19 marca 2016

34. Ześwirować idzie

Keiko jak zawsze z wielkim uśmiechem, skoczny krokiem i słuchawkami w uszach zmierzała do siedziby Kindersów.  Przekroczywszy próg, radośnie powitała portiera machając mu.
— Josuke oczekuje cię, w gabinecie — poinformował poważnym tonem, co lekko zaniepokoiło. Przeważnie był miły i radosny. Oziębłość prezentował tylko przybyszom a nie członkom. Czyżby jakieś złe wieści? Pełna obawy szybko ruszyła ku schodom. Oczekiwała najgorszego, czyli wieści o śmierci któregoś z przyjaciół.  Stając pod drzwiami wzięła głęboki oddech i zapukała.
— Wejść — rozległ się stanowczy twardy głos Josuke.  Rzadko go używał, i zawsze to nie wróżyło dobrze. Przez co z jeszcze większymi obawami nieśmiało uchyliła drzwi przekraczając próg. — Wchodź, wchodź — ponaglał widząc, jak szatynka czai się w przejściu. Powoli zamknęła za sobą, niepewnie wychodząc na środek pokoju.
— Wzywałeś mnie? — zapytała poważnie zaniepokojona, przerywając ciszę.
— Owszem — odparł spokojnie wskazując palcem krzesło. Odrywając na moment od kobiety przeszywający wzrok. — Doszły mnie pewne wieści — zaczął, gdy zasiadła, — pewne niepokojące wieści. Podobno ty i Itachi jesteście ze sobą — ni to zapytał ni stwierdził lustrując dokładnie wzrokiem.
— Tak, jesteśmy parą — potwierdziła wywołując gniewne zwężenie oczu u Josuke.
— Aha — mruknął rozplatając splecione palce, na których do tej pory opierał brodę. — Do tej pory wydało mi się, że znasz nasz regulamin na pamięć — mówił wstając od biurka.  Obszedł go, stając na przeciw szatynki. — Wiesz o tym, jaki mamy stosunek do zawierania związków? — zapytał, mimo iż znał odpowiedź. — Więc dlaczego złamałaś prawo? — ciągnął dalej opierając się o rant biurka.
Pochyliła głowę ukrywając błądzący wzrok po podłodze, pod opadającym na twarz włosami. Z nerwów przygryzała wargę i bawiła się palcami, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
— Powiedz mi, dlaczego akurat Uchiha? — wycedził starając się nie tracić panowania nad sobą.
— Tak jakoś wyszło — wymamrotała nie mając odwagi podnieść głowy.
— Tak jakoś wyszło akurat z nim?! — fuknął unosząc głos i trzaskając otwartą dłonią o blat biurka. — Doskonale wiesz, że jednym z naszych niepisanych praw jest zakaz przebywania w jakichkolwiek związkach. Doskonale wiesz, że to jest dla dobra członków. Nie możemy pozwolić sobie na miłostki czy myślenie o tym jedynym, i za wszelką cenę powrotem do domu dla niego. To jest zabójcze nie dość, że dla misji to jeszcze dla wykonawcy. Przecież wiesz jak się kończą związki Kindersów.
Pochyliła głowę jeszcze bardziej, mocniej zaciskając zęby na wardze. Wiedziała, do czego zmierza i bała się, że każe jej to teraz powiedzieć.
— Podnieś głowę i przypomnij, czego dotyczy misja kodu czternaście zero dwa.
A jednak to zrobił. Kazał to przypomnieć. Wyprostowała się biorąc głęboki wdech. Spoglądała pustymi oczami na surowe oblicze Josuke, tak rzadko ukazywane.
— Kod czternaście zero dwa, upozorowanie śmierci członka Kindersów podczas misji. Powody: bycie w szkodliwym dla organizacji związku — wyrecytowała pozbawionym emocji głosem regułkę z kodeksu.
— Przypomnij mi przy okazji, sprawę Nabu?
Ciągnął to dalej, do ostatecznego ciosu. Nie pozostawiając miejsca na jakąkolwiek opozycję. Wzięła kolejny głęboki wdech.
— Nabu Kiyoshi, trzeci stopień wtajemniczenia. Złamał regulamin wdając się w szkodliwy związek z osobą z zewnątrz, zagrażający powodzeniem misji, przez co i reputacji organizacji. Zlecenie to kod czternaście zero dwa. Data wykonania, osiemnasty marca tego roku. Wykonawca, Keiko Higashiyama. Okoliczności, odebranie fałszywego sprawozdania od szpiega z Oto Gakure. Wykonanie misji przebiegło z powodzeniem, cel osiągnięty, ślady zatuszowane. Oficjalnie Nabu Kiyoshi został zaatakowany przez ludzi Orochimaru, kiedy odbierał tajną przesyłkę. Zginął on jak i dostarczyciel — mówiła głosem obdartym z jakichkolwiek uczuć, beznamiętnym do bólu, a oczy bezdenne jak pusta studia, wpatrywały się w nieodgadniony wyraz twarzy Josuke.
— I ty, mimo tego pozwoliłaś na zbliżenie się do ciebie Uchihy?
Drgnęła, lecz tym razem nie opuściła głowy. Wyprostowana jak napięta struna, oczekiwała kolejnych słów.
— Jak to się stało, że w ogóle on?
— Sam mnie przydzieliłeś do Hokage, a ona zdecydowała, że moim przełożonym będzie akurat Uchiha.
— Jakim cudem Uchiha? Nie mogłaś znaleźć sobie kogokolwiek innego?! — fuknął. Nie wytrzymał. Powiedział jej to, mimo iż w planach miał rozmowę w innym tonie.
Keiko zmarszczyła brwi, odnajdując tutaj pewną nieścisłość.
— Mamy zakaz zawierania związków z kimkolwiek spoza organizacji, więc nazwisko Itachiego tutaj nie gra roli — zauważyła przyglądając się przełożonemu.
— Właśnie ono w tym wszystkim jest największym problemem. Gdyby to był ktokolwiek inny, można by było przymknąć oko.
— Nie rozumiem.
— Keiko. Itachi jest z klanu Uchiha, następca głowy rodu, wyśmienity wręcz wybitny shinobi przyjęty w poczet ANBU już w wieku, kiedy jego rówieśnicy dostawali dopiero tytuły geninów, dowódca grupy w wieku nastoletnim, ojciec dowódcą policji, unikalny i niepowtarzalny kekkei genkai, mistrz we władaniu iluzją, niebywale uzdolniony oraz przystojny. Szaleją za nim tłumy dziewczyn. Może mieć dosłownie każdą, jaką sobie wymarzy. I ty chcesz mi powiedzieć, że z tego całego swojego haremu wybrał nagle ciebie?! Dziewczynę stojąca z boku, przeciętną i niewyróżniająca się z tłumy, nieznającą go przed spotkaniem w gabinecie Hokage, będąca członkinią znienawidzonej organizacji z zupełnie przeciwnym usposobieniem czy poglądami. I ty chcesz powiedzieć, że on wybrał ciebie?! — wyliczał na jednym wydechu, podenerwowanym uniesionym głosem.
