatnio miał naprawdę dużo na głowie i zaczynał powoli nie radzić sobie z tym. Jednak bliskość dziewczyny, jej zwykła obecność, powodowała ogromny przypływ energii. Teraz hardo parzył na piętrzące się problemy ze świętym przekonaniem, że da radę.
Przez ten cały okres potwornie mu brakowało Higashiyamy. Niby była obok, niby się widywali, ale wszystko to gdzieś się rozmywało, pozostawiając cichą pustkę pozbawioną szczęścia. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy, że potrzebuje jej. Tamta półroczna rozłąka była inna. Martwił się, bardzo tęsknił, ale wiedział, że są razem i musi tylko poczekać, nic więcej. Ale kiedy byli razem nie będąc, podczas tego przytłaczający okres, czuł się wypruty ze wszystkiego, pozbawiony czegoś ważnego, czego nie potrafił zlokalizować ani nazwać. Widywali się, ale pewność braku, chociażby ciepłego uśmiechu na dzień dobry, tylko potęgowało udrękę.
Spojrzał na Keiko mamroczącą coś cichutko przez sen. Okrył ją szczelniej kołdrą, ucałowawszy w głowę. Nie miał wątpliwości co do tego, że bardzo ją kocha i chciałby, aby już zawsze była blisko.  Nie chciał nigdy więcej czuć tego zimnego uczucia utraty możliwości zaznania kiedykolwiek szczęścia. Więcej nie pozwolę ci odejść, pomyślał, głaszcząc ją po policzku, mocniej przytulając. Obiecuję ci to.

***

— Jesteś pewna? — dopytywał, skręcając.
— Chcę spędzić z tobą więcej czasu, więc się przejdę. O zobacz, jaka słodka maskotka — zawołała, podbiegając do witryny sklepowej. No tak była w swoim żywiole. Uśmiechnął się nieznacznie, udając za nią.
— O cześć Keiko, Itachi. Dawno cię nie widziałem.
Zrzedła mu miną. Naprawdę, nie miał, kiedy się napatoczyć.
— Nawet pisałem do ciebie — ciągnął dalej, zwracając się do dziewczyny, delikatnie ignorując obecność Uchihy.
— Siema Aken, fakt dawno się…                           
— O rany, co ci się stało? — wciął się, dostrzegając pokaźnego strupa na twarzy.
— Nic takiego, mały wypadek podczas treningu — skłamała gładko, nie chcą się upokorzyć i przyznać, że poległa w konfrontacji z Korzeniem. — Dlatego nie odpisywałam — nadal kłamała — przebywałam na obserwacji, wiesz podejrzenia o wstrząśnienie.
Wprawdzie po prostu zwyczajnie zapomniała mu odpisać. Odzyskawszy dostęp do komórki, zabrała się za odpisywanie na zastałą masę smsów i gdzieś w tym wszystkim akurat Aken i Sasuke się zagubili. Z czego ten pierwszy to tak całkowicie, bo z Sasuke nie od razu, ale w końcu się skontaktowała.
— Ojej — cmoknął, przyglądając się zasklepionej ranie. — Paskudna sprawa.
— E tam wszystko ze mną w porządku.
— To może w ramach uczczenia tego wyskoczylibyśmy gdzieś?
— Dzisiaj nie da rady. Idę z Itachim do szpitala odwiedzić wspólną koleżankę. Ale jutro można by było zorganizować wspólny trening. W końcu Hokage nam kazała — przypomniała, nie wyłapując subtelności w propozycji Akena, który wyraźnie oferował wyjście sam na sam. Itachi uśmiechnął się, zadowolony z jej nieogarnięcia.
— Jasne, nie ma sprawy — nie trudno było wyczuć rozczarowanie w głosie. — To się zgadamy.  Zadzwonię do ciebie wieczorem, okej?
— Spoko, to do później, na razie — pożegnała się, ciągnąc Itachiego w stronę szpitala. Mężczyzna poczuł się tryumfalnie. Tak po prostu słodko nic nie zrozumiała, w rezultacie, czego odrzuciła propozycję randki.

