3 września 2016

47. Sasuke, czy jesteś szczęśliwy?

Sasuke stanął przed gabinetem Hokage, zerkając na zegarek. Do planowanej wizyty pozostało siedem minut, więc postanowił przysiąść na ławeczce pod ścianą.
Wezwanie dostał z samego rana. Dziwne, bo zaledwie dwa dni wcześniej był u Tsunade, by dostarczyć jej oświadczenie Haniko o jej chwilowej rezygnacji z misji. Początkowo zamierzała wycofać się z udziału tylko w tych o randze A i B, jednak po ostatnim, na szczęście niedoszłym poronieniu, zmieniła zdanie i postanowiła z nich zrezygnować całkowicie. Przeprowadzili krótką rozmowę i wspólnie doszli do wniosku, że tak dla dziecka będzie najlepiej. Jednak z czegoś żyć musieli, dlatego Haniko złożyła podanie o pracę w Akademii. Po przeanalizowaniu wymogów wspólnie uznali, że ma odpowiednie kwalifikacje i tymczasowo mogłaby się podjąć tej pracy.
Jednak dopóki nic nie było pewne, Sasuke wziął na barki obowiązek utrzymania ich małej „rodziny”. Oboje wiedzieli, że oznaczało to branie przez niego samych najtrudniejszych i najlepiej płatnych misji, ale żadne nie powiedziało tego głośno.
Sasuke nie bał się śmierci. Chociaż bliższe prawdy było to, że nie wierzył, by mogła go ona dosięgnąć. Zdawał sobie sprawę, jak potężny się stał, ufał swoim umiejętnościom i nie wierzył, by mógł zginąć na którejś z tych dziecinnie prostych misji.
– Wejść! – Usłyszał Sasuke zza drzwi, po tym, jak zapukał. Nacisnął klamkę i już po chwili stał w gabinecie Hokage, która odłożyła wszystkie trzymane dokumenty i przeniosła wzrok na swojego gościa. – A, to ty. Siadaj.
Sasuke posłusznie zajął miejsce naprzeciwko biurka, nie spuszczając oczu z kobiety, która wyjęła z szuflady brązową teczkę i zmarszczyła brwi. Podała mu ją.
– Zanim zdecydujesz się przyjąć to zadanie, zapoznaj się z tym i dobrze przemyśl swoją decyzję.
Uchiha skinął głową i nie ociągając się, zajrzał do środka, przez parę minut przeglądając zawartość. Zmarszczka na jego czole pogłębiała się z każdą kolejną przeczytaną stroną, aż w końcu zamknął teczkę i odłożył ją na róg biurka.
– Dlaczego sądzisz, że mógłbym być tym zainteresowany? To jest niezgodne z naszą umową – powiedział sucho, krzyżując ręce.
– Właśnie dlatego chcę, byś się dobrze zastanowił. – Kobieta, pochyliła się nad stołem, opierając brodę na dłoniach. – Ale najpierw mnie wysłuchaj.
Sasuke tylko wzruszył ramionami, pewien, że cokolwiek mu powie, on nie weźmie tej misji. Nie po to jasno ustalili ostatnio warunki, by już przy pierwszym zadaniu Hokage postanowiła ich nie przestrzegać.
– Nie patrz tak na mnie, pamiętam, że zastrzegłeś sobie, że nie chcesz brać udziału w misjach długoterminowych. I wiem też, że wysokie wynagrodzenie – a zaznaczam, że byłoby ono nieporównywalnie wyższe od tego, które otrzymałbyś za wszystkie krótsze misje w tym okresie – cię nie przekona.
– Do rzeczy – przerwał jej Sasuke.
– W porządku – odpowiedziała Tsunade, ponownie sięgając do którejś z szuflad i wyciągając kolejną teczkę. Sasuke dostrzegł na niej swoje imię i nazwisko. Innymi słowy, Hokage rzuciła właśnie na stół jego akta. – Od czego chcesz zacząć? Od argumentów o wadze tej misji i jej znaczeniu dla wioski, czyli czegoś, czym przekonałabym twojego brata, czy ewentualnych korzyściach dla ciebie i… twoich najbliższych.
Uchiha wzdrygnął się. Zmarszczył mocniej brwi, opierając się rękoma o blat.
– Czy to była groźba? – warknął.
– Nie. Chociaż faktycznie mogło tak trochę zabrzmieć. Więc?
– Od początku.
– Dobrze więc. – Oparła się swobodnie o zagłówek skórzanego fotela. – O tym, że Orochimaru od dawna stanowi zagrożenie dla wioski, nie muszę ci mówić. Jednak do dziś zapewne nie zdawałeś sobie sprawy z powagi eksperymentów, których dokonuje. Chyba nie muszę zaznaczać, że informacja o zmienianiu przez niego ciał, jest ściśle tajna? Tak się składa, że jesteś idealnym kandydatem na jego kolejny pojemnik. Orochimaru od lat jest zafascynowany sharinganem i kilka razy próbował już dopaść członków twojego klanu.
Sasuke skinął głową. Jak dotąd nie udało mu się dorwać żadnego z nich, ale nie ulegało wątpliwościom, że do tego dążył.
– I prawdopodobnie nie będzie już próbował – kontynuowała Tsunade. Uchiha posłał jej nierozumiejące spojrzenie. – Obserwując Kakashiego, Orochimaru zdał sobie sprawę z tego, że nawet wchodząc w posiadanie kekkei genkai klanu Uchiha, nigdy nie opanuje kontroli nad sharinganem w takim stopniu, jak prawowici właściciele. Innymi słowy, przeszczepienie sobie sharingana nic mu nie da. Jego obecnym celem jest przejęcie ciała kogoś z klanu Uchiha, na co nie możemy pozwolić.
– W jaki sposób ma mnie to zachęcić, do spędzenia pół roku w jaskiniach tego węża? – Sasuke się skrzywił.
– Twoje akta – powiedziała Tsunade, rzucając mu teczkę. Sasuke jednak nawet do niej nie zajrzał, nie spuszczając wzroku z kobiety. – Jesteś idealnym kandydatem na jego kolejny pojemnik, czego zresztą nie omieszkał ci powiedzieć. A na swoje szczęście, jesteś również na tyle potężny, by mieć z nim jakieś szanse w bezpośrednim starciu.
Uchiha ugryzł się w język, by przypadkiem tego nie skomentować. Ostatnim razem musiał przejść do defensywy, ponieważ nie miał najmniejszych szans z pojedynku z tym mężczyzną. Oczywiście nie pozostawał bierny, ale nie miał wątpliwości, że Orochimaru bez trudu wylizał się ze wszystkich zadanych mu ran.