— Chcesz mi powiedzieć, że to niemożliwe, aby ktoś taki jak Itachi, zwrócił na mnie uwagę? — zapytała ostrożnie i powoli wypowiadając każde słowo.
— Dokładnie.
— Jak możesz? — wyszeptała z żalem. — Jak możesz twierdzić, ty mój przyjaciel, że ja jestem gorsza od tych wszystkich dziewczyn, że nie jestem godna, aby zwrócono na mnie uwagę?! — krzyknęła zrywając się do pionu, dając się ponieść napiętej atmosferze. Poczuła się urażona. Dotknęło to bardzo, gdyż, gdzieś w podświadomości uważała, że właśnie tak jest, jak insynuuje Josuke.
— Nie o to chodzi.
— No to, o co?!
— Ano o to, że ktoś taki jak Uchiha nie spojrzałby na ciebie od tak bez powodu! Przecież nie mógłby się zakochać.
— A to niby, dlaczego?
— Spójrz ty na siebie dziewczyno!
— Nie jestem gorsza od tych wiecznie kręcących się wokół niego dziewczyn!
— Nie chodzi tu o jakiś wygląd zewnętrzny. Wy jesteście swoimi prawie idealnymi przeciwieństwami. Nie ma możliwości, że poczuł cokolwiek do ciebie. To jest Uchiha, oni nie wiedzą nic o uczuciach a co dopiero o miłości. Zrozum on się tobą bawi!
— Jak możesz mi coś takiego mówić?!
— Taka jest prawda. Chcę cię chronić — oznajmił łapiąc ją za ramiona. — Jemu nie można ufać, on cię wykorzystuje.
— Co ty możesz wiedzieć?! — fuknęła wyszarpując się i robiąc krok w bok.
— Keiko mam więcej lat niż ty, więcej widziałem i przeżyłem. Ja widzę, co tu się dzieje.
— Masz paranoję na tym punkcie. Tylko, dlatego że ciebie to spotkało. Wszyscy mamy ponosić konsekwencję tego, że się dałeś urobić jakieś babie! — krzyknęła. Wiedziała, że robi źle, lecz było za późno. Nie umiała powstrzymać wypowiadanych pod wpływem emocji słów. Josuke nie był jej dłużny. Rozwścieczony uderzył z taką siłą, że wylądowała na podłodze. Odruchowo dotknęła piekącego policzka. Od razu żałując tego, co powiedziała. Zerknęła na mężczyznę, który znieruchomiał w pozycji ataku, oddychając głęboko.
— Keiko — wyszeptał, kiedy opanowanie przyszło, a w oczach zamalował się strach. — Keiko — powtórzył podbiegając do szatynki. — Kei — mruknął z czułością dotykając czerwonego policzka. — Oh Keiko — wymamrotał zamykając dziewczynę w szczelnym uścisku. — Wybacz.
— Nie — urwała, nim zaczął dalej przepraszać. — To ja powinnam prosić o wybaczenie. Poniosło mnie, i nie potrzebnie to wspomniałam. Przepraszam Josuke, nie chciałam. — Uczepiła się go mocniej, zaciskając pięści na materiale koszuli.
— Ciii, nic się nie stało — zapewniał głaszcząc po włosach. I on i ona mieli rację, wiedział o tym. Prawdą było to, co powiedziała. Dał się uwieść swojej pierwszej miłości, którą traktował, jako tą jedyną. Niestety kobieta była podstawiona, jako szpieg ANBU, a on był jej misją.  Doszło do starcie, gdzie ostatecznie musiał ją zabić. Przez to, jak tylko objął stanowisko przywódcy Kindersów, wprowadził zakaz wchodzenia w związki członkom organizacji, aby taka sytuacja więcej nie musiała się wydarzyć.
— Keiko tak jak mówiłem, chcę cię chronić. Jestem nie tylko twoim przełożonym, przyjacielem, jesteśmy przecież jak rodzina.
Uśmiechnęła się spoglądając w jego oczy, które z czułością patrzyły na nią. Pogłaskał ostrożnie i delikatnie po policzku odgarniając niesforne kosmyki włosów.
— Jesteś dla mnie bardzo ważna, dla reszty również. Ani oni, ani ja nie chcemy, aby cokolwiek ci się złego przydarzyło. Toteż proszę rozważ moje słowa.
Spochmurniała, opuszczając głowę.
— Ja po prostu nie chcę, żeby to się powtórzyło. On jest z ANBU, występuje możliwość tego, że jesteś jego misją. Wprawdzie znacie się krótko a podobno jesteś w nim zakochana. Przez to, rozwiązuję ci się przy nim język trochę za bardzo. Keiko — rzekł unosząc jej brodę, aby mógł uchwycić kontakt wzrokowy, — to jest na razie tylko pogawędka, ufam tobie i nie wydam rozkazu, na razie — zaakcentował. — Pragnę tylko, abyś naprawdę przemyślała to, co powiedziałem i wzięła to pod uwagę, jako coś możliwego. Proszę.
Pokiwała głową uciekając wzrokiem w bok.
— Cieszę się moja maleńka. — Uśmiechnął się pomagając szatynce wstać. Wówczas rozległo się gwałtowne pukanie do drzwi. — Wejść — oznajmił odwracając głowę w stronę skrzypiącego drewna. W wejściu pojawił się Danar, jak zawsze z naręczem papierów w rękach i poważną miną.
— Natychmiastowe wezwanie do Hokage — zakomunikował. — Przy okazji, — dodał wchodzą w głąb pomieszczenia, — raporty z ostatnich misji, wykaz od Nerina, a tu… — urwał, bo fioletowowłosy na widok piętrzących się dokumentów wykładanych na jego biurko, szybko ulotnił się do Tsunade. — Wiedziałem, że tak będzie — westchnął dokładając resztę papierów.
— Dobra technika na wymuszenie natychmiastowego działania — oznajmiła uśmiechając się i unosząc kciuk w górę.
— A ty, co tutaj jeszcze robisz? — mruknął w stronę nadal stojącej w miejscu szatynki. —Grunt to trening, sio, sio.
— Tak jest! — Zasalutowała nim zniknęła na korytarzy, kierując się do sali treningowej.

