2 lipca 2016

41. A ja myślę, że go kochasz

Witam!
W związku z tym, że z powodu sesji przesunęłyśmy publikację o całe dwa tygodnie, teraz rozdział wrzucam wcześniej. Co więcej, kolejnego możecie spodziewać się już za tydzień! Jeśli zaś chodzi o następne, to cóż, wrócimy do systemu dwutygodniowego. Nie, nie dlatego, że jesteśmy wredne (chociaż Akari ciągle mi to wytyka :D), ale ze względu na to, że kończą nam się zapasy. Trwają wakacje, więc na pewno coś naskrobiemy, ale trudno powiedzieć, ile tego będzie. Oby jak najwięcej ;-)
Zapraszam do czytania i komentowania :-)
Pozdrawiam,
_______________________________________________________________ 
 Haniko siedziała na parapecie w kuchni, spoglądając na liście poruszające się na wietrze. Zegarek wskazywał godzinę trzecią trzydzieści, czyli do wschodu słońca zostało jeszcze trochę czasu.
Siedziała na miękkiej poduszce, w dłoni trzymając szklankę soku pomarańczowego. Od paru dni nie mogła spać i już zupełnie nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Dziś padło na podziwianie nocnego krajobrazu zza szyby. Przez chwilę zastanawiała się, czy może nie wybrać się na spacer, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Była wczoraj.
Odstawiła szklankę z sokiem na bok i położyła dłonie na brzuchu. To nie był jeszcze ten czas, w którym ciążę byłoby widać, a jednak ostatnio nie mogła się powstrzymać od dotykania tej części ciała. Nie była pewna, dlaczego właściwie to robiła i czego oczekiwała. Dziecko było jeszcze tak maleńkie, że nie mogła go wyczuć. Mimo to czuła, że dotykając brzucha, w jakiś magiczny sposób stworzy więź. Tak, chyba tego w tym momencie najbardziej pragnęła – radości z powodu życia, które się w niej rozwijało.
W związku z tym, że logika wygrała ze strachem i otępieniem, zamierzała pójść w najbliższym czasie do Tsunade i zrezygnować z wykonywania trudniejszych misji. Starała się pozbyć tego głosu w głowie, który powtarzał jej, by celowo naraziła się na niebezpieczeństwo, a może uda jej się jeszcze pozbyć tego dziecka; wyrzuty sumienia by ją zniszczyły.
Starała się też ignorować Sasuke. Zwłaszcza kiedy przyglądał się, jak z wahaniem dotykała brzucha. Wydawał się taki niepewny i zagubiony, a to burzyło jej poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała, że początki zawsze są najcięższe, a i dla Sasuke ta sytuacja była przecież niełatwa, ale zdecydowanie lepiej czuła się w jego obecności, kiedy emanował tą zwyczajową pewnością siebie.
Niestety, nawet kiedy był obok niej, czuła się zupełnie samotna.

Uchiha westchnął i przeczesał włosy; zorientował się, że Haniko wyszła, kiedy odwrócił się na drugi bok i chciał objąć ją ramieniem. Pustka. Pościel nie była nawet ciepła, co wskazywało na to, że nie było jej już od jakiegoś czasu.
Odgarnął kołdrę i przeciągnąwszy się, wstał. Rozejrzał się dookoła, jednak nie zauważył niczego, co wskazywałoby na to, że dziewczyna wyszła gdzieś dalej; bałagan w szafie nie uległ zmianie, stos ubrań, który piętrzył się na krześle, również. Wszystko pozostawało na swoim miejscu.
Początkowo zamierzał zarzucić na siebie jakąś koszulkę, by nie paradować w samej bieliźnie, ale zrezygnował z tego pomysłu; było gorąco, a Haniko i tak niejednokrotnie widziała go w negliżu. Zamiast tego wyszedł z pokoju i ruszył schodami na parter.
Haniko dostrzegł na parapecie w kuchni, przypatrującą się falującym na wietrze gałęziom drzew.
– Dlaczego nie śpisz? – spytał, podsuwając sobie krzesło i siadając tuż obok niej. Haniko tylko wzruszyła ramionami i żeby nie musieć odpowiadać, napiła się soku. – Porozmawiamy?
Blondynka pokręciła głową i zacisnęła mocniej dłonie na szklance. Sasuke widząc to, zabrał jej naczynie i splótł swoje palce z tymi należącymi do niej, kciukami gładząc zewnętrzną stronę jej dłoni. Dopiero wtedy zdecydowała się na niego spojrzeć.
Nie patrzył na nią z miną zimnego dupka, którym zazwyczaj był. Spoglądał z czułością i zatroskaniem.
– Boję się – wyszeptała, ponownie zerkając na krajobraz za oknem. – Jeszcze sobie tego wszystkiego nie poukładałam.
– Poradzimy sobie – odpowiedział, odgarniając jej włosy z czoła. – Powinnaś się przespać.
– Ostatnio, kiedy zamykam oczy, widzę straszne rzeczy. Potęguje to tylko mój strach i zaczynam cała drżeć. Kiedy zamykam oczy, zostaję kompletnie sama – wyznała.
– Nieprawda. Jestem obok i wystarczyłoby jedno twoje słowo, bym… – urwał. – Nie odwracaj się ode mnie. Mów, co leży ci na sercu.
Haniko odwróciła się w jego stronę i spojrzała mu w oczy. Mówił szczerze, ale co z tego, skoro to wszystko nie było takie proste? Już nawet pomijając to, jak bardzo skomplikowane były jej myśli i uczucia, oni nigdy nie byli nawet prawdziwą parą. Nie ufali sobie, nie kochali, nie mieli właściwie ze sobą nic wspólnego. Nic, prócz dziecka, które miało się narodzić. Czemu wcześniej nie zauważyła, jak obcymi ludźmi dla siebie byli?
Miała ochotę wyrwać rękę z jego uścisku, ale trzymał ją mocno.
– Haniko, nie odsuwaj się ode mnie. Uspokój się i porozmawiaj ze mną.
Ona jednak milczała, patrząc mu głęboko w oczy.
– Czy jest coś, co mógłbym dla ciebie zrobić? – spytał.
Czy było coś takiego? Tak… wydawało jej się, że tak.
Sasuke dostrzegł coś w jej oczach, więc poluźnij uścisk i pozwolił jej uwolnić rękę. Haniko przysunęła się do niego i pocałowała, obejmując mocno za szyję.
A więc tego chciała.
Uchiha oddał jej pocałunek, dłońmi zachłannie błądząc po jej ciele. Po smukłych nogach, szczupłej tali, kształtnych piersiach. Kiedy oderwali się od siebie, oplotła go nogami w pasie. Sasuke podniósł ją bez trudu, po czym zaczął składać krótkie pocałunki na jej szyi, uważając jednocześnie, gdzie stąpa. Po krótkiej chwili znalazł się w sypialni i posadził ją na łóżku.
Haniko oblizała wargi i przyciągnęła go do siebie, by ponownie połączyć ich usta w mokrym pocałunku. Smakowali się nawzajem, skupiając na doznaniach i nie spiesząc zanadto. Zazwyczaj ich zbliżenia były szybkie i pełne namiętności, i zamiast powoli badać swoje ciała, od razu wzniecali pożar. Szybko, gwałtownie i mocno – nie było miejsca na czułość i delikatność. Teraz jednak zamierzali sobie to wynagrodzić.
Sasuke oderwał się od niej i zamglonymi z pożądania oczyma, obserwował każdy, ukazujący się centymetr jej ciała. Powoli, bez pośpiechu, ściągnął z niej koszulkę, spoglądając na odsłonięty brzuch i piersi. Ona w tym czasie jeździła dłońmi po jego torsie, badając każdą krzywiznę. Dotykając każdej blizny i zadrapania. Kiedy dotarła do podbrzusza i linii bokserek, przygryzła dolną wargę. Zanim jednak zdążyła wkraść się pod ich materiał, Sasuke chwycił ją za dłoń i pociągnął na materac. Pochylił się nad nią i złożył na jej ustach krótki pocałunek, by następnie przejechać nosem po jej szyi i stopniowo w dół, aż znalazł się na wysokości biustu. Jedną ręką już od jakiegoś czasu dotykał prawej piersi, założył więc, że i drugiej się coś należy.
Haniko westchnęła, kiedy poczuła jego wilgotny język. Zanim jednak zdążyła jakoś zareagować, jego dłonie znalazły się na jej biodrach. Sasuke powoli ściągał jej bieliznę, pocałunkami zjeżdżając coraz niżej. Kiedy odrzucił majtki za siebie, oparł jej zgięte w kolanach nogi na swoich ramionach. Shimanouchi niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Uchiha pieścił właśnie ustami wewnętrzną część jej uda. Kiedy jednak na chwilę spojrzał jej w oczy, wiedziała, że na tym nie poprzestanie.
Wygięła się w lekki łuk i odruchowo rozsunęła mocniej nogi, kiedy Sasuke zaczął doprowadzać ją do szaleństwa. Robił to po raz pierwszy. Zawsze byli zbyt pochłonięci tradycyjnym seksem, by choćby zastanowić nad innymi jego formami. To było jednak coś niesamowitego.
Haniko wzdychała cicho, co jakiś czas tłumiąc chęć, by wpleść dłonie w jego włosy. Wydawało jej się to niewłaściwe; tylko mężczyźni zachowywali się w taki sposób. Uchiha pieścił ją jednak z taką pasją, że trudno jej było nad sobą zapanować.
Kiedy zaczęła głośniej wzdychać, Sasuke przerwał i ponownie nad nią zawisł; miał delikatne rumieńce na policzkach. W życiu by się nie spodziewała, że taki widok może ją jeszcze bardziej podniecić, ale tak się właśnie stało. Kiedy znowu zaczął ją całować, jej ręce znalazły się przy jego kroczu, zsuwając bieliznę z wąskich bioder.
– Dzisiaj liczysz się tylko ty – wyszeptał jej na ucho i ponownie przyparł ją do materaca.
Chwilę później już poruszali się wspólnym rytmem, patrząc sobie w oczy. Haniko oplotła go nogami w pasie, jak gdyby bojąc się, że jej ucieknie. Przez jakiś czas trzymała ręce nad głową, zaciskając je na materiale poduszki, jednak kiedy Sasuke poprosił ją, by go objęła, przeniosła je na jego plecy.
Nie było tak, jak zazwyczaj. Nie kochali się szybko i mocno aż do utraty tchu. Uchiha poruszał się w niej powoli, lecz zdecydowanie. Pchnięcia były mocne, ale nie następowały po sobie na tyle szybko, by odebrało jej rozum. Mimo to nie potrafiła powstrzymać cichych jęków. Co więcej – chciało jej się krzyczeć.
Sasuke patrzył jej w oczy, co jakiś czas łącząc ich usta w chaotycznym pocałunku. Jednak im bliżej końca byli, tym i jemu trudniej było nad sobą panować. Jego ruchy przestały być tak płynne, jak na początku, a oddech przyspieszył. Widok wijącego się pod nim ciała też nie pozostawał bez znaczenia.
