29 lipca 2017

24. A więc wybrałaś… śmierć

Sasuke, jako shinobi i w dodatku młody ojciec, powinien być stanowczo bardziej spostrzegawczy.
Kiedy chwilę po północy zgasił światło, by łatwiej usypiało mu się małą. Kiedy ledwo przytomnie zerknął na zegarek przy łóżku i dostrzegł tylko ciemny ekran. Kiedy panująca w pomieszczeniu ciemność była głębsza niż zwykle, na dworze świszczał wiatr, a deszcz coraz mocniej uderzał o dachówki. Kiedy zdawało mu się, że od podłogi wieje chłodem i powinien włożyć skarpetki.
Ledwo patrzył na oczy, ale w końcu dopiął swego. Najwyraźniej zmęczenie było zaraźliwe, bo chociaż Sumire spała tego dnia nieco dłużej niż zwykle i wydawała się pobudzona, w końcu jej oczy również zaczęły się zamykać. Może sprawiły to ciepłe ramiona ojca, a może pełny brzuszek? To nieistotne, ważne, że Sasuke w końcu mógł świętować swój sukces.
Zwycięsko umieścił córkę w łóżeczku i zwycięsko runął na własne, nie przejmując się już zupełnie niczym.
A potem spał. Godziny mijały, a on spał snem tak smacznym i głębokim, że później miał z tego powodu tylko wyrzuty sumienia. Gdzie był jego instynkt, jego spostrzegawczość i zdolność do oceny sytuacji?
Zawiodły. Wszystkie te cechy przegrały z kretesem w walce ze skrajnym wyczerpaniem. I gdyby wiercąc się przez sen, nie zrzucił przez przypadek kołdry na podłogę, zapewne jeszcze przez długi czas by się nie obudził.
W końcu jednak z trudem otworzył oczy. W pokoju było ciemno. Zamrugał kilkakrotnie, rejestrując przy okazji, że szczęka zębami. Podniósł się na łokciach i chciał spojrzeć na zegarek, ale nie dostrzegł niczego z wyjątkiem całkowitego mroku. I zimna. Choć to akurat poczuł. Zatrząsł się i objął ramionami, rozcierając gęsią skórkę, która pojawiła się na rękach. Czemu było tak lodowato? Umysł pracował jakby w zwolnionym tempie.
Sasuke wzdrygnął się, kiedy jego bose stopy spotkały się z zimną podłogą. Podniósł z paneli kołdrę, zarzucił sobie na ramiona i podszedł do okna. Wiatr zmienił kierunek i krople deszczu z łoskotem uderzyły w szybę, ale nawet pomimo ulewy, Sasuke nie miał wątpliwości, że na dworze było zupełnie ciemno. Która mogła być godzina?
Rozejrzał się po pokoju, starając się namierzyć komórkę, ale nie okazało się to wcale takie łatwe. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na łóżko, a potem z powrotem za okno. Zatrząsł się od chłodu, który szedł od podłogi i dopiero wtedy to sobie uświadomił.
W pokoju było zimno.
Nie działał ani zegarek elektroniczny, stojący na szafce nocnej, ani latarnie, których żółte światło wpadało co noc do sypialni.
Nie było prądu.
I nie było ogrzewania.
Sasuke upuścił kołdrę i szybkim krokiem podszedł do kołyski. Nie widział niczego, prócz zarysu postaci, a mimo to, zanim dotknął córki, zamknął oczy.
Niemowlęca skóra, z wyjątkiem tego, że niesamowicie gładka i miękka, była też teraz zdecydowanie zbyt zimna. Zimniejsza niż podczas nielicznych zimowych spacerów. Zimniejsza niż… och, cholera, zimniejsza niż wszystko! Walące w piersi serce zaczęło mu podpowiadać, że była zimna jak skóra trupa, ale Sasuke nie wierzył. I dopóki nie wyczuł ruchu i delikatnego bicia serca pod wyciągniętą dłonią, był pewien, że zaraz straci rozum.
– O ja pierdole – szepnął, podnosząc córkę i przytulając do piersi. Jej skóra była tak chłodna, że aż się wzdrygnął. – Kurwa…
Nie zwracając uwagi na to, że teraz sam drży, podszedł do łóżka i wymacał miejsce, w którym jeszcze przed chwilą leżał. Materac wciąż był ciepły, więc położył na nim dziecko, a potem wrócił po kołdrę, która leżała obok kaloryfera przy oknie. Jedno szybkie dotknięcie grzejnika wystarczyło, by nabrał pewności, że nie działał już od wielu godzin. Ale czy to na pewno z powodu zimna tak trzęsły mu się ręce? Czy to dlatego tak mocno waliło serce?
– Tak to jest, kiedy kobieta zajmuje się szukaniem mieszkania, zamiast poprosić o pomoc – szepnął Sasuke do córki, kiedy zaczął ją owijać w ciepły materiał. Dwa razy sprawdził, czy na pewno jej nie przydusił, kiedy stworzył wokół niej kokon z jeszcze ciepłej kołdry, a potem padł na kolana przed łóżkiem. – Kupuje dom na odludziu, gdzie bywają problemy z dostawą prądu i w dodatku wybiera taki, którego poprzedni właściciel nigdy nie słyszał o ociepleniu. Czujesz? W cholerę daje od tego okna, ściany są nieszczelne, ale… Ale to nieważne, bo…
Sasuke umilkł, czując gule w gardle i pieczenie pod powiekami. Sumire powierciła się chwile w pościeli.
– Bo tyle razy cię prosiłem, żebyś choć raz pozwoliła mi się wyspać, ale czy musiałaś mnie posłuchać akurat dziś? Naprawdę nie mogłaś być głodna? Nie mogłaś czegoś chcieć? Choćby dla… zwykłego kaprysu. Albo na złość… mnie na złość… ojcu.
Przejechał palcem po chłodnej skórze córki i poczuł, że w oczach zbierają mu się łzy. Ostatnie trzy tygodnie tak bardzo go wymęczyły, że nie potrafił już panować nad emocjami. Miał nadzieję, że z czasem będzie łatwiej, że prędzej czy później wszystkiego się nauczy, ale wiele rzeczy wciąż szło nie tak. Sasuke kilkakrotnie łapał się na tym, że jest bliski płaczu i z każdym kolejnym razem coraz trudniej było mu się od niego powstrzymać. A najgorsze było to, że miał pełną świadomość, że w końcu mu się to nie uda. Kiedyś nie wytrzyma i wypłacze wszystkie żale w poduszkę, ciesząc się, że nikt go w tej sytuacji nie widzi.
Przetarł oczy wierzchem dłoni, wziął kilka głębokich wdechów, a potem jeszcze raz zerknął na dziecko i wmawiając sobie, że wszystko jest okej, postanowił poszukać świec. W sypialni naturalnie ich nie było, więc po omacku wyszedł z pokoju i zszedł na dół. Pośliznął się na szmatce, którą zostawił wczoraj na jednym z górnych stopni i runął w dół.
– Kurwa – sapnął, zaciskając szczękę, by nie wyrzucić z siebie całej serii przekleństw.
Złapał się za bolące miejsce i powoli dźwignął na nogi. Pokuśtykał do kredensu i przewalając zawartość szuflad, w końcu namierzył kilka długich woskowych świec.
Kiedy wrócił do pokoju, uzmysłowił sobie, że cały czas się trzęsie. Chwycił bluzę przewieszoną przez oparcie krzesła i założył na gołe ciało. Następnie zapalił dwie świeczki, ustawił je na szafce nocnej i uklęknął przed łóżkiem.
Świece nie dawały zbyt wiele światła, ale wystarczająco, by mógł wreszcie przyjrzeć się dziecku. Sumire leżała spokojnie z zamkniętymi oczami i najwyraźniej pomimo paniki ojca, zasypiała. Sasuke ostrożnie sprawdził, czy na pewno jej nie poddusił i czy dla odmiany nie było jej zbyt gorąco w tym kokonie, który stworzył. Wszystko wydawało się w porządku.
Sasuke oparł brodę na dłoni i wzdrygnął się, czując chłód idący od podłogi. Wciąż siedział na boso, a temperatura w pokoju nie przekraczała dziesięciu stopni Celsjusza. Poszukał chwilę pod krzesłem i wymacał wczorajsze skarpetki, których nie miał siły zanosić do pralki, bo był tak zmęczony, że zrzucił z siebie wszystko na podłogę, z zamiarem sprzątnięcia rano. I chyba pierwszy raz cieszył się z tego, że postąpił w ten sposób.
Głowa leciała mu raz po raz, ale nie mógł się tak po prostu położyć. Bałby się, że przez sen mógłby zrobić córce krzywdę, a skoro to ona chwilowo zajmowała łóżko, jemu pozostawała… podłoga.
Narzucił na ramiona koc, pod którym kiedyś z Haniko uwielbiali uprawiać seks i raz jeszcze spojrzał na owoc ich igraszek. Sumire ułożyła rączki po obu stronach głowy i oddychała spokojnie. Sasuke pozwolił sobie oprzeć głowę na materacu, uspokojony tym, że to wszystko tak dobrze się skończyło.
Już dobrze, powtarzał sobie w myślach. Uspokój się, już wszystko dobrze.