***

Danzo powolnym krokiem przemierzał most nad ogromną przepaścią. Oficjalna granica oddzielająca świąt od Korzenia. Przystanął na chwilę, kiedy niespodziewanie przed nim pojawił się mężczyzna. Uklęknął na jedno kolano, pochylając głowę w geście całkowitego szacunku.
— Zwołaj wszystkie jednostki alfa — zakomunikował. Zamaskowany tylko potaknął kiwnięciem, i nim Danzo odwrócił wzrok, już go nie było. Mężczyzna spoglądał w czarną otchłań za barierką mostu. Właśnie wrócił z interesującymi wieściami od Hokage. Był przekonany, że kiedyś nastąpi ten moment. Nie pomylił się. Ostrzegał przed tym wielokrotnie, lecz nikt nie chciał słuchać. A teraz, proszą go jeszcze o pomoc. Zgadzał się z Fugaku w kwestii odpowiedzialności za zniszczenie Konohy. Może nie doszukiwał się tego w Hashiramie, zrzucając winę na Hiruzena. Jednakże łącząc sprawy genetyczne z faktem, kto kogo nauczał, oboje doszliby do porozumienia, bez większego problemu. To mogłaby być płaszczyzna do współpracy, lecz Uchiha chcieli tego samego, co Danzo, władzy w Konoha. Przywódca Korzenia nie należał do osób, które grzecznie poczekają licząc na łut szczęścia. O nie, on był z tych, którzy ten łut wywołają. I mimo iż potęga klanu Uchiha, w postaci sharingana mu imponowała, a wręcz pragnął jej, wiedział, że Fugaku stanowi zagrożenie. W kwestii upartego trwania przy obranym poglądzie, byli podobni.
— Wszyscy czekają.
Wzrok Danzo skierował się na mężczyznę, tkwiącego w dokładnie takiej samej postawie, jak przed zniknięciem. Chwilę patrzył na białą maskę imitującą pysk psa z czerwonymi malunkami, nim ruszył przed siebie. Blondyn trwał z pochyloną głową dopóki jego pan nie minął go. Następnie szedł kilka kroków za nim, poruszając się zupełnie bez szelestnie. Słychać było tylko stukot drewnianej laski, którą wspomagał się Danzo. Oboje zatapiali się w mrokach korytarzy siedziby Korzenia.
Shimura wiedział jak rozegrać cała akcję na swoją korzyść. Rozumiał położenie Fugaku i dążenia Uchihów, ich pretensje, żale. Jednakże to nie mogło pokrzyżować jego planów. Sharingan jest zbyt niebezpieczny, a klan rodzi za dużo geniuszy. Było tylko jedno wyjście. Okazja idealna, aż szkoda nie skorzystać. Takie to łatwe. Zamach, zamieszanie, nieoczekiwane sytuacje, przecież nikt nie będzie miał do niego pretensji, jak w obronie dobra Konohy, zupełnie przypadkiem, rodzina Uchihów nagle się znacznie skurczy. Wprawdzie Tsunade podkreślała konieczność braku rozlewu krwi, lecz bezpieczeństwo wioski przede wszystkim. W końcu to pole bitwy, które jest nieprzewidywalne, wszystko może się niespodziewanie zacząć dziać.