Sasuke zastanawiał się, czy pożądanie zwycięży i da mu się zaraz ponieść. Do tej pory robił to wszystko dla niej, wyczuwając jej nastrój i wiedząc, że nie ostrego seksu było jej trzeba. Potrzebowała kochania, czułości, zrozumienia. Czuł jednak, jak ciężko było utrzymać nad sobą panowanie, kiedy jakaś bestia wewnątrz domagała się więcej. Tym bardziej że Haniko dawała mu poważne powody do szaleństwa, kiedy, jakiś czas temu, zaczęła wbijać mu paznokcie w skórę za każdym razem, kiedy w nią wchodził.
Kiedy poczuł, że lada chwile zacznie szczytować, pozwolił sobie złączyć ich usta w ostatnim mokrym pocałunku. Czuł jej gorący oddech za każdym razem, kiedy odrywali się od siebie, głośne jęki, gdy w nią wchodził i miękkie piersi ocierające się o jego tors.
Tuż przed spełnieniem, widział również jej pełne emocji oczy, które wpatrywały się tylko w niego.

***

Było około południa, kiedy Keiko tanecznym krokiem wybrała się na spacer. Włożyła słuchawki do uszu i puściła ulubiony kawałek, dając się ponieść rytmowi. Chociaż właściwie… to nie był spacer. Miała konkretny cel, choć jeszcze nie zdecydowała, czy to na pewno był dobry pomysł.
Na razie szła, dokąd ją nogi poniosły, słuchając muzyki, myśląc i spoglądając na przechodniów.
Szukając inspiracji.
Miała nadzieję, że dostrzeże jakiś znak; szukała go usilnie przez całą drogę. Przyglądała się ludziom, ptakom, drzewom i krzakom. W pewnym momencie zwróciła również większą uwagę na kamienie, ale i one nie podpowiedziały jej, co powinna zrobić.
Znak pojawił się później, niż się spodziewała. Ujrzała go dopiero po godzinie wędrówki, kiedy podniosła wzrok i spojrzała przed siebie.
Od miejsca, w którym mieszkała Haniko, dzieliło ją zaledwie parę metrów. A przecież wcale tu nie zmierzała, nogi same ją przyprowadziły.
Szatynka wzruszyła ramionami i żwawym krokiem podeszła do drzwi. Już chciała zapukać, kiedy dostrzegła, że te są otwarte. Zachowując wzmożoną czujność, zajrzała do środka. Czyżby ktoś się włamał? Dobyła kunai i po cichu weszła do środka. Usłyszała jakieś podejrzane hałasy dobierające z kuchni, więc skierowała się w tamtą stronę. Jakiś garnek grzmotnął o podłogę, po chwili coś zaszeleściło, a włamywacz jęknął. Keiko zrobiła jeszcze krok i wyjrzała zza drzwi do pomieszczenia.
– Nie na stole. Do sypialni – wyszeptała Haniko, kiedy Sasuke posadził ją na blacie i wsunął się pomiędzy jej nogi. Zanim zdążył zareagować i podnieść ją z powrotem, pozbawiła go koszulki i rzuciła w kąt. Następnie zsunęła się z blatu i ścisnęła ręką jego krocze.
– Jeszcze raz, a nie wytrzymam i wezmę cię na schodach – wymruczał Uchiha i podciągnął jej sukienkę do góry, łapiąc za pośladek.
Całowali się bez opamiętania, dopóki Keiko z wrażenia nie upuściła trzymanej broni. Słysząc hałas, para odskoczyła od siebie i spojrzała na nieproszonego gościa. Szatynka miała otwarte usta i cała czerwona przyglądała się zakłopotanym domownikom. Haniko też zarumieniona na twarzy, poprawiła sukienkę, ciągnąc ją w dół. Sasuke odchrząknął i ze zmarszczonymi brwiami oparł się o blat.
– Skąd się tu wzięłaś? – warknął.
– Przyszłam, ale… już sobie chyba pójdę – odpowiedziała Keiko i spróbowała się wycofać. Nie chciała przeszkadzać, zwłaszcza w takim momencie. A mina Sasuke jeszcze ją w tym utwierdziła.
– Nie, nie, poczekaj – odparła Haniko i złapała szatynkę za rękę. – Może się czegoś napijesz?
Keiko jednak nie zwracała na nią uwagi, wciąż patrząc na Sasuke, który z coraz bardziej gniewną miną podniósł koszulkę z ziemi i włożył ją niedbale. Dopiero kiedy brunet ruszył schodami na górę, postanowiła spojrzeć na koleżankę.
– To chyba… nie jest dobry moment – wyszeptała, patrząc nieufnie w stronę schodów. Haniko zarumieniła się tylko mocniej. Odchrząknęła i puściła jej dłoń. – Chciałam o czymś z tobą pogadać. Może po prostu spotkałybyśmy się później?
– Keiko, ja nie za bardzo mam ochotę o tym rozmawiać. Jeszcze nie.
Higashiyama przez chwilę zastanawiała się, o czym mówiła Haniko, ale po chwili ją olśniło.
– A! Nie, nie o tym chciałam. Może to faktycznie trochę pokrewny temat, ale jak nie będziesz chciała, to nie będziemy go ciągnąć.
– W porządku. – Shimanouchi przyjrzała jej się nieufnie, ale na razie nie zamierzała drążyć. – I wiesz, Sasuke się nie przejmuj, on…
– Nigdy nie patrzył na mnie z takim mordem w oczach – przerwała jej Keiko i wzdrygnęła się. – Sorki, że tak tu wparowałam, ale drzwi były otwarte i pomyślałam, że może ktoś się włamał, czy coś.
Haniko zamyśliła się na moment, przywołując wspomnienia ich niedawnego powrotu do domu. Sasuke zaczął ją całować już na wycieraczce, potem niemal się zabili o próg, kiedy wpadli do mieszkania. Widocznie któreś z nich nie zamknęło dobrze drzwi. Potem akcja przeniosła się na chwilę do kuchni, a potem… pojawiła się Keiko.
– A nie, nie przejmuj się. Dobrze, że jesteś czujna.
– Jasne… to może tak za godzinę bym wpadła i poszłybyśmy się przejść?
Blondynka uśmiechnęła się i skinęła głową.

Dziewczyny spotkały się więc niedługo później i wybrały do pobliskiego parku z zamiarem posiedzenia przy jeziorze. Haniko wzięła ze sobą koc, by mogły posiedzieć sobie na trawie, nie martwiąc się pobrudzeniem ubrań. Przez całą drogę, Keiko nawijała, nie poruszając jednak żadnego konkretnego tematu, a zamiast tego paplając, co tylko jej ślina na język przyniosła. Kiedy jednak usiadły, zamilkła, przyglądając się jakiemuś punktowi w dali.
– E, to może trochę głupio zabrzmieć, ale… – zaczęła po krótkiej chwili, spoglądając na koleżankę. – Ty i Sasuke tak, no… często tak, jak dzisiaj?
Haniko zamrugała, przekonana, że się przesłyszała. Keiko naprawdę chciała wiedzieć, jak im się układało w łóżku? Kiedy jednak spojrzała na szatynkę, zdała sobie sprawę, że tu nie chodziło tylko o zwykłą ciekawość; mina Keiko świadczyła o czymś zupełnie innym. I tylko dlatego Haniko zdecydowała się odpowiedzieć.
– Dosyć… często.
– Aha.
– Keiko, o co chodzi?
Dziewczyna pokręciła się nerwowo, unikając spojrzenia koleżanki. Cały ten pomysł z rozmową nie był chyba tak dobry, jak jej się zdawało. Wygłupi się, jeśli wyjaśni, co ją gryzie.
– Itachi chyba nie ma takiego temperamentu – wypaliła po chwili.
Haniko zmarszczyła brwi, przyglądając się szatynce, która uciekała przed jej spojrzeniem.
– A tak naprawdę? – spytała.
Keiko zagryzła wargę i zaczęła nerwowo wyrywać trawę.
– No bo… właściwie, to chciałam cię spytać, jak to jest między tobą, a Sasuke, ale już znam odpowiedź. Widziałam na własne oczy. Chodzi o to, że pomyślałam, że może jako bracia są podobni pod tym względem, ale wychodzi na to, że ja Itachiego po prostu nie pociągam. – Ostatnie zdanie wyrzuciła z siebie na wydechu.
– Po czym tak wnioskujesz? – spytała Haniko, przenosząc spojrzenie na wodę. A tak właściwie, to na pływających w oddali ludzi; plaża znajdowała się na drugim brzegu. – Ja myślę, że po prostu Itachi nie patrzy na ciebie jak na obiekt seksualny, a jak na kobietę. Bardzo cię szanuje, ale najwyraźniej są granice, których nie chce na razie przekraczać, żebyś go źle nie zrozumiała. Nie masz się o co martwić. – Zapewniła, posyłając jej słaby uśmiech.
Keiko zastanawiała się nad tym chwilę. Przyłożyła palec do ust i postukała się nim w wykrzywione wargi.
– Czy to znaczy, że Sasuke cię nie szanuje i traktuje, jak to określiłaś, jak obiekt seksualny?
Haniko pokręciła głową.
– Sasuke i ja, to trochę inna bajka. Nasz związek od początku się opierał na… czymś innym. Itachiemu zależy na tobie dużo bardziej.
– Nie wmówisz mi, że łączy was tylko seks, bo w to nie uwierzę – powiedziała Keiko, krzyżując ręce na piersi. – Chyba tylko wy sami tak to postrzegacie.
Haniko westchnęła i wyciągnęła przed siebie nogi. W gruncie rzeczy, to nawet zazdrościła Itachiemu i Keiko ich związku. Byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami, a jednak bardzo dobrze się dogadywali. Wpływali pozytywnie na siebie nawzajem, ufali sobie i byli szczęśliwi. Zupełnie odwrotnie niż ona i Sasuke.
Przeniosła wzrok na parę, która ochlapywała się naprzeciwko. Dziewczyna zapiszczała i próbowała uciec przed wysokim chłopakiem, który z uśmiechem na ustach porwał ją w ramiona i razem z nią zanurzył w wodzie.
– Może i między nami coś iskrzy, ale to nie wystarcza – wyszeptała. – Zwłaszcza teraz, kiedy wszystko wskazuje na to, że będziemy musieli oprzeć nasz związek na dziecku. To już nie będzie to samo. To się nie uda.
– Rany, ale dramatyzujesz. – Keiko przewróciła oczami, wyrywając kolejną kupkę trawy. Jak tak dalej pójdzie, to za pół godziny niewiele zostanie zieleni w tym miejscu.
Haniko położyła się na kocu. Teraz miała przed oczami przepływające po niebie chmury, nie parę zakochanych, która oddawała się właśnie czułym pocałunkom.
– Czemu uważasz, że nie pociągasz Itachiego?
Keiko machnęła ręką, sama nie wiedząc, co w ten sposób chciała zaakcentować.
– E. Bo tak właściwie, to my nigdy… no wiesz. Jeden jedyny raz się do siebie zbliżyliśmy i może by do czegoś doszło, gdyby nam Fugaku nie wparował do pokoju. Ja to mam szczęście!
Keiko przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się mimowolnie na wspomnienie miny ojca Itachiego. Z całej tej sytuacji, to była chyba jedyna warta zapamiętania chwila. No, może jeszcze gorące pocałunki Itachiego. Dłonie, które poruszały się po jej ciele coraz śmielej i…
Szatynka poczuła, że na jej twarzy pojawiają się niechciane rumieńce. Haniko na szczęście na nią nie patrzyła, kontemplując niebo.