***

Haniko przeciągnęła się i kontynuowała wykonywanie serii przysiadów. Włosy wysunęły się częściowo z luźnego koka, którego zaplotła na czubku głowy, a na czole wystąpił pot. Przerwała ćwiczenia, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
Tsunade zmierzyła ją krytycznym spojrzeniem i zerknęła do teczki, którą przyniosła ze sobą.
– Tylko się nie przetrenuj, twój organizm wciąż jest jeszcze osłabiony.
– Zauważyłam – oznajmiła Haniko, wykonując skłon. Prostując się, wykonała jeszcze kilka skrętów głową i spojrzała na kobietę. – Kiedy będę mogła wyjść ze szpitala?
Tsunade przerzuciła papiery i zmarszczyła brwi.
– Twój stan się poprawił, ale trucizna bardzo wolno wypłukuje się z organizmu. Zmniejszyliśmy jej stężenie o osiemdziesiąt procent, ale zanim będziesz zupełnie zdrowa, musi minąć jeszcze co najmniej około tygodnia.
Haniko pokiwała głową, powstrzymując się od westchnięcia. Spieszyło jej się, bardzo jej się spieszyło, żeby wrócić do domu i córki, ale nie pisnęła ani słowa. Zawsze uważała się za dosyć cierpliwą i rozsądną kobietę, a do pełni zdrowia brakowało jej teraz przede wszystkim rozwagi i czasu.
– Wciąż szybko się męczysz – zauważyła Hokage. – Najlepiej by było, gdybyś poczekała z tymi ćwiczeniami, aż wszystko wróci do normy.
–Wiem, ale… ja już po prostu nie mogę siedzieć bezczynnie i czekać. – Shimanouchi usiadła na skraju łóżka i odgarnęła włosy z czoła. – Staram się zachować umiar. Chociaż od kiedy zobaczyłam po raz pierwszy swoje odbicie w lustrze, nie ukrywam, że jest trudno.
Dotknęła swojego brzucha, a potem zjechała na uda. Sasuke schudł ponad dziesięć kilogramów, a ona dla równowagi tyle przytyła. I dopóki leżała w łóżku i nie miała za bardzo sił się ruszać, zupełnie jej to nie przeszkadzało. Teraz jednak każde spojrzenie na swoją sylwetkę tylko ją frustrowało. Im więcej wracało jej sił, tym bardziej rosła determinacja, by wrócić do poprzedniej wagi.
– Jak uważasz. Jednak nie o tym przyszłam z tobą pomówić. – Tsunade przysunęła sobie krzesło i usiadła naprzeciwko. – Chciałam porozmawiać o Sasuke…