– Po pół roku pod jego nadzorem będziesz w stanie osiągnąć więcej, niż ci się zdaje – wyjaśniła Tsunade, jakby czytając w jego myślach. – Zdołasz poznać wszystkie jego słabości i pokonać go w decydującym momencie. Oczywiście w tym czasie będziemy również obserwować kryjówkę Orochimaru, więc gdyby coś poszło nie tak, możesz liczyć na wsparcie.
– W jaki sposób miałoby mnie to zachęcić? – prychnął Uchiha, ponieważ wciąż nie docierał do niego sens całej tej misji.
– Przede wszystkim Orochimaru przestanie zagrażać wiosce i członkom klanu Uchiha, co raczej powinno mieć dla ciebie znaczenie. Z tego, co zdołaliśmy się zorientować, jesteś jego głównym celem, więc i ty będziesz mógł odetchnąć.
– Dlaczego ja? – spytał, bo od jakiegoś czasu nie dawało mu to spokoju.
Tsunade spojrzała na niego dziwnie, po czym wskazała mu na teczkę, którą wciąż trzymał w dłoni. Po chwili zdecydował się jednak zajrzeć do środka.
– Jesteś jednym z najsilniejszych członków klanu Uchiha – kontynuowała kobieta, podczas gdy Sasuke przeglądał tabelki i rozpiskę jego umiejętności wraz z uwagami. – Jako jeden z nielicznych posiadasz mangekyō sharingan, a podpisany z Itachim pakt, chroni cię przed utratą wzroku. Pewnie się zastanawiasz, dlaczego w związku z tym nie poprosiłam o to twojego starszego brata? Ponieważ Itachi pomimo licznych umiejętności i ogromnej sławy w świecie shinobi, nie jest nawet w połowie tak dobrym kandydatem, jak ty.
Sasuke nie wiedział, czy to miał być komplement, którym Hokage chciała go przekonać do zmiany zdania, czy może właśnie go obraziła, i nie zamierzał pytać. Zamknął teczkę i rozsiadł się wygodniej, czekając, aż kobieta kontynuuje.
– Itachi jest bez wątpienia potężnym ninja, ale nie ma umiejętności, którymi byłby zainteresowany Orochimaru. Pamiętasz, pod jakim kątem testował cię ostatnim razem? Badał, jak dobrze władasz Amaterasu i jak bardzo jesteś zaprawiony w używaniu Susanoo. Itachi jest mistrzem genjutsu i a z jego Tsukuyomi nic może się równać, ale Orochimaru nie jest osobą, która byłaby zainteresowana akurat tym stylem walki. Sasuke, posiadasz więcej chakry niż Itachi i cechujesz się większą wytrzymałością, co czyni cię lepszym kandydatem. Możesz częściej i dłużej korzystać z Susanoo, a twoja swoboda w korzystaniu z Amaterasu i jego dowolna transformacja nie ma sobie równych.
Ach, więc to jednak miał być komplement. Mężczyzna skrzywił się, wysłuchując tych wszystkich pochwał. Tsunade założyła, że leciał na komplementy i umniejszanie umiejętności Itachiego wprawi go w dobru nastrój.
Nie wprawiło.
Itachi może faktycznie nie był tak wytrzymały, jak on, a co za tym idzie, korzystanie z technik, które zyskuje się dzięki mangekyō, znacznie osłabiało jego ciało, ale prawdziwym powodem, dla którego Orochimaru mógłby nie być zainteresowany ciałem Itachiego, był jego największy atut – inteligencja. To dzięki niej Itachi potrafił pokonać wszystkie swoje ograniczenia i bez trudu wygrywał nawet z przeciwnikami, z którymi z pozoru miał niewielkie szanse. Jednak inteligencji nie dało się przeszczepić.
– To jest właśnie to, czego poszukuje Orochimaru – zakończyła Tsunade, ponownie opierając brodę na splecionych palcach. – Ponadto Itachi jest znany jako shinobi wierny wiosce. Odkąd w wieku czterech lat ujrzał skutki wojny na własne oczy, jest stróżem pokoju i nie zdradziłby Konohy. Z tobą sytuacja ma się inaczej, a mając na uwadze ostatnie wydarzenia, możemy łatwo przekonać wszystkich, że zdradziłeś Konohę i odszedłeś do Orochimaru.
– Co masz na myśli?
– Pomimo próby wyciszenia plotek o zamachu klanu Uchiha, po wiosce chodzą różne pogłoski. Podejrzewam, że lada dzień nie uda nam się utrzymać tego w tajemnicy i będziemy musieli zdradzić mieszkańcom nieco więcej.
– Zamierasz im powiedzieć, że Uchiha planowali przejąć kontrolę nad Konohą? Spiszesz nas w ten sposób na straty! – warknął Sasuke, gwałtownie wstając. Hokage zatrzymała go uniesieniem ręki i z powrotem wskazała krzesło.
– Siedź spokojnie i mnie słuchaj. – Tsunade posłała mu wściekłe spojrzenie, opanowując chęć, by uderzyć pięścią w stół i zademonstrować swoją złość. – Nie siedzieliśmy przez ten czas bezczynnie. Mamy pewien plan, ale żeby go zrealizować, musimy się najpierw dogadać z twoim ojcem. Nie po to tłumiliśmy ten bunt po cichu, by teraz do wszystkiego się przyznać i wywołać wojnę domową. Jeżeli Uchiha wciąż będą się cieszyć niewielkim zaufaniem wśród mieszkańców, to będziemy mieli niemały problem.
Sasuke nie odpowiedział. Kwestie polityczne Konohy jakoś nigdy go specjalnie nie interesowały i nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, z czym mogło się wiązać poznanie przez wszystkich prawdy. Miał swoje podejrzenia, ale zerową pewność, czy dobrze myślał. Zakodował sobie, że musi spytać o tę kwestię Itachiego.
– A ten drugi powód?
Hokage wyprostowała się na krześle.
– Haniko – powiedziała, bacznie obserwując jego wyraz twarzy. Sasuke jednak ani drgnął, podtrzymując swoją wyuczoną obojętność. – W wynikach badań prowadzonych przez Orochimaru możemy znaleźć coś, co mogłoby pomóc w wyleczeniu jej dolegliwości.
– Mogłoby? Czyli mam zdecydować się na udział w samobójczej misji z powodu zwykłego gdybania? – zakpił.
– Uchiha – warknęła kobieta, gromiąc go wzrokiem – przyjmij do wiadomości, że są sprawy, o których nie masz pojęcia. Więc jeśli mówię, że istnieje podejrzenie, że Orochimaru mógłby coś wiedzieć o chorobie Haniko, to mam podstawy, by tak sądzić. Decyzja należy do ciebie.

***

Sasuke był w parszywym nastroju, więc stojąc w drzwiach, zamiast krzyknąć, że już wrócił, zatrzasnął je mało delikatnie, nie mówiąc nic. Po chwili z kuchni wyjrzała Haniko, przyglądając mu się bacznie.
– Stało się coś? Dostałeś misję?
Nie, nie dostał. Jeszcze nie. Tsunade dała mu dwa dni na podjęcie decyzji, bo – jak zakładała – jeśli się zdecyduje, to za tydzień powinien wyruszyć. Co dawało mu niewiele czasu na zastanowienie i jeszcze mniej na zdobycie informacji, które mógłby mu pomóc tę decyzję podjąć.
– Nic i nie. Masz jakieś plany na resztę dnia? Chciałbym pójść do mojej matki. Jeśli będziemy dłużej zwlekać, to Itachi chyba mnie zabije.
– To może… – Haniko zerknęła na zegarek. – Za jakieś półtorej godziny? Teraz jest pora obiadowa i raczej nie wypada.
– A właśnie, że to najlepsza pora. Przynajmniej w końcu zjem coś jadalnego.
Haniko nie zareagowała zgodnie z jego oczekiwaniami i nic nie odpowiedziała na przytyk do jej umiejętności kulinarnych. Ona przynajmniej potrafiła zrobić cokolwiek, a Uchiha… Uchiha w kuchni miał dwie lewe ręce i potrafił przypalić nawet wodę na herbatę.

***

Kiedy Mikoto otworzyła drzwi, wprost nie mogła opanować ogarniającego ją szczęścia. Z głośnym Och rzuciła się młodszemu synowi na szyję, wymuszając na nim zgięcie się, ponieważ była od niego o wiele niższa.
Sasuke cały zesztywniał, bo zdecydowanie nie takiej reakcji się spodziewał. Może jednak Itachi tak bardzo nie przesadzał, kiedy mówił, że Mikoto nie potrafiła sobie poradzić z jego wyprowadzką. Teraz na własne oczy przekonał się, że starszy brat naprawdę nie koloryzował.
– Cześć, mamo – wychrypiał, ponieważ kobieta najwyraźniej obrała sobie za cel, by go udusić. – Nie mogę oddychać…
Z ust Mikoto ponownie wydobyło się – tym razem ciche – Och, a ona sama odsunęła się od syna. Cała twarz jej się śmiała, z wyjątkiem oczu, w których Sasuke dostrzegł jeszcze jakąś pustkę. Nagle wszystko stało się jasne – matka wcale aż tak bardzo nie tęskniła za nim. Brakowało jej Fugaku.
– Wejdźcie. Zostaniecie na obiedzie?
– Nie chcielibyśmy się wpraszać… – zaczął niewinnym tonem Sasuke.
Haniko powstrzymała się, by nie parsknąć śmiechem. Sprytnie to sobie wymyślił.
– I tak ugotowałam więcej niż Itachi i ja jesteśmy w stanie zjeść. – Mikoto machnęła lekceważąco ręką i uśmiechnęła się zadowolona, że dokarmi jeszcze dwie osoby. – Chyba że już jedliście?
– Nie – zaprzeczyła szybko Shimanouchi. – Nie zdążyłam dokończyć obiadu, ponieważ Sasuke bardzo się spieszył na spotkanie z panią. Wręcz nie mógł się doczekać.
Uchiha powstrzymał się przed zmarszczeniem brwi, zamiast tego decydując się uszczypnąć dziewczynę w pośladek. Zrobił to, kiedy Mikoto odwróciła wzrok na Kinari, która zrzuciła na podłogę pilot od telewizora, leżący obok niej na kanapie. Haniko podskoczyła niezauważalnie, najwyraźniej nie spodziewając się takiej reakcji.
Pani Uchiha zaprosiła ich do jadalni.
– Pójdziesz po Itachiego? – spytała Mikoto. – A Haniko pomoże mi zastawić stół.
Sasuke skinął głową i wciskając ręce do kieszeni, udał się na górę. Zanim jednak zapukał do pokoju brata, zdecydował się zajrzeć do swojego. Nie podejrzewał się o taki sentymentalizm, ale nagle nabrał ochoty, by jeszcze raz go zobaczyć.
Kiedy wszedł do środka, westchnął cicho. Nie było tak, jak podejrzewał. Wciąż pusto, a jednak gołym okiem można było dostrzec kobiecą rękę, która zdecydowała się przerobić to pomieszczenie. Najwyraźniej jego dawny pokój w najbliższej przyszłości miał należeć do Kinari.
Uchiha podszedł do łóżka i przysiadł na nim, rozglądając się dookoła. W pewnym sensie mu tego brakowało. Jakiejś przestrzeni, w której mógłby być zupełnie sam. Tylko on i jego myśli. Teraz dzielił jedną sypialnię z Haniko i tak naprawdę nie miał gdzie się zaszyć, kiedy potrzebował coś przemyśleć. Zresztą widział, że ona miała podobny problem. Oboje byli raczej samotnikami i wspólne mieszkanie niespecjalnie im służyło. A przynajmniej dopóki mieszkali w tej małej klitce. Jeśli kiedyś dorobią się większego domu, to kto wie. Mógłby się zamknąć znów w swoich czterech ścianach i…
– W końcu przyszedłeś. – Usłyszał z okolic drzwi. Odwrócił się w tamtym kierunku, dostrzegając Itachiego opartego o framugę.
– Też się dziwię, że tak długo wytrzymałem, jedząc to, co gotuje Haniko – zażartował, chociaż ton jego głosu pozostawał beznamiętny.
– Zawsze sam możesz zacząć. – Itachi wszedł do pokoju i usiadł obok brata. Przez chwilę obaj siedzieli w ciszy, patrząc w tylko sobie znane punkty. – W porządku?
– Ta – odpowiedział Sasuke, starając się nie brzmieć żałośnie. Na pewno było lepiej niż ostatnio, ale dzisiejsza rozmowa z Tsunade trochę wyprowadziła go z równowagi i z całą pewnością mogło być lepiej. Nie działo się jednak nic, z czego chciałby zwierzyć się bratu.
– Powiedzieliście jej już?
– Po obiedzie. Chodź.
Młodszy Uchiha zerwał się do wyjścia, nie chcąc dłużej ciągnąć tej rozmowy. Odkąd pogodził się z Itachim, zdecydowanie zbyt blisko ze sobą byli i zbyt wieloma problemami się dzielili. Nie, żeby było w tym coś złego. Przynajmniej do czasu, kiedy któryś z nich nie mierzył się z czymś, o czym nie chciał mówić, a poczuwał się w obowiązku. Tak, jak ostatnia kwestia poronienia, którą Sasuke bardzo chciał z siebie wyrzucić, ale nie potrafił. A Itachi na pewno poczuł się rozczarowany, że nic o tym nie wiedział.
Bycie blisko miało swoje uroki, ale czasem przyprawiało o ból głowy. Dopóki się nie dogadywali, nie musiał przejmować się bratem i o niczym go informować. Teraz pomimo lepszego samopoczucia i większej radości z każdego spotkania, doszło parę irytujących obowiązków i zachowań bo wypada.
To samo tyczyło się związku z Haniko.

Obiad przebiegł spokojnie i bez zarzutu. Nie było Fugaku, który wprowadziłby nerwową atmosferę, ani Keiko, której domeną był chaos i żywiołowość. Jedli w ciszy, tylko czasem przerywając posiłek na luźną pogawędkę.
Mimo świadomości, co miało się lada moment stać, Sasuke wydawał się spokojny i zrelaksowany. Prawdę mówiąc, pewnie i denerwowałby się rozmową z matką, gdyby jego myśli nie zaprzątało obecnie coś innego. Raz po raz zerkał na Haniko, starając się podjąć decyzję. Skłamałby, stwierdzając, że podejmie ją, kierując się tylko jej dobrem. Chęć pomocy matce swojego dziecka była dla niego ważna, ale myśląc nad propozycją Tsunade, czuł się większym egoistą niż kiedykolwiek wcześniej.
– Macie ochotę na deser? – zapytała Mikoto, zbierając talerze ze stołu. – Trochę ostatnio piekłam.
Itachi rzucił bratu znaczące spojrzenie, mówiące, że to trochę, to tak naprawdę ilości, o których mu się nawet nie śniło. Kobieta musiała zająć czymś ręce, a że jej największą pasją było gotowanie, to…
Obiadów mieli już zapas na jakiś miesiąc. Mikoto część pomroziła, a część porozdawała sąsiadom, w szczególności staruszkom, którzy nie brali udziały w zamachu, a po aresztowaniu ich rodzin, nie miał się nimi kto zająć. Następną w kolejności pasją Mikoto było pieczenie, więc obecnie pół kuchni zajmowały różnorodne wypieki, których nie miał kto jeść.
Sasuke kiwnął głową, jeszcze na parę minut odwlekając czekającą go rozmowę. Wrócił przy okazji do rzeczywistości, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Matka była w rozsypce emocjonalnej, a on jeszcze chciał jej dołożyć swoich problemów. Chociaż właściwie, to ona sama ich sobie lada chwila natworzy, dorabiając odpowiednią ideologię i nie dając przyszłym rodzicom spokoju.
Dlatego też zaczął układać w głowie plan, którego miał świadomość, że i tak nie zrealizuje. Nie przeszkadzało to jednak w jego tworzeniu, a nuż jakaś jego część mu się przyda i uda się wdrożyć w życie. Pierwszym, a zarazem jedynym, na razie punktem na jego liście, było nieinformowanie matki o kiepskim stanie zdrowia Haniko.
Przynajmniej na razie.
Kiedy spojrzenie Sasuke zatrzymało się na bracie, przypomniał sobie o jeszcze jednej rzeczy. Obiecał sobie przecież, że zdziała coś w sprawie Itachiego. Mawiano, że im człowiek starszy, tym więcej ma problemów. A, jak powszechnie wiadomo, najlepszym lekarstwem na wszelkie kłopoty była matczyna troska.
Po krótkiej chwili Mikoto pojawiła się z powrotem w jadalni, niosąc pokaźnych rozmiarów tacę po brzegi zapełnioną ciastem. I że niby oni mieli to wszystko zjeść? We czwórkę? Niewykonalne.
– Jak wam się razem mieszka? – zagaiła kobieta, siadając naprzeciwko i uśmiechając się ciepło do raczej markotnej pary. – Och, tak się cieszę, że wam się udało. Bałam się, że chociaż Sasuke się zakochał, to się nie uda i…
– Mamo – przerwał jej Itachi, kręcąc z dezaprobatą głową. Co tej kobiecie strzeliło do głowy, żeby wygadywać takie rzeczy? Chociaż nie mogła przecież wiedzieć, jak naprawdę wyglądała sytuacja. Itachi modlił się, by Fugaku jak najszybciej wrócił do domu i doprowadził żonę do porządku, bo to już przechodziło ludzkie pojęcie. – Sasuke ma ci chyba coś do powiedzenia – dodał, kiedy przy stole zapanowała cisza.
Młodszy Uchiha jednak wcale nie wydawał się chętny, by zabierać głos. Spojrzał na rodzicielkę, otworzył usta, po czym je zamknął i spuścił głowę. Pewność siebie sprzed chwili zupełnie go opuściła, czego nie był w stanie nawet porządnie zamaskować.
Itachi przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po tylu latach wciąż dostrzegając w nim to dziecko, które zawsze wstydziło się przyznać do porażek i błędów, i przy każdej okazji chowało za jego plecami. Sasuke zawsze uczepiony był jego koszulki, nieśmiało wyglądając na rodziców. W zależności od tego, co zrobił, albo przyznawał się sam, albo prosił o to Itachiego, niemal przyklejając się do jego pleców.
Teraz też Sasuke posłał mu niepewne spojrzenie i Itachi poczuł, że ma déjà vu.
– Jestem w ciąży. – Ciszę w pomieszczeniu przerwała Haniko. Wszystkie spojrzenia skierowały się na nią, a pani Uchiha pobladła. – Będziemy mieli dziecko – kontynuowała, jakby jej wcześniejsza wypowiedź wszystkiego nie tłumaczyła.
Mikoto przeniosła zszokowane spojrzenie z blondynki na syna i poczuła, że zaschło jej w ustach. Zanim jednak zdążyła cokolwiek z tym zrobić, Itachi podsunął jej szklankę z wodą, przysuwając się bliżej. Teraz wszystkie spojrzenia spoczęły na niej.
Wyczekująco.
Aż zapadnie wyrok.

***

Kiedy ucichły kroki na schodach, Sasuke westchnął i usiadł z powrotem na rogu kanapy. Podniósł wzrok na matkę, która niespokojnie krążyła wokół, gorączkowo się nad czymś zastanawiając.
A Sasuke nawet nie chciał myśleć, nad czym ta kobieta się znowu głowiła.
Nie chciał, ponieważ rozmowa nie wypadła zbyt dobrze.
– Mamo, proszę cię, usiądź – powiedział zrezygnowany, kiedy Mikoto po raz szósty okrążyła kanapę. Pomimo względnego spokoju malującego się na jej twarzy, nerwowe krążenie nie było jedynym objawem ujawniającym jej zdenerwowanie. – Mamo – warknął, chwytając ją delikatnie za rękę.
Prawdą było, że wyznanie Haniko z początku nie zrobiło nawet takiego złego wrażenia. Owszem, pani Uchiha pobladła nieco i na chwilę odebrało jej mowę, ale ostatecznie przyjęła tę wiadomość z uśmiechem na ustach. Cóż więc takiego stało się później, że jej opinia tak diametralnie się zmieniła?
– Jesteś pewien tej decyzji?
Sasuke przez chwilę patrzył matce w oczy, ale kiedy przyszło co do czego, spuścił głowę i dopiero wtedy odpowiedział. Tak, żadnego ślubu nie będzie.
Zły był na siebie, że nie przewidział tego pytania. Szło im całkiem nieźle, dopóki matka nie zaczęła tematu małżeństwa, tym samym wybijając ich oboje z dosyć dobrego udawania szczęśliwej pary.
– Jestem pewien, usiądź.
Kobieta tym razem usłuchała i przysiadła na fotelu, który uprzednio przysunęła, by znaleźć się bliżej syna. Sasuke uparcie wpatrywał się w podłogę, więc tym razem ona chwyciła jego dłonie.
– Dziecko powinno mieć oboje rodziców. – Przekonywała dalej, choć ze zdecydowanie mniejszym entuzjazmem niż na początku tej rozmowy.
Z powodu gradu argumentów, którymi od razu zasypała Haniko, Sasuke zdecydował się pozbyć jej z salonu i paroma znaczącymi spojrzeniami zasugerował Itachiemu, by ją stamtąd zabrał. Pomimo protestów pani domu, udało im się ewakuować, pozostawiając problem na głowie Sasuke.
– I będzie miało oboje rodziców.
– O co chodzi, Sasuke? – Mikoto zaszczyciła go smutnym spojrzeniem, jednocześnie wnikliwie go obserwując. Gdyby doszukała się choćby chwilowego zawahania, z pewnością kontynuowałaby potyczkę o honor rodziny. Bo wiadome przecież było, że nieślubne dziecko ten honor burzyło. – Myślałam, że to planowana ciąża.
Mężczyzna spojrzał na nią nieco skołowany, czego zresztą szybko pożałował.
– Więc nie? Oj, Sasuke. Przecież ojciec rozmawiał z wami na ten temat. Nie zabezpieczaliście się?
Uchiha zacisnął szczękę i ugryzł się w język, by przypadkiem nie powiedzieć czegoś, czego mógłby szybko pożałować. Mikoto z niego nie drwiła, ona pytała serio i choć nie miał najmniejszej ochoty z nią o tym rozmawiać, to brak odpowiedzi uznałaby z pewnością za potwierdzenie. Fugaku już na niego nie naśle, ale sama może zechcieć omówić z nim podstawowe kwestie dotyczące uprawiania bezpiecznego seksu.
Tak na przyszłość.
– Zabezpieczaliśmy – wycedził Sasuke, starając się brzmieć neutralnie. No, prawie się zabezpieczali. Zazwyczaj. – Nieważne.
– Ale przecież tak bardzo do siebie pasujecie! – Drążyła Mikoto, najwyraźniej nie mogąc pojąć, dlaczego jej syn podjął taką, a nie inną decyzję. – Dlaczego nie chcecie zostać małżeństwem?
I co on jej miał odpowiedzieć? Że mogliby startować w konkursie na najmniej udaną parę w tym sezonie? Gdyby w Konoha organizowali takie konkursy, z pewnością dostaliby główną nagrodę. Dwa bilety na podróż w dwie skrajne strony świata, żeby para nie musiała się oglądać na oczy. W pakiecie szybki tramwaj, żeby mogli się spotykać na środku trasy na seks, od którego byli uzależnieni.
Nic z tego jednak matce nie powiedział. Ograniczył się do przeprowadzenia takiej rozmowy z samym sobą i pośmiania się z tego jakże zabawnego pomysłu. Czy to już się klasyfikowało pod czarny humor, czy jeszcze nie?
– Proszę – warknął po chwili – zostawmy ten temat.
Mikoto posłusznie już go nie drążyła, a zamiast tego odgarnęła Sasuke włosy czoła. Przeczesała je palcami i dotknęła jego policzka, zmuszając, by na nią spojrzał.
– Nie musisz się o nic martwić, pomogę wam.
– Nie – odpowiedział niemal natychmiast. Mikoto wyglądała na lekko zmieszaną. Nieznacznie odsunęła się od syna. – Poradzimy sobie.
– Oczywiście – wyszeptała, spuszczając głowę.
Sasuke z początku nie potrafił zrozumieć, o co tym razem chodziło matce. Nie chciał jej się zwalać ze swoimi problemami na głowę. Mikoto i tak musiała zajmować się Kinari, a on miałby jej podrzucać do opieki jeszcze swoje własne dziecko?
Po chwili jednak wszystko stało się jasne. Sasuke przypomniał sobie swoją ostatnią rozmowę z bratem. Westchnął, kiedy zobaczył łzy czające się w oczach matki.
– Mamo… to nie tak, że chcę się od ciebie odciąć – wyjaśnił. – Owszem, nie zamierzam utrzymywać kontaktu z ojcem, ale ciebie to nie dotyczy. Ja… – zawahał się, zastanawiając, jak powinien to dalej pociągnąć, żeby jej nie urazić. – Chcemy być samodzielni, a ty masz już wystarczająco dużo rzeczy na głowie.
– Kinari to nie problem, zajmowanie się nią to czysta przyjemność. – Mikoto zamrugała gwałtownie, by odegnać łzy. Uśmiechnęła się ciepło do syna.
– Jest jeszcze… Itachi.
– Itachi jest już dorosły. Nie potrzebuje mnie.
Sasuke dał matce znak, by usiadła przy nim. Kiedy wykonała polecenie, objął ją ramieniem i przysunął twarz do jej ucha. Nie wiedzieć czemu, sama myśl o powiedzeniu tego głośno powodowała u niego pewien dyskomfort. A jeśli nie chciało się o czymś mówić, najlepiej było to wyszeptać. Przełknął ślinę, zbierając się w sobie.
– Ojciec całe życie mnie ignorował i całą swoją uwagę poświęcał Itachiemu. Tylko jego chwalił i z niego był dumny. W pewnym momencie chyba nawet zapomniał o moim istnieniu. – Zawiesił głos, zastanawiając się, jak powinien ubrać w słowa to, co zamierzał powiedzieć. – Nie chcę tego porównywać, ale… ty dla odmiany całą swoją uwagę poświęcałaś mnie. Ja pragnąłem uwagi ze strony ojca, a Itachi… twojej. Myślę, że to jest dobry czas, by to nadrobić.
– Czy… Itachi tak uważa? – wyszeptała Mikoto, nieznacznie spuszczając głowę.
Tak, przecież sam mu to powiedział. Tym jednak Sasuke nie mógł się podzielić z matką. Była wrażliwą kobietą i już samo uświadomienie jej tego musiało ją wystarczająco zaboleć. Czasem Sasuke potrafił jednak być delikatny i taktowny. Prawdę mówiąc, Mikoto była jedną osobą, w stosunku do której zachowywał się w ten sposób. Itachi miał jednak rację – synuś mamusi.
Sasuke więc zaprzeczył. Zapewnił ją, że to są jego własne obserwacje i zdając sobie sprawę z tego, że matka robiła to nieświadomie, postanowił jej o tym powiedzieć. Tym samym skutecznie odciągnął jej uwagę od Haniko, ciąży i małżeństwa. Wystarczyło, że w głowie wciąż słyszał pierwsze pytanie, które matka zadała mu po wyjściu Haniko i Itachiego.
Sasuke, czy jesteś szczęśliwy?

***

Wkrótce później para opuściła rezydencję Uchiha. Haniko nie potrafiła powstrzymać westchnienia ulgi, kiedy drzwi się za nimi zamknęły, a oni znaleźli się na pustej ulicy.
Zbliżał się wieczór, więc większość rodzin przygotowywała lub spożywała właśnie kolację. Zdecydowanie było im to na rękę, chociaż liczba członków klanu Uchiha, która przebywała obecnie na wolności i tak była znikoma. Wystarczyło, że przychodząc tu, nie udało im się uniknąć paru zgorszonych spojrzeń ze strony kobiet, których mężowie od ponad tygodnia przebywali w zamknięciu. Sasuke miał wrażenie, że wszyscy obwiniają o to jego. Tak, jakby samo powstrzymanie Fugaku już rzutowało na powodzeniu misji.
Nie zerkając nawet przelotnie na idącą obok niego Haniko, przyspieszył kroku, by jak najszybciej opuścić dzielnicę.
Zaledwie kilka minut później, pożałował, że nie wyszli jednak wcześniej. Każde nienawistne spojrzenie jakiejś dalekiej ciotki, czy sąsiadki, było lepsze niż to, co kierowało się prosto na nich. Sasuke mimowolnie objął idącą obok dziewczynę ramieniem i przycisnął ją do swojego boku.
Z naprzeciwka zmierzało ku nim kilkudziesięciu mężczyzn. Z Fugaku na czele.
Wyglądało na to, że Hokage w końcu doszła z nimi do porozumienia i postanowiła puścić ich wolno. Szkoda, że akurat dziś i teraz.
– Nie zatrzymujemy się – szepnął Sasuke i zmusił dziewczynę do szybszego kroku. Im bliżej grupy się znajdowali, tym wyraźniej dostrzegał w ich postawie nienawiść. Wszystkie spojrzenia były aktualnie skupione na nim. Kiedy w oczach Fugaku pojawił się sharingan, pozostali mężczyźni szybko poszli w jego ślady.
Haniko zauważając to, spuściła wzrok, by jej przypadkiem nie kusiło spojrzenie któremuś z nich w oczy. Jednak przyglądanie się własnym stopom też wyprowadzało ją z równowagi, dlatego podniosła wzrok na Sasuke. Nie pozostawał im wszystkim dłużny i sam też zerkał w ich kierunku krwistoczerwonymi oczyma. Prawdę mówiąc, to znając Uchihę, Haniko nie mogła być pewna, czy to przypadkiem nie on zaczął tego pojedynku na spojrzenia.
Kiedy mężczyźni znaleźli się już w odległości zaledwie kilku metrów, w ruch poszedł jeszcze mangekyō. Haniko poczuła, jak dłoń spoczywająca na jej ramieniu zaciska się mimowolnie. Sama spięła się nieznacznie, kiedy uświadomiła sobie, jak to się może skończyć.
Atmosfera zrobiła się tak gęsta, że z powodzeniem można by nią chleb posmarować. Haniko przestała nawet oddychać, kiedy od Fugaku dzielił ich już tylko krok. Nie odważyła się już spojrzeć na Sasuke. Dla własnego komfortu psychicznego wolała nie wiedzieć, co też właśnie robił.
Nie poczuła się lepiej, nawet kiedy minęli już większość mężczyzn. Nienawiść, którą emanowali członkowie klanu Uchiha, była tak silna, że nie dało się jej z niczym porównać. Już samo to, że była tak namacalna, okazało się wystarczającym szokiem. Czyżby jednak dała się złapać w genjutsu i ktoś właśnie manipulował jej samopoczuciem?
Być może.
Kiedy tylko przekroczyli bramę oddzielającą dzielnicę klanu od reszty wioski, całe to napięcie z niej uleciało. Jakby ktoś przekuł balon szpilką. Tak też i zresztą się czuła – jak ten balon, a raczej to, co z niego zostało. Kolana jej zadygotały, przed oczami pociemniało.
– Spójrz na mnie! – Usłyszała męski głos przy uchu.
Spojrzała. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo nie widziała aktualnie niczego. Instynkt mówił jej, że gdzieś na tej wysokości powinna znajdować się twarz Sasuke. Chociaż po tym, jak kręciło się jej w głowie, nie powinna być niczego pewna.
Nim odzyskała wzrok, minęła krótka chwila. Powoli z cienia zaczęły wyłaniać się rysy. Czyjaś przystojna twarz i bystre oczy obserwowały ją z góry. Czyjś sharingan prześwietlał ją na wylot.
– Czy ty masz, kobieto, pojęcie, jak niebezpieczni są ci mężczyźni? Musiałaś dać się złapać w technikę iluzji? – warknął Sasuke, poluźniając uścisk. Haniko nawet nie wiedziała, kiedy i jak znalazła się w jego ramionach.
Znowu dała się złapać. On nie musiał robić jej wyrzutów – sama miała do siebie pretensje, że niczego się nie nauczyła od ostatniego spotkania z sharinganem. Ignorując wciąż mającego o coś pretensje Sasuke, obiecała sobie, że nigdy więcej nie ulegnie tej technice.

***

Sasuke leżał na wznak, beznamiętnie wpatrując się w sufit. Kiedy leżąca obok niego Haniko, przekręciła się nieznacznie, spojrzał w jej kierunku. Dziewczyna spała już od dobrej godziny, z każdą chwilą nieznacznie się do niego przysuwając. Zresztą – jak zawsze.
Kiedy jeszcze kilka dni temu nie był w stanie spać, zauważył, że dziewczyna przez sen nieświadomie do niego lgnie. Było to o tyle dziwne, że nie lubiła zasypiać w jego ramionach i jeśli tylko istniała taka możliwość, odsuwała się na drugi koniec łóżka. Jednak kiedy spała, poczucie bliskości było silniejsze.
Sasuke skrzywił się, kiedy blondynka znowu się poruszyła i przysunęła bliżej.
Ponownie spojrzał na sufit, przypominając sobie kolejny fragment przeprowadzonej dziś z Tsunade rozmowy.

– W takim razie moja odpowiedź brzmi nie – powiedział, krzyżując ręce i opierając się o krzesło. – Nie zadowalają mnie szczątkowe informacje. Albo dowiem się wszystkiego, albo nie będę się nawet nad tym zastanawiał.
Tsunade przez chwilę mierzyła go gniewnym spojrzeniem, ale w końcu skapitulowała i wyjęła kolejną, trzecią dziś, teczkę i rzuciła niedbale na blat.
– Czytaj.
Dwa razy nie trzeba mu było tego powtarzać. Wyjął dosyć niewielki pliczek materiałów, w skład którego wchodziło porównanie jakichś dwóch substancji. Sasuke niewiele rozumiał z przeprowadzonej analizy, ale i on potrafił wyciągnąć pewne wnioski.
Spojrzał z wyczekiwaniem na Tsunade.
– To substancja wykryta w ciele Haniko oraz próbka, którą dostarczyliście podczas ostatniej misji z kłów węża, którym zaatakował cię Orochimaru.
Uchiha zdębiał.
– To znaczy, że…
– To jeszcze nic nie znaczy – przerwała mu kobieta, machnąwszy lekceważąco ręką. – Równie dobrze to może być przypadek.
– Ale skoro wiecie, co dolega Haniko, to dlaczego nie możecie jej wyleczyć? – Zadał nurtujące go pytanie. – Nie możecie sporządzić odtrutki? Do cholery, przecież udało się wam nawet ustalić wzór chemiczny tego czegoś!
Tsunade zmarszczyła brwi i ostrzegawczo postukała palcem w blat. Żaden Uchiha nie będzie podnosił na nią głosu z byle powodu. Sasuke zdawał się jednak w ogóle nie dostrzegać tego jawnego ostrzeżenia, zbytnio zaaferowany całą sprawą.
– Problem w tym, że nie potrafimy tego zrobić. To, co widzisz, to nie jest substancja wprowadzona do organizmu Haniko, tylko to, co z niej pozostało. Jeżeli jednak Orochimaru pracuje nad czymś, co niezaprzeczalnie jest do tego podobne, to istnieje prawdopodobieństwo, że znając wyniki jego badań, udałoby się nam stworzyć antidotum.
– Przepraszam… co?
Hokage wywróciła oczami, widząc jego nierozumiejące spojrzenie.
– Uchiha, w każdym organizmie, twoim, moim, Haniko, zachodzi szereg procesów. Ta substancja – wskazała na trzymaną przez niego kartkę – jest ich wynikiem. Nie możemy ustalić, co zostało wprowadzone do jej organizmu, ponieważ nie wiemy, ilu i jakim reakcjom uległo. To mogły być dwie reakcje, mogło być ich dziesięć, a nawet sto. To jest jedynie produkt końcowy i jego usunięcie nie wpłynie na poprawę jej stanu. Dlaczego? – Zadała to pytanie za niego, widząc, jak otwiera usta. – Ponieważ już raz to zrobiliśmy.
– I…?
– I organizm uzupełnił ubytki. – Tsunade westchnęła, opadając na oparcie fotela. – Nie potrafię ci tego prościej wyjaśnić. Wszystko sprowadza się do tego, że by usunąć problem, należy podać antidotum na to, co zostało wprowadzone do jej krwiobiegu, a nie to, co z tego zostało.
Uchiha pokiwał głową, porównując wzory stechiometryczne substancji zamieszczonych na kilku kartkach papieru. I choć bardzo się starał, nie dostrzegał podobieństwa pomiędzy nimi. Chemia z całą pewnością nie była jego mocną stroną.
– Skąd wiadomo, że to… – powiedział, machając do kobiety kartką z jednym związkiem. – Ma coś do tego? – Tym razem wyciągnął przed siebie pozostałe trzymane papiery.
– Substancja, którą nam dostarczyliście po spotkaniu z Orochimaru, składała się ze wszystkich tych związków. To, co wykryliśmy w organizmie Haniko, to związek oznaczony literą „A”, tutaj stanowiący powtarzający się podstawnik w łańcuchu głównym. A podstawniki mają to do siebie, że często pełnią jakąś konkretną funkcję.
– Ale… – Uchiha zmarszczył brwi, jeszcze raz uważnie kartkując papiery. – Skoro ten związek „A” jest wynikiem jakichś reakcji, a u Orochimaru stanowi… – zamilkł, szukając odpowiedniego słowa. – Coś, co dopiero tym reakcjom ma ulec, to skąd wiadomo, że jego badania do czegokolwiek się przydadzą?
– Zaczynasz chwytać – pochwaliła go Tsunade, choć ton jej głosu pozostał beznamiętny. – Po pierwsze, to nie wiemy, a podejrzewany. Po drugie, skoro „A” został wprowadzony do łańcucha, to Orochimaru musiał skądś go wziąć. A to stwarza możliwość, że najpierw w jakiś sposób go otrzymał. Spójrz na jego strukturę. – Hokage wstała, pochyliła się nad biurkiem i postukała palcem w rysunek. – Oczywiście jeden związek można otrzymać w szeregu różnych procesów, aczkolwiek w przypadku czegoś tak skomplikowanego, pokuszę się o stwierdzenie, że przynajmniej część reakcji musiała być taka sama, a nawet to bardzo by nam pomogło.
Tsunade odchrząknęła i ponownie zajęła swoje miejsce za biurkiem. Splotła palce i oparła na nich brodę, łokcie układając na blacie.
– Ale… – zaczęła, wiedząc, że na to właśnie czekał Uchiha. Przecież zawsze było jakieś ale. – Równie dobrze mógł otrzymać całe to – machnęła ręką, dając do zrozumienia, że ma na myśli to, co powstało z połączenia wszystkich związków – w wyniku jednego, kilkuetapowego procesu bez wprowadzania podstawników. A to oznacza mniej więcej tyle, że w takim przypadku wyniki jego badań na nic nam się nie przydadzą. – Wzruszyła ramionami, jakby ta informacja zupełnie nie robiła na niej wrażenia. – Do rzeczy. Jaka jest twoja decyzja?
Sasuke po raz kolejny w ostatnim czasie poczuł się zmęczony. Tym razem jednak wraz z ulatującym z niego powietrzem wcale nie ulatywało również i napięcie. Powietrze zabrało ze sobą jego chęć do życia i wewnętrzny spokój.
Naprawdę miał w tym momencie ochotę zapaść się w fotelu i zapomnieć o tym, co przed chwilą usłyszał. Hokage dała mu wybór, ale tak naprawdę, to wcale go nie miał.
Pomimo niewielkich szans na powodzenie, nie wybaczyłby sobie, gdyby nie spróbował pomóc Haniko.

Kiedy dziewczyna przysunęła się na tyle, że przywarła do jego boku, Sasuke zerwał się gwałtownie, przy okazji ją budząc.
– Stało się coś? – spytała, zaspanym głosem, podnosząc się do siadu i spoglądając na mężczyznę, który wyskoczył z łóżka i chwycił poduszkę.
– Nie mogę tu spać – powiedział, nawet nie siląc się na to, by jego głos nie zadrżał. Haniko jednak zdawała się nie zwrócić na to uwagi, przecierając oczy. – Dobranoc – dodał sucho, zamykając za sobą drzwi do sypialni i kierując się na dół. Kanapa nie należała do najwygodniejszych, ale przynajmniej był na niej sam.
Sasuke podłożył dłonie pod głowę i postanowił tutaj kontynuować swoją obserwację sufitu.
Czy mógł ją tak po prostu zostawić samą na pół roku?
Z całej siły starał się rozszyfrować spojrzenie, którym uraczyła go Haniko, kiedy wspólnie podjęli decyzję, że na razie to Sasuke zajmie się ich utrzymaniem. Trochę w nim było ulgi, trochę tęsknoty i trochę zmartwienia. Mimo to jakoś nie chciało mu się wierzyć, że dziewczyna się o niego bała i wolałaby, by z nią został, zamiast narażać życie. Może kiedyś faktycznie w to wierzył. Wydawało mu się wówczas, że dziewczyna się w nim podkochuje i tylko udaje, że jego los ją nie obchodzi. Zgrywa niedostępną, choć tak naprawdę nie wyobraża sobie życia bez niego.
Nadzieja matką głupich.
Potem okazało się, że szpiegowała dla wioski, o czym nie wahała się powiedzieć Itachiemu. Po pomyślnym rozwiązaniu sprawy z zamachem Sasuke nie chciał słuchać jej wyjaśnień. Nie interesowało go już, dlaczego to zrobiła. By był gotów jej wybaczyć i zapomnieć, zabrakło mu jednego słowa. Zabrakło mu Przepraszam. Wtedy zupełnie przestał jej ufać i już niczego nie był pewien. Okazało się zresztą, że ona sama mu nie ufała i nie raczyła poprosić o pomoc, kiedy jej potrzebowała. Później próbowała wszystko przed nim zataić i nie chciała wyznać prawdy. Od czasu poronienia zachowywała się jeszcze dziwniej i Sasuke był pewien, że coś jeszcze przed nim ukrywała. Mimo to nie naciskał.
W takim razie, czy mógł ją zostawić? Chyba nic nie stało na przeszkodzie.

2 komentarze:

  1. Posta czytałam w nocy, podczas walki z krwiopijcami (czytaj komarzycami). Skończyłam o 6 rano, więc postanowiłam, że w ciągu dnia, jak znajdę czas to napiszę co i jak, bo na śpiocha to kiepski pomysł. Trochę mi to zajęło, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz.
    Przechodząc do meritum. EEEEEEEEE! Sasuke ma tak głupkowate podejście do życia, że chce się powiedzieć: ach ten FACET!! Jednak to jak go przedstawiasz, doskonale się zgrywa z jego osobą. Jest konsekwentnie uparciuchem, którego chce się złapać za fraki i potrząsnąć trochę, aby w głowie mu się poukładało. Oj Haniko to będzie miała z nim ciężko. Jednak jeśli go odpowiednio wyszkoli, to może w końcu on zacznie się choć odrobinę zachowywać tak jak trzeba. Jak na razie idzie jej całkiem nieźle. Trochę mnie przeraża to do czego dąży historia. Orochimaru to postać, którą ciężko mi zdzierżyć, dlatego nie podoba mi się, że Sasuke ma do niego pójść. Wiem, że to jeszcze nie przesądzone, mimo tego coś mi się wydaje, że tam właśnie pójdzie. Zwłaszcza po tym jak postrzega teraz swój związek z Haniko. On nie ufa jej, ona jemu, więc będą mogli od siebie na jakiś czas odpocząć od siebie.
    Zobaczymy co Wy tam dalej szykujecie. Póki co jest ciekawie :)
    Weny i chęci do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie mam czego wybaczać :-) cieszę się, że komentarz się pojawił, a kiedy to nastąpiło nie jest przecież ważne. Poza tym rozumiem, że walka o życie mogła być wykańczająca :P komary są okropne i bardzo się cieszę, że w tym roku u mnie ich tak mało.
      Sasuke jest po części jeszcze dzieckiem. Wydaje mu się, że dojrzał już do niektórych spraw, ale rzeczywistość jest nieco inna i stopniowo się będzie o tym przekonywał ;-). Z drugiej strony, to jakby nie patrzeć, Sasuke ma też racjonalny powód, dla którego miałby pójść do Orochimaru. To nie tylko jego wymysły i chęć ucieczki przed odpowiedzialnością. Ale czy pójdzie i jakie będą konsekwencje podjętej przez niego decyzji, to się wkrótce okaże :-)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń