22 kwietnia 2017

16. Trochę minie, zanim przyzwyczaję się do Sasusia

Snop światła dobiegający z zewnątrz zgasł w chwili, kiedy pociągnęła drzwi, zatrzaskują je za sobą, pogrążając tym przedpokoju w całkowitej ciemności. Z głuchym łoskotem upuściła torebkę, rzucając ją w kąt, gdzie powinien znajdować się wieszak.
Tego się spodziewała. Organizm zorientowawszy się, że wróciła do domu, automatycznie przestał wykazywać chęci do współpracy. Odcinając się do głupiej właścicielki, katującej wnętrzności podejrzanymi płynami w ilości nadprogramowej. Keiko i tak było z niego dumna, że ta długo wytrzymał i grzecznie bez większych problemów zaprowadził ją do domu.
— Jak mi się nic nie chce — mruknęła rozżalonym tonem, bezwiednie opadając na zimną posadzkę. Chwilę tak trwała, nim niezgrabnym ruchem pociągnęła za kraniec szalika, który wraz z płaszczem wylądował gdzieś w nieznanych ciemnościach koło torebki. Niestety z kozakami nie poszło tak łatwo. Szamotała się z nimi już od dłuższego czasu.
— No kur… — reszta przekleństwa wyparowała, w chwili uderzenia czoła czubkiem buta. Wiedziała, że będą ofiary, zawsze jakieś są. Tylko, czemu akurat własne czoło? Rozsmarowywała bolące miejsce.
Uporawszy się z odzieniem wierzchnim, z nietęgą miną wpatrywała się w ciemność przed sobą, gdzie powinny znajdować się schody. Schody, najcięższy przeciwnik pijanego.
— No to do kuchni — burknęła, uczepiając się desperacjo jednej ważne myśli, wyłapanej ze stada innych przędących po jej głowie. — Uaaaa — zawołała, ciężko opadając na drzwi, z powrotem osuwając się na podłogę. Chwilę zbierała w sobie odwagę na kolejne podejście, lecz i ono skończyło się dość podobnie. Z tym wyjątkiem, że poleciała do przodu, lądując na klęczkach. A wiedziała, że jak usiądzie raz, to potem już nie wstanie.  Pogodziwszy się z okolicznościami na czworaka, macając każdy centymetr posadzki przed sobą, powoli posuwała się do przodu, aż nie natrafiła na...
— O czyjeś stópki — zawołała rozradowanym głosem, jakby właśnie znalazła długo poszukiwaną niespodziankę. — Stópki — powtórzyła, oplatając ciasnym uściskiem napotkane nogi na wysokości łydek. — Ciekawe czy reszta Itasia też tu jest — zastanawiała się, przesuwając rękę wyżej, dopóki nie natrafiła na tylną kieszeń. — O tyłek — zakomunikował, dumna z odkrycia.
Po pomieszczeniu rozległo się ciche pstryk i przedpokój zalała fala oślepiającego dla dziewczyny światła. Schowała twarz w materiał dżinsu, uczepiając się paska. Mężczyzna w duchu dziękował, że jednak postanowił nie przebierać się do piżamy. Takiej sytuacji, kiedy Keiko całym ciężarem uwiesza mu się na spodniach, zwykłe piżamowe by nie wytrzymały i runęły, najprawdopodobniej wraz z bielizną w dół. Na szczęście dżinsy wraz z paskiem utrzymały jej ciało, obsuwając się jedynie o parę centymetrów.
— O jest też i twarzyczka — oznajmiła, uśmiechając się promiennie. — Cześć Itasiu ty mój.
Z rękoma skrzyżowanymi na piersi patrzył na dziewczynę. Keiko z wypiętymi pośladkami, wspierając się na kolanach, żałośnie zwisała uczepioną paska, z uśmiechniętą twarzą na wysokości jego kolan.
— Wiesz, która jest godzina? — zapytał spokojnym, lecz karcącym głosem. Intensywnie zmarszczyła brwi, starając się wysilić umysł, zmuszając go do pracy. Niestety nie udało jej się odszukać żadnego wspomnienia zegarka. Nabawiła się jedynie zawrotów głowy. A kiedy świat leciutko zawirował, dźwignęła się, prostując żałośnie zwisające ciało i wtuliła policzek w przednią kieszeń spodni mężczyzny. Itachi zesztywniał, czując, jak jej nos opiera o krocze. Jednak Keiko odsunęła się od jego nóg, gdy tylko świat przestał zabawiać się w statek na wzbudzonym morzu.
Itachi głęboko westchnął, spoglądając w dół na niecałkowicie kontaktującą z rzeczywistością dziewczynę, która tępym wzrokiem wpatrywała się w przestrzeń.
— Chodź, zabiorę cię do łóżka — oznajmił chwytając Keiko pod ramionami, zmuszając do wstania. Nie opierała się. Uniósł ją niczym kukłę, niezdolną do samodzielnego się poruszania. Było w tym trochę prawdy, gdyż stanąwszy twardo na podłodze, zachwiała się wpadając w rozwarte ramiona Itachiego. Orientując się, że nie będzie w stanie samodzielnie wejść po schodach, wziął ją na ręce.
— Muszę do kuchni — zawołała, ocknąwszy się z letargu, dokładnie w chwili, kiedy postawił stopę na pierwszym stopniu.
— Powinnaś się teraz położyć.
Zaprzeczyła ruchem głowy, czego zaraz gorzko pożałowała. Otoczenie na nowo zlało się kolorami, a poszczególne stopnie odskoczyły od siebie.
— Muszę coś wypić — wymamrotała, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
— Na dziś wystarczy ci alkoholu.
— To coś na kaca. Chcę do kuchni!
Wywrócił oczami, ale spełnił prośbę. Tyle że Keiko nie była w stanie poradzić sobie z przygotowaniem mikstury, więc tylko siedziała na krześle, instruując Itachiego co ma, w jakich ilościach dodawać.
Nie minęło więcej niż pięć minut, a przed nią stanęła wielka półlitrowa szklanka, którą musiała w siebie wmusić. Niechętnie pochwyciła ją obiema rękami, przykładając do ust. Kwaśny napój nie zrobił wrażenia na zmasakrowanym alkoholem przełyku.
— Co robiłeś na przedpokoju? — zagadała, spoglądając cierpiętniczo do na wpół pełnej szklanki.
— Czekałem na ciebie. Miało to być tylko piwo, widać na jednym się nie skończyło — dodał kwaśno, obserwując upity wzrok dziewczyny błądzący po nim, jakby nie mógł znaleźć punktu zaczepienia.
— Wyjść na jedno piwo to żadna przyjemność. Zwłaszcza jak wolę drinki.
Upiła spory łyk, pilnując, aby zawartość nagle się nie cofnęła. Wmuszanie w siebie pół litra w takim stanie nie było niczym przyjemnym, lecz wiedziała, że musi to zrobić. W końcu nie chciała jutrzejszego, a w sumie to już dzisiejszego kaca leczyć cały dzień.
— Poszłaś z Sasuke na drinka? — zapytał niepewnie, dokładnie przyglądając się dziewczynie, która uprzedzona doświadczeniami, na potwierdzenie pomachała tylko ręką, dokładnie tak, jakby kiwała głową. Ostatecznie przypominało to bardziej pukanie w niewidzialne drzwi, ale wolała nie ryzykować, kolejnego wirowania świata.
— A potem poszliśmy do niego. Chyba nie potrzebnie potem piliśmy te piwa i wódkę — mruknęła, upijając kolejny łyk napoju, składającego się w dużej mierze z cytryny z wodą. — Było fajnie, jak się leciało — dodała, uśmiechając się na przypomnienie powrotu do domu. A dokładnie sytuacji, kiedy szli przez park.  Wówczas Keiko z okrzykiem lećmy jak ptak, pociągnęła Sasuke za rękę i rzuciła się na wyślizganą przez dzieciaki górkę. Oboje koślawo pojechali w dół, zatrzymując się w różnych odległościach. Mężczyzna jadący na tyłku wyhamował w połowie niewielkiej płaskiej przestrzeni u podnóża wniesienia. Niestety dziewczyna siłą rozpędu, ślizgając się na brzuchu, pojechała znacznie dalej, kończąc na krańcu terenu. W sumie, gdyby Uchiha nie pochwycił ją za nogi, zapewne by prześlizgnęła się po niewielkim uskoku i wjechała prosto na taflę jeziora. Najprawdopodobniej skończyłoby się to dość lodowatą kąpielą. Temperatura nie była na tyle niska ani nie utrzymała się wystarczająco długo, aby woda w jeziorze zdążyła wystarczająco zamarznąć.
— Nie powinnaś tyle pić — upomniał karcącym głosem.
— A Sasuke ostrzegał, że będziesz matkował — mruknęła niezadowolona, upijając kolejny łyk. Jeszcze trochę i w końcu będzie mogła pójść spać. — Co się między wami stało? — dopytała, ostrożnie odkładając szklankę, z całych sił starając się jej nie upuścić.
— Nic.
— Spore to nic skoro nawet nie chciał przenocować u mnie i to tylko z twojego powodu. Nawet przez ciebie nie chce mi smsa napisać — dodała z wyrzutem. — To takie smutne — mruknęła, wykrzywiając usta w podkówkę. — Biedny mały Sasuś musi teraz sam przedzierać się przez ciemność.
Westchnął, kierując kroki w stronę przedpokoju. Nie miał ochoty tego słuchać. Dlaczego jego brat potrafił z taką łatwością owijać sobie dziewczyny wokół palca? U Mikoto wszystko my uchodziło płazem, a teraz nawet Keiko go uparcie broni. O ile matkę mógł zrozumieć, to nie podobało mu się, że ustawia Higashiyamę przeciwko niemu.
— Jesteś wstrętnym bratem — burknęła za nim. — I gdybyś nie był chłopakiem to byś spał na wycieraczce, o!
Puścił to mimo uszu, wyłapując jedynie zgubione słowo moim. Pokręcił przecząco głową, starając się, nie zaprzątać sobie tym myśli i pochwycił za porozrzucane kozaki.
— Gdzie moja komórka? — zapytała, zjawiając się na przedpokoju, dokładnie w chwili, kiedy skończył sprzątać. Odwrócił się, lustrując jej postawę wspierającą się na framudze drzwi. — Muszę zadzwonić do Sasusia.
— Musisz położyć się spać.
— Najpierw Sasuś.
— On ma na imię Sasuke.
— Sasuś — odparła dobitnie, na odwód tupiąc nogą. — Komórka jest pewnie w torebce — oznajmiła, wyciągając rękę po swoją własność. Niechętnie oddał ją, podchwytując upadające ciało dziewczyny, która straciła równowagę, odrywając się do framugi. Nie zważając na to, że usilnie grzebie w jej wnętrzu w poszukiwaniu telefonu, wziął ją na rękę. Cicho pisnęła, uczepiając się jego szyi, pozwalający by zaniósł ją na górę i położył na łóżku.
— Śpij — polecił, odbierając torebkę i przykrywając kołdrą. — Dobranoc — dodał, całując w czoło.
— Nie idź — zawołała, chwytając za rękę. — Pomóż się rozebrać — wyjaśniła, podnosząc się do siadu. — Nie lubię spać w pełnym ubraniu.
Pokiwał głową, przysiadając na rancie łóżka, aby pomóc jej uporać się z guzikami koszuli. Keiko za współpracę uważała stukanie w komórkę. Trochę to przeszkadzało, zwłaszcza że sam wykonywał wszystkie czynności. Przez co chwilę szamotał się z rajstopami, nie mogąc ich ściągnąć, lecz ostatecznie po kilku minutach dziewczyna siedziała w piżamie.
— No krucze — zawołała rozeźlona. — Itaś pomóż. — Zwróciła się w jego stronę z przejętą miną nieporadnego dziecka, wyciągając ku niemu trzymaną komórkę. — Nie mogę napisać smsa.
— Napiszesz go rano. Teraz śpij — polecił, chcąc podnieść się z łóżka, lecz dziewczyna go zatrzymała, uczepiając się ręki.
— Prooooszęęę. Buzi ci za to dam — namawiała, starając się przekupić. Naprawdę jej zależało na ty, aby dowiedzieć się, czy Sasuke wrócił cało do domu.
— Piłaś, więc nie potrzebuję tego.
Posmutniała. Zwiesiła głowę, smętnym wzrokiem oglądając trzymany w dłoniach telefon.
— Ale ja chcę do niego napisać — wyszeptała rozżalona. — Martwię się, wraca sam w ciemnościach, pijany.
Westchnął, cofając się.
— Ale po tym zaraz idziesz grzecznie spać — zakomunikował, zabierając jej telefon. — To, co mam napisać?
— Wiesz, że cię kocham — odparła, uśmiechając się zadowolona.
— Tego mu nie napisze.
— To było do ciebie. A jemu napisz tak: Itasiowi nie będziesz przeszkadzał, więc napisz, jak tylko wrócisz. Ja to się martwię i tęsknię i oberwie mi się, jak coś ci się stanie. Pamiętaj siusiać zygzakiem, trening to podstawa. Nie zapomnij nie wpadać na drzewa i lody. Zmień położenie głowy, bo tam sprężyna mnie uwierała, a masz się wyspać — trajkotała radośnie, nie przejmując się tym, że to miał być zwykły krótki sms. — Sprężynie mówimy asio. Koniecznie napisz, jak wrócisz, z resztą wiesz, że możesz pisać o każdej porze dnia i nocy. A tak w ogóle…
— Zrobione — oznajmił, przerywając jej paplaninę. Spojrzała na niego zaskoczona, przecież nie skończyła dyktować.
— A-ale — zająknęła się, odczytując treści, składająca się na krótkie napisz, jak wrócisz. Wygięła usta w ciup, ale nie skomentowała braku współpracy ze strony Itachiego.
— A teraz śpij — polecił, zabierając komórkę, którą odłożył na szafkę nocną. — Dobranoc — dodał, lekko ją popychając na materac i przykrywając kołdrą.
— Noo ookeej — odparła przeciągle, niezbyt przekonana, co kłóciło się z głośnym ziewnięciem na koniec. — Poczekaj — krzyknęła, nim mężczyzna zgasił światło. — A powiesz mi to?
Wzniósł błagalnie oczy ku sufitowi, po raz kolejny cofając do łóżka. Jak tak dalej pójdzie to i za godzinę stąd nie wyjdzie. Pochylił się nad nią, zatrzymując nie dalej niż centymetr od jej nosa.
— Słodkich snów mój skarbie — wyszeptał. Uśmiechnęła się czarująco, odgarniając opadające na jej twarz czarne kosmyki. — Do zobaczenia rano — dodał, ucałowawszy czoło.
— Śpij dobrze.
Musnęła delikatnie policzek, po czym opatulając się ciaśniej kołdrą, przewróciła się na bok.
— Papa mój Itasiu.

***

Dziewczyna nie należała do osób, które mało śpią i lubią wstawać wcześnie, a wypity alkohol tylko przedłużył okres smacznego spania. Aktualnie to mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie był rad z cichego poranka. Wreszcie mógł w spokoju przemyśleć kilka ważnych spraw, chociażby kwestię zostania ojcem chrzestnym. Niby trywialne zagadnienie, bo czemu się nie zgodzić? Sęk w tym, że owszem dla cywilów była to bagatela, ale nie dla shinobi. W ich wypadku zbyt często dochodziło do sytuacji, kiedy właśnie chrzestni musieli przejmować opiekę nad dziećmi po zmarłych na misji rodzicach. Stąd też do tego podchodzono poważniej, z większą świadomością praw i obowiązków.
Itachi skrzywił się, słysząc brzdęk upadających sztućców. No cóż Keiko już wstała, także ciszę można było pożegnać. Harmider, jaki tworzyła, był na tyle głośny, że lekko uchylone drzwi w jego pokoju wystarczyły, aby wiedział, co robi. Tak dokładnie w jego pokoju. Niestety jej sypialnia była za mała, aby pomieścić rzeczy Itachiego. Przynajmniej było to a wykonalne przy takim ułożeniu mebli i bałaganie, jaki w niej panował. Nie było to wybitnie uciążliwe, póki nie oddelegowała go również ze spaniem. To mu się już nie podobało, aczkolwiek rozumiał niewygody dzielenia we dwójkę pojedynczego łóżka. Trzeba by było leżeć spokojnie, ciasno zbitym całą noc, a Keiko wierciła się i rzucała.
Z cichym westchnieniem, przekreślił kolejny schemat przestawiający nowy układ w sypialni Higashiyamy z nowym małżeńskim łożem. Dziewczyna jeszcze nie wiedziała, nad czym pracuje i, że czeka ją gruntowane przemeblowanie.
Popatrzył na zabazgraną kartkę prostokątami symbolizującymi pokój. Mimo zebranych danych o wymiarze pomieszczenia nadal miał problem z ustawieniem wszystkiego. Sama wymiana łóżka nie wchodziła w rachubę, z prostego powodu i tak się nie zmieści. Podniósł się, zgniatając papier. Niewielki śmieć stanowił idealny pretekst, by zejść na dół do kuchni, gdzie Keiko wcinała śniadanie w porze, o której przeważanie jada się obiad.

