14 stycznia 2017

09. Ściągaj spodnie

— Wróciłem — rzucił cicho, zamykając za sobą drzwi.
— Itachi, a obiad? — zawołała za nim Mikoto, kiedy minął drzwi do kuchni, chcąc udać się na górę.
— Dziękuję, nie jestem głodny — skłamał po części. Faktycznie nie jadł obiadu a ciasto to średnie zastępstwo pełnego posiłku, ale nie miał nastroju na jedzenie. Ochota mu nie przeszła mimo, nie małej drogi, jaką musiał pokonać. Mało tego, zmieniła się w lekką irytację, spowodowaną kolejną odmową.
— Zrobiłam twoje ulubione danie i specjalnie zostawiłam sporą porcję — oznajmiła nalegającym tonem wychylając się z kuchni z talerzem, który wycierała. Nie mógł od tak obojętnie, odwrócić się znikając na górze. To dla niego matka postarała się, więc jak przystało na grzecznego synka, musi uhonorować jej trud, chwaląc obiad. Nawet, jeśli teraz wolałby udać się do siebie, albo od razu do łazienki.
— Dobrze, zjem — zgodził się zawracając do kuchni z prawie bezdźwięcznie westchnięciem. Na twarzy Mikoto od razu pojawił się radosny uśmiech.
Nie było wyboru, jego plany będą musiały chwilę poczekać. Z niezadowoloną miną, dobrze zamaskowaną pod zwyczajowym lekko chłodnym obliczem zajął miejsce przy stole, obserwując jak matka krząta się odgrzewając posiłek. Odkąd Sasuke wyprowadził się, kobieta zaczęła przelewać swój nadmiar uczuć na niego. Tak sobie to tłumaczył. Nie wiedział, że to wina brata, który nieznacznie podpuścił Mikoto, aby wynagrodziła lata zaniedbania, przytłaczając go swoją nadopiekuńczością.
— Jak tam randka? — zapytała uruchamiając palnik.
— Udana — odparł grzecznie acz wymijająco. Wypytywanie o wszystko, co tylko można było, ostatnimi czasy również należało do standardów. Przedtem ograniczała się do kurtuazyjnych zagadnień, nie mieszając się zbytnio w sprawy syna; teraz było inaczej. Uważała, że tym wynagrodzi mu młodzieńcze lata, kiedy więcej zajmowała się Sasuke.
— W drodze rewanżu, teraz to ty, powinieneś ją gdzieś zaprosić.
— Raczej tak.
— Keiko to taka pocieszna osóbka. Powinieneś ją zabrać na coś romantycznego, uroczego, ale także zabawowego. Może wspólne łyżwy?
Nie odpowiedział. Specjalnie nie kwapiło mu się do ustalania z mamą, gdzie zabierze swoją dziewczynę.
— Może do kina na tą komedię romantyczną? Widziałam zwiastuny w telewizji, zapowiada się interesująco.
Wymieniła jeszcze kilka propozycji nie zważając na brak reakcji ze strony syna.
— A gdzie cię dzisiaj zabrała? — zapytała stawiając talerz na stole.
— Byliśmy na spacerze — odparł wymijająco, zerkając na kieszeń. Zignorował wibracje informujące o otrzymanym sms’a zabierając się za posiłek. Chciał, czym prędzej zjeść, aby czym prędzej stąd wyjść.
— Tylko? — dopytywała, zasiadając naprzeciwko, wyraźnie zainteresowania, tym jak spędzili czas. Nie miała zamiaru dać się spławić półsłówkami i wymijającymi odpowiedziami. — Mówiła, że ma dla ciebie niespodziankę i żebyś dobrze do tego wyglądał. Udana ta niespodzianka?
Ściągnął brwi, zatrzymując widelec w powietrzu. Plotkowały o nim? Nie był pewny czy niepokoić się bardziej o to, co powiedziała na jego temat Keiko, czy Mikoto.
— Tak udana — odpowiedział pośpiesznie, przypominając sobie o konieczności reakcji, która z pewnością zapewni odrobinę mniej pytań.
O ile rozmowa z Josuke można uznać, za udaną, pomyślał. Cieszył się, że dziewczyna jasno postawiła sprawę, zmuszając przyjaciół do akceptacji związku, ale czuł pewien dyskomfort. Uwielbiała ich, więc przeciwstawienie się musiało sporo kosztować. Zapewne postawiła wszystko na jednej szali, narażając się na srogi gniew. Nie był tym zachwycony, wolałby, aby Keiko rozważniej rozwiązywała sprawy. Nie wyjawiła mu, jak tego dokonała, mimo iż parokrotnie pytał. Mógł jedynie domyślać się, a znając jej charakter, dziękował, że Josuke był na tyle rozsądny, aby nie pociągnąć do odpowiedzialności. Nie wiedział, że faktycznie złamała i to nie jedno prawo, ale to przeczuwał. W końcu inaczej Josuke nie wygłosiłby oficjalnej akceptacji. Poinformowałby jedynie Higashiyamę, a ona dopiero jego.
Z rozmyśleń wyrwały go kolejne wibracje.
— O, miałam zrobić herbatę dla Fugaku — zawołała Mikoto podnoszą się. Zaniepokojony kolejnym sms’em, korzystając z okazji, jaką tworzyła odwróconej do niego tyłem kobieta, niepostrzeżenie wyjął komórkę. Trzy wiadomości.
„Przepraszam bardzo za to, że dzisiaj nic nie wyszło. Wiem, że miałeś ochotę, więc w ramach zadość uczynienia przesyłam to:”
Tak brzmiała treść wiadomości, pod którą widniały zdjęcia. Pierwsze przedstawiało Keiko w samej bieliźnie wdzięczącą się do lustra. Drugie to samo, tylko inna poza. Poczuł wibracje. Przyszło kolejne zdjęcie, tym razem widok był z góry na siedzącą na podłodze dziewczynę, pozbawioną stanika.
Zamrugał gwałtownie, niedowierzając temu, co widzi. Naprawdę, przysłała kuszące fotki, aby zadość uczynić po dzisiejszej odmowie? Nie wiedział, co chciała tym osiągnąć, ale wiedział, co osiągnęła. Ochota wzmogła się.
— Wszystko w porządku? — zapytała zaniepokojona Mikoto z wątpliwością obserwując syna wpatrującego się w kurczowo trzymany telefon.
— Tak, to nic. Tylko wiadomość.
Szybko włączył wygaszacz, pakując urządzenie do kieszeni. Ręka zadrżała, kiedy poczuł kolejne wibracje.
— Od Keiko?
Zlękniony spojrzał na matkę, obawiając się, że przejrzała jego myśli. Przełknął ślinę, czekając na wyrok.
— Po tamtym uśmiechu wnioskuję, że to od niej.
