17 września 2016

49. Nie ma dwóch takich samych miłości

Sasuke spiął się, słysząc skrzypienie zawiasów; Haniko weszła do pokoju, nie zamykając za sobą drzwi. Wciąż kucając przy plecaku, jeszcze raz dobrze przejrzał jego zawartość, udając, że czegoś szuka.
– Wychodzisz? – spytał, kątem oka dostrzegając, że dziewczyna sięga po torebkę i wrzuca do niej parę rzeczy. Dopiero wtedy zwróciła na niego uwagę.
– Umówiłam się z Itachim.
Sasuke skinął głową i wrócił do poprzedniego zajęcia. Po kolei przeglądał rzeczy, w głowie odhaczając kolejne punkty na liście. Wolałby takową zrobić na papierze, ale nie mógł dopuścić do tego, by Haniko przypadkiem ją znalazła. Zamiast tego ułożył więc plan w głowie, mając nadzieję, że uda mu się spamiętać wszystko. Bądź co bądź, półroczna misja to nie przelewki.
Kiedy sięgnął po broń, poczuł, że dziewczyna bacznie mu się przygląda. Mimo to nie zaprzestał przeglądania zawartości futerału, odnotowując w pamięci, że będzie musiał wstąpić jeszcze do sklepu po parę drobiazgów.
– A ty się gdzieś wybierasz? – Zainteresowała się Haniko.
– Nie – odpowiedział, nie zaszczycając jej nawet przelotnym spojrzeniem. Jako że stała za jego plecami, nie mógł jej zobaczyć, ale wyobraził sobie, że wzrusza ramionami, jakby żadna odpowiedź – niezależnie od tego, jaka by nie była – nie mogła zrobić na niej wrażenia.
Haniko nie odpowiedziała. Stała jeszcze chwilę w tym samym miejscu, wiercąc mu dziurę w plecach, po czym bez słowa wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Sasuke odetchnął; przetarł twarz dłonią i usiadł na podłodze, odpychając od siebie plecak.
Ostatni tydzień minął mu zdecydowanie zbyt spokojnie. Wyobrażał sobie, że przez te siedem dni będzie miał problem z wyrobieniem się i pozamykaniem wszystkich bieżących spraw. Wiedział, że czeka go jeszcze kilka spotkań z Hokage w celu omówienia konkretów jego misji, dlatego założył, że nie będzie miał zbyt wiele czasu dla Haniko. Tymczasem okazało się, że miał go aż zbyt wiele.
Prawda jest taka, że jeśli trzeba na długi czas się z kimś rozstać, los sprawia, że ostatnie wspólne chwile są jeszcze słodsze. Im bliżej nieuniknionego, tym trudniej się pożegnać, a na samą myśl tęsknota ściska serce i nie pozwala oddychać. I choć nigdy na głos by się do tego nie przyznał, tego właśnie obawiał się Sasuke. Przywiązania, słodkich słówek, więzi. Bał się, że wyrzuty sumienia będą na tyle silne, że ten tydzień uczynią koszmarem.
Wszystko jednak potoczyło się inaczej, niż zakładał.
Z każdym kolejnym dniem odczuwał większą ulgę, że jego czas w Konoha zbliża się ku końcowi. On i Haniko bardzo oddalili się od siebie. Skończyły się czułości i nieśmiałe próby zbliżenia, by wspólnie jakoś to przetrwać. Minęła też cała ta presja związana z zostaniem rodzicami. Sasuke na dobre przeniósł się na kanapę, na co Haniko wzruszyła jedynie ramionami. Wszystko wskazywało na to, że obejdzie się bez dramatycznego końca.
Chociaż prawdę mówiąc, to nie oni się od siebie oddalali, a on odpychał ją od siebie. Bo choć ona nie należała do osób szczególnie otwartych, to on z dnia na dzień wyniósł się z ich wspólnej sypialni, zaniechał próby zdobycia jej zaufania i traktował oschlej. A po Haniko – zdawałoby się – spłynęło to jak po kaczce. I choć Sasuke bardzo to cieszyło, bo obecna sytuacja nie generowała kolejnych problemów, gdzieś w głębi serca poczuł lekkie ukłucie. Nie potrafił tylko pojąć dlaczego. Miał świadomość, że zaskarbił sobie jej namiętność i temperament, ale nigdy nie udało mu się wywołać tego stanu, który powodował u niej uśmiech przyjaciela. Teraz zaś, świadomie się od niej odsuwając, stracił nawet to, co do tej pory było zarezerwowane wyłącznie dla niego. I chociaż zdarzały się chwile, kiedy bywała niewrażliwa na jego aluzje i próby zaciągnięcia do łóżka, teraz postawiła między nimi mur nie do sforsowania.
Przynajmniej dla Sasuke, który nawet nie próbował się przez niego przedrzeć. I choć wiedział, że to naiwne myślenie, wmawiał sobie, że tak będzie lepiej. Że to ciąża tak ich niszczy i nie pozwala do siebie zbliżyć, a odpoczynek od siebie może przynieść tylko ukojenie. I podejrzewał, że Haniko myślała podobnie. On ją odpychał, a ona nie próbowała się do niego zbliżyć. Bez słowa zaakceptowała taki stan rzeczy, w ten sposób nieświadomie podając mu rękę.
Rób, co uważasz za słuszne.
Potrząsnął głową, chcąc przegonić niepokojące myśli, zamiast tego skupiając się na planie. Nie zostało wiele czasu; musiał wyruszyć już dzisiejszej nocy.

***

– Czyli będą mnie uważać za nukenina? – spytał Sasuke od niechcenia.
Shikamaru przytaknął, opierając brodę na dłoni, kolanem podpierając łokieć.
Siedzieli właśnie w gabinecie Tsunade, chociaż kobieta była nieobecna na spotkaniu. Wytłumaczyła się jakimś ważnym zebraniem, chociaż żaden z nich nie miał wątpliwości, że po prostu nabrała ochoty, by się napić. Kwestia, którą zaplanowali na dziś, nie była szczególnie ważna i Shikamaru sam mógł omówić tę sprawę z Uchihą.
– Inaczej nie możemy tego rozegrać. Ogłoszenie wszem wobec że wyruszasz na misję, by zinfiltrować kryjówkę Orochimaru, nie byłoby najmądrzejszym posunięciem. Prawdę mówiąc, już podjęliśmy odpowiednie kroki, by oczernić cię trochę wśród mieszkańców wioski.
Cudownie, pomyślał Sasuke. Mikoto na pewno dostanie zawału, kiedy się o tym dowie.
– Nie wspomnieliśmy ci o tym wcześniej, ale pomimo starań, by zachować w tajemnicy nieudaną próbę zamachu, po wiosce krążą pewne plotki. Nie ma wątpliwości, że rozpuszczają je członkowie Korzenia. Danzō musi się czuć nieusatysfakcjonowany ilością zabitych i interwencją Kindersów.
Sasuke zacisnął pięści tak mocno, że zbielały mu knykcie; ugryzł się również w język, by nie powiedzieć, co sądzi na ten temat. Nie miał czasu na bezsensowne kłótnie, które i tak niczego by nie zmieniły. Przy ostatnim spotkaniu Hokage jasno dała mu do zrozumienia, jaka jest postawa wioski w tej sprawie.
– Do rzeczy – wycedził.
Shikamaru skinął głową, zrezygnowany, że to jemu przypadła rola, by wtajemniczyć Uchihę. Opadł na fotel, spoglądając w sufit, zamiast na swojego rozmówcę.
– Nie możemy dopuścić do tego, by mieszkańcy poznali prawdę. W tym celu rozpuściliśmy już kilkanaście plotek na twój temat. Jedna głosi, że sam chciałeś przeprowadzić zamach stanu, druga, że wdałeś się w konflikt z ojcem i w klanie nastąpił rozłam, a w pamiętną noc doszło do walki pomiędzy dwoma frakcjami. Rozpuściliśmy też parę niedorzecznych informacji. Mniejsza z tym. – Mężczyzna machnął lekceważąco ręką. – Kiedy opuścisz wioskę, plotek będzie więcej. Oczywiście, żeby uśpić czujność Korzenia, będziemy rozpowiadać również i prawdę. Wśród całej gamy wymyślnych plotek, będzie krążyła również prawda o zamachu planowanym przez Uchiha. Liczymy jednak na to, że ogrom informacji uśpi czujność mieszkańców i tę będą uważali za tak samo wiarygodną, jak pozostałe.
– Nie powinni potraktować tego serio, biorąc pod uwagę, że wszyscy członkowie klanu Uchiha pozostają na wolności, a jedynym zbiegiem będę ja. Mimo to raczej nikomu nie umknął fakt, że na dobre dwa tygodnie liczebność klanu drastycznie spadła. Niewiele osób zapędza się w dzielnicę Uchiha, ale łatwo zauważyć brak policji patrolującej ulice.
– O to też zadbaliśmy. – Shikamaru wyprostował się w fotelu, by się wyciągnąć, po czym od niechcenia spojrzał na Sasuke. – Co najmniej tuzin plotek dotyczy nagłego zniknięcia oddziałów policji. Na twoim miejscu nie martwiłbym się akurat tym, ludzie raczej skupią się na tobie. W końcu to ty zdradzisz wioskę i wyruszysz do Orochimaru.
Sasuke skinął głową, nie spuszczając oczu z Shikamaru.
– Jest coś jeszcze, o czym chciałbyś mi powiedzieć?

***

Pomimo zmęczenia, tej nocy nie udało mu się zasnąć nawet na chwilę. Według planu miał opuścić wioskę o drugiej, dlatego położył się wcześniej, zamierzając zebrać siły.
Na próżno.
Wiercił się z boku na bok, zupełnie nie będąc w stanie się wyciszyć. Na lewym boku było mu niewygodnie, na prawym nie lepiej. Kiedy leżał na plecach, wyobrażał sobie, że tuż nad jego głową znajduje się sypialnia Haniko, co też nie poprawiało mu nastroju. Ponadto swędziały go stopy i czuł nieprzyjemny posmak w ustach. Odetchnął więc z ulgą, kiedy zegar pokazał godzinę pierwszą dwadzieścia.
Ubrał się szybko i wyjął schowany wcześniej plecak. Na szczęście Haniko zniknęła tego dnia na tak długo, że zdołał wszystko rozplanować i znaleźć idealną kryjówkę. Na samą myśl, że miałby się teraz skradać na górę, by wziąć spakowane wcześniej rzeczy, zrobiło mu się słabo.
Korzystając z tego, że miał jeszcze trochę czasu, stanął przy oknie. Przypatrywał się ścieżce prowadzącej do domu oraz furtce, w której często stawał, licząc na to, że Haniko wymijając go, nieznacznie się o niego otrze. Nawet drzewa wydawały mu się już jakieś znajome i odniósł wrażenie, że i za nimi będzie tęsknił. Trawa, wiatr, promienie słońca, które w ciągu ostatnich dni odgrywały rolę jego budzika; sypialnia Haniko miała okna z drugiej strony, więc tam tego nie zaznał.
Potem odwrócił się tyłem do okna i przeleciał wzrokiem po pomieszczeniu.
Kanapa była niewygodna, ale zadziwiająco przyjemnie uprawiało się na niej seks. Ten pierwszy nie należał do najlepszych; dopiero poznawali swoje ciała i potrzeby. Kolejne jednak skutecznie przyprawiały o zawroty głowy.
Obok jego plecaka leżał koc, który kojarzył mu się z samymi sprośnymi rzeczami. Zawsze nakrywali się nim, chcąc pobaraszkować na kanapie, ale w ostateczności i tak zawsze spadał, kiedy zaczynali za bardzo szaleć. Później Haniko oplatała się nim, kiedy szła brać prysznic. Sasuke wolałby, żeby tak się nie krępowała i częściej chodziła nago, ale nie potrafił jej przekonać.
Dalej był regał wypełniony po brzegi – jego zdaniem – wyjątkowo niesmaczną mangą. Trochę przerażało go to, że Haniko nie czuła się zgorszona, przyglądając się obrazkom, na których dwóch facetów uprawia seks, ale obiecał sobie, że nie będzie się czepiał. Chyba że zaproponuje mu trójkącik i ściągnie do łóżka drugiego mężczyznę, który dla urozmaicenia miałby posuwać… jego. Wykluczone.
W tle schody oraz tuż za rogiem drzwi do kuchni.
Schody zawsze go irytowały, kiedy z Haniko w ramionach starał się jak najszybciej dostać do sypialni. Raz zrezygnowali ze wspinaczki i wylądowali na podłodze za kanapą; Sasuke całkiem miło to wspominał. Ona chyba mniej, bo trochę obiła sobie pośladki.
W kuchni całowali się po raz pierwszy. Chociaż nie było to najlepszy i najdłuższy pocałunek, napędził mu za to najwięcej strachu. Poza tym raz zdecydowali się na szybki numerek na stole. Żadna późniejsze danie, które na nim wylądowało, nie jawiło mu się tak apetycznie, jak leżąca na nim Haniko z kusząco rozchylonymi nogami.
Na piętrze znajdowały się tylko dwa pomieszczenia – sypialnia oraz łazienka. Pod prysznicem było ślisko i średnio wygodnie, więc jeden raz im w zupełności wystarczył. Natomiast łóżko w sypialni zdecydowanie cieszyło się dużym powodzeniem. Deski, z którego zostało wykonane, średnio dobrze to znosiły, z dnia na dzień skrzypiąc coraz bardziej. Nie, żeby im to specjalnie przeszkadzało, Sasuke uważał wręcz, że jest w tym coś, co go dodatkowo nakręca.
Chociaż w tym łóżku nie działy się tylko rzeczy dobre. Były sprawy, o których wolałby nie pamiętać. Obrazy, które nie opuszczały go po dziś dzień i nie opuszczą zapewne do końca życia. Towarzyszył im strach, którego nie potrafił z niczym porównać.
Sasuke podszedł do kanapy i zarzucił ciężki plecak na ramię. Nie potrafił sobie przypomnieć szczerych rozmów, prób zrozumienia siebie nawzajem, czy chwil, podczas których rodziło się między nimi uczucie. Nie raz zasypiali w swoich ramionach lub rozmawiali po wyjątkowo udanym seksie, ale to nic nie znaczyło. Nigdy nie były to tematy ważne, tak, jakby i między nimi nie było niczego naprawdę ważnego.
Rozumiejąc, że już pora, sięgnął po miecz, który schował pod prowizorycznym łóżkiem, wciskając go za pas. Jeszcze raz sprawdził ekwipunek i kiedy już chciał wyjść, usłyszał tupanie bosych stóp, a następnie lekkie skrzypienie górnych stopni. Każdy kolejny krok stawał się głośniejszy, chociaż Sasuke miał wrażenie, że najgłośniej to wali mu serce w piersi. Kiedy Haniko pojawiła się na dole, zdawała się go w ogóle nie zauważać. Przecierając oczy, poszła w kierunku kuchni i zapewne w ogóle by go nie dostrzegła, gdyby jej nie zawołał.
Podskoczyła w miejscu, słysząc zachrypnięty głos. Sasuke sam zdawał się zdziwiony jego brzmieniem, ale darował sobie zastanawianie się nad tym. Dziewczyna wlepiła w niego spojrzenie, marszcząc brwi.
– Nie śpisz? – spytała, próbując dostrzec w tej ciemności coś więcej niż zarys postaci.
Sasuke rozstawił szeroko ramiona.
– Chodź do mnie – szepnął, próbując opanować drżenie głosu. Na szczęście w ogóle nie zwróciła na to uwagi. Trochę nieufnie, ale podeszła do niego i zanim zdążyła się mu dobrze przyjrzeć, objął ją, mocno przyciskając do swojego ciała. Zamknął oczy, starając się czerpać z tej chwili jak najwięcej. Zapamiętać dotyk jej gorącego ciała, krągłych piersi przyciśniętych do jego klatki, ciepłego oddechu w okolicy mostka i jasnych włosów łaskoczących po policzku.
– Sasuke? – Haniko zesztywniała.
Uchiha momentalnie otrzeźwiał. To, że teraz było miło, wcale nie oznaczało, że już zawsze miało tak pozostać. Jednak los lubił płatać figle. W ostatnim momencie zgotował mu to, czego tak bardzo się obawiał – że ostatnie wspólnie spędzone chwile będą słodkie i trudne do przerwania.
– Sasuke – powiedziała po raz kolejny, tym razem znacznie pewniejszym głosem. – Po co ci broń?
Nie mógł odpowiedzieć. Odsunął się od niej, przelotnie muskając ustami jej czoło. Kiedy spojrzała w górę, uśmiechnął się do niej najcieplej, jak potrafił. Następnie w jego oczach mignął szkarłat sharingana, a Haniko zaczęła osuwać mu się w ramionach. Straciła przytomność.
Wziął ją na ręce, chroniąc przed upadkiem i starając się nie patrzeć na własne dzieło, ruszył schodami na górę. Kiedy ułożył ją w pościeli, zerknął przelotnie na jej sylwetkę i poczuł, jak łapią go wyrzuty sumienia. Bez chwili wahania chwycił pierwszą lepszą kartkę papieru i postanowił dać upust emocjom. Postanowił napisać jej to, czego nigdy nie był w stanie powiedzieć, a co już od dawna nie dawało mu spokoju. Chociaż tyle mógł dla niej zrobić. Powiedzieć, co leżało mu na sercu, mając nadzieję, że ona to doceni.
Liścik pozostawił na szafce nocnej i czym prędzej opuścił budynek, licząc na to, że chłodne nocne powietrze nieco ostudzi emocje. Miał jeszcze coś do załatwienia i nie mógł pozwolić sobie na brak profesjonalizmu.

Kiedy dotarł pod okna rezydencji Uchiha, jego podejrzenia się potwierdziły. Najciszej, jak potrafił, wspiął się po ścianie domu i skierował do otwartego okna na piętrze. Wśliznął się przez nie i nie czekając, aż wzrok przyzwyczai się do panujących ciemności, podszedł do łóżka. Nachylił się nad śpiącą postacią, a już w następnej chwili musiał blokować cios. Był na to przygotowany, więc bez problemu dobył miecza i sparował uderzenie kunaiem, który Itachi wydobył spod poduszki. Krwistoczerwone oczy, które wpatrywały się w niego, też po chwili zastąpiła czerń.
– Co tu robisz? – spytał starszy Uchiha, rozglądając się w poszukiwaniu gumki, która podczas snu zsunęła mu się z włosów i teraz ciemne pasma częściowo opadały mu na ramiona i twarz.
Sasuke przysiadł na rogu łóżka, szybko namierzając zagubiony przedmiot. Podał go bratu, łapiąc z nim przy okazji kontakt wzrokowy.
– Przyszedłem się…
Pożegnać, pomyślał. Nie musiał jednak kończyć, by dostrzec błysk zrozumienia w oczach Itachiego.
– Misja? – zapytał starszy, a Sasuke potaknął.
– Chciałbym cię o coś prosić – powiedział pewnym głosem, tak niepodobnym do tego, jakim operował jeszcze chwilę wcześniej podczas rozmowy z Shimanouchi. – Chciałbym, żebyś zaopiekował się Haniko.
Itachi nawet nie drgnął, nie spuszczając wzroku z twarzy młodszego brata. Po krótkiej chwili skinął lekko głową.
Przez chwilę między nimi panowała cisza, Sasuke patrzył, jak jego brat związuje luźne kosmyki, zastanawiając się, co go podkusiło, by zapuścić tak długie włosy. Na co dzień, kiedy Itachi związywał je w luźną kitkę, nie zwracał uwagi na ich długość. Dopiero teraz, kiedy rozpuszczone rozsypały się na wszystkie strony, Sasuke zdał sobie sprawę z tego, jak długo jego brat musiał je zapuszczać.
– Nie przeszkadzają ci? – spytał, zanim zdążył się zastanowić.
Itachi nie zrozumiał pytania, dopóki Sasuke nie kiwnął w stronę jego włosów.
– Nie.
– Dlaczego je zapuszczasz?
Starszy Uchiha wzruszył ramionami, chwytając związane włosy i układając je na ramieniu. Przyglądał się im przez chwilę, zanim ponownie podniósł wzrok na brata.
– Do czego zmierzasz?
– Nie wierz w to, co o mnie jutro usłyszysz – powiedział zamiast tego Sasuke. – To wszystko, to… nieprawda. Tsunade ci to wytłumaczy – dodał ciszej.
Wstał i podszedł z powrotem do okna. Kiedy położył dłoń na parapecie, odwrócił się jeszcze na chwilę i uśmiechnął do brata. Dopiero to dało Itachiemu do myślenia. Zmarszczył brwi i kiedy Sasuke jedną nogą był już po drugiej stronie, wypalił:
– Jak długo cię nie będzie?
Odpowiedziało mu wzruszenie ramionami, a następnie cichy głos skierowany gdzieś w przestrzeń:
– Pół roku? Może dłużej.
Jednak zanim Itachi zdążył w jakiś sposób zareagować, Sasuke już nie było. Ulotnił się w ułamku sekundy, zostawiając starszego brata z ogromną gulą w gardle i ciężarem, który w tym samym momencie opadł na jego barki.
Ponowne zaśnięcie zajęło Itachiemu znacznie więcej czasu, niż przypuszczał.

***

Kiedy leniwie uchyliła jedno oko, była niemal pewna, że to wszystko to tylko zły sen. Leżała w swoim łóżku, mimo upału przykryta po brzegi. Przeciągnęła się smacznie, odwróciła na drugi bok i zamarła.
Plecak Sasuke, który zwyczajowo leżał w kącie obok szafy na ubrania, zniknął. Jego miecz zwykle oparty o krzesło również. Tak samo, jak zniknęła część jego ubrań, których było zbyt wiele, by można je było wszystkie pochować. Sasuke nieustannie się wściekał na ten bałagan, ale tak samo, jak i ona, nie mógł nic na to poradzić. Dom był dwupiętrowy, ale mały. W sypialni nie pomieściłaby się większa szafa, więc dopóki nie wymyślili jakiegoś rozwiązania, część ubrań walała się luzem.
Teraz już nie musieli się nad tym zastanawiać. Uściślając – ona nie musiała, bo Sasuke już tu nie było. Haniko była o tym przekonana.
Podniosła się z łóżka i dostrzegła skrawek papieru pozostawiony na szafeczce nocnej. Podniosła go drżącą dłonią. Kiedy czytała pozostawioną wiadomość, jej spojrzenie pozostawało puste. Pomimo że w sercu dział się zamęt.
Przepraszam – głosił napis. Napisał jej to, czego od dawna od niego oczekiwała. To, co już dawno powinien powiedzieć, a na co nigdy się nie zdobył. Takie wyznanie mogło oznaczać tylko definitywny koniec.
Haniko zmiętoliła niewielką karteczkę, tłumiąc chęć, by rzucić ją w kąt pokoju. Musiała z kimś porozmawiać, natychmiast. Sięgnęła po telefon, starając się nie zwracać uwagi na to, jak bardzo drżą jej ręce. Z trudem, ale wystukała znany na pamięć numer i zsuwając się plecami po drzwiach, przycisnęła aparat do ucha.
– Akihito… – wychrypiała, kiedy usłyszała głos przyjaciela w słuchawce. Łzy stanęły jej w oczach, ale nie pozwoliła im popłynąć. – Miałeś rację.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Mężczyzna nie odezwał się ani słowem, jakby nie będąc pewnym, co powiedzieć. Haniko znała go doskonale z tej strony. Akihito był bardzo otwarty i pewny siebie w rozmowach twarzą w twarz, ale kiedy nie miał przed oczami swojego rozmówcy i nie widział emocji malujących się na jego twarzy, czuł się, jakby błądził we mgle. Zwłaszcza wtedy, kiedy rozmowa schodziła ze zwyczajnej pogawędki na coś poważniejszego i zaczynała wyglądać tak, jak teraz. Haniko potrafiła zrozumieć, skąd się to brało. Patrząc na drugiego człowieka, Endo wiedział o nim wszystko, ale jeśli odebrać mu taką możliwość…
– Jestem w ciąży – wyszeptała do słuchawki. Nic więcej dodawać nie musiała; wiedziała, że przyjaciel wszystko zrozumie.
Po drugiej stronie słuchawki wciąż słychać było tylko ciszę. Haniko zacisnęła powieki, czekając na kazanie. Chociaż może najpierw Akihito powinien ją opieprzyć za to, że nic mu wcześniej o tym nie wspomniała? Byli w końcu przyjaciółmi, najlepszymi.
Już przygotowała w głowie odpowiedź, którą zamierzała odeprzeć jego argumenty i pretensje. Miał prawo je mieć, owszem. Ale nie miał prawa wtedy, na festynie, bez jej wiedzy wtajemniczyć we wszystko Itachiego i poprosić go o czuwanie nad nią. Wraz z upływem czasu, przekonała się, że miał rację, ale tamtego dnia nie dał jej wyboru i postawił przed faktem dokonanym. A niechęć i uraza okazały się silniejsze, niż początkowo podejrzewała.
Łzy popłynęły po jej policzkach, kiedy przekonała się, że po raz kolejny się myliła. Akihito zaczął ją pocieszać, nie szczędząc słów i zapewnień, że bardzo ją kocha i będzie ją wspierał, cokolwiek by się nie działo. Bez słowa przełknął jej brak zaufania i zaoferował siebie.

***

W wiosce wszystko potoczyło się szybko; wybuchła wrzawa, a plotkom nie było końca. Itachi nie musiał nawet wychodzić z domu, by usłyszeć najstraszniejsze z nich. Rozhisteryzowana matka wpadła do jego pokoju z samego rana, by przekazać złe wieści.
Sasuke zdradził wioskę. Zostawił Haniko, dziecko, brata, matkę i resztą rodziny. Poszedł do Orochimaru.
Itachi poczuł, że robi mu się słabo, ale zachował zimną krew. W miarę możliwości uspokoił Mikoto, w czym nie pomagał mu wcale wymądrzający się ojciec, który rzekomo od dawna już podejrzewał, że z tym dzieckiem było coś nie tak. Itachi nie potrafił zamknąć mu ust. Na początku grzecznie prosił. Po paru minutach stracił jednak cierpliwość i przestał zachowywać się uprzejmie, co i tak nie przyniosło rezultatu. Fugaku zamilkł dopiero wtedy, kiedy jego żona zaniosła się głośnym płaczem.
Wkrótce później Itachi został wezwany przed oblicze Hokage. Czekała go misja, która w dodatku miała zakończyć się fiaskiem. Wraz z Shikamaru zostali wtajemniczeni, w jaki sposób mają wyruszyć w pościg za Sasuke, by go w żadnym razie nie spotkać. Towarzyszyli im dwaj inni shinobi, których Itachi złapał w genjutsu i wyprowadził w pole śladami, które w rzeczywistości sam stworzył. Kiedy więc po całym dniu poszukiwań znaleźli się możliwie najdalej od drogi, którą udał się młodszy Uchiha, Itachi ogłosił niepowodzenie i wrócili do Konoha. Towarzysząca im dwójka była znana z zamiłowania do plotek, więc mieli pewność, że wieści szybko się rozejdą. Grupa ratunkowa dała z siebie wszystko, ale im się nie powiodło.
Uchiha Sasuke zbiegł.

Itachiego bolała głowa i czuł się skrajnie wyczerpany, kiedy w końcu zawitał w domu. Najgorsze było jednak to, że to nie był koniec tego koszmarnego dnia i po krótkim prysznicu, musiał załatwić coś jeszcze.
Niemal znienawidził się za to określenie. Nie musiał załatwiać niczego. Chciał to zrobić. I nie załatwić. Chciał pomóc. Pragnął to zrobić i dla samego siebie. Mimo to był pewien, że nie podoła.
Zignorował matkę, która wciąż zrozpaczona siedziała na kanapie i przeglądała zdjęcia Sasuke z dzieciństwa. Nawet gdyby nie wiedział, że jego brat wyruszył na misję, a nie faktycznie porzucił rodzinę i wioskę, uważał to za przesadę. Mikoto była jednak innego zdania, pochlipując cicho nad zdjęciem Sasuke w wannie, z ulubioną kaczuszką w dłoniach. Tak, gruba przesada.
– Wychodzisz? – zapytała kobieta, nie odrywając wzroku od zdjęć w albumie.
– Idę do… Haniko – odpowiedział. Kiedy jednak Mikoto poderwała się na równe nogi, pożałował, że postanowił powiedzieć prawdę.
– Pójdę z tobą.
– To nie jest dobry pomysł – odparł dyplomatycznie. – To moja przyjaciółka, myślę, że swobodniej będzie się czuła, jeśli przyjdę sam.
Kobieta namyślała się przez chwilę, aż w końcu zrzedła jej mina.
– Masz rację – westchnęła, z powrotem zajmując wcześniejsze miejsce. – Ale przekaż jej, że jeśli by czegoś potrzebowała, to może na nas liczyć. We wszystkim jej pomogę!
Itachi przytaknął i zdążył się ewakuować, zanim Mikoto wpadła na pomysł, by wcisnąć mu trochę słoików z domowymi obiadkami. Bądź co bądź, ciężarna powinna się dobrze odżywiać.

– Długo będziesz tam stał?
Itachi nie podskoczył tylko dzięki wypracowanemu opanowaniu. Odwrócił się przodem do Haniko, która stała w drzwiach i przyglądała mu się ze zrezygnowaniem.
No dobra, może faktycznie przyszedł już parę minut temu i do tej pory nie odważył się zapukać, ale to jeszcze nic nie znaczyło. Przecież stojąc tu, pod jej domem, mógł nabrać ochoty na obcowanie z naturą, prawda? Właściwie, to całkiem ładne były te krzaczki.
– Wejdziesz? – spytała, kiedy podszedł bliżej. – Ustaliliście jakieś dyżury?
– Dyżury? – Itachi nie krył zdziwienia.
– Czyli obejdzie się bez grafiku? Fantastycznie.
Podczas kiedy Itachi zdejmował buty, ona chodziła nerwowo, co rusz przeczesując włosy. Ubrana była w luźne spodnie od dresu, wytarty t-shirt i pstrokate skarpetki. Włosy w nieładzie, makijażu brak. Mimo to nie można było powiedzieć, by wyglądała na załamaną czy w depresji. W tym nerwowym krążeniu też kryło się więcej złości niż przygnębienia.
– Keiko u mnie była, wyszła ledwie pół godziny temu – dodała, kiedy nie dostrzegła zrozumienia na jego twarzy.
– Nic o tym nie wiedziałem.
– Nieważne, wchodź. – Machnęła ręką w stronę niewielkiego salonu.
Kiedy weszli w głąb pomieszczenia, Itachi dostrzegł butelkę wina i kilka filmów na DVD ułożonych w małym stosie na stoliku. Na kanapie wylądowało kilkanaście poduszek i dwa malowniczo rozbebeszone koce.
Itachi zmarszczył brwi, widząc otwartą i częściowo opróżnioną butelkę.
– Mam nadzieję, że nie…
– Nie jestem głupia – wcięła się Haniko, zauważywszy, na co wskazywał. Następnie pomachała mu przed nosem swoim kieliszkiem, do połowy wypełnionym sokiem marchewkowym.
Podczas gdy ona próbowała nieco uprzątnąć panujący na kanapie chaos, Itachi przyglądał jej się bacznie. Nigdy jeszcze nie widział jej w takim nieładzie i nie miał pojęcia, jak powinien zareagować. Może był naiwny, ale spodziewał się, że zastanie ją zapłakaną, ale schludnie ubraną, uczesaną i umalowaną. Tymczasem kobieta stojąca tuż przed nim, w niczym nie przypominała tej, którą znał.
– Proszę, nie patrz tak na mnie – westchnęła, czując na sobie jego spojrzenie.
– Przepraszam – zreflektował się. – Możemy porozmawiać?
Po chwili usłyszał kolejne westchnięcie; Haniko na moment przestała układać poduszki.
– Chyba nie ma o czym – powiedziała cicho, nawet się do niego nie odwracając. – Wszystko jest jasne. Rozmowa na ten temat niczego nie zmieni.
Między nimi zapanowała niezręczna cisza. Itachi postanowił nie drążyć tematu.
– Tsunade wzywa cię jutro do siebie – powiedział zamiast tego. Hokage prosiła o spotkanie, ponieważ chciała wyjaśnić dziewczynie prawdziwe powody odejścia Sasuke. Przekazać jej to, czego on nie był w stanie i czego się nie podjął, chociaż dostał taką możliwość. Itachiemu było strasznie wstyd za brata, choć nie miał na to najmniejszego wpływu.
Haniko odwróciła się przodem do niego i przewróciła oczami.
– Nic nie wiem. Wątpię, bym mogła w czymkolwiek pomóc. Napijesz się czegoś?
Uchiha nie skomentował tej mało dyskretnej zmiany tematu, a zamiast tego poprosił o herbatę. Po krótkim namyśle i namowach Haniko zdecydował się jednak na wino, którego ona i tak wypić nie mogła. Para przeniosła się na kanapę, rozmawiając na błahe tematy, jak wizyta Keiko, która tuż po tym, jak dowiedziała się o zdradzie Sasuke, wparowała jak burza i zapewniła, że to na pewno jakaś pomyłka, bo młodszy Uchiha – chociaż dupek – nie zrobiłby czegoś takiego. Rozgadała się na dobre piętnaście minut, Haniko nie dając nawet dojść do słowa, a kiedy tylko skończyła wywód, oznajmiła, że musi coś załatwić i zaraz wróci. Pół godziny później zjawiła się ponownie z czerwonym winem i kolekcją filmów, którą pożyczyła od przyjaciółki.
– Co to za filmy? – zainteresował się Itachi, przeglądając stertę płyt DVD.
Haniko wzruszyła ramionami i dolała sobie soku marchewkowego do kieliszka.
– Sama nie bardzo wiedziała, ale ponoć dobre na wszystko. Zdążyłyśmy obejrzeć dwa, a później Keiko miała jakiś ważny telefon i musiała wyjść.
– A to wino? – spytał Itachi.
– Zapomniała, że jestem w ciąży.
Uchiha przyglądał się, jak na usta koleżanki wyginają się w delikatnym uśmiechu; pierwszym, który dziś u niej zobaczył. Zastanawiał się, czy był on spowodowany roztrzepaniem Keiko, czy może wspomnieniem o nienarodzonym dziecku. Nie odważył się jednak o to pytać. Czuł, że chociaż Haniko znacznie swobodniej wspominała już o ciąży, dziecko wciąż było poniekąd tematem tabu. A nawet jeśli nie – nie uważał, by zechciała na ten temat rozmawiać właśnie z nim. Prędzej z Sasuke lub… inną kobietą. Właściwie, to przede wszystkim z jakąś kobietą.
– To, co teraz oglądamy?
Haniko wzruszyła ramionami, podczas gdy Uchiha ponownie zaczął przeglądać stertę płyt. Szybko doszli do wniosku, że wszelkie komedie romantyczne może sobie darują. W następnej kolejności odrzucili dramaty, które nie bardzo wiedzieli, w czym i jak mogłyby pomóc. Jedno trzeba było przyznać – zestaw filmów był faktycznie przemyślany i pasujący do każdej okazji, ponieważ wśród nich można było znaleźć dosłownie wszystko. Ostatecznie zdecydowali się na film obyczajowy, o dosyć zagadkowym opisie, który niewiele zdradzał.
Korzystając z okazji, że zaczęło robić się ciemno, pogasili wszystkie światła, tworząc typowo kinowy klimat. Idealnym dodatkiem był popcorn, która Haniko przygotowała na szybko w mikrofalówce. Następnie rozwalili się na dwóch końcach kanapy i włączyli film.

– Wiesz… – zaczęła Haniko po godzinie oglądania, podjadając popcorn. – Myślałam, że to ty będziesz tym, który usilnie będzie próbował mnie przekonać, że Sasuke tak naprawdę niczego złego nie zrobił. Podejrzewałam ciebie, bo jesteś jego bratem, nie Keiko.
Itachi westchnął i dolał sobie wina.
– Może i bym cię przekonywał, gdybyś dała mi szansę, ale nie chciałaś rozmawiać – powiedział, spinając się lekko, bo tak naprawdę nie zamierzał tego robić. Na pewno nie po tym wszystkim, czego dowiedział się od Tsunade.
Kiedy Sasuke odwiedził go w nocy, by się pożegnać, starszy Uchiha nie wiedział jeszcze, na czym polegała jego misja. Teraz kiedy poznał większość szczegółów, był wściekły na Sasuke, że uciekł i zostawił wszystko na jego głowie. Potraktował go jak kogoś, komu bez skrupułów można bez przeszkód zwalić na barki najcięższe brzemię. Teraz Itachi mógł tylko pluć sobie w brodę, że tak długo taktował brata, jak dziecko i we wszystkim pragnął mu pomagać. Może gdyby wcześniej uznał Sasuke za dorosłego, teraz nie musiałby po raz kolejny odkręcać tego, co ten postanowił zniszczyć swoim bezmyślnym zachowaniem.
Haniko zamilkła.
– Co powiedziała ci Keiko? – zagaił.
– Stwierdziła, że wierzy w Sasuke i jest przekonana, że za tym wszystkim stoi coś więcej. Była pewna, że nigdy by się w ten sposób nie zachował i że na pewno wszystko się wkrótce wyjaśni i nie powinnam się martwić. Najgorsze było to, że… naprawdę wierzyła w to, co mówi.
– Co masz na myśli?
– Wierzy w niego i ufa mu bardziej niż ja kiedykolwiek.
Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Haniko przelotnie zerkała na ekran, na którym dwójka głównych bohaterów właśnie rozmawiała o tym, co się stanie z ich małżeństwem. Kochali się, ale zupełnie nie potrafili się ze sobą dogadać. Byli zbyt różni i zbyt podobni jednocześnie.
– Nie ma w tym niczego dziwnego, biorąc pod uwagę, że Sasuke nigdy nie dał ci powodów, byś mogła mu zaufać – odparł Itachi, kiedy scena między dwójką bohaterów dobiegła końca, a Haniko odetchnęła z ulgą.
Wzruszyła ramionami i wróciła do oglądania filmu. Chociaż tak właściwie, to niewiele z tego filmu rozumiała. Niby patrzyła w ekran, ale z wyjątkiem paru pojedynczych momentów, nie dostrzegała, co się na nim dzieje.
Niby słuchała dialogów, ale nie potrafiła zrozumieć z nich żadnego słowa. Jej samej tyle słów cisnęło się na usta, że zupełnie nie miała do tego głowy. O tyle rzeczy chciałaby spytać Itachiego! Bo chociaż zdążyła już porozmawiać o swojej sytuacji z Akihito, czuła potrzebę wygadać się komuś, kto był tu przez cały ten czas i miał jako taki obraz sytuacji. Komuś, kto sam dobrze znał Sasuke i wiedział najlepiej, jaki jest.
Jakby nie patrzeć, Akihito nie lubił Sasuke i wbrew pozorom nic o nim nie wiedział. Cokolwiek dotyczyło młodszego Uchihy – był na nie. A ona potrzebowała obiektywnej opinii.
O ile Itachi potrafił oczywiście zachować obiektywizm, kiedy chodziło o jego brata.
Starając się na razie o tym wszystkim nie myśleć, skupiła się ponownie na oglądanym filmie. Fabuła była prosta jak budowa cepa, więc szybko na nowo połapała się w bieżącej akcji.

– Jak się czujesz? – spytał Itachi, kiedy bohaterowie przymierzali się do pocałunku, a Haniko pokręciła nerwowo na drugim końcu kanapy.
– Ciiiiii… nie słyszę dialogów.
Kiedy para na ekranie zaczęła się namiętnie całować, wplatając sobie ręce we włosy i wpychając języki niemal do gardeł, Haniko sięgnęła po pilota i wyłączyła odbiornik. W pomieszczeniu zapanowała zupełna ciemność.
Itachi nie odezwał się ani słowem. Choć bardzo go korciło, wiedział, że nie powinien naciskać i dać jej czas.
– Nie wiem – powiedziała Shimanouchi po krótkiej chwili; głos miała zupełnie bezbarwny i pozbawiony emocji. – Chcesz wiedzieć, co czuję? Mam wrażenie, że dobrze się stało. Czuję ulgę i pierwszy raz od dawna poczucie wolności, swobodę. – Zamilkła i westchnęła cicho. – Chociaż wiem, że to nie jest wcale takie proste. Gdyby takie było, to wzruszyłabym jedynie ramionami i nie myślała o tym, co było między nami. Czuję… coś więcej. Coś, czego nie potrafię jeszcze nazwać.
Przesunęła się tak, że teraz znalazła się zupełnie poza zasięgiem wzroku Itachiego. Bardzo go korciło, żeby się przekręcić i móc dostrzec jej twarz, ale nie chciał jej peszyć; w tej idealnej ciemności i tak niewiele by zobaczył. Gdyby pozostawili włączoną chociaż jedną lampkę, Haniko zapewne nie zdecydowałaby się mu zwierzyć. Doskonale to rozumiał, ponieważ jemu też nigdy takie rzeczy nie przychodziły łatwo.
– Ja… czuję podobnie. Jestem nim rozczarowany, ale to wciąż mój brat – powiedział, chcąc jakoś zachęcić ją do dalszych wyznań. – I…
– Nie, nie o to mi chodzi. Mam mętlik w głowie, ponieważ nigdy wcześniej do nikogo czegoś takiego nie czułam. Keiko mówi, że kocham Sasuke, ale ja… cóż, kochałam kiedyś bardzo mocno i wiem, jakie to uczucie. Z Sasuke to jest coś innego.
– Nie ma dwóch takich samych miłości, Haniko.
– Zdaję sobie z tego sprawę – odparła kwaśno. – I właśnie dlatego mam szczerą nadzieję, że to nie jest miłość.
Itachi zaczął sobie wyłamywać palce, zastanawiając się, co powinien jej powiedzieć. Rozmowa o uczuciach, o zgrozo, była dla niego trudniejsza niż niejedna misja. Nawet jeśli nie chodziło w tej chwili o jego uczucia i to nie on musiał się uzewnętrzniać.
– Sasuke jest trudny do kochania – powiedział, nie bardzo wiedząc, do czego właściwie zmierza. – Ale kiedy już się zacznie coś do niego czuć, to trudno skończyć.
– Chcesz powiedzieć, że…?
Itachi przesunął się tak, żeby móc spojrzeć jej w oczy.
– Kiedy już będziesz wiedziała, co czujesz, powiedz mi o tym. Czy możesz mi to obiecać?
Haniko potaknęła i dla przypieczętowania umowy, uścisnęli sobie dłonie. Nie odsunęli jednak rąk, wciąż trzymając się za palce.
– Czas pokaże – odparła, a po krótkim namyśle zapytała: – Czy on ci kiedykolwiek powiedział, jak nam się układało?
– Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat – odpowiedział szczerze, czując, że Haniko nieco się rozluźniła.
– Było okej, dopóki nie zaszłam w ciążę. Kiedy tylko sobie to jakoś poukładaliśmy, prawie straciłam dziecko. Chyba wtedy się posypało i już nie było czego ratować. On się zamknął w sobie, ja też się zaczęłam od niego oddalać. Zamiast się do siebie zbliżyć i przeżyć to razem, oboje stwierdziliśmy, że wolimy oddzielnie. – Haniko parsknęła śmiechem, choć daleko jej było do wesołości. – To chyba nie miało szansy się udać. Nie, ponieważ żadne z nas nie zamierzało się otworzyć na to drugie i szczerze porozmawiać.
Itachi milczał.
– Akihito miał rację, powinnam była trzymać się od niego z daleka. Po śmierci Satoru tak długo starałam się uciekać przed miłością, że pewnego pięknego dnia z rozpędu wpadłam w ramiona Sasuke: jego całkowitego przeciwieństwa. Na początku się nawet zastanawiałam, czy to nie jest kolejna podświadoma ucieczka, ale do dziś nie poznałam odpowiedzi na to pytanie.
W pokoju zapadła cisza. Haniko pustym wzrokiem wpatrywała się w swoją szklankę, myślami błądząc gdzieś indziej. W pewnym momencie pokręciła głową i podniosła się. Zanim jednak zdążyła się ewakuować, czy zrobić choćby krok, Itachi objął ją, zamykając szczelnie w swoich ramionach. Zrobił jedyną rzecz, którą był w stanie – przytulił. Ona również długo nie pozostawała mu dłużna i objęła go mocno za szyję. Trwali tak jakiś czas, ciesząc się swoją bliskością.
Haniko zamknęła oczy, wtulając twarz w jego ramię i wdychając jego zapach. Itachi zaś wlepił spojrzenie w spoczywający na rogu kanapy koc. Koc, z którym tego wieczoru Haniko nie rozstała się nawet na chwilę i otulała nim, mimo panującego upału. Puściła go dopiero wtedy, kiedy Uchiha ją przytulił. Wciąż jednak spoczywał w zasięgu ręki i Itachi nie miał wątpliwości, że dziewczyna sięgnie po niego, kiedy tylko się od siebie odsuną.
Itachi odruchowo zaczął ją uspokajająco głaskać po włosach, chociaż wiedział, że nie było to konieczne. Poczuwał się jednak w obowiązku, by zareagować w jakiś sposób na jej słowa, a była to jedyna reakcja, jaką zdołał wymyślić. Bardzo chciałby jej coś odpowiedzieć, ale zwyczajnie nie był w stanie. Był bezradny i cieszył się, że dziewczyna nie wypłakiwała mu się w ramię, bo nie wiedziałby, jak się zachować.
Kiedy odsunęli się od siebie, Haniko posłała mu lekki uśmiech.
– Dziękuję i przepraszam.
Itachi skinął tylko głową, na znak, że nie ma za co dziękować. Namyślał się chwilę, po czym postanowił zadać jej pytanie:
– Chciałabyś obejrzeć jeszcze jakiś film?
Haniko nie dała po sobie poznać, jak bardzo zdumiała ją ta propozycja. Itachi zasugerował, że może z nią zostać, jeśli tylko miałaby na to ochotę. Bardzo zgrabnie ubrał to jednak w słowa, za co była mu wdzięczna. Jej nie przeszłaby przez gardło prośba, by został na noc. Czuła, że właśnie naprawdę zyskała wspaniałego przyjaciela.
– Tak, chętnie. – Uśmiechnęła się do niego szerzej i mechanicznie sięgnęła po koc, zarzucając go sobie na ramiona.

Reszta nocy minęła im spokojnie, na oglądaniu głupawych komedii. Kiedy zbliżał się ranek, postanowili się trochę przespać. Haniko pościeliła Itachiemu kanapę i zaproponowała, żeby wybrał sobie do spania coś, z rzeczy pozostawionych przez młodszego Uchihę, sama nie chciała na nie nawet patrzeć.
To była jej pierwsza, a zarazem najtrudniejsza noc. Nie było obok niej Sasuke i miała świadomość, że już go nie będzie. Tym razem nie spał na dole i nie mogła w każdej chwili pójść się do niego przytulić, gdyby tylko chciała. Tym razem był daleko i nie mogła już zrobić nic, by go z tej drogi zawrócić.
Odrzuciła na bok kołdrę, a zamiast tego okryła się kocem, z którym wiązała więcej wspomnień niż z większością rzeczy w tym domu. Kiedy zasypiała, zdawało jej się, że czuje na nim zapach Sasuke. Wtuliła w niego mocniej twarz, ale było to tylko złudzenie.
Złudzenie, że Sasuke jeszcze kiedykolwiek może znaleźć się blisko niej.

2 komentarze:

  1. To bardzo emocjonalny rozdział. Bardzo dobrze napisany. Po przeczytaniu sama czuję ucisk w sercu. Mam nadzieję, że nie wezmę go zbyt mocno do siebie, zwłaszcza, że mój mężczyzna wyjechał teraz na długi czas, a ja jestem teraz "w podobnej" sytuacji do Haniko.
    Wracając do notki. Robi wrażenie. To, że Sasuke zdecyduje się wyruszyć, było takim małym pewnikiem. Jak to opiszesz, już nie. Jego zachowanie w storunku do Haniko jak zwykle zostawia wiele do życzenia. Itachi dobrze ratuje sytuację. Przez chwilę myślałam, że on będzie razem z nią spać w jednym łóżku tak po przyjacielsku, ale nie. teraz zastanawiam się jaką zarazę przygotujecie dla starszego z braci. No bo jak się sypie, to na wszystkich frontach. No i co będzie gdy wróci. A tak w ogóle to zgaduje. Sasuke będzie miał syna? Tylko nie piszcie, że ona poroni, bo strzelę mega focha.
    weny i dużo ciekawych pomysłów na kolejne ciekawe wydarzenia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Cieszę się, że rozdział się podobał, pomimo tego, że przypomina Ci poniekąd własną sytuację. Z jednej strony, jako autorka, oczywiście chciałabym, żeby czytelnicy brali to, co piszę do siebie, ale w takim przypadku, to jednak nie jest wskazane, wyluzuj i zapominaj ;-) (to miało być dowcipne, ha, ha).
      Co z Itachim? Rozdział będzie już... w sumie dzisiaj, więc jest szansa szybko się tego dowiedzieć :D. Jeśli chodzi o to spanie w jednym łóżku, to oni oboje są chyba zbyt sztywni na coś takiego. Przynajmniej na razie.
      Płeć dziecka jest taka ważna? :D Jestem łaskawa i nie będę Cię męczyć w jednej kwestii: nie poroni. Bobo Uchiha przyjdzie na świat ;-). Ale czy zdradzać płeć już teraz, to się jeszcze zastanowię ;p
      Pozdrawiam!

      Usuń