***

Keiko stała na rancie wielkiej kamiennej misy walcząc na taijutsu ze swoim przyjacielem. Naczynie kiwało się, bujając w sposób niekontrolowany. To miało wyuczyć zachowywania równowagi w każdym momencie walki, bez względu na stabilność podłoża. Szatynka lubiła tę formę treningu, bawiąc się nią i wygłupiając. Niestety teraz jej myśli krążyły wokół słów Josuke, co owocowało tym, że często traciła równowagę.
— Keiko, co z tobą? — zapytał zaniepokojony Oda pochylając się nad dziewczyną, która po raz kolejny spadła z rantu.
— To nic — odparła szybko się podnosząc. — Możemy kontynuować — oznajmiła wskakując na przedmiot, lecz nim partner wykonał ruch, zachwiała się spadając do wnętrza wielkiej misy.
— Nie, no to już przegięcie! — fuknął zatrzymując bujające się naczynie, aby, niemogąca podnieść się do pionu Keiko, wstała. — To do ciebie nie podobne. Co się dzieje?
— To nic.
— Co-się-dzie-je? — sylabizował potrząsając nią, gdy tylko wygramoliła się z misy i stanęła przed nim. Szczęście w nieszczęściu, do sali wszedł Danar.
— Natychmiast do Josuke ma się udać… — oznajmił odczytując imiona z listy, wśród których była i Keiko.
— Pogadamy później — rzekła, szybko wychodząc, zostawiając niewywołanego Odę w sali. Zadowolona, że upiekło się jej.