***

– Cicho… – szepnął, przytulając dziecko do piersi i nerwowo krążąc po kuchni. – Już dobrze, nie przejmuj się.
Sasuke nie miał pewności, czy ostatnie słowa skierował do Sumire, czy raczej do siebie, ale nie miało to znaczenia.
Córka zbudziła go płaczem chwilę przed ósmą, dostała gorączki i nie chciała jeść. I choć starał się zachować spokój, przekonując samego siebie, że przecież to nic takiego, że gorączkę trzeba po prostu zbić, to powoli kończyły mu się pomysły.
Zaraz, zaraz… jakie pomysły? Nie miał przecież najmniejszego. Nie wiedział, czy pięciotygodniowemu dziecku można zbić temperaturę, kąpiąc je w zimnej wodzie, czy podając jakieś leki. A jeśli tak, to jakie? Obszukał apteczkę i wszystkie szafki w łazience, ale nie znalazł niczego, co nadawałoby się dla niemowląt. Powinien pewnie skoczyć do apteki, ale… co miałby zrobić z Sumire? Zabrać ze sobą? Wątpił w to, by był to dobry pomysł, ale zostawiać jej też nie chciał.
A co, gdyby już znalazł się w tej aptece? Skąd miałby wiedzieć, co kupić i czy mógłby to podać dziecku na pusty żołądek? Zaufać farmaceutce? Powiedziałaby mu wszystko, byle go zadowolić. Nikt nie powinien przyjmować leków w taki sposób, a już na pewno nie takie małe dziecko. Do tej pory karmił córkę średnio co trzy godziny, ale w tej chwili mijało niemal jedenaście od jej ostatniego posiłku i Sasuke zaczynał powoli wpadać w panikę.
Przytulił opiekuńczo jej ciepłe ciałko do piersi i wziął kilka głębokich wdechów, zanim sięgnął po telefon. Nie chciał brzmieć tak żałośnie, jak się czuł. Najchętniej nie przyznawałby się do porażki i nie prosił o pomoc, ale wiedział, że teraz już nie ma wyjścia.
Z Sumire w ramionach usiadł na rogu kanapy i przycisnął komórkę do ucha.
– Ciiii… – szepnął, kołysząc ją lekko, a potem skupił się na sygnale połączenia.
Kiedy przez długi czas nikt nie odebrać, rozłączył się, odczekał chwilę i wybrał numer raz jeszcze.
Tym razem nie musiał zbyt długo czekać.
– Halo?
– Ma… – urwał w pół słowa. Kim była ta kobieta? Zmarszczył brwi. – Z kim rozmawiam?
– O, to ty, Sasuke? Mówi Asami, sąsiadka. Twoja mama prosiła mnie, bym zaopiekowała się twoją siostrą. Mogę w czymś ci pomoc? Jak się masz, maleńki?
Sasuke zacisnął szczękę. Nawet gdyby się nie przedstawiła, po tym maleńki poznałby ją wszędzie. I o ile był w stanie zrozumieć, że zwracała się tak do niego, kiedy był jeszcze smarkiem, tak odkąd był od niej wyższy o dwie głowy, zaczęło go to irytować. Zwłaszcza kiedy tytułowała go w ten sposób przy starszym bracie, do którego jakoś potrafiła zwracać się normalnie.
– Czy matka mówiła pani, dokąd wychodzi?
– Tak, wspomniała, że chce wpaść do Itachiego z wizytą. Och, to taki zaradny chłopak.
Sasuke ugryzł się w język, żeby tego nie skomentować. Bo on oczywiście z zaradnością nie miał nic wspólnego. Pewnie nie powinien nawet znać takiego słowa.
– A co to za dźwięki w tle, maleńki? – zainteresowała się sąsiadka. – To twoja córeczka? Mikoto wspominała, że zajmujesz się małą. Och, jest przesłodka, tak przecudownie sobie gaworzy.
– Dziękuję za pomoc, do widzenia – wycedził Sasuke i czym prędzej się rozłączył.
Głośnych krzyków Sumire z całą pewnością nie można było pomylić z niczym innym, a już na pewno nie z radosnym gaworzeniem, na które było zresztą jeszcze za wcześnie. Poza tym do tej pory tylko Keiko udało się rozweselić małą na tyle, by nawet przez moment wyglądała na szczęśliwe dziecko.
Westchnął, uświadamiając sobie, że czeka go dużo trudniejsza rozmowa. Dźwignął się na nogi i zaniósł córkę na górę. Pomimo tego, że głośno płakała i wierzgała kończynami, przykrył ją kocykiem i cicho wyszedł z pokoju. Zamknął drzwi i oparł się o nie, spoglądając na telefon.
Itachi nie mógł się dowiedzieć, że nie radził sobie z opieką nad dzieckiem. Mógł się tego domyślać i Sasuke był tego w pełni świadomy, ale nie zamierzał dawać mu na to żadnych dowodów. Podszedł do schodów i usiadł na którymś z niższych stopni, bo dopiero z takiej odległości nie było słychać płaczu.
Przeczesał palcem włosy, przysuwając telefon do ucha. Jeden sygnał, drugi. Dłonie zaczęły mu się lekko pocić, ale udawał, że tego nie zauważa. Odchrząknął jeszcze dla pewności i usłyszał w końcu głos brata w słuchawce.
– Tak?
Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Kto by pomyślał, że rozmowa z nim okaże się tak trudna. Ostatnio też nie potrafił wydobyć z siebie głosu.
– Jeśli znowu chodzi o Keiko, to wiedz, że już odzyskała telefon i jeśli będzie miała ochotę, to się z tobą skontaktuje – odparł niechętnie Itachi.
– Nie.
– Co nie?
Nic, chciał odpowiedzieć Sasuke i się rozłączyć, ale wiedział, że to głupie. Zazgrzytał zębami, mając nadzieję, że brat tego nie usłyszy i w końcu postanowił się odezwać.
– Jest u ciebie mama? Daj mi ją do telefonu – zażądał.
Kiedy Itachi potwierdził, Sasuke w końcu poczuł, że uchodzi z niego napięcie.
– Sasuke? – odezwała się Mikoto. – Chciałeś ze mną rozmawiać?
– Mamo, Sumire ma gorączkę i… nie wiem, co mam robić.
Przymknął oczy, uświadamiając sobie, że żałośnie to zabrzmiało. Po drugiej stronie przez chwilę panowała cisza.
– Zaraz u ciebie będę. Jak wysoką?
– Ja… nie wiem.
Nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby zmierzyć jej temperaturę, taki był zaaferowany, że w ogóle ją miała. No po prostu pięknie. Wzorowy ojciec.
– Nie martw się, kochanie, to na pewno nic poważnego. Zaraz u ciebie będę. Itachi, możesz mi pomóc… tak, dziękuję. Podaj mi jeszcze torebkę. Tak, tak. – Sasuke wsłuchiwał się w jakieś szumy. – Sasuke, jesteś jeszcze? Mógłbyś teraz zmierzyć jej temperaturę?
– Zrobię to.
Mikoto pożegnała się i oddała komórkę Itachiemu. Sasuke jednak nie zamierzał więcej rozmawiać z bratem, więc rozłączył się, zanim Itachi zdążył się odezwać.

***

Itachi nie wiedział, czy z ulgą przyjąć fakt, że Mikoto zbiera się do wyjścia, czy zacząć się niepokoić.
– Coś się stało? – spytał, kiedy matka oderwała się od kartki, na której pisała coś zawzięcie od dwóch minut.
– Sumire się przeziębiła. Wiesz, Itachi, taka pogoda, to kiepski okres dla niemowląt.
Itachi nie odpowiedział. Kiepska pogoda czy nie, na pewno można było temu zaradzić. Wcale nie cieszyło go, że Sasuke ostatecznie okazał się kiepskim rodzicem, ale nie mógł zaprzeczyć, że miał rację.
Mikoto skończyła pisać, zajrzała do portfela i przeliczyła pieniądze. Pokiwała w zamyśleniu głową, a potem poszła do przedpokoju i sięgnęła po buty. Itachi stanął obok.
– A ty się nie ubierasz?
Itachi zacisnął usta. Nie było mowy, żeby poszedł z nią do Sasuke i patrzył, jak jego niedojrzały brat wypiera się odpowiedzialności za dziecko i przy pierwszych kłopotach, zrzuca wszystko na innych. Mikoto bez mrugnięcia zajmie się Sumire, a on będzie mógł zacząć się wymądrzać, jak wiele poświęcił dla córki.
Itachi zdawał sobie sprawę, że zapewne nieco wyolbrzymia, ale wcale go to nie powstrzymywało.
– Zostaję w domu, do niczego się tam nie przydam.
– Ależ oczywiście, że się przydasz – oznajmiła Mikoto, sięgając na wieszak po kurtkę. – Proszę, będę potrzebować twojej pomocy.
– Nie, przykro mi.
– Itachi, proszę. – Mikoto chwyciła go za rękę. – Chciałabym ugotować Sasuke coś treściwego do jedzenia, ale nie dam rady zajmować się chorym dzieckiem i robić zakupów jednocześnie.
– Powiesz Sasuke, co ma kupić, to pójdzie. Przepraszam, ale ja… muszę zanieść Keiko kilka rzeczy.
Zanim jednak zdążył wyrwać rękę w jej uścisku, Mikoto objęła go w pasie i przywarła do niego całym ciałem. Itachi zastygł, bo matka raczej rzadko się do niego przytulała, wszystkie czułości zachowując dla młodszego syna.
Westchnął i niechętnie odwzajemnił uścisk.
– Dobrze, pomogę – oznajmił, tłumiąc irytację. – Ale zrobię tylko te zakupy i idę.
Mikoto uśmiechnęła się do niego ciepło i pogłaskała po policzku.
– Jesteś kochany.

