17 czerwca 2017

20. Wypadał topornie jak jakiś pijany leniwiec

UWAGA! UWAGA! 
Przybywam do Was z dobrymi wieściami!
A mianowicie. Podczas wakacji rozdziały ukazywać się będą cotygodniowo. Nie tak jak zawsze, że jedne na dwa tygodnie, ale jeden na tydzień! 
A dokładniej: następny rozdział 21 ukaże się 1 lipca, potem kolejny, czyli rozdział 22 ukaże się już 8 lipca. I wszystkie po nim będą ukazywać się, co tydzień w sobotę.
Mam nadzieję, że ta zmiana przypadnie Wam do gustu i ucieszy.
Także, już nie przedłużając, serdecznie zapraszam do lektury!
_______________________________________________________________

Złość już dawno uleciała, teraz był jedynie kupką zmartwień. Martwił się o wszystko, o każdy szczegół i każdą ewentualność, aż do przesady. Jednak nie potrafił inaczej. Nie umiał zatrzymać spirali scenariuszy z prawdopodobnymi możliwościami, które przez wynikłe komplikacje mogą zajść. Z cichym westchnieniem wyjął klucze, próbując włożyć odpowiedni do zamka.
— Co jest? — mruknął po kolejnej nieudanej próbie. Przedmiot nie chciał wejść, blokując się w połowie. Czyżby Keiko była już w domu? Zapukał donośnie, cisza. Jeszcze raz i usłyszał jak zbiega z góry i to najprawdopodobniej na boso.
— Tak? — rzuciła pośpiesznie, zamaszyście otwierając drzwi z ręcznikiem na głowie. — O, witaj z powrotem. — Uśmiechnęła się, wpuszczając do środka.
— Witaj — odpowiedział, delikatnie ucałowawszy na powitanie.
— Odgrzać ci obiad? — zapytała, znikając za drzwiami do kuchni.
— Ta… — urwał, patrząc na szafkę z butami. Coś było nie tak. Właśnie odkładał na nią swoje klucze, kiedy poczuł znajome uczucie. Po tylu latach życia z rodzicami pod jednym dachem, szybko potrafił dostrzec, że ktoś był w pokoju. Lekko przesunięta książka, poruszone długopisy w kubku, zabrana gazeta, drobne szczegóły, na które zwracał uwagę. Przyjrzał się jeszcze raz dokładniej. Rzucony portfel dziewczyny, jej słuchawki, rękawiczki, wiszący pęk zapasowych kluczy, klucze do schowka na podwórku i…
— Keiko gdzie są klucze Haniko?
Nie chciał znać odpowiedzi, bo znał ją. Doskonale wiedział, czyje imię za chwilę usłyszy.
— Keiko gdzie są klucze Haniko? — powtórzył, wchodząc do kuchni.
— Hę? — Odwróciła się na moment, starając się nie zniszczyć turbanu na głowie. — Nie wiem, o co chodzi?
— Zapytam o to ostatni raz. Gdzie są klucze Haniko?
— Aaa — zawołała przeciągle, udając zaskoczoną. — Te klucze. Sasuke je zabrał — wymamrotała niewyraźnie, zawzięcie mieszając w garnku.
Tak, tego się spodziewał. I nie, nie był zachwycony. Wręcz przeciwnie, znów narastała w nim złość. Czemu wszyscy ludzie byli przeciwko niemu i Haniko? Co on robił złego, chcąc ją chronić? Czy to tak wiele, dać biednej dziewczynie odrobinę spokoju? Nawet Tsunade nie chciała go wesprzeć i ot, tak oddała dziecko jemu. Osobie, która mimo posiadania prawnej możliwości nigdy, ale to przenigdy nie powinna zajmować się niemowlęciem. A w szczególności tym niemowlęciem. Drobną istotką, na którą nie zasługiwał. Wyrzekł się jej, jeszcze przed narodzinami, kiedy to opuścił ciężarną Haniko, po prostu uciekając przed odpowiedzialnością za swoje czyny. Nawet po rzekomym powrocie, znów uciekł, znikając. Teraz po raz kolejny się pojawił, ale na jak długo? Kiedy znów zechce to wszystko rzucić, bo uzna, że nie ma odwagi?
— Mówiłem ci, przestań się w to wtrącać — uniósł głos, niemal wybuchając już na start. Po awanturze w szpitalu był nazbyt wrażliwy na to jedno imię.
— O rany, no, o co ci chodzi — mruknęła zniesmaczona, nawet się do niego nie odwracając.
— Nie możesz decydować o oddaniu komuś nie swojej rzeczy.
— No twoja ona też nie była — trafnie zauważyła, nadal nie zaszczycając go wzrokiem.
— Te klucze dostałem ja, a nie ty. Haniko poprosiła mnie, abym je przechował i potem oddał. Jej oddał, a nie jemu! Przecież to samo było z płytą. Dlaczego ty nie rozumiesz oczywistych rzeczy?
— Marudzisz — oznajmiła, zbywając go, olewając jego uniesiony głos pełen złości i irytacji.
— Miałaś się nie wtrącać!
— No i się nie wtrącam. Oddałam tylko klucze do ich wspólnego domu.
— Jakiego wspólnego? To jest dom Haniko a on nie ma do niego praw.
— Skoro zabrał Sumire, to chyba oczywiste, że do jej domu, bo niby gdzie. Gotowe, jak chcesz, możesz sobie nałożyć — zakomunikowała, przekręcając kurek i wyłączając palnik pod zupą.
— Zabrał wbrew woli Haniko. Zresztą nie o tym mówimy, tylko o tym, że znów się wtrącasz w nie swoje sprawy.
— No daj mu się wykazać. Zależy mu, to się stara wypaść dobrze. Na pewno sobie poradzi — mówiła z przekonaniem. — I ja się nie wtrącam, pomagam przyjacielowi i tyle. Poza tym nie mówiłeś, że mam zakaz dotykania tych kluczy.
— Zależy mu, nie wtrącam się, poradzi sobie — powtarzał po niej, nadając słowom kpiącego wydźwięku. — Ty w ogóle siebie słyszysz? Ja wiem, że jakimś cudem owinął cię sobie wokół palca, ale…
— Dość! — krzyknęła, przerywając mu, uderzeniem otwartej dłoni o blat stołu. — Przestań w kółko to powtarzać. Jest moim przyjacielem, to go będę wspierać. Może wreszcie ty byś zrobił to samo i wyciągnął pomocną dłoń do brata, a nie mieszał go z błotem.
— Sam się pogrąża i dobrze o tym wie. Dostał szansę, Haniko zechciała go widzieć przy porodzie. To on ją zmarnował, to on uciekł, zostawiając ją w tym stanie, porzucając córkę. Dla niego nie ma już ratunku. Miarka się przebrała. Powinien zostać prawnie odseparowany od nich.
— Nie no jasne, jeszcze kurcze zamknij go w więzieniu. Osądzasz go, nawet nie dowiedziawszy się wszystkiego. Dopytałeś się, dlaczego zniknął, jaki miał powód? W ogóle go o coś zapytałeś, wysłuchałeś?
— Nie mam powodu, aby wysłuchiwać kłamliwych tłumaczeń takiego zera.
— Zera? — powtórzyła zaskoczona. — Zera? — dopytywała się niepewnie, przekonana, że przesłyszała się. — Ah tak — mruknęła smutno, rozumiejąc, o co chodzi. — Skreśliłeś już brata. A nie, przepraszam byłego brata. — Umilkła na chwilę, obserwując rant stołu. Chciała się uspokoić, ale nie mogła. Jego słowa wymieszały się z przeszłością i uczuciami. — Oda miał rację. To tacy jesteście, jak coś wam nie pasuje, to odrzucacie. Jesteś takim samym tyranem jak twój ojciec! Nie sprawdził się, zawalił, popełnił błąd to do razu wyrzucić. Co tam ludzie, co tam rodzina, wyrzucacie na śmietnik każdego! Ja się nie dziwię, że Sasuke sam wypisał się z tego cyrku.
— Nie porównuj mnie do ojca! Nie jesteśmy tacy sami.
— Nie! A kto kurwa odrzucił brata, rodzonego młodszego brata? Postąpiłeś tak, jak kochany ojczulek chciał. Skreśliłeś go! I NIE! — krzyknęła, postępując krok do przodu i unosząc w górę palec w geście grożenia. — Nie waż mi się odzywać. Mam już tego serdecznie dość. Nie będziesz mną dyrygował i mówił mi, co mam robić a czego nie, kto ma być moim przyjacielem a kto nie, kogo mam wspierać i jak, a kogo nie! — Jej oczy zaszkliły się. Jednak ani jedna łezka nie popłynęła po policzku. — Sasuke jest dla mnie ważny i będę go wspierać. A tobie nic do tego! Mam już serdecznie dość tych twoich awantur. Kaoru miał rację, to twoja wina. Twoja wina, że mam taki kolor!
— Nie no jas…
— DOSYĆ! — wrzasnęła, przerywając mu i znów, tym razem mocniej uderzając o blat, aż mebel zatrząsł się, lekko przesuwając. — Wynoszę się stąd — oznajmiła dobitnie, w mało delikatny sposób popychając Itachiego w przejściu. Ubrała się błyskawicznie i wyszła w akompaniamencie donośnego trzasku zamykanych drzwi.

***

Dyszała głośno, wspierając się na ugiętych kolanach. Łapczywie połykała powietrze, nie mogąc złapać tchu. Z domu wybiegła przeszło godzinę temu. Niemal cały ten czas biegła sprintem prosto przed siebie, nie zwalniając i nie przystając. Dopiero teraz zatrzymała się, wyczerpana. Wyrzuciła z siebie głośno powietrze, opadając na pobliską ławkę. Rozejrzała się mało uważnie. Nie miała pojęcia, gdzie jest. Alejki, drzewa, ławki, najprawdopodobniej jakiś park. Nie patrzyła, dokąd biegnie, chciała po prostu być jak najdalej i nie myśleć. Niestety to drugie było niewykonalne. Zacisnęła mocno powieki, odrzucając obrazy przeszłości. Wściekłość na Itachiego nie mijała. Miała do niego żal, że odtrącił Sasuke, osobę tak bliską.
Ona nie miała tyle szczęścia, nie posiadała biologicznego rodzeństwa i szczęśliwej rodzinki jak z obrazka. W akademii obserwowała jak matki bądź ojcowie odbierają swoje pociechy, słuchała opowieści rówieśników, jak to starsza siostra czy brat będą ich po szkole uczyć rzutów. A ona wracała do pustych zakurzonych kątów. Do wielkiego samotnego domu, pozbawionego nawet sąsiadów. Gdyby nie Kaoru i jego rodzice, którzy niemal ją przygarnęli, nie byłaby taka jak teraz, i wielce prawdopodobne, że w ogóle by jej nie było. Kiedy oni zmarli płakała tak samo rzewnie, jak przyjaciel. W końcu byli jej wszystkim. Potem ich dwójką zaopiekowali się rodzice Isamu, otaczając ich wsparciem i miłością. Miała wiele szczęścia, że obcy ludzie przygarnęli ją, traktując jak część rodziny, bo dla niej oni byli prawdziwą rodziną. Nikogo więcej nie posiadała, tylko przybrane rodzeństwa z równie przybranymi rodzicami. A Itachi sam z siebie, chciał odtrącić rodzonego brata, tylko, dlatego że biedaczek się lekko pogubił. Bolało ją to i to bardzo. Przecież, co gdyby posłuchała rówieśników, uciekając przez Isamu, przez co nigdy by się nie zaprzyjaźnili? A jakby Kaoru dostosował się do plotek i odtrącił ją, zostawiając samiuteńką jak palec? A co by było, gdyby rodzice Kaoru ją odtrącili, bo także wówczas była trudna i zagubiona?
— Czegoś takiego się nie robi — wyszeptała, energicznie potrząsając głową. Jeśli on tego chce to jego wola, ale nie zmusi jej do tego! — Ciemno już — dodała, spoglądając w niebo. Była tak pochłonięta przez swoje myśli, że nawet nie zauważyła, kiedy nastał wieczór. Wyjęła telefon, zerkając na godzinę, pięć po dziewiętnastej. Cmoknęła z niezadowolenia. Oj nie, do Itachiego nie wraca. Niech wie, że przegiął.
Posiedziała jeszcze chwilę z pustą głową, pozbawioną jakikolwiek myśli i wzorkiem utkwionym w ciemnym granacie nieboskłonu, nim uznała, że pora się ruszyć. Powłócząc niechętnie nogami, wyszła z parku, uważnie się rozglądając po okolicy. Szybko połapała się w otoczeniu, analizując swoje położenie oraz fakt, że znajduje się niedaleko Kaoru. Nie był to taki zły pomysł. Z początku zakładała, że poszwenda się jeszcze chwilę po ulicach, a potem zawita do organizacji. Tam zawsze ktoś jest, więc miałaby, z kim pogadać, albo mogłaby wyżyć się na treningu. Aczkolwiek wizja odwiedzin przyjaciela, prezentowała się milej. Całkowicie przekonana do nowego pomysłu dziarskim krokiem ruszyła w stronę majaczących w oddali bloków.
W tej chwili żałowała, że nie zabrała ze sobą słuchawek. Wybiegając z domu, nie myślała o niczym. Komórkę miała przy sobie tylko, dlatego że trzymała ją w kieszeni. Nawet nie zerknęła na portfel czy klucze leżące na szafce w przedpokoju. Tak dokładnie, nawet nie wzięła ze sobą kluczy do domu. Jej komplet był wetknięty w zamek, a nie miała głowy, by myśleć o wyjmowaniu go. Po prostu wybiegła, trzaskając drzwiami, nic więcej. Droga zeszła jej na rozmyślaniu nad swoją nieporadnością. Nie raz zdarzało się jej wychodzić z domu bez portfela, bo akurat o nim zapomniała, ale słuchawki, klucze i telefon to podstawa. A z trzech niezbędnych rzeczy miała przy sobie tylko jedną i — co gorsza — na niemal wyczerpanej baterii.
Ze zrezygnowaniem pokręciła głową, po czym ruszyła biegiem, dostrzegając wychodzącą kobietę z klatki Kaoru.  Rada z okoliczności, pochwyciła drzwi, nim się zatrzasnęły. Wejście na trzecie piętro nie stanowiło wyzwania, więc nie minęło zbyt wiele czasu, a stanęła pod drzwiami przyjaciela, pukając głośno. W oczekiwaniu na otwarcie przybrała słodki uśmiech i… Nic. Mężczyzna przeważnie reagował szybko, więc zaskoczona niecodzienną sytuacją zapukała jeszcze raz. Nadal zero odzewu. Potarła lekko zlodowaciałe dłonie przez brak rękawiczek i spróbowała po raz kolejny, z takim samym rezultatem.
— No kurcze — mruknęła do siebie. Gdzie cię wcięło, pomyślała, wyciągając telefon. Właśnie wybierała numer do niego, kiedy usłyszała stukot na schodach. Odruchowo zerknęła tam, dostrzegając mężczyznę obładowanego ciężkimi siatkami.
— Cześć — rzucił, uśmiechając się i przystając obok.
— O jak dobrze, że jesteś. Pomogę. — Chwyciła część zakupów, które na chwile odstawił, szukając klucza. — To chyba jakiś tygodniowy zapas — komentowała, wchodząc do środka i jak mając w zwyczaju, porzucając buty jak bądź. Kaoru poszedł w jej ślady, zostawiając bałagan na przedpokoju i wchodząc do kuchni.
— W lodówce totalnie pusto, więc musiałem. Jadłaś obiad? — zapytał, otwierając szafkę, aby schować ryż.
— Mhm — potaknęła, wypakowując błyskawiczne zupki w sporej ilości. — A przypadkiem tobie Nerin też nie kazał się dobrze odżywiać?
— Ale w razie czego jakiś zapas trzeba mieć.
— Niby ta — mruknęła, zamyślając się na chwilę. — Kaoru, co dzisiaj robisz?
— Hm… Miałem zamiar posprzątać, coś obejrzeć albo poczytać. W sumie nic szczególnego, konkretnych planów nie posiadam. A com? — zapytał, całkowicie chowając się za drzwiczkami od niewielkiej lodówki.
— Mogę tu zostać na noc?
— Hę? — mruknął zaskoczony, wychylając się. Przypatrywał się chwilę plecom przyjaciółki, nim poderwał się z trzaskiem zamykając lodówkę. — Ten padalec ci coś zrobił? — Pochwycił ją za ramiona, gwałtownie odwracając w swoją stronę. — Mam go iść zatłuc?
— Au — jęknęła, wykrzywiając twarz w grymasie bólu — za mocno naciskasz.
— Wybacz. — Puścił ją, robiąc pół kroku wstecz. — Poniosło mnie, jak tylko pomyślałem, że cię skrzywdził. A skrzywdził cię?! — krzyknął, znów łapiąc za ramiona.
— Au!
— Wybacz, wybacz.
Sytuacja się powtórzyła.
— Nie, nic takiego nie zrobił, trochę się tylko posprzeczaliśmy i wolałabym nie myśleć o tym i miło spędzić z tobą czas.
Przybrał pozę zadumanego myśliciela, marszcząc brwi oraz łapiąc się za brodę. Keiko niepewnie i z powątpiewaniem patrzyła na przyjaciela. Oj zaraz coś wymyśli, pomyślała. Kaoru po takiej lekko karykaturalnej postawie, albo miał iście genialny plan albo taki, który kończył się totalną katastrofą.
— Zrobię wołowinę teriyaki z zapiekanymi ziemniaczkami — zakomunikował podniosłym tonem, zbijając tym dziewczynę z tropu.
— Że jak?
— Obieraj ziemniaki — nakazał, wskazując siatkę z nimi.
— No okej — odparła niepewnie, zabierając się za wskazaną czynność — ale co się naszło na przygotowywanie teraz swojego popisowego dania? — dopytywała, lecz mężczyzna wyszedł z niewielkiej kuchni. — Hej Kaoru! — krzyknęła, zaskoczona jego postawą.
— Zawsze ją robiliśmy, jak było coś nie tak, pamiętasz? — wytłumaczył, zjawiając się po krótkiej chwili z powrotem.
Zamyśliła się, uciekając do wspomnień. Miał rację. Kiedy byli mali, jego matka zawsze im to robiła na pocieszenie. Siadali przy stole w kuchni i obierając kilogramy ziemniaków, wypłakiwali swoje żale, aby potem z radością oraz uśmiechem zajadać się pysznym daniem. Pani Maeda nie umiała piec, więc wspierała na swój oryginalny sposób. Za to pani Orinoke ich rozpieszczała ciastami, ciasteczkami, czekoladkami i innymi słodkościami. Uśmiechnęła się do tej niewinnej przeszłości.
— Dawno tego nie robiliśmy — zauważyła, zasiadając przy niewielkim wciśniętym w kąt stoliku.
— Prawda, ale dawno mnie w Konoha nie było.
— Niestety racja. Chociaż — zamyśliła się — oczekiwałam czegoś bardziej w stylu: o świetnie, tak wykop go z myśli, a jeszcze lepiej wykop go za drzwi, niech ma za swoje, na pewno to jego wina a ty masz rację, zostań ze mną, ile chcesz, w ogóle olej tego dupka — mówiła, starając się naśladować głos przyjaciela. Skrzywił się, wyraźnie niepocieszony.
— Przesadzasz.
— Ale to by do ciebie pasowało. A ty zamiast czegoś takiego oferujesz pełne wsparcie na miarę Isamu. Jakiś dzisiaj dzień podmianki?
— Nie nabijaj się — zganił ją. — Poza tym — zawahał się na chwilę, odwracając się tyłem do niej — widziałem twoją minę.
— Hę?
— Twoja mina, kiedy oznajmiłaś, że nie chcesz o tym myśleć i się pokłóciliście.
— Nie rozumiem.
— Miałaś te same oczy, jak kiedy pokłócisz się z którymś z nas. Nie jestem zachwycony, że jest to Itachi, wręcz przeciwnie, gdybym mógł, to bym go pogonił gdzie pieprz rośnie, ale… Ta afera z Josuke, tak bardzo chciałaś, aby was zaakceptowali. Nawet Isamu twierdzi, że to w porządku.  Zresztą, przecież rozmawialiśmy o tym, więc wiesz, jakie mam zdanie.
— Kaoru? — zapytała niepewnie, kładąc mu dłoń na ramieniu. — Co…
— Równy z resztą. Widać to. — Odwrócił się do niej, spoglądając na lekko zaskoczoną dziewczynę. — Skoro potrzebujesz wsparcia, chcę to zrobić należycie. Nawet jeśli on jest tego powodem.
— Ooohhh — zawołała, rzucając się mu na szyję.
— Chociaż za to, że cię zasmuca, to bym mu przywalił.

Czas mijał na pogadance i przyrządzaniu potrawy. Dziewczyna szybko zaczęła być wdzięczna za ten pomysł, gdyż humor znacznie się jej poprawiał, a Itachi i sprzeczka z nim uleciały w niepamięć.
— Jeszcze dziesięć minut i wyciągamy — zakomunikował, zerkając na zegarek. — O w samą porę — dodał, słysząc głośne pukanie.
— Co? — zapytała zaskoczona, wychylając się z kuchni.
— Kaoru wszczął alarm, więc przybyła odsiecz — oznajmił Isamu, dziarskim krokiem wchodząc do niewielkiego przedpokoju, który płynnie przechodził w salon. — Mam komedie, komedie romantyczne, filmy animowane, horrory, musicale, karaoke — wymieniał, zaglądając do pokaźnej reklamówki wypełnione pudełkami z filmami.
— Słyszałam, że nie możesz pić alkoholu, więc zgarnęłam tylko napoje sokowe. Za to mam grę planszową.
— No nie wierzę. Tak się cieszę, że was widzę. — Przytuliła przyjaciół, nim weszli w głąb mieszkania, a raczej niewielkiej kawalerki Kaoru.
— Nie należę do słynnego trio, ale…
— Oj siostra nie marudź — zganił ją, przerywając wypowiedź. — Tak, prawie że należysz, więc nie tłumacz się, tylko chodź.
— Fumiko, Isamu ma rację. W końcu to dzięki tobie znam się na kobiecych rzeczach. Noo, pewniej części tych rzeczy.
— To twoja winy Fumiko, że mam teraz siostrzyczkę, a nie braciszka — poskarżył się Kaoru, stawiając na stół przed telewizorem szklanki. — Gdybyś jej nie namąciła w głowie, nie byłoby teraz chłopaków, słodkich ubranek, spódniczek, makijażów, trzepotania rzęskami — wyliczał na palcach.
Dziewczyna się speszyła, zatrzymując niemal w progu salonu. Nie była pewna czy oni mówią poważnie, czy żartują. Zwłaszcza że mówili prawdę. Trochę wyolbrzymiając, ale jednak to nadal była prawda. Kiedy ją spotkała, Keiko była chłopczycą. Zadawała się tylko z Kaoru, razem zdzierając kolana i hasając po drzewach. Włosy miała zawsze poplątana oraz nie wiedziała, że przy spodniczkach nie można zwisać z gałęzi ani stawać na rękach.
— A kiedy ja niby trzepoczę rzęskami? — zapytała zaskoczona i lekko zbulwersowana Keiko.
— Oj trzepoczesz, trzepoczesz i nawet sobie z tego nie zdajesz sprawy — poparł Isamu przyjaciela, nalewając sok do przyniesionych szklanek.
— Chcecie trochę mojej wołowinki?
— Jasne brachu, dawaj duży kawał — ożywił się, trzema susami pokonując dystans dzielący go od kuchni. Zapominając w tym wszystkim o swoim sposobie wysławiania się.
— Eh ci faceci — skwitowała, kręcąc z dezaprobata głową. — Chodź Fumi i nie przejmuj się ich gadkami — dodała, łapiąc przyjaciółkę pod rękę. — Kaoru wzięło na marudzenie.  Wiesz, zestarzał się nam i zrzędzi — wyszeptała, puszczając oczko.
— No moje piękne pannie. Jam dziś wasz jadłopodawca i jakom taki zapraszam was na ucztę — oznajmił podniosłym tonem, wręczając dziewczyną talerze z daniem, po czym nisko się pokłonił i cofnął do kuchni po swoją porcję.
— Wpadniecie jutro do mnie? — zapytała Fumiko, kiedy wszyscy znaleźli miejsce na kanapie tudzież podłodze; dla Kaoru nie starczyło przestrzeni.
— Ja na pewno będę, mieszkamy razem. Genialnie ci to wyszło — zachwalał, wpakowując sobie pokaźną porcję ziemniaków do ust. — Phya.
— Nie bełkoczemy z pełnymi ustami — zganiła go siostra. — A wy?
— Mogę wpaść — odpowiedział Kaoru, wzruszając ramionami.
— Też nie mam żadnych planów.
— Serio? — zapytała zaskoczona, spoglądając na Keiko. — Prze… A no tak — dodała, uzmysławiając sobie sytuację i lekko się pesząc. Przyszła tu, aby pocieszyć ją, a nie zasmucać.
— A czemu cię to dziwi? — dopytywała, sięgając po szklankę soku.
— Jutro jest czternasty lutego, walentynki.
Keiko zatrzymała się w połowie ruchu. Odstawiając ledwo, co podniesioną szklankę. Zapomniała o tej dacie, a przez kłótnie z Itachim raczej nie ma, co liczyć na romantycznie spędzony wieczór.
— A ty nie masz randki? — zagadał Kaoru, przerywając krępującą ciszę.
— No właśnie — dorzuciła Keiko, otrząsając się z przykrych myśli.
— Jakoś w tym roku niczego nie załatwiłam. To jak, jutro w południe u mnie i obchodzimy ten dzień standardowo?
— Jestem za o ile ja zgarnę najwięcej. Ej, będziesz jadła tę wołowinę? — Wskazał na porcję siostry, w połowie nietkniętą.
— Gdzie ty to mieścisz? Przecież niedawno jedliśmy obiad — zauważyła, spoglądając na wylizany, tak dokładnie wylizany talerz Isamu. — No masz — dodała, ustępując jego maślanym, proszącym oczom.

***

Itachi niechętnie sięgnął po komórkę. Westchnął cicho, odczytując nazwę kontaktu.
— Tak słucham?
— Witaj skarbie, dawno cię u nas nie było. Mógłbyś nas odwiedzić. I Kinari się stęskniła.
— Mamo to coś pilnego? Przepraszam, ale jestem trochę zajęty.
Nie, nie był, po prostu chciał mieć spokój.
— Dzwonię, aby przekazać ci, że parę minut temu był u nas posłaniec do ciebie. Skierowałam go na przyszłość pod adres Keiko.
— Rozumiem, dziękuje. A coś przekazał?
— Tak. Masz się zjawić u Hokage o piętnastej trzydzieści.
— Dziękuję. Do zobaczenia.
— Mam nadzieję, że szybko. Do zobaczenia synku.
Z ulgą rozłączył się, zerkając na wyświetlacz. Była dopiero dziesiąta dwadzieścia, miał sporo czasu, którego nie bardzo wiedział jak spożytkować. Najprawdopodobniej zrobi to, co wczoraj, zaszyje się w pokoju z książką. Intensywne skupianie się nad treścią pozwalało na chwilę zapomnieć o otaczającym świecie i o… Pewnie wróciła, pomyślał, słysząc pukanie. Wczoraj po południu po kłótni wybiegła z domu bez portfela i kluczy, a na noc nie wróciła. Podniósł się z kanapy, wychodząc na przedpokój. Nie miał ochoty z nią o niczym rozmawiać, zwłaszcza że nie przyjmowała jego logicznych argumentów, ale poczuł pewnego rodzaju ulgę, że wróciła. Jednak…
— Dzień dobry. — Doznał rozczarowania, otworzywszy drzwi. — Czy zastałem Keiko Higashiyame? — zapytał młodzieniec wysyłany przez Hokage. Dobrze go znał, nie raz i nie dwa Piąta przysyłała go po niego.
— Aktualnie jej nie ma w domu.
— Rozumiem. Hokage chce się z nią widzieć dzisiaj o piętnastej trzydzieści. Proszę o przekazanie. Dziękuję. Do widzenia.
Lekko się skłonił i odszedł, nie czekając na reakcję Itachiego. Już miał zamykać drzwi, kiedy dostrzegł biegnącą dziewczynę. Zatrzymała się przed posłańcem, wymienili kilka zdań, po czym ruszyła dalej. Nie bardzo przejmując się mężczyzną w progu, lekko go szurnęła, przeciskając się do środka.
— Cześć — rzuciła beznamiętnie, szybko rozpinając płaszcz.
— Hokage chce cię…
— Wiem. Już mi powiedziano — wyjaśniła, wcinając się w słowo i pobiegła na górę, głośno tupiąc na schodach.
Przekręcił klucz w zamku, chwilę jeszcze patrząc na miejsce, gdzie zniknęła dziewczyna. Skoro razem mają się zjawić u Tsunade to może oznaczać tylko misję. Spochmurniał jeszcze bardziej. Keiko teraz nie nadawała się na żadne zadania, przecież nie mogła używać swoich technik. Lekarz kazał jej się relaksować i... Przejechał palcami po powiekach, wracając do salonu. Nie martwić się oraz odpoczywać.
Jestem beznadziejny, pomyślał, sięgając po pilot, aby zgłośnić. Nie potrafił przyznać jej racji, nie w takiej sprawie, ale zawiódł, jako partner. Powinien zapewnić dogodne warunki, aby mogła dojść do siebie po misji i szybko wyzdrowieć. A tymczasem dobijał, wywołując kłótnie. Czyżby faktycznie spadek jej kondycji był jego winą? Uniósł wzrok ku górze, słysząc szum wody z łazienki. Westchnął. No tak, za mało zmartwień, więc trzeba sobie jeszcze kilka dołożyć.
Popatrzył na końcowe napisy i reportera zbierającego papiery ze stołu. Nic nie zapamiętał z ostatnich przekazywanych wiadomości. Powrót Keiko zbytnio go rozproszył. Przez noc ochłonął, zdążywszy poukładać myśli, zapomnieć o kilku rzeczach, lecz teraz wróciły one ze zdwojoną siłą. Miał żal do dziewczyny za wtrącanie się, za to, że nie słucha go i wszystko robi po swojemu, jakby mu na przekór. Jednak wyrzuty sumienia zjadały go od środka. W końcu zapewniał, że dopilnuje przestrzegania zaleceń lekarza.
Sięgnął po pilota, wyłączając telewizor. Musi czymś zająć myśli, żeby nie siedzieć i nie zamartwiać się o wszystko i wszystkich. Powolnym krokiem udał się na górę, wchodząc do sypialni. Akurat w chwili, kiedy Keiko przebiegła przez korytarz wpadając do pokoju, on zasiadł na skraju łóżka, wyjmując z szafki nocnej kalendarz. Liczył na odnalezienie jakiegoś ważnego wpisu. Może zapomniał o jakimś spotkaniu klanowym? Może musi omówić niecierpiący zwłoki problem z ojcem? Cokolwiek? Niestety nic takiego nie było. Tylko puste linijki pod wytłuszczoną i powiększoną datą. Wpatrywanie się w nie, nie spowodowało boskiego cudu w postaci nagle pojawiający się napisów, więc przewrócił kartkę, sprawdzając plany na nachodzących dni. Kątem oka zerkając na Keiko, która w samej bieliźnie grzebała w szafie, wybrzydzając. Po czym zgarnąwszy wybrane ubrania, wyszła, zupełnie ignorując mężczyznę.
Musiał porządnie się zamyślić, gdyż ocknął się, dopiero kiedy dziewczyna wróciła w pełni ubrana, uczesana i w makijażu. Nadal, traktując Itachiego jak powietrze, otworzyła szafę, przeglądając się w sporym lustrze na jednym z drzwi. Chwilę wdzięczyła się, nim wyjęła telefon i cyknęła parę fotek.
— I jak? — zaszczebiotała radośnie do telefonu. — Tak jak radziłaś, zrobiłam lekkie fale, chociaż wydaje mi się, że w dwóch kucykach wyglądałabym uroczej. Wiem, że rozpuszczone są korzystniejsze. W końcu nawet w takich mnie woli Ita… — urwała, pochmurniejąc. Itachi nastawił uszy. — To nic. Spoko, nie spóźnię się, będę punkt dwunasta. Tylko pamiętaj, że potem musimy jeszcze zawitać do organizacji, aby mogła ich wszystkich obdarować, jak co roku. Nie ma sprawy, narka.
— Keiko.
— A — rzuciła, odwracając się do niego i wprawiając w ruch rozpuszczone włosy. Zaniemówił. Wyglądała dzisiaj naprawdę uroczo. Cienkie rajstopy, krótka szara spódniczka do połowy ud, szary top a na to czerwony luźny ażurowy sweter. Całość dopełniał delikatny dziewczęcy makijaż i rozpuszczone falujące włosy.
— Coś chciałeś? — ponagliła.
— A tak — rzucił, lekko otrząsając się, lecz nadal uważnie lustrując każdy centymetr. — Pamiętaj, że o piętnastej trzydzieści mamy wizytę u Hokage.
— Mamy?
— Owszem, też zostałem wezwany. Stąd wnioskuję, że najprawdopodobniej dostaniemy misję. Chciałbym, aby reszta przydzielonych do tego zadania osób nie wiedziało o naszym związku. To mogłoby niekorzystnie wpłynąć na relację w grupie i pogorszyć przebieg misji.
— Czyli mam rozumieć, że mamy udać, że nie jesteśmy razem? — sprostowała, lekko pokrętną wypowiedź mężczyzny.
— Dokładnie.
— Aha — rzuciła dość niezadowolonym głosem. — To nie będzie problem.
— Mamy być tam o piętnastej trzydzieści, więc wolałbym, żebyś nie…
— Nie interesuje mnie to — przerwała mu, zamykając drzwi od szafy. — Teraz mam czas wolny, więc mogę robić, co chcę. A że dzisiaj jest czternasty, to chciałaby należycie spędzić ten dzień. Także wychodzę — zakomunikowała, opuszczając pokój.
Itachi lekko zmarszczył brwi, otwierając ponownie, nadal trzymany w ręku kalendarz. Co do tego ma czternasty, zastanawiał się, wpatrując się w datę. Ktoś z jej przyjaciół ma uro…
— O cholera — mruknął, dopiero teraz dostrzegając niewielki napis pod cyfrą. — Walentynki.

***

Przemykał między budynkami, wybierając mało uczęszczane i znane drogi. Niekiedy wręcz wykorzystując dachy domostwa, żeby tylko uniknąć ludzi. A konkretniej, aby nie wpaść na swoje fanki.  Nie lubił walentynek właśnie z tego powodu, że dziewczyny go napadały, wciskając tony czekoladek, liścików, kartek okolicznościowych, namawiając na randkę. Dziękował w duchu za mieszkanie z Keiko. Inaczej już od rana miałby istny pochód pod drzwiami, a tak jego fanklub jeszcze nie odkrył, gdzie aktualnie przebywa. I jakoś nie miał ochoty sprawdzać, jak bardzo ich zapał opadł po informacji, że ma dziewczynę.
Z ulgą wślizgnął się bocznym wejściem na plac przed budynkiem Hokage. Przemknął po nim szybko, unikając wszystkich i stanął przed drzwiami Tsunade dokładnie o piętnastej dwadzieścia. Kilka minut po nim przyszedł brązowowłosy mężczyzna, a punkt trzydzieści po… Keiko nie było. Itachi w myślach wzdychał, wywracając oczami. A ostrzegał ją, żeby była na czas i nigdzie nie wychodziła, bo nie zdąży.

— A gdzie ona jest?
To były pierwsze słowa Piątej, gdy tylko stanęli przed jej biurkiem.
— O rany — westchnęła, kręcąc z dezaprobatą głową. — Mógłbyś ją ogarnąć — zganiła Uchihę, odkładając trzymany długopis i splatając ze sobą dłonie, jak to miała w zwyczaju. — Mniejsza o to, przekażesz jej wszystkie instrukcje.
— Tak jest.
— Miałam wam dać teraz misję, lecz otrzymałam notkę od Josuke. — Spojrzała na dokument leżący na dość sporej stercie innych podobnych pism. — Z powodu niedyspozycji Keiko, nie otrzymacie żadnego zlecenia. To, na które miałam was wysłać, nie jest jakoś szczególnie wybitne i bez problemu mogę zlecić je komuś innemu, zgodnie z otrzymaną prośbą. — Jeszcze raz zerknęła na papier oznakowany czarnym symbolem Kindersów. — To jest, Miyame Aken, który niedawno wrócił z dość długiej i przedłużanej misji. Chciałabym, abyście zapoznali się, a także odbyli kilka wspólnych treningów, aby tym razem przyszła misja przebiegała płynniej niż ostatnie. To wszystko, możecie odejść.
— Tak jest — krzyknęli oboje, kłaniając się.

— Ju-ju-już je-jestem — wysapała, dobiegając do dwójki mężczyzn wychodzących z gabinetu. Dyszała głośno, wspierając ręce o kolana.
— Spóźniłaś się — zganił ją Uchiha, przyjmując karcącą postawę ze skrzyżowanymi rękoma na klatce.
— Tylko parę minut, mogłeś poczekać — żachnęła się, odzyskawszy płynny oddech. — Aken? — zapytała zaskoczona, spoglądając na mężczyznę obok Itachiego.
— Keiko? Jaki zbieg okoliczności. Nie wiedziałem, że jesteś shinobi.
— To samo mogę powiedzieć o tobie.
— Znacie się? — wtrącił się. Liczba znajomych Keiko przewyższa jego o dobre kilkaset procent.
— Poznaliśmy się, jak była ta zamieć. Pomogłem jej wrócić do domu i tak wyszło, że się rozgadaliśmy.
— Właśnie, jeszcze raz ci bardzo dziękuję za tamtą pomoc.
— Nie ma sprawy, odwdzięczyłaś się pysznym kakao.
Ugryzł się w język. Przez chwilę miał ochotę rzucić uwagę o tym, że jako dziewczyna nie powinna zapraszać do domu obcych ledwo spotkanych mężczyzn, nawet jeśli byli mili i pomogli, ale uznał, że nie ma to sensu. Keiko i tak tego nie załapie.
— Hokage kazała nam się zapoznać lepiej i potrenować razem — wyjaśnił, przerywając ich wspominki z tamtego dnia.
— Super będziemy razem chodzić na misje — ucieszyła się, miło uśmiechając się do Akena. — To, co? Wpadamy do mnie i pogadamy, a trening zrobimy jutro?
— Ostatnio byłem u ciebie, więc dzisiaj to ja zapraszam. Poza tym mieszkam niedaleko.
— Nie ma sprawy, to idziemy — nakazała, ruszając korytarzem.
— Jaką masz naturę chakry? — wtrącił się Itachi, przechodząc do konkretnych spraw.
— Wiatr.
— Wiatr? Jak Isamu, już mi się podoba. Ej, a przypadkiem nie używałeś jakichś technik, jak mnie wówczas odprowadzałeś?
Uśmiechnął się lekko zawstydzony.
— Masz mnie. Tak, stosowałem. W końcu zapewniałem, że poradzę sobie i odprowadzę cię bez problemu do domu. Jednak zrobiłaś się podejrzliwa i musiałem ją dezaktywować, przez co pod koniec trochę zrobiło się ciężej.
— I ci parasol wygięło. Pamiętam. Ta mina była genialna.
Zaśmiali się, zupełnie ignorując idącego obok Itachiego z coraz to mniej zadowoloną miną.
— Ale w ogóle czemu to anulowałeś technikę? — dopytywała, wyciągając rękę, aby popchnąć drzwi, lecz Aken przyśpieszył kroku, otwierając je, przepuszczając dziewczynę. Uśmiechnęła się w podzięce, wychodząc na plac przed budynkiem.
— Wiesz ludzie różnie reagują na shinobi. Niektórzy podziwiają, a inni się boją. W końcu jakby nie było, jesteśmy mordercami. Sporo kobiet ucieka, kiedy dowiaduje się, że jestem zdolny kogoś zabić. A nie chciałem cię zostawiać w tę zawieję samą.
— Kochany jesteś. No i masz rację, też mi się zdarzały takie sytuacje. A tak w ogóle…
I zaczęli prowadzić rozmowę między sobą, na dość błahe tematy, co jakiś czas pozwalając Itachiemu wtrącić się z konkretnym pytaniem dotyczącym technik, preferowanych stylów, dotychczasowej kariery. Zresztą akurat on i tak nie miał czasu zajmować się prowadzeniem konwersacji. Szli głównymi ulicami, pełnymi gruchających par i grupek nastolatek, które dość szybko upatrzyły Uchihę. Zmuszony odbieraniem od nich prezentów oraz odmawianiem spędzenia czasu, zostawał w tyle. Takim oto sposobem musieli na niego poczekać pod budynkiem, zanim ich dogonił z torbą pełną czekoladek i listów.
— Wzięcie masz — mruknęła Keiko, spoglądając na podarunki.
— To tylko…
Jednak nie dała mu wytłumaczyć ani dokończyć. Odwróciła się, wchodząc w głąb bloku, podbiegając do czekającego na schodach Akena. Zrobiło mu się przykro. Dziś są walentynki i powinni spędzić ten dzień razem, jako para, a nie ukrywać związek przed Miyame.
— Śmiało się rozgośćcie — zachęcał, otwierając szerzej drzwi. — Niestety mieszkam z rodzicami, przez to, że dostaje długoterminowe misje, ale spokojnie wyjechali za miasto w ramach rocznicy.
— Słodkie — oznajmiła, zdejmując buty. — Spore mieszkanie — dodała, rozglądając się po przestronnym przedpokoju.
— Ja was najmocniej przepraszam, ale muszę wykonać pilny telefon i wolałbym zrobić to na osobności, dlatego wyjdę na chwileczkę. A was zapraszam do salonu. Prosto i po lewej — wyjaśnił, znikając za drzwiami.
— Jej, ale tu miejsca — komentowała, wchodząc do pomieszczenia. — Ale miękka kanapa.
Usiadła, niemal zapadając się w delikatną piankę. Itachi zajął fotel obok, niepewnie spoglądając na dziewczynę. Właśnie otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy wrócił Aken.
— Już jestem — zakomunikował, pewnym krokiem wchodząc do salonu. — Keiko mam coś dla ciebie.
— Dla mnie? — zainteresowała się, podnosząc.
— Tak. Skłamałem z tym telefonem, aby to załatwić. Dzisiaj są walentynki i uznałem, że taka urocza dziewczyna jak ty, nie powinna w taki dzień pozostać nieobdarowana, więc to dla ciebie.
I wyciągnął za pleców, pięknie rozłożoną pojedynczą czerwoną różę.
— Naprawdę?
Jej oczy zabłyszczały, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Itachi wpił paznokcie w ramę fotela.
— To takie słodkie — kontynuowała, po potaknięciu Akena. — Dziękuję ci bardzo. — Przytuliła go. Na co Itachi omal nie zazgrzytał zębami. I to nie z powodu tego, że go przytuliła, tylko tego, jak on to robił, a niewiele to miało wspólnego z przyjacielskim uściskiem. — Jest taka śliczna — komentowała, zasiadając z powrotem na kanapie, nie odrywając wzroku od róży.
— Nie tak, jak jej właścicielka dzisiaj. — Podniosłą zaintrygowana głowę. — Uroczo wyglądasz. Dam głowę, że nie jedno serce dziś skradłaś.
— Dziękuję, ale zapewne nie.
—A ja jestem pewny, że tak. Wystarczy, że nie będziesz ukrywać za włosami tych ślicznych oczu, a każdy padnie — oznajmił, wyciągając w jej stronę dłoń i odgarniając włosy za ucho, które zakrywały twarz, kiedy pochylała się, aby popatrzeć na różę.
— Prawdziwy z ciebie dżentelmen — odpowiedziała, posyłając mu TEN uśmiech. Nie był dokładnie taki sam, lecz bardzo, bardzo podobny. Specyficzny czarująco-słodki, który Itachi uwielbiał i który prezentowała tylko wtedy, gdy obdarzał ją czułościami. Ten, przy którym miękło mu serce. Teraz posyłała go innemu mężczyźnie. Nie wiedział, czy silniejszy był ból w klatce piersiowej, czy narastająca złość. Resztkami sił powstrzymał się przed wybuchem i odstawieniem sceny.
— Może przejdziemy do konkretów, późno się robi — rzucił twardym tonem przez zaciśnięte zęby. — Powinniśmy przedyskutować parę rzeczy — dodał, centralnie wpychając się między nich na kanapie. Mało go obchodziło, że to niekulturalne i nie miał dobrego wyjaśnienia dla swojego czynu, a przynajmniej takiego, który by mógł zrozumieć Aken, bo Keiko, którą aktualnie zasłaniał plecami, zakryła sobie usta, aby nie zaśmiać się.
— Wiesz Itachi, jak ci się śpieszy, żeby odwiedzić Haniko to nie ma sprawy. My tutaj dogadamy całą resztę.
Była złośliwa. Powiedziała to specjalnie, chcąc zobaczyć reakcję Uchihy. Nie musiała długo na nią czekać. Natychmiast zacisnął palce na kolanach, starając się ich nie zwinąć w pięści.

— To ja cię może odprowadzę — zaproponował, zamykając drzwi klatki. — Ciemno już, późno, nie wypada, abyś chodziła sama.
— To miło z twojej strony, ale jestem shinobi poradzę sobie.
— Oj będę nalegał. Nie daj się prosić.
— No dobrze — zgodziła się, potakując. — To my będziemy szli, na razie. — Odwróciła się machając Itachiemu na pożegnanie.
— Kurwa — warknął, kiedy zniknęli za rogiem. Nie mógł wracać razem z Keiko, bo Aken nie może wiedzieć, że mieszkają razem. Wydałoby się wówczas, że są parą. Zapędził się w kozi róg, samemu tworząc dogodne warunki i pole do popisu dla Miyame. Był wściekły.
— Oh Itachi. — Usłyszał wołanie, a po chwili wyrosła przed nim dziewczyna. Tak z nikąd nagle się pojawiając. — Dzisiaj są walentynki i chciałabym, żebyś to ty był moją walentynką. Zawsze cię podziwiałam — mówiła, rumieniąc się. — Sama je zrobiłam. To czekoladki tylko dla ciebie. Włożyłam w to całą miłość…
I dalej nie słuchał. W takich chwilach żałował, że nie potrafił być jak brat. Sasuke z całą pewnością odstawiłby jakąś scenę albo nawet rzucił się z pięściami na Akena. Nie. On by już na samym początku nie bawił się w jakieś ukrywanie związku dla dobra relacji w drużynie i powodzenia przyszłych misji. Także swoje fanki by potraktował lodowatym spojrzeniem, rzucił kilka oschłych zdań, zbywając natrętne panny. On tak nie umiał, żałował, ale nie umiał. Był zbyt opanowany, odpowiedzialny i grzeczny. Nawet te uganiające się, irytujące dziewczyn nie potrafił potraktować wrednie czy podle. Odmawiał randek, tłumacząc się i z delikatnym uśmiechem przyjmując podarunki. Nie potrafiąc nawet olać ich wywodów, czy ot, tak minąć nie zwracając uwagi. Zawsze wysłuchiwał do końca. Był beznadziejny. Stał na ulicy, przyjmując od obcej osoby wyznanie miłości w postaci ręcznie zrobionych czekoladek, a dla swojej dziewczyny nic nie miał.
Kiedy się oddaliła, popatrzył na zegarek, osiemnasta czterdzieści osiem. Odwiedzający mieli prawo przebywać do dwudziestej, jeszcze zdąży.

***

— Witaj Haniko to dla ciebie — oznajmił, wchodząc do szpitalnej sali z małym bukietem, który włożył do wazonu, stojącego na szafce obok łóżka.
— Witaj Itachi. — Uśmiechnęła się do niego ciepło, mimo iż wyglądała na kupkę nieszczęścia. — A nie powinieneś dać je komuś innemu?
— Słucham?
Usiadł na krześle, odstawiając coraz bardziej ciążąca siatkę z prezentami od wielbicielek.
— Powinien być raczej dla Keiko, dzisiaj walentynki. Nie spędzacie ich razem? Coś się stało? — zaniepokoiła się, uważnie lustrując twarz mężczyzny.
— Nie spokojnie. Keiko już dostała swój prezent. I spędzaliśmy miło razem czas i mamy też zaplanowany razem wieczór — kłamał jak z nut, z niewiadomych przyczyn podkreślając słowo razem. — Ale wiesz, jaka ona jest, poleciała na chwilę do przyjaciół.
— Rozumiem. Cieszę się, że wspólnie spędzacie ten dzień.
Poczuł się głupio. Chciał, aby kłamstwo wyglądało naturalnie i przesadził z nadużywaniem słowa razem, kiedy ona siedzi tu całkiem sama, pozbawiona nawet własnej córki, którą zabrał Sasuke i tak naprawdę niewidomo, co u nich.
— Przepraszam — wyszeptał, opuszczając głowę.
— To nic takiego — zapewniała, łapiąc go za rękę i nikło się uśmiechając. Jednak Itachi i tak dostrzegał zaschnięte łzy na policzkach, ten ból i smutek w oczach, tęsknotę za maleństwem.
— I jak tam nowa książka? — zagadał, starając się zmienić temat, nakłonić do myślenia o czymś innym.

***

Niechętnie wrócił do domu, gdzie nie czekał go pocałunek na powitanie ani słodki uśmiech. Tak się do tego przyzwyczaił, że czuł się dziwnie, rozbierając w milczeniu, wsłuchując się w odległe odgłosy włączonego telewizora. Bez „witaj z powrotem” wszedł na górę, po drodze przelotnie zerkając do salonu, upewniając się, że Aken nie wprosił się.
Głośno westchnął, zamykając drzwi sypialni i odstawiając przeładowaną siatkę z prezentami. Nieprzychylnie spoglądając na komodę i różę od Miyame. Po czym wzrok przeniósł na swoje dłonie, gdzie trzymał bukiet. Byli pokłóceni, ale nadal razem. Nie mógł nic nie mieć dla Keiko. I tak się czuł głupio, że zapomniał o tym święcie. Oby ci się spodobał, pomyślał, odkładając kwiaty na jej poduszkę. Dopiero wówczas zobaczył, że na jego leży kartka z ręcznie robionym lekko krzywym, pozbawionym estetyki pudełkiem.

Zgodnie z tradycją w ten dzień pieczemy w trójeczkę ciasteczka. A potem obdarowujemy nimi ważne dla nas osoby. Nadal twierdzę, że twoja racja dąży do zera i zachowałeś się podle. Jednak ciasteczko ci się należy. Buziak

Poczuł przyjemne ciepło. I uśmiechnął się, otwierając pudełko. W środku znajdowało się pięć krzywych ciasteczek w kształcie serca, niechlujnie polanych czekoladową polewą. Keiko mistrzynią kuchni nie była, a tym bardziej wypieków. Mikoto prezentowałyby się zdecydowanie bardziej estetycznie, przez co i pyszniej, ale dla Itachiego znaczenie miały właśnie te niezbyt kształtne. To był jedyny podarunek otrzymany dzisiaj, który go naprawdę uszczęśliwił. Przy masie cudnie ozdobionych ręcznie robionych czekoladek, czy pięknych wierszy wyznających miłość lub rysowanych kartek, te ciasteczka wypadały mizernie. Jednak to one były najważniejsze. I trzeba było przyznać, że nie były takie złe. Smakowały dobrze, zdecydowanie lepiej niż wyglądały. Zwykłe piernikowe z mleczną czekoladą na wierzchu.
Szybko pochwycił przygotowany bukiet i zszedł na dół.
— Keiko — zaczął, stając przed dziewczyną, zasłaniając jej telewizor. Kiedy zaciekawiona uniosła głowę, nachylił się, całując ją. Słodki, namiętny pocałunek, którego mu dzisiaj brakowało. Zwłaszcza po tym, jak się naoglądał zakochany par na ulicy. — Przeuroczo dziś wyglądałaś — wyszeptał, odsuwając się nieznacznie, po przerwanym pocałunku, zostawiając dziewczynę z lekko rozchylonymi ustami, nadal wystawionymi w jego stronę. Niechętnie podniosła przymknięte powieki, chowając pozostały dziubek.
— To dla ciebie — dodał, wręczając jej bukiet. Następnie ukucnął przed nią, odgarniając włosy za ucho. Uśmiechnęła się w ten ukochany przez niego sposób. Natychmiast ją mocno przytulił.
— Pamiętaj ten uśmiech, jest tylko mój i nie waż się go pokazywać nikomu innemu — wyszeptał ledwo słyszalnie, ale nie na tyle bezdźwięcznie, aby Keiko go nie usłyszała. Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, lecz on zdążył wyjść.

***

— I jak? — zapytał, otwierając drzwi do całkiem sporej sali, której całe dwie ściany pokryte były lustrami a trzecia niemal w całości zajęta przez okna.
— Nie da się tu zbytnio trenować — zauważył Itachi, rozglądając się. — Rzucanie ostrzami może być niebezpieczne.
— Pobijemy coś — dodała, wyjątkowo zgadzając się z mężczyzną.
— Myślałem, że to będzie idealne rozwiązanie. Hokage mówiła, że masz problemy zdrowotne. Zapewne niewskazane jest, abyś się przemęczała. Uznałem, że lekki trening, gdzie zrobimy taijutsu i kilka układów będzie najlepszym pomysłem.
— Dziękuję. To bardzo miłe, że się tak troszczysz. No to jak tu już jesteśmy, to może weźmiemy się do trenowania.
— A co z rozgrzewką?
— Każdy swoją, będzie tak wygodniej.

Itachi szybko jednak pożałował swojego pomysłu. Keiko ze słuchawkami w uszach zaczęła się rozciągać, a potem pochłonęła ją muzyka i przeszła od ćwiczeń do tańczenia.  Z początku subtelne wyginanie się, zapewne do czegoś wolnego, zamieniło się w szybkie energiczne i — co gorsza — dość seksowne ruchy. Na do miar złego Aken do niej dołączył, ku jej niewyobrażalnemu rozradowaniu. Tańczyli sobie słodko razem, uśmiechają się do siebie. Itachiemu już nerwowo pulsowała żyła na czole. No przecież nie zacznie pląsać z nimi.
Następnie mu szczęka opadła. Keiko zgrabnie zakończyła układ, rozjeżdżając nogi do pełnego szpagatu, a Aken wzruszywszy ramionami, wykonał to samo z nie mniejszą gracją, po czym popatrzyli pytająco właśnie na niego. A co on miał powiedzieć, że nie umie zejść tak nisko. Mowy nie ma! Taktownie zmienił temat, burcząc coś o zabraniu się za trening i niewygłupianiu się. Potem było jeszcze gorzej. Oni naprawdę dobrze się dogadywali, bawiąc ćwiczeniami. Itachiemu zbladły już dłonie od zaciskanie ich. Keiko z zachwytem komplementowała Akena mówiąc, że bardzo jest podobny do Isamu, ta sama natura chakry tak samo giętki. Doszło to do tego stopnia, że ona go porównała do źdźbła trawy na wietrze, on ją do pięknego kwiatka samotnego na łące, co tańczy wraz z wiatrem, a on został okrzyknięty kijem wetkniętym w ziemię. Itachi Uchiha kijem wetkniętym w ziemię! Niestety zdawał sobie z tego sprawę, że przy Akenie z gracją łani wypadał topornie jak jakiś leniwiec. Potrafił tylko majestatycznie kroczyć niczym stado słoni. A to nie wiele, zwłaszcza przy Keiko, która zgrabnie wyginała wygimnastykowane ciało.
Nic go nie ratowało. I co z tego, że był o dwa centymetry wyższy od Akena i miał większe mięśnie. To on z lekko zarysowanymi bicepsami wyeksponowanym przez brak rękawków pląsał z Keiko. Był totalnie wkurzony. Nie dość, że był z nią pokłócony i mieli ciche dni, to jeszcze musiał coś takiego oglądać. Na swoje własne życzenie, bo w końcu to on chciał ukrywać związek przed Miyame.
Nic nie mógł poradzić na to, że jak przystało na mężczyznę, szedł w siłę, a nie wygimnastykowanie. Na polu walki powinien umieć zadać dostatecznie mocny cios, a nie robić szpagat przed wrogiem. Niestety Keiko i jak mu kiedyś mówiła Kindersi mają inne metody, które niestety częściowo wspierał Aken.
Mógłby nie wracać z tej swojej misji, pomyślał, krzywiąc się, widząc, jak wodzi za dziewczyną wzrokiem. I mimo iż ona starała się równie często zagadywać do Itachiego, on czuł się porzucony w kącie. To, że wybrała jego, jako pierwszego do walki oraz specjalnie zainsynuowała potknięcie się, aby mógł wyjść na bohatera i złapać nim spotka się z podłogą, niewiele dało. Denerwował się przez cały trening, marząc o jego końcu.

— Dzięki za wspólny trening, będziemy się zbierać.
— Poczekaj Keiko, odprowadzę cię.
— Nie dzięki Aken, wracam dzisiaj z Itachim. Muszę z nim o czymś porozmawiać. — Przysunęła się bliżej. — Tak między nami to koleżanka dostała mandat i mam wybadać czy nie ma jakieś luki, aby go nie płaciła — wyszeptała, kłamiąc jak z nut.
— A rozumiem — zaśmiał się. — To powodzenia.
— Dzięki. Na razie.
— Cześć — rzucił niemrawo, obserwując jak Miyame odwraca się odchodząc.
— No to, o co chodzi? — zapytała, poprawiając sportową torbę zsuwającą się z ramienia. — Trochę dziwny ten sms — ciągnęła, ruszając przed siebie, kątem oka upewniając się, że Aken zniknął za zakrętem. — Musimy natychmiast porozmawiać po treningu — zacytowała, przerzucając bagaż na drugie ramię. Odzwyczaiła się do noszenia takich rzeczy, przez co niewygodnie jej ciążył.
— Poniosę — zaproponował, zabierając jej torbę. — I włóż czapkę, rozgrzana jesteś, jeszcze się przeziębisz.
— Okej, okej — mruknęła, wyjmując szary materiał, który wciągnęła na głowę. — No to, o co chodzi?
— Zapomniałem ci ostatnio powiedzieć, że Haniko chce się z tobą widzieć.
— Nie chcę — odpowiedziała, przyśpieszając kroku, aby nie iść obok niego. — Znów coś w stylu, masz iść ją przeprosić? Odmawiam, nie będę przepraszać za oddanie kluczy.
— Danie — poprawił ją.
— Co?
— Oddanie byłoby wówczas gdybyś przekazała je osobie, która ci je dała lub pierwotnemu właścicielowi. A ty tego nie zrobiłaś, wręczając je mu, do czego w sumie nie zostałaś upoważniona, bo…
— Skończ z tym. I oddawaj — nakazała, zabierając, a dokładniej wyrywając swoją torbę z jego dłoni. — Nie wracam z tobą — wyjaśniła, skręcając w boczną ulicę.
— Keiko stój.
Chwycił za łokieć, zatrzymując, wiedząc, że jest gotowa puścić się biegiem, byle tylko zniknąć z oczu.
— Nie wiem, co od ciebie chce Haniko. Prosiła tylko o to, abyś ją odwiedziła.
— Niech będzie. Znajdę chwile, to wpadnę. Coś jeszcze?
— Tak. Ja — zawiesił się na chwilę, wpatrując się w rozpuszczone kasztanowe włosy. Stała do niego tyłem, nawet nie starając się patrzeć na rozmówcę. — Chciałbym, abyś trzymała Akena na dystans.
— Co takiego? — zapytała zaskoczona, odwracając się. — O czym ty mówisz?
— Nie udawaj, widzę te przymilania się.
— Przymilanie się? Znów ci się coś ubzdurało? — Wyrwała się z uścisku, w pełni odwracając się przodem do niego. — Tak jak wtedy, że zdradzam cię z Sasuke flirtując z nim po kryjomu. Przesadzasz. Aken jest fajny, dogadujemy się i jestem po prostu dla niego miła. Też mógłbyś tego spróbować. Na pewno nie zaszkodziłoby ci to. Zmywam się, na razie.
Stał, obserwując, jak szybkim krokiem maszeruje przed siebie, wyjmując z kieszeni słuchawki. Westchnął, poprawiając torbę na ramieniu. Wcale nie było tak, że nie wierzył jej uczuciom czy jej nie ufał. To nie to. Spojrzał ku niebu, dostrzegając przelatującą parę kruków, a może wron, czy gawronów. Byli zbyt daleko, aby odróżnić. Przez chwilę obserwował ich lot, nim zniknęli z oczu, kiedy przechodził obok wysokiego budynku. Nie chętnie wyciągnął telefon z kieszeni, spoglądając na podświetlone ekran i wibrujące urządzenie. Chwilę odczekał, nim Mikoto zaniechała połączenia. Następnie odblokował telefon, odczytując wiadomość o nieodebranym połączeniu. Spochmurniał dostrzegając uśmiechająca się Keiko z tapety. Jak na złość wróciły obrazy z dzisiejszego treningu. Proszę cię, zrozum, że on też jest mężczyzną, prosił w myślach, chowając urządzenie do kieszeni. W tym tkwił przysłowiowy diabeł, dziewczyna każdego traktowała przyjaźnie, nie rozumiejąc, że faceci takie nastawienie mogą odbierać dwojako. Mało tego, ona była z tych, co uważały, że nikt przecież nie zwróci na nie uwagi i nie istnieje coś takiego jak flirt. Po prostu czegoś takiego nie wyłapywała.  Od maleńkości przyjaźniąca się z chłopakami, otoczona nimi w organizacji, zatraciła zdolność postrzegania ich jak mężczyzn, a nie kumpli.
Zacisnął palce na pasku od torby. Proszę cię, on też jest mężczyzną, ponowił prośbę, przyśpieszając kroku.

2 komentarze:

  1. No Akari, ten rozdział był zajebisty! Od jakiegoś czasu odniosłam wrażenie, że troszkę zaczęłaś odstawać od koleżanki, a tu taki post, że serce rośnie ;-) Emocje fajnie przekazane, napięcie wzrastało i zaciskało gardło. Po pewnym czasie poczułam, że nie chcę aby ten rozdział się kończył. Mogłabym czytać, aż mi sił zabraknie. No ale to tylko marzenie ściętej głowy. Fajnie, że teraz notki będą częściej się pojawiać.
    Co do kłótni kochanków, to jest coś nowego. Widać, że oni też potrafią być uparci. Myślałam sobie, że na miejscu Itachiego, po prostu bym wyszła, ale faceci tacy nie są. Oni nie wychodzą póki nie pójdzie ich konkurent. Oj zgotował sobie ciężki los.
    Super rozdział. Mam nadzieję, że nie tylko ja mam takie wrażenie i że inni przyznają mi rację.
    Weny i więcej takich tekstów ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ten rozdział, aż tak przypadł Ci do gustu ^.^ Aż promienieję z dumy ^.^' serio. I liczę na to, że następne rozdziały Cię nie rozczarują i, że uda mi się utrzymać nadal taki poziom.
      Doszłyśmy z Erroay do wniosku, że mamy wystarczający zapas, aby móc pokusić się o dodawanie co tydzień. Co trochę przyśpieszy akcję.
      No wiadomo, że nie może być cały czas kolorowo i nawet takiej parze jak Keiko z Itachim zdarza się kłótnia. No Itachi się trochę wrobił, bo dotknął czułego punktu u Keiko, nawet o tym nie wiedząc, więc ciężko będzie mu wybrnąć.
      I tak zgadzam się z tobą, że faceci wychodzą ostatni, tak jakby wyjście pierwszemu oznaczało jakiś dyshonor i przyznanie się do tego, że to on jest winny i kapituluje wychodząc. Na szczęście czy też nie, tutaj nie było sporu o to kto pierwszy wyjdzie, bo Keiko uciekła dyskusję i wybiegła wręcz.
      Też mamy nadzieję, że pojawią się inni, którym rozdział się spodoba i zechcą nas o tym poinformować. Tak jak zauważyłaś pod ostatnim rozdziałem i jak napisała Erroay, trochę nas przybija stan komentarzy i statystyk. Próbujemy to jakoś sobie wytłumaczyć aktualnie trwającą sesją i egzaminami, ale ile można szukać wymówkę. A jednocześnie skończyły nam się pomysły jak można ten stan poprawić.
      Na sam koniec znów napiszę, że strasznie mnie podniosłaś na duchu przez swój komentarz. Trochę nerwowy mam ostatnio okres, więc naprawdę to miłe przeczytać o tym, że coś się udało i poprawiło.
      Pozdrawiam i Tobie również życzę weny i zapraszam za dwa tygodnie na następny rozdział, tym razem Erroay, który otworzy wakacyjną akcję rozdział raz w tygodniu ;)

      Usuń