— Kaca nie masz? — zagadał, siadając naprzeciwko.
— No, co ty — rzuciła oburzona — po takiej niewielkiej ilości alkoholu nie sposób mieć kaca — wyjaśniła tonem rzeczoznawcy. — A tak serio, to po to musiałam to pić w nocy, aby teraz nie mieć problemów. Tylko lekko głowa boli nic poza tym.
— Cieszę się. Jednak wolałbym, abyś następnym razem odmówiła.
— Oj nie przesadzaj, niby, czemu? — zapytała, biorąc sporego kęsa, którego popiła letnią już kawą.
— Sama powiedziałaś, że pogorszył ci się stan zdrowia.
Skrzywiła się, odwracając wzrok, który przeniosła z Itachiego na blat stołu.
— Nie chce teraz o tym myśleć — burknęła markotnie, zatapiając zęby w chlebie.
— Powinnaś bardziej o siebie dbać.
— Taaa — oznajmiła przeciągle na odczepnego. — Jakieś plany na resztę dnia? — wymownie zmieniła temat, nie chcąc brnąć w ten, który on zaczął.
— Wiesz o tym, że musimy porozmawiać.
Znów wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia. Wiedziała, że w końcu ją to czeka, aczkolwiek wolała odwlekać to aż do chwili przedawnienia.
— No wal — rzuciła markotnie, taktycznie zapychając usta kanapką, aby na wstępnie nie palnąć czegoś nieodpowiedniego.
— Dlaczego nie oddałaś tej płyty? To jest własność Haniko i nie można kraść cudzych rzeczy. Jeśli się rozmyśliła i nie miała zamiaru tego mu dawać, to nie powinnaś, nie możesz — poprawił się szybko, rozumiejąc, że zwykłe powinności na dziewczynie nie zrobią większego wrażenia — ingerować, bo wydaje ci się, że wiesz lepiej. Dlaczego uparcie mieszasz się w nie swoje sprawy? Haniko poprosiła, abym odzyskał płytę, a ty brnęłaś dalej w swoje niby rację i przekazałaś ją Sasuke. Czegoś takiego się nie robi — oznajmił dobitnie, kończąc swój pouczający wykład, który nie wywołał na twarzy Keiko pożądanej reakcji. Nic sobie nie robiąc z karcącego głosu mężczyzny, w spokoju zajadała śniadanie, co jakiś czas poruszając potakująco głową.
— Jeśli ci tak na tym zależało, mogłeś ją wyjąć z jego spodni — odpowiedziała, podnosząc się, aby wrzucić pusty talerz do zlewu.
I to był bardzo dobry argument. Uchiha nie miał nic na swoją obronę. Wprawdzie faktycznie mógł po prostu zabrać płytę siłą. To, że wylądowała ona w spodniach Sasuke, niczego nie zmieniało. Nadal można było ją odzyskać. Jednak nie wykonał tego kroku i nie włożył ręki pod jego bieliznę. I to nie miało nic wspólnego z tym że się wstydził, czy miał jakieś opory typu: nie powinien. Sam do końca nie potrafił wyjaśnić, czemu zrezygnował. Po części z własnych przekonań, po części przez słowa Keiko, po części przez zachowanie Haniko. Zapewnił, że odzyska płytę, jednak… To, z jaką determinacją próbowała przekazać przedmiot Sasuke, powodowało zainteresowanie. Musiała coś wiedzieć, inaczej nie wtrącałaby się w ich relacje, prawda? A może nie? Keiko nie jest złośliwa, aby specjalnie mącić w czyjś relacjach, ani głupia, aby robić to nieświadomie. Do tego dochodziło samo zwątpienie Shimanouchi. Z jednej strony pogodziła się z sytuacją i przekreśliła Sasuke, ale jednocześnie nie umie postawić żelaznego muru, tłumiąc całkowicie swoje uczucia. A przy okazji sam Itachi nie był pewny, co robić. Miał żal, miał ogromny żal do Sasuke za zostawienie Haniko, za potraktowanie jej w ten sposób. Równocześnie był to jego brat i nie potrafił pogodzić się z traktowaniem go jak… jak właśnie, kogo? Zdrajcę? Zło wcielone? Obcą osobę?
— Dlaczego tego nie zrobiłeś? — zapytała łagodnym głosem, powracając na krzesło.
Bo opatrzność mnie zatrzymała, odpowiedział, delikatnie kręcąc ze zrezygnowaniem głową. Nie mógł tego wypowiedzieć na głos. Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego zatrzymał się w połowie kroku, dlaczego nie sięgnął do spodni brata. Skoro tak ma być, pomyślał, wyrażając nieme pozwolenie na to, aby Sasuke obejrzał USG swojego dziecka. Liczył w głębi serca, na poważny wstrząs, który by go ogarnął. Taka cichuteńka nikła nadzieja, przecząca zdrowemu głosowi rozsądku, krzyczącemu, to nic nie da!
Napotkał wzrok uważnie przyglądające się mu dziewczyny.
— Keiko proszę cię, nie mieszaj się do ich relacji — odpowiedział, lekko zmieniając temat.
— Ty się mieszać możesz a ja nie. Dziwne? — odparła, upijając łyk. Zmarszczył czoło, unosząc jednocześnie brew. — Nie dostrzegasz tego? — ciągnęła, odstawiając kubek z cichym charakterystycznym stukotem. — Na pewno rozmawiacie o nim. I co próbujesz spojrzeć na problem z różnych perspektyw? Obiektywnie wymienić wady i zalety, pomagając w taki sposób podjąć decyzję? Czy może potakujesz jej w osądach, które tworzy? Potakując, utwierdzasz w przekonania, nie dopuszczając innych możliwości. O rany dalej nie łapiesz? — Wywróciła oczami, dostrzegając niezrozumienie na twarzy mężczyzny. — Załóżmy, że mam domysły, że nie lubisz, no nie wiem — mruknęła, zastanawiając się — fioletowego koloru, cokolwiek. W rozmowie z Sasuke, on potakuje, utwierdzając mnie w przekonaniu, że nie lubisz fioletowego. Ja sobie to zakodowawszy w głowie, będę się tego trzymać. Tylko że może być tak, że Sasuke potaknął od niechcenia, ja błędnie założyłam i w ostateczności fioletowy to jeden z twoich ulubionych. Niby błahostka, ale po fakcie trochę ciężko ją odkręcić. I takim sposobem tworzą się fałszywe osądy — wyjaśniła beztroskim głosem, bawiąc się niewielką ilością kawy pozostawionej na dnie kubka.
— O czym ty mówisz?
— O tym, że starasz się działać na jej korzyść i grać osobę bezstronną a w sumie to, za przeproszeniem gówno ci wychodzi i mieszasz bardziej niż ja — podsumował.
— Jeszcze nie wytrzeźwiałaś?
— Wiem, co mówię — oburzyła się, zwężając źrenice, przybierając surowszą minę. — Odtrącasz brata, przez co nie wiesz, jak wygląda pełna sytuacja, a jednocześnie utwierdzasz Haniko w jej rozemocjonowanych zranionych odczuciach.
— Sasuke owinął sobie ciebie wokół palca — skwitował zniesmaczonym tonem. — Nie wmówisz mi, że jest bez winy.
— Ależ ja wiem, że nie jest bez winy — oznajmiła spokojnie z absolutną oczywistością. — Ani przez chwilę nie twierdziłam, że postąpił prawidłowo i słusznie. Ale, nikt nie jest krystaliczny — oznajmiła, oglądając paznokcie. Wyglądała, jakby prowadziła pogaduszki, ale jej stosunkowo poważny ton temu zaprzeczał. — Jesteśmy shinobi na to trzeba zawsze brać dużą poprawkę. Dużą — zaakcentowała. — Nie zawsze możemy powiedzieć to, co powinniśmy. Nie zawsze chcemy martwić innych przykrymi wiadomościami, które znamy. To niestety niewdzięczny zawód. Dlatego uważam, że nie można osądzić Sasuke. Nie znamy pobudek, jakimi się kierował, tylko on może zaprzeczyć naszym domysłom lub je potwierdzić. A jeśli ktoś przez swoje rany i utrwalone w głowie przypuszczenia, wniesione do rangi pewności, nie chce wysychać prawdy, to nie ma prawa kogoś przekreślić.
Nic nie odpowiedział, mimo iż dziewczyna zrobiła przerwę na dopicie kawy. Powolutku kiełkował zalążek racji do jej słów. Było w nich trochę prawdy, ale on miał również swoją. Keiko nie widziała, jak wyglądało życie w Konoha podczas ostatniego pół roku.
— Nie powinnaś go bronić — powiedział, zabierając głos po kolejnych sekundach milczenia, w których dziewczyna wyraźnie czekała na odpowiedź.
— Jesteś strasznym bratem — rzuciła, nieznacznie potakując głową z przykrą akceptacją. — Sasuke wyciągał do ciebie ręce z prośbą o wsparcie, a ty po prostu odwróciłeś głowę. Ja dla przyjaciół jestem gotowa zrobić wszystko. A Sasuke jest moim przyjacielem, więc jeśli trzeba by było, to mogę nawet pokonać ścianę błyskawic. A ty, co jesteś w stanie zrobić dla swojego brata? — zapytała oskarżycielsko. — Nawet nie masz dla niego wyrozumiałości, aby go w pełni wysłuchać — skwitowała smutno.
— Znam Sasuke…
— Ludzie ciągle się zmieniają — wtrąciła mu się w słowo. Powoli miał dość tego. Na każde jego zdanie miała odpowiedź.
— Jeśli zależałoby mu, wytłumaczyłby się — oznajmił, lekko unosząc głos, dając nieznaczny upust rosnącej irytacji.
— No i stara się to zrobić, ale jak ma tego dokonać, skoro go dorzuciłeś. Poprawka dorzuciliście — odpowiedziała natychmiast, jakby nie musiała się zastanawiać nad kolejnymi słowami. — Jemu zależy, a wy go zbywacie.
— Nie wykazał inicjatywy, nie pokazał, aby mu zależało.
— Ty na serio tego nie widzisz? — omal nie krzyknęła totalnie zaskoczona. — Nie wierzę, abyś był tak ślepy. No pewnie, że mu zależy i wykazuje się inicjatywą — odparła twardo i stanowczo, wychylając się z krzesła. — Co prawda zabiera się za to lekko nieudolnie — dodała spokojnie. — W sumie bardzo nieudolnie, przez co nic mu nie wychodzi, no, ale się stara!
— Keiko błagam cię, o czym ty mówisz? Dręczenie Haniko, czy nachodzenie jej z jakiegoś tam widzimisię to nie…
— Stop! — krzyknęła, przerywając mu i gwałtownie machając rękami, zupełnie jakby próbowała zatrzymać grupę kolaży. — Jemu zależy i to bardzo! Stara się jak może.
— Odkąd to bycie upierdliwym oznacza staranie się? Gdyby mu naprawdę zależało, nie zachowywałby się tak.
— Ale jemu zależy naprawdę i szczerze.
— Niby skąd to możesz wiedzieć?
— Bo to widać, że ją kocha.
— Gdyby kochał, to by nie przyjął tej misji!  — uniósł głos, odsuwając krzesło, gotowy wstać. Pewien swoich słów, patrzył na Keiko, która z zawziętością broniła swoich do tego stopnia, że właśnie właziła na stół, chcąc mocniej wychylić się w jego stronę, aby nadać większej siły swoim zdaniom.
— On ją kocha i to mocno. I nie wmówisz mi, że jest inaczej! — krzyknęła, cofając się na miejsce. Z buńczuczną miną zasiadła, krzyżując ręce na brzuchu, przypominając naburmuszoną nastolatkę. Westchnął, przecierając powieki.
— Dlaczego jesteś tego taka pewna? — zapytał spokojnie, przesuwając niebezpiecznie zbliżony do krawędzi stołu kubek.
— Bo to widać — odparła z oczywistością, zerkając w stronę mężczyzny, coraz bardziej zmęczonego tą rozmową. — Z resztą powiedział mi — dodała. — Oh — zawołała, przykładając dłonie do policzków, wracając wspomnieniami do tamtego dnia. — Tak słodko mówił. To było takie piękne, że aż cieplutko zrobiło mi się na serduszku. Sasuke jednak potrafi być romantyczny. Ooohhh, a jaki przejęty był. Prawie jak ty. Tak cichutko szeptał, lewie mu słowa przez gardło przechodziły. — Pisnęła głośno, na potwierdzenie słodyczy tamtej sytuacji.
Zamurowało go. Powoli, jeszcze raz próbował przeanalizować usłyszane informacje.
Powiedział mi… To było piękne… Sasuke potrafi być romantyczny… Przez gardło przechodziły…
Jej słowa echem powtarzały się, nim udało mu się je zebrać w jedną całość. Sasuke przyznał się, że kocha Haniko, podsumował, nie dowierzając własnym myślą.
— Powiedział ci, co do niej czuje? — zapytał ostrożnie, niezbyt pewny słów, które wypowiadał.
— Co?! — krzyknęła, zwracając się w jego stronę, powracając myślami do aktualnej rozmowy. Siedziała chwilę, mrugając intensywnie szeroko rozwartymi oczami. Dopiero teraz dotarło do niej, że to powiedziała na głos. — Aaaaaa! — krzyknęła piskliwie, rzucając się na blat stołu. Przejechała po nim, chaotycznie zakrywając oczy Itachiemu, w nie bardzo wiadomym celu. — Zapomnij, zapomnij, zapomnij — powtarzała desperacjo, potrząsając jego głową, jakby to miało spowodować amnezję obejmującą ostatnią ich rozmowę.
— Keiko puść! — nakazał, odtrącając jej dłonie. A kiedy nie bacząc na jego słowa, chciała znów sięgnąć do twarzy, szybko pochwycił za nadgarstki, odsuwając ręce na bezpieczną odległość. — Co ty wyrabiasz?
Posłusznie zatrzymała się w próbie wymuszenia zapomnienia, opadając ciężko na stół.
— On mnie zabije — zawyła rzewnie, przyciskając czoło do blatu. — Miałam nikomu o tym nie mówić, zwłaszcza tobie. Będę zimnym trupem. Przecież on mnie zabije, jak się okaże, że ci powiedziałam. Stracę przyjaciela i życie. Ja tak nie chceee — lamentowała żałośnie.
— Złaź ze stołu. Na stole się nie leży — poinformował, podnosząc się z krzesła, aby odstawić kubek do zlewu, który nie wiadomo, jakim cudem przetrwał to wszystko. — Naprawdę ci powiedział, że kocha Haniko? — dopytywał, nie za bardzo przekonany.
Pokiwała głową, ześlizgując się z blatu na swoje miejsce.
— Mówił szczerze — dodała na potwierdzenie.
— Dlaczego w ogóle ci to powiedział?
— Bo jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele się sobie zwierzają, ne? — odparła, wzruszając ramionami, jakby musiała mu tłumaczyć najbardziej oczywista rzecz na świecie.
— Eh — westchnął głęboko. — Jak tak dalej pójdzie, będę zazdrosny — wyszeptał, po raz kolejny przejeżdżając palcami po powiekach.
— A niby, czemu miałbyś być zazdrosny? — Poderwała się z krzesła, podbiegając do niego i mocno się przytulając. — To twój brat, przecież ci dziewczyny nie odbije — zapewniała, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. — No i ja cię nie zostawię, więc, o co się martwisz?
— Nie o taką mi zazdrość chodziło — naprostował, delikatnie głaszcząc ją po włosach.
— A to, o jaką? — zapytała z zaciekawieniem, zadzierając głowę ku górze.
— O to, że lepiej dogadujesz się z moim bratem niż ja.
Uśmiechnął się delikatnie, odgarniając niesforne kasztanowe kosmyki zasłaniające jej oczy.
— Bo ja to mam swój urok osobisty — oznajmiła, uśmiechając się tak szeroko, że niemal w pełni ukazywała szereg zębów. — A że on też jest facetem, to na twoje słodkie oczka nie poleci.
— Być może — mruknął od niechcenia. — Ale wiesz Keiko, miałby do ciebie prośbę.
— Nom? — rzuciła niedbale, wtulając policzek w jego klatkę piersiową.
— Obiecałem Haniko odzyskać płytę, ale przez twój wybryk wyszło, jak wyszło, także chciałbym, abyś poszła przeprosić ją za to.
— No chyba żartujesz? — oburzyła się, odsuwając od niego. — Ty tak, na serio? — dopytywała, widząc jego poważną minę. — Nie mam, za co przepraszać.
— Owszem masz. Keiko to dla mnie ważne — zapewniał, przysuwając ją bliżej, powstrzymując próby wyślizgnięcia się z uścisku. — Proszę cię — nalegał, trochę mocniej unieruchamiając wiercącą się dziewczynę.
Popatrzyła na niego nieprzychylnie, mrużąc powieki. Chwilę tak dumała, nim mlasnęła z niezadowolenia, przy okazji wywracając oczami.
— Dobra zrobię to — rzuciła od niechcenia.
Uśmiechnął się rad, że udało mu się przekonać Keiko. Jednak duma z tego osiągnięcia nie trwała długo, gdyż…
— Ale za to ty pogadasz z Sasuke — zażądała, wykrzywiając cwanie usta.
— Nie ma mowy — odparł automatycznie. Role szybko się odwróciły. Teraz to on puścił ją, chcąc wycofać się, lecz zlew za plecami blokował ruch. — Nie mam, o czym z nim rozmawiać — zaręczał, odwracając głowę, aby być z dala od tego słodkiego spojrzenia. Keiko nie miała zamiaru łatwo się poddać. Oparłszy brodę na wysokości jego mostku, wpatrywała się proszącym wzrokiem.
— Ja też muszę zrobić coś, czego nie chcę — przypomniała — więc to idealne rozwiązanie. Oboje wybierzemy się na niechciane pogadanki.
— Keiko nie mieszaj się do tego. To nie ma sensu.
— Itaś — mruknęła stanowczo słodkim głosikiem, zmuszając go do spojrzenia na jej szczenięcy wzrok i usta wychylone w dziubek.
Nie ulegnę, zapewniał sam siebie, prostując się bardziej. Z łatwością mógł tego uniknąć, wystarczyło odpowiednie napięcie się i odchylenie do tyłu, w końcu był wyższy. Jednak dziewczynie nie brakowało pomysłów. Nie mogąc trafić w usta, musnęła szyję na wysokości krtani.
— I tak mówię nie.
Długo na reakcję nie musiał czekać.
— Posuwasz się za daleko — oznajmił, wyciągając jej dłonie spod koszuli.
— Przecież to lubisz.
— Aż tak bardzo ci na tym zależy, że stosujesz aż takie metody? — zapytał rozdrażnionym tonem, odpychając dziewczynę.
Podbiegła, przytulając się do niego od tyłu i tym samym zatrzymując go.
— Ponieważ zależy mi na tobie — szepnęła wprost do jego pleców. — Przecież dręczy cię ta sytuacja. Widać to w twoich oczach, a chciałabym, aby znów były pogodne jak dawniej.
Westchnął cichutko. Podejrzewał ją o wiele różnych motywów, ale nie brał pod uwagę czegoś takiego. Ona po prostu się o niego martwiła, nic więcej. Odwrócił się do niej przodem, delikatnie głaszcząc policzek.
— Zgoda, spróbuję z nim porozmawiać. — Rozweseliła się, ucieszona informacją. — Ale stawiam dodatkowy warunek. — I radość uleciała.
— Jaki? — zapytała niepewnie, obawiając się jego pomysłów.
— W tej chwili idziesz grzecznie do łóżeczka.
— Wzięło cię? — zachichotała.
— Nie.  Wychodzę, jestem umówiony, ale chciałbym, abyś odpoczywała.
— Łe, liczyłam na coś innego — burknęła zawiedziona. — Nie chce spać. Zresztą miałam trenować.
— Wiem, słyszałem, jak mówiłaś do siebie na korytarzu. Jednak wolałbym, abyś poleżała dzisiaj w łóżku i się nie przemęczała. — Pocałował na pożegnanie, uśmiechając się łagodnie. — Niedługo wrócę.
— Przesadzasz — marudziła, wychodząc za nim na przedpokój. — Mylisz mnie z Haniko, nie jestem w dziewiątym miesiącu ciąży, aby na mnie dmuchać i chuchać i nie dawać mi poruszać się trochę.
— Chciałbym, abyś odpoczywała.
— A już wiem, o co chodzi — oznajmiła, dostając olśnienia. — Uspokoisz się, jak przyniosę ci wyniki od Nerina, że ze mną wszystko w porządku. Panikujesz — skwitowała.
— Jednak nic ci się nie stanie, jak posiedzisz dzisiaj w domu.
— Marudzisz. A kto obiadek zrobi? Mam dwóch Uchiha na wyżywieniu, muszę się postarać.
— Dwóch? — zapytał, unosząc brew.
— No trzeba zanieść obiad do Sasuke. Biedaczek zapewne siedzi tam głodny i na kacu. Widziałam jego kuchnię, ma jedynie zapas zupek błyskawicznych. Po alkoholu należy zjeść coś porządnego, więc trzeba mu zanieść obiad. O! W ogóle muszę zadzwonić do Sasusia — zawołała, obracając się na pięcie.
Wywrócił oczami z cichym westchnięciem. Trochę minie, zanim przyzwyczaję się do Sasusia, pomyślał, z zawiedzeniem patrząc na wchodzącą dziewczynę po schodach.
— A zapomniałabym — zawołała, zbiegając z powrotem. — Udanego spotkanka, będę czekać z obiadkiem — zapewniła, mocno przytulając i całując na pożegnanie.

***

Szedł całkowicie pogrążony w swoich myślach, nie kontaktując z otoczeniem, do tego stopnia, że zorientował się, gdzie jest dopiero, w chwili usłyszenia cichego charakterystycznego zgrzytu przekręcanego klucza w zamku. Nawet nie pamiętał, kiedy zapukał. Szybko pokręcił energicznie głową, wyrzucając z niej ostatnie myśli i z delikatnym uśmiechem przywitał się:
— Cześć.
— Cześć, wchodź — oznajmiła, cofając się w głąb przedpokoju.
Po tylu wizytach był tak przyzwyczajony do rozmieszczenia mebli, że mógłby bez trudu poruszać się z zawiązanymi oczami. W dodatku nawet nie musiał zerkać na dziewczynę, aby wiedzieć, gdzie się udała. Wystarczył delikatny cień na ścianie i skrzyp deski przy wejściu do kuchni.
— Herbaty? — zapytała, otwierając szafkę, z której wyjęła dwa kubki.
— Tak, poproszę — rzucił pośpiesznie, orientując się, że odwrócona do niego tyłem Haniko nie widzi potaknięcia głową.
Zasiadł przy stole, obserwując dobrze znane pomieszczenie. Dom Haniko był zdecydowanie mniejszy niż Keiko, przez co pokoje wydawały się ciasne a meble skompresowane, ale to tylko potęgowało wrażenie przytulności. Wszystko było przemyślane, ułożone i na swoim miejscu, nie sposób znaleźć, chociażby jednej zbytecznej dupereli stojącej w kącie. W pewnym momencie doszedł do wniosku, że gdyby to on urządzał wnętrze tego domu, wyglądałoby bardzo podobnie, jak nie identycznie. Organizacja i schludność to reprezentowały pokoje, tak różne do tego, co można było zastać u Keiko.
— Co tam u ciebie? — zagadała, wrzucając herbatę do przygotowany naczyń. — Zadomowiłeś się już?
— Prawie. Jeszcze trochę minie, zanim wszystko się ogarnie.
Uśmiechnęła się, cicho parskając śmiechem.
— Jednym słowem musisz posprzątać — podsumowała, zasiadając naprzeciwko, nadal rozbawiona scenką, którą ujrzała w głowie. Keiko dziarsko wykłócającą się z Itachim o to, że nie uprzątnie półek, aby on miał gdzie dostawić swoje rzeczy. Gotową siłą bronić regału zapełnionego po brzegi słodkimi kolorowymi maskotkami, które są ważniejsze niż jakieś tam nudne książki. Wprawdzie Haniko nigdy u Keiko nie była i nie wiedziała, jak wygląda jej sypialnia, ani czy faktycznie ma taką półkę, ale to nie przeszkadzało w zabawnej wizji.
— Coś w tym stylu — potaknął niechętnie, na samą myśl o poważnej rozmowie dotyczącej całkowitego przemeblowanie jej pokoju.
Spokój w kuchni przeciął irytujący donośny gwizd czajnika, pozwalający otrząsnąć się im obojgu z perspektyw nadchodzących dni.
— Jak tam jej zdrowie?
Itachi zatrzymał się w połowie ruchu, tępo patrząc w zabarwiającą się na brązowo wodę. Naprawdę uspokoiłyby go wyniki do medyka, który by zapewnił, że to nic poważnego i Keiko wyciągnęła pochopne wnioski.
— Nie dba o nie — mruknął, dolewając wody do niezapełnionego kubka. — Dzisiaj w nocy wróciła pijana — dodał, wzdychając cicho. Gdyby tylko mógł to nie pozwoliłby jej wyjść z Sasuke.
— Nie tylko ona piła — mruknęła niechętnie.
— Co takiego? — zapytał, gwałtownie odwracając się w jej stronę, omal nie szturchając łokciem kubka.
— Sasuke w nocy też trochę popił — wyjaśniła, odwracając wzrok, który z niego przeniosła na tandetny mały obrazek przedstawiający kosz owoców. Był tutaj od samego początku, a że nie przeszkadzał, to nie usunęła go.
Itachi zmarszczył czoło, analizując wspomnienia z ich dotychczasowej rozmowy. Mógłby przysiąc, że nie powiedział Haniko, o popijawie tej dwójki.
— Dobijał się do ciebie? — zapytał zaniepokojony, przypominając sobie ich nocną wymianę zdań pod drzwiami. Czyżby Sasuke, zamiast wrócić do siebie, przyszedł niepokoić Haniko?
Zaprzeczyła ruchem głowy, nadal nie odwracając wzroku w jego stronę.
— Pisał.
— To skąd wiesz, że był pijany? — zapytała zaciekawiony, udając, że nic nie wie. — Przy słowniku nie zawsze wiadomo, że osoba jest pijana — dodał pośpiesznie, kiedy spojrzała na niego z uniesioną brwią. — Kiedyś Keiko mi to udowodniła.
Haniko przyjrzała mu się bacznie, lecz po chwili pochwyciła leżącą na stole komórkę.
— Nie napisałby czegoś takiego na trzeźwo — oznajmiła pewna swoich słów, wystawiając telefon w jego stronę, aby mógł odczytać krótką teść, składającą się na dwa słowa. — Musiał być totalnie pijany — skwitowała, znów stukając palcem w urządzenie.
Mężczyzna ściągnął intensywnie brwi. Czyżby naprawdę się zakochał? Ta myśl przemknęła przez jego umysł, burząc dotychczasowy ład. Jeśli tak, to by oznaczało, że Keiko ma rację. A skoro ma ją w tym, to może w reszcie też i faktycznie Sasuke miał powód by… Naprawdę chciałby móc w to wierzyć.
— A przy okazji jak sprawa z płytą.
— Będę musiał cię przeprosić — oznajmił poważnym tonem, stawiając kubki na stole i zasiadając naprzeciwko. — Niestety nie udało się jej odzyskać. Keiko przekazała ją, nim wróciłem do domu — wyjaśnił, kłamiąc taktycznie. Wolał nie poruszać kwestii dotyczącej tego, jak płyta trafiła do Sasuke, a raczej tego, jaką drogę pokonała, nim wylądowała w jego rękach. Również nie uśmiechało mu się tłumaczenie z tego, dlaczego nie wyjął jej ze spodni brata. Ogólnie ta żenująca sytuacja powinna pozostać między ich trójką, a najlepiej jakby uleciała w niepamięć.
— Przepraszam — dodał skruszony.
Dziewczyna westchnęła głęboko z wyraźną nutą zrezygnowania.
— No trudno — oznajmiła w końcu, po dłuższej ciszy, poprzedzonej łykiem herbaty. — Przynajmniej się starałeś, dziękuję.
— Przykro mi.
— To nic takiego, naprawdę — zapewniała, kładąc swoją dłoń na jego. — W sumie w pierwszym, głupim odruchu chciała mu to dać. Skoro i tak to do niego trafiło to trudno. I tak nic to nie zmieni — wyjaśniła, uśmiechając się pokrzepiająco.
Przekonujesz mnie czy siebie? Zapytał w myślach, starając się odwzajemnić mimikę. Keiko skutecznie namieszała mu w głowie, i to nie pierwszy raz.
— A jak się czujesz? — zagadał, przechodząc na neutralny grunt, zmieniając ułożenie dłoni. Teraz to jej drobne palce zostały ukryte pod jego.
— W porządku.
— To dobrze — mruknął, upijając herbatę. — A psychicznie?
— Też jest dobrze. Nie musisz się martwić — dodała, delikatnie się uśmiechając. — I tak masz teraz trochę problemów na głowie.
— To drobnostki — rzucił machinalnie, nie zdając sobie sprawy, że przecież już o tym spotkaniu rozmawiali i Haniko wie, mniej więcej jak wygląda sytuacja.
— Nie powiedziałabym, że to jest drobnostka. No, ale sam, żeś sobie taką dziewczynę wybrał.
— Nie miałem nic do gadania — oznajmił, podłapując przyjacielsko docinkowy ton wypowiedzi Haniko. Po czym oboje się roześmiali.
— Ale mam dla ciebie chociaż jedną dobrą wiadomość. — Wstał, prostując się na baczność, po czym oznajmił: — Zostanę ojcem chrzestnym Sumire. To będzie dla mnie zaszczyt. — Skinął głową lekko, prawie jak w delikatnym ukłonie.
Mimo szczerych chęci w niesieniu pomocy miał ogromną nadzieję, że nigdy nie będzie musiał piastować obowiązków ojca chrzestnego, a tytuł pozostanie tylko na piśmie. Rozumiał obawy Haniko. W końcu zawód shinobi to nie przelewki i daleko mu do przyjemnej ośmiogodzinnej robótki przy papierach, przez pięć dni w tygodniu. Tu śmierć spogląda z każdego rzuconego ostrza. Podczas walki nie ma czasu się nad tym zastanawiać, ale prawdą jest, że za każdym razem podświadomość sama wykrzykuje nieme pytania. Odbiję? Ominę? Ucieknę? Czy tym razem nie?
Zacisnął na moment powieki, odrzucając przykre myśli. Wszystko będzie dobrze, zapewniał sam siebie.
— Dziękuję ci — zawołała ucieszona, przytulając go. — Bardzo ci dziękuję.
Objęła go mocniej, utwierdzając w przekonaniu, że to było dla niej ważne.
— To nic takiego — zapewnił, zamykając dziewczynę w czułym uścisku. — Jednak obiecujesz mi, że będziesz się starać, żebym nigdy nie musiał korzystać z przysługujących mi praw — dodał ostrzegawczym mocnym głosem, upominając, że ma o siebie dbać.
— Obiecuję.

***

Przekręcił zamek w drzwiach i już od progu dobiegł go głośny śmiech dziewczyny. Wzdrygnął się na wspomnienie tamtego wieczoru, kiedy wchodząc do domu, również go słyszał, a później został ją flirtującą z Sasuke w stanie niezupełnie trzeźwym.
— Witam z powrotem Itasia — oznajmiła radosnym tonem, mocno się przytulając. Przysunął ją bliżej, zamykając w ciasnym objęciu, wdychając lekko kwiatową nutę jej szamponu. — Zrobiłam ci obiadek — zakomunikowała, odsuwając się, aby pocałować na powitanie. — Mam nadzieję, że jesteś głodny. To się cieszę — dodała, po jego potaknięciu. — Chodź.
Pociągnęła go w stronę kuchni. Kilka sprawnych ruchów i uruchomiła palnik pod patelnią.
— Wszyscy już nakarmieni. Nawet zdążyłam Sasuke zanieść porcję. Będzie miał miłą niespodziankę.
Lekko zachichotała na wspomnienie dostarczania obiadu. Zapukała i nikt nie odpowiedział, więc weszła do środka, zastając go śpiącego w najlepsze. Słoik odstawiła na stole z załączoną do niego niewielką karteczką, po czym przykryła rozkopanego Uchihę. Śpiący, niemarszczący się, wyglądał naprawdę słodko.
— Długo cię nie było — ciągnęła, mieszając w sosie.
— Musiałem jeszcze spotkać się z ojcem — wytłumaczył. — Masz od Mikoto zaproszenie i przyzwolenie na wpadanie, kiedy zechcesz. I jak będziesz kiedyś chciała, nauczy cię moi… — urwał, powtarzane słowa matki — jakiś — szybko poprawił się — ulubionych potraw.
Od obiadku pani Uchiha uratowało go tylko to, że Keiko czekała ze swoim. Oj długo wykręcał się od posiłku, a także od otrzymania go w pudełkach. Na szczęście, kiedy tylko wspomniał o przygotowywanym obiedzie przez Higashiyamę odpuściła. Zapewniając, że na pewno dziewczyna napracowała się specjalnie dla niego, więc koniecznie ma wracać i grzecznie zjeść, chwaląc zawzięcie.
— A co jest dzisiaj do jedzenia? — zapytał, podchodząc do Keiko, która co jakiś czas podnosiła pokrywkę patelni, mieszając. Objął ją od tyłu i z policzkiem przytulonym do jej głowy zaglądał na kuchenkę.
— Spaghetti — odparła dumnie, ukazując mu na łyżce czerwony sos. — Pomidory mi leciały w lodówce. Zresztą Sasuś lubi pomidory, a ty, co lubisz?
— Słodko wyglądacie razem.
Zaskoczony zakłopotanym głosem dobiegającym z przedpokoju, odwrócił się, odsuwając od dziewczyny. W progu kuchni stała zmieszana blondynka delikatnie uśmiechając się do niego.
— Nie chce wam przeszkadzać, więc będę już szła.
— Zostań — zapewniała, nawet nie odwracając się do niej. — Zaraz przyjdę. A w ogóle to Fumiko przyniosła ci deser — dodała, nakładając makaron na talerz.
— Piekłam ciasto, to pomyślałam, że przyniosę trochę Keiko — wytłumaczyła. — Naprawdę nie chcę wam przeszkadzać, wpadnę, kiedy indziej.
— No na serio, daj spokój — żachnęła się, machając w jej stronę wyjętym widelcem. — Itachi zje i pójdzie pewnie do siebie na górę, a my możemy pogadać.
— Do siebie na górę? — powtórzyła niepewnie.
— No tak — odpowiedziała, zawahawszy się na chwilę, zastanawiając, co takiego nie tak powiedziała.
— Czekaj, mam rozumieć, że Itachi tu mieszka? — zapytała ostrożnie, próbując połączyć fakty.
— No tak — znów użyła tego samego tonu.
— Jesteś niemożliwa — wybuchła po chwili ciszy. — Jak to jest, że ty mi nic nie mówisz i muszę się wszystkiego sama dowiadywać?! — Jednym susem doskoczyła, potrząsając zdezorientowaną dziewczyną. — Taka ważna rzecz, a ty milczysz. I jeszcze ode mnie wymagasz spowiedzi ze wszystkiego — mówiła, dalej nią szarpiąc. — Jesteś nie-mo-żli-wa — oznajmiła na koniec dobitnym głosem, puszczając lekko już skołowaną przyjaciółkę. Keiko nagle oswobodzona zachwiała się, lecz Itachi szybko znalazł się obok, prostują jej sylwetkę.
— W porządku? — zapytał zatroskany, obserwując, jak łapie się za głowę, próbując pozbyć wizji wirującego świata. — Ma lekkiego kaca, lepiej tego nie powtarzaj — zwrócił się w stronę Fumiko, która zaniepokojona podeszła bliżej.
— Wybacz, nie wiedziałam. Brat na misji, nie przypuszczałam, że w mniejszym gronie znów coś przygotowaliście.
— Nie, nic nie było. Wyskoczyłam z Sasuke na drin… piwo, piwo — szybko się poprawiła.
— Czyli to tak — szepnęła do siebie, na chwilę zapominając o ich obecności.
— He, mówiłaś coś? — dopytywała, odwracając się do dziewczyny. Zmarszczyła brwi, przyglądając się uważnie jej twarzy. Fumiko zmieszała się, uciekają wzrokiem.
— Uważaj! — zakrzyknęła, lecz było za późno. Dziewczyna wychylająca się w stronę przyjaciółki, nie zwróciła uwagę na talerz i ubrudziła rant swetra czerwonym sosem.
— Pójdę się przebrać — zakomunikowała lekko zrezygnowanym głosem.
— E, ym, to, co tam u ciebie Itachi? — zagadała, siadając naprzeciwko mężczyzny, który utknął z widelce w połowie drogi do ust, zaskoczony zainteresowaniem dziewczyny.
— W porządku — mruknął, powracając do przerwanej czynności i wkładając sobie porcję do ust.
— Trochę głupio, ale tak po prawdzie to przyszłam do ciebie.
— Mnie? — rzucił zszokowany. Fumiko pomagała w kontakcie z Keiko, kiedy to było utrudnione, ale oprócz tamtych chwil zbytnio nie mieli okazji, aby wytworzyć głębszą relację.
Wiedziałam, pomyślała, kątem oka zerkając na drzwi do kuchni. Keiko tak naprawdę wcale nie poszła na górę. Przejrzała przyjaciółkę, która zachowywała się dość nieswojo. Zbyt dużo milczała, nagle w dziwnych momentach rzucała podejrzane pytania, a odkąd przyszedł Itachi całkowicie się zmieszała. Wiedziała, że coś się kroi, więc zaczaiła się w cieniu obok wejścia do pomieszczenia i nasłuchiwała.
— Tak. Ciasto przyniosłam specjalnie, licząc, że cię spotkam. Wprawdzie chciałam się zmyć, jak was zobaczyła razem, ale skoro teraz mam okazję to chciałabym zapytać o Haniko?
— Haniko? — powtórzył, zamierając z widelcem przy ustach. — O co chodzi?
— Ostatnio trochę plotki się wzmogły.
Rany boskie znowu to samo. Przecież już to przerabialiśmy.
— Haniko widuje się tylko z tobą — kontynuowała, nie zwracając uwagi na jego minę. — A powrót Sasuke wywołał lekkie poruszenie, zwłaszcza teraz, kiedy Keiko się do niego mocniej zbliżyła i widuje się ich znacznie częściej w swoim towarzystwie.
— Do czego zmierzasz? — zapytał wprost, ściągając lekko brwi. Nie podobał mu się kierunek, w jakim podążała rozmowa.
— E, no — dukała, zerkając, co chwilę w stronę drzwi, obawiając się, nagłego zjawienia się Keiko — tak prosto z mostu, chciałabym się dowiedzieć, czy Haniko nie jest jakąś próbą zemsty, czy odskoczni.
— Co słucham? — Dziękował, że niczego nie włożył w usta, bo właśnie by się zakrztusił. — Możesz jaśniej przedstawić swoje oczekiwania względem odpowiedzi?
— Wiesz — szepnęła, opuszczając głowę — Keiko może się wydawać beztroska, jakby nic nie mogło ją zranić, ale wprawdzie jest jak porcelana. Niby twarda, ale jedno porządne uderzenia a rozpada się w drobny mak.
Fumiko, co ty wyprawiasz? To właśnie chciała krzyknąć, wyskakując za rogu, lecz powstrzymała się, zaciskając pięści.
— Oni zostali naprawdę dobrze przeszkoleni, aby w płci przeciwnej właśnie nie widzieć płci przeciwnej. Tak im to wpajali, że nie potrafią już rozróżniać niektórych oczywistości. Przez to niestety Keiko nie rozumie drobnych niuansów romansu, nie zupełnie wie, gdzie są granice…
— Do czego zmierzasz? — powtórzył, wcinają się jej w wypowiedź, kątem oka zerkając, czy przypadkiem obiekt rozmowy niespodziewanie nie zawita w drzwiach.
— Ja nie mówię o tym, że ona się z nim prześpi. W żadnym wypadku tutaj wie gdzie, są granice — oznajmiła gwałtownie, na co Itachi jeszcze bardziej ściągnął brwi, zupełnie nie rozumiejąc.
— Z nim? O czym jest mowa?
— O Sasuke.
Drgnął. Ukryta w cieniu za drzwiami Keiko także.
— A dokładniej?
— Nie mniej tego Keiko za złe, ona na pewno ciebie nie zdradza z Sasuke. Tak jej wpajali to, żeby traktować innych, jak kumpli, że…
Keiko prychnęła, kręcąc ze zrezygnowaniem głową. To o to chodzi? Oj głupia ty Fumiko, oj głupia, pomyślała, oddalając się od kuchni, zrozumiawszy intencje dziewczyny.
Itachi jakoś nie był zachwycony wytłumaczeniami dziewczyny, cały czas trapiło go tylko jedno pytanie:
— Co takiego ci mówiła, że aż tak się zaniepokoiłaś?
— E — zmieszała się — w sumie nic — odparła zgodnie z prawdą. — Słyszałam tylko plotki o tym, że ciągle widuje się ją w towarzystwie Sasuke a twoim prawie wcale. Pomyślałam, że może cię to w pewien sposób ranić i chciałam wyjaśnić możliwe niejasności. Może ty tego za bardzo nie odczuwasz, pewnie też nie zauważasz, ale jej naprawdę na tobie zależy, więc…
Nie bądź zazdrosny, dokończyła w myślach, nie mając już okazji wypowiedzieć tego na głos.
— Co więc? — zapytała radośnie, zjawiając się w progu kuchni. — Trochę mi to zajęło, bo nie mogłam się zdecydować, co włożyć. A o czym gadacie?
— O pogodzie — wyjaśniła pośpiesznie, całkowicie ucinając prowadzoną dotychczas rozmowę.
— Ładnie mamy, nie? Tak biało.