***

— Sssiieemmaannoo — zakrzyczała, z hukiem otwierając drzwi do pokoju, lekceważąc ostre spojrzenia ludzi na korytarzu. Po czym jednym susem wskoczyła na metalowy taboret, który niebezpiecznie się zakołysał. — Przybyłam po przesyłać ci pozytywne fluidy — dodała dumna z siebie, rozbrajająco szczerząc się. — Kkkssaaaa, kkkssaaaa — wydawała z siebie bliżej nieokreślone dźwięki, rozpościerając ręce w stronę, lekko tym zaniepokojonej Haniko. Skołowana spojrzała na Itachiego, który kręcić ze zrezygnowaniem głową. Machnął, dając do zrozumienia, by nie zwracała na nią uwagi.
— Cześć, jak się czujesz?                      
— Coraz lepiej. Naprawdę — przekonywała, kiedy wymownie na nią spojrzał. — Nie mogę się doczekać, aż wreszcie pozwolą mi stąd wyjść. Przy okazji — dodała, zerkając na dziewczynę, która uspokoiła się i aktualnie spokojnie siedziała, chociaż nadal w pozycji na kota — widzę, że u ciebie też nastąpiła poprawa.
— Tak, udało nam się dogadać.
— Jestem z tego rada. — Wyciągnęła rękę, łapiąc go za dłoń. Nie umknął jej uwadze spokój wymalowany na jego twarzy. Czysta wewnętrzna harmonia, niezakłócona niczym. Wyglądał zdecydowanie lepiej niż ostatnimi czasy, wreszcie był bardziej sobą niż kupką nieszczęścia.
— Przyniosłem ci nową książkę — oznajmił, wyciągając z torby opasłe tomidło w twardej okładce. — Trochę tematyką zbacza od innych, ale uważam, że jest godna zainteresowania. Tobie powinna bardziej przypaść do gustu.
— Kontrola ciała — przeczytała tytuł, od razu z ciekawości zaglądając na spis treści.
— Dużo wątków medycznych. Polecam to — dodał, wskazując rozdział siódmy.
— Hmm interesujące — mruknęła do siebie, przesuwając wzrok po literach.

Odwiedziny przebiegały w radosnej i miłej atmosferze. Haniko uśmiechała się łagodnie, dyskutując o książkach, czy filmie dokumentalnym, który wczoraj oglądała w świetlicy. Głównie konwersację prowadziła z Itachim, gdyż Keiko zaczynała ziewać przy opowieściach o nudnych lekturach. Mimo tego grzecznie siedziała w pokoju i o ile nie włączała się do dyskusji to w milczeniu grzebała w telefonie.
Spokojne spotkanie w sympatycznym luźnym klimacie. Oczywiście nigdy za miło nie może być i coś musi się w końcu schrzanić. Wszystko szło gładko do czasu aż:
— A właśnie Haniko, wiesz coś jak tam u Sasu z chorobą? — wypalił nagle, unosząc wzrok znad ekranu telefonu. Ot tak sobie właśnie znienacka przypomniała, od razu zapragnąwszy wiedzieć więcej.
Itachi miał ochotę kopnąć ją. Gdyby tylko nie siedział po przeciwnej stornie łóżka, z pewnością to by zrobił.
— Jak to chorobą? — Nie udało jej się ukryć zaniepokojenia. — O co chodzi? — Spoglądała po nich niepewnie.
— Nic nie wiesz? — zdziwiła się. — W sumie mi Sasuke też nic o chorej Sumire nie powiedział, tylko strzelił focha.
— Sumire jest chora! — krzyknęła z obawą. W końcu krzywda dzieje się jej córeczce.
— Spokojnie Haniko. — Położył jej dłonie na ramieniu, uspokajając. — Sasuke autentycznie dobrze się nią opiekuje. — Sam był zdziwiony, że przeszło mu to przez gardło, chociaż było prawdą. Był zaskoczony, pierwszy raz widząc mała w ramionach brata. Wyglądała na zadbanego noworodka otoczonego poprawną opieką.
— Ale, przy chorobie...
Wprawdzie widziała się z nim i wiedziała, że dobrze zajmuje się maleństwem, ale jednak faceci na chorobach się nie znają. A jeszcze nie daj bóg, by się zaraził to przy gorączce trzydzieści siedem stopnia, pisałby testament na łożu śmierci.
— Byłem tam z matką.
— Mikoto?
Potaknął.
— Sumire nic nie jest, dostała tylko gorączki. Mama pomogła się nią zaopiekować i kupiła lekarstwa. Naprawdę nic jej nie jest. Siedziałem przy niej chwilę, więc zapewniam, że to nic takiego.
Odetchnęła z ulgą, opadając mocniej na poduszki. Interwencja Mikoto była zdecydowanym plusem, na pewno poinstruowała Sasuke, także nie ma, o co się martwić. Raczej.
— Wybacz — mruknęła zakłopotana Keiko, orientują się, że popełniła gafę. — Napadnę go jeszcze dzisiaj i napiszę ci potem esa albo fotę cyknę — zaoferowała, gotowa zadość uczynić za błąd. — Poza tym Sasu na pewno dobrze się nią opiekuje. Zapewniam i gwarantuję!
Haniko machnęła od niechcenia ręką, dając znak, by zaprzestała tematu.