***

Sasuke miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Ze zmartwienia, irytacji, właściwie powodów było multum. Jak na chore i głodne niemowlę, Sumire miała bardzo wiele sił i uprzykrzała mu życie już od dłuższego czasu. Krzyczała, wierciła się, nie dawała się nawet w spokoju ubrać ani przytulać. Tylko wyła, non stop wyła. I nagle Sasuke nabrał pewności, że byle mróz i niepogoda nie byłyby w stanie odebrać życia jego córce.
– Wytrzymałość odziedziczyłaś po mnie – burknął pod nosem, bujając dziecko, po czym spojrzał na zegarek. – Twoja mama nie ma najmocniejszego organizmu.
Minęło czterdzieści minut od rozmowy z Mikoto i Sasuke zaczynał się niecierpliwić. Nie wiedział, czy to była jego wyobraźnia, czy nie, ale miał wrażenie, że Sumire była coraz cieplejsza i lada moment wypali mu dziurę w klatce piersiowej. Kiepskimi żartami próbował poprawić sobie humor, ale wcale nie było mu do śmiechu.
Kiedy w końcu usłyszał dzwonek do drzwi, odetchnął z ulgą.
– Będzie lepiej, mała. Babcia przyszła – szepnął do niej Sasuke.
Poprawił kocyk, w który owinął córkę, a wolną ręką szarpnął za klamkę i uchylił drzwi. Gdyby od razu podniósł wzrok, zauważyłby, że na wycieraczce stały dwie osoby, a nie jedna, ale Sumire zadrżała pod wpływem zimnego powietrza z dworu, więc poprawił przykrycie i ciaśniej otulił ją ramionami.
– Sasuke… – szepnęła Mikoto.
– Wejdź, mamo – odpowiedział i dopiero wtedy podniósł wzrok.
Itachi stał za kobietą i patrzył na niego w autentycznym szoku. Sasuke na ten widok zacisnął szczękę, a jego mina stężała.
– Co on tu robi? – warknął, zerkając na matkę.
Mikoto zignorowała pytanie i wyminęła go w drzwiach, ciągnąc starszego syna za rękę, bo wciąż stał jak kołek. Powiesiła torebkę na wieszaku i odwróciła się do Sasuke.
– Moja ukochana wnusia… – wyszeptała łagodnie, ostrożnie wyjmując Sumire z jego rąk. – Jaka ty jesteś rozpalona.
– Trzydzieści osiem i sześć – wycedził przez zęby Sasuke, mierząc brata groźnym spojrzeniem.
Itachi zignorował jego niechęć i pomógł matce wyswobodzić się z kurtki, a potem sam rozebrał się z wierzchniego odzienia i bez słowa skierował do kuchni.
 Sasuke ruszył za nim. Itachi stał przy stole i wypakował zawartość niewielkiej reklamówki z rzeczami z apteki. Podniósł kartonik z jakimś lekiem, ale zanim zdążył przeczytać ulotkę, Mikoto pokręciła głową i wskazała na inne pudełko.
– Ten jest na wieczór. Podaj mi te niebieskie saszetki. Dawno temu jadła? – zwróciła się do Sasuke.
– Dzisiaj nie chciała w ogóle – odpowiedział cicho. – Ostatni raz… w nocy, koło pierwszej.
– Och, no dobrze. To może… Itachi potrzymasz ją przez chwilę, a ja przygotuję mleko? Sasuke, idź sobie odpocząć, mamy wszystko pod kontrolą.
Sasuke jednak zignorował jej słowa i sam zaczął wyjmować butelkę i pudełko z białym proszkiem. Wyrwał bratu jedną z niebieskich saszetek i mrużąc oczy, przeczytał instrukcję. Lek należało podawać z mlekiem, więc wsypał proszek do miarki i odważył resztę składników. Drugą ręką wstawił palnik, na którym stał garnuszek z wodą i włożył do niego butelkę. Czuł na sobie spojrzenie Itachiego, ale nie odważył się odwrócić, dopóki mleko nie zagrzało się do odpowiedniej temperatury. Sprawdził jeszcze na nadgarstku, czy nie było za gorące, po czym podał butelkę matce.
Mikoto uśmiechnęła się do niego, a potem przeniosła wzrok na wnuczkę i podsunęła jej przedmiot do ust. Sumire odsunęła głowę, nie przerywając krzyku.
– Proszę – szeptała kobieta uspokajająco. – Wiem, że jesteś głodna, kochanie. No dalej, napełnisz brzuszek i poczujesz się lepiej. Zaufaj babci.
Jej głos brzmiał tak łagodnie i czule, że Sasuke sam zapragnął pociągnąć trochę tego mleka. Sumire w końcu chwyciła przynętę i przyssała się z pełnym zaangażowaniem do butelki. Mikoto pochwaliła ją szeptem, a potem przeniosła wzrok na starszego syna.
– W bocznej kieszonce torebki schowałam listę. Sprawdź, czego brakuje i skocz do sklepu, dobrze?
Itachi skinął głową i posłusznie wyszedł z kuchni. Mikoto w tym czasie wstała z krzesła i skinęła Sasuke, by szedł za nią. Weszli po schodach do sypialni i usiedli obok siebie na łóżku.
Pani Uchiha nie powiedziała ani słowa, ale Sasuke czuł, że znowu zbiera mu się na płacz. Ostatni raz rozmawiał z matką jeszcze przed narodzinami Sumire, a od czasu swojego zniknięcia, unikał jej jak ognia. Nie odbierał telefonów – których nie było znowu wcale tak wiele, bo Fugaku sprawował pieczę nad żoną i nie dawał jej zbyt wiele okazji – i sam też ani razu nie zadzwonił. Wiedział, że matka była nim rozczarowania, nie było innej możliwości.
– Dobrze się spisałeś – oznajmiła po jakimś czasie, kiedy Sumire skończyła jeść. – Jestem z ciebie dumna, synku.
Sasuke zacisnął mocno oczy, a pięści, które trzymał na udach, zadrżały.
Chciało mu się płakać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