– To może spróbujecie raz jeszcze w jakimś bezpieczniejszym miejscu? – zaproponowała. – Tam, gdzie wam nikt nie będzie przeszkadzał.
– Taa… – odpowiedziała Keiko i odrobinę zmarkotniała. – A mogę mieć do ciebie jeszcze jedno pytanie? Tylko, to już tak zupełnie między nami. – Spojrzała na koleżankę, a kiedy ta pokiwała głową, położyła się obok, również spoglądając na niebo. – Przyjaźnisz się z Itachim, więc znasz go dosyć dobrze. Myślisz, że on naprawdę mógł zwrócić uwagę na kogoś takiego jak ja? No wiesz… czy jest szansa, że to jakiś zakład, czy coś? – wyszeptała.
Haniko automatycznie podniosła się do siadu i spojrzała na Keiko z góry, marszcząc brwi.
– Żartujesz, prawda? Czy Itachi ci wygląda na kogoś, kto zachowałby się w taki sposób? – Keiko nie odpowiedziała, tylko zacisnęła usta. – No właśnie.
Higashiyama milczała, zastanawiając się, co teraz. Wiedziała, że jeśli Itachi faktycznie dostał misję, by ją uwieść, to na pewno nie wtajemniczył Haniko, która nie należała do ANBU i była w dodatku spoza wioski. Była w dodatku jedyną osobą, która mogła jej pomóc. Oczywiście, był również Shisui, ale wątpiła w to, by chciał z nią na ten temat rozmawiać i nie wygadał się później przy Itachim. A jeśli nie on i nie Sasuke (katastrofa!), to pozostawała jej tylko Haniko.
– Dobra, to może inaczej – zaczęła. – Myślisz, że istnieje szansa, że Itachi dostał misję, by mnie uwieść i wyciągnąć ze mnie jakieś informacje? Wiesz, my należymy do dwóch wrogich organizacji – wyjaśniła.
Blondynka zmarszczyła brwi i poczuła, że ma déjà vu. Ile razy ona podejrzewała, że Sasuke mógł zostać nasłany przez Fugaku, by ją sprawdzić i wyciągnąć z niej, co trzeba?
– To niemożliwie – powiedziała pewnym głosem, łapiąc z Keiko kontakt wzrokowy. – Wiem, co ci chodzi po głowie. Itachi jest obowiązkowy i wypełniłby każdą misję, którą by mu powierzono, ale to wcale nie klasyfikuje go jako idealnego kandydata do takiego zadania. Po pierwsze – zaczęła wyliczać, pokazując pierwszy palec. – Itachi nie jest uwodzicielem. Nie potrafi grać, a żeby udawać miłość, trzeba być naprawdę niezłym aktorem. Itachi momentami tak nieudolnie ukazuje ci swoje uczucia, że nikt by go do tego nie zatrudnił. Po drugie – skąd by im w ANBU w ogóle przyszło na myśl, że Itachi jest w twoim typie i faktycznie poczujesz do niego coś więcej? Jesteście swoimi przeciwieństwami i chociaż powiadają, że takowe się przyciągają, to niczego nie przesądza. Jesteście tak różni, że równie dobrze moglibyście zostać wrogami. W dodatku ty nie wyglądasz na jedną z tych dziewczyn, co wzdycha do Uchihów i której można takiego podstawić pod nos. Bardzo ryzykowane zagranie. I chyba nie muszę mówić, że ktoś musiałby mieć ogromnego farta, żeby mu się to udało.
Keiko dumała nad tym przez chwilę. Takie myśli też już przychodziły jej do głowy, ale nie potrafiła sobie tego sama powiedzieć z takim przekonaniem, z jakim zrobiła to Haniko. Itachi był beznadziejnym uwodzicielem, a ona nigdy nie przejawiała specjalnej fascynacji członkami klanu Uchiha. Gdyby ANBU faktycznie chciało jej kogoś podstawić, na pewno znaleźliby bardziej odpowiedniego kandydata. Itachi kompletnie się do tego nie nadawał. Jasne, wypytywał o jej organizację, ale przecież sama doskonale wiedziała, że fascynował się takimi rzeczami. Ponadto, gdyby faktycznie chciał się dostać do siedziby, to nie zrobiłby tego w taki sposób, na jakim ostatnio go przyłapano. Itachi zachowywał się czasem zbyt ludzko, jak na misję. Jakkolwiek by to nie brzmiało.
Uśmiechnęła się lekko do swoich myśli, a jej nastrój jeszcze się poprawił, kiedy dostrzegła chmurę do złudzenia przypominającą owieczkę. Niemal identyczną, jak ta, którą narysowała niegdyś Itachiemu na policzku. Wściekł się bardzo, ale przecież warto było. Itachi sam poniekąd przypominał taką owieczkę. Niby słodka i puchata, ale w tej wełnie mogła przechowywać broń. Ba, nawet pancerz!
– Dzięki – odpowiedziała Keiko i uśmiechnęła się do koleżanki.
Haniko od jakiegoś czasu trzymała dłoń na swoim brzuchu i wpatrywała się w niego z zamyślonym wyrazem twarzy. Keiko na ten widok zrobiło się od razu jakoś ciepło na sercu.
– A ja myślę, że go kochasz – dodała, a w jej oczach pojawiły się wesołe ogniki.
Shimanouchi oprzytomniała, ściągając dłoń z brzucha.
– Kogo?
– Sasuke. Myślę, że go kochasz, ale usilnie starasz się sobie wmówić, że jest inaczej, ponieważ on jest na tyle dumny, że o swoich uczuciach ci pierwszy nie powie. Ale ty kochasz tego drania, którym jest, a on mięknie przy tobie, choć nie potrafi ci pokazać, jak bardzo mu zależy. Zostaje tylko seks. Może gdybyś sama nie miała trudnego charakteru, a on nie bałby się tak ciebie, to by ci powiedział.