3 komentarze:

  1. Ach Akari,
    Jeszcze nie tak dawno wychwalałam Cię pod niebiosa, a teraz mam ochotę odrobinę wytargać za ucho.
    Najpierw ustalmy pewne fakty.
    Gdy czytasz słabe opowiadanie, to jak pojawia się nowy rozdział, to wiesz, że nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i nie ma co liczyć na poryw serca.
    Kiedy czytasz dobre opowiadanie, liczysz, że ponownie zakończy się, a Ty będziesz chciał więcej.
    Kiedy autor potrafi napisać zajebisty rozdział (jak Ty niedawno), który pozostaje w pamięci i powoduje, że kolejnego wpisu wręcz się nie możesz doczekać, to widząc nowy post liczysz na duuuużo emocji. Co jeśli, ponownie jest dobrze, ale już nie wyśmienicie? Masz ochotę wytargać autora za ucho :))
    Było spoko, ale czegoś mi brakowało. Pogodzenie się mojej ulubionej pary, przyszło jakoś tak za łatwo? Może za mało emocjonalnie? Były opisane momenty, które można by sobie darować, ale na przykład strach Itachiego, na to jak zareaguje Keiko, jego nerwowe przytupywanie przed budynkiem organizacji, albo tysiące myśli w głowie co powie, a w końcu suchość w gardle, bo widząc ją każde słowo zdawało się niewłaściwe. Jakoś tak za łatwo mu to przyszło. Nie pasowała mi cała ta godząca się atmosfera. Ja wiem, że Ty wiesz, iż było mu trudno, tylko że ja czytając to, nie poczułam tego. Wiem, że potrafisz to opisać, ale co się stało, to już nie wiem :| (moja wypowiedź, to chyba masło maślane, ale mam nadzieję, że pojmujesz sens)
    Co do końcówki, to tu w ogóle szok. Nie odnoszę wrażenia, że rozdział jest kompletny. Tak jakby zabrakło kilku zdań na koniec. Po prostu Haniko zakończyła temat i już. Wredne zakończenia, czyli takie, gdzie coś się dzieje, ale autor przerywa, pozostawiając nas w napięciu, dają uczucie niedosytu. To potrafi być irytujące, ale pamiętajmy, że najbardziej pamięta się początek i koniec, plus jakieś konkreciarskie akcje w środku.
    Na pochwałę zasługuje pojawienie się Shisuiego i jego rozmowa z Itachim. Za to najbardziej podobało mi się, jak Itachi zareagował na zachowanie ojca. Za to masz wielkiego plusa. No i ciekawi mnie jakie relacje panują teraz między państwem Uchiha. Czy wielki awanturnik ponownie został sprowadzony na ziemie i musiał zająć się małą córeczką? Czy przyszło mu zmieniać jej pieluchę? Kiedy Mikoto postawi na swoim i każe mu samemu prać i gotować, aż przestanie zachowywać się jak buc? A przede wszystkim ciekawa jestem, czy w ogóle planujecie to opisać.
    Weny, dobrych pomysłów i szybkiego klikania z klawiaturę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i coś mi nie wyszło... Eh, sama czułam, że to nie jest najlepsze, ale niestety tak wyszło, jak wyszło. Przykro mi, że ten rozdział nie przypadł ci do gustu. Po części moja wina, bo faktycznie mogłam to napisać trochę inaczej po drugie wina też tego, że znów limity ograniczały. Tak szczerze na te przeprosiny potrzebne by były dwa rozdziały, ale, że nie mogłyśmy sobie na to pozwolić to musiałam się zmieścić w jednym. I wyszło tak niemrawo jak wyszło.
      Zachowanie ich obojga było w pewnym sensie podyktowane zmęczeniem. Mieli już dość tej sprawy, byli zniechęceni i zrezygnowani, więc całę napięcie przy przepraszaniu ulotniło się. Trochę za sprawą tego, żę oboje ustalili, że chcą się pogodzić, a cała ta sytuacja z kłótnią ich już zmęczyła doszczętnie.
      No i cieszę się, że rozmowa z Shisuim przypadła ci do gustu, bo trochę się z nią męczyłam.
      A co do następnych rozdziałów. Narazie Fugaku raczej nie będzia miał okazji zbytnio zabłysnąć na scenie, na to będzie trzeba trochę poczekać. Ale za to następne dwa rozdziały są Erroay a tam się będzie już działo, więc na pewno nie będziesz mieć na co narzekać :) I mam nadzieję, że następny mój rozdział już wróci na poprawne tory i przypadnie ci do gustu.
      Pozdrawiam :)i wybacz, że ten nie spełnił oczekiwań.

      Usuń
    2. Ann, wątku z Fugaku na pewno się doczekasz :-) rozdział, który napisałam tydzień temu w dużej części jest właśnie jemu poświęcony. Co nie znaczy, że wcześniej nic się w tym temacie nie dzieje ;-)
      Co do zakończenia, to szczerze mówiąc ono nic nie wnosi tak naprawdę, bo temat nie jest w żaden sposób kontynuowany i nic z tej krótkiej rozmowy nie wynika. Jest sobie i o, koniec.
      Tak, kolejne dwa rozdziały są moje i czy ja wiem, czy nie ma na co narzekać... kwestia dyskusyjna, bo mamy w końcu jakiś przełom. No ale nie ma sensu ciągnąć teraz tego tematu, to się wszystko okaże.
      Pozdrawiam!

      Usuń