***

Itachi uporał się z listą szybciej, niż przypuszczał. Sasuke miał w lodówce opakowanie kupnych pulpetów i wodę mineralną, więc szybko doszedł do wniosku, że będzie musiał po prostu kupić wszystko. Mikoto zapisała drobnym pismem całą kartkę, ale namierzenie wszystkich produktów w sporym markecie zajęło mu stosunkowo niewiele czasu.
A może po prostu nie zwracał uwagi na jego upływ? Minuty mijały, a on nie potrafił wyrzucić z głowy widoku zmartwionego Sasuke, który z czułością przytulał swoje dziecko. Potem w oczy rzuciły mu się cienie pod jego oczami, potargane włosy i zmęczenie, które wyraźnie odbijało się na jego chudej twarzy.
Wrażenia dopełniał bałagan w mieszkaniu, do którego Sasuke w życiu by nie dopuścił, gdyby tylko miał czas i siłę. A całą swoją uwagę najwyraźniej poświęcał… Sumire, która nie wyglądała ani na zaniedbaną, ani niedożywioną, czego obawiał się Itachi. Byłaby naprawdę ślicznym, pulchnym bobasem, gdyby nie krzyczała tak przeraźliwie przez cały czas. Itachi czuł się zmęczony po kilku chwilach, więc co dopiero musiał czuć Sasuke, który opiekował się nią już od trzech tygodni.
Podchodząc do drzwi, Itachi doszedł do wniosku, że zaczyna nawet współczuć bratu. Kiedy zdejmował buty, zrobiło mu się go szkoda, a kiedy wszedł do kuchni i zastał go opartego o blat… nawet przez chwilę chciał go przeprosić i zapewnić, że od dziś może liczyć na jego wsparcie.
Przynajmniej, dopóki Sasuke się nie odezwał.
– Po co tu przyszedłeś? – warknął, patrząc na Itachiego, jak na robaka, którego zamierzał zdeptać.
No i to by było na tyle.
– Jestem tu dlatego, że mama prosiła mnie o pomoc – wycedził, siląc się na spokój. Żeby zająć czymś ręce, zaczął wypakowywać zakupy na stół.
– To skoro już zrobiłeś, co chciała, to teraz łaskawie wynoś się stąd.
Itachi zmarszczył brwi.
– Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo mnie stąd wyrzucić. To nie twoje mieszkanie i…
– Nie moje dziecko? – warknął Sasuke, robiąc krok w jego stronę. – Dalej rościsz sobie do niego jakieś prawa? Powiedziałem: wynoś się. Wypierdalaj.
Zanim jednak stało się coś jeszcze, zanim wybuchła awantura, która w krótkim czasie mogłaby doprowadzić do rękoczynów, usłyszeli kroki na schodach, a chwilę później w kuchni pojawiła się Mikoto.
– Zasnęła – oznajmiła z uśmiechem, spoglądając to na Itachiego, to na plecy Sasuke, który w międzyczasie odwrócił się do okna. – Może sam też pójdziesz się położyć?
– Nie ma takiej potrzeby – stwierdził, kręcąc głową.
– Ale naprawdę powinieneś odpocząć. Nie martw się, my wszystkim się zajmiemy.
– Już powiedziałem – odparł ostrzej.
Mikoto drgnęła, ale ku zdziwieniu Itachiego, wcale nie odpuściła. Położyła Sasuke dłoń na ramieniu i obróciła przodem do siebie. Sasuke nawet na nią nie spojrzał, uciekając wzrokiem w bok.
– Ile czasu spałeś w nocy? Jesteś wykończony. Bardzo chciałabym ci pomóc i jakoś odciążyć, ale za jakiś czas będę musiała wrócić do domu i zostaniesz z nią sam, rozumiesz? Sumire się obudzi i będzie cię potrzebowała. Jest przeziębiona i będzie wymagała więcej uwagi, więc nalegam, idź się prześpij, dopóki możesz, bo potem nie będzie na to szansy. Zaufaj matce, wiem, co mówię. Mam takie wspaniałe dzieci…
Sasuke zaniechał dalszej dyskusji. Mikoto chwilę głaskała go po ramieniu, ale w końcu odsunęła rękę, a on z zaciśniętymi ustami skinął lekko głową i wyszedł z kuchni.
– Zrobiłem zakupy – oznajmił Itachi, kiedy matka wciąż nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w drzwi, za którymi zniknął Sasuke.
– A, tak, dziękuję ci.
Mikoto uśmiechnęła się niemrawo i skończyła rozpakowywać torby. Wyglądała na autentycznie zmartwioną, ale Itachi, zamiast zacząć się zastanawiać, o co tym razem chodzi, zirytował się, że matka znowu zapomniała o całym świecie, bo Sasuke stała się jakaś krzywda. Bo pierwszy raz w życiu miał jakiś problem. Itachi naprawdę miał czasem wrażenie, że w rezydencji Uchiha świat kręci się wokół Sasuke. Matka pieściła się z nim, jakby miał dziesięć lat, a ojciec do dziś nie potrafił przeboleć, że mu się sprzeciwił i przy każdej możliwej okazji, średnio dwa, trzy razy wspominał o byłym synu.
Bo Itachi przecież nie miał prawa mieć żadnych problemów, czy zmartwień.
– Będę szedł – oznajmił, sięgając po telefon, który położył na blacie. Zamierzał sprawdzić godzinę, ale zamarł, kiedy tylko spojrzał na uśmiechniętą twarz Keiko.
Wepchnął komórkę do kieszeni, zły na siebie, że zamiast myśleć o jej zdrowiu, przez chwilę nawet zamartwiał się o brata. Jeśli już, to powinien raczej o bratanicę, ale nie, on musiał poświęcić cenne minuty na Sasuke, który w najmniejszym stopniu na to nie zasługiwał. Tylko że… to nie była prawda. Może był zły po prostu na siebie? Wszyscy, na których mu zależało, ostatnio się od niego odsuwali. Czym zawinił?
– Dokąd idziesz? – Mikoto zdawała się nie słyszeć jego wcześniejszych słów.
– Do domu.
– Itachi, proszę cię – westchnęła. – Zostań, jesteś mi potrzebny.
Nie odpowiedział. Zawsze musiał być komuś potrzebny, ale nikt nigdy nie wpadł na to, że może być potrzebny jemu. Uchiha Itachi – człowiek, któremu nigdy nie była potrzebna pomoc.
– Nie zachowujcie się obaj jak dzieci, już nimi nie jesteście.
– Mamo, jeśli ktoś mówi nie... – Zamilkł. Nie? Chyba wypierdalaj, dodał w myślach. – To trzeba to uszanować. Nie będę się narzucał, tym bardziej że nie mam na to najmniejszej ochoty.
– Sasuke jest trochę… nieswój, to prawda, ale musisz mu wybaczyć. – Mikoto trwała przy swoim. – Wiesz, jaki on jest. Nie potrafi poprosić cię o pomoc, ale z całą pewnością jej potrzebuje. Wiesz… on tam na górze… – Urwała, nieco markotniejąc. – Po prostu pomóż mi, jeśli nie chcesz jemu, proszę.
Itachi spojrzał na matkę i westchnął, zdając sobie sprawę, że nie będzie w stanie jej odmówić. Była naprawdę zdeterminowana i przejęta tym, co wydarzyło się na górze, a o czym wspomnieć najwyraźniej nie chciała.
Uśmiechnął się do niej nieco wymuszenie, przekonując się w myślach, że to jest właśnie to, czym powinien się teraz zająć. Nie powinien siedzieć w pustym mieszkaniu i spoglądać na rzeczy Keiko, bo do tej pory wcale nie robiło mu się od tego lepiej. Myślenie i analizowanie sytuacji nie przynosiło efektów. Czuł się winny, ale i skrzywdzony, a oba te uczucia w parze nie pomagały mu znaleźć rozwiązania. Tutaj się przynajmniej do czegoś przyda.
– Jesteś kochany. – Usłyszał po raz drugi tego dnia.
Przynajmniej ona jedna tak uważała.

***

Itachi znalazł sobie jakąś książkę i przez ostatnie dwie godziny delektował się lekturą, co jakiś czas zaglądając do dziecięcego łóżeczka.
Mikoto kręciła się po kuchni, a Sasuke usnął w salonie, więc to jemu przypadła opieka nad dzieckiem. Sumire spała jak zabita, najwyraźniej wykończona tym dniem równie mocno, co jej ojciec.
Itachi skończył czytać rozdział, rozmasował powieki i spojrzał na małą.
Miał pięć lat, kiedy urodził się Sasuke i dosyć dobrze pamiętał tamten okres. Wtedy po raz pierwszy poczuł się naprawdę ważny. Jego braciszek był taki malutki i kruchy, a na Itachim spoczęła odpowiedzialność za niego. Pokochał go całym sercem, kiedy go po raz pierwszy zobaczył i teraz, patrząc na swoją bratanicę, czuł się dokładnie jak wtedy.
Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy Sumire poruszyła się przez sen. Zamknął książkę i po cichu zszedł na dół. Po kuchni roznosił się smakowity zapach. Garnek stał na ogniu, a Mikoto krzątała się przy zlewie, sprzątając tygodniowy bałagan.
Itachi podszedł do kuchenki i podniósł pokrywkę. Mikoto zrobiła ulubione danie Sasuke i to w takiej ilości, by starczyło mu na co najmniej kilka dni. Patrzył jeszcze chwilę na parujący sos pomidorowy, po czym odłożył wieczko i spojrzał na kobietę.
– Nałóż sobie. W końcu miałam tobie coś ugotować, ale wyszło, jak wyszło. Nie krępuj się.
Itachi jednak nie wyglądał na specjalnie skrępowanego. Wyjął sobie talerz z szafki, nałożył świeżo ugotowanego ryżu i niewielką porcję sosu.
– Och, jak już późno – zauważyła Mikoto, kiedy wytarła ostatni kubek i odwinęła rękawy sukienki. – Zostaniesz jeszcze? Nie chciałabym na razie budzić Sasuke, widziałeś, jak on wygląda.
– Zostanę.
– Cieszę się. Będę się zbierać. – Mikoto podeszła do niego i ucałowała w czoło. – Zostawiłam Sasuke na blacie kartkę z instrukcjami, pokaż mu ją, kiedy wstanie.
Itachi przytaknął, wstając od stołu. Odprowadził matkę do drzwi, a zanim zamknął, zapewnił jeszcze, że nie będą się kłócić. Wracając do talerza, nie był jednak taki pewien, czy była to prawda.

***

Itachi tak mocno wciągnął się w książkę, którą już jakiś czas temu poleciła mu Haniko, że nawet nie spostrzegł, kiedy Sumire się obudziła. Nie wiedział, jak długo leżała spokojnie w kołysce, dopóki nie zaczęła się wiercić i wydawać z siebie dźwięków, które wkrótce miały zapewne przerodzić się w płacz.
Poderwał się z miejsca i lekko niepewnie wziął bratanicę na ręce. Była cięższa, niż się spodziewał, ale i tak wydawała się lekka, jak piórko w porównaniu z Kinari.
Itachi wprost nie potrafił uwierzyć w te wszystkie historie Mikoto, kiedy to rzekomo jako pięciolatek bez oporów wyjmował Sasuke z łóżeczka i w ogóle nie obawiał się, że może zrobić mu krzywdę. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo delikatny był jego malutki braciszek, a dziecięca odwaga dodawała mu śmiałości.
Ostrożnie zszedł na dół, nawet ciesząc się z tego, że Sumire nie zachowywała się cicho, bo przynajmniej to nie on musiał budzić Sasuke. Jednak ku jego zdziwieniu, młodszy brat nie wyrwał mu dziecka od razu, kiedy go z nim zobaczył, a bez słowa poszedł do kuchni i zaczął przygotowywać posiłek.
– Mama zostawiła ci kartkę.
Sasuke kiwnął głową i chwycił za pozostawiony świstek. Następnie odłożył go na miejsce i poszedł do łazienki po termometr.
Kiedy już ustalili, że Sumire miała niewielką gorączkę, Sasuke dodał zawartość kolejnej saszetki do mleka i podszedł do Itachiego.
– Oddaj mi ją – zakomunikował chłodno, a Itachi bez słowa wykonał polecenie.
Sasuke wyszedł z córką z pomieszczenia, najwyraźniej nie zamierzając jej karmić w jego obecności.
Wrócił po około pół godziny z pustą butelką i od razu zabrał się do mycia. Itachi wpatrywał się w jego plecy i zastanawiał, jak zacząć temat. Ładna pogoda, to na pewno nie był najlepszy tekst, biorąc pod uwagę, że cały dzień z nieba siąpił deszcz, rozpuszczając resztki zalegającego jeszcze gdzieniegdzie śniegu.
– Wyjaśnisz mi to? – zaczął, kiedy Sasuke zakręcił kran i odwrócił się przodem.
W ręku trzymał pudełko papierosów, które leżało na stole, kiedy przyszli. Nie chcąc denerwować matki, niewiele myśląc, schował je do kieszeni, ale bratu nie zamierzał odpuszczać. Jeśli Sasuke powie mu, że to nie jego sprawa, przestanie być tak miło.
– Nie palę przy dziecku – odparł, wyrywając mu opakowanie z ręki. Trzymał je przez chwile niepewnie w dłoni, po czym otworzył szafkę pod zlewem i cisnął do kosza. – Po problemie. A ty już chyba powinieneś iść.
– Tak, myślę, że tak. Wezmę tylko książkę.
Sasuke nie zaprotestował, więc Itachi po cichu wszedł na górę. Sumire spała jak kamień. Uśmiechnął się lekko do siebie i chwycił pokaźne tomiszcze. Kiedy zszedł na dół, brata już nie było. Zamknął się w kuchni, najwyraźniej nie zamierzając odprowadzać go do drzwi.
Może to i dobrze, pomyślał Itachi. I tak nie wiedziałby, co powinien mu jeszcze powiedzieć.

***

Pomimo nieprzyjemnego deszczu i mroźnego wiatru, Haniko z największą radością stała na balkonie swojego pokoju i wdychała świeże powietrze. Na zewnątrz wszyscy pochowali się przed brzydką pogodą, a ona chłonęła ją, nie mogąc się nadziwić, ile szczęścia dawało jej wystawienie głowy na dwór.
Cofnęła się lekko od balkonowej barierki, kiedy wiatr zmienił kierunek, a krople deszczu zaczęły moczyć jej włosy i ubranie. Opatuliła się ciaśniej różowym polarem i cofnęła do wejścia. Jeśli na coś nie mogła sobie teraz pozwolić, to było to przeziębienie.
Usłyszała, że ktoś otwiera drzwi do jej pokoju, więc odwróciła się i drgnęła. Osoba stojąca przy jej łóżku i wpatrująca się w nią wyczekująco, nie była kimś, kogo by się spodziewała.
– Porozmawiajmy na zewnątrz – oznajmił mężczyzna i wypchnął ją z powrotem na balkon, a potem sam wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
Haniko oparła się o ścianę po swojej lewej stronie, próbując maksymalnie odsunąć się od niechcianego gościa.
– Doszły mnie słuchy, że dochodzisz do siebie. Uznałem, że to najlepszy moment na poważną rozmowę.
– Żona panu powiedziała?
Kątem oka Haniko zauważyła, że Fugaku się zmarszczył. Oczywiście, że ona, bo któżby inny? Itachi wciąż udawał, że utrzymuje z nią kontakty tylko po to, by móc szpiegować dla ojca.
– Przyszedłem ci zakomunikować, że nie życzę sobie, byś w dalszym ciągu mieszała się w sprawy naszej rodziny.
Oczywiście nie mógł odpowiedzieć normalnie. Haniko zmarszczyła brwi, widząc jego minę; wyraz twarzy miał grobowy i tylko w oczach czaiła się iskierka złości.
– Owinęłaś sobie mojego… byłego syna wokół palca, zdradziłaś nas i wystawiłaś na łaskę Hokage. Trzymaj się od mojej rodziny z daleka, bo może zrobić się… nieprzyjemnie.
Nie odpowiedziała, nie miała w zwyczaju reagować na takie groźby.
– Wyzdrowiej, zabierz swojego bękarta i wracaj do dawnego życia. Taka jest moja propozycja.
– Propozycja… – powtórzyła po nim Haniko. – Wziąć dziecko i zniknąć. Zostawić Sasuke i pańską rodzinę. Bardzo ciekawa ta… propozycja – zakpiła.
Fugaku drgnął.
– Jego los mnie już nie interesuje. To już nie jest moje dziecko ­– wyjaśnił. – Możesz z nim zrobić, co tylko chcesz. Interesuje mnie tylko dobro mojej rodziny.
Haniko milczała. Wpatrywała się przez chwilę w panoramę Konohy, ale uznała, że nie może tak tego zostawić. Gdzieś tam po lewej stronie znajdowała się dzielnica Uchiha i jej mieszkańcy, których Drugi Hokage postanowił wygnać na obrzeża wioski. Zostali potraktowani bardzo niesprawiedliwie, ale to nie zwalniało ich z traktowania innych przyzwoicie. Otrzymali od wioski drugą szansę, a sami nie zamierzali jej teraz nikomu dawać. A właściwie, to Fugaku nie zamierzał.
– Sasuke jest pańskim synem – wypaliła Haniko, odwracając się przodem do mężczyzny. – A Sumire pańską wnuczką i będzie nią, niezależnie od tego, co pan powie. Jeśli pańska żona ma ochotę się z nią widywać, to ja nie zamierzam jej tego utrudniać.
– A więc wybrałaś…
Śmierć. Haniko była niemal pewna, że to właśnie chciał powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
– Nie, to pan wybrał samotność.
– Słucham? – wysyczał.
– Naprawdę pan tego nie widzi? Może pan sobie wmawiać, że to Sasuke i moja córka stanowią zagrożenie dla pańskiej rodziny, ale to pan nim jest. A ani pani Mikoto, ani Itachi nie są głupi. Jeśli dalej będzie pan postępował w ten sposób, to wkrótce wszyscy się od pana odwrócą – oznajmiła, kręcąc głową. – Nie uważa pan, że to smutne? Sasuke całe życie dążył do tego, by wreszcie zaczął pan go zauważać. Robił wszystko, o co pan prosił, podporządkowywał się i płaszczył, jeśli było trzeba, a co dostał w zamian? Jeden jedyny raz postąpił zgodnie z własnym sumieniem, robiąc to, co uznał za słuszne, a pan go od razu odrzucił. A kto wie, być może powstrzymując ten cały śmieszny zamach, uratował panu życie?
– Ten człowiek mi się sprzeciwił, zniszczył wszystko, co planowaliśmy latami. – wycedził Fugaku, wykonując krok w jej stronę. – Zrównał nasze marzenia z ziemią i nie zasłużył na rozgrzeszenie!
– Wasze, czyli? Pańskie, tak? Bo pani Mikoto nie wygląda mi na osobę, która marzyłaby o obalaniu obecnej władzy, Itachi zresztą też nie. Wielu z tych was też uznało najwyraźniej ten pomysł za nierozważny, bo poddało się, zanim udało się panu cokolwiek zdziałać. Jest pan pewien, że mówi pan w imieniu wszystkich? Może to wcale nie było marzenie pańskiej żony; ma małe dziecko i wątpię, by tym, czego pragnęła, była wojna. Itachi i Sasuke też mają prawa do własnych pragnień.
Zamilkła, zdając sobie sprawę z tego, że wkracza na grząski grunt. Itachi wciąż szpiegował ojca, udając, że podziela jego rządzę władzy, więc mogła sobie jedynie pozwolić na zasianie ziarenka niepewności. Fugaku i tak powinien ją zlekceważyć, bezwarunkowo ufając swojemu synowi.
– Ktoś taki jak ty, nigdy nie zrozumie i w pełni nie pojmie naszej sytuacji. Skandalu, jakim jest obecna władza i hańby, jaka wisi nad naszym rodem – wysyczał przez zaciśnięte zęby, jakby z trudem zmuszał się do tego, by to powiedzieć.
Haniko pokręciła głową.
– Naprawdę szczerze polecam się panu zastanowić, czego najbardziej pan pragnie: władzy, czy uznania rodziny? Jeśli dalej będzie pan postępował niesprawiedliwie i karał za to, że ktoś ma inne zdanie, zostanie pan sam. Myślę, że jeszcze nie jest za późno, by Sasuke panu wybaczył.
– Nie zamierzam prosić zdrajcy o wybaczenie! – Uniósł się, zaciskając pięści. – Takiego nieposłuszeństwa nie zamierzam tolerować! Itachi w przeciwieństwie do… – Zawiesił się, najwyraźniej nie zamierzając wymawiać imienia młodszego syna. – Nigdy mnie nie zawiódł!
– Jest pan niesprawiedliwy – oznajmiła Haniko, poprawiając polar, czując zimne powietrze na skórze. – I sam siebie pan oszukuje. Wszystko, co zrobi Sasuke, uważa pan za błąd. Jeśli Itachi jakiś popełni lub zachowa się niezgodnie z pańskimi oczekiwaniami, wmawia pan sobie, że sam tego chciał. Czy tak samo pan postąpił, kiedy Itachi wyprowadził się do Keiko, której pan przecież nie lubi?
– Co? – wypalił Fugaku, tracąc rezon.
Haniko zawahała się, uzmysłowiając sobie, jak wielką gafę właśnie popełniła, broniąc Sasuke. Przecież Fugaku nie wiedział, dokąd wyprowadził się Itachi. No pięknie, dołożyła przyjacielowi kolejnych zmartwień. Mleko się rozlało, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby przekuć je w żelazo. Albo… nie, to chyba nie tak szło.
– Niech się pan uspokoi i spojrzy na wszystko z punktu widzenia osoby postronnej. Itachi pana okłamał, ale może zamiast atakować go z tego powodu, powinien się pan zastanowić, dlaczego to zrobił. I dlaczego, z wyjątkiem pana, wszyscy wiedzą, gdzie teraz mieszka? Dlaczego?
Fugaku nie odpowiedział. Zacisnął szczękę, a potem gwałtownie pchnął drzwi i wszedł do pokoju. Po chwili i do niego trzasnęły drzwi wejściowe, a Haniko ponownie została sama.
Westchnęła, mając nadzieję, że nie narobiła większych szkód, niż podejrzewała.