Haniko wsłuchując się w głos koleżanki, nieświadomie z powrotem położyła rękę na brzuchu, a kiedy Keiko zamilkła, dołożyła drugą do pierwszej. Nieśmiało, ale zaczęła gładzić swój jeszcze płaski brzuch.
– I myślę, że to jest na to świetny dowód. Owoc waszej miłości – kontynuowała Keiko, uśmiechając się szerzej. – Gdyby chodziło tylko o łóżko, nie przejmowałby się tak tym wszystkim. Nie musiał się do ciebie wprowadzać, pomagać ci, ani nic z tych rzeczy.
– To Uchiha – odburknęła Haniko. – Oni mają swój honor, swój klan i takie tam.
Keiko przewróciła oczami. Podniosła się i usiadła po turecku, wlepiając spojrzenie w Haniko. Ona już jej pomogła, to teraz role mogły się odwrócić.
– Ta, tyle że tak jakby Sasuke został wyklęty przez swój klan i wcale a wcale nie musiałby się tobą przejmować. Już jest spalony i żaden honor mu niestraszny. W sensie… – urwała i machnęła lekceważąco ręką. – No wiesz.
Haniko przeniosła wzrok na jezioro, ale zakochanej pary już tam nie było. Pozostała pustka. Woda nie wyglądała już tak zachęcająco, jak wcześniej. Bez miłości wszystko było jakieś takie… niepełne. Wiatr nie wiał już tak samo, słońce nie świeciło tak intensywnie. Świat wydawał się dużo bardziej ponury.
Spojrzała ponownie na swój brzuch, ale on również nie napawał ją optymizmem.
– Keiko, ja naprawdę nie czuję, żebym go kochała – powiedziała po chwili namysłu, kiedy Higashiyama zaczęła się już wiercić w oczekiwaniu na odpowiedź.
– Bo tak sobie wmówiłaś. Przewietrz sobie teraz głowę, a potem wróć do niego i obserwuj go. A kiedy tak będziesz na niego patrzeć, to zastanów się, co czujesz – zaproponowała, uśmiechając się szeroko.
Przez chwilę między nimi zapadła cisza. Każda zastanawiała się nad tym, co usłyszała od tej drugiej, próbując podjąć jakąś decyzję. Haniko z zafascynowaniem spoglądała na swój brzuch, próbując sobie wyobrazić minę ojca tego dziecka, kiedy maleństwo się narodzi, a on będzie je mógł wziąć w ramiona. Keiko zaś krążyła myślami wokół Itachiego i jego niechęci do zbliżeń. Niby bracia, a jednak czasem Sasuke i Itachi, zdawali się różni jak ogień i woda.
– Ej, a on jest dobry w łóżku? – spytała Keiko, szybciej, niż zdążyła pomyśleć.
Haniko zarumieniła się, usłyszawszy to pytanie. Sama Keiko miała minę wyrażającą niedowierzanie, choć to przecież ona sama je zadała.
Shimanouchi odwróciła wzrok, próbując zapanować nad uśmiechem, który sam cisnął jej się na usta.
– Nie sypiałabym z nim, gdyby był do niczego.
Za dnia zimny egoista, w nocy gorący altruista, dopowiedziała sobie w myślach. Tę informację postanowiła jednak zachować dla siebie. Keiko i tak już zbyt wiele wiedziała o ich życiu erotycznym.
– Yhm… okej – powiedziała Keiko, po czym spojrzała na koleżankę, a nie mogąc dostrzec wyrazu jej twarzy, uwagę przeniosła na jej brzuch. – Jak się czujesz? – spytała, chcąc zmienić temat.
– W jakim sensie?
– W każdym. Masz nudności, zajadasz się ogórkami, masz huśtawkę nastrojów i te inne? I jak postrzegasz Sasuke w roli przyszłego tatusia?
Haniko skrzywiła się. A więc rozmowa i tak zeszła na ten tor. Mówiła przecież Keiko, że nie chce o tym rozmawiać. Chociaż… kiedy się tak teraz nad tym zastanowiła, to może jednak chciała? Komu miałaby o tym wszystkim powiedzieć, Itachiemu? Patrzyłby na nią niezdolny, by zrozumieć jej uczucia i nie wiedziałby, jak zareagować.
Przeniosła wzrok na Keiko, która przyglądała jej się z zainteresowaniem.
– Nie jest najgorzej. Mdłości miewam, ale niezbyt często. Zanim się dowiedziałam o ciąży, byłam pewna, że się czymś strułam. Ogórków nie jem. – Uśmiechnęła się. – Ale czasem przychodzą mi jakieś dziwne połączenia do głowy. Kiedy ostatnio wyjadałam musztardę, popijając herbatą owocową, Sasuke patrzył na mnie jak na wariatkę. Huśtawki nastrojów… też się zdarzają – odparła wymijająco.
Przez moment obie milczały. Keiko spojrzała na wykarczowaną trawę, dziwiąc się, jak wiele jej w ciągu tak krótkiej chwili wyrwała. Rozejrzała się wokoło i westchnęła z ulgą, kiedy nie dostrzegła żadnej tabliczki zabraniającej niszczenia zieleni. Mimo to, na wszelki wypadek, przysypała wyrwanymi źdźbłami gołą ziemię, na koniec przyklepując swoje dzieło dłonią. Na pewno nikt nie zauważy.
Następnie spojrzała na Haniko, która już całkowicie zamyślona, objęła się rękoma i wpatrywała nieobecnym wzrokiem w dal. Wiatr rozwiał jej włosy, częściowo zasłaniając widoczność, ale ona zdawała się tym zupełnie nie przejmować.
– Jak to jest? – spytała cicho Keiko.
Blondynka dopiero po chwili zareagowała, spoglądając na nią bez zrozumienia.
– Jak jest co?
– Być w ciąży. – Oczy jej rozbłysły. – Żyć ze świadomością, że gdzieś tam w środku ciebie rozwija się dziecko. To musi być wspaniałe uczucie.
Haniko uciekła wzrokiem w bok, wzruszając ramionami.
– Kiedyś z pewnością sama się o tym przekonasz.
– Ta, może kiedyś. – Machnęła lekceważąco ręką. – Na razie mi się nie spieszy. To jak to jest?
Mnie też się wcale nie spieszyło, pomyślała Haniko, ale nie powiedziała tego na głos. Ponownie wzruszyła ramionami, dając jej do zrozumienia, że nie ma ochoty na ten temat rozmawiać.
Keiko nie była głupia i pojęła aluzję, ale nie zamierzała odpuszczać.
– Wyobrażam sobie, że najpierw pojawia się strach – powiedziała z przekonaniem w głosie. – Niby kobieta idąc z mężczyzną do łóżka, ma świadomość, że to może się tak skończyć i bierze na siebie tę odpowiedzialność, ale kiedy dowiaduje się o dziecku, to i tak pojawia się szok i wyparcie. Ja bym wpadła w panikę, przekonana, że nie nadaję się na matkę. I chyba nie ja jedyna tak myślę. W świecie shinobi kobiety zajmują się walką, nie wychowywaniem dzieci. Nagły powrót do zwyczajnego, nudnego życia musi być równie przerażający, co to dziecko noszone pod sercem.
– Ale…? – spytała Haniko, wiedząc, że szatynka zmierza do tego, by jakoś poprawić jej samopoczucie, a dotychczasowy wywód raczej nie miał szans spełnić tego zadania.
– Ale w końcu dziecko przychodzi na świat, a matki są szczęśliwe. – Uśmiechnęła się do niej ciepło, zakładając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho. – W końcu każda dochodzi do wniosku, że jest najszczęśliwszą kobietą pod słońcem i kocha swoje dziecko bardziej, niż cokolwiek innego.
A potem je porzuca, bo tak nakazuje rodzinna tradycja, dopowiedziała sobie Haniko, zaciskając usta. Była poniekąd ciekawa, jak Keiko zareagowałaby na tę informację, ale nie zdecydowała się poruszać tematu. Może to było złudne, ale tak przynajmniej mogła mieć nadzieję, że szatynka miałaby na to jakiś argument. Zetknięcie się z rzeczywistością i niemrawą miną Keiko, nie wiedzącą, co odpowiedzieć, wcale nie poprawiłoby jej humoru.
– Może – odparła bez przekonania.
– Nie może – poprawiła ją Keiko, szczerząc się. – Na pewno!

***

Takeshi z ulgą przekroczył bramę do wioski, nie mogąc uwierzyć, że to już koniec. Koniec tej niesamowicie dennej misji, na którą wysłała go Tsunade od razu po tym, jak wrócił z ostatniej! Bieganie po kryjówce Orochimaru już było idiotyczne, ale to, co zgotowała mu teraz, było nieporównywalnie gorsze. Czego dotyczyła sama misja? Ściśle tajne! Zadanie było owiane taką tajemnicą, że sam Takeshi dotąd nie był pewien, co on właściwie robił.
Z szerokim uśmiechem pomachał do dwóch strażników, który w odpowiedzi wywrócili tylko oczami. Też mi strażnicy, pomyślał, takim to zdecydowanie nie należało ufać.
Zamiast jednak od razu skierować się do siedziby Hokage, by, czym prędzej, zdać raport, Takeshi udał się do najbliższego kiosku. Potrzebował prasy, duuużo prasy. Wszystkich możliwych wydań z przeciągu prawie trzech tygodni, by nadrobić zaległości. Wiedział, że niektóre numery nie schodziły jak świeże bułeczki, więc właściciel powinien jeszcze co nieco mieć na stanie, i się nie pomylił.
Obładowany po głowę, z gazetami w jednej ręce, drugiej, plecaku i pod pachami, udał się do Tsunade, chcąc jak najszybciej zakończyć tę farsę. Bądź co bądź, miał znacznie ważniejsze rzeczy do roboty.
– Akaibe, wróć! – krzyknęła kobieta, kiedy wpadł do jej gabinetu jak burza i podrzucił jakiś świstek na jej biurko. – Co to ma znaczyć? – spytała, podnosząc do góry pognieciony kawałek papieru, niestarannie wyrwany z zeszytu w kratkę.
– Raport – odpowiedział poważnym tonem.
– A od kiedy to raporty TAK wyglądają?!
Takeshi nie wiedział, co odpowiedzieć. W Akademii nie uczyli ich, jak powinien wyglądać poprawnie sporządzony raport, a on sam nigdy nie miał okazji być kapitanem drużyny i tym samym nigdy nie zapoznał się z tą całą papierologią.
Tsunade odetchnęła głęboko, choć na jej skroni wciąż pulsowała niewielka żyłka. Wyciągnęła z szuflady pojedynczą kartkę i podała mężczyźnie. Takeshi przyjrzał się dokładnie formularzowi, który najwyraźniej powinien wypełnić. Były na nim różne tabelki, kratki i inne takie, które znacząco ułatwiały sprawę. Ach, czyli ten cały raport to takie buty!
– Jutro rano chcę to mieć na swoim biurko – oznajmiła Hokage. – A teraz do widzenia.
Dwa razy nie trzeba mu było tego powtarzać. Szybko opuścił pomieszczenie, a potem, darując sobie robienie zakupów, jak najszybciej wrócił do domu.