Nie mała grupa ludzi ledwo zmieściła się w gabinecie przełożonego. Nie był on tak duży, bo do Josuke przychodziło się w maksymalnie trzy osoby.
— Są wszyscy? — zapytał fioletowowłosy patrząc na swojego asystenta kiwającego głową. Keiko rozejrzała się po zebranych. To niecodzienna sprawa, aby tyle osób zwoływać. Nie tylko ją to zaniepokoiło, gdyż reszta także spoglądała po sobie, wymieniając pełne obawy spojrzenia. — Chwilę temu wróciłem od Hokage — oznajmił, zwracając uwagę. Każdy znieruchomiał, przyglądając się przywódcy. — Dostaliśmy misję, wymagającą od nas wiele dyskrecji, precyzji i szybkości działania. — Higashiyama zmarszczyła brwi. Misja, dla tylu osób? To się robiło już alarmujące. A sądząc po minie reszty zebranych, pomyśleli o tym samym. — Musimy być w pełni gotowości na to — ciągnął z powagą spoglądając po każdym z osobna. Aż nazbyt to wzbudzało niepokój. — Akcja ma się rozwiązać za niespełna dwa tygodnie. Dokładna data jest jeszcze nieznana, ale możemy być wezwani w każdej chwili. Także wymagam od was pełnej gotowości. A sprawa wygląda następująco… — urwał obchodząc biurko, za którym stał, aby oprzeć się o jego rant. — Na Konohę jest szykowany zamach. — Wszyscy drgnęli, lecz nikt nic nie powiedział. Kindersi byli do tego szkoleni. Mogłoby się z wierzchu wydawać, że nie znają niczego innego poza zabawą i wygłupami, lecz to była tylko maska, jedna z wielu. Każdy teraz stał wyprostowany jak struna, ze spokojnym obliczem i powagą w oczach.
— Przykro to stwierdzić, ale zamach nie będzie przeprowadzany z zewnątrz — dodał. — Klan Uchiha chce doprowadzić do wojny domowej i w ten sposób przejąć władzę, pozbywając się Hokage. — Keiko zamarła na dźwięk wypowiadanego nazwiska. Te zaskoczenie oraz szok malujący się w granatowych tęczówkach, dostrzegł Josuke, patrząc jej teraz prosto w oczy. — Dzięki donosowi jednego z członków klanu, jesteśmy w stanie przygotować się na odparcie ataku i w dyskretny sposób załagodzić starcie. Nieszczęśliwe, główny udział w tej operacji przypada Korzeniowi — oznajmił nie kryjąc niechęci i awersji, kiedy wypowiadał nazwę przeciwnej organizacji. Wśród zebranych nastąpiło poruszenie. Niemalże każdemu drgnęła warga, wykrzywiając usta w grymas obrzydzenia. — Nasze zadanie polegać będzie na wspieraniu Korzenia. Ta… — mruknął krzywiąc się. — W każdym razie. Mamy być dyskretni i niezauważalni. Będziemy tam po to, aby pilnować oddziałów Danzo. Gdyby zaczęli wspierać rebeliantów, nawet zwykłą obojętnością, mamy pełne prawo interweniować i zająć się nimi jak buntownikami — oznajmił uśmiechając się w pełnej satysfakcji. W końcu takie zadanie to pewnego rodzaju prestiż. Ukazanie, że Hokage ufa im bardziej niż Korzeniowi. Zadowolenie udzieliło się reszcie. Oczami wyobraźni już widzieli jak z poparciem i ochroną Tsunade mogą zaatakować ANBU Danzo. Po cichu liczyli, że ci jednak coś przeskrobią i nadarzy się okazja do interwencji.
— Oczywiście także mamy powstrzymywać Uchihów, lecz głównie skupiamy się na pilnowaniu Korzenia. Spowodowane jest to tym, że Hokage nie życzy sobie rzezi klanu i przesadnego rozlewu krwi. Chodzi o powstrzymanie zamachu poprzez dezorientację wroga, pojmanie głównodowodzącego, wyższych przedstawicieli policji konoszańskiej oraz co znamienitszych członków rodziny. Jeśli tylko możliwe, nie zabijamy. Ogłuszamy, bierzemy do niewoli, unieruchamiamy, nokautujemy, dowolność, byle jak najmniej poważnych ran. Nie możemy dopuścić do tego, aby Uchiha znacznie się uszczuplili w liczebności, aby mieli więcej powodów do nienawiści i czuli się bardziej sponiewierani. Hokage życzy sobie załatwić to w miarę pokojowo. A jak powszechnie wiadomo u Korzenia z tym trochę trudno. Specjalizują się w szybkim, cichym zabijaniu. Z tego powodu nasza obecność tam jest kluczowa. Mamy pilnować czy spełniają wymagania, czyli nokaut nie śmierć. W przypadku niewypełniania rozkazów, mamy zająć się nimi. Pojmać, unieruchomić, byle zawlec przed