***

Sasuke siedział na krześle w kuchni i kołysał córkę do snu. Zalet jej choroby było niewiele, ale jednak jakieś były – usypianie Sumire przestało być problemem. Zazwyczaj musiał się nieźle nagimnastykować, żeby przekonać ją do drzemki, a dziś wystarczała jej chwila w jego objęciach, by skutecznie i na długo odpływała.
– Pewnie jakieś środki usypiające są w tych lekach – wyszeptał.
Spojrzał na jej zaspane oczka, które zdawały się coraz bardziej przymknięte, aż w końcu jej niewielkie ciałko zupełnie się rozluźniło. Uśmiechnął się delikatnie na ten widok i dotknął jej pulchnego policzka.
Po chwili zaniósł ją do łóżeczka, zerknął, czy na pewno odpowiednio ją przykrył, sprawdził, czy kaloryfer na pewno działa, po czym udał się do kuchni. Nachmurzył się już od progu, dostrzegając otwartą szafkę pod zlewem i opakowanie papierosów na samym szczycie sterty śmieci. Jeżeli Itachi przekaże Haniko, co widział, mogą z tego wyniknąć niemałe kłopoty. Przecież obiecał jej, że rzuci palenie i nie sięgnie już po papierosy.
Cztery dni temu, zirytowany brakiem wieści, wyszedł dowiedzieć się czegoś o stanie zdrowia Keiko, a skończyło się na tym, że jakimś cudem zaszedł z Sumire do szpitala i znalazł się w pokoju tej, której unikał jak ognia. Haniko była niemniej zdziwiona jego widokiem, ale przyjęła go bez złego słowa. Prawdę mówiąc, to właściwie w ogóle niewiele mówili. Jemu język ugrzązł w gardle, a ona nie wydawała się skora do rozmowy, całą uwagę poświęcając córce. Tak ciężkiego milczenia jeszcze między nimi nie było. Sasuke posiedział u niej dwadzieścia minut, wymienili się tylko zdawkowymi informacjami dotyczącymi dziecka, a potem… poszedł. W drodze powrotnej był tak zdenerwowany, że zaszedł do pierwszego lepszego sklepu i kupił papierosy. Wypalił dwa, dopiero kiedy znalazł się niedaleko domu, a potem zły na siebie rzucił paczkę na stół i od tej pory jej nie ruszał.
Teraz Itachi mógł wszystko zepsuć.
Zacisnął pięści, denerwując się na brata, ale zanim zdążył się rozpędzić w samonakręcaniu się, zadzwonił telefon.
– Keiko.
– Sasuś! – krzyknęła do słuchawki. – Co tam słychać?
– Wszystko dobrze – skłamał gładko. – A u ciebie? Jak się czujesz? – spytał, mając nadzieję, że wywoła tym monolog i uniknie ciągnięcia za język.
Po drugiej stronie nastała cisza. Sasuke już miał powiedzieć coś jeszcze, bo milczenie bardzo się przeciągało, ale Keiko nieoczekiwanie się odezwała.
– Dobra, co się stało? Mów mi natychmiast.
– To ty odpowiedz, a nie udajesz, że mojego pytania nie było.
– Sasuke, no przecież słyszę, że coś jest nie tak! Spytałeś mnie, jak się czuję, to podejrzane…
Zaklął w myślach. Podejrzane… no może odrobinę. Zazwyczaj, kiedy do niego dzwoniła, skupiali się na rzeczach błahych, żeby zapomnieć o zmartwieniach. Ostatnio opowiadali sobie nawet dowcipy. Chociaż opowiadali, to złe słowo. To Keiko mówiła, bo on żadnego nie znał.
– Uznałem, że nie możemy tego w nieskończoność odkładać – wypalił, niepewny jeszcze, o czym właściwie mówi.
– E, ale że czego?
– Rozmowy. Wal.
Keiko jednak milczała. Sasuke przewrócił oczami. Musiał być stanowczy.
– Keiko…
– To ty wal – odpowiedziała. – Coś się stało, prawda?
Przejrzała go. Dlaczego tak dobrze go znała? Przecież rozmawiali ze sobą tak bardziej od zaledwie dwóch miesięcy, wcześniej traktując się z obojętnością, a nawet wrogością. Ile razy w tamtym czasie próbował nastawić ją przeciwko bratu? Obrażał ją i uważał za głupią, a takich rzeczy raczej szybko się nie zapominało. Pewnie powinna wciąż mieć mu to za złe, a nie miała.
A mimo to nie potrafił się przemóc. Czasem udawało jej się coś z niego wyciągnąć, ale były to szczątkowe informacje. Nie potrafił jej opowiedzieć o tym, jak paskudnie czuł się przez cały dzień i że niemal rozpłakał się przy Mikoto. Wystarczyło, że matka i tak widziała jego łzy, bo jedna czy dwie zdążyły popłynąć mu po policzkach, zanim wybiegł z pokoju.
– Jesteś tam? – spytała Keiko. – Muszę ci się do czegoś przyznać…
– Jestem.
– Ale najpierw musisz mi obiecać, że nie będziesz krzyczał! Bo ja naprawdę bardzo, bardzo nie chciałam. To tak przypadkiem się stało, podszedł mnie po prostu od złej strony, no i wiesz… zanim zdążyłam się zorientować, już było po. Ale bardzo mi głupio z tego powodu i już kilka razy chciałam ci powiedzieć, ale jakoś po prostu…
– Obiecuję – przerwał jej Sasuke, bo obawiał się, że jeśli Keiko wpadnie w słowotok, to nic mu nie powie, albo wyjaśni to w tak pokraczny sposób, że on i tak nie zrozumie. – Nie będę krzyczał, mów.
– No bo ja… jak się upiliśmy i mnie odprowadziłeś do domu, to ja potem przez przypadek… powiedziałamitachiemużekochaszhaniko – wyrzuciła na jednym wydechu.
– Zrobiłaś… co? Możesz powtórzyć?
Więc powtórzyła. Sasuke westchnął, przeczesując włosy ręką.
– Sasuś, ale ja cię bardzo, bardzo, bardzo przepraszam! Bo ja nie chciałam, naprawdę. I kazałam mu od razu o tym zapomnieć, ale nie podziałało chyba. Potem miałam wyrzuty sumienia, ale nie potrafiłam już tego naprawić.
– To już nieważne – odparł po dłuższej chwili – nie jestem na ciebie zły.
– Naprawdę?!
– Tak – przytaknął, przypominając sobie, że Haniko pokazała Itachiemu tamtą wiadomość. I tak by się dowiedział. – Zapomnijmy o tym.
– Ach, nawet nie wiesz, jak cię kocham! – Zaćwierkała do telefonu tak głośno, że Sasuke musiał odsunąć go od ucha. – Obiecuję, że od tej pory wszystkie twoje tajemnice pozostaną głęboko ukryte i za moją sprawą nie ujrzą światła dziennego.
– To nie podlega żadnym wątpliwościom – odparł sucho.
Zmienili temat. Keiko nie miała zbyt wiele do roboty w szpitalu, więc opowiadała mu fabułę jakiegoś serialu, który leciał w telewizji i był ponoć tak głupi, że aż zabawny. On w tym czasie wstawił sobie wodę na herbatę. Słuchał jednym uchem, ale zanim całkiem się wyłączył, Keiko zmieniła temat i mówiła coś teraz o Itachim.
– Stop. Możesz powtórzyć?
– On mnie nie kocha – wypaliła niespodziewanie. – Fumiko mówiła, że o mnie pyta, ale w ogóle do mnie nie dzwoni.
– To nieprawda. – Sasuke nie wiedział, skąd wzięła się pewność w jego głosie. – Zaręczam.
– To dlaczego nie mogę z nim porozmawiać tak, jak z tobą?
– To Itachi, nigdy o tym nie zapominaj. On nie potrafi rozmawiać przez telefon o poważnych sprawach, bo uważa, że takie rzeczy powinno się załatwiać osobiście. A o pierdołach w ogóle lepiej z nim nie mówić. Co nie zmienia faktu, że no… – Kocha cię, chciał powiedzieć. – Bądź cierpliwa, na pewno wszystko sobie wyjaśnicie, kiedy wrócisz do zdrowia.
– Sasuke… – zaczęła cicho, a on przeczuwając, że szykuje się coś nieprzyjemnego, zamknął oczy. – A co będzie z wami, kiedy Haniko wyjdzie ze szpitala?
– A co ma być? – odparł gorzko. – Nie będzie tu już dla mnie miejsca.
– No co ty, Sasuke… Przecież…
– Muszę kończyć.
Rozłączył się. Nie chciał słyszeć na ten temat już ani słowa więcej.

6 komentarzy:

  1. Fajny rozdział, ale końcówka taka przygnębiająca. Świetna jest odpowiedź Sasuke. Lubię takie zdania, bo zostają w pamięci na bardzo długo i to chyba jest prawdziwy kunszt. Najbardziej smutno, bo na kolejny rozdział trzeba poczekać, a ja mam dziś trochę czasu.
    Weny na dalsze pisanie.
    PS. Sorry, że tak mało napisałam, ale niezwykle ciężko mi to dziś przychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz! Co jakiś czas natykam się w różnych tekstach na jakieś pojedyncze zdanie, które zapada mi w pamięć i potem nie chce jej opuścić. Tylko jedno zdanie, zaledwie ułamek całości, a potrafi zdziałać cuda :-) cieszę się, że znalazłaś w tym rozdziale takie, które trafiło do Ciebie.
      Ale pocieszające jest to, że na kolejny rozdział i tak nie będzie trzeba czekać tyle, co na ten ;-)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Tyle emocji w tym rozdziale! Nie mogę się doczekać konfrontacji Haniko i Sasuke, liczę na jeszcze trochę zamieszania, bo obie postacie mają swoje charakterki. No i czekam na te wielkie przeprosiny od Itachiego. :)
    Conchita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym nawet odrobinę zdradzić, jak będzie wyglądała ich rozmowa, ale zwyczajnie nie wiem, bo jeszcze nie została napisana. Co mi po planach, skoro zawsze wychodzi coś innego ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń