9 lutego 2013

01. Taki ma fajny tyłek

Zatrzymała się spoglądając ku górze. Stado ptaków z głośnymi gardłowymi dźwiękami poderwało się zataczając majestatyczne kręgi. Przysłaniając błękit nieba ciemnymi piórami.
— To zły znak — mruczał pod nosem mijając dziewczynę. Spojrzała na starca postukującego drewnianą laską. Kolejnych jego słów nie usłyszała. Właśnie skończyła się krótka cisza w słuchawkach pomiędzy kolejnymi piosenkami. Jeszcze raz skierowała wzrok na ptaki oddalające się ku głowom wyrytym w skale. Po czym lekceważąco wzruszyła ramionami, wznawiając marsz. Nawet po przekroczeniu bramy prowadzącej na niewielki plac przed trzema czerwonymi budynkami, nie zmieniła swojego tanecznego lekkiego kroku. Jedynie nieznacznie skrzywiła się, gdy w drzwiach potrącił ją mężczyzna ubrany w charakterystyczną ciemno zieloną kamizelkę. Nie zareagowała na jego słowną zaczepkę o tym, że wychodzący mają pierwszeństwo. Po prostu zwyczajnie jej nie słyszała. Głośna muzyka skutecznie zagłuszała dźwięki otoczenia, wlewając w uszy znajomy głos.
Na szczycie schodów zgrabnym piruetem-zygzakiem wyminęła kobietę taszczącą wielki stos dokumentów, za którego ledwo wystawały jej czubek głowy. Chwilę odprowadzała ją wzrokiem, nim ta zniknęła za zakrętem. Po czym odwróciła się na pięcie ruszając w głąb szerokiego korytarza, który szybko ginął za kolejnym łagodnym łukiem. Budynek osadzony na planie koła miał swoje wady, nie było widać końca drogi. Również nie sposób dostrzec innych, dlatego dopiero po kilku krokach ujrzała mężczyznę wchodzącego przez solidne dębowy drzwi. Mlasnęła z niezadowolenia, zwalniając tempa. Nie ma, co się spieszyć jak i tak będzie musiała czekać.
— To już? — zapytała zaskoczona obserwując jak pośpiesznie wycofuje się. — Co? Jeszcze raz? — dodała marząc brwi i wyjmując słuchawkę. Tylko z ruchu warg zorientowała się, że coś do niej mówił.
— Hokage jest zajęta — zakomunikował spokojnym wręcz beznamiętnym tonem.
— Mhm — mruknęła na potwierdzenie, że usłyszała, po czym włożywszy z powrotem słuchawkę w ucho przykucnęła pod ścianą, na nowo pogrążając się w swoim świecie.

Mężczyzna dokładnie lustrował dziewczynę, którą chwilę temu minął przy schodach. Niewiele osób pozwalało sobie na swobodne zachowanie w stosunku do Tsunade. A ona, w jego mniemaniu, wręcz emanowała lekceważeniem. W luzackiej postawie, niemal siedziała na podłodze z głośną muzyką wylewającą się z niedokładnie włożonych słuchawek. Ściągnął brwi zdegustowany, lecz cichy zgrzyt zawiasów nakazał odwrócenie głowy w stronę drzwi. Wyminąwszy się z przedstawicielem ANBU wszedł do gabinetu Hokage.
— Witam wielmożna Tsunade — oznajmił po kurtuazyjnym ukłonie.
— Witaj Itachi — odpowiedziała nie zwracając uwagi na wyprostowanego na baczność mężczyznę. Dalej uważnie śledziła tekst otrzymanych dokumentów. — Chciałabym cię zapoznać z nowymi podwładnymi — rzekła stukając papierami o blat, które równo ułożone spoczęły na kupce innych łudząco podobnych. — Twoi nowi ludzie, którym będziesz przewodził to Miyame Aken oraz Higashiyama Keiko. On niestety jest na długoterminowej misji i nie zupełnie jest jasne, kiedy będzie mógł wrócić. Na razie przedstawię ci tylko Keiko… jak kiedyś dotrze na czas — wyszeptała zrezygnowanym tonem, po krótkiej pauzie.
— Pewna szatynka czeka pod drzwiami — poinformował przypominając sobie o spotkanej niedawno dziewczynie.
— O — zawołała zaskoczona. — To przybyła na czas. — Zerknęła na zegarek. Była przekonana, że Keiko znajduje się jeszcze gdzieś daleko poza tym budynkiem. Ostatnio na zapoznanie z nową drużyną spóźniała się, przed ostatnio też i przed przed ostatnio, ogólnie to czterokrotnie. —Pójdź po nią — poprosiła.
Skinął głową opuszczając pomieszczenie. Dziewczynę zastał dokładnie w takiej samej pozycji, w jakiej zostawił. Nadal kucała pod ścianą z zamkniętymi oczami, delikatnie wystukując rytm o kolana palcami.
— Hokage cię wzywa — oznajmił głośno. Niestety to nie wystarczyło, aby zagłuszyć płynącą ze słuchawek muzykę. — Hokage cię wzywa — powtórzył delikatnie pukając w ramię. Była tak pochłonięta przez tą jedną czynność, że nawet nie zareagowała. Z cichym westchnieniem przykucnął lekko szarpiąc za nadgarstek. Poskutkowało. Otworzyła oczy spoglądając na niego z uprzejmym zdziwieniem, że ktoś śmie ją szturchać.
— O co chodzi? — zapytała wyjmując słuchawkę z ucha.
— Hokage cię wzywa — powtórzył odsuwając się.
— A! Już, już — rzuciła zupełnie nie przejmując się całą tą sytuacją. Ignorując ponaglające spojrzenie, wstała stukając palcem w komórkę. — Idę, idę — mówiła zwijając słuchawki, które pośpiesznym ruchem wraz z telefonem wepchnęła w kieszeń. — Już jestem — zakomunikowała dziarskim krokiem wkraczając do gabinetu Tsunade. — Dzień dobry — dodała stając tuż przed biurkiem z radosnym, szerokim uśmiechem. Itachi ściągnął brwi, nie doczekawszy się ukłony czy przejawów szacunku. Rozmawia z Hokage jak ze swoim senseiem.
— Znów zostajesz przeniesiona — odparła zrezygnowanym tonem. — To już piąty raz odkąd zostałaś tymczasowo przydzielona pod moją jurysdykcję.
— Zdarza się. — Wzruszyła ramionami. — Nie moja wina, że to byli jacyś pa… — urwała napotykając gniewnie zmrużony wzrok kobiety — sztywni ludzie, z którym nie mogłam się dogadać — dokończyła uśmiechając jeszcze szerzej.
— Spoważniała byś wreszcie — skwitowała.
— Ktoś, kto w każdej chwili może zginąć i przez cały czas się naraża nie musi dorastać i być poważnym — odpowiedziała radośnie.
— Idealny Kinders.
Uniosła jeden kącik ust bacznie obserwując reakcję dziewczyny, która uśmiechnęła się jeszcze szerzej rzucając krótkie, rzeczowe:
— No ba.
Mężczyzna zlustrował Keiko, po raz wtórny, intensywnie marszcząc czoło. Kindersi byli konkurencją Korzenia Danzo. Niby podobni, niby robili to samo, lecz nie zupełnie. Organizacje owiane największą tajemnicą, mimo iż ci pierwsi na pozór wydawali się otwarci. Organizowali zwyczajne rekrutacje, jak do ANBU, nie trzeba było czekać na specjalne zaproszenie przywódcy, jak to wyglądało u Korzenia. Jednak mimo tego nawet shinobi nie wiedzieli, czym tam naprawdę są, a tym bardziej, co ich wyróżnia. Mawiało się, że wykonywali misje, których nie chciał się podjąć Danzo. Tak niechlubne, że nawet on nie chciał brudzić sobie nimi rąk. Podobno również wybierali zadania, przy których procent przeżycia wynosił mniej niż 20%. A członkowie tej organizacji posiadali specjalne umiejętności, niekoniecznie chętnie widziane gdzieś indziej. Takie krążyły pogłoski, podobno.
— To jest Uchiha Itachi — oznajmiła Tsunade otrząsając mężczyznę z rozmyśleń. — Wraz z Miyame Akenem będziecie tworzyć nową drużynę.
— Znowu? — jęknęła zawiedziona. — Myślałam, że już się sprawdziłam i mogę wracać do siebie.
— To nie ty o tym tu decydujesz. To jest nowy projekt Josuke, on cię do tego wyznaczył i póki oboje nie uznamy, że zebraliśmy odpowiednią ilość danych, nie zostaniesz z niego wycofana — odparła twardo i stanowczo.
— Tak wiem — burknęła markotnie. — Będę grzeczna — rzuciła od niechcenia.
— A teraz pójdźcie się lepiej zapoznać i tym razem Keiko liczę, że się sprawdzisz. Nie chcę po raz kolejny czytać takich podań, jak ostatnio — oznajmiła karcącym, wręcz ostrzegawczym tonem, znacząco spoglądając na dziewczynę, która w milczeniu pokiwała głową. — W takim razie, żegnam was.
— Do widzenia — odpowiedział schylając z szacunkiem głowę.
— Do widzenia — powtórzyła skinąwszy. — Ależ to nudne — burknęła, kiedy tylko zatrzasnęła drzwi do gabinetu.  — Jestem Keiko. — Wyciągnęła dłoń.
— Itachi.
Uścisnął ją, szybko wyczuwając, że raczej nie dzierży zbyt często broni.
 — A co z tym drugim, Akenem? — zapytała ruszając wzdłuż korytarza skocznym krokiem.
 — Jest na misji. Później go poznamy.
 — Spełniamy rozkaz Hokage, czy olewamy to i każdy idzie we własną stronę? — zapytała, chociaż osobiście wolała te drugie. Miała ochotę na spotkanie z przyjaciółmi albo trening, jeszcze do końca nie była pewna. Jednak postanowiła dać szanse na wypowiedź nowemu kapitanowi, w końcu też może mieć coś do powiedzenia.
— Musimy się lepiej poznać.  Łatwiej będzie podczas walki, wpasować się w umiejętności drugiej osoby.
— To moje wpasowanie wygląda tak. Ty robisz, co chcesz i nie wchodzisz mi w paradę. Koniec wpasowywania się. — Spojrzał na nią wymownie, mrożąc wzorkiem. — Dobra, dobra. — Machnęła ręką, zupełnie nie przejmują się miną, po której większość dostawała dreszczy. — Ale chcę iść na lody.
— Słucham?
 Zamurowało go. Tego się nie spodziewał. Wprawdzie Keiko zachowywała się mało poprawnie, jednak była Kindersem. Oczekiwał wspólnego treningu, dokładnego omówiona swoich taktyk w jakimś zaciszu, nie zaś luźnego wypadu na lody. Zatrzymał się na chwilę, przyglądając się jej, tak jakby nie rozumiał sensu wypowiedzianych słów.
— Chcę iść na  lo dy — przesylabizowała. — No chodź. Znam takie fajne miejsce.
Złapała go za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. Z chłodnego budynku, wyszli na skąpany w słońcu plac. A minąwszy w bramie muru otaczającego siedzibę Hokage, grupkę geninów z przewodniczącym im jouninem, znaleźli się na uliczkach Konohy.
— No to — zaczęła, kiedy uszli kolejne kroki w milczeniu — opowiedz mi coś o sobie?
Zaskoczyła go tym pytaniem. Cieszył się dość znaczną popularnością wśród shinobi, a jeśli ktoś nie rozpoznawał imienia to już samo nazwisko wiele mówiło.
— Uchiha tak? — pytała, lecz najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi, bo szybko ciągnęła dalej: — W takim razie sharingan, iluzja i ogień. A na jakim poziomie? Coś po za tym umiesz?
Czyli jednak coś wiedziała, pomyślał, kątem oka obserwując idącą obok dziewczynę z zadartą do góry głową, wygrzewając skórę twarzy w promieniach słonecznych.
— Preferuję taktykę opierającą się na…

Reszta drogi do wybranej budki z lodami minęła im na rozmowie, dla Itachiego ciężkiej rozmowie. Keiko nie była chętna do odpowiadania. Paplała nie na temat udzielając bardzo okrężnych odpowiedzi, w których niewiele było rzeczowych informacji i bardzo szybko rozpraszała się otoczeniem. I niestety zaspokojenie jej pragnienia na zimną słodycz, wcale nie poprawiły, jakości konwersacji, na co liczył Itachi.
— O ty zobacz wróbelek — zawołała zadowolona zatrzymując się na rogu skrzyżowania i z zadartą do góry głową patrzyła na szczyt płotu okalającego teren restauracji. — Taki ma fajny tyłek — dodała uważnie przyglądając się mu.
Westchnął cierpiętniczo, starając się ignorować jej jakże pasjonujący komentarz.
— Uważaj! — krzyknął dostrzegając wybiegające za zakrętu dziecko, które z pełnym impetem potrąciło Keiko. Dziewczyna zachwiała się straciwszy równowagę i przechyliła się w rozwarte ramiona mężczyzny. To był odruch. Itachi automatycznie zareagował, chcąc ochronić ją przed upadkiem, zupełnie zapominając o trzymanym przez nią rożku. Przez co, zaraz po tym jak Higashiyama wylądowała na nim, siłą rozpędu przygwożdżając do płotu, usłyszał ciche plask. Cała zawartość rożka wylądowała na koszulce. Na chwilę zapomniał o tym czując przyjemną kwiatową nutę, kiedy jej rozpuszczone włosy zasłoniły mu widoczność. Wszystko trwało sekundy. Wtulona w niego dziewczyna szybko otrząsnęła się odsuwając, a wraz z nią zaniknęła woń kwiatów oraz ciepło drugiego ciała.
— Prze-przepraszam? — wydukała niepewnie drapiąc się w tył głowy i uśmiechając głupkowato. — Może jakoś to wytrzeć? — Patrzyła na wielką różową plamę na białej bluzce. — A no tak, nie wzięłam torebki — dodała rozglądając się na boki. — Może da się to jakoś wytrzeć? — zaproponowała wyciągając ręce w stronę zabrudzenia.
— Nie trzeba — odparł pośpiesznie lekko odtrącają ją. — Nic się nie stało — odparł z niewielką ilością szczerości, w duchu ubolewając nad rozgarnięciem dziewczyny. — W końcu ty też jesteś poplamiona.
— Hę?
Zaskoczona powiodła wzrokiem za palcem Itachiego, który wskazywał niewielką odbita plamę na jej bluzce.
— A tam. — Machnęła lekceważąco ręką.

***

— Itachi to ty? Obiad na stole — wołała matka, gdy tylko przekroczył próg domu. — Coś ty robił? — zapytała widząc syna w drzwiach.
— Wina Keiko — odparł, bez namysłu rzucając odpowiedź. — To tylko drobny wypadek — wyjaśnił podchodząc do zlewy w celu umycia rąk.
— Masz dziewczynę? — zapytała uradowana matka kładąc ostatni półmisek na stole, przy którym siedział już młodszy syn i mąż.
— Co to za jedna?  Z jakiego klanu? — dopytywał ojciec.
— Biedna dziewczyna. Coś ty jej zrobił? — zapytał Sasuke nabijając się z brata. Itachi obrzucił go tylko wymownym spojrzeniem.
— Nie mam dziewczyny. To tylko członkini nowego składu drużyny.
— Oh, no szkoda.  A ładna może? — ciągnęła zasiadając za stołem.
— Od zwykła dziewczyna.
— To zapewne ładna. W tym waszym ANBU same ładne. Jak na przykład Aniha, ta, która tak często tu przychodziła. Pamiętasz z poprzedniej drużyny.
— To ta, przed którą ukrywałeś się ciągle w piwnicy lub spędzałeś dnie na treningach? — zapytał Sasuke z nieukrywaną złośliwością.
—  Nie ukrywałem się przed nikim — burknął posyłając mu mordercze spojrzenia. Doskonale ją pamiętał. Faktycznie do brzydkich nie należała, ale była bardzo nachalna. Wpraszała się z byle bzdetem, żeby tylko z nim pogadać czy gdzieś wyjść. Potrafiła dzień po skończeniu misji przyjść i pytać się jak misja, na której ona również była. Na szczęście będąc medic ninja szybko zmieniała drużyny. Nie była na stałe przydzielona do jednej. Trafiała tam gdzie akurat potrzebowano jej obecność.
— Przypominam ci, że to ty czaiłeś się w krzakach w ogródku i skakałeś, bo dachach, aby nie spotkać koleżanki — odciął się.
— No tak, jasne, jeszcze mi Akademie wypomnij. To było jak byłem geninem, więc się nie liczy. Za to ty w zeszłe walentynki ukrywałeś się u Shisiego.
— A ty tydzień błagałeś Hokage o misję a ostatecznie, jak ci niczego nie dała zapisałeś się ochoczo do pomagania w archiwum.
— Spokój — uniósł głos Fugaku uciszając synów i powstrzymując otwierające się usta Sasuke z kolejną ripostą. — Przy stole nie ma kłótni — zakomunikował twardo.

***

Dziewczyna radosnym krokiem zmierzała ku wypatrzonemu z daleka szyldzie ulubionego klubu. Postać siedzącego kota utworzona z neonowej rury jarzącej się do bólu intensywnym zielonym kolorem. Wyglądała dość tandetnie, jednak jej to nie przeszkadzało. Szczerząc się do białego zimnego światła napisu nad drzwiami „Nocny Kot”, dziarsko wkroczyła do środka. Na wstępie nie uderzyła ją głośna łupiąca muzyka. To nie był standardowy klub, gdzie ponad połowę przestrzeni zajmował parkiet, wszystko lśniło od kolorowych reflektorów migających w rytm a skąpo odziane dziewczyny wyginały się na podwyższeniach. Lokal bardziej przypominał bar z elementami klubu. Wnętrze w odcieniach brązu, gdzieniegdzie raziło tanim blichtrem i ostrym neonami. Głównie wokół baru i podestu DJa, przed którym rozpościerał się średniej wielkości parkiet. Po nim, aktualnie kręciło się kilku ludzi w roboczych strojach.
— Heja, co się dzieje? — zagadała do młodego mężczyzny stojącego za barem, wskazując głową robotników.
— Cześć. Montują nowe głośniki. Z poprzednich potrafiły wydobywać się szumy — wyjaśnił odstawiając wytartą szklankę na podświetlaną na niebiesko szklaną półkę.
— Uuu — zawołała — nie fajnie. Kiedy to wszystko wraca do normy?
— Pojutrze.
— To trzeba będzie wpaść zobaczyć jak się sprawują. W ogóle jest ktoś?
— Jasne, na górze jak zawsze.
— Dzięks — rzuciła odwracając się w stronę schodów. Od dawna to było ulubione miejsce spotkań jej przyjaciół, więc nie dziwota, że już ich rozpoznawano.
Piętro nie było pełne, od połowy widniała dziura, dokładnie tej samej wielkości, co parkiet poniżej. Kilka kroków od balustrady zaczynały się rzędy stolików, wyjątkowo dzisiaj niemalże pustych. Jednak dziewczyna na to nie zwracała uwagi. Wzrokiem szybko odnalazła znajome czupryny siedzące przy tym jednym konkretnym stoliku. Od razu radosny szczery uśmiech zagościł na jej twarzy.
— Cześć.
— O, któż to nas zaszczycił są obecnością — zaczął Josuke. — Chyba cię nie widziałem ze sto lat — rzekł zachęcając ręką by usiadła. — Obstawialiśmy, że nie żyjesz — dodał głosem jakby mówił coś bardzo zabawnego.
— O moją piękność wróciła — rzucił się do razu Isamu. — Proszę pozwól, że złoże odcisk swoich ust na twojej chłodnej skórze i zaproszę cię do stolika, abyś mogła z nami usiąść — rzekł kłaniając się w pas i lekko całując dłoń Keiko. Uśmiechnęła się szerzej.
— I mnie miło cię widzieć mój ty mości rycerzu.
— Oh dajcie spokój — wtrąciła się Fumiko wywracając oczami. — Isamu uspokój się. Keiko siadaj — rzekła uciszając brata, nim ten zdążył wydać głos z rozwartych ust.
— Co tam u ciebie mała? — zagadał Josuke.
— Pff. Nudy na pudy — mruknęła zawiedziona z wielkim niezadowoleniem wykrzywiając usta. — Znów zmiana drużyny, co zapowiada kolejne hecę. W ogóle długo to ma jeszcze trwać? Z rozkoszą wróciłabym do normalnych zadań.
— Wiesz, że jesteś tam potrzebna.
— Taa — rzuciła przeciągle. — Durne komplikacje natury prawnej.
— Musisz jakoś to wytrzymać.
Westchnęła cierpiętniczo. Nie mogła nic zrobić z tym. Rzekomy projekt Josuke, z którym zgłosił się do Hokage był totalną ściemą. Aż dziwne, że kobieta kupiła gadkę o chęci resocjalizacji niektórych Kindersów. Niby towarzystwo innych shinobi o zupełnie odmiennych poglądach i prawach rządzących misjami ma nawrócić, pozwalając stać się bardziej wartościowym członkiem społeczeństwa. Keiko nie była pewna, co takiego miało to oznaczać. W końcu to dzięki niej i jej podobnym taki zwykły koleś jak chociażby barman w tym klubie może wieść swoje nudne spokojne życie. Jednak jakimś cudem Tsunade chwyciła przynętę, akceptując warunki projektu, przyjmując ją oraz kilku innych Kindersów w swoje szeregi. Tak naprawdę to nie miało nic wspólnego z tym, co było na papierze. Josuke chodziło jedynie o swobodę w wykonywaniu powierzonych mu zadań. Hokage kierowała misje do poszczególnych organizacji, lecz nie zagłębiała się dokładnie w szczegóły. Stąd bywały takie problemy jak, niemożność wykonania powierzonej Kindersą zlecenia, tylko, dlatego że prawnie nie mieli dostępu. Nie pozostawało nic innego jak wkręcić swoich ludzi, gdzie trzeba i walnąć im podwójną misję.
— Ej, co ci zamówić? — zapytał Josuke, rozglądając się po pustych szklankach przyjaciół i szybko dopatrzywszy się, że Keiko nie ma swojej.
— Może coś kolorowego, ale w sumie może piwo. Z resztą wybierz, na co masz ochotę. I tak w dużej mierze ty to wypijesz.
— Ja? — zapytał oburzony. — Dbam tylko o to, abyś była trzeźwa. Tak młoda osóbka nie może chodzić pijana po ulicy. Wiesz ile gwałcicieli czai się po krzakach?
— Jasne i na pewno udam im się napaść shinobi.
Jednak on już nie słuchał. Nie czekając na odpowiedź pognał na dół do baru. Higashiyama parsknęła śmiechem, kręcąc ze zrezygnowaniem głową.
— No, a co tam u ciebie Fumiko? — zagadała.
— Ostatnio trochę więcej roboty i nerwów, bo zaraz egzaminy końcowe. Dzieciaki w pełnym stresie a i my mamy zawalony grafik przygotowaniami tego wszystkiego.
— Egzamin kończący Akademię — mruknęła zamyślając się. — Nawet nie pamiętam czy się nim stresowałam. To było tak dawno temu.
— Za rokiem nowy rok przemija, a z wiekiem przemijają tamte dni.
— Dokładnie Isamu.
— Eh — westchnęła ciężko spoglądając na przyjaciółkę i brata, którzy uśmiechali się do siebie. — No nic to — dodała w pełnej rezygnacji. Doskonale wiedziała, że ci dwoje są niereformowalni. — Podobno masz nową drużynę, kogo?
— Me serce kroi się z żalu. Ma panienko, że nie będziemy razem na misje chodzić w dal — wyrecytował Isamu przybierając zatrwożona minę.
— Mnie też jest tego żal, mój ty… e… — zacięła się. — Co się rymuje z żal?
— Stal — zaproponował Josuke zjawiając się przy stoliku z czterema szklankami piwa.
— Isamu ogarnąłbyś się — marudziła siostra, mając już dość jego pokręconego zachowania.
— Świat się stale zmienia, a ja pozostanę jedyną ostoją stałości — oznajmił wyszczerzony, nie przejmując się uwagami Fumiko.
— No to wracając do tematu twojej drużyny. Co z nią?
— Ano nic, jest sobie — odpowiedziała upijając pianę z wierzchu.
— Keiko.
— Te egzaminy chyba działają ci na nerwy, przewrażliwiona jesteś — skomentował fioletowowłosy pociągając solidny łyk.
— Josuke to jeszcze nic, jak ma ważną randkę to dopiero przewrażliwiona jest.
— Keiko! — uniosła głos rozdrażniona zachowaniem przyjaciół. Ci jedynie roześmiali się, obserwując oburzenie na twarzy blondynki.
— Połówko mojej krwi, uspokój swe wzburzone czerwone morze. Myśmy nie jesteśmy złośliwcami, myśmy tylko poszukiwaczami rozluźnienia. Uśmiechnij się niewiasto i popłyń z nami w dal.
— A naszym celem słoneczny blask — dodała Keiko unosząc w górę szklankę, co uczynił również Isamu.
— Słoneczny blask — powtórzył delikatnie stukając szkłem o szkło.
— Słoneczny blask. — Dołączył się Josuke wystawiając rękę z swoim w połowie pustym naczyniem.
— Jesteście niemożliwi — rzuciła starając się nadal być nadąsaną, lecz ostatecznie uśmiechnęła się również unosząc szklankę. — Słoneczny blask.
Głośny śmiech i radość zagłuszyły wyraźny odgłos zderzającego się szkła.
— No to weź coś opowiedz o swojej nowej drużynie? — zapytała, kiedy po sporym łyku złocistego płynu szklanki trafiły na stół.
— Znam tylko kapitana. Ten drugi facet jest na misji poznam go później.
— A któż to będzie dowodził tą piękną niewiastę? Któż będzie obserwować ten uśmiech, ze świadomością, że po części to jego zasługa?
— Itachi — odpowiedziała zgodnie z prawdą.
— Uchiha? — dopytywała niepewnie.
— Tak — potaknęła.
— Ten Uchiha Itachi? — Pokiwała głową niezbyt zwracając uwagę na zainteresowanie ze strony Fumiko. — Ale ty masz szczęście — westchnęła. — To jedno z najlepszych ciach w Konoha. Z resztą jego brat Sasuke też nie gorszy. Podobno strasznie magnetyczny. Eh ty to zawsze dobrze trafisz — westchnęła ponownie.
— Czy ja wiem — mruknęła, starając się doszukać w tym tego swojego szczęście. — Od zwykły koleś, który będzie moim przełożonym. Też mi wielkie szczęście. Szczęściem by było, gdyby był kimś od nas. O a najlepiej Isamu albo Kaoru — dorzuciła wyszczerzając się w pełni radości.
— Tobie naprawdę przyda się ten projekt — skwitowała. — Może wreszcie otworzysz się na coś innego niż wasza organizacja.
— Przesadzasz Fumiko — wtrącił się Josuke, który wypiwszy swoje piwo dziarsko rozglądał się po szklankach dziewczyn. — Nie rób z nas jakiegoś zamkniętego oddziału świrów.
— Oj wybacz to nie tak miało zabrzmieć, ja tylko... Wybacz — przepraszała zmieszana sytuacją. W końcu uraziła organizację siedząc przy jednym stole z jej przywódcą. Wcale tak o nich nie myślała, tylko czasami pragnęła, aby jej przyjaciółka była bardziej podobna do innych dziewczyn. A Keiko przekładała organizację ponad wszystko.
— Ej, co planujemy robić jak wypijemy? — zapytała Higashiyama udając, że nie widzi jak Josuke zamienia jej w połowie pełną szklankę ze swoja już pustą. Nie śpieszyło jej się do domu, gdzie z pokoi wieje jedynie pustka nieznośnie przypominając, że wypada posprzątać.
— Na mnie nie licz — powiedziała pośpiesznie Fumiko płynnym ruchem podstawiając swoje piwo pod nos bratu, który nawet nie starał się jak Josuke podmieniać szklanki. Pewnym ruchem pochwycił ją rozlewając zawartość do pozostałych trzech. — Ja mam jutro pracę.
— Ja też, no i? — oznajmił lekceważąco przywódca Kindersów, wzruszając ramionami. — A co powiecie na jakieś dobre żarełko i karaoke?
— Za — rzucili oboje, zgodnie potakując głowami.
— No to ustalone. — Zatarł z radości dłonie. — Dopijamy jednym łykiem, grzecznie panienkę Fumiko odstawiamy do domku i wyruszamy w nocne miasto.
— Zgodni — oznajmiła Keiko wycierając wilgotne usta po piwie w wierzch dłoni.
— Całym sercem na tak — dorzucił Isamu podnosząc się i bez skrępowania przeciągając.
— Mogę wracać sama? — zapytała pełna nadziej Fumiko już widząc jak jej brat z jego najlepszą przyjaciółką będą wygłupiać się całą drogę.
— Jeszcze ktoś cię pod drodze napadnie. Odprowadzimy, to nic takiego — wytłumaczył Josuke sprawdzając czy na pewno wszystkie szklanki są puste. — No to ruszamy — rozkazał spoglądając po przyjaciołach, upewniając się, że wszyscy już zebrali się do wyjścia.

4 komentarze:

  1. Witam!
    Trafiłem na tego bloga przypadkiem, jednak spodobał mi się on i zamierzam dalej czytać! Tekst jest naprawdę fajny i ciekawy, jednakże odrobinę odrzucają mnie literówki lub błędy w tekście, np. zamienianie płci bohatera, można się przez to pogubić niestety..
    Pozdrawiam i wytrwałości życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    świetnie Mikoto i Fukagu żyją, choć zastanawia mnie podtać Naruto, Itachi zaskoczony, że ona nie wpatruje się w niego jak w obrazek, Joskuke zakochany...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaglądałam tu już kilka razy i za każdym powtarzałam sobie, że zacznę czytać za jakiś czas. Żałuje, że odkładałam to tak długo, bo historia przypadła mi do gustu. Itachi wydaje się dość pewny siebie. Za to Keiko jest świetna. Tekst "O ty zobacz wróbelek" pokazuje jak bardzo specyficzną jest osobą.
    Cieszy mnie to, że mam dużo rozdziałów do nadrobienia. nie lubię czytać czegoś na bieżąco i potem wyczekiwać tygodniami na coś nowego. W najbliższym czasie wezmę się za kolejny rozdział i, znając moje tempo, najnowszy przeczytam w bardzo odległej przyszłości :D Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "odpowiedziała nie zwracając uwagi na wyprostowanego na baczność mężczyznę"
    JAK MOGŁA NIE ZWRACAĆ UWAGI NA ITACHIEGO?! CZY TA BABA MA PO KOLEI W GŁOWIE?!

    "Keiko znajduje się jeszcze gdzieś daleko poza tym budyniem"
    Wiem, wiem, ale zmieńcie ten budyń. To jest komiczne.

    OdpowiedzUsuń