2 sierpnia 2014

18. Od wypierania się myśli, po niewypowiedzianą zgodę aż po całkowitą akceptację

Witam
Chciałabym wyjaśnić jedną małą rzecz tak na przyszłość, mianowicie... Dzieci shinobi nie są zupełnie taki jak inne. Rozwijają się w zupełnie inny sposób, oczywiście szybciej i sprawiają trochę inne problemy, o których przekonacie się w swoim czasie. Teraz zapraszam do nowej notki. Życzę miłego czytania i do następnego :)
_______________________________________________________________

Brunet wstał dość wcześnie zważywszy na to, o której w nocy wrócił i fakt, że był w lekko podpitym stanie. Dla upewnienia się jeszcze raz zerknął na wyświetlacz komórki. Dobrze odczytał, dziewiąta rano. Przewrócił się na drugi bok, z powodu wczorajszej zabawy nie miał ochoty od tak wyskakiwać z łóżka. Oplótł się szczelniej kołdrą wtulając twarz w poduszkę. Przed oczami miał nadal scenę pożegnania z szatynką, oczy przepełnione szczęściem, błyszczące bardziej niż gwiazdy posiadające większe właściwości hipnotyzujące od księżyca w pełni. Pod palcami czuł miękkość jej włosów, chropowatą strukturę sweterka. Mimo upływu tak długiego czasu nadal miał wrażenie, że w nozdrzach czuje ten przyjemny zapach. Najpierw lekka, delikatna nuta kwiatowa, najprawdopodobniej pochodząca z szamponu bądź dezodorantu a potem już tylko zapach ciała szatynki. Nie wiedział, czemu ale kojarzył mu się z morską bryzą, miastem skąpanym w deszczu, wodospadem spływającym na ostre skały, orzeźwiający, porywająca niedająca spokoju a tym bardziej zapomnieć o sobie woń. Klatka piersiowa przy klatce, gdy przytulał ją do sobie i ten niczym muśniecie motyli skrzydeł pocałunek. Na sam koniec Keiko dotknęła wargami policzek szepcząc ciche „dziękuję” a następnie wyswobodziwszy się odeszła kilka kroków i odwróciła się posyłając swój najbardziej promienisty uśmiech, przy którym bledną wszystkie smutki, troski, zmartwienia znika złość czy gniew. A na ostatek te różane wargi układają się w krótkie życzenie „słodkich snów”. Brunet po tym wszystkim wracał do domu rozpromieniony, chociaż nie do końca mógł przeanalizować całą sytuację gdyż wypite piwa swoje robiły z umysłem. Dopiero teraz leżąc w łóżku i wspominając te wydarzenie rozumie, jaką okazję przegapił. Dzięki całej tej sytuacji oraz między innymi dzięki poznanemu przyjacielowi Haniko dowiedział się, że ma jakieś szanse u szatynki. Zgodziła się na nagrodę, jaką jej Endo zaproponował, co budziło nadzieję. Po za tym festyn otworzył mu trochę oczy na całą tą sprawę. Pojął, że zainteresowanie Keiko nie sprowadza się tylko do intrygującej organizacji o nazwie Kindersi.

***

Absolutna rozkosz. Czuła na sobie silne męskie dłonie delikatnie przesuwające się po plecach, wilgotne wargi muskające szyję w czułych pocałunkach, jego włosy łaskoczące po twarzy i tą bliskość drugiej osoby. Uchyliła nieznacznie powieki obserwując pustą ulicę o nocnej porze. Przysunęła się bliżej, gdy poczuła, że zaprzestał pieszczoty i tylko tuli się.
— Zatańczysz? — szeptem wypowiedziana prośba zaskoczyła ją, toteż odsunęła się na niewielką odległość by spojrzeć w oczy. Zamarła, gdy napotkała parę intensywnie czarnych tęczówek.

— Itachi! — Zerwała się do pionu a upewniwszy się, że przebywa w swoim pokoju opadła z powrotem na plecy zgarniając kasztanowe kosmyki z czoła.  — To tylko sen — szeptała starając się uspokoić przyspieszone bicie serca.  — To tylko sen — powtórzyła spoglądając na błękit sufitu.  Była lekko roztrzęsiona tym, co widziała a raczej tym, kogo widziała. Nie ma, co ukrywać, że podobne sny miewała czasami, uroki bycia samemu, lecz zawsze mężczyzna był tak niewyraźną marą, że za nic nie można było go przypisać do żadnej znanej osoby, a teraz… Trochę ją przerażał fakt pojawienia się Itachiego. Nie można było zmyślić, wymówić sobie kogoś innego, to był zbyt realny, zbyt dokładny obraz.
— Prysznic — rzuciła mając dość leżenia i roztrząsania tego oraz niemijającego uczucia jego warg i dłoni nadal spoczywających na ciele. To ją niepokoiło a ratunku szukała w chłodnej wodzie. Niestety spływające krople ze słuchawki prysznicowej dały tylko orzeźwienia spoconemu ciału, lecz nie miały wpływu na stan umysłu. Rozumiejąc głupotę stania dłużej pod zimną wodą wyszła z łazienki owinięta ręcznikiem by sprawdzić, jaka pogoda. Duchota i skwar buchnęły z otwieranego okna nieprzyjemnym ciepłym powietrzem. Wycofała się z pokoju by nasmarować ciało intensywnie nawilżającym balsamem. Takie bywały uroki jej technik, wiecznie musiała dbać o odpowiedni poziom wody w organizmie. W każdej chwili musiała być gotowa do użycia wszelkich możliwych technik bez względu na stan pogodowy. Jakby nie patrząc gorące dni nie sprzyjały utrzymaniu stabilnego obiegu płynów.

— Pusto — szepnęła zaglądając do lodówki już po porannej toalecie. Naprawdę oprócz na wpół zjedzonego masła nie było tam nic. Westchnęła cicho przeszukując szafki, herbata, cukier, trochę przypraw, pusta paczuszka po migdałach, nic, z czego można by było zrobić śniadanie. Zrezygnowana cofnęła się na piętro by sprawdzić stan finansów, który okazał się dość ubogi.
— Jak mi Josuke nie załatwi jakieś misji to zbankrutuje — oznajmiła przypatrując się niewielkiemu plikowi banknotów i spoglądając niepewnie na dzisiejszą datę. Shinobi byli dość dobrze opłacani, lecz nie wszyscy a Hokage stawki niedorównywany tym dostawanym od Kindersów. Od czasu przeniesienia się do normalnych oddziałów znów popadła w zadłużenia. Prawdą było to, że powinna sprzedać dom i poszukać małego mieszkania znacznie tańszego w utrzymaniu, lecz… Nie umiała rozstać się z tymi ścianami a przede wszystkim lokalizacją, która nikomu nie pasowała oprócz niej. Obrzeża Konohy, zaraz obok niewielka rzeczka, wejście do lasu, brak sąsiadów, oficjalnie ulica miała zostać oddana do zburzenia na rzecz postawienia alei sklepów jednak inwestycję zaniechali z powodu wycofania się sponsora. Jednak ludzie już nie powrócili do opuszczonych domostw, obecnie tylko dwie parcele były zamieszkane, jej i należąca do pewnej staruszki posiadłość na początku. Kochała po części te miejsce, wszystkie wspomnienia z nim związane, każdą imprezę, jaką tutaj organizowała z przyjaciółki, wszelkie godziny spędzone na treningach, od tak porzucić tego nie umiała, więc borykała się z odcinaniem, co chwila gazu, prądu czy bieżącej wody. W pewnym momencie się przyzwyczaiła do specyfiki mieszkania tutaj i nie ruszały ją braki takich podstaw, doskonale umiała sobie z tym poradzić.
Nalewając do pustej plastikowej półlitrowej butelki wody oraz wyskrobawszy odrobinę monet z portfela wyszła w poszukiwaniu posiłku, którym się okazały dwie bułki kupione w osiedlowym sklepiku. Absolutnie się tym nie przejmując włożyła słuchawki do uszu ruszając niemalże tanecznym krokiem w rytm puszczanej piosenki. Miała wolne i cały dzień dla siebie, z którym nie do końca wiedziała, co począć toteż dała się nieść nogą przed siebie, nie pilnując gdzie idzie.

***

Długowłosy brunet siedział skryty w cieniu drzewa opierając plecy o jego konar, z przymkniętymi oczami starał się nie zwracać uwagi na panujący żar, nienależący do przyjemności.
— Witaj, kopę lat — usłyszał tuż nad sobą dobrze znajomy głos.
— Faktycznie dawno się nie widzieliśmy — odpowiedział otwierając powieki i napotykając uśmiechniętą twarz przyjaciela. Ciemne krótkie włosy sterczące we wszystkie kierunku świata oraz czarne tęczówki podobne do niego, lecz zdecydowanie o jaśniejszym odcieniu bardziej blade.  — Jak misja? — zagadał, gdy Shisui ulokował się obok również starając się skryć przed tak intensywnymi dzisiaj promieniami.
— Jak wszystkie inne, zaliczona — odparł wyszczerzając się w szczerym uśmiechu.  Ten o dwa lata starszy brunet był jego przyjacielem od dziecka. Niemalże razem dorastali, uczyli się, trenowali i zdobywali szacunek w klanie.  — Lepiej ty gadaj, co tam było wczoraj — rzucił przerywając powstałą ciszę.
— O czym ty mówisz? — Zaskoczył go. Prawdą było, że przyszedł tu porozmawiać z nim na ten temat, lecz nie wspomniał o tym w sms-ach, a Shisuiego na festynie nie było ze względu na powrót z misji przed północą.
— Cała Konoha już wre o tym, że państwo Uchiha zaszczycili festyn — odparł najnormalniej w świecie szczerząc się. — Lepiej się spowiadaj, co się stało, że tam poszedłeś. Jakaś to laska namówiła cię na taki wyczyn — zażartował śmiejąc się rozbawiony z własnego żarciku gdyż wiedział, że nie ma takie opcji i przyjaciel miał inne powody. Itachi nie zareagował wlepiając wzrok w granice między cieniem rzucanym przez koronę drzewa a nasłonecznioną trawą tak intensywnie, że wydawało się, że jest biała, nie zielona.
— No nie mów. — Dopiero po chwili zobaczył zachowanie długowłosego i brak standardowej odzywki na takie jego wyskoki. — Ty jesteś poważny.
 — A pamiętasz żebym kiedyś nie był — mruknął lekko rozeźlony ze sposobu bycia Shisuiego. Mimo iż się przyjaźnili tak długo i pochodzili z tego samego klanu starszy z mężczyzn posiadał inny charakter, mniej uchihowski. Oczywiście nadal zaliczał się do geniuszy, na misjach opanowany, zdystansowany, lecz prywatnie roześmiany, żartujący, nieukrywający swoich uczuć.
— To będzie pierwszy raz, kiedy będziemy ten problem rozważać na tobie — oznajmił próbując zrobić poważną atmosferę. — Nie ja nie mogę — rzucił po chwili szczerząc rządek równych białych zębów. — Ja tego po prostu nie widzę. Tyś zwrócił uwagę na jakąkolwiek dziewczynę? Haha… To chyba prima aprilis.
— Shisui — warknął starając się doprowadzić bruneta do spokoju.
— Hahaha. — Nie przejmował się groźną miną Itachiego czy jego warczeniem, dalej zataczał się ze śmiechu próbując jakoś to wizualizować w głowie, lecz wyobraźnia nie sięgała tak daleko. Dopiero silny ból w boku spowodowany nokautem przez łokieć, podarunkiem od młodszego z Uchihów pozwolił na oprzytomnienie. — Dobrze, dobrze już się uspakajam — rzucił prostując sylwetkę i ocierając kąciki oczu gdzie zaczynała zbierać się słona woda.
Shisui ucichł rozumiejąc, że przyjaciel mówi całkiem poważnie, na co wskazywał wyraz spojrzenia. Przeważnie czarne tęczówki kryły obojętność kompletny brak emocji, lecz teraz tlił się niepokojem, niepewnością lekkim zagubieniem.
— Jesteś pewny tego?
— Wszystko na to wskazuje.
Jeszcze dwa dni temu wyparłby się nawet takich myśli a co dopiero słów. Dopiero ostatnia noc oraz przeprowadzona analiza dzisiejszego poranka pokazały rzeczywistość, której wyzbyć się nie można od tak, ukazuje prawdę, trzeba ją przyjąć lub udawać, że nie ma miejsca i brnąć w zaparte. Długo rozważał, co począć z dokonanym odkryciem, jak zareagować. Wówczas pojawił się obraz, Keiko w ramionach Sasuke razem tańczących, flirtujących będących zdecydowanie za blisko siebie. Pamiętał uczucia, jakie mu towarzyszyło przy oglądaniu tej sceny, rosnącą złość, potem rozczarowanie, gdy szatynka poszła prosić jego brata do tańca i ta ulga, kiedy Endo powiedział, że ją o to prosił.
— Chcesz jej o tym powiedzieć? — Głos Shisuiego spowodował rozmycie się wspomnień. Obrócił głowę tak by widzieć poważne oblicze może lekko zaniepokojone przyjaciela. Itachi unikał kontaktu wzrokowego speszony przenikliwym spojrzeniem dokonującym szybciej analizy. Pokiwał tylko lekko głową znów patrząc na cienie tym razem poruszające się w rytm delikatnego wiatru, który łopotał liśćmi drzew.
— I chcę cię pytać jak to zrobić.
— To zależy od tego, jaka ona jest. Jeśli podobna do ciebie to…
— Nie.
— Nie? — powtórzył zaskoczony spodziewając się, że wybranka Itachiego będzie mieć podobny charakter, co ułatwi dogadanie się i wyeliminuje ewentualne zgrzyty czy nieporozumienia.
— Keiko to niemalże zupełne przeciwieństwo — oznajmił, gdy Shisui nie spuszczał z niego pytającego spojrzenia. — Zawsze roześmiana, nie przejmując się niczym, wiecznie gadająca, nieznająca powagi.
— Jesteś pewny, że tego chcesz? — dopytywał zaniepokojony aż taką różnicą osobowości. — To może się nie udać — oddał próbując przedstawić swój punkt widzenia. — Zwyczajnie możecie się nie dogadywać. Jej wesołkowatość może ciebie irytować a twoja postawa ją ranić. Nie wiem czy to dobry pomysł.
— Nie martw się. Dogadujemy się i dobrze nam w swoim towarzystwie. I nie zapomnij, że to ona mnie wyciągnęła na ten festyn — dodał leciutko się uśmiechając.
— No tak, ma dziewczyna widać tego dar przekonywania. Jednak dalej mnie dziwi to, że zwróciłeś na kogoś uwagę. Długo się znacie?
— Nie. Mieliśmy ze sobą raptem jedną misję, wspólne prace społeczne oraz festyn.
— To szybka decyzja skoro nie znacie się zbyt długo.
— Shisui, ja wiem, że chcesz dobrze, ale spokojnie wiem, co robię.
— No nie byłbym taki pewien. Nie zapomnij, że nie masz w tym nawet najbledszego doświadczenia — dodał kąśliwie, czego reakcją było przewrócenie oczami u Itachiego.  — Ale nie teraz tak na poważnie — rzekł przybierając opanowany wyraz twarzy. — Dajcie sobie więcej czasu. Nie dobrze jest się tak pchać od razu w związek, biorą poprawkę na to, że to będzie twój pierwszy. Według mnie trochę za mało się znacie, poznajcie się lepiej.
— Nie mogę czekać — odparł spokojnie nadal unikając jego wzroku, chociaż wiedział, że przyjaciel teraz przypatruję się mu uważnie z podniesioną brwią do góry.
— Ja wiem, że — zaczął po chwili ciszy, w której zrozumiał, że Itachi nie będzie kontynuował — przy pierwszym zakochaniu się już tak od razu chce być z tą wybraną, tak już na wieki wieków amen, ale…
— Tu nie o to chodzi — przerwał jego tłumaczenia, trafne i jakby nie patrzeć na pewno prawdziwe, lecz on tego nie chciał słuchać.  — Keiko jest z Kindersów — oddał uprzedzając Shisuiego, który już otwierał usta.
— Z Kindersów? — powtórzył nie kryjąc zaskoczenia. — O nie — jęknął przypominając sobie wszystkie usłyszane fakty o ludziach z tej organizacji, gdy po chwili jeden szczególny zwrócił jego uwagę. — Przecież oni nigdy nie działają z nami, to, jakim cudem mieliście wspólną misję?
— Keiko została przydzielona do naszych drużyn z polecenia Hokage. Nie wiem, o co dokładnie chodzi, ale będziemy mieli ze sobą jeszcze na pewno kilka zadań.
— Coś mi tu nie pasuje. — Pokręcił głową zamyślając się na chwilę i patrząc na zupełny bezkres błękitu nieba gdzie nie było ani jednej chmurki.
— Shisui ja podjąłem decyzję.
Itachi zdawał sobie sprawę, że on chce dla niego jak najlepiej, doradza próbując uchronić przed niewłaściwymi poczynaniami. Rozumiał to, ale jednocześnie swoje wiedząc. Pamiętał automatyczne odruchy w sprawie z niesubordynacją Keiko, bał się wówczas, że ona tak po prostu nagle zniknie z jego życia. Nie chciał tego, robił, co tylko mógł, aby do tego nie dopuścić. W końcu przyznał się przed samym sobą ile szatynka znaczy dla niego. Do tej pory unikał tych myśli, ganił się za takie durne domysły, lecz to było kiedyś teraz chciał wyjawić swoje uczucia. Miał na uwadze to, do jakiej organizacji Higashiyama należy, co łączyło się ze specyficznymi misjami. Dzisiejszego poranka, gdy to do niego dotarło przestraszył się, przecież Keiko może w każdej chwili dostać zadanie, z którego już nigdy nie wróci. To go przerażało, toteż zdecydował się nie przeciągać dłużej rozmyślań i przedstawić swoje uczucia.  Tak żeby móc jeszcze nacieszyć się, chociażby krótką chwilą bycia razem.
— Wiesz, jaki to będzie ból, kiedy przyjdzie informacją, że zginęła na misji. — Rozmył wspomnienia długowłosego, w których na ten moment się pogrążył obserwując jak promienie słoneczne usilnie próbują przedostać się przez gęste listowie korony drzew powodując malownicze niemalże białe plamy wśród zieleni. — Ja chcę cię tylko przed tym uchronić. Ja wiem, że…
— Shisui — przerwał stanowczym głosem. — Wierze w nią. Mimo jej zachowania jest naprawdę silnym shinobi, poradzi sobie. W tejże organizacji jest od dawien, od nastoletnich lat i jak widać żyje. — Sam w to nie do końca wierzył. Organizm z wiekiem coraz bardziej był wyniszczony, nie umiał już reagować jak kiedyś, nie przyjmie na siebie takiego przeciążenia jak dawniej. Stawał się po prostu zbyt słaby z każdą jej misją. Takie były fakty, jednak z drugiej strony wiedział, że Keiko, mimo ciągłego gadania o tym, że jest przygotowana na śmierć tak łatwo zabić się nie da. Wierzył w nią, starając się trzymać tej lekko zgubnej nadziei.
— Jak chcesz — szepnął widząc determinację w oczach przyjaciela. Rozumiał stanowisko Itachiego jednocześnie też wiedząc, że i jego jest poprawne.
                Zapadła cisza, w której oboje patrzyli na lekko poruszające się liście. Każdy na moment zapadł się w czeluściach swoich myśli czy wspomnień, pozwalając by zawładnęły umysłem chociażby na chwilę.
— Mam ci poradzić jak jej to powiedzieć. — Pierwszy ciszę przerwał Shisui. Przekonywanie Itachiego o swoich racjach nie było sensu. Chciał dla niego jak najlepiej, chcąc uchronić przed bólem straty. Jednocześnie życząc najwspanialszych chwil z tą wybraną i mając nadzieję, że szybko nie dozna uczucia utraty. Odpowiedzi się nie doczekał tylko lekkiego skinięcia głową toteż ciągnął dalej. — Znając twój charakter mogę ci tylko powiedzieć jedno, musisz się dać ponieść.
— Co przez to rozumiesz? — Spojrzał na bruneta, który obserwował majaczące w oddali budynki Konohy. Znajdowali się na obrzeżach tuż przy lesie otaczającym wioskę, ściślej mówiąc byli na jednym z pól treningowych. Ze względu na wysoką temperaturę nie zakładali, że ktokolwiek może przyjść ćwiczyć, więc mogli liczyć na chwilę prywatności.
— Ty nie jesteś w stanie od tak chociażby zaraz kupić kwiaty i pójść to jej powiedzieć. — Itachi speszył się pochylając głowę wlepiając wzrok we własne kolana. Taka była prawda, do której nie chciał się przyznać. — Dlatego też musisz zadbać o jakiś romantyzm, aby wyłączyć analizowanie, myślenie i po prostu poddać się chwili, tej bliskości i uczuciu, jakie między wami jest. O ile z jej strony jakieś jest.
— Jest — mruknął nadal nie umiejąc spojrzeć na przyjaciele, który tak dobrze go znał.
— Cieszę się i nie wnikam już czy na pewno dobrze to odczytałeś. — Wyszczerzył się szturchając długowłosego w ramię. — Dobrze by było na ten przykład zabrać ją na nocne obserwowanie nieba, wieczorem nad jezioro czy wodospad, sprawdzić, kiedy będzie burza i wyciągnąć ją daleko od domu, żebyście musieli się gdzieś przed deszczem schować na pewien czas, na misji tak zamotać z namiotami abyście go dzielili albo dać się zranić i poprosić ją o opatrzenie rany. Rozumiesz?
Pokiwał głową starając się nie zdradzić uważnego wsłuchiwania się w każde jego słowo. Od razu próbował wyobrazić sobie przedstawiane sceny i swoje zachowanie wówczas, szybko wykombinował, że dwie pierwsze opcje wydają się najlepsze.

***

Skocznym krokiem do rytmu szybkiej piosenki szatynka przemierzała główne ulice Konohy nie zważając na śpieszących się ludzi marzących o odrobinie cienia. Nawet wszędobylskie dzieciaki grzecznie siedziały na tarasach unikając kontaktu ze słońcem. Wychodzili na niego tylko ci, którzy naprawdę nie mieli wyboru i musieli to zrobić. Reszta jak tylko mogłam skrywała się w cieniach budynków, drzewa czy swoich domów toteż ulice uchodziły za lekko opuszczone.
Keiko z na wpół przymkniętymi oczami poruszającymi wargami bezdźwięcznie wyśpiewującymi teksty piosenek niespodziewanie skręciła. Idący od dłuższego czasu za nią mężczyzna w długim płaszczu oraz obszernym kapeluszu zerwał się do biegu, lecz gdy zjawił się na bocznej uliczce gdzie zniknęła szatynka zamarł. Nigdzie nie mógł dojrzeć kasztanowych włosów związanych w kitkę. Widział tylko jakiegoś młodzieńca niosącego zakupy, staruszka zachwalającego sprzedawane owoce, małżeństwo z dzieckiem śpiesznym krokiem zmierzające ku swojemu celowi.  Zaskoczony tym wyszedł z ukrycia niemalże na środek drogi kręcąc głową w obie strony omiatając oczami raz za razem przestrzeń pozbawioną Higashiyamy.
— Bu! — usłyszał tuż za uchem a następnie poczuł dotyk na plecach. Podskoczył przerażony odwracając się do intruza, lecz zrobił to z takim brakiem koordynacji, że ostatecznie wylądował na ziemi z kapeluszem, który poturlał się do tyłu. Przez to świat mógł ujrzeć niebieskie włosy związane w schludny warkocz. Mężczyzna krzyknął rzuciwszy się w pogoń za częścią garderoby, którą jak tylko złapał wcisnął z powrotem na głowę.
— Czegóż pani ode mnie chce? — zapytał stając w pionowej postawie udając przy tym zachrypnięty głos mężczyzny w podeszłym wieku i poprawiając potężne słoneczne okulary zsuwające się z nosa.
— Cześć Takeshi — rzuciła szczerząc się do niego jak gdyby nigdy nic trzymając w dłoni wyjęte z uszu słuchawki.
— Nie wiem, o kim pani mówi. — Ciągnął dalej farsę udając, że wcale nie miało miejsce zgubienie kapelusza. — Musiałaś mnie z kimś pomylić. A teraz pani wybaczy, ale śpieszę się — rzucił odwracając się chcąc szybko odejść, lecz szatynka ruszyła za nim bez problemów wyrównując krok.
— Na to wygląda — odparła z nieschodzącym uśmiechem z ust. — To ja może pana odprowadzę?
— Nie, nie trzeba, nie musi się pani kłopotać. — Kamuflaż głosowy zaczynał zawodzić gdyż można było wyczuć lekka panikę w jego słowach, co potwierdzało przyśpieszenie kroku.
— Ależ nalegam, gdzie pan mieszka? — Keiko wyraźnie bawiła ta sytuacja, czego w ogóle nie ukrywała a co jeszcze bardziej drażniło niebieskowłosego.
— O tutaj. Do widzenia — rzucił niemalże wbiegając do mijanego budynku. Zrobił to tak gwałtowanie, że nie było problemu z domyśleniem się, że nie wie gdzie wchodzi.
— Do następnego Takeshi! — krzyknęła za mężczyzną znikającym za zamykającymi się drzwiami klatki. Roześmiała się tylko szczerze rozbawiona, po czym ruszyła dalej na przechadzkę po Konoha. Akaibe tkwił ukryty w cieniu uspakajając przyśpieszoną akcję serca.
— Omal się nie wydało — mruknął do siebie wychylając się za rogu, aby sprawdzić czy Keiko nie podążyła za nim. Upewniwszy się, że jest czysto usiadła na zimnej kamiennej posadzce i wyciągnąwszy notek dokonał kilku zapisów.
Jest bardzo czujny. Ostrożnie przemierza ulice udając zrelaksowanego, okrężną drogą zmierzając w stronę posiadłości Uchiha. Najwyraźniej wczorajszy romans z Sasuke zaowocował jakąś nową dostawą, gdyż jest nad wyraz dzisiaj w dobrym humorze. Nie wiem jak z reakcją Itachiego na to, ale po wczorajszym spotkaniu wyglądał na szczęśliwego. W nocy zniknęli mi gdzieś razem, wyraźniej nie chcąc, aby ktoś ich widział.  Obecnie nie wiem gdzie przebywają bracia, zaś oszust wyraźnie planuje dostarczyć przesyłkę o wyraźnym zabarwieniu narkotykowym. Musze być bardziej ostrożny w śledzeniu. On wykazuje niesamowitą czujność bardziej niż podczas misji. Sprawa z Saiem na chwilę zawieszona. Wracam do śledzenia.”

Takeshi nie rezygnował ze swoich domysłów chcąc wszystkim udowodnić ich słuszność demaskując narkotykowy gang z chłopakiem podającym się za dziewczyną na czele. Z tego względu cały festyn śledził Higashimamę, a raczej starał się gdyż, co chwile gubił obiekt obserwacji. Święcie przekonany o słuszności swoich teorii i pomocy, która ma uzyskać do Saia ostrożnie wyszedł z budynku rozglądając się, aby na pewno tego transwestytę tutaj nie ma, ruszył na dalsze szpiegostwo.
Szatynka zaś wprowadzona w dobry nastrój przez wygłupy Akaibe zapuściła się w głąb wioski ostatecznie lądując w okolicy domu blond rodzeństwa. Z powodu rozładowania się urządzenia oraz faktu kończącej się pory obiadowej postanowiła zajrzeć do przyjaciółki. Isamu nie spodziewała się zastać w domu, nieraz i nie dwa zdarzało się, że dostawał misje pod rząd.
— Cześć Keiko — rzuciła Fumiko widząc szatynkę wchodzącą przez bramę na teren posiadłości.
— Hej, jak randka? — zagadała pochodząc do rozwieszającej pranie blondynki.
— Nie powiem żebym była zawiedziona, chłopak na serio słodki, ale to nie ważne — dodała po króciutkiej pauzie — mów, co tam u ciebie i Itachiego.
—  No wiesz… — Zmieszała się lekko pokrywając rumieńcami policzki a wzrok wbijając w rozwieszone pranie.
— O boże… — jęknęła łapiąc szatynkę za rękę i porzucając niedokończoną czynność. — Siadaj i opowiadaj — oznajmiła zaciągając dziewczynę na taras gdzie z podekscytowaniem patrzyła na jej zmieszane oblicze oczekując opowieści.
— Wiesz, no nie wiem czy jest, co opowiadać.
— Nie jęcz, po twojej twarzy już widzę, że jest. Opowiadaj — nakazała lekko potrząsając przyjaciółką.
— No… — wypowiedź przerwało głośne burczenie dobiegającego z brzucha Keiko, która jeszcze bardziej się zmieszała całą sytuacją.
— Głodna?
— Nie, gdzie tam — kłamała, czego Fumiko nie słuchała.
— Chodź — zawołała wchodząc do salonu skąd skierowała się dalej do kuchni gdzie przed szatynką postawiła resztki z dzisiejszego obiadu.
— Teraz opowiadaj — ponagliła widząc jak ryż w szybkim tempie znika z talerza.
— W sumie to…
Keiko niczym na spowiedzi opowiedziała blondynce niemalże wszystko, co się działo, pomijając niektóre wątki. Fumiko siedziała zapatrzona z oczami jak spodki wychwytując każde najcichsze słowo i niekiedy piszcząc w jej mniemaniu przy romantycznych momentach.
— Kurcze on jest w tobie zakochany po uszy — oznajmiła na sam koniec potrząsając nią znacznie mocniej niż przed historią. — Tak się cieszę. Będziecie taką śliczną parą, bo ty też coś do niego masz — dodała wystawiając język i puszczając oczko pukając przy tym szatynkę w ramię.
— Tak sądzisz? — zapytała nieśmiało. Nie miała doświadczenia w tych sprawach, zawsze twierdziła „w życiu się nie zakocham”, nie umiała czytać między wierszami wersów dotyczących takich uczuć a tym bardziej odnaleźć ich u siebie. Wiedziała, że lubi Uchihę, miło przebywało się w jego towarzystwie, tańczyło czy tuliło, przyjemnie się rozmawiało do tego ten dzisiejszy sen.  Zdawała sobie sprawę z niezaprzeczalnego faktu, w snach pojawiają się marzenia, skryte pragnienia, które podświadomość ci przedstawia.
— No oczywiście, że tak. Mówiłam ci to już parę razy — rzekła lekko pretensjonalnym głosem. — Strasznie swobodna przy nim jesteś, traktujesz jak członka Kindersów, paplasz przy nim jak najęta, ciągle gdzieś razem chodzicie, to jego chciałaś uszczęśliwiać na festynie i to ty się mu wieszałaś na szyi.
— No może — wybełkotała rumieniąc się lekko.
— Uważam, że powinnaś mu jakoś dać do rozumienia, co czujesz, to Uchiha on raczej pierwszego kroku nie zrobi albo zaczekasz się na śmierć przy nim. I na pewno odwzajemni to, bo widać, że nie jesteś mu obojętna. Mogłabyś…
Dzwonek komórki wibrującej w kieszeni Keiko przerwał wypowiedź blondynki, która umilkła pozwalając odebrać wiadomość. Higashiyama wstała odchodząc na kilka kroków by spokojnie porozmawiać, lecz widniejący uśmiech szybko spełzł z warg, które ułożyły się w wąską kreskę. Przez całą krótką rozmowę milczała potakując nieznacznie głową a na sam koniec rzuciła krótkie „dobrze”.
— Wzywają muszę lecieć. — Odeszła chowając komórkę w trakcie opuszczania pomieszczenia. — Dzięki postaram się coś wymyśleć — rzuciła jeszcze tylko w stronę blondynki, która z lekkim niepokojem podniosła się do pionu słuchając jak przyjaciółka opuszcza dom. W głowie, podświadomie widziała jak wskakuje na dach pobliskiego domu i poruszając się powietrzną drogą zmierza ku siedzibie Kindersów. Przyzwyczajona było do tego, że nagle dostawali misje, nie raz i nie dwa była świadkiem takich telefonów do brata, jednak zawsze budziły one w niej pewny niepokój.

***

Nie tylko Keiko dostała ważny telefon, wibracje uruchomiły się również w kieszeni Uchihy, który spokojnym krokiem przemierzał wraz z Shisuim Konohę.
— Tak ojcze, zaraz będę — oznajmił rozłączając się po chwili. — Wybacz, ale matka trafiła do szpitala.
— Do szpitala? — zapytał zaskoczony i jednocześnie zamartwiony.
— Poród się zaraz zacznie — wytłumaczył naprędce powstrzymując się jeszcze by nie odbiec.
— Poród? Mikoto spodziewa się dziecka? — Itachi pokiwał głową.
— Muszę iść — rzucił widząc zastój u przyjaciela.
— Rozumiem. Do następnego i powodzenia z Keiko. A i gratulacje — rzucił za odbiegającym brunetem. — Chyba — dodał już do siebie zastanawiając się jak poradzą sobie bracia przy opiece nad małym dzieckiem. Itachi na pewno nie odmówi matce pomocy, ale zaabsorbowany jest sprawami sercowymi, do tego zaraz urodziny ma. Sasuke również nie oleje sprawy aczkolwiek jakoś nie widzi go przy przewijaniu maleństwa. Pomijając absolutnie myśli o tym, że zapewne pokłócą się nie raz i nie dwa na temat technik zajmowania się niemowlakiem. Z jednej strony chciał się roześmiać wyobrażając sobie takie sceny, lecz z drugiej szkoda mu było ich nowego członka rodziny, będzie mieć przekichane już od maleńkości.
— Będę musiał do nich niedługo wpaść — szepnął do siebie przestając obserwować drogę, którą pobiegł Itachi zniknąwszy już mu dawno za którymś zakrętem.
               
Uchiha chcąc zyskać na czasie wskoczył na dach mijanego budynku by w ten sposób błyskawicznie znaleźć się pod szpitalem. Krótka rozmowa z recepcjonistką i już stał pod odpowiednimi drzwiami, gdzie zastał czekającego Sasuke.
— Ojciec jest przy porodzie, nam nie wolno tam wejść — wyjaśnił nie zaszczycając brata spojrzeniem, cały czas tylko wlepiał swoje czarne niczym otchłań tęczówki w białe drzwi sali szpitalnej. Itachi nie widząc innego wyjścia zajął wolne miejsce obok, również poddając się hipnozie białej przestrzeni. Mimo iż oboje powinni teraz przejmować się matką i rodzącym się nowym rodzeństwem każde z nich było pochłonięte zupełnie innymi myślami. Karcąc się do chwila za nie, lecz nie umiejąc się ich wyzbyć. Jednak Sasuke wyraźnie przeszkadzała obecność brata, bo po krótkiej chwili wstał udając się na najwyraźniej na krótką przechadzkę. Wrócił po dłuższym czasie zajmując miejsce znacznie oddalone od Itachiego, pod innymi drzwiami niemal na drugim końcu korytarza.
Po kilku godzinach wsłuchiwania się w krzyki rodzącej Mikoto mieszające się z głosami innych przyszłych matek, w końcu czekali na korytarzu porodówki wyszedł z sali doktor, na co bracia zareagowali automatycznie poderwaniem się do pionu. Mężczyzna tylko pokiwał głową odsłaniając przejście do pokoju informując ich tym samym, że mogą wejść. Bruneci niepewnie poczynili kroki ku drzwiom gdzie po przekroczeniu progu ujrzeli ojca trzymającego za rękę matkę oraz niewielki zawiniątko spoczywające na jej piersiach, pomijając położna krzątającą się po pomieszczeniu i sprzątającą. Nieśmiało podeszli bliżej stając w szeregu koło głowy rodziny.
— Oto wasza siostrzyczka, Kinari — oznajmił odsuwając się by panowie mogli bardziej się zbliżyć. Ujrzeli niewielkie dziewczęce ciałko tulące się do matki oraz patrzące na nich z radością przez czarne tęczówki. Mała wyciągnęła swoją drobną rączkę w stronę Sasuke rozwierając paluszki i zaciskając je jakby chciała coś złapać. Młodszy z braci lekko drżącą dłonią chwycił jej pozwalając by zamknęła place w piątkę na jego. Rozczulając tym zebranych, gdyż nawet Fugaku stał z tyłu z dumą na twarzy, wargami wygiętymi w delikatny uśmiech, czułością malującą się w źrenicach. Mikota zaś jeszcze lekko dyszała po niedawnym porodzie z włosami sklejonymi od poty na czole, zmęczeniem wymalowanym na obliczu mieszającym się z absolutną szczęśliwością.
— Gratulacje. — Itachi pochylił się nad matką całując ja w policzek i ostrożnie przytulając. Po czym to samo wykonał Sasuke obsypując pocałunkiem czoło również szepcząc ciche wyrazy szacunku. Stali tam tak jeszcze przez chwilę obserwując jak ich nowa siostrzyczka tuli się do Mikoto a następnie delikatnie wyproszeni przez ojca opuścili pomieszczenie.
— Matka będzie teraz głównie skupiać się na Kinari, więc liczę na was panowie, że przejmiecie część jej domowych obowiązków i będziecie pomagać przy siostrze.
— Naturalnie. — Sasuke uprzedził Itachiego otwierającego usta by wyrazić poparcie prawdopodobnie tymi samymi słowami, toteż ograniczył się do kiwnięcia głową.
— Mikoto musi przejść kilka badań tak samo jak Kinari, potowarzyszę im przy tym. Wy wracajcie do domu. Pewnie wrócimy przed północą. — Oboje potaknęli odwracając się do znikającego za drzwiami ojca, po czym ruszyli spokojnym krokiem przez białe korytarze. Nie odzywali się do siebie. Ostatnie spory pozostawiły na sobie piętno a festynowa noc wcale nie poprawiła relacji, wręcz miało się wrażenie, że lekko je pogorszyła. Zatem nie dziwił fakt rozejścia się braci zaraz po przekroczeniu progu szpitala, każdy wracał zupełnie inną drogą pogrążony w swoich zmartwieniach.

***

Keiko słuchała wytycznych Josuke przedstawiającego zdjęcie teczki, którą miała ukraść. Niby prosta misja, lecz…
— Przedmiot znajduje się w głównym sejfie Kiri. — Na sam dźwięk nazwy wioski szatynka skrzywiła się. — Masz nie więcej niż trzynaście sekund na wejście tam, zabranie jej, podłożenie falsyfikatu i wyjście. — Zmarszczyła brwi ściągając je niemal w jedną idealną kreskę.
— Trzynaście — szeptem powtórzyła lekko zmartwiona takim limitem. Przygryzła wargę po namyśle kręcąc przecząco głową, za mało.  — W teczce znajdują się tylko papiery?
— Owszem około dwudziestu kartek.
— Czas na wykonanie całego zlecenia? — Podczas zadań Keiko traciła cały swój wesołkowaty charakter, robiła się skupiona, konkretna, tego wymagały zadania.
— Pięć godziny — oznajmił wręczając sfałszowaną teczkę, którą ma podłożyć.
— Wedle rozkazu. — Pokłoniła się nieznacznie.
— Obstawiam, że nie wrócisz. — Josuke zatrzymał szatynkę dokładnie w progu. Odwróciła się widząc lekko uniesione ku górze kąciki ust odwzajemniła uśmiech kiwając głową, po czym zniknęła zamykając drzwi.  Wybiegła z siedziby Kindersów i nie zwalniając nawet na moment dostała się do domu. Tam bez ceregieli przeskakując pod dwa stopnia na raz znalazła się w swoim pokoju gdzie rzuciła na łóżko zdejmowaną już na korytarzu bluzkę. Migiem zmieniła strój na bardziej odpowiedni do misji w kolorach czerni i szarości by móc zlać się z zapadającym zmrokiem. Włosy upięła w koka a z kieszeni wyjęła wszelkie zbędę przedmioty jak komórka czy odtwarzacz muzyki. Jednym haustem wypiła półlitrową butelkę wody stojącą na biurku, do pokrowca na udach schowała trochę kapsułek nawadniających oraz parę kunai, sznurkiem przywiązała otrzymaną teczkę na brzuchu pod ubraniem i była gotowa. Bez jakiś sentymentów, chwil zawahania płynnym susem wyskoczyła przez otwarte okno lądując na gałęzi sąsiadującego drzewa. Stamtąd przemieszczając się po koronach drzew gnała w stronę Kiri mając cały czas na uwadze ograniczenia czasowe. Jako członkini Kindersów musiała bardzo pilnować tych ram wyznaczonych przez Josuke.

***

Będąc już prawie pod domem brunet zatrzymał się. Uznał, że trochę to głupie, ale miał swoje powody ku temu.  Wyjął z kieszeni komórkę i wybrawszy odpowiedni numer przyłożył urządzenie do ucha. Niestety prócz sygnały połączenia nie usłyszał nic. Nie przejął się tym zbytnio powtórzywszy czynność aż pięć razy. To zaczynało być lekko irytujące toteż gwałtownym ruchem wpakował telefon do kieszeni obróciwszy się na piecie, zawrócił. Śpiesznym krokiem przemierzał ulice kierując się na obrzeża. Wolał tą sprawę załatwić przed komórkę jednak niedane mu było a koniecznie chciał dzisiaj przekazać jej zaproszenie.
Po dość długim spacerze stanął przed drzwiami pukając, gdyż Keiko nie posiadała dzwonka. Niestety nikt nie odpowiadał. Ponowił tylko uderzając mocniej, efekt ten sam. Zaintrygowany brakiem rezultatów odszedł obchodząc budynek. Zobaczywszy otwarte okno pokręcił ze zrezygnowaniem głową przekonany, że szatynka zwyczajnie zasnęła. Bezszelestnie zbił się w powietrze kucając na gałęzi drzewa, z której przedostał się na parapet w sypialni Higashiyamy. Pokój był pusty, co go zaniepokoiło. Cichutko ześlizgnął się na podłogę kierując kroki ku czarności korytarza wyłaniająca się z niezamkniętych drzwi. Chciał sprawdzić czy przypadkiem może w salonie przed telewizorem nie zasnęła a jako, że nigdy tu nie był zaglądał do każdego. Raczej starał się gdyż większość z nich była zamknięta na klucz. Po niedługim czasie obszedł cały dom, który okazał się całkowicie pusty. Zaniepokojenie wzrosło, gdy cofnąwszy się do sypialni zauważył na biurku jej komórkę oraz tuż obok odtwarzać muzyki, bez którego nie wychodziła nigdzie. Starał się myśleć o tym, że po prostu Keiko zapomniała, lecz złośliwy chochlik krzyczał w głowie „misja”. Omiótł wzrokiem jeszcze raz bałagan panujący w pokoju i chcąc nie chcąc wycofał się na parapet cicho wzdychając.
Powolnym krokiem zmierzał znów w stronę domu, tylko tym razem z lekko posępnymi myślami. Właśnie mijał centrum wioski, przez który robił skrót do siebie, kiedy ujrzał znajomą postać. Zatrzymał się przypatrując dziewczynie, upewniając się, co do swoich domysłów. Nie lubił tego typu sytuacji, lecz pragnął rozmyć wątpliwości.
— Cześć — zagadał zatrzymując idącą blondynkę z zakupami, na co wskazywały na pewno nie lekkie siatki.
— O witaj Itachi — odparła zatrzymując się i kładąc na chwilę pakunki. Nie kryła zaskoczenia ze spotkania przyglądając się chłodnemu obliczu bruneta.
— Widziałaś Keiko, nie odbiera telefonów — sprostował szybko widząc unosząca się brew Fumiko.
— Jest na misji nie wiem, kiedy wróci.
Obawy się potwierdziły, Itachi poczuł jak cały niepokój zamienia się w kilkuset kilogramowy głaz i spada mu na ramiona. Nie umiał nic odpowiedzieć patrząc tępym wzrokiem na chodnik oświetlany przydrożną lampą.
— Może, mógłbyś mi dać swój numer? — zagadała widząc w tym możliwość wyswatania tej dwójki. — Mój brat jest też z Kindersów będę mieć relacje z pierwszej ręki.
Uchiha nie umiałam w tej chwili przełknąć grudę, która narosła w gardle i tylko pokiwał głową. Wyjął z kieszeni komórkę pokazując po uprzednim wyświetleniu swój numer, który blondynka szybko wpisała do kontaktów.
— No to w razie, czego będę dzwonić lub pisać — oznajmiła podnosząc z powrotem siatki. — Pa — rzuciła wznawiając marsz. Itachi stał jeszcze przez moment nie mogąc okiełznać galopujących myśli podrzucających mu teraz najczarniejsze scenariusze, lecz w końcu i on ruszył do domu. Przez całą drogę karcił się za to, że nie wykonał wcześniej kroku, chociażby wczoraj. Bał się o szatynkę, o jej stan, w jakim wróci.

2 komentarze:

  1. O super nowy rozdział! Jupi! Keiko i Itachi mają się ku sobie, Keiko i Itachi, mają się ku sobie :P No nie mogę się doczekać sceny "kocham cię, ja ciebie też" i wielkiego cmok! *.* Mam nadzieję, że będzie to niedługo. I żeby tylko wróciła ona cało z misji. Ale jaka przesada z tą misją. 5 godzin na dotarcie z Konohy do Kiri tam i z powrotem!!! To przecięcie jak oni do Suna szli dużo dłużej. A te trzynaście sekund to chyba jakiś żart. To już naprawdę przesada, nikt nie wyrobi się w takim czasie! I wow bracia mają malutką siostrzyczkę i będą się nią opiekować i zajmować. *.* Czekam na notkę o tym :P Do następnego i mam nadzieję, że w miarę szybko teraz będą się notki ukazywać w końcu wakacje kupa czasu, chociaż za 3 tygodnie już wrzesień ;( i powrót do szkoły :((

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej, co z nowym rozdziałem! :( :( :( myślałam, że podczas wakacji będzie ich więcej, a tu koniec ich i nadal pusto, jak się akcja tam fajnie rozkręciła :(( Napiszcie coś!
    Yuuki

    OdpowiedzUsuń