Uśmiechał się? Musiał zrobić to nieświadomie, kiedy oczami wyobraźnie widział siebie w pokoju Keiko. Tylko, żeby to nie był jakiś zbereźny uśmiech, błagał w myślach. Nie wiedział, czy stać by go było na takowy, ale skoro nieświadomi się uśmiecha, to skąd może wiedzieć, jak ten uśmiech wygląda?
— Tak, pożegnała się, właśnie poszła spać — skłamał, rozumiejąc, że nie odpuści, póki nie odpowie na pytanie.
— Oh, słodkie. W mojej młodości nie było czegoś takiego. Nie było opcji, romantycznego pożegnania się na odległość. To takie słodkie. Odpisałeś jej?
— Słucham? — zapytał wyrwany z rozmyśleń o kolejnych wibracjach komórki. Z każdą sekundą czuł się coraz bardziej skrępowany i miał coraz mniej ochoty na obiad.
— Natychmiast wyjmuj komórkę i odpisz — zażądała.
Odpisz? Odpisz, na te zdjęcia?
— Ona tu stara się być romantyczna, nie można tego olać. Dziewczyny, coś takiego mocno przeżywają. Teraz jej szybko odpisz, póki nie zasnęła.
 Minę miał nietęgą. Miał teraz, dokładnie w tej chwili wyjąć komórkę i w obecności matki odpisać Keiko na jej wiadomości. Przełknął ślinę, obserwując zdecydowane oblicze Mikoto. Czuł, że jeśli sam tego nie zrobi, to kobieta gotowa jest zabrać mu telefon, aby samej odpisać. Tego już absolutnie by nie zniósł. Lekko drżącymi dłońmi wyjął urządzenie, patrząc na powiadomienia o nieodebranych wiadomościach. Uruchomił je, pozwalając, aby wzrok łapczywie prześlizgiwał się po kolejnych, coraz to odważniejszych zdjęciach.
— Wystarczy, że napiszesz słodkich snów.
Na moment zupełnie zapomniał o obecności matki. Skupiając się na oglądaniu i niekomfortowemu uczuciu, które ogarniało dolne partie ciała. Nagle ulubione dżinsy stały się niewygodne oraz nieprzyjemnie uciskały krocze.
— A może do niej zadzwoń? — zaproponowała. To podziałało jak piorun, natychmiast ocknął się, uderzając palcami w przyciski, udając, że pisze. Tak naprawdę wciskał przypadkowe litery, nie układając je w jakiekolwiek słowo. Miał zamiar nie wysyłać tego, tylko opuścić wiadomości, pozostawiając dziwną treść, jako zapisaną, aby potem usunąć.
— Już napisałem — zakomunikował, ukradkiem zerkając na nowo przysłane zdjęcie. Żeby ona tylko wiedziała, w jakiej go teraz sytuacji stawia. Z przyciasnymi spodniami w kroczu, musi jeść obiad, rozmawiać z mamą i jawnie wpatrywać się w nadesłane erotyczne fotki, przy okazji udając, że na nie odpisuje. Czy można było czuć dyskomfort i zażenowanie? Nie, no skąd.
— Na pewno się ucieszy — oznajmiła uśmiechając się miło. — Wszystko w porządku? — dopytała przyglądając się synowi. Itachi czuł się już wystarczająco głupio i sądził, że nie mniej wygląda.
— Tak, jestem trochę zmęczony.
Kolejne wibracje. Ewidentnie Keiko parła na doprowadzenie go do szału. Nie było już odwrotu, doskonale o tym wiedział. W tej chwili, musi natychmiast udać się do łazienki! Chwycił pewnie za widelec, w ekspresowym tempie pochłaniając resztkę obiadu, wręcz wmuszając ją w siebie.
— Dziękuję, był bardzo smaczny — odparł kurtuazyjnie uśmiechając się miło.
— Cieszę się.
Korzystając z okazji, że matka podniosła się wrzucając talerz do zlewu, szybko ulotnił się z kuchni. Dosłownie wpadając do łazienki. Odetchnął z ulgą siadając na toalecie. Ta sytuacja była coraz bardziej dziwna i żenująca. Podszedł do lustra, przyglądając się sobie. Na twarzy nie było znaku walki, jaka toczyła się w głowie. Jedynie płomienie w oczach mogły, co nieco zdradzić, a także wybrzuszenie między nogami. Westchnął, opierając się o zlew. Chłodny, albo lepiej zimny prysznic powinien ostudzić. Rozebrał się, uwalniając krocze z przyciasnych spodni, pozwalając, aby stan podniecenia był jeszcze bardziej wyraźny niż przedtem. W chwili, kiedy chciał odłożyć dżinsy, poczuł kolejne następujące po sobie wibracje. Wyjął telefon odczytując zaległe, odważne zdjęcia. Ostatnie trzy sms’y był tekstowe, a poprzedzało je zdjęcie rozłożonej na łóżku, w bardzo kuszącej pozie dziewczyny, patrzącej pełnym pragnienia wzrokiem prosto w obiektyw. Zagryzł wargę. Doprowadzała go na skraj wytrzymałość. A tekst przeczytał ze wstrzymanym oddechem.
— Oszaleje przy tobie — mruknął czując jak dolna partia ciała, zupełnie zesztywniała. Keiko w wiadomości, zgrabnie opisała mu, co zrobiłaby gdyby był obok. A dokładnie, co zrobiłaby z tą stwardniała częścią, poniżej bioder. Nie miał już wyboru, podniecenie wzięło górę. Wiedział, że musi sobie ulżyć i to natychmiast. Jedną ręką przewijał wiadomości, chcąc wrócić do początku, oglądając wszystkie zdjęcia jeszcze raz, a drugą powoli przesuwał ku dołowi wzdłuż torsu.
— Kochanie, mo…
Drzwi do łazienki raptownie otworzyły się ukazując stojącą w nich Mikoto. Kobieta zawiesiła się w połowie kroku i słowa. Przekonana, że w łazience znajduje się mąż, nie raczyła nawet zapukać. Miała w planach zwyczajnie wejść, zabrać zapasowy puder dla Kinari i wyjść. Nie spodziewała się zastać wmurowanego, totalnie osłupiałego syna, w samej bieliźnie, ze zwodem oraz komórką w ręku.
Itachi czuł, że zaraz dostanie depresji. Miał ochotę natychmiast zapaść się pod ziemię, albo najlepiej udać się na księżyc, tylko po to, aby nigdy więcej nie spojrzeć matce w oczy. Był tak zszokowany, że nie umiał nawet drgnąć, nie wspominając o jakichkolwiek słowach.
Mikoto uświadomiwszy sobie, co Itachi zamierzał zrobić i, co musiało być w otrzymywanych sms’ach spaliła buraka, iście się zaczerwieniając. Z głośny świstem wciągnęła powietrze, oceniając poziom zażenowania sytuacji.
— Nie przeszkadzaj sobie. Mnie tu już nie ma — wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, szybko wycofując się z łazienki.