oblicze Tsunade. Najprawdopodobniej akcja będzie rozgrywać się w trudnych warunkach. Nie wiemy czy zrobią to przemykając się po Konoszę czy skorzystają z podziemnych korytarzy. Niezależnie od tego, musimy zachować pełną dyskrecję. Zero obszarowych ataków, pełnej dywersji, widowiskowych technik. Szybko i potajemnie, tak ma to wyglądać. Wiem, że głównie jesteśmy przygotowani na walki terenowe i w obcym mieście, lecz musimy sobie poradzić. W razie, gdyby atak przebiegał na ulicach wioski a cywile coś zobaczyli, należy interweniować. Uśpienie czy iluzja, będą wskazane. Pilnujemy, aby nie wyszło na jaw, że dochodzi do jakichkolwiek zbrojnych przewrotów. To jest nasze główne zadanie. Przechodząc do konkretów — rzekł podnosząc leżąca na biurku kopertę. — To jest Fugaku, głowa klanu — oznajmił prezentując wyjęte zdjęcie bruneta. — Jeśli Korzeń go nie sprzątnie, my to mamy zrobić. Następnie — kontynuował pokazując kolejne fotografie ważniejszych członków Uchihów. — I weź ty ich rozróżnij, wszyscy bruneci — skomentował po którymś z rzędu zdjęciu. Niestety to był fakt, charakterystyczna cecha klanu. Do tego w ciemnościach, zapewne jeszcze z jakimś maskowaniem, ciężko będzie odróżnić, kto jest, kim. Problem może być w rozpoznaniu ludzi z Korzenia, a co dopiero konkretnych osób z Uchihów.
— Nie mogą stawiać na indywidualność i farbnąć się w kolory tęczy — marudził przyglądając się fotografiom. Keiko starała się nie parsknąć śmiechem wyobrażając sobie Fugaku we włosach niczym grzywa kucyka w bajeczne kolorki, różowy, fioletowy, niebieski, pomarańczowy.  
— Kontynuując — odezwał się Danar naprowadzając przełożonego na poważny tor wypowiedzi, z której zaczął powoli rezygnować.
— Tak, tak. To dalej. Następny jest Shisui i Itachi — rzekł pokazując ich zdjęcia. Higashiyama drgnęła, napotykając nieodgadniony wzrok Josuke. Patrzył prosto w jej oczy. Wiedziała, że brunet nie jest zdolny do ataku na jego ukochaną wioskę, lecz mimo tego, z lękiem oczekiwała słów dowódcy. — Ci dwaj są po nasze stronie — oznajmił z lekką nutą zawiedzenia. Odrywając wzrok od zdeterminowanej Keiko, pewnej swoich przekonań. — Mamy z nimi nie walczyć, a jak zbiegiem okoliczności będzie dochodzić do starcia, wycofywać się. W celu rozpoznania i wyeliminowania przypadkowego znokautowania. Oboje będą posiadać przy sobie coś charakterystyczne, dyskretnego, lecz rozróżniającego ich od reszty. Następnie jest sprawa Sasuke. — Pokazał jego zdjęcie, które było ostatnim, jakie trzymał. — Na stan obecny nie wiadomo, jaka jest jego postawa względem zamachu klanu. Nieszczęście polega na tym, że zalicza się do geniuszy i może sprawiać znaczące kłopoty, jeśli przyłączy się do ojca. Tuż przed samym atakiem, zostanę poinformowany, jaka jest decyzja Hokage w jego sprawie. Na wszelki wypadek, przeanalizujcie możliwe scenariusze walki z nim. Zaznaczam, nie pchać się w pojedynkę, to mogłoby być zbyt niebezpieczne. A teraz na ostatek. Zostaliście wybrani do tej misji ze względu na umiejętności. Będziecie pracować samodzielnie. Łączność z siedzibą nie będzie konieczna. Zostanie wyznaczone miejsce na terenie Konohy, na przyjmowanie pojmanych, także ciała znokautowanych tam dostarczać. Nie wypada ich od tak sobie pozostawić. Ten teren będzie pilnowany przez Korzeń, plus jedna może dwie osoby od nas. Na stan obecny więcej nie wiem. Konkrety i szczegóły dowiedzie się tuż przed. Aktualnie przygotować się na mobilizację w każdej minucie. Przećwiczyć ataki dyskretne, skoncentrowane na pozbawianiu przytomności. Odmaszerować.
— Tak jest! — rozległ się zgodny chór Kindersów.
— Keiko, nazad — oznajmił zawracając szatynkę. Odczekał chwilę, nim wszyscy opuścili gabinet. — Widzisz, mogę mieć rację, więc przemyśl dokładnie to, co ci powiedziałem. A do tego czasu, staraj się unikać Itachiego. I chyba nie muszę mówić, że to ściśle tajna operacja. Nawet on nie może o tym wiedzieć. Odmaszerować — dodał, kiedy Higashiyama pokiwała głową.

***

Do domu wracała późnym wieczorem, zmęczona i z mętlikiem w głowie. Od razu po przekroczeniu progu, skierowała się do łazienki na orzeźwiający prysznic, który dał ukojenie spoconemu ciału. Niestety tylko jemu. Przebrawszy się w piżamę siedziała na skraju łóżka wycierając mokre włosy. Myśli miała coraz bardziej przygnębiające. Ku swojemu nieszczęściu doszukała się argumentów przemawiających na korzyść teorii Josuke. Fakt był nie do odrzucenia. Itachi z samego początku dość intensywnie interesowało się organizacją, wypytując o metody działania, zasady w niej panujące. Pamiętała to. Wtenczas wydawało się to niegroźną ciekawością, teraz pozostawiła wiele znaków zapytania. Słyszała też o tym, że niekiedy kręci się w pobliżu siedziby. Plotka o próbie wejścia i rzekomego skontaktowania się z nią, też dotarła. Może faktycznie Hokage nasłała go, poddając Kindersów infiltracji? Wprawdzie, nagle po przydzieleniu do jego drużyny, wpadła na pomysł testu, w postaci zastraszenie oddaniem jej w ręce Mizukage. To było dziwne, temu zaprzeczyć się nie da. Do tego sprawa braku jakiś sygnałów od bruneta na mocniejsze zbliżenie. Sama to już dostrzegła. Nawet ostatnio zwróciła mu uwagę, po tym feralnym obiedzie. Nie wytłumaczył się z tego. Wprawdzie, jakby miała być tylko jego misją, oczywisty byłby brak zainteresowania nią pod kątem fizycznym. To wzbudzało niepokój, za dobrze pasowało do słów Josuke. Dając mu jeden z cięższych od podważenia argumentów. Jednak z drugiej strony, Itachi nie był osobą, która posunęłaby się do udawania zakochania, w celu wypełnienia misji. Wprawdzie infiltrację mógł wykonać, po prostu wstępując w ich szeregi. Nie, jednak nie. Obowiązywałaby go wówczas pieczęć, nie zdradziłby sekretów organizacji. Każdy z Kindersów taką posiadał, uniemożliwiała ona wygadanie tajemnic. Keiko nie była wyjątkiem, więc wprawdzie nie powiedziała Itachiemu niczego, czego nie dowiedziałby się przychodząc na rekrutację. To ratowało, dając kontrargument przeciwko teorii Josuke. Niestety nie rozwiało wątpliwości, które zasiał.
Westchnęła podnosząc się, aby rozwiesić wilgotny ręcznik na oparciu krzesła. Nie podobały jej się aktualne myśli. Do tego jeszcze ta akcja z zamachem. Nie wyglądało to dobrze, ani nie wróżyło zbyt szczęśliwie. Wie, że Josuke nie wyda zbyt pochopnie rozkazów, ale… Istniała obawa, że posunie się do tego ostatecznego kroku. Nie wiedziała, co zrobić, kiedy nadejdzie ten moment. Nie ma możliwości odmówienia wykonania rozkazu. Jest z Kindersów, bez względu na wszystko musi spełnić polecenie przywódcy, nie bacząc na to, jakie jest. Na nieszczęście, fioletowowłosy ma pełne prawo wydać taki rozkaz, a odwołania nie ma żadnego. Jedyny ratunek znajduje się w przekonaniu Josuke do Itachiego i jego szczerych intencji. Niestety, dla Keiko brzmi to wyczynem nie do osiągnięcia.
— I co ja mam zrobić? — zapytałam, sam siebie wzdychając cicho. Przerywając na chwilę panującą w okolicy ciszę. — Eh, gdybyś tu był — mruknęła podnosząc fotografię przedstawiającą ją z Kaoru. Był dla niej jak rodzony brat, więc mocno tęskniła. Niestety jego zdolności, idealne nadawały się na tą misję i został wysłany na wiele miesięcy do Orochimaru. Udając uciekiniera, miał wkupić się w łaski, poddając infiltracji jego podziemia oraz badania, które dokonywał.  Źródło cennych informacji, tak potrzebnych. Rozumiała to, lecz czasami żałowała, że akurat on musiał tego się podjąć. Spoglądając w te błękitne tęczówki, uśmiechała się mimowolnie.
— Gdybyś tu był — westchnęła, dokładając ramkę ze zdjęciem.
—  Ta — mruknęła. — Wiem, co byś powiedział. Nawet słyszę to w głowie. — Odchrząknęła przyjmując buńczuczną pozę. Dłonie na biodrach, lekko pochylona do przodu postawa, nogi w niewielkim rozkroku. — Keiko — zakomunikowała starając się naśladować głos przyjaciela. — Ocipiałaś do reszty! — fuknęła. — Ty i Uchiha. Nie dość, że ześwirowałaś to jeszcze zidiociałaś! Idziemy na trening. Dobry wycisk, potem zabawa nad wodą w naszym gronie i rozum ci wróci. Od co! — krzyknęła przybierając poważny, zacięty wyraz twarzy. Po czym wybuchła głośnym śmiechem. — Dokładnie tak by było, heh. Aż dziwne, że jeszcze Isamu nie zareagował — zadumała się zerkając na kolejną fotografię przedstawiającą ją z blondynem. — Ostatnio sporo misji, może czasu nie miał. A ja gadam do siebie. Oj to bardzo źle wróży. Może ucichnę? — zaproponowała milknąc, pozwalając by w pokoju znów zapanowała cisza.  Nie trwała zbyt długo, gdyż została zakłócona dźwiękiem komórki. Podeszła do niej zerkając na wyświetlacz. Westchnęła cicho. Rozkaz, to rozkaz, miała go teraz unikać. Patrzyła na wibrujące urządzenie, czekając aż zamilknie. Zaraz po tym znów zaczęło dzwonić. Itachi wykręcał numer aż cztery razy, nim dał sobie spokój.
— A do licha z tym — mruknęła, cały czas obserwując komórkę. Po czym rzuciła się na łóżko, mocno przytulając poduszkę. Jedną z licznych, gdyż szatynka posiadała ich ze sześć. Z czego nie każda leżała na swoim miejscu. Niekiedy wyłączała światło leżąc, co sprowadzało się do rzucania poduszką w kontakt. 
Niestety nadal nie wiedziała jak postąpić. Była przekonana o szczerych intencjach Itachiego, lecz były też fakty przemawiające na korzyść Josuke.
— Ześwirować idzie.
Nałożyła na głowę poduszkę mocno ją przyciskając. Miała teraz ochotę zasnąć, nie myśląc już o tym więcej. Wykona polecenie. O ile będzie to możliwe ograniczy kontakt z Itachi, aż do zamachu. Pokaże przełożonemu, że nadal jest wzorowym członkiem organizacji i potrafi dostosować się do rozkazów. To pozwoli Josuce na niezwątpienie w nią, co odwlecze kwestię związku z brunetem.

***

Leżał na łóżku czytając książkę. Przynajmniej starał się, gdyż z przeczytanej stron nie był w stanie zapamiętać, chociażby najłatwiejszego szczegółu, jak, o czym to jest. Od dnia pogawędki z ojcem, kiedy to przedstawił swój, jakże błyskotliwy pomysł zamachu, nie potrafił się na niczym skupić. W jakimś tam stopniu mógł zrozumiał ojcowskie pretensje do Konohy, lecz za nic metody ich rozwiązania. Fugaku dokonujący krwawego przewrotu w wiosce, z własnych pobudek na tle chorej ambicji. Nie mógł w to uwierzyć. Jeszcze bardziej niepokoiła go postawa brata. Sasuke nie był głupi, rozumiał, czym grozi przedsięwzięcie, którego podjął się ojciec. Niestety mimo tego tkwił uparcie przy swoim zdaniu. Itachi starał się ze wszystkich sił porozmawiać z nim, nakłonić do zmiany postawy. Na próżno. Tracił już nadzieję, na przemówienie mu do rozsądku. Na domiar złego, nie istniała rzecz, która w tym stanie ukoiłaby jego nerwy. Błąd. Była Keiko, lecz ostatnio nie mógł się z nią skontaktować. Po feralnym obiedzie spotkali się raz, wybierając na spacer. Trwał krótko, gdyż szatynka dostała wezwanie do siedziby. Nie miał wówczas odwagi przyznać się jej, co klan szykuje. Uznał, że jej ta sprawa nie dotyczy. Im mniej będzie wiedzieć tym lepiej. Jednak po którejś z kolei nieudanej próbie dodzwonienia się, braku odzewu na sms’y, zaczął rozumieć, że musiała się czegoś dowiedzieć. Misji nie podejrzewał, gdyż powiadomiłaby go. Do tej pory, nawet jak spędzała całe dnie u siebie w organizacji, chociaż raz w ciągu dnia odpisywała na wiadomość. Czuł, że cała ta sytuacja zaczyna go przytłaczać. A do rozwiązania akcji, jeszcze ponad tydzień, niemalże dwa.

4 komentarze:

  1. KEIKO!!! No kurdę, jak ja uwielbiam tą dziewczynę, to głowa mała. Gdyby była postacią realną, to czuję, że byśmy się świetnie dogadywały i szalały razem na maksa. Teraz wiem czemu Itachi względem niej jest taki powściągliwy. Potrzebowałyście tego, aby zwiększyć jej niepewność po słowach przełożonego. Szkoda mi jedynie Uchihy, bo choć nie jest tu niczego winien, to dostaje mu się po dupie. Z drugiej strony on zawsze kojarzy mi się z kimś, kto musi się nacierpieć. Choć jest geniuszem, to życie zawsze ciężko go doświadcza. Więc w sumie to dobrze to rozegrałyście. Rozdział za-je-bi-sty!!!
    Czy w związku z tym, że macie zapas to można liczyć na to, że rozdziały będą się pojawiać regularnie? Np. w soboty? Tak pytam, bo oczywiście fajnie jest zobaczyć, że pojawiło się coś nowego u Was, ale jak człowiek wie że będzie nowy rozdział i wyczekuje tego konkretnego dnia, to jest jeszcze lepiej ;)

    Z racji wyjaśnienia dedykacji, jeszcze raz dziękuję. To naprawdę miłe, gdy autor dedykuje rozdzialik czytelnikowi. Fajnie też, jak naskrobie kilka zdań w odpowiedzi na komentarz, ale to oczywiście Wasza decyzja ;)

    Weny! Chęci! Czasu na pisanie! No i wszystkiego co tylko chcecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komentarz!
      Akari na pewno bardzo się ucieszy, bo Keiko to jej bohaterka :-)

      W swojej odpowiedzi nie chciałam się odnosić do treści Twojego komentarza (uściślając - tematu planowanego zamachu) ze względu na to, że ten rozdział co nieco wyjaśnia. Kolejne również, więc wolałam nie spoilerować :D

      Jeśli chodzi o częstotliwość publikacji, to bardzo byśmy chciały, ale jest jeden problem. Owszem, mamy trochę rozdziałów w zapasie, ale obecnie niewiele czasu na pisanie kolejnych i obawiam się, że szybko by się nam skończyły i zrobiłoby się pusto. Ja mam prawie dokończony 47, a Akari wciąż walczy z 42. Niestety idzie nam topornie...
      Ostatnio ustaliłyśmy, że będziemy się starały wrzucać coś raz na 2 tygodnie, raczej w weekendy. Więcej obiecać naprawdę nie mogę, bo obietnice zbyt łatwo jest złamać ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Rozumiem, zwłaszcza, że Wasze rozdziały to kawał tekstu, a nie mała pierdółka. Będę czekać na kolejny rozdział :)

      Usuń
    3. Odpisuje, odpisuje! Jeny, jak zawsze w tyle.
      Bardzo Ci dziękuję za ten i wszystkie poprzednie komentarze. Bardzo się cieszę, że postać Keiko przypadła ci go gustu (dobra nie ukrywajmy, nie da się jej nie lubić xD). Sporo ciężkiej pracy trzeba włożyć w wykreowanie całkiem nowej postać. Wszystko trzeba zaczynać od zera, więc to naprawdę podnosi na duchu, jak ktoś to docenia.
      Także cieszę się, że rozdział oceniłaś tak pozytywnie :) I mam nadzieję, że następne z tak samo przypadną do gustu.
      Jak Erroaya wspominała, mamy lekko zapas rozdziałów, więc będziemy się starać co 2 tygodnie, w weekendy wrzucać kolejne.
      Nie przedłużając, raz jeszcze wielkie dzięki i lecę pisać 42 ;)

      Usuń