5 komentarzy:

  1. Początek genialny!!! Podobało mi się bardzo, bardzo. To, że Keiko trafiła na stópki, jak zastanawiała się czy jest też reszta. Moment z uwieszeniem się na pasku, no po prostu pomysł petarda. Mam ochotę przeczytać to ponownie, więc to wyczyn nietuzinkowy. Cierpliwość i wyrozumiałość Itachiego jest imponująca. Musi ją bardzo kochać. Teraz coraz bardziej jest widoczna ich odmienność. Aż się zaczęłam zastanawiać czy oni aby to przetrwają.
    Ciąg dalszy nastąpi...
    (Bobo wzywa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...ciąg dalszy

      Posta czytałam na dwa razy. Poprzedni komentarz powstał przy drugim podejściu. No i do tego też zasiadam po raz drugi. Bekowo, bo prześladuje mnie liczba 2 :-)
      Wracając do opisu swoich myśli. Początek jak wyżej. Jedyne co mogę dodać, to że kocham tą dziewczynę. Czytając przebieg jej zmagań, miałam wrażenie, że słucham swoją przyjaciółkę i jej opowieść o tym co jej się przydarzyło. Słowo daję, że tacy ludzie istnieją. Co do wizyty u Haniko, to bez jakiś rewelacji. Zastanawia mnie jedynie czy będę opisane jakie emocje towarzyszyły jej, gdy odczytała smsa. To chyba możecie mi zdradzić. Ja nikomu nie powiem :)
      Jeśli chodzi o końcówkę, to ewidentnie ta rozmowa zaszkodzi temu związkowi. To na pewno działanie celowe. W końcu za dużo było u nich sielanki i czas najwyższy "nieco" (mocniej) namieszać. No ale to o to chyba chodzi, aby czytelnik wypatrywał szczęśliwego zakończenia i przebrnięcia przez trudny okres.
      Rozdział fajny, ale się też do czegoś doczepię. Ogólnie błędy mi nie przeszkadzają, bo sama robię ich sporo. Tu jednak było ich trochę więcej niż zwykle. Najgorsze były te wypowiedzi, które sugerowały, że wypowiada je facet, a w rzeczywistości, to nie były słowa Itachiego, a Keiko i odwrotnie. Po prostu utrudniały wczucie się w rozmowę, bo trzeba było sobie samemu korygować w głowie wypowiedzi. To taki pierd, bo nic rażącego nie było.

      PS. Z jednej strony, to szkoda, że Itachi nie był w piżamie, gdy Keiko wróciła pijana. Jakby mu ściągnęła portki i resztę, to też byłoby fajnie :-D

      Usuń
    2. Witam!
      Ja chyba za wiele nie mogę napisać w odpowiedzi na ten komentarz, ale odniosę się do tego, do czego mogę :-)
      Niech będzie, że zdradzę, że... nie będzie opisu emocji, które towarzyszyły Haniko podczas czytania wiadomości od Sasu. Nie było chyba takiej potrzeby, a tym bardziej miejsca. Myślę jednak, że można się domyśleć, co czuła i jak skrajnie różne były to emocje :-)
      Cóż, żaden związek nie jest idealny. Zwłaszcza tak różnych od siebie osób. Niby przeciwieństwa się przyciągają, ale... No, zawsze jest jakieś 'ale'. O tym już wkrótce ;-)
      Tak, szkoda, że nie zdjęła mu spodni od piżamy i gaci :D ta wersja podobałaby mi się nawet bardziej xD
      Pozdrawiam!

      Usuń