***

Leżał z otwartymi oczami, widząc jedynie ciemność. Był gotowy zapłacić każdą cenę, aby tylko cofnąć czas i nie doprowadzić do sytuacji sprzed dwóch godzin. Przecież on teraz matce w oczy nie spojrzy, a Keiko będzie chciał udusić jak tylko zobaczy. Wprawdzie ona bezpośrednio nie była winna zaistniałemu wypadkowi zdarzeń, chciała dobrze. Po rozmowie z Sasuke, przejęta jego słowami o narastającej frustracji i irytacji, a także szukaniem kobiety na boku, która zaspokoi potrzeby, wymyśliła plan. Wiadomości miały być słodkim dodatkiem do masturbacji, do której sama go pchnęła, odmawiając stosunku. Nie wiedziała, w jakich okolicznościach wysyła sms’y. Cel był jeden: przypomnienie Itachiemu, że brak zgody na współżycie nie było podyktowane brakiem chęci, tylko warunkami, które notabene przeinaczyła, wciskając mu blef o okresie, zamiast przyznać się, że chodziło o lokatora. Tak czy owak, chciała dobrze.
Przewrócił się na bok w stronę ściany.  Czuł się totalnie upokorzony, zażenowany i pogrążony, tym, że matka musiała widzieć go w takim stanie. Przed zlewem, w samych bokserkach w pełnym wzwodzie. Wstyd po całości. I jeszcze jej słowa „nie przeszkadzaj sobie”. Nie będzie umiał spojrzeć jej teraz w oczy. Gdyby, chociaż uruchomił refleks, zdążając odwrócić się. Nie, musiał tam stać totalnie osłupiały. Już wystarczająco przez te pół roku matka się na niego uparła, teraz zupełnie nie da żyć. Odkąd Sasuke wyprowadził się, była nie do zniesienia. Jej nadopiekuńczość wyraźnie dawała się we znaki, a jak dowiedziała się o misji Keiko… Przeszły go ciarki. Tona ciast, ciasteczek, lodów, wciskanie pilota z nudnym, często romantycznym filmy i te pogadanki. Musiał słuchać przydługich wywodów o tym, że ma się  nie martwić, że to tylko misja, że wszystko będzie w porządku, że ona kocha i szybko wróci. Za nic to nie pomagało, rozdrapując tylko świeżo zasklepioną ranę. Tydzień później było już lepiej, ale tylko pod pewnym względem. Mikoto odpuściła sobie, leczenie złamanego serca typowo kobiecymi metodami. Jednak to nie spowodowało ukrócenia pocieszycielskich rozmów. Nie wiedział, jak to robiła, ale ilekroć zaszywał się w pokoju, chcąc chwilę pomyśleć w samotności, zaraz zjawiała się przytulając i zaczynając wspierający monolog. To prawda, że tęsknił, bardzo tęsknił, że cholernie mu Keiko brakowało. Jednak wsparcie, które Mikoto starała się udzielić było irytujące. Po stokroć wolałby, aby ignorowała sytuację, udając, że nie ma miejsca. Każdorazowo powtarzanie, że tęsknota to piękne uczucie i dzięki niemu, wiemy, że na kim nam zależy, nie pomagało. Przekraczało to granice do tego stopnia, że nie mógł nawet na chwilę zasmucić się, gdyż natychmiast zjawiała się obok z nieodłącznym tekstem „wszystko będzie dobrze” oraz kolejnymi tuleniami. Gdyby ktoś to policzył, najprawdopodobniej Mikoto przytuliła go więcej razy przez te pół roku, niż w całym życiu. Do tego zaczęła bardziej interesować się jego życiem. Codziennie wypytywała jak minął dzień, jakie ma plany, co robił, z kim się widział. Wiedział, że to nie było na podłożu wścibstwa, lecz matczynego zainteresowania. Niestety męczyło go to. Do tej pory nie zachowywała się tak w stosunku do niego. Po domu przemykał się niczym cień. Ojca zajmowała jedynie jego kariera, innych wątków nie podejmowali. Matka wiecznie zapatrzona w młodszego syna, okazywała ciągłe wsparcie tylko jemu. To nie tak, że nie kochała starszego. Uważała po prostu, że już nie potrzebuje opieki, a jeśli będzie miał problemy, z którymi sobie nie radzi to wówczas sam do niej przyjdzie. Tak zawsze wyglądała ich zależność. Nagły wybuch matczynej nadopiekuńczości, przyprawiał go o bóle głowy. Czuł się niekomfortowo w nowej sytuacji, nie był do czegoś takiego przyzwyczajony. To powodowało nieprzyjemne uczucie osaczenia. Z początku intensywne zainteresowanie, jakim obdarzała jego osobę Mikoto, podobało mu się i było nawet przyjemne. Niestety nadmiar szkodzi. Do tego stopnia, że wolał spędzać czas poza domem niż we własnym pokoju. Między innymi to stąd tyle czasu spędzał z Haniko, pogłębiając przyjaźń.
Wszystkie te wspomnienia wracały, wywołując tylko grymas zniesmaczenia. Miał już tego serdecznie dość. Pora podjąć stanowcze kroki i wyprowadzić się. Już parę razy, zastanawiał się nad tym, ale nie chciał ranić matki, byciem kolejny ukochanym synem, który opuszcza rodzinne gniazdko. Niestety nie pozostawiała mu wyboru. Wtrącanie się w błahe sprawy, okej, ale w jego relacje z Keiko, mało tego plotkowanie o nim z nią. Z resztą po dzisiejszej wpadce i tak nie będzie mógł spojrzeć Mikoto w oczy i będzie starał się ją unikać. A może uciec z domu w środku nocy?
Westchnął, znów się przewracając. Bądź mężczyzną, i udawaj, że nic się nie dzieje!

***

— Rany boskie, co ci się stało? — krzyknęła dostrzegając opłakany stan mężczyzny. Właśnie wróciła do domu i przechodząc obok salonu odruchowo zerknęła do środka zastając Sasuke rozwalonego na kanapie z potarganymi włosami oraz rozciętym łukiem brwiowym.
— Nic, rozmawiałem z Naruto.
— Od kiedy to rozmawia się pięściami?
— Mężczyźni tak mają.
— Siedź tam — rzuciła pośpiesznie opuszczając pomieszczenie. — Zacznę się cieszyć, że jestem kobietą — mruknęła z kuchni, lecz jej słowa zastały zagłuszone szumem odkręconej wody. Zebrawszy potrzebne rzeczy wróciła do Sasuke. — Rozbieraj się — poleciła odstawiając miskę na ławę.
— Mało subtelny podryw.
— Ostatnio twój też nie był zbyt udany, panie zastępstwo za brata.
— Będziesz mi to teraz wypominać?
— Moożee. Ściągaj górę, trzeba zobaczyć jak intensywna była rozmowa.
— Poradzę sobie sam.
— Ty nawet pomocy nie umiesz przyjąć — podsumowała zbulwersowanym tonem. Coś w tym było, więc poważnie zaczął rozważać możliwość zgodzenia się. Nie był przyzwyczajony do takiej troski, zawsze wszystko robił sam. A teraz ktoś o niego dba, nie oczekując nic w zamian.
Dziewczyna nie widząc reakcji, lekko zniecierpliwiona schyliła się łapiąc za zamek od bluzy. Odtrącił ją, odpychając. Rozumiejąc, że nie da za wygraną. Nie spodziewał się, że będzie wyglądał tak kiepsko. Mógłby przysiąść, że zapamiętał mniej siniaków.
— Umiesz być delikatna — warknął, czując, jak wciska mu palec w fioletową plamę pod żebrem. Wystawiła język, ignorując wypowiedź. Cmokała niezadowolona, dokładnie lustrując nagie ciało, twarz i rozdarte na kolanie spodnie. Po czym rozerwała wszystkie opakowania gazików jałowych, jakie przyniosła i wrzuciła do miski z wodą, aby następnie wyjąć jeden i przyłożyć do rozdartego łuku brwiowego.
— Chciałaś, aby się rozebrał tylko po to, aby opatrzyć twarz?
— Z Itachim się dzisiaj nie widziałam, muszę mieć zastępstwo do pogapienia się — odparła z takim spokojem oraz oczywistością, jakby zakomunikowała, że za oknem leży śnieg. Tylko ten wyszczerzony, rozbawiony uśmiech nie pasował do wypowiedzi.
— Czyli jednak przerzucasz się z brata na brata.
— Na to wygląda — oznajmiła zaczepnie. — A teraz będzie zimno — dodała wyjmując z miski kolejny gazik. Zanim przyłożyła do siniaka zamroziła go na dość konkretną kostkę lodu. Skrzywił się, a po ciele przebiegły dreszcze.
— Udało się wam pogodzić? — dopytywała, obwijając brzuch bandażem, aby utrzymać przyłożony lód w miejscu. Nie odpowiedział. — Wnioskuję, że nie.
— Jest okej — mruknął przytrzymując kolejna kostkę.
Zamilkli. Keiko sprawnie aczkolwiek mało starannie obandażowywała kolejne części ciała, przykładając następne zamrożone gaziki. Z początku czuł dotkliwe zimno, nawet obawiał się, że zacznie dygotać, lecz z czasem lód przyniósł ukojenie obolałemu ciału.
— Wiesz, chyba dobrze byłoby, abyś się położyć — oznajmiła przyglądając się kolejnym sinym miejscom na plecach, zerkając przy okazji na już opatrzone. Chwilę dumała, nim bez pardonu rzuciła: — Ściągaj spodnie.
— Co?!
— No trzeba ci kolano obłożyć, potem się położysz na brzuchu i obłoży się plecy — wyjaśniła, zdradzając dopiero, co obmyśloną strategię.
— Nie będę ściągał przy tobie spodni — odparł twardym nieustępliwym tonem, wyraźnie nieprzyjmującym innej opcji.
— No rany. A co ja faceta w gaciach nie widziałam? — Wywróciła oczami, podpierając dłonie na biodrach. — Trzeba cię opatrzyć.
— Z tym sam sobie poradzę
— Kapryśny z ciebie pacjent. No daj — dodała wyciągając ręce, aby mu pomóc z zamkiem. Odsunął się w bok, odtrącając Keiko. Jednak dziewczyna nie zrozumiała wyraźnej aluzji i znów próbowała dostać się do guzika w spodniach. Wywołało to natychmiastową reakcję Sasuke, który z jeszcze większą żarliwością odpychał natrętną osobę.
— Bo jeszcze będzie jak ostatnio i zaraz Itachi tu wejdzie — zagroził uskakując w bok, przez co Keiko omal nie wyłożyła się na kanapie. W porę podparła się rękoma o oparcie, szybko prostując pochyloną postawę.
— E tam — oznajmiła przeciągle przekonana, że tylko ją straszy. — Przesadzasz — dodała machając lekceważąco i znów wystawiając ręce w jego stronę. Już Sasuke miał zamiar wykonać kolejny uniki, kiedy po domu rozległo się intensywne i głośne pukanie. Oboje zastygli spoglądając w stronę drzwi. Keiko z przestrachem zerknęła to na niego to na wyjście z salonu.
— A nie mówiłem — odparł zadowolony z siebie, krzyżując ręce na piersi. Dziewczyna przełknęła głośno ślinę, nadal trwając w znieruchomieniu. — No idź mu otworzyć — ponaglił lekko popychając ją w stronę przedpokoju. Niepewnie ruszyła, z niepokojem otwierając drzwi. Odetchnęła z ulgą odbierając od dzieciaka promocyjne gazetki marketów. Po tym Keiko dała za wygraną, obmywając kolano przez rozdarcie. Chociaż dalej twierdziła, że wygodniej i lepiej by było jakby jednak zdjął spodnie. Jej nie wpadło do głowy, jak to mogłoby z boku wyglądać, ani czy wypada, czy też nie. Specjalnie się tym nie przejmowała, przyjaciel to przyjaciel, nawet w samym majtkach. Swoją grupę z organizacji, nie raz widziała w samej bieliźnie, więc oporów przed tym nie miała. Jednak Sasuke, już zdecydowanie tak.

***

Nie wiele ją obchodziło to, że na dworze jest zero stopni. Niska temperatura nie przeszkadzała w posiadaniu dobrego humoru oraz bieganiu po domu w dresowych rybaczkach, luźnej bluzce, z krótkim rękawkiem i za dużym dekoltem, przez które wystawało jedno ramię. Nie, ten strój nie oznaczał, że ćwiczyła ani tym bardziej, broń boże, że sprzątała.  Po prostu w tym swobodnie wcinało się czekoladę w najróżniejszych dziwny pozycjach. Właśnie leżała na łóżku, zwisając głową w dół, z nogami opartymi o ścianę i trzymając w zębach rozpoczętą tabliczkę czekolady, pisała sms’a. Chwilę patrzyła na podświetlony wyświetlacz oczekując natychmiastowej odpowiedzi. Jednak, kiedy ona nie nastąpiła, rzuciła urządzenie na poduszkę, odgryzając roztopiony kawałek słodyczy. Pozbawiony telefonu wzrok spoczął na zakurzonej podłodze, którą wypadałoby umyć. Keiko tego nie rejestrowała, intensywnie skupiając się na zupełnie innej kwestii. Rozmyślania, przerwał melodyjny kilku sekundowy dźwięk połączony z wibracją. Wydając z siebie ciche zaskoczenie podniosła się do tureckiego siadu, odczytując odmowę. Skrzywiła się, niezadowolona, że będzie musiała radzić sobie sama. Z markotną miną przeciągnęła się, znów przytrzymując zębami jedzoną tabliczkę. W tym momencie przypomniała sobie, że przecież nie musi tego robić sama. Zacierając z zadowolenia ręce, znów opadła na łóżko, odpychając się mocno nogami od ściany, aby wykonać przewrót w tył, który pozwolił jej stanąć wyprostowaną. Nie przejmując się potarganymi, rozrzuconymi we wszystkie strony włosami i brakiem kapci czy chociażby skarpetek, podreptała na dół.
— Siema — rzuciła radośnie wskakując na ławę. Tak dokładnie stanęła na środku mebla, żeby zaraz na nim zasiąść ze skrzyżowanymi nogami.
— Mamy popołudnie już się ze mną witałaś — wyjaśnił spokojnie, przesuwając się bliżej rantu kanapy, aby rozczochrana kasztanowa czupryna nie zasłaniała mu telewizora. — Czeszesz ty się w ogóle?
Brat może i miał krótsze włosy od niej, ale zawsze o nie dbał. Ciężko było zastać Itachiego z potarganą fryzurą, to było prawie a wykonalne. Non stop schludnie zaczesane, spoczywały na plecach mężczyzny. A dziewczyna często sprawiała wrażenie jakby zapominała o istnieniu szczotki.
— Jak sobie przypomnę — odparła szczerze, zupełnie nie wyczuwając w pytaniu krytyki jej aktualnego wyglądu. — Chcesz? — zapytała wystawiając rękę z na wpół zjedzoną tabliczką.
— Obejdzie się — odmówił krzywiąc się na widok roztopionej na krawędziach czekolady, która chwilę temu tkwiła w jej ustach. Wolał, aby wymieniała skład śliny z kimś innym.
— To, co robisz? — zagadała przechylając głowę, aby wejść mu centralnie w kadr.
— To, co widzisz — mruknął, przysuwając się jeszcze bardziej, chcąc wyłapać szybko pojawiające się na dole ekranu komunikaty.
— A!
— Chcesz coś konkretnego? — zapytał lekko podirytowany, chwytając za pilot, pogłaśniając wiadomości.
— No w sumie to tak. Chodź ze mną na zakupy — zawołała radośnie wychylając się w jego stronę i trzepocząc rzęsami.
— Nie będę robił za twojego tragarza, masz od tego chłopaka — rzucił, znów zmuszony przesunąć się, gdyż dziewczyna ciągle zasłaniała telewizor.
— No jasne, ale Itachi nie ma dzisiaj dla mnie czasu. W takim wypadku spełnię twoje życzenia i pozwolę być jego zastępstwem.
Wyszczerzyła się, przechylając głowę na drugą stronę, nie pozwalając skupić się na oglądanym programie.
— Chodź, będzie fajnie — zapewniała. — Dostaniesz własną czekoladę — oznajmiła odgryzając kolejną kostkę.
— Słodyczami mnie nie kupisz. Nie mam ochoty na żadne zakupy, tym bardziej z tobą — odparł chłodno, krzyżujące ręce na klatce piersiowej.  Po ostatniej rozmowie z Haniko doskwierał mu brak humoru. Czuł niewyobrażalną niechęć do robienia czegokolwiek a tym bardziej do wychodzenia gdzieś, gdzie są ludzie, który samym swoim jestestwem i mijaniem go na ulicy już doprowadzali do irytacji.
— No weeź — jęknęła, przeskakując z blatu na kanapę obok niego. — Zgódź się — marudziła dźgając go palcem w ramię. — Zgódź się. Proszę ładnie. No weeź.
— Odczep się — burknął odtrącając jej rękę, obdarzając lodowatym wzrok sprawiającym wrażenie chłodniejszego niż temperatura na zewnątrz. Na dziewczynie nie zrobiło to wrażenia.
Zdecydowana większość widząc te mrożące krew w żyłach spojrzenie, czym prędzej czmychała. Rozumiejąc, że Higashiyama nie odpuści, uciekając na górę, wrócił do oglądania telewizji. A dokładnie do obserwowania, jak spiker składała rozłożone na stole dokumenty, po obwieszczeniu końca wiadomości.
— Mikoto ma za kilka dni urodziny. Nie wiem czy wiesz, ale zostałam zaproszona — wyjaśniała. Pojmując, że marudzeniem go nie wyciągnie.
Zerknął kątem oka na dziewczynę. Siedziała spokojnie wyjmując ostatnie kostki czekolady z opakowania. Przez chwilę zdziwił się tym, że matka zaprosiła ją na swoje przyjęcie, jednak szybko połączył fakty. Keiko jest dziewczyną Itachiego, grzecznego starszego syna, a do tego Mikoto była serdeczna i opiekuńcza. To nic nadzwyczajnego, że Higashiyama została zaproszona. Sam również został poproszony o przyjście. Z początku chciał zrezygnować, wykręcając się czymś błahym. Chociaż to mogłoby być trudne, gdyż jak zapowiedziała kobieta Fugaku miało nie być. Jednak miał zamiar wręczyć jej z samego rana ogromny bukiet kwiatów i ulotnić się z tego przyjęcia. Oczami wyobraźni widział tonę wszelkiego kuzynostwa pałętającą się po domu i w tym wszystkim szczęśliwą matkę w najnowszej sukience. Już same myśli o tym przyprawiały go o mdłości. Nic nie miał do rodziny matki, która odwiedzała ich raz do roku, albo w święta albo właśnie w jej urodziny. Problem tkwił w jego aktualnie ogromnej niechęci do spędzania z kimkolwiek czasu. Miał własne zmartwienia i zero ochoty na wysłuchiwanie rutynowych pytań krewniaków. Jednak zgodził się przyjść, właśnie dla Mikoto i… po części dla Haniko. Skoro Keiko jest zaproszona to na pewno również ona.
— I mam problem, bo nie wiem, co jej kupić — skończyła pakując do ust ostatnią kostkę. — Rzadko muszę sprawiać prezenty takim starszym osobą — mówiła niewyraźnie z pełną buzią, mlaskając przy tym niemiłosiernie, na co Sasuke skrzywił się. — Pomógłbyś mi coś wybrać — poprosiła zgniatając opakowanie po czekoladzie, które wylądowało na ławie.
— Nie — odparł krótko, zmieniając kanał, gdyż na tym zapowiedzieli jakąś mydlaną operę.
— Czemu? — jęknęła wyraźnie niezadowolona. — A sam już coś dla niej masz?
— Jeszcze nie.
— O! Widzisz to idealnie się składa. Pójdziemy razem coś poszukać.
— Dociera do ciebie takie słowo, jak, nie? — zapytał przenosząc na chwilę na nią pełen irytacji wzrok.
— Nie — odparła spokojnie wyszczerzając się. — Chodź, będzie fajnie.
— Itachiego weź.
— Nie może.
— No to jutro idźcie, a mnie daj święty spokój — uniósł się, podnosząc głos, mocno wciskając kolejny przycisk na pilocie. Został zmuszony do ponownej zmiany kanału, gdyż na tym zaczęła lecieć reklama prezerwatyw, a nie chciał o tym myśleć.
Dziewczyna naburmuszyła się, przybierając nadąsaną minę i krzyżując ręce na piersiach.
— Phi — burknęła ostentacyjnie odwracając głowę. Nie, żeby Sasuke był złośliwy, ale to go ucieszyło. Zwiastowało nadciągającego focha z jej strony, dzięki czemu będzie miał ją z głowy na dłuższy czas, kiedy grzecznie obrażona uda się do siebie. Niestety nie przewidział, jednego szczegółu, o którym właśnie teraz pomyślała. Wyszczerzyła się w cwanym uśmiechu zwracając wzrok na niego.
— Wiesz Sasuke — zaczęła spokojnym aczkolwiek przepełnionym pewnością siebie głosem, — a co by było gdyby Itachi dowiedział się o twoim małym cyrku? — zapytała przysuwając się bliżej, prawie wieszając się mu na ramieniu. — Sądzisz, że jakby zareagował? — ciągnęła dalej, opierając się o niego. — Na ten prawie pocałunek, zmacanie, gadkę o tym, że chcesz być jego zastępstwem — szeptała wprost do ucha. Mężczyznę przeszły ciarki, na samą myśl o reakcji brata. — Zareagowałby jak Josuke i olał sprawę? — dopytywała głosem na wskroś przesiąkniętym cwaniactwem i zbyt dużą pewności siebie. — Nie sądzę — skwitowała odsuwając się.
— Nie odważysz się — odparł pewnie zwracając na nią czarne tęczówki. Wyjawienie tego popsułoby nie tylko relacje między braćmi, ale także między kochankami.
— Sprawdź mnie — rzuciła zadziornie, zakładając nogę na nogę. — Ja Itachiego będę w stanie udobruchać, a ty?
Drażniła go ta jej pewność siebie. Zmrużył oczy, bacznie przyglądając się. Czy ona jest gotowa zaryzykować, tylko po to, aby wyciągnąć go na zakupy? Zgoda, będzie równoważna przegranej. Jest z Uchiha, on nie przegrywa! Patrzył na nią pełnym determinacji wzrokiem, jasno deklarując wolę walki o swój święty spokój i pozostanie w domu.
Rozbawiona miną Sasuke, Keiko wybuchła głośnym śmiechem. Patrzenie na turlającą się po kanapie dziewczynę, trzymającą się za bolący brzuch, w jakiś dziwny sposób rozluźniło go.
— Pas? — zapytała rozbawiona, powstrzymując się od śmiechu. Spojrzał na jej wyciągniętą dłoń i prychnął pod nosem, uśmiechając się tryumfatorsko. Wygrał, bo to ona zaproponowała rozejm.
— Pas — mruknął, ściskając wystawioną rękę. — Masz piętnaście minut na ubranie się — zarządził wyłączając telewizor, na ekranie, którego odbywał się teleturniej.
— Tak jest kapitanie — oznajmiła zrywając się do pionu i koślawo salutując. — Zaraz będę gotowa — rzuciła wybiegając z pomieszczenia. Uśmiechnął się delikatnie, zerkając w stronę drzwi. Keiko miała pożyteczny dar odpędzania smutków, dzięki któremu jego podchodzące pod depresję nastawienie do otoczenia złagodniało. Do tego stopnia, że nawet uznał wyjście na zakupy, za nie taki zły pomysł. Mikoto zamierzał kupić kwiaty, jak corocznie, ale nie zaszkodzi rozejrzeć się za jakiś do tego drobiazgiem. A być może coś wpadnie w oko?

***

Coś wpadnie w oko, ehe. To już ich siódmy albo dziesiąty sklep. Po pięciu Sasuke pogubił rachubę. Do tej pory, jemu nic nie spodobało się, zaś Keiko zachwycała się każdą duperelą. Im mniej przydatna i dziwaczna, tym bardziej piszczała, aby kupić. Osobiście miał po dziurki w nosie tych zakupów. Jedyna rzecz, przy której zatrzymał się, rozważając kupno, była drewniana tabliczka na sznurku z czarnym wielkim „NIE”. A skłonny był zainwestować w owy przedmiot, tylko, dlatego że gardło zaczynało doskwierać od tego jednego słowa, które non stop musi wypowiadać. Dziewczyna z częstotliwością światła wybierała prezenty, co chwilę przybiegając z nową tandetą i nieodzownym pytaniem „a może to?”.
Chodzili między półkami pewnego odzieżowego sklepu, gdyż Keiko zaproponowała zakup galanterii. Nie głupi pomysł. Niestety zamiast skupić się na poszukiwaniu czegoś odpowiedniego, skupiła się na oglądaniu wieszaków. Sasuke jak na mężczyznę przystało, chodził dwa kroki za nią z lekko wściekłą miną. Gdyby tylko ktoś zechciał do niego zagadać, zapewnie zabiłby na miejscu. Wystarczyło, że musiał znosić obecność dziewczyny i noszenie wieszaków z ciuchami, jakie wybrała, a także toreb z zakupionymi produktami. Ponieważ jak stwierdziła, nie będzie miała jak przebierać w ubraniach. A na domiar złego, nic z tego wszystkiego nie miało być dla Mikoto. Dziewczyna uznała, że można by było kupić sobie parę dupereli, skoro i tak już tu są.
— A to sądzisz, że by pasowało? — zagadała machając mu przed oczami nowo pochwyconym swetrem.
— Komu? — warknął podirytowany, błagając, aby stąd wyszli. Zdecydowanie wolał zwiedzać sklepy typu miszmasz, gdzie półki wypełniały najróżniejszego rodzaju pierdoły, do szkatułek, po ozdobne filiżanki i świeczki zapachowe. Tam przynajmniej było, na co popatrzeć. Z zrezygnowania zaczął układać ranking najgorszych sklepów. Nie wiedział tylko, co gorsze, sklepy odzieżowe czy drogerie. Chociaż na szczęście przy tych ostatnich Keiko nie stała wybierając pięć godzin, jeden krem. No może kremu to nie dotyczyło, ale dziesięć minut decydowała nad zapachem kul kąpielowych, twierdząc, że to szalenie istotne jak będzie pachniała woda podczas kąpieli.
— No dla niej.
Czerwono-różowy sweterek, w bliżej nieokreślone wzroki. Na pewno pasuje do poważnej pani domu i matki trójki dzieci.
— Nie!
— Rany, ale jesteś marudny, ja się cieszę, że tobie nie muszę nic kupować, bo by to wieki zajęło. Nic ci się nie podoba. No to, co proponujesz? — zapytała buńczucznie kładąc dłonie na biodrach.
— Wyjść stąd — odparł szczerze i bez krępacji, nie przejmując się, czy urazi ją tym, czy też nie.
— O nie! — zawołała.  — Musimy w końcu coś kupić. Nic nie wybrałeś. Ani ty, ani ja nie mamy prezentu. Nie spocznę póki jakiegoś nie znajdę — oznajmiła dobitnie, na potwierdzenie tupnęła nogą, z pełną determinacją wymalowaną na twarzy.
Powinienem zgodzić się na jakaś duperelę, pomyślał wzdychając. W końcu, to Itachi będzie się wstydził, za jej prezent. On nie ma nic wspólnego z nią i wybraną gumową kobrą, która miała robić za wieszak na chochle w kuchni, co mu proponowała w jednym ze sklepów. Długo musiał zapewniać, że to nie jest mega ekstra pomysł.
— O! A może jakiś szal albo komin?— zapytała, dostrzegając manekiny odziane w wymienione dodatki oraz dobrane do tego czapki.  — A najlepiej majtający się szaliczek.
 I nie bacząc na Sasule pobiegła w tamtą stronę.
— Tyle razy mówiłem, nie wybieraj czegoś przez swój pryzmat — tłumaczył z markotną miną udając się w ślad za nią. Wychodząc za rogu gwałtownie zatrzymał się, dostrzegając brata. Tuż obok stała Haniko, zaskoczona nieoczekiwanym spotkaniem. Do tego stopnia, że wypuściła z rąk trzymany rant apaszki. Natomiast Keiko wyszczerzyła się na widok długowłosego i pisnąwszy jego imię, wtuliła się, jak w wielkiego pluszowego misia. Uśmiechnął się, odwzajemniając uścisk, lecz jego mina spoważniała, kiedy zerknął na stojącego za nią Sasuke.
— Miałeś być zajęty — zakomunikowała odsuwając się, aby móc na niego spojrzeć. Gdyby nie odmowa Itachiego, który nie miał dzisiaj czasu, nie wyciągałaby jego brata.
— I jestem.
Wskazał głową na Shimanouchi. Dziewczyna po początkowym zaskoczeniu szybko otrząsnęła się i z kamiennym wyrazem twarzy, totalnie olewając obecność Sasuke oraz jego natarczywy wzrok wróciła do przeglądania szali.
— O Haniko! — Ucieszyła się dostrzegając blondynkę. — Dokupowaniem drobnych duperelek na przecenach? — Zaśmiała się. — Należy, należy, bo potem jak czegoś konkretnego się szuka, to nigdy nie ma i trzeba po przyjaciółkach latać i pożyczać. Mało wygodne, a potem stres czy się oddało czy nie. A w ogóle to widziałam w sam raz dla ciebie sweterek. Śliczny, spodobałby ci się. A udało ci się coś już znaleźć? — nawijała, nie dając dojść do głosu, nawet po to, aby przywitać się. Haniko milczała miło uśmiechając się, nadal usilnie ignorując wyczekujące spojrzenie Sasuke.
— Ekhm — odkrząknął zwracając na siebie uwagę. Jednak nie zyskał jej na tyle, ile chciał. Zebrani odwrócili się w jego stronę, zlustrowali go, po czym znów powrócili do swoich zająć. A dokładniej, w centrum zainteresowania stała Higashiyama, która nadal paplała, co się dało do napotkanej pary przyjaciół. Wcale nie przejmując się brakiem odpowiedzi, a wręcz nie robiąc stosownej pauzy pozwalającej na ich wtrącenie się w potok jej słów. O ile Haniko wyglądała na kogoś, kto wyłapuje co drugie zdanie to Itachi uważnie przysłuchiwał się monologowi. Zdążył odkryć jakiś czas temu, że kiedy Keiko nawijała, co tylko ślina na język przyniesie, to między bezsensownymi wypowiedziami potrafiła zawrzeć cenne informacje. Chociażby odpowiedź na to, co robi tutaj z Sasuke. Pisała do niego, że chce iść na zakupy, ale dlaczego nie poszła na nie z innym Kindersem tylko akurat jego bratem? Niezbyt był z tego zadowolony.
— A i w ogóle to miałam iść to przymierzyć! — krzyknęła przypominając sobie o wieszakach, które nosił młodszy Uchiha. — Dzięki — rzuciła dobierając ciuchy, ku ogólnej uldze mężczyzny.
— Itachi ci pomoże zdecydować, co ładniejsze — oznajmił zbyt miło jak na niego, wskazując na brata. Keiko zatrzymała się w pół kroku, zaskoczona jego uprzejmością. Nie, on wcale nie chciał być życzliwy, jego jedynym celem było pozbycie się pary, aby móc porozmawiać z Haniko.
— Nniiee — odpowiedziała przeciągle, wykrzywiając usta niezadowolona. — Chłopak na każdy strój swojej dziewczyny potrafi tylko powiedzieć, że ładnie. Zero konstruktywnej opinii. Biorę Haniko — wyjaśniła, pochwytując dziewczynę pod ramię. Pokiwała jej na zgodę i potwierdzenie, zgadzając się z wypowiedzią. Po czym obie z chęcią ruszyły ku przymierzalni zostawiając braci samym sobie z naręczem toreb, jak na mężczyzn przystało.
Obaj czuli się średnio komfortowo stojąc pośrodku damskich fatałaszków, bez dziewczyn.  Wymieniwszy porozumiewawcze spojrzenia ruszyli w ślad za nimi, aby tam na nie poczekać.
Nie bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić. Ostatnio nie byli w zbyt dobrych relacjach a otoczenie nie pomagało poczuć się swobodnie. Stąd też po prostu stali jak dwa kołki starając się unikać patrzenia na siebie i udając zainteresowanie czymkolwiek. Jednak Itachiemu od spotkania po głowie krążyło jedno zasadnicze pytanie, na które nie doczekał się odpowiedzi od Keiko.
— Co wy tu robicie, razem? — zapytał zerkając w stronę wyjścia ze sklepu, gdzie dostrzegł delikatnie prószący śnieg. Starając się przy tym wyglądać na wyluzowanego, aby wypowiedź brzmiała lekko i rzucona od niechcenia, w celu zwyczajowej kurtuazyjnej pogadanki o niczym. Za wszelką cenę chciał uniknąć podejrzliwego czy oskarżającego tonu. Nie doprowadzając do tego, aby Sasuke poczuł, że jest zazdrosny, albo ma mu za złe, że robi zakupy z Higashiyamą.
— Keiko szuka prezentu dla matki — wyjaśnił beznamiętnym głosem, prześlizgując wzrokiem po pomieszczeniu pełnym klientek.
— Nie wiedziałem, że została zaproszona — przyznał się. To prawda, Mikoto unikał od feralnego spotkania w łazience, a ona nic mu o tym nie powiedziała, najwyraźniej chcąc zrobić niespodziankę.
— A wy? — Również starając się brzmieć obojętnie, jakby odpowiedź go nie obchodziła a pytanie zostało rzucone od niechcenia.
— Też.
Nastało milczenie. Ostatnimi czas dość ciężko im się rozmawiało. Wszystkie spotkanie kończyły się sprzeczkami. Ostatnią spokojną, normalną pogadankę odbyli pół roku temu. Odzwyczaili się od tego, przez co teraz ciężko było im zacząć. Sasuke uparcie wpatrywał się w jeden wybrany punkt w oddali, zaś Itachi rozglądał się bez celu. Na chwilę skupił wzrok dostrzegając wychodzącą z przymierzalni kobietę.
— Wiesz, co potem? — zapytał, obserwując marsz przypadkowej dziewczyny do kasy. — Jak wyprowadzisz się od Keiko — sprostował, czując na sobie pytający wzrok brata.
— Rozglądam się za czymś — mruknął lekko markotniejąc. Dane dwa tygodnie prawie już upłynęły, a on utknął na poszukiwaniach nowego lokum. Przeglądał oferty, czytał ogłoszenia, lecz nic nie pasowało. Nie wybrzydzał, ale ciężko jest utrzymując się samemu brać trzypokojowe mieszkanie.
— Nie tak łatwo znaleźć kawalerkę — dodał, chcąc włożyć ręce do kieszeni, lecz trzymane zakupy zaszeleściły obijając się o nogi. Wywrócił oczami, zupełnie zapominając o licznych torbach. Gdyby nie to, że jest mężczyzną, to wcisnąłby je jej. Niestety męska duma nie pozwalała na takie bezeceństwo jak noszenie przez dziewczynę zakupów w obecności mężczyzny. I mimo iż to tylko Keiko, to zaliczała się do płci przeciwnej, więc nie było mowy o tym, aby okryć się taką hańbą i kazać jej dźwigać te zapewne niespełna ze dwa kilogramy.
— Wiem coś o tym.
— Wyprowadzasz się? — zapytał zaskoczony, spoglądając na spokojne oblicze Itachiego.
— Taki mam zamiar — potaknął, kątem oka zerkając na Sasuke, który nadal przyglądał się mu.
— Chyba Keiko nie jest w ciąży? — mruknął do siebie, zastanawiając się, co skłoniło Itachiego do podjęcia takiego kroku. Osobiście sam by szybko z rodzinnego domu nie ruszył się, gdyby nie okoliczności, jakie nastały.
— Nie — odpowiedział, dosłyszawszy przyciszone pytanie.
— Rozumiem. I udało się wypatrzeć coś ciekawego? — zagadał starając się porzucić napoczęty tematy. Aktualnie oboju, ciąża kojarzyła się z Haniko, a że to był dość grząski temat, to wolał w to nie brnąć.
— Kawalerek jak na lekarstwo.
— Racja.
I znów cisza.
— Wiesz — zaczął powoli, jakby ostrożnie — można by było wynająć dwu lub trzypokojowe mieszkanie. Na spółkę — dodał, kątem oka zerkając na reakcję brata.
— Mówisz poważnie? — dopytywał nie bardzo mogą uwierzyć, że Itachi po ostatnich niesnaskach chciałby z nim mieszkać.
— Tak. Takich mieszkań jest od groma. W sumie, oferty są niemalże tylko z takimi.
— W sumie — potaknął. Niewielkie mieszkania górowały na rynku, idealne dla dwóch osób, zbyt drogie dla jednej.
— To decyzja strategiczna — wyjaśnił, starając się brzmieć neutralnie, lecz można było doszukać się nutki ostrzeżenia, pewnego dystansu. „Proponuję ci wspólny wynajem, tylko, aby łatwiej było utrzymać się, nie myśl sobie, że darowałem ci wszystko”, to, tak to mniej więcej brzmiało.
— Rozumiem.
— To może — zawiesił się na chwilę — poszukamy odpowiadających nam ofert a potem razem obejrzymy mieszkania?
— Nie ma sprawy — potaknął, kiwając głową i przenosząc ciężar ciała na drugą nogę. Coś się im zdecydowanie przedłuża w tej przymierzalni, pomyślał zerkając na blado niebieskie kabiny.
Rozmowa z Itachim wyjątkowo przebiegła gładko i bez spięć. To musiał być znak, że ma dobry dzień, a wpadnięcie na Haniko, na pewno nie było przypadkiem. Byli poza domem, na mieście, to idealnie neutralny grunt.
— Ja nie wiem, kto decyduje o wpisanym rozmiarze, ale to na pewno jakiś skończony debil — marudziła Keiko wychodząc z przymierzalni.
— Sukienka była dobra — zapewniała Haniko, obserwując jak dziewczyna odwiesza ciuchy.
— Zbyt przylegała, czułam się mało wygodnie. Jak w jakimś obcisłym lateksie — wyjaśniała. Przymrużyła powieki, kiedy jej wzrok padł na Itachiego. — Chociaż jemu to by pewnie coś takiego pasowało — dodała, wskazując go palcem. Delikatnie uniósł kącik ust w nikłym uśmiechu, nie bardzo wiedząc, o co chodzi. Wychodząc z założenia, że uśmiech jest wyjściem z każdej sytuacji. Ponieważ usłyszał tylko ostatnią wypowiedź dotyczącą jego.  — Ale tak dobrze nie ma — odparła dobitnie, wystawiając koniuszek języka.
— Może następnym razem, albo w innym sklepie.
— Masz rację Haniko, trzeba by poszukać.
— W takim razie, możesz iść szukać wymarzonego stroju z Itachim, a my tym czasem z Haniko wybierzemy jakiś prezent dla Mikoto.
Wzrok wszystkich spoczął na Sasuke, lecz on uparcie wpatrywał się tylko w jedną parę tęczówek. Haniko nie zamierzała uciekać, odpowiedziała twardym nieustępliwym spojrzeniem. Po rozmownie z Akihito postanowiła, nigdy więcej przez niego nie płakać. Po ostatnim ich spotkaniu udało się nie uronić ani jednej łzy. To dało jej więcej determinacji do bycia nieugiętą.
— Pamięć ci szwankuje? — zapytała wrednie. — Już zostało ustalone, że faceci do takich rzeczy się nie nadają — sprostowała przypominając wypowiedź Keiko. — Z resztą nie mam ochoty nigdzie z tobą iść — oddała oschle, powodując zgęstnienie atmosfery. Itachi niepewnie spoglądał to na jedną to na drugą dziewczynę. Czuł się w obowiązku towarzyszyć Higashiyamie w zakupach, lecz obiecał to Haniko. Keiko przeskoczyła z nogi na nogę, czując, że robi się nieciekawie a wzrok starszego Uchihy tylko ją w tym upewniał. Z myślicielskim wyrazem twarzy, popukała się palcem w dolną wargę. Wiedziała, co zrobić, chociaż mogłoby to rozgniewać Sasuke. Niestety wyglądało na to, że nie ma wyboru.
— No to my się zbieramy — zakomunikowała radośnie, klaszcząc w dłonie, w celu zwrócenia tym uwagę zebranych. — Robimy słodkie papa — dodała muskając wargami policzek Itachiego. — I idziemy. — Pochwyciła młodszego Uchihę pod rękę, ciągnąc w stronę wyjścia.
— Na razie.
Pomachała do pozostałej dwójki.
— Co ty kurwa odwalasz? — warknął wyszarpując się. Zamierzał zawrócić i rozegrać to po swojemu. Niestety pewność siebie uleciała, kiedy napotkał groźne spojrzenie brata z założonymi na krzyż rękoma oraz chłodne, by nie rzec lodowane dziewczyny.
— Będzie ku temu jeszcze okazja, chodź — zachęciła, stając centralnie na linii jego wzroku. Przyjrzał się jej, tak jak ona zaufała, wtedy podczas genialnego planu z obroną brata, tak i on powinien teraz zrobić. Westchnął, leciutko potakując głową. Uśmiechnęła się i lekkim krokiem, powędrowała ku wyjściu. Sasuke jeszcze chwilę patrzył na parę nim odwrócił się.

— Czemu to zrobiłaś? — zapytał, kiedy oddalili się.
— Jak to, czemu? — zapytała zaskoczona, będąc przekonaną, że to oczywiste. — Nie wyczułeś tego? Ewidentnie można było odebrać sygnały, że chcieli, abyśmy poszli. W sumie racja, to nie z nami się umówili, więc nie należy się wtrącać.
— Przypadkiem nie masz rozdwojenia jaźni? — zapytał kąśliwie.
— Nie przypominam sobie, żeby u mnie to stwierdzono — odparł rzeczowo, zupełnie nie przejmując się tym, że dogryza jej.
— Jeszcze kilka dni temu podejrzewałaś ich o romans, a teraz od tak spokojnie oznajmiasz, że odebrałaś jakieś sygnały, że chcieli zostać sami. Czy to, co wypowiadasz czasami przechodzi przez mózg?
— Działa to, tak samo wybiórczo, jak u ciebie — odgryzła się, wystawiając język.

***

— Mówię ci bierzemy to! — oznajmiła dobitnie, kurczowo trzymając figurkę.
— Na miłość boską — jęknął. — Nie waż mi się tego wziąć. Stanowcze nie. Nie będzie jej się to podobało.
— No, ale zobacz. — Pod nos podstawiła mu figurkę przedstawiającą grupkę koni. — Ten tu na czele, co wierzga kopytami to Fugaku, tutaj z boku ten łagodny konik, co galopuje sobie, to Mikoto. Lekko w tyle ten przystojny ładny czarny ogier to Itaś. Patrz jak grzywa mu się ślicznie rozwiewa. Tu jesteś ty. Taki mniejszy, brzydszy i z rozdziawioną paszczą — tłumaczyła wystawiając w jego kierunku język. — A ten słodki źrebaczek na samym końcu to Kinari — wyjaśniła z wielkim entuzjazmem i płonącymi z podekscytowania oczami.  — I widzisz jak wszystko ładnie pasuje. Bierzemy to!
— NIE!— uniósł głos na tyle głośno, że kilka osób w okolicy zwróciło na nich wzrok. Nerwy mu już puszczały. Od piętnastu minut tłumaczył niepojmującej najprostszego słowa dziewczynie, że wcale ta figurka nie jest urocza, a tym bardziej symboliczna. — Masz to natychmiast odłożyć. Godzę się na tamtego kwiata — dodał poddając się. Już widział, jak Keiko to samo, co mu, tłumaczy Mikoto. A wiedział, że dziewczyna nie odstąpi, póki czegoś nie wybierze, więc ostatecznie musiał na coś się zgodzić, aby wreszcie kupiła i wróciła do domu. Z dwojga złego dużo lepsza była świeczka wystylizowana na bukiet żółtych kwiatów. Od taki, nawet uroczy bibelot. Ozdoba niewnosząca absolutnie nic.
— Dobra — burknęła markotnie odkładając figurkę. Z posępnym wyrazem twarzy zawróciła udając się na dział ze świeczkami.
— Tylko kupuj szybko — rzucił za nią. — Ja czekam na zewnątrz.
Odetchnął, wreszcie po tylu godzinach męczarni coś udało się wybrać. Chociaż gdyby wcześniej zdecydował się na jeden z tym mniej żenujących pomysłów, wszystko skończyłoby się znacznie szybciej. W końcu, jakby nie było to Itachi będzie się wstydził za prezent swojej dziewczyny.
Jednak Keiko nie chciała dać za wygraną. Zabrała świeczkę i upewniwszy się, że Sasuke wyszedł cofnęła się po figurkę. Uznała, że zrobi karton niespodziankę. Zapakuje w ozdobne pudełko konie, świeczkę oraz kulę do kąpieli. A na wieczku napisze „relaksujący wieczór w wannie”. W końcu można użyć kuli, zapalić świeczkę i wyłożyć się w ciepłej wodzie, podziwiając w kontemplacji piękno figurki. Z szerokim szczerym uśmiechem dokonała zakupy dołączając do skwaszonego Uchihy czekającego na zewnątrz.

***

Druga para zakupowiczów dłużej męczyła się z wyborem odpowiedniego prezentu. Oboje celowali w coś praktycznego. Haniko wolała coś z galanterii lub dodatek do ubrania, zaś Itachi głowił się nad sprzętem kuchennym. Zanim wyszedł z domu, po cichu sporządził listę wszelkich urządzeń i przyrządów, jakie Mikoto posiadała. Niestety, związku z tym, że co roku kupował coś z tego gatunku, powoli nie było już, co. Garnek z takim fi już ma, dwie patelnie także, mikser jest, ręczny blender także, ten stojący również, nawet ubijak do puree. Na pewno, nie można powiedzieć, że czegoś do gotowania czy pieczenia pani Uchiha brakowało. Miała wszystko, przez co wybór był jeszcze bardziej utrudniony.




3 komentarze:

  1. O mamo! Coś mi się wydaje, że te urodziny to fajne będą. Oczywiście prezent Keiko jest najfajniejszy. Kobiecie należy się coś dla siebie, a nie jedynie przydatne sprzęty. Ja swojej teściowej często kupuję dodatki do kąpieli, a ona zawsze jest zachwycona i cieszy się z nich najbardziej.
    Co do mieszkania obu braci razem, to chyba będzie się działo. Itachi będzie miał na oku brata, ale czy to wytrzyma? Ciekawa jestem, czy większość swojego czasu będzie spędzał u Keiko. Poczytamy, poczekamy i się okaże.
    Weny i dalszego pisania dla nas :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy pierwszym wątku umarłam... hahahahahaha wyobrażam sobie minę Mikoto i minę Itachiego podczas tej niezręcznej sceny w łazience XD...
    Dwaj bracia postanowili zamieszkać razem? No, no, ciekawie, zobaczymy co z tego wyjdzie.
    Wydaje mi się, że urodziny będą nie zapomniane, pełne niespodzianek xD

    Czekam na następny rozdział, będę tu zaglądać co jakiś czas.
    W między czasie zapraszam do siebie. Po sześciu latach wróciłam do starego bloga;)

    Pozdrawiam!!

    love-hinatanaruto-love.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy serdecznie nowego czytelnika :) Bardzo nas cieszy twoja aktywność i mamy nadzieję, że będziesz się częściej udzielać.
      Cieszę się, że rozdział przypadł ci do gustu. Sama miałam niezły ubaw wyobrażając sobie to wszystko. Co do urodzin to nie mogę nic zdradzić, oprócz czego, że będzie się działo. Ale to działka Erroay, więc milczę.
      I długo do wyczekiwania ci nie zostało ;) Następny rozdział 28.01. Na którego już serdecznie zapraszam.
      Pozdrawiam i do następnego ;)

      Usuń