– Co my tu mamy… – szepnął do siebie, rozkładając wszystkie zakupione gazety na stole. Pochwycił pierwszy numer, szybko go kartkując i na niewielkiej kartce notując wszystkie tytuły interesujących go artykułów. To samo zrobił z pozostałymi, a potem przyjrzał się swojemu dziełu.
Dziennik zatytułowany „Najprawdziwsze fakty Konoha” w ciągu ostatnich paru dni zamieszczał informacje o niewyjaśnionych utratach przytomności w centrum wioski oraz nagłym, tajemniczym zniknięciu policji.
Zaraz, zaraz, policji?
– Znowu oni – burknął Takeshi, krzywiąc się nieznacznie.
Uchiha! Z nimi to zawsze były tylko same problemy.
Takeshi zmarszczył brwi i zaczął przeglądać wszystkie numery, począwszy od pierwszego, w których zamieszczono doniesienia na temat rzekomych zniknięć. Z każdym kolejnym czytanym tekstem, jego niepokój się pogłębiał.
Zamieścili dwa wywiady z ofiarami tego tajemniczego wypadku i rozmowę z anonimowym mężczyzną należącym do klanu Uchiha, który zapewniał, że oddziały policji zostały wysłane na jakąś ważną misję.
Oczywiście, nikt nic nie wiedział i nie potrafił powiedzieć niczego konkretnego.
W końcu ukazał się również wywiad z jōninem, będącym specjalistą w dziedzinie technik pozbawiania przytomności, który szczegółowo omówił wszystkie skuteczne i szybkie metody stosowane do tego celu.
W ostatnim numerze dziennikarze prosili o kontakt każdego, kto coś widział lub wie.
Podsumowując – niczego nie wiedzieli i błądzili we mgle.
Takeshi zmarszczył brwi; po chwili przypomniał sobie o czymś i dopadł do ruszającej się deski w podłodze, pod którą ukrył swój dziennik. Odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył go na miejscu.
Przejrzał wnikliwie swoje ostatnie notatki, mając nadzieję, że znajdzie w nich jakąś podpowiedź. Następnie sięgnął po „Dwutygodnik Konoha”, ciekaw, co oni mają do powiedzenia na ten temat. Nie spodobało mu się jednak to, co przeczytał. Parszywi dziennikarze pod zwierzchnictwem samej Hokage jak zawsze wciskali ludziom kity!
W zamieszczonym na pierwszej stronie artykule przywódca Kindersów przepraszał za członków swojej organizacja, którzy rzekomo doprowadzili do tych wypadków. Jego wyjaśnienia stanowiły jednak jakąś mało konkretną bajkę.
Takeshi poczuł się nagle tak wściekły, że miał ochotę rozszarpać gazetę na strzępy i dać swoim mrówkom na pożarcie.
Kindersi to oszuści, krętacze i cwane szumowiny! Nie było nawet cienia szansy, by się do czegoś takiego przyznali. Nie wspominając o tym, że nie działali w taki sposób i gdyby to była ich sprawka, wszyscy świadkowie dawno by nie żyli i nie byłoby całej sprawy.
– Równie dobrze mogli napisać, że wszyscy Uchiha wzięli sobie nagle zaległe urlopy i pojechali się wygrzewać w tropikach! – wybuchnął. Szybko się jednak opamiętał, zdając sobie sprawę z tego, że może być podsłuchiwany.
W biegu chwycił swój długi płaszcz i kapelusz z szerokim rondem, i z całą toną prasy wpakował się do szafy. Nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby szukać go akurat tutaj. Każdy rozsądny szpieg dojdzie do wniosku, że uciekł z mieszkania i uda się w pościg za nim. Takeshi był sprytniejszy!
Zapalił latarkę, którą nosił w kieszeni płaszcza i poświecił na czytany wcześniej artykuł. Jeden wielki stek bzdur! Czemu ci wszyscy dziennikarze nie potrafili dotrzeć do prawdy, a zamiast tego łykali każdą bajkę, którą im wciskano? Gdzie się podziało ich zaangażowanie i wiara we własne możliwości? Dlaczego świadomie przyczyniali się do mamienia społeczeństwa? Powinni pragnąć przede wszystkim tego, by otworzyć ludziom oczy na to, co działo się wokół!
Takeshi wiedział, jakie było jego przeznaczenie. Poczuł adrenalinę, uświadomiwszy sobie, że świat liczył przede wszystkim na niego. Inni się poddali, więc został sam na… froncie. Tak, na froncie, ponieważ to oznaczało wojnę! On kontra spiskowcy, on kontra złodzieje i oszuści, on kontra wrogowie ludzkości.
O tak, najznakomitszy detektyw w Kraju Ognia wraca do gry!

2 komentarze:

  1. TAKESHI IS BACK BABY! <3
    Nie wiem jakim cudem, ale zawsze jak tylko wspomnicie o nim w rozdziale, mam wyszczerz xD
    Ale poza Take-sama...
    WRESZCIE SASEK I HANIKO *-*
    Czekałam na to taaaaaaaaaak długo ;-; Ale się doczekałam! Jeszcze tylko wyznają sobie miłość i mogę umierać :3

    Pozdraaaawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa byłam jak będzie wyglądał ten rozdział. Ale kiedy zobaczyłam kto dodawał, to od razu przeczuwałam, że to Sasuke będzie miał większą rolę od Itachiego :) Jako, że o wiele bardziej wolę starszego z braci, to szkoda mi, że go praktycznie nie było. No ale w końcu Sasuke zejdzie trochę na boczny tor, a Itachi zabłyśnie. (tak to sobie tłumaczę) ;D
    Sceny dla dorosłych bardzo fajnie opisane. Sytuacja między przyszłymi rodzicami fajnie się układa. Nie za szybko, nie zbyt leniwie. Powiedziałabym, że jest OK!
    Weny